26.6.16

Kilka kosmetyków w mini recenzjach

Nie pojawią się na blogu w pełnej recenzji, a chciałam Wam o nich napisać. Niekoniecznie dlatego, że są godne polecenia, niektóre wręcz przeciwnie. Zresztą sobaczcie same. Zapraszam do czytania ;)



Compagnie de Provence, Liquid Soap with Olive Oil, Anise Patchouli - mydło marsylskie w płynie opracowane na oliwie z oliwek z zawartością 97,4 % składników organicznych. Bez zawartości parabenów, barwników, tłuszczów zwierzęcych, siarczanów czy innych zbędnych substancji. Bardzo łagodne, o przyjemnej, bogatej i odżywczej konsystencji, delikatnie się pieni, dobrze oczyszcza pozostawiając skórę elastyczną, gładką i miękką. Ja używam go do mycia rąk i tu spisuje się naprawdę świetnie. Nie pozostawia uczucia ściągnięcia, dłonie są oczyszczone, przyjemne w dotyku i delikatnie pachnące. Wydajność również jest na plus, tak samo jak butelka. Szklana, z ciemnego szkła i z wygodną pompką. Nie spodobał mi się jedynie zapach, jest delikatny, kwiatowy i niedrażniący, ale spodziewałam się czegoś innego. Pewnie jeszcze do niego wrócę, ale w innej wersji zapachowej, może tej z lawendą? :)

Rahua, Rainforest Grown Shampoo - w 100% naturalny szampon do włosów, pozbawiony siarczanów, ultra delikatny i bogaty w składniki organiczne takie jak:  drzewo Palo Santo, komosa ryżowa oraz masła Shea i kokosowe. Za zadanie ma wzmacniać, odżywiać, regenerować cebulki włosowe i skalp. Charakteryzuje się gęstą, galaretowatą konsystencją, żółtym kolorem i niesamowicie delikatnym, słodkim zapachem, przyjemnym, ale bez zachwytów. Przy pierwszym myciu słabo się pieni, przy drugim jest już ok, nie podrażnia skóry głowy, pielęgnuje i skutecznie oczyszcza pozostawiając włosy miękkie, sypkie, nieco odbite od nasady i pięknie błyszczące. Z jednej strony w porządku, a z drugiej takie same efekty czy nawet lepsze uzyskuję po tańszych szamponach z równie przyjemnym i naturalnym składem. Może przy dłuższym użyciu zachwyciłby mnie bardziej, jednak nie wiem czy jest sens wydawać 145 zł na pełnowymiarowe opakowanie tym bardziej, że wydajność jest marna! A włosy mam cienkie i średniej długości więc, aż strach pomyśleć co byłoby przy długich i gęstych... 



H&M Conscious, Gentle Deodorant - delikatny antyperspirant w kulce bez zawartości soli aluminium, z zawartością organicznego aloesu i gliceryny, perfumowany naturalnymi olejkami eterycznymi. Po pierwsze jest naprawdę delikatny, nie podrażnia wrażliwej skóry pod pachami, nawet gdy zastosujemy go zaraz po depilacji ani nie wysusza. Po drugie moim zdaniem jest bezzapachowy, no dobrze, zapach jest, ale wyczuwalny tylko gdy przyłożymy nos do kulki więc nie ma obaw, że będzie gryzł się z perfumami. Na korzyść przemawia też jego skład, naturalny i bezpieczny. Niestety, tak jak się spodziewałam, antyperspirant ma słabe działanie i nie spełnił moich oczekiwać w 100%. Przy niskiej temperaturze i lenistwie w domu jak najbardziej się sprawdza, jednak przy wysiłku fizycznym,większym stresie czy wyższej temperaturze totalnie zawodzi. Nie zapobiega ani mokrym plamom, ani nie niweluje przykrego zapachu. Zużyję i więcej nie wrócę, ale nie poddaje się i będę szukała dalej czegoś naturalnego i skutecznego. 



O'right, Hinoki Scalp Exfoliating Gel - organiczny peeling do skóry głowy w postaci żelu z zawartością proszku z drewna Hinoki. Opracowany  na olejku z tego też drzewa, bogaty w fitoncydy o kojącym aromacie i właściwościach bakteriobójczych, rozluźnia skrę głowy, ożywia korzeń włosa i działa leczniczo, a przynajmniej tak obiecuje producent. Cóż mogę powiedzieć, spodziewałam się efektu jak po masce oczyszczającej Phenome, którą swoją drogą uwielbiam, a niestety tego nie otrzymałam. Końcówka z dziubkiem ułatwia dozowanie kosmetyku, drobin jest dużo i nie są ostre, peeling ma przyjemny, nieco męski zapach, dobrze się aplikuje i rozprowadza po skórze, niby złuszcza, niby oczyszcza, ale brakuje tu tego efektu wow. Nie czuję odświeżenia, nie widzę aby włosy po jego użyciu było bardziej puszyste czy odbite od nasady, przedłużenia świeżości również brak. Mam też wrażenie, że czasem podrażnia mi nieco skalp. Jeśli macie ochotę wypróbujcie, jednak ja jestem na nie.

Davines, Calming Superactive - preparat do skóry głowy kierowany szczególnie do osób z wrażliwym skalpem bądź w przypadku nadmiernej produkcji sebum. Wzbogacony został o żółtodrzew oskrzydlony, który łagodzi i działa przeciwbólowo oraz OGT (substancję pochodną z oleju kukurydzianego) - zapobiega podrażnieniom i swędzeniu. Kupiłam go gdy moja skóra głowy była nie tylko podrażniona, ale też mocno ściągnięta wręcz piekąca, łuszczyła się i ogólnie było kiepsko (dzięki Ci Herbatint!). Liczyłam, że pomoże mi uporać się z moim problemem i na chwile tak było, skóra była ukojona, mniej swędziała, miałam tez wrażenie, że jest bardziej nawilżona i rozluźniona, jednak pozytywne odczucia szybko minęły, a kolejny aplikacje nie przynosiły już żadnego rezultatu. Zauważyłam też, że kosmetyk stosowany na suche włosy pozostawia na nich nieco tłusty film, a aplikowany na mokre przyspiesza przetłuszczanie. Jedynym plusem jest zapach, naprawdę przyjemny i długo utrzymujący się oraz przyjemna dla oko butelka, niestety tylko tyle.




Davines, Naturaltech Calming - kolejny produkt Davines z serii łagodzącej, tym razem szampon. Za zadanie ma delikatnie oczyszczać, łagodzić i przynosić ulgę wrażliwej skórze głowy. Znajdujący się w składzie fitoceutyk z borówki amerykańskiej działa przeciwzapalnie, a olejek eteryczny z paczulki wonnej zmienia każdą kąpiel w pełen relaks. To prawda, szampon pachnie wspaniale i wycisza, przyjemna, niezbyt gęsta konsystencja ułatwia stosowanie, kosmetyk doskonale się pieni i to by było na tyle jeśli chodzi o zachwyty. Po pierwsze nie spełnia obietnic producenta i w żaden sposób nie łagodzi podrażnień, a przynajmniej na mnie nie działa, nie przedłuża też świeżości włosów, miałam wręcz wrażenie, że dobrze nie domywa, mój narzeczony, któremu go oddałam stwierdził to samo. Zaraz po umyciu włosy były puszyste, odżywione i błyszczące jednak pod koniec dnia wyglądały smętnie, a skóra głowy była rozdrażniona i piekąca. No nie mogę go polecić nikomu.


Purite, Peeling Solny Mandarynka Grejpfrut - peeling na bazie soli morskiej z Morza Martwego z zawartością oleju z pestek moreli, glinki illite, olejków eterycznych z grejpfruta oraz mandarynki i innych cudowności. Przeznaczony głównie dla skóry zniszczonej, przesuszonej, łuszczącej się. Według obietnic producenta doskonale oczyszcza, ujędrnia, poprawia wygląd skóry i ułatwia wchłanianie substancji odżywczych. Cóż, peelingi solne bardzo lubię, przetestowałam ich sporo i mimo, że ten zapowiadał się naprawdę cudownie okazał się totalną klapą! Zacznijmy od zapachu, coś okropnego! Nie czuć w nim olejków eterycznych tylko zjełczały olej, myślałam, że być może jest przeterminowany jednak data ważności wskazuje, że nie. Konsystencja też pozostawia wiele do życzenie, na pierwszy rzut oka wydaj się ok jednak przy aplikacji wszystko osypuje się do brodzika i samego peelingu na skórze pozostaje niewiele. No i sam peeling, hmm. Za tłusty, a drobiny soli za duże, zdecydowanie za duże. Nieważne czy zastosujemy go na mokro czy na sucho efekt oczyszczenia i złuszczenia jest znikomy, a skóra nie jest nawilżona tylko nieprzyjemnie oblepiona. Oblepienie po peelingu Pat&Rub to naprawdę nic w porównaniu do tego co otrzymujemy tutaj. Naprawdę się zawiodłam i przy okazji wyrzuciłam pieniądze w błoto :(



Znacie któryś z kosmetyków? Podzielacie moje zdanie czy wręcz odwrotnie? Wam też czasem zdarza się trafić na buble? Jaki produkt Was ostatnio zawiódł? Dajcie znać :)

24 komentarze:

  1. Zabiłaś właśnie moją ochotę na peeling Purite, nieodwołanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po powrocie do Polski będę miała okazję przetestować nowe opakowanie bo zawartość tego prawdopodobnie była zepsuta mimo długiej daty ważności... Zobaczymy czy ten nowy będzie lepszy. Dam znać :)

      Usuń
  2. Kolejne perełki, mam ochotę na coś od Purite:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6/28/2016

      czytałaś ten post...?

      Usuń
    2. Ktoś tu chyba nie czytał uważnie ;)

      Usuń
  3. Uuu, Purite się nie popisało. Jeśli chodzi o naturalne antyperspiranty po czytałam wiele pozytywnych opinii nt. marki Schmidt's, znasz może?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, jednak jeden z przedstawicieli Purite odezwał się do mnie z przeprosinami i po powrocie do Polski dostanę nowe opakowanie. Zobaczymy co z tego wyjdzie ;)
      A markę Schmidt's znam jedynie z sieci i właśnie też czytałam o niej dużo dobrego. Czas w końcu sprawdzić czy rzeczywiście te antyperspiranty takie super :)

      Usuń
  4. Najbardziej czekałam na recenzję tego peelingu,szkoda, że się nie sprawdził.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam ani jednego kosmetyku!:) Spodziewałam się, że peeling o'right robi właśnie efekt wow:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do maski oczyszczającej Phenome nie ma w ogóle szans :(

      Usuń
  6. Zobaczyłam Purite i przybiegłam, bo właśnie na tę wersję zapachową miałam chrapkę ;( i klops... może spróbuję z inną, bo chęć nadal jest :) choć to oblepienie nieco studzi mój zapał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwona, marka Purite odezwała się do mnie i mój peeling prawdopodobnie był zepsuty :( Także może warto zaryzykować :)

      Usuń
  7. Ojej, sporo rozczarowań, a tak ładnie się prezentują :(
    Ale ten dezodorant H&M sobie sprawdzę, a nóż widelec u mnie się spisze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, opakowania są cudne, bez dwóch zdań. Szkoda, że zawartość trochę gorsza :(
      No pewnie, to, że u mnie się nie spisał to nie znaczy, że u Ciebie też tak będzie. Warto próbować :)

      Usuń
  8. A tak ładnie ten peeling wygląda na zdjęciach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, okazuje się, że mój peeling prawdopodobnie jest zepsuty stąd to oblepienie i dziwny zapach. Będę miała okazję przetestować nowe opakowanie i być może wypadnie lepiej ;) nie tylko na zdjęciach ;)

      Usuń
  9. szampon za 145 zł? kogoś trochę powaliło ;)
    liczyłam,że peeling solny jest fajny, a tu taki żal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są i droższe szampony, jednak jeśli działają jak te tańsze lub gorzej to nie ma co przepłacać ;)
      A peeling, no cóż, nie sprawdził się, ale marka odezwała się z przeprosinami i podeśle mi nowy do testów. Być może okaże się lepszy :)

      Usuń
  10. Strasznie byłam nakręcona na ten szampon i odżywkę Rahua, nasłuchałam się na zagranicznym youtube, że fajne, ale właśnie cena mnie powstrzymywała, no i chyba uratowałaś mnie przed wydaniem kupy kasy. Pewnie zamówię jeszcze próbki, ale zakupów w ciemno raczej nie poczynię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, miałam w planie rahue już jakiś czas, a tu o..ale chyba i tak jeszcze u siebie sprawdzę;))

      Usuń
    2. Kinga, próbki to chyba najlepsza opcja na początek. Ogólnie szampon jest spoko, ale lepiej spisuje się u mnie dużo tańsze Insight czy Phenome, no i wydajność jest tu marna :)

      Kamila, pewnie, może u Ciebie sprawdzi się lepiej. Ja może też bym się skusiła na całą butlę, ale powstrzymuje mnie ta bardzo kiepska wydajność!

      Usuń
  11. kurcze to na co sie szykowalam dostalo od Ciebie kiepsko ... tez mam problem ze skora glowy i powiem ci ze marka Insight calkiem niezle sobie radzi i chetnie do niej wracam. Jesli masz dostep to sie skus kiedys ;) Rahua i Davines chyba poczeka w takim razie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, u mnie Insight też super się sprawdza i jak tylko wrócę do Polski zaopatrzę się w nowe butle. Z Davines natomiast fajne są maski, a szamponu nie mogę polecić. Co do Rahua to jest ok, ale tak jak napisałam, za tę kwotę bez zachwytu i za szybko się kończy :(

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :)

 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl