Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clarins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Clarins. Pokaż wszystkie posty

20.8.16

Sierpniowe nowości

Cicho ostatnio na blogu, a wszystko to nie przez brak czasu, a raczej przez chęć odetchnięcia trochę od internetu. Jest też kwestia pogody, a ta ostatnio była okropna, jesienna i ponura, co totalnie uniemożliwiało mi zrobienie zdjęć, a z drugiej strony odbierało chęci do czegokolwiek więc po pracy większość czasu spędzałam po prostu pod kocem na nic nierobieniu. Jest jeszcze jeden powód mojej nieobecności, jednak póki co nie chcę nic więcej zdradzać. Ale już jestem. Na początek przygotowałam post z nowościami bo dawno takowego nie było, a mi przybyło kilka fajnych produktów, które chciałam Wam pokazać :) Jest tu kilku ulubieńców i kilka kosmetyków, które goszczą u mnie po raz pierwszy.



Czasem zdarza mi się szaleć i kupować coś nowego na zapas, a bo to promocja, bo może się przyda itd. Na pewno dobrze to znacie :) Tym razem było jednak inaczej i kupiłam tylko to co było mi naprawdę potrzebne. Jeśli regularnie czytacie mojego bloga to wiecie, że mydła Dr. Bronner's to moje must-have, akurat niedawno skończyła mi się wersja lawendowa, nie miałam nowej butelki w domu i dopiero wtedy tak naprawdę przekonałam się jak bardzo brakuje mi tego kosmetyku. Szybko postanowiłam to zmienić i zamówiłam duże opakowanie Pure Castile Soap na feelunique.com, tym razem zdecydowałam się na wersję z olejkiem z drzewa herbacianego, którą bardzo lubię i która ma właściwości antybakteryjne. Do zamówienia dorzuciłam jeszcze żel oczyszczający do twarzy Deep Cleanse Face Wash od Aromatherapy Associates. Miałam go na oku już od dawna, a że akurat stosowny przeze mnie żel The Body Shop dobijał dna  pomyślałam, że to dobra okazja aby go nabyć. Kosmetyk jest już w użyciu, świetnie oczyszcza, nie wysusza skóry jednak to jego zapach zachwycił mnie najbardziej. Mocno zielony, aromaterapeutyczny, no piękny! Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu za to ja chętnie kupiłabym takie perfumy.



Kolejne kosmetyki to już nowości z Polski, które ostatnio przywiózł mi tato. Po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do kosmetyków Pat&Rub, teraz znajdujących się pod nazwą Naturativ. I tu wyszła dziwna sytuacja, osoby, które znają P&R na pewno dostały maile czy słyszały o tym, że marka znika z rynku co wszystkich podejrzewam zasmuciło jednak dobra wiadomość była taka, że kosmetyki te będzie można nabyć pod inną nazwą i w opakowaniach ze zmieniona szatą graficzną. I wszystko wydawało się ok dopóty dopóki nie trafiłam na oświadczenie Kingi Rusin, że została oszukana, a jej receptury wykradzione. Nie będę się tutaj teraz rozpisywała na ten temat, wszystko można znaleźć w internecie, jednak wyczytałam tam też, że p. Kinga nie wie gdzie kosmetyki Naturativ są produkowane ani z jakich surowców. Nie powiem, trochę mną ta informacja wstrząsnęła, ale że już złożyłam zamówienie stwierdziłam trudno, zużyję je, ale raczej już do nich nie wrócę. A na co się zdecydowałam? M.in. na ulubiony Tonik oraz Żel pod Prysznic z linii Hipoalergicznej. W Polsce czekają na mnie jeszcze dwa produkty marki, które nie zmieściły się już tacie do walizki. Ach, te ograniczenia! Nowości Phenome to prezent urodzinowy od siostry, już dawno miałam ochotę wypróbować ten żel do biustu - Deeply Firming Breast Relief, który dedykowany jest głównie kobietom w ciąży i mamom, ale myślę, że sprawdzi się u każdej kobiety, które chce te okolice nawilżyć i ujędrnić :) W paczce znalazła się tez mała pojemność kremu do twarzy - 24-hour Moisturizing System , miałam go kilka lat temu, bardzo lubiłam i chętnie sprawdzę czy jest tak nadal. Nie muszę chyba wspominać, że składy i zapachy w obu przypadkach są bajeczne? Tak właśnie jest! W sklepie pell.pl skorzystałam z promocji i skusiłam się na krem do dłoni Hand Cream Vanilla&Orange Peel od Grown Alchemist, który zresztą też od dawna miałam na oku. Do koszyka wrzuciłam jeszcze zestaw 5 bestsellerowych produktów do pielęgnacji twarzy, niestety również nie zmieścił się do walizki dlatego pokażę go Wam po powrocie do Polski :) Błyszczyk Clarins - Instant Light Natural Lip Perfector  to kolejny produkt, który po prostu muszę mieć. Tym razem zdecydowałam się na kolor - 12 Red z edycji limitowanej. Uwielbiam czerwienie, brakowało mi tego odcienia w ofercie i mam nadzieję, że marka wprowadzi go jednak do sprzedaży na stałe. No zobaczymy. Jeśli nie znacie tego produktu koniecznie to nadróbcie! I ostatni kosmetyk z Polski to szampon do włosów wypadających - Micro Stimulating Hair Bath, który dostałam do testów. Oway to włoska marka produkująca kosmetyki profesjonalne, a jednoczenie ekologiczne. Wiem, że się powtarzam, ale tego szamponu też byłam od dawna ciekawa więc tym bardziej ucieszyłam się z prezentu. Niedługo zabieram się za testy i dam Wam znać co i jak!



I na koniec zakupy zrobione już w Norwegii. Fig&Yarrow to amerykańska marka, na którą wpadłam na Instagramie a jakże by inaczej! ;) Pierwsze co mnie przyciągnęło to opakowania, minimalistyczne i piękne, spodobała mi się też filozofia firmy oraz proste, naturalne składy jednak zniechęcał brak dostępu, aż przez przypadek znalazłam te produkty w jednym z norweskich sklepów internetowych. Nie złożyłam od razu zamówienia, ale wiedziałam, że prędzej czy później coś kupię i w końcu nastał ten dzień. Przejrzałam dokładnie kosmetyki, przemyślałam czego potrzebuję i zdecydowałam się na peeling do twarzy - Facial Scrub oraz glinkową maseczkę - Clay Mask. Do wyboru jest prawdopodobnie 6 wersji czyli zielona, czerwona, biała itd., ja postawiłam na tę najmocniejszą czyli czarną, prócz glinki w składzie zawiera jeszcze aktywny węgiel oraz olejek palmarosa. Pierwsze testy wypadły obiecująco, oby tak dalej. Zdecydowałam się też na zakup słynnego chyba już naturalnego antyperspirantu Schmidt's. Od początku byłam przekonana, że kupie wersję w sztyfcie z bergamotką jednak koniec końców, po przeczytaniu opinii, zdecydowałam się na słoiczek i opcję bezzapachową. Przetestowałam już kilka naturalnych antyperspirantów, jedne były lepsze, drugie gorsze, ale z żadnego nie byłam w 100% zadowolona, ba, nie byłam zadowolona nawet w 50%. Tu natomiast muszę przyznać, że jest moc! Oczywiście to pierwsze wrażenia, ale już jestem pozytywnie zaskoczona! I pomyśleć, że tak długo zwlekałam z jego zakupem.
To już wszystkie moje sierpniowe nowości. We wrześniu nie planuję nic kupować, ale wszystko może się jeszcze zmienić.  

Koniecznie dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało? A może któryś z kosmetyków już znacie? I dzięki, że wytrwałyście do końca ;)

5.7.16

3 kosmetyki do makijażu, które pokochacie

3 kosmetyki, które szybko ukryją zmęczenie, dodadzą blasku oraz pozwolą Wam błyszczeć przez cały dzień. Korektor, błyszczyk i róż. Tyle. Wszystkie przeze mnie sprawdzone, ulubione, uniwersalne i dla każdej z Was. Same zobaczcie.



Benefit, Róż Rockateur - róż, rozświetlacz i bronzer w jednym. Niezwykle satynowy, mocno napigmentowany i przyjemny w aplikacji, cudownie się rozciera i trwa na skórze przez cały dzień! Natychmiast po nałożeniu ukrywa nieprzespaną noc, odświeża, a dzięki opalizującemu wykończeniu dodaje blasku i pięknie rozświetla skórę. Efekt ten jest widoczny, a zarazem subtelny i przysięgam, że urzeknie każdą z Was. Róż świetnie stapia się ze skórą, nie tworzy plam czy smug, a jego odcień, mam wrażenie, będzie pasował do każdemu. Co więcej, opakowanie mimo iż wykonane z tektury, jest naprawdę trwałe, zmieści się do nawet najmniejsze torebki, a wygodny, skośny pędzel pozwoli zaaplikować kosmetyk zawsze i wszędzie. Ja zabieram go w każdą podróż czy wkładam do torebki gdy wiem, że przede mną długi i męczący dzień. Nałożony na szczyty kości policzkowych natychmiast rozpromienia, odmładza i ściąga zmęczenie.



Shiseido, Sheer Eye Zone Corrector - kremowy i jednocześnie odżywczy korektor o średnim kryciu.  Zaaplikowany na skórę działa jak za dotknięciem magicznej różdżki. Szybko i świetnie się z nią stapia, a dzięki zastosowanej technologii bazującej na teorii chromatycznej ukrywa zasinienia jak korektor i dodaje blasku jak rozświetlacz. Spojrzenie odzyskuje świeżość przy jednoczesnym zachowaniu naturalności. Kosmetyk pozostaje niewidoczny, nie wchodzi w załamania, zapewnia komfort i pielęgnuje skórę pod oczami przez cały dzień. Śmiało możemy zastosować go też na grzbiet nosa, łuk kupidyna czy gdziekolwiek chcemy czy potrzebujemy. Szybko doda blasku, ukryje co trzeba i zapewni promienny, świeży wygląd bez względu na cerę czy wiek. Polecam! 



Clarins, Instant Light Natural Lip Perfector - kolejny produkt czarodziej, do tego doskonały pod każdym względem! Lekki, nawilżający o super-przyjemnej, nieklejącej konsystencji i ładnym, budyniowym zapachu. Nie wymaga użycia lusterka, miękki aplikator uprzyjemnia stosowanie i doskonale rozprowadza kosmetyk pokrywając usta półtransparentnym, błyszczącym kolorem. Z miejsca staja się one bardziej ponętne, pełne i gładkie, lśnią i rozpogadzają. Błyszczyk doskonale dba o nawilżenie, otula, koi spierzchnięte usta, regeneruje i wygładza. Co więcej, klasyczna gama kolorystyczna zawierająca 8 odcieni sprawia, że każda z nas znajdzie kolor dla siebie, a ogromna wydajność pozwoli cieszyć się kosmetykiem przez długi czas. Mój ulubieniec to ten z nr. 05 Candy Shimmer - mleczny róż nude - delikatny, neutralny, odświeża i pasuje zawsze i wszędzie niezależnie od pory roku, dnia, okazji czy pogody. Kto stosuje te błyszczyki ten wie, że są najlepsze, kto ich nie miał niech szybko wypróbuje, jednak uwaga, uzależniają! Ja swój noszę zawsze przy sobie i często stosuję zamiast odżywczej pomadki. Nawilżenie i super efekt w jednym <3


Który z kosmetyków znacie, a który macie ochotę wypróbować? Bardzo chciałam zrobić zdjęcie jak cała trójka prezentuje się w makijażu niestety pogoda gwałtownie się popsuła i cały plan diabli wzięli :(

15.6.16

Piękne nogi od zaraz!

Wszystkie jesteśmy inne, mamy inne figury, nosimy różne rozmiary, ale każda z nas bez wyjątku marzy o jednym: o pięknych nogach! I wcale nie muszą być one chude czy długie jak u modelek ważne aby były zadbane. Z gładką, nawilżoną, jędrną i lekko opalona skórą. Zadbane nogi zawsze prezentują się apetycznie i nikt temu nie zaprzeczy. Aby osiągnąć najlepsze efekty warto racjonalnie się odżywiać oraz uprawiać jakiś sport, ale i bez tego da się coś zrobić. Dzisiaj chciałam przedstawić Wam produkty, które stosowane regularnie sprawią, że Wasze nogi już zawsze będą prezentowały się pięknie, a Wy będziecie je chętnie i jak najczęściej pokazywały, o!



Pierwszym i zdecydowanie najważniejszym narzędziem jest tutaj szczotka do szczotkowania ciała na sucho. Stosowana regularnie w cudowny sposób wygładzi, pobudzi krążenie, pomoże w walce z cellulitem, w dużym stopniu go zwalczy, fantastycznie ujędrni skórę oraz nada jej zdrowego kolorytu. Ale to nie koniec. Przy okazji poprawi samopoczucie, doda energii i pomoże pozbyć się toksyn z organizmu. Należy przy tym pamiętać, aby masaż zawsze wykonywać od dołu do góry kierując się w stronę serca, mogą to być ruchy posuwiste lub koliste np. na udach i brzuchu (warto "przemasować" całe ciało nie tylko nogi!), ważne aby kierunek został zachowany, dokładną instrukcję znajdziecie w filmikach na You Tube :) A jaką szczotkę najlepiej wybrać? Z naturalnym włosiem i niezbyt twardą, szczotkowanie ma być przyjemnością, a nie karą. Ja swoją ulubioną szczotkę czyli tę marki Fridge zostawiłam w Polsce i obecnie używam tej od The Body Shop, która nie jest zbyt dobra szczególnie dla osób, które przygodę ze szczotkowaniem dopiero rozpoczynają. Wracając jednak do Fridge, jest idealna! Solidna, wykonana z końskiego włosia i szorstka, ale jednocześnie łagodna i przyjemna dla skóry. Nie powoduje podrażnień, nie drapie i dobrze leży w dłoni. Więcej o szczotkowaniu ciała i przeciwwskazaniach przeczytacie w jednym z moich starych postów >klik<. Zapraszam :)








Kolejny produkt to balsam. Jest on niezbędnym kosmetykiem w walce o piękne nogi bo sucha, łuszcząca się i pomarszczona czy podrażniona skóra nigdy nie będzie wyglądała dobrze. Musi być odpowiednio odżywiona i koniec kropka! Warto postawić na taki, który jednocześnie ujędrnia i odżywia. Ja obecnie stosuję Soothing Body Serum marki Phenome. Jak zauważyłyście jest to serum, ale tylko z nazwy. Kosmetyk ma postać lekkiego balsamu i fantastycznie w tej roli się sprawdza. Opracowany został na wyselekcjonowanych składnikach, które zapewniają kompleksowe działanie. Stosowany codziennie przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia, wspomaga walkę z cellulitem, zmiękcza, regeneruje, napina i uelastycznia. Ponadto cudownie, świeżo pachnie i natychmiast się wchłania co pozwala zaoszczędzić czas i szybko się ubrać. Na zimę będzie zbyt lekki, ale teraz w okresie wiosenno - letnim sprawdza się cudownie.



Opalanie nie tylko wysusza i niszczy skórę, ale też szkodzi i może powodować raka skóry, a jak wiemy najapetyczniej wyglądają nogi lekko muśnięte słońcem. Jednak bez obaw nie musimy korzystać z kąpieli słonecznych aby nasza skóra miała cudowny odcień. Tutaj z pomocą przychodzą samoopalacze. Na rynku jest ich mnóstwo, ale najlepszym rozwiązaniem jest ten w kroplach Radiance Plus Golden Glow Booster od Clarins. Stosuje się go w duecie z balsamem dzięki czemu jednocześnie i nawilżamy skórę i zyskujemy piękną opaleniznę. Ja uwielbiam go za wszystko. Za łatwość aplikacji, piękny efekt widoczny już po pierwszym użyciu, brak smug czy plam, a także za bardzo naturalny, oliwkowy odcień, który daje. Jak to samoopalacz niestety wydziela nieprzyjemny zapach, jednak jest on krótko wyczuwalny, a już kilka godzin po aplikacji możemy cieszyć się piękną opalenizną, która to upiększa, ukrywa mankamenty, wyrównuje koloryt i optycznie wyszczupla nogi! Ja jestem na tak, a Wy? :)






Pod żadnym pozorem nie można zapominać o peelingu. Szczotka pomaga złuszczać naskórek i wygładza, ale porządny peeling wykonany raz lub dwa razy pogłębi ten efekt, dodatkowo wspomoże walkę z cellulitem, ujędrni i pobudzi skórę do odnowy! I tutaj najbardziej polecam peeling kawowy, szczególnie jeśli walczycie z pomarańczową skórką. Możecie go przygotować samodzielnie w domu lub sięgnąć po gotowe mieszanki, które oprócz kawy w składzie zawierają inne substancje jak np. olejki, witaminy czy cukier. Na rynku wybór takowych peelingów jest coraz większy, ja upodobałam sobie ten marki Frank Body w wersji Original. Bosko pachnie kawą, tak bardzo naturalnie, no cudownie, i jeszcze lepiej działa. Zastosowany na mokrą skórę porządnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, napina, pobudza krążenie i przygotowuje skórę na nałożenie kolejnych preparatów pielęgnacyjnych choć sam w sobie dzięki zawartości olejku z migdałów oraz wit. E daje przyjemne nawilżenie. Jeśli mamy czas warto pozostawić go na skórze przez kilka lub kilkanaście minut dłużej. Kawa zadziała na skórę jeszcze aktywniej, a pozostałe składniki peelingu doskonale ją odżywią. Uwierzcie mi, po takim zabiegu od razu można poczuć się lżej, skóra jest bajeczna w dotyku, niesamowicie napięta, a cellulit zdecydowanie mniej widoczny. Co więcej, nie ma tu mowy o podrażnieniach, jednak w przypadku gdy macie problem z naczynkami lub żylakami należy omijać te miejsca lub wykonać jedynie bardzo delikatny masaż bez mocnego pocierania.



Te cztery kroki sprawią, że skóra nóg z dnia na dzień będzie coraz gładsza, jędrniejsza, napięta, odżywiona i elastyczna, o zdrowym kolorycie i bez grama cellulitu. Wymaga to zaledwie kilku minut dziennie i naprawdę warto je poświęcić. Wskakując w spódnicę czy szorty nie będziecie zastanawiały się czy jednak nie założyć długich spodni, a jeśli jeszcze wsmarujecie w nogi jakiś olejek skóra nabierze delikatnego blasku, będzie prezentowała się ponętnie i jeszcze ładniej! Nie zapomnijcie też o pomalowanych paznokciach. Tu najlepiej sprawdzą się czerwienie, róże bądź koral. No i wszystko, teraz można ruszać na podbój świata ;)

No to kto się do mnie przyłączy i będzie stosował te cztery kroki? :) A może już dawno wprowadziłyście je do swojej pielęgnacji? Dajcie znać :)

16.5.16

Spring essentials

Wiosna to czas zmian. Zmienia się przyroda, nasze potrzeby i kosmetyczki. Ciemne kolory zastępujemy tymi jaśniejszymi, ciężkie konsystencje lżejszymi, nie chcemy już kryjących podkładów, treściwych maseł czy mocnych, słodkich zapachów. Chcemy lekkości, świeżości, blasku, ale też skuteczności. Proponowane przeze mnie kosmetyki takie właśnie są, może nie wszystkie lekkie, ale szybko wchłaniające się, rześkie, pozwalające skórze oddychać, a przy tym skuteczne, kolorowe i piękne! Cieszą oko i pozwalają poczuć się lepiej.




Clarins, Radiance - Plus Golden Glow Booster - samoopalacz w kroplach, który już po jednej aplikacji przyciemni Waszą skórę nadając jej piękny, oliwkowy odcień bez cienia pomarańczy. Wystarczy zmieszać go z balsamem, zaaplikować na skórę i już. Pierwsze efekty widoczne są po kilku godzinach, kosmetyk nie pozostawia smug, równomiernie się ściera, nie brudzi ubrań, kolor opalenizny możemy stopniować aplikując go kilka dni pod rząd, a nieprzyjemny zapach który zostawia jest delikatny i krótkotrwały. Idealny towarzysz na ciepłe dni gdy chcemy wskoczyć w sukienkę, a nasz skóra jest jeszcze blada po zimie.

Becca, Beach Tint w kolorze Guava - farbka do policzków i ust, która zachwyci niejedną z Was. Uniwersalna, trwała i wodoodporna, idealnie stapia się ze skórą i trwa na niej przez cały dzień. Policzki przyodziewa w naturalny rumieniec, a usta delikatnie barwi. Jest lekka, niewyczuwalna, nie zapycha ani nie wysusza. Sprawdzi się też jako cień do powiek, i to na serio. Zaaplikowana szybko usuwa zmęczenie, rozpromienia i odświeża, a jej bardzo neutralny, różowo-koralowy odcień genialnie komponuje się zarówno z bladą jak i muśniętą słońcem cerą.

Phenome, Smoothing Body Serum - serum do ciała w postaci lekkiego balsamu. Przeznaczone do codziennego użytku i każdego typu skóry, w tym także wrażliwej, odżywia, wygładza, zmiękcza, napina i wspomaga walkę z cellulitem. Wszystko to zasługa naturalnego i wspaniale skomponowanego składu: brazylijski pieprz poprawia krążenie i modeluje, wyciągi z zielonej herbaty, arniki, papai i werbeny ujędrniają i uelastyczniają, natomiast oleje arganowy, macadamia i migdałowy regenerują i doskonale nawilżają. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, chłodzeniu czy pieczeniu, lekka konsystencja szybko się wchłania, a roślinny, świeży zapach dodaje energii. Idealny, kompleksowo działający kosmetyk, który wiosną powinna wypróbować każda z Was ;)

Fnug, Like Lolita - lakier do paznokci z zawartością krzemionki, kawioru, protein oraz witamin A, D, E i B. Wzmocni Wasze paznokcie, przyozdobi je, a jego soczysty, czerwony kolor z domieszką koralu poprawi humor, przywoła uśmiech i idealnie skomponuje się z wiosennymi outfitami. Precyzyjny pędzelek ułatwia aplikacje, idealna konsystencja nie wylewa się na skórki, a dwie cienkie warstwy zapewniają super krycie z połyskiem. Nie ma tu mowy o bąblowaniu czy smugach, sam lakier szybko schnie, a dzięki zastosowanej technologii chip resistant trzyma się od 4 do 6 dni.



Annabelle Minerals, Podkład Matujący  - podkład mineralny, który działa jak photoshop. Ujednolici Waszą skórę, wygładzi ją, zmatowi i rozświetli,  a przy tym nie obciąży i pozwoli jej oddychać. Łatwy i szybki w aplikacji - wystarczy nabrać na pędzel, otrzepać, a następnie kolistymi ruchami rozprowadzić po skórze, zapewnia krycie średnie do pełnego nie dając przy tym efektu maski, a co najważniejsze nie podrażnia oraz nie zapycha cery. Zastosowane w nim  składniki: rozświetlająca mika, matujący tlenek cynku, dwutlenek tytanu odpowiedzialny za ochronę UVA/UVB na poziomie 15SPF oraz koloryzujący tlenek żelaza zapewniają trwały i bezpieczny makijaż, który upiększa i poprawia samopoczucie. Co więcej, cztery gamy kolorystyczne, w których wyróżniono kilka poziomów jasności sprawiają, że każdy znajdzie kolor odpowiedni dla siebie.

Abel, Tonic - perfumy tak naturalne, że można je pić! Opracowane na alkoholu zbożowym, inspirowane mojito z szczyptą soli, beztroskie, nietuzinkowe i uzależniające. Wyróżnią Was z tłumu i nawet podczas ponurej pogody czy całym dniu spędzonym w biurze pozwolą poczuć się jak na rajskiej wyspie. Oparte na woni wetiweru i jedwabiście skarmelizowanego wyschniętego drewna, doprawione miętą i bergamotką tworzą zaskakującą kompozycję, którą można podzielić się ze swoim partnerem. Bo Tonic to zapach unisex, magiczny, tworzący na każdym nieco inne, niepowtarzalne połączenia. Tego nie da się opisać to trzeba poczuć :)

LA Bruket, Salt Scrub Sage/Rosemary/Lavender - organiczny peeling do ciała z soli morskiej. Doskonale przygotuje Waszą skórę na ciepłe dni i jednocześnie zapewni aromaterapeutyczne doznania w zaciszu własnej łazienki. W 100 % naturalny, bez zawartości zbędnych substancji jak sztuczne zapachy, związki chemiczne czy parabeny. Doskonale złuszcza martwy naskórek,wygładza, pobudza krążenie, a zawartość olejków z rozmarynu, lawendy i szałwii działa nie tylko tonizująco, antybakteryjnie i odżywczo, ale też wspaniale relaksuje i wycisza. Tak przygotowana skóra wygląda zdrowiej, jest jędrna, elastyczna, zregenerowana i doskonale nawilżona, a umysł odprężony i gotowy na kolejne dni.


Alba, Galenic Daily Hand Cream - niby tylko do rąk, ale może być także do stóp. Jest przeniesieniem receptury o aptecznej mocy do minimalistycznej, metalowej tubki. Gęsty, treściwy, a jednocześnie szybko wchłaniający się. Opracowany na maśle Shea, ekstrakcie z płatków nagietka oraz olejach: kokosowym, ze słodkich migdałów i owocni pomarańczy doskonale pielęgnuje, nawilża, wygładza, odżywia i zmiękcza, a także wspaniale regeneruje. Sprawi, że wasza skóra będzie delikatna jak nigdy dotąd i nieco słodko pachnąca ;)

Fridge, 1.6 Face Peeling - gęsty, kremowy peeling prosto z lodówki! Delikatny, naturalny i przeznaczony do każdego typu cery, rewelacyjnie sprawdzi się u każdej z Was! Zawarta w nim krzemionka doskonale złuszcza i oczyszcza, ekstrakt z bławatka bogaty w flawonoidy, sole mineralne i kasy organiczne działa przeciwzapalnie, a bergamotka nadaje delikatny, świeży zapach oraz łagodzi mikro urazy. Wystarczy jednominutowy masaż i już. Zrogowaciały naskórek zostaje usunięty,  cera nabiera blasku, jest wygładzona, elastyczna i oczyszczona oraz gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. A wszystko to bez podrażnień czy przesuszenia.

Fridge, 4.1 Coffee Eye - w 100% naturalny krem pod oczy z zawartością ekstraktu z kawy arabica. Jego zapach pobudzi Was do życia, a przeciw obrzękowe działanie ukryje zmęczenie po długich, wiosennych imprezach. Redukuje opuchliznę, rozjaśnia zasinienia i fantastycznie pielęgnuje dosłownie wygładzając płytkie zmarszczki. Gęsta konsystencja kremu szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż, nie roluje się, delikatnie napina, jest niezwykle komfortowy, a nawilżenie jakie daje wyczuwalne jest przez całą dobę. Ponadto nie podrażnia, a jego skład bez zawartości konserwantów, alkoholu i związków syntetycznych pozwala skórze oddychać.

Aesop, Oil Free Facial Hydrating Serum - beztłuszczowe serum przeznaczone głównie dla cer mieszanych, tłustych i wrażliwych. Opracowane na aloesie, wzmocnione zieloną herbata oraz witaminami. Zapewni Waszej skórze dodatkowe nawilżenie i wspaniale wzmocni działanie kremu. Lekkie, szybko wchłaniające się, przynosi natychmiastowe efekty, delikatnie napina i łagodzi. Aloes doskonale odżywia oraz minimalizuje produkcję sebum, zielona herbata działa antyoksydacyjnie, a witaminy B i C regenerują, stymulują produkcję kolagenu oraz uelastyczniają zapewniając skórze zdrowy, promienny wygląd bez obciążenia. 



Tak prezentują się moje wiosenne niezbędniki, które sprawdzą się również niemalże u każdej z Was. A jak Wygląda Wasza wiosenna kosmetyczka? Co Wam wpadło w oko? Koniecznie dajcie znać :)

8.2.16

Ulubieńcy - styczeń 2016

Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że z dnia na dzień czas biegnie coraz szybciej. Mimo, iż obecnie jestem na dłuższym urlopie i nie robię nic konkretnego to brakuje mi po prostu godzin w dobie. Do tego pogoda nie nastraja pozytywnie, deszcz za oknem sprawia, że mam ochotę nie wynurzać się spod kołdry, ale ale, mam postanowienie i jeszcze w tym tygodniu wracam do praktykowania jogi, a jak zdecyduję się w końcu na jakieś adidasy (za duży wybór:/) wracam do biegania. Koniec z leniuchowaniem! Tymczasem zapraszam Was na spóźniony post z ulubieńcami, do którego siadam od kilku dni, ale w końcu udało mi się coś naskrobać ;)


Clarins, Radiance-Plus Golden Glow Booster - samoopalające kropelki do twarzy polubiłam niemalże natychmiast, i z tymi było tak samo. Na ich rzecz nie trzeba rezygnować z użycia pielęgnacji, a wręcz trzeba stosować je w połączeniu z ulubionym balsamem lub masłem. Ponadto są dziecinne proste w aplikacji, nie da się nimi zrobić sobie krzywdy, a efekt jaki dają jest naprawdę powalający. Skóra w kilka godzin po aplikacji zyskuje delikatny i co najważniejsze naturalny odcień opalenizny, który bez problemu można stopniować. Nie ma tu mowy o plamach, zaciekach czy smugach, a nieprzyjemny smrodek wyczuwalny jest tylko przez krótki czas. Dla mnie to wspaniały wynalazek, szczególnie, że mam bardzo jasną karnację, a dzięki tym kroplom mogę przez cały rok cieszyć się skórą lekko muśniętą słońcem. 

L'oreal, False Lash Superstar - wypatrzyłam ją w plebiscycie InStyle - Best Beauty Buys, liczyłam na spektakularne efekty i niestety przy pierwszych podejściach totalnie się zawiodłam. Dałam jej jednak jeszcze jedną szansę i boom, za drugim razem efekty mnie oczarowały. Przyznam, że trzeba poświęcić chwilę na dokładadne pomalowanie nią rzęs, ale warto. Serum czyli pierwsza warstwa świetnie pogrubia, wydłuża i podkręca rzęsy, natomiast sama maskara potęguje efekt objętości i przyciemnia włoski dodając spojrzeniu wyrazistości. W rezultacie rzęsy są rozdzielone, świetnie pogrubione, naprawdę długie i czarne, a oko jest otwarte i tym samym większe. Maskara jest bardzo trwała, nie kruszy się ani nie rozmazuje, nie wysycha też przed upływem daty ważności, i co ważne, nie podrażnia oczu. Naprawdę warto wypróbować.

L'occitane, Żel po prysznic, Vanille&Narcisse - już podczas kąpieli lubię sięgać po delikatne, naturalne, ładnie pachnące kosmetyki, a jeśli są w fajnej butelce to już w ogóle jestem kupiona. Żel L'occitane jest niezwykle gęsty, świetnie się pieni, a jego naturalny skład sprawia, że bardzo delikatnie oczyszcza, nie naruszając warstwy hydrolipidowej. Po kąpieli z jego użyciem skóra jest miękka, elastyczna i otulona ciepłym, intensywnym zapachem, będącym połączeniem wanilii i narcyza. Jak dla mnie cudo i ideał do stosowania w zimowe wieczory <3



Organique, Anti-Age Hair Mask - wróciłam do niej po ponad rocznej przerwie i co tu dużo mówić, jest doskonała! Przeznaczona głównie do włosów farbowanych i zniszczonych zabiegami fryzjerskimi choć myślę, że sprawdzi się u każdego. Skład jest tu naturalny i bardzo bogaty, oparty na regenerujących olejach: winogronowym i arganowym oraz naturalnym jedwabiu i wyciągu z perły. Doskonale regeneruje, odbudowuje łodygę włosa i wzmacnia cebulki sprawiając, że włosy są zdrowe, gładkie, pełne witalności i blasku. Maska nie obciąża ani nie przyspiesza przetłuszczania włosów, nawet gdy zastosujemy ją na skalp. Co więcej, pachnie przepięknie winogronami, a zapach ten jeszcze bardzo długi czas utrzymuje się na włosach. Polecam :)

Marc Jabobs,  Lust for Lacquer, 312 Lust for Life - uwielbiam czerwone, mocne usta, jednak na co dzień sięgam głównie po błyszczyki dla delikatniejszego efektu. Ten od Marc Jacobs oczarował mnie głównie kolorem, ale pod innymi względami nie mam mu nic do zarzucenia. Gęsta, żelowa konsystencja bez problemów sunie po ustach pokrywając je pięknym, lśniącym kolorem. Z miejsca stają się one bardziej wyraziste, pełniejsze i całuśne. Aplikator jest mały i precyzyjny co pozwala aplikować błyszczyk nawet bez użycia lusterka, a sama konsystencja nie jest lepka i nie wylewa się poza kontur ust. Dodatkowo efekt chłodzenia zapewnia przyjemne doznania, natomiast trwałość jak to w błyszczykach, nie jest powalająca, 1,5-2 godziny to raczej maks. Mimo to lubię bardzo. I jeszcze to opakowanie <3

Phenome, Anti-Aging Hand Therapy- ulubieniec od dawien dawna, w styczniu po raz kolejny udowodnił, że jest genialny. Naturalny, lekki, szybko się wchłania i świetnie odżywia. Cóż chcieć więcej? No może ładnego zapachu, ale on też go ma! Delikatny, cukrowy, sprawia, że mam ochotę używać go bez ustanku. Najczęściej noszę go w torebce i stosuję w ciągu dnia. Jak już wspomniałam, wchłania się błyskawicznie, otula dłonie delikatną warstwą ochronną i działa niemalże natychmiast. Zmiękcza, wygładza, regeneruje i koi spierzchniętą skórę przynosząc jej ulgę. Ideał, mówię Wam ;)



NCLA, Lakier do paznokci - to mój pierwszy lakier tej marki, ale od razu podbił moje serce i w styczniu gościł na moich paznokciach niemalże przez cały czas. Idealna konsystencja  i szeroki pędzelek zdecydowanie ułatwiają malowanie, lakier nie smuży, świetnie kryje już po pierwszej warstwie, szybko schnie i pięknie lśni. Żeby tego było mało został stworzony i wyprodukowany w słonecznym LA, jest wolny od toksyn, a także nietestowany na zwierzętach. Odcień, który posiadam to Rush Hour czyli piękna, klasyczna czerwień. Bogata i ognista. Idealnie prezentuje się na paznokciach i pasuje do wszystkiego. Trwałość też na plus, lakier trzyma się 3-4 dni po czym zaczyna delikatnie odpryskiwać. Mam ochotę na więcej.

No to teraz dajcie znać czy coś Was zainteresowało? A może znacie te kosmetyki? 
Do następnego, cześć ;)


3.2.16

Essentials

Dzisiaj post na szybko czyli moje niezbędniki w mini recenzjach. A już niedługo na blogu pojawi się post z ulubieńcami. Tymczasem zapraszam do czytania ;)







Sylveco, Lipowy Płyn Micelarny - naturalny, bardzo łagodny i skuteczny. Dokładnie usuwa makijaż i inne zanieczyszczenia z powierzchni skóry pozostawiając ją czystą, gładką i bez podrażnień. Minusem może być niezbyt ładny zapach, ale można się przyzwyczaić. Na plus przemawia natomiast niska cena, dobry skład i ładne opakowanie.

Aesop, Fabulous Cleansing Gel - gęsty żel na bazie oliwy z oliwek przeznaczony do skóry wrażliwej. Łagodnie i jednocześnie skutecznie oczyszcza skórę pozostawiając ją idealnie czystą, niemalże piszczącą, napiętą i gładką. Niestety może delikatnie przesuszać, ale kosmetyki nawilżające szybko załatwiają sprawę.

Clarisonic, Mia 2 - po kilku miesiącach nieużywania wyciągnęłam ją ponownie na światło dzienne i kolejny raz przekonałam się, że jest naprawdę genialna. Nie tylko świetnie i dogłębnie pomaga oczyścić skórę, ale też wygładza ją i napina. Nakładka sensitive, której używam jest naprawdę delikatna i nie podrażnia wrażliwej skóry. Polecam!

Aesop, Purifying Facial Paste - bardzo niepozorny, a zarazem skuteczny peeling do twarzy o kremowej konsystencji. Zawarty w nim kwas mlekowy rozpuszcza zanieczyszczenia na powierzchni skóry, a drobinki kwarcu dokładnie i skutecznie usuwają martwy, zrogowaciały naskórek w efekcie skóra jest dotleniona, dogłębnie oczyszczona, promienna i nieskazitelnie gładka, a o przesuszeniu czy podrażnieniach nie ma tu mowy.  

Aesop, Parsley Seed Cleansing Masque - czyli maseczka na bazie glinki, która nie tylko oczyszcza, ale też odnawia skórę. Ma fajną konsystencję, przyjemny, lawendowy zapach i fantastyczne działanie. Wystarczy 15 minut aby skóra była dobrze oczyszczona, gładka, napięta i rozświetlona. Maseczka nie przesusza i genialnie rozprawia się z niespodziankami. Lubię.

Fitomed, Tonik Nawilżający - bardzo przyjemny tonik w niskiej cenie. Ma dobry skład, pięknie pachnie i działa tak jak obiecuje producent. Tonizuje, nawilża i łagodzi podrażnienia. Jeśli poszukujecie dobrego, łagodnego toniku w niskiej cenie koniecznie sięgnijcie po ten od Fitomed.

Kiehl's, Ultra Facial Cream - śmiało mogę napisać, że to krem idealny! Mega szybko się wchłania,  nie zapycha skóry, nie powoduje przetłuszczania, a uczucie nawilżenia jakie zapewnia utrzymuje się przez cały dzień. Skóra w tym czasie jest elastyczna, gładka i odżywiona bez uczucia napięcia czy swędzenia. Krem stanowi idealną  bazę pod makijaż, a każdy podkład rozprowadza i trzyma się na nim idealnie. Dla mnie póki co najlepszy.

Pat&Rub, Krem pod Oczy - w 100% naturalny, łagodny i lekki, a przy tym bardzo odżywczy. Zaaplikowany na skórę wchłania się błyskawicznie, nie powoduje podrażnień i stanowi świetną bazę pod makijaż. Działanie odżywcze jest tu na 5, krem świetnie nawilża delikatną skórę pod oczami, uelastycznia ją i napina. 

Fridge by yde, Ostra Szczotka - niby ostra, a jednak idealna. Wykonana z naturalnego, końskiego włosia bardzo przyjemnie masuje skórę, nie powodując podrażnień i, kolejny raz to powtórzę, działa jak dobry peeling i balsam jednocześnie! Regularne jej używanie poprawia wygląd skóry o 100%.  Z dnia na dzień staje się ona coraz bardziej napięta, jędrna i gładka. Jej koloryt znacznie się poprawia, a cellulit staje się mniej widoczny. Niby taka mała, zwykła rzecz, a czyni cuda. Należy tylko sięgać po nią regularnie.

Kiehl's, Amino Acid Shampoo - czyli łagodny, odżywczy szampon, który sprawdzi się chyba u każdego. Świetnie się pieni, dobrze oczyszcza, a włosy po jego użyciu są niezwykle lekkie, puszyste i błyszczące. Większość szamponów podrażnia mój wrażliwy skalp, ten na szczęście tego nie robi. Plusem jest też jego zapach, delikatny, kokosowy, bardzo przyjemny.

Organique, Anti-Age Hair Mask - zdecydowanie moja ulubiona maska do włosów. Wystarczy zaledwie kilka minut i już. Włosy stają się odżywione, gładkie i błyszczące, a przy tym nie są obciążone. Maska nie przyspiesza też przetłuszczania, a jej winogronowy zapach zdecydowanie umila stosowanie i jeszcze długi czas utrzymuje się na włosach. Ja często stosuję ją w roli odżywki i bardzo mocno polecam <3 Nie zawiedziecie się.

Alba, Galeniczny Płyn do ciała i higieny intymnej - gęsty, super-delikatny żel o działaniu niemalże leczniczym. Ma fantastyczny skład, bardzo delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę, a zawartość olejków eterycznych sprawia, że pozostawia przyjemne i długotrwałe uczucie odświeżenia. Ja stosuję go według przeznaczenia i w obu przypadkach sprawdza się świetnie. 

Pat&Rub, Otulający Balsam do Ciała -  już nie raz wspominałam, że uwielbiam balsamy tej marki i nadal to zdanie podtrzymuje. Lekka konsystencja kosmetyku szybko się wchłania, a naturalne substancje fantastycznie pielęgnują skórę. Nawilżają ją, uelastyczniają oraz wygładzają. Przy regularnym stosowaniu efekt ten jest długotrwały, natomiast delikatnie słodki, otulający zapach sprawia, że mam ochotę sięgać po niego co chwilę.

Marvis, Pasta do zębów - najlepsza! Zachwyca nie tylko ciekawym opakowaniem, ale też unikalnymi walorami smakowymi ponadto jest gęsta, kremowa, dobrze się pieni, świetnie usuwa płytkę nazębną, a tym samym wybiela zęby. Przyjemnie też odświeża. U mnie zagościła na stałe i nie chcę innej.

Clarins, Radiance Plus Golden Glow Booster do twarzy i ciała - dwa niepozorne produkty, które mają moc. Wystarczy dodać kilka kropel do ulubionego balsamu lub kremu, zaaplikować mieszankę na skórę, odczekać kilka godzin i gotowe. Skóra wygląda jak po wczasach pod palmami, a efekt ten jest bardzo naturalny i utrzymuje się prze kilka dobrych dni. Nie będę oszukiwać, że nie ma tu nieprzyjemnego zapachu bo jest, ale czuć go tylko przez chwilę po czym się ulatnia. Bardzo lubię tę dwójkę i polecam. Nie zrobicie sobie krzywdy, obiecuję ;)

Tak wygląda zestaw kosmetyków po który sięgam ostatnio regularnie. Znacie któryś z produktów, a może któryś szczególnie Was zainteresował? Dajcie znać :)

14.1.16

Ulubieńcy roku 2015 - pielęgnacja

Dziś zapraszam Was na kolejny post z ulubieńcami roku. Tym razem na tapetę poszła pielęgnacja. Nie wiem czy jest tego dużo czy mało,ale są to kosmetyki, które mnie totalnie zachwyciły, po które sięgam z przyjemnością, i które z ręką na sumieniu mogę polecić praktycznie każdemu. Na zdjęciu brakuje trzech produktów, nie mam ich obecnie w domu, ale nie mogę o nich nie wspomnieć także czytajcie uważnie ;) No to co, zaczynamy.







Sylveco, Lipowy Płyn Micelarny - naturalny, łagodny i skuteczny, cóż chcieć więcej? W składzie zawiera ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, który wykazuje działanie nawilżające i osłaniające dzięki temu płyn nie tylko dokładnie oczyszcza skórę, ale pozostawia ją też elastyczną, odżywioną i gładką, natomiast na skórę oczu wpływa kojąco i łagodząco. Ponadto nie pieni się i nie pozostawia na skórze żadnej nieprzyjemnej warstwy, bo tego chyba nikt nie lubi, prawda? Sięgam po niego z przyjemnością i na inne płyny już nawet nie patrzę.

Fridge by Yde, Ostra Szczotka - bez problemu mogłaby zastąpić balsam oraz peeling do ciała bo regularne używanie tej szczotki lepiej wpływa na skórę niż stosowanie wyżej wymienionych  kosmetyków. Lecz to nie wszystko bo oprócz gładkiej, jędrnej skóry bez cellulitu zyskujemy też ładniejszy koloryt, poprawiamy krążenie i oczyszczamy organizm z toksyn. A tak naprawdę ostra szczotka nie jest taka ostra, jest idealna. Wykonana z naturalnego, końskiego włosia, które nie drapie tylko masuje skórę, świetnie leży w dłoni, a masaż nią to czysta przyjemność bez podrażnień. Najlepsza bez dwóch zdań.

Kiehl's, Face Cream - no i chyba udało mi się znaleźć nawilżający krem idealny. Ultralekki, szybko  się wchłania, otula skórę delikatną warstwą ochronną, nie obciąża, nie przyspiesza przetłuszczania,  nie zapycha, świetnie sprawdza się na noc, a także na dzień pod makijaż, który to trzyma się na nim rewelacyjnie. Do tego jest bardzo łagodny, nie podrażnia, nie powoduje alergii,  a nawilżenie jest tu na najwyższym poziomie. Skóra przez cały dzień jest miękka, elastyczna i odpowiednio nawilżona. Zapach, opakowanie i wydajność również na plus. Cena zresztą też. Producent kieruje go do wszystkich i myślę, że sprawdzi się u każdego.

Clarins, Radiance-Plus Glow Booster - czyli słońce w kropelkach. Fajne rozwiązanie szczególnie dla tych, którzy marzą o pięknej opaleniźnie przez cały rok, ale nie lubią samoopalaczy bądź boją się plam. Tutaj aplikacja jest szybka, dziecinnie prosta (wystarczy zmieszać krople z kremem i nałożyć na skórę), a efekty fantastyczne. Już po kilku godzinach od aplikacji możemy cieszyć się delikatną, naturalną i złocista opalenizną bez zacieków itp. Efekt opalenizny oczywiście można stopniować w zależności od naszych oczekiwań. Kosmetyk ściera się równomiernie i... nie wydziela charakterystycznego zapachu. Mowa tu o wersji do twarzy, ale ostatnio kupiłam też tę do ciała i również jest moc. 




Dr. Bronner's, Pure Castille Soap - niby to tylko mydło w płynie, ale uwierzcie mi jest naprawdę genialne i wszechstronne. Można się nim umyć od stóp do głów, a także wykorzystać na kilkanaście różnych sposobów. Ja stosuję je do mycia pędzli, do sprzątania, a także pod prysznicem do mycia ciała. W ducie z myjką fantastycznie się pieni,  skutecznie oczyszcza i jest niezwykle łagodne, nie powoduje alergii oraz nie narusza warstwy hydrolipidowej. Dostępne jest w różnych pojemnościach, a także kilku wersjach zapachowych. Ja uwielbiam lawendową, a także tę ze zdjęcia czyli migdałową, która pachnie marcepanem <3 Jeśli jeszcze nie znacie Pure Castille Soap radzę szybko to nadrobić! ;) To jedno z moich największych odkryć tego roku, którego nie może już u mnie zabraknąć.

Insight, Loss Control Shampoo - ze względu na wrażliwą skórę głowy ostrożnie dobieram szampony, muszę przy tym pamiętać też o kapryśnych, cienkich i szybko przetłuszczających się włosach, które raczej nie tolerują naturalnych kosmetyków. Natomiast o szamponach Insight czytałam tyle dobrego, że musiałam choć jeden wypróbować i uwierzcie, to był strzał w dziesiątkę. Łagodny, skuteczny, świetnie oczyszcza, dobrze się pieni i jeszcze odżywia włosy. O podrażnienaich nie ma tu mowy, tak samo jak o obciążaniu. Skalp jest nawilżony, włosy sypkie, błyszczące i puszyste. Warto tu w spomnieć o składzie, w pełni naturalny, bez zbędnych substancji natomiast z organicznymi składnikami aktywnymi jak ekstrakty z kasztanowca, guarany i Echinacei. Mieszanka ta wzmacnia i stymuluje cebulki, i faktycznie, odkąd stosuję Loos Control włosy zdecydowanie mniej wypadają i niesamowicie  mnie to cieszy. Genialny produkt, w niskiej cenie i w fajnej butli <3

The Body Shop, Hemp Hand Protector - ulubieniec od dawien dawna i mimo, że kremów do rąk przewinęło się u mnie dużo żaden nie przebił tego śmierdziucha od TBS. No tak, zapach ma nieprzyjemny, ale działanie wymiata. W kilka chwil potrafi zregenerować spierzchnięta i przesuszoną skórę dłoni pozostawiając ją nawilżoną, gładką i elastyczną. Zawsze mnie ratuje, a szczególnie teraz zimą gdy minusowe temperatury nie służą naszej skórze. Sama nie wiem, które to już opakowanie, ale będą kolejne.





Phenome, Relaxing Massage Oil - olejek naszej rodzimej marki, który pokochałam. Bogaty w wyselekcjonowane, organiczne oleje doskonale pielęgnuje, odżywia, nawilża i regeneruje skórę, a jego wspaniały zapach, niby różany, ale bardziej zielony niż mdły, relaksuje i koi zmysły. Uwielbiam się nim otaczać, a wręcz jestem od niego uzależniona. Sam olejek szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej, nieprzyjemnej warstwy i jest bardzo wydajny. Idealny i do masażu i do szybkiego nawilżenia skóry <3

Alpha H, Balancing Cleanser with Aloe Vera - najbardziej łagodny preparat do demakijażu i oczyszczania skóry z jakim miałam do czynienia. Jednak mimo swej łagodności jest naprawdę skuteczny. Fantastycznie i bez najmniejszych problemów usuwa ze skóry resztki makijażu, sebum oraz inne zanieczyszczenia pozostawiając ją oczyszczoną, dotlenioną, a przy tym niezwykle miękką, elastyczną i nawilżoną. Kosmetyk nie powoduje podrażnień, nie narusza warstwy hydrolipidowej, nie powoduje dyskomfortu w postaci ściągnięcia skóry,  a jego konsystencja w postaci mleczka sprawia, że demakijaż jest jeszcze przyjemniejszy. Dla mnie zdecydowanie najlepszy! Bardzo mocno polecam.

Phenome, Facial Exfoliating Paste - mimo iż peelingów mechanicznych na rynku jest wiele trudno znaleźć taki, który będzie w 100% idealny. Ja w roku 2015 przetestowałam sporo kosmetyków tego typu, ale tylko  Facial Exfoliating Paste spełnił wszystkie moje oczekiwania. Dosyć mocny, skuteczny, idealnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, a przy tym nie powoduje podrażnień i nie wysusza skóry. Co więcej, można stosować go jako produkt 2w1 bo pozostawiony na twarzy trochę dłużej śmiało zastępuję też maskę oczyszczającą. W efekcie skóra jest oczyszczona, gładka, promienna, jędrna i elastyczna. Zachwyca też naturalnym składem, wydajnością oraz wspaniałym, roślinnym zapachem.







Ministerstwo Dobrego Mydła, Masło Shea - odkąd poznałam to masło, jakieś kilka miesięcy temu, cały czas gości na mojej łazienkowej półce. Gęste, odżywcze, niezwykle łagodne oraz wszechstronne. Bez problemu zastąpi balsam, kremy do stóp i dłoni, a także pomadkę do ust. Zapachem może nie zachwyca, jest delikatny, lekko orzechowy, ale działaniem już zdecydowanie tak. Wspaniale odżywia, zapobiega utracie wody z naskórka i łagodzi podrażnienia, wykazuje też działanie antybakteryjne i przeciwzapalne i co najważniejsze, jest tak łagodne, że może być stosowane także u dzieci czy alergików. Co tu dużo mówić, naprawdę warto je mieć.

Marvis, pasta do zębów - czy można uzależnić się od pasty do zębów? Zdecydowanie tak! Te marki Marvis wyróżniają się nie tylko uroczymi opakowaniami w stylu retro, które zdecydowanie przyciągają wzrok, ale też fajnymi, niecodziennymi smakami, które są naprawdę świetnie wyważone i sprawiają, że mycie zębów to nie tylko obowiązek, ale też przyjemność. Ponadto dobrze oczyszczają, odświeżają oddech, a także są mega gęste, a przy tym mega wydajne, no i świetnie się pienią. Na zdjęciu wersja wybielająca o delikatnym miętowym smaku, ale najbardziej chyba lubię tę o smaku lukrecji, mimo iż za smakiem lukrecji nie przepadam.

Dermalogica, Gentle Cream Exfoliant - kolejny peeling w tym zestawieniu, tym razem enzymatyczny. Podbił moje serce niemalże od razu. Wystarczy zaledwie kilkanaście minut aby pokazał swą moc, a przy regularnym stosowaniu potrafi zdziałać cuda. Nie tylko złuszcza martwy naskórek, ale też świetnie oczyszcza, obkurcza pory, wygładza, rozjaśnia koloryt, pomaga pozbyć się przebarwień, a także niweluje niechciane wypryski. Gdy dodamy do tego dobrą wydajność mamy prawie, że ideał. Niestety, peeling mimo delikatny w nazwie wcale taki nie jest i wrażliwe skóry może podrażnić. Ja polecam go głównie osobom z cerą mieszaną i tłustą.

Origins, Drink Up Intensive - prawdziwa bomba odżywcza dla skóry. Treściwa, bogata konsystencja i fantastyczny skład w  którym znajdziemy m.in. olejki z awokado i pestek moreli, wodorosty z morza japońskiego, roślinną glicerynę i kwas hialuronowy w najlepszy możliwy sposób dbają o wrażliwą, przesuszoną skórę przywracając jej odpowiedni poziom nawilżenia. Wystarczy nałożyć maskę na noc, a rano można cieszyć się jędrną, odżywioną i ukojoną skórą, która jest napięta i promienieje. Niezastąpiona nie tylko zimą, ale przez cały rok. Bardzo wydajna, pachnąca owocami i tak łagodna, że można nakładać ją też pod oczy, aaa i teraz dostępna także w Sephorze.




Sylveco, Pomadka z peelingiem - idealna propozycja dla tych, którzy walczą z suchymi i spierzchniętymi ustami. Pomadka ta nie tylko wspaniale pielęgnuje, regeneruje i koi, ale też, dzięki zawartości drobinek cukru trzcinowego, wygładza powierzchnię ust i pozawala szybko i skutecznie pozbyć się suchych skórek. Na plus przemawia tutaj także fantastyczny, naturalny skład, niska cena i dobra wydajność.

Alpha H, Liquid Gold - czyli tonik złuszczający z zawartością kwasu glikolowego przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Za zadanie ma redukować zmarszczki, przebarwienia, uszkodzenia posłoneczne oraz rozszerzone pory i drobne wypryski. Ja tak naprawdę doceniłam go dopiero gdy mi się skończył (tak, na zdjęciu widzicie pustą butelkę) i już planuję zamówić kolejne opakowanie. Przy regularnym stosowaniu w niewidoczny, delikatny sposób złuszcza naskórek, wyrównując tym samym powierzchnię skóry, zwęża pory, oczyszcza je, reguluje wydzielanie sebum, no i zdecydowanie pomaga zapobiegać powstawaniu wyprysków, a jeśli już takowe się pojawią bardzo szybko się z nimi rozprawia. Przy tym jest niezwykle łagodny, nie powoduje szczypania, a skóra podczas stosowania jest cały czas świetnie nawilżona. Można stosować go wspólnie z kremem lub też bez, wtedy daje lepsze, mocniejsze efekty. No naprawdę fajny produkt, który warto wypróbować. Myślę, że najbardziej docenią go osoby z przebarwieniami czy też pierwszymi zmarszczkami choć ja polecam go każdemu :)




Clochee, Peeling do ciała - zdecydowanie najfajniejszy peeling do ciała z jakim miałam w 2015 roku do czynienia i nie wiem czy wiecie, ale jest to polski produkt! Nieważne czy zastosujemy go na mokro czy na też na sucho w obu przypadkach fantastycznie i naprawdę porządnie złuszcza martwy naskórek, a jednocześnie pielęgnuję i nawilża skórę. A wszystko to zasługa genialnego, organicznego składu w którym oprócz drobinek ścierających czyli cukru i pestek malin znajdziemy m.in. odżywcze masło Shea, które nie tylko działa na skórę regenerująco, ale też łagodzi podrażnienia, uelastycznia i natłuszcza. Po jego zastosowaniu użycie balsamu jest zupełnie zbędne, a mimo, że skóra jest porządnie nawilżona nie ma tu uczucia oblepienia czy tłustości. Koniecznie wypróbujcie!

Aesop, Rejuvenate Intensive Body Balm - śmiało mogę napisać, że to zdecydowanie najlepszy balsam do ciała ever! Mimo lekkiej, szybko wchłaniającej się konsystencji pielęgnuje, odżywia i nawilża tak jak bogate, treściwe masło. Już chwilę po aplikacji możemy odczuć jego dobroczynne działanie i cieszyć się miękką, jedwabistą, elastyczną skórą, a do tego pięknie pachnącą  bo zapach jest tu naprawdę boski. Waniliowo - drzewny, ciepły i otulający. Idealny na zimowe wieczory choć i latem świetnie się sprawdzi. Jeśli Wasza skóra często jest szorstka, swędząca i brakuje jej jędrności ten balsam sprawi, że już nigdy taka nie będzie.

Kiehl's, Creamy Eye Treatment with Avocado - krem pod oczy, który faktycznie działa! Do tego jest mega łagodny i komfortowy. Mimo gęstej, trochę topornej konsystencji wchłania się więcej niż fantastycznie przez co fajnie sprawdza się pod makijaż i zapewnia idealne nawilżenie przez cały dzień. Nic się na nim nie roluje, a zaaplikowany pod oczy korektor nie wchodzi w załamania. Przy regularnym stosowaniu skóra pod oczami jest rozjaśniona, elastyczna, zmarszczki są delikatnie wygładzone, a przesuszone miejsca są odżywione. Świetny kosmetyk, który sprawdza się zarówno na dzień, jak i na noc, a jeden mały słoiczek starcza na bardzo długi czas. Obecnie najlepszy i ulubiony. 

Znacie moich ulubieńców? Podzielacie moje zdanie? Co Was zaciekawiło z tej gromadki?
Jestem też bardzo ciekawa jakie produkty Was zachwyciły w 2015 roku? Koniecznie podzielcie się swoimi typami w komentarzach :)

27.10.15

Denko Wszechczasów

Od ponad tygodnia wygrzewam się na Gran Canarii stąd cisza na blogu, ale dzisiaj pogoda nieco  się zepsuła, jest deszczowo i wietrznie, wieczorny spacer brzegiem plaży więc odpada dlatego postanowiłam dokończyć post, który zaczęłam pisać jeszcze przed wyjazdem. Jak już mówi tytuł będzie o zużytych kosmetykach, a że jest tego naprawdę dużo, a nawet bardzo dlatego zaczynamy. Ale, ale zaparzcie najpierw herbatę i rozsiądźcie się wygodnie. Już? No to już ;)



 Fridge by Yde, Silky Mist - genialny, lekki, a zarazem mega odżywczy. Rewelacyjnie i długotrwale nawilża, uelastycznia, nie zapycha, ma fantastyczny skład bez zawartości konserwantów i piękny zapach.  Przeznaczony jest głównie dla cery młodej, zarówno suchej jak i mieszanej. Więcej tutaj >klik<. Dla mnie najlepszy krem nawilżający i z przyjemnością do niego wrócę.

Dr. Bronner's, Pure Catile Soap, Tea Tree - w pełni organiczne, super delikatne, wydajne i wszechstronne. Może być stosowane na 18 różnych sposobów, m.in. jako żel do ciała, mydło do mycia pędzli, płyn do prania czy też środek do sprzatania niemalże całego mieszkania. Ma lejącą konsystencję, dobrze się pieni, a dzięki zawartości olejku z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie. Pełna recenzja >klik<. Dla mnie must have.


REN, Guerande Salt Exfoliating Body Balm - dosyć mocny, skuteczny i wydajny. Ma gęstą konsystencję, fantastycznie złuszcza martwy naskórek, odżywia, nawilża, wygładza, a dzięki dodatku mięty daje uczucie mega odświeżenia. Wydajność rewelacyjna. Chętnie wrócę, jest super.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - koi, odżywia i nawilża. Ma lekką, a zarazem bogatą konsystencję, fantastycznie łagodzi podrażnienia, przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, a także ujędrnia i napina oraz przyspiesza gojenie wyprysków. Jedynym minusem jest zapach i cena, ale chętnie do niej wrócę.

Fridge by Yde, Fabulous Face - czyli krem połączony z lekkim podkładem. Wyrównuje koloryt, dodaje blasku i ukrywa zmęczenie, ponadto fantastycznie odżywia oraz nawilża, trwa na skórze cały dzień, nie ściera się i jest niezwykle komfortowy. Świetnie sprawdzi się niemalże na każdym rodzaju cery. Skład, jak to w kosmetykach Fridge, jest bajeczny. Chętnie do niego wrócę, ale w okresie letnim. Więcej tutaj >klik<.



Bumble&Bumble, Mending Masque - nawilża, odżywia, wygładza i dodaje blasku, ale za tą cenę spodziewałam się więcej. Niestety nie daje długotrwałych efektów, ale plus jest taki, że nie obciąża włosów, a nawet pozostawia je puszyste. Wydajność na plus, zapach również. Ze względu na wysoką cenę i przeciętne działanie nie kupię ponownie.

Dr. Bronner's, Pure Castile Soap, Rose - działanie i właściwości identyczne jak w przypadku wyżej opisanego mydła z olejkiem herbacianym, no może poza działaniem antybakteryjnym. Zapach niby różany, ale dla mnie nijaki. Do tej wersji już nie wrócę.

Tołpa, Odżywczy Koncentrat Wygładzający do rąk - nie zachwycił mnie. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, przez chwilę daje uczucie nawilżenia i wygładzenia, ale po kilkunastu minutach czułam, że muszę ponowić aplikację. Na plus jest zapach, ciepły, nieco słodki, naprawdę ładny. Więcej nie kupię. 

Kiehl's, Creamy Eye Treatment - najlepszy! Gęsty, komfortowy i bardzo odżywczy. Dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Mimo bogatej, trochę tłustej konsystencji szybko się wchłania, a przy tym wygładza, uelastycznia i wspaniale nawilża. Wydajność przeogromna. Ja używałam go miesiąc dłużej niż powinnam, jednak krem nie zmienił swoich właściwości i działał tak samo. Kupię ponownie i to nie raz! :) Pełna recenzja >klik<.



Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - organiczny, bardzo łagodny i skuteczny. Tak jak moje włosy nie przepadają za naturalnymi szamponami ten wręcz pokochały. Dokładnie oczyszcza, świetnie się pieni, nie podrażnia skalpu, a wręcz go łagodzi, pozostawia włosy puszyste i odbite od nasady oraz przedłuża ich świeżość. Wydajność naprawdę niezła, zapach również piękny. Kupię ponownie. Recenzja >klik<.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów przetłuszczających się - lubię maseczki Biovax i ta również mnie nie zawiodła. Bardzo wydajna, o gęstej konsystencji, przyjemnie nawilża i wygładza, nie obciążając przy tym włosów. Zapach, wydajność i cena też na plus. Być może jeszcze kupię.

La Roche Posay, Effaclar Duo - niezastąpiony gdy na skórze pojawiają się tak bardzo niechciane niespodzianki. Ma lekką, nieco żelową konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miękką, nie pozostawia tłustej warstwy, ale też niezbyt nawilża, a wręcz, często stosowany, może przesuszać. Przyspiesza gojenie wyprysków, reguluje wydzielanie sebum i oczyszcza zatkane pory.  Wydajność przeogromna. Kupię ponownie.

Marvis, Aquatic Mint - moja ulubiona pasta. Gęsta, bardzo wydajna, świetnie się pieni, delikatnie wybiela, odświeża, a przy tym ma łagodny miętowy, nieco słodki smak. Kolejna tubka już w użyciu.



Lee Stafford, Hair Growth Treatment - czyli maska godna uwagi i sama nie wiem czemu nie pojawiła się w ulubieńcach. Świetnie nawilża, wygładza, dodaje blasku, a jednocześnie pozostawia włosy sypkie, lekkie i odbite od nasady. Nie przyspiesza przetłuszczania, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach też na plus, mi kojarzy się z perfumami Angel - Thierrego Muglera. Niestety nie wiem jak wpływa na wzrost włosów ponieważ nie używałam jej regularnie. Prawdopodobnie kupię ponownie.

Seboradin Niger, Balsam - uwielbiam szampon z tej serii i na odżywkę też nie mogę narzekać. Nawilża, dodaje blasku i wygładza nie obciążając przy tym włosów. Stosowana na skórę głowy łagodzi podrażnienia i wzmacnia cebulki włosów. Minusem może być niezbyt przyjemny, roślinny zapach, ale można się przyzwyczaić. Więcej tutaj >klik<. Kupię ponownie

Clarins, Body Lift Cellulite Control - stosowałam go nieregularnie więc trudno mi odnieść się do działania antycellulitowego. Sam balsam/żel jest lekki, wchłania się niemalże natychmiast nie pozostawiając tłustej warstwy. Wygładza, napina i trochę nawilża, ale bez szału natomiast  aplikowany zaraz po kąpieli czy też po szczotkowaniu daje uczucie chłodzenia. Wydajność przeogromna, zapach też całkiem spoko. Raczej już nie kupię.

Evree, Super Slim - stosowany regularnie daje naprawdę spektakularne efekty. Napina, ujędrnia, a także wygładza i fantastycznie nawilża, w połączeniu z ćwiczeniami oraz zdrowym odżywianiem pomaga też w walce z cellulitem. Ponadto szybko się wchłania, jest dość wydajny, ma dobry skład i świetnie pachnie. Być może jeszcze wrócę. Więcej tutaj >klik<. 



Rituals..., Foaming Shower Gel Sensation, Happy Buddha - łagodna, a jednocześnie skuteczna. Dobrze oczyszcza, nie wysusza skóry, a jej konsystencja uprzyjemnia stosowanie. Zapach nie przypadł mi do gustu, ale widziałam, że producent zmienił połączenie na moje ulubione (pomarańcza i cedr) więc chętnie kupię ponownie ( JUŻ KUPIŁAM ;)). Wydajność oczywiście na plus. Jeśli nie znacie tych pianek koniecznie to nadróbcie ;)

Tołpa, Antycellulitowy Peeling pod prysznic - bardziej żel niż peeling. Łagodny, z dużą zawartością małych drobinek ścierających, bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, trochę wygładza i niestety wysusza skórę. Zapach też mnie nie zachwycił. Jestem na nie i więcej nie kupię. 

Clarins, One Step Gentle Exfoliating Cleanser - peeling o średniej mocy. Dobrze oczyszcza, złuszcza, wygładza i rozjaśnia, a jego pomarańczowy zapach pobudza i dodaje energii. Przy  szybko zanieczyszczającej się cerze można stosować go nawet codziennie, jednak uwaga bo może trochę wysuszać. Lubię mieć go pod ręką i pewnie jeszcze kupię.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Mus do Ciała, Len i Konopie - po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, treściwy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się. Rewelacyjnie i długotrwale odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek, łagodzi też podrażnienia i regeneruje. Zapach ma leśno-ziołowy, delikatny i nie drażniący. Jak na taką mała pojemność wydajność naprawdę niezła. Bardzo lubię i chętnie wrócę. 



Marvis, Whitening Mint - bardzo podobna do pasty opisanej nieco wyżej, różni się jedynie smakiem, który jest bardziej miętowy, mocniejszy, ale nie drażniący. Fajnie odświeża i wybiela. Chętnie wrócę.

Sylveco, Tymiankowy Żel do twarzy - naturalny, łagodny i naprawdę fajny. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum czy też innych zanieczyszczeń, nie podrażnia ani nie wysusza. Świetnie sprawdzi się u każdego, zarówno podczas wieczornego demakijażu jak i podczas porannej toalety. Zaletą jest tu też cena oraz duża wydajność, o składzie nie wspominając.

REN, Clarifying Toner - tonizuje, odświeża i jest delikatny. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, rozjaśnia, wygładza, odblokowuje zatkane pory i minimalizuje powstawanie wyprysków. Zapach, wydajność i skład tez na plus. To już moje drugie opakowanie i będzie kolejne bo jest świetny.

Pat&Rub, Balsam do rąk, Orzeźwiający - lekki, z świetnym składem i dobrym działaniem. Szybko się wchłania, pozostawiając delikatną warstwę ochronną, dobrze nawilża, zmiękcza i regeneruje skórę dłoni. Zapach jak już nazwa wskazuje jest orzeźwiający, idealny na ciepłe miesiące. U mnie gości regularnie, zmieniam tylko wersja zapachowe.



Sylveco, Ziolowy Płyn do płukania jamy ustnej - fantastyczny płyn naszej polskiej marki. W 100% naturalny i bogaty w ziołowe ekstrakty. Nie zawiera alkoholu, nie podrażnia zębów ani dziąseł, fantastycznie odświeża oddech oraz oczyszcza jamę ustną z resztek pokarmowych. Z przyjemnością kupię ponownie.

Origins, Clear Improvement - jedna z moich ulubionych masek oczyszczających. Genialnie oczyszcza, odświeża, obkurcza pory i świetnie rozprawia się z niechcianymi wypryskami. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, ponadto rozjaśnia i wygładza. Skład ma świetny, a wydajność jest jej kolejną zaletą. Chętnie do niej wrócę.

Seboradin Niger, Lotion - w duecie z odżywką oraz z szamponem z tej serii naprawdę działa. Stosowany na włosy oraz skórę głowy nie powoduje szybszego przetłuszczania, a przy regularnym stosowaniu przedłuża świeżość włosów i łagodzi podrażnia, ponadto wzmacnia cebulki przez co ogranicza wypadanie. Minusem może być mocny, ziołowy zapach, ale ja go lubię. Chętnie kupię ponownie.

Oceanic, Long 4 Lahes - czyli serum przyspieszające wzrost rzęs. Jak dla mnie genialne. W krótkim czasie zagęszcza, wydłuża, podkręca i przyciemnia rzęsy przez co wyglądają zjawiskowo. Ponadto jest bardzo wydajne i łatwe w aplikacji. Jednak uwaga ponieważ może podrażniać, ja odczuwałam czasem tylko swędzenie, nic więcej się nie działo. Aaa, po odstawieniu nie zauważyłam nadmiernego wypadania rzęs. Kupię ponownie.

Batiste, Dry Shampoo, Blush - działa jak powinien. W kilka sekund odświeża, unosi włosy u nasady i dodaje im objętości, niestety zauważyłam, że przy częstym stosowaniu nasila wypadnie. Minusem jest też biały osad, który no niestety na ciemnych włosach widać. Zapach całkiem przyjemny, wydajność dobra. Ze względu na wyżej opisany problem więcej go nie kupię.



Clinique, Hight Impact Mascara - uwielbiam ten tusz w małej pojemności, duża mnie zawiodła. Tusz szybko wysycha, nie rozczesuje rzęs tylko je skleja, ponadto daje efekt owadzich nóżek, osypuje się i ogólnie jestem na nie. Więcej nie kupię.

Giorgio Armani, Eyes To Kill, Excess Mascara - mega, mega, mega. Nie wiem czy nie najlepsza choć na początku mnie nie zachwyciła. Fanstastycznie rozczesuje, wydłuża, podkręca, a także pogrubia rzęsy dając efekt firanek. Przy tym jest niezwykle czarna, trwała, a także nie wysycha i można ją stosować aż do ostatniej kropli. Wrócę do niej na 100% i to raczej już niedługo. 

Pat&Rub, Balsam do ciała Samoopalający - byłby ideałem gdyby nie mocny, charakterystyczny smrodek. Jest łatwy w aplikacji, nie zostawia plam, smug czy zacieków, daje przepiękny, bardzo naturalny kolor opalenizny, który można stopniować, a przy tym przyjemnie nawilża oraz odżywia.  Zaletą jest skład, w 100% naturalny i bezpieczny. Ze względu na nieprzyjemny zapach nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.

Clochee, Odżywczy Peeling Cukrowy - zdecydowanie najlepszy peeling. Organiczny, mocny i nawilżający. Doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie, poprawia koloryt skóry i fantastycznie nawilża na długie godziny, a jego przyjemny zapach uprzyjemnia stosowanie. Oczywiście, że kupię kolejne opakowanie i to nie raz! Koniecznie przeczytajcie pełną recenzje >klik<.

Rituals..., Happy Mist - można stosować ją zarówno do ciała, jak i do pościeli czy ogólnie do odświeżania wnętrz. Ja kupiłam ją w ciemno i nie zachwyciła mnie, a raczej jej zapach, ale z tego co wiem teraz się zmienił. Ogólnie ma plusy, takie jak wydajność oraz trwałość, np. na ubraniach utrzymuje się niesamowicie długo. Chętnie zaopatrzę się w nową wersję zapachową, uwielbiam połączeniu pomarańczy i cedru <3

Evree, Power Fruit - całkowicie zapomniałam poświęcić mu pełną recenzję i teraz żałuję bo jest super. Ma innowacyjną, dwufazową formułę, z czego dół to kwas hialuronowy, a góra to miks olejków. Po zmieszaniu niesamowicie szybko się wchłania i działa cuda. Genialnie odżywia, wygładza, zmiękcza oraz nawilża skórę na długie godziny, a jego piękny, kwiatowy (niech nie zwiedzie Was nazwa) i niezwykle kobiecy zapach uprzyjemnia stosowanie i jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na ciele. Pewnie jeszcze kupię.


Dzięki, że dobrnęliście do końca :) 
Zaciekawiło Was coś? A może znacie te kosmetyki? Dajcie znać.
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl