Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beauty Blender. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beauty Blender. Pokaż wszystkie posty

28.4.15

Ulubieńcy - kwiecień 2015

Hej, co prawda to jeszcze nie koniec kwietnia, ale ja już dziś przygotowałam dla Was post z ulubieńcami, a w nim same perełki. Same zobaczcie, zapraszam :)


RITUALS..., Good Luck Scrub - peelingów do ciała miałam już wiele, ale zawsze w każdym dopatrywałam się jakiejś wady, a to za tłusty, a to za słaby, za mało wydajny itd., jednak w tym nie widzę żadnych. Ten peeling to ideał, a mówią, że ideały nie istnieją ;) Jest doskonały pod każdym względem zaczynając od konsystencji i działania, a kończąc na zapachu i wydajności. Genialnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, napina, poprawia koloryt, a także delikatnie nawilża i otula pięknym, pomarańczowo-cedrowym zapachem. Uwielbiam i marzę o tym aby nigdy się nie skończył.

Dr. Bronner's, Castile Soap, Lavender - to organiczne mydło to moje małe wielkie odkrycie i zostanie ze mną już na zawsze. Można stosować je aż na 18 sposobów, ja, póki co, używam go tylko do mycia pędzli, do sprzątania, a przede wszystkim do mycia ciała. Jest niesamowicie łagodne, świetnie się pieni, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę i nie wysusza jej, a wręcz delikatnie nawilża. Czasem zapominam nawet o aplikacji balsamu. A zapach? Zapach jest boski, bardzo naturalny, lawendowy, piękny. Relaksuje i uspokaja. Jeśli jeszcze nie znacie Castile Soap to szybko nadrabiajcie zaległości, nie pożałujecie :) PS. Są też inne wersje zapachowe ;)


REN, Clarifying Toner - jeśli widziałyście mój ostatnio post >klik< to wiecie, że bez toników nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. Ten od REN nie od razu mnie zachwycił. "Ot zwykły tonik" pomyślałam. Ale teraz, po ponad miesiącu używania, muszę przyznać, że jest naprawdę świetny i działa. Przy regularnym stosowaniu delikatnie złuszcza martwy naskórek, odblokowuje pory, a tym samym sprawia, że cera z dnia na dzień oczyszcza się, jest gładka, ma wyrównany koloryt i wygląda zdrowo. Kosmetyk reguluje też wydzielanie sebum, a także minimalizuje powstawanie wyprysków. Do tego dochodzi świetny skład i delikatność, czego chcieć więcej? ;)

Clarins, Multi Blush, Candy 02 - na początku kwietnia, po kilku miesiącach nieużywania, wygrzebałam ten róż z dna szuflady, zaaplikowałam na kości policzkowe i WOW! Tego mi było trzeba. Róż pięknie ożywia całą twarz, rozświetla ją i rozpromienia. Na zdjęciach nie zachwyca, ale na żywo, uwierzcie mi, wygląda bosko, a jego cukierkowy kolor jest idealny na wiosenno-letni okres. Mimo kremowej formuły kosmetyk nie przysparza problemów, dobrze się nakłada, bezproblemowo rozciera i pięknie stapia ze skórą co w rezultacie daje bardzo naturalny look. Po prostu bajka. W tym poście >klik< możecie przeczytać jego pełną recenzje i zobaczyć jak prezentuje się na mnie ;)


Kiehl's, Creamy Eye Treatment - moja skóra pod oczami nie jest bardzo wymagająca, ale nawilżenia oraz odżywienia zdecydowanie potrzebuje, a ten krem zapewnia jej to w 100%. Gdybym miała opisać go w jednym zdaniu, powiedziałaby - bomba odżwycza w małym opakowaniu, naprawdę. Krem genialnie i długofalowo nawilża, koi, regeneruje, a także uelastycznia i, co równie ważne, daje uczucie komfortu. Ogólnie sam w sobie jest bardzo komfortowy, treściwy, bezzapachowy i łagodny. Nie podrażnia ani nie uczula. Co tu dużo mówić, ja jestem nim oczarowana. Wspominałam o nim już tutaj >klik<. Jeśli szukacie fajnego kremu pod oko to ten zdecydowanie polecam.

Beauty Blender - długo opierałam się przed zakupem BB, ale w końcu uległam i już wiem skąd te wszystie zachwyty. Ta mała, niepozorna gąbeczka jest genialna, a ja zakochałam się w niej od pierwszego użycia. Aplikacja podkładu, jakiegokolwiek, z jej pomocą przebiega bardzo szybko i sprawnie, a efekt końcowy jest świetny. Cera wygląda bardzo naturalnie, a przy tym perfekcyjnie. Nie ma tu mowy o smugach, zaciekach, prześwitach, niedociągnięciach czy "masce" ponieważ podkład jest idealnie stopiony ze skórą. Pędzlem nigdy nie udało mi się uzyskać takiego efektu. Ponadto BB nie pochłania zbyt wiele podkładu, dobrze się czyści, nie odkształca się i szybko schnie. Wad nie widzę.


A co jeszcze zachwyciło mnie w kwietniu poza kosmetykami? M.in owsiane ciasteczka z tego przepisu >klik<. Co prawda pokochałam je już w marcu, ale myślałam, że szybko mi się przejedzą, a tu guzik. Mogłabym je jeść codzennie, ale tego nie robię bo pewnie już po miesiącu nie zmieściłabym się w drzwiach ;) Co do samych ciasteczek są one bardzo łatwe w przygotowaniu i po prostu przepyszne. Te sklepowe niech się schowają, fuuu! ;)

W niekosmetycznych ulubieńcach musi znaleźć się jeszcze piosenka bo, nie wiem jak Wy, ale ja bez muzyki nie umiem żyć i słucham jej na okrągło. W kwietniu najczęściej odtwarzałam utwór Strawberry Letter 23 >klik< :) w wykonaniu malezyjskiej piosenkarki kryjącej się pod pseudonimem YUNA. Piosenka lekka i przyjemna, w sam raz na wiosenne, leniwe popołudnia ;)


A Was co zachwyciło w kwietniu? Dajcie koniecznie znać :)

27.3.15

Nowości - marzec 2015

Kolejny miesiąc i kolejne nowości. No cóż, u mnie to po prostu niekończąca się opowieść. Mimo powtarzania sobie i obiecywania, że nic więcej nie kupię lub będę kupowała tylko to co jest mi naprawdę potrzebne i tak kończy się to dużymi zakupami więc chyba przestanę już się oszukiwać. Poza tym jakiś nałóg trzeba mieć, prawda? ;) Kiedyś kupowałam tony ubrań, a teraz kupuję tony kosmetyków... Jak widzicie nie za wiele się zmieniło, ale plus jest taki, że kosmetyki przynajmniej zużywam, a z ubraniami często było tak, że leżały z metkami w szafie i nigdy ich nie nosiłam. No, ale koniec tych wywodów. Zapraszam na krótką prezentację nowości.


Jak widzicie moje zbiory zasiliło kilka rzeczy i przyznać szczerze, że żadna z nich nie była mi jakoś na gwałt potrzebna, ale praktycznie wszystkie były na liście zakupów więc prędzej czy później i tak bym je kupiła. Pierwsze marcowe zakupy zrobiłam na stronie Blush.no. Do wirtualnego koszyka jako pierwsze powędrowały moje trzy HITY czyli krem do rąk Hemp Hand Protector - The Body Shop, suchy szampon Dark&Deep Brown - Batiste i Thickening Hairspray - Bumble&Bumble. Przy okazji dorzuciłam peeling enzymatyczny Gentle Cream Exfoliant - Demalogica, o którym czytałam u Megdil >klik< i tonik Clarifying Toner - REN , który chodził za mną już od dawna, z ciekawości wzięłam jeszcze maseczkę Deep Down Detox zupełnie nieznanej mi marki Formula 10.0.6. Już teraz mogę napisać, że peelingiem jestem zachwycona, tonik też jest całkiem fajny, przede wszystkim nie wysusza i nie podrażnia skóry. Jeśli chodzi o maseczkę to jeszcze jej nie używałam, ale na stronie sklepu była w dziesiątce najlepiej sprzedających się masek więc mam nadzieję, że będę z niej zadowolona. Pozostałe kosmetyki to, jak wspomniałam wyżej, moje hity więc tutaj chyba nie muszę nic dodawać ;)


Kolejne zakupy poczyniałam w sklepie online Kicks.no. Akurat składałam zamówienie dla koleżanki więc przy okazji postanowiłam kupić też coś dla siebie. Skusiłam się na podkład w kompakcie Sheer and Perfect Compact - Shiseido, krem pod oczy Creamy Eye Treatment with Avocado - Kiehl's, piankę pod prysznic Happy Buddha -RITUALS... oraz organiczne mydło Magic Soaps - Dr.Bronner's, które można stosować na mnóstwo sposobów i praktycznie do wszystkiego zaczynając od ciała, a kończąc na myciu podłóg. Brzmi dziwnie, wiem ;). Podkładem, póki co, jestem troszkę rozczarowana, kremu jeszcze nie używałam tak samo jak mydła, ale już nie mogę się doczekać kiedy dorwę się do tych kosmetyków, natomiast pianki Rituals wręcz kocham i z tą jest tak samo. Jednak muszę przyznać, że rozczarował mnie trochę jej zapach. Gdyby pianka pachniała tak samo jak olejek z tej serii byłoby bosko :)


Ostatnie nowości to znowu zakupy ze sklepu Blush.no (przyznaję, uwielbiam ten sklep i jeszcze cały czas mają jakieś fajne promocje, ehhh). Na początku miałam kupić tylko Beauty Blender, do zakupu którego przekonała mnie opinia Hexx >klik<, ale oczywiście na tym się nie skończyło. I tak oprócz Beauty Blendera, a nawet dwóch (tak było korzystniej) kupiłam jeszcze szampon Sunday Shampoo - Bumble&Bumble, pędzel do pudru Powder Brush - Real Techniques bo pędzli nigdy za wiele i szczotkę The Wet Brush bo moja TT niedługo wyzionie ducha, a o tej czytałam dużo dobrego. Z BB jestem niesamowicie zadowolona (to miłość od pierwszego użycia!), szampon kupiłam głównie dlatego, że chcę wypłukać farbę z włosów, a z tego co czytałam on ma w tym pomóc, zobaczymy..., pędzla jeszcze nie używałam, a szczotka hmmm... Mam co do niej mieszane uczucia i póki co TT nie przebiła.


I to by było na tyle.

Znacie coś z moich nowości? A może coś Was zainteresowało? Dajcie znać :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl