Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oceanic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oceanic. Pokaż wszystkie posty

27.10.15

Denko Wszechczasów

Od ponad tygodnia wygrzewam się na Gran Canarii stąd cisza na blogu, ale dzisiaj pogoda nieco  się zepsuła, jest deszczowo i wietrznie, wieczorny spacer brzegiem plaży więc odpada dlatego postanowiłam dokończyć post, który zaczęłam pisać jeszcze przed wyjazdem. Jak już mówi tytuł będzie o zużytych kosmetykach, a że jest tego naprawdę dużo, a nawet bardzo dlatego zaczynamy. Ale, ale zaparzcie najpierw herbatę i rozsiądźcie się wygodnie. Już? No to już ;)



 Fridge by Yde, Silky Mist - genialny, lekki, a zarazem mega odżywczy. Rewelacyjnie i długotrwale nawilża, uelastycznia, nie zapycha, ma fantastyczny skład bez zawartości konserwantów i piękny zapach.  Przeznaczony jest głównie dla cery młodej, zarówno suchej jak i mieszanej. Więcej tutaj >klik<. Dla mnie najlepszy krem nawilżający i z przyjemnością do niego wrócę.

Dr. Bronner's, Pure Catile Soap, Tea Tree - w pełni organiczne, super delikatne, wydajne i wszechstronne. Może być stosowane na 18 różnych sposobów, m.in. jako żel do ciała, mydło do mycia pędzli, płyn do prania czy też środek do sprzatania niemalże całego mieszkania. Ma lejącą konsystencję, dobrze się pieni, a dzięki zawartości olejku z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie. Pełna recenzja >klik<. Dla mnie must have.


REN, Guerande Salt Exfoliating Body Balm - dosyć mocny, skuteczny i wydajny. Ma gęstą konsystencję, fantastycznie złuszcza martwy naskórek, odżywia, nawilża, wygładza, a dzięki dodatku mięty daje uczucie mega odświeżenia. Wydajność rewelacyjna. Chętnie wrócę, jest super.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - koi, odżywia i nawilża. Ma lekką, a zarazem bogatą konsystencję, fantastycznie łagodzi podrażnienia, przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, a także ujędrnia i napina oraz przyspiesza gojenie wyprysków. Jedynym minusem jest zapach i cena, ale chętnie do niej wrócę.

Fridge by Yde, Fabulous Face - czyli krem połączony z lekkim podkładem. Wyrównuje koloryt, dodaje blasku i ukrywa zmęczenie, ponadto fantastycznie odżywia oraz nawilża, trwa na skórze cały dzień, nie ściera się i jest niezwykle komfortowy. Świetnie sprawdzi się niemalże na każdym rodzaju cery. Skład, jak to w kosmetykach Fridge, jest bajeczny. Chętnie do niego wrócę, ale w okresie letnim. Więcej tutaj >klik<.



Bumble&Bumble, Mending Masque - nawilża, odżywia, wygładza i dodaje blasku, ale za tą cenę spodziewałam się więcej. Niestety nie daje długotrwałych efektów, ale plus jest taki, że nie obciąża włosów, a nawet pozostawia je puszyste. Wydajność na plus, zapach również. Ze względu na wysoką cenę i przeciętne działanie nie kupię ponownie.

Dr. Bronner's, Pure Castile Soap, Rose - działanie i właściwości identyczne jak w przypadku wyżej opisanego mydła z olejkiem herbacianym, no może poza działaniem antybakteryjnym. Zapach niby różany, ale dla mnie nijaki. Do tej wersji już nie wrócę.

Tołpa, Odżywczy Koncentrat Wygładzający do rąk - nie zachwycił mnie. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, przez chwilę daje uczucie nawilżenia i wygładzenia, ale po kilkunastu minutach czułam, że muszę ponowić aplikację. Na plus jest zapach, ciepły, nieco słodki, naprawdę ładny. Więcej nie kupię. 

Kiehl's, Creamy Eye Treatment - najlepszy! Gęsty, komfortowy i bardzo odżywczy. Dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Mimo bogatej, trochę tłustej konsystencji szybko się wchłania, a przy tym wygładza, uelastycznia i wspaniale nawilża. Wydajność przeogromna. Ja używałam go miesiąc dłużej niż powinnam, jednak krem nie zmienił swoich właściwości i działał tak samo. Kupię ponownie i to nie raz! :) Pełna recenzja >klik<.



Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - organiczny, bardzo łagodny i skuteczny. Tak jak moje włosy nie przepadają za naturalnymi szamponami ten wręcz pokochały. Dokładnie oczyszcza, świetnie się pieni, nie podrażnia skalpu, a wręcz go łagodzi, pozostawia włosy puszyste i odbite od nasady oraz przedłuża ich świeżość. Wydajność naprawdę niezła, zapach również piękny. Kupię ponownie. Recenzja >klik<.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów przetłuszczających się - lubię maseczki Biovax i ta również mnie nie zawiodła. Bardzo wydajna, o gęstej konsystencji, przyjemnie nawilża i wygładza, nie obciążając przy tym włosów. Zapach, wydajność i cena też na plus. Być może jeszcze kupię.

La Roche Posay, Effaclar Duo - niezastąpiony gdy na skórze pojawiają się tak bardzo niechciane niespodzianki. Ma lekką, nieco żelową konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miękką, nie pozostawia tłustej warstwy, ale też niezbyt nawilża, a wręcz, często stosowany, może przesuszać. Przyspiesza gojenie wyprysków, reguluje wydzielanie sebum i oczyszcza zatkane pory.  Wydajność przeogromna. Kupię ponownie.

Marvis, Aquatic Mint - moja ulubiona pasta. Gęsta, bardzo wydajna, świetnie się pieni, delikatnie wybiela, odświeża, a przy tym ma łagodny miętowy, nieco słodki smak. Kolejna tubka już w użyciu.



Lee Stafford, Hair Growth Treatment - czyli maska godna uwagi i sama nie wiem czemu nie pojawiła się w ulubieńcach. Świetnie nawilża, wygładza, dodaje blasku, a jednocześnie pozostawia włosy sypkie, lekkie i odbite od nasady. Nie przyspiesza przetłuszczania, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach też na plus, mi kojarzy się z perfumami Angel - Thierrego Muglera. Niestety nie wiem jak wpływa na wzrost włosów ponieważ nie używałam jej regularnie. Prawdopodobnie kupię ponownie.

Seboradin Niger, Balsam - uwielbiam szampon z tej serii i na odżywkę też nie mogę narzekać. Nawilża, dodaje blasku i wygładza nie obciążając przy tym włosów. Stosowana na skórę głowy łagodzi podrażnienia i wzmacnia cebulki włosów. Minusem może być niezbyt przyjemny, roślinny zapach, ale można się przyzwyczaić. Więcej tutaj >klik<. Kupię ponownie

Clarins, Body Lift Cellulite Control - stosowałam go nieregularnie więc trudno mi odnieść się do działania antycellulitowego. Sam balsam/żel jest lekki, wchłania się niemalże natychmiast nie pozostawiając tłustej warstwy. Wygładza, napina i trochę nawilża, ale bez szału natomiast  aplikowany zaraz po kąpieli czy też po szczotkowaniu daje uczucie chłodzenia. Wydajność przeogromna, zapach też całkiem spoko. Raczej już nie kupię.

Evree, Super Slim - stosowany regularnie daje naprawdę spektakularne efekty. Napina, ujędrnia, a także wygładza i fantastycznie nawilża, w połączeniu z ćwiczeniami oraz zdrowym odżywianiem pomaga też w walce z cellulitem. Ponadto szybko się wchłania, jest dość wydajny, ma dobry skład i świetnie pachnie. Być może jeszcze wrócę. Więcej tutaj >klik<



Rituals..., Foaming Shower Gel Sensation, Happy Buddha - łagodna, a jednocześnie skuteczna. Dobrze oczyszcza, nie wysusza skóry, a jej konsystencja uprzyjemnia stosowanie. Zapach nie przypadł mi do gustu, ale widziałam, że producent zmienił połączenie na moje ulubione (pomarańcza i cedr) więc chętnie kupię ponownie ( JUŻ KUPIŁAM ;)). Wydajność oczywiście na plus. Jeśli nie znacie tych pianek koniecznie to nadróbcie ;)

Tołpa, Antycellulitowy Peeling pod prysznic - bardziej żel niż peeling. Łagodny, z dużą zawartością małych drobinek ścierających, bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, trochę wygładza i niestety wysusza skórę. Zapach też mnie nie zachwycił. Jestem na nie i więcej nie kupię. 

Clarins, One Step Gentle Exfoliating Cleanser - peeling o średniej mocy. Dobrze oczyszcza, złuszcza, wygładza i rozjaśnia, a jego pomarańczowy zapach pobudza i dodaje energii. Przy  szybko zanieczyszczającej się cerze można stosować go nawet codziennie, jednak uwaga bo może trochę wysuszać. Lubię mieć go pod ręką i pewnie jeszcze kupię.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Mus do Ciała, Len i Konopie - po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, treściwy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się. Rewelacyjnie i długotrwale odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek, łagodzi też podrażnienia i regeneruje. Zapach ma leśno-ziołowy, delikatny i nie drażniący. Jak na taką mała pojemność wydajność naprawdę niezła. Bardzo lubię i chętnie wrócę. 



Marvis, Whitening Mint - bardzo podobna do pasty opisanej nieco wyżej, różni się jedynie smakiem, który jest bardziej miętowy, mocniejszy, ale nie drażniący. Fajnie odświeża i wybiela. Chętnie wrócę.

Sylveco, Tymiankowy Żel do twarzy - naturalny, łagodny i naprawdę fajny. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum czy też innych zanieczyszczeń, nie podrażnia ani nie wysusza. Świetnie sprawdzi się u każdego, zarówno podczas wieczornego demakijażu jak i podczas porannej toalety. Zaletą jest tu też cena oraz duża wydajność, o składzie nie wspominając.

REN, Clarifying Toner - tonizuje, odświeża i jest delikatny. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, rozjaśnia, wygładza, odblokowuje zatkane pory i minimalizuje powstawanie wyprysków. Zapach, wydajność i skład tez na plus. To już moje drugie opakowanie i będzie kolejne bo jest świetny.

Pat&Rub, Balsam do rąk, Orzeźwiający - lekki, z świetnym składem i dobrym działaniem. Szybko się wchłania, pozostawiając delikatną warstwę ochronną, dobrze nawilża, zmiękcza i regeneruje skórę dłoni. Zapach jak już nazwa wskazuje jest orzeźwiający, idealny na ciepłe miesiące. U mnie gości regularnie, zmieniam tylko wersja zapachowe.



Sylveco, Ziolowy Płyn do płukania jamy ustnej - fantastyczny płyn naszej polskiej marki. W 100% naturalny i bogaty w ziołowe ekstrakty. Nie zawiera alkoholu, nie podrażnia zębów ani dziąseł, fantastycznie odświeża oddech oraz oczyszcza jamę ustną z resztek pokarmowych. Z przyjemnością kupię ponownie.

Origins, Clear Improvement - jedna z moich ulubionych masek oczyszczających. Genialnie oczyszcza, odświeża, obkurcza pory i świetnie rozprawia się z niechcianymi wypryskami. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, ponadto rozjaśnia i wygładza. Skład ma świetny, a wydajność jest jej kolejną zaletą. Chętnie do niej wrócę.

Seboradin Niger, Lotion - w duecie z odżywką oraz z szamponem z tej serii naprawdę działa. Stosowany na włosy oraz skórę głowy nie powoduje szybszego przetłuszczania, a przy regularnym stosowaniu przedłuża świeżość włosów i łagodzi podrażnia, ponadto wzmacnia cebulki przez co ogranicza wypadanie. Minusem może być mocny, ziołowy zapach, ale ja go lubię. Chętnie kupię ponownie.

Oceanic, Long 4 Lahes - czyli serum przyspieszające wzrost rzęs. Jak dla mnie genialne. W krótkim czasie zagęszcza, wydłuża, podkręca i przyciemnia rzęsy przez co wyglądają zjawiskowo. Ponadto jest bardzo wydajne i łatwe w aplikacji. Jednak uwaga ponieważ może podrażniać, ja odczuwałam czasem tylko swędzenie, nic więcej się nie działo. Aaa, po odstawieniu nie zauważyłam nadmiernego wypadania rzęs. Kupię ponownie.

Batiste, Dry Shampoo, Blush - działa jak powinien. W kilka sekund odświeża, unosi włosy u nasady i dodaje im objętości, niestety zauważyłam, że przy częstym stosowaniu nasila wypadnie. Minusem jest też biały osad, który no niestety na ciemnych włosach widać. Zapach całkiem przyjemny, wydajność dobra. Ze względu na wyżej opisany problem więcej go nie kupię.



Clinique, Hight Impact Mascara - uwielbiam ten tusz w małej pojemności, duża mnie zawiodła. Tusz szybko wysycha, nie rozczesuje rzęs tylko je skleja, ponadto daje efekt owadzich nóżek, osypuje się i ogólnie jestem na nie. Więcej nie kupię.

Giorgio Armani, Eyes To Kill, Excess Mascara - mega, mega, mega. Nie wiem czy nie najlepsza choć na początku mnie nie zachwyciła. Fanstastycznie rozczesuje, wydłuża, podkręca, a także pogrubia rzęsy dając efekt firanek. Przy tym jest niezwykle czarna, trwała, a także nie wysycha i można ją stosować aż do ostatniej kropli. Wrócę do niej na 100% i to raczej już niedługo. 

Pat&Rub, Balsam do ciała Samoopalający - byłby ideałem gdyby nie mocny, charakterystyczny smrodek. Jest łatwy w aplikacji, nie zostawia plam, smug czy zacieków, daje przepiękny, bardzo naturalny kolor opalenizny, który można stopniować, a przy tym przyjemnie nawilża oraz odżywia.  Zaletą jest skład, w 100% naturalny i bezpieczny. Ze względu na nieprzyjemny zapach nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.

Clochee, Odżywczy Peeling Cukrowy - zdecydowanie najlepszy peeling. Organiczny, mocny i nawilżający. Doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie, poprawia koloryt skóry i fantastycznie nawilża na długie godziny, a jego przyjemny zapach uprzyjemnia stosowanie. Oczywiście, że kupię kolejne opakowanie i to nie raz! Koniecznie przeczytajcie pełną recenzje >klik<.

Rituals..., Happy Mist - można stosować ją zarówno do ciała, jak i do pościeli czy ogólnie do odświeżania wnętrz. Ja kupiłam ją w ciemno i nie zachwyciła mnie, a raczej jej zapach, ale z tego co wiem teraz się zmienił. Ogólnie ma plusy, takie jak wydajność oraz trwałość, np. na ubraniach utrzymuje się niesamowicie długo. Chętnie zaopatrzę się w nową wersję zapachową, uwielbiam połączeniu pomarańczy i cedru <3

Evree, Power Fruit - całkowicie zapomniałam poświęcić mu pełną recenzję i teraz żałuję bo jest super. Ma innowacyjną, dwufazową formułę, z czego dół to kwas hialuronowy, a góra to miks olejków. Po zmieszaniu niesamowicie szybko się wchłania i działa cuda. Genialnie odżywia, wygładza, zmiękcza oraz nawilża skórę na długie godziny, a jego piękny, kwiatowy (niech nie zwiedzie Was nazwa) i niezwykle kobiecy zapach uprzyjemnia stosowanie i jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na ciele. Pewnie jeszcze kupię.


Dzięki, że dobrnęliście do końca :) 
Zaciekawiło Was coś? A może znacie te kosmetyki? Dajcie znać.

2.4.15

Ulubieńcy - marzec 2015

Marzec już za nami i dobrze. Szczerze mówiąc mam już dość zimy (tak, tak w Norwegii gdzie mieszkam wciąż jest zima, choć z tego co wiem w Polsce nie jest lepiej:() i z utęsknieniem czekam na letnie miesiące więc te pozostałe żegnam z przyjemnością. Jednak dzisiaj mowa nie o mnie, a o ulubieńcach więc przejdźmy do nich. Zawsze pokazywałam ulubieńców tyko tych kosmetycznych jednak postanowiłam trochę urozmaicić ten post i poza kosmetykami będą od czasu do czasu, a może co miesiąc, zobaczymy, pojawiały się tutaj też inne rzeczy, które zachwyciły mnie w danym miesiącu. Mam nadzieję, że podoba Wam się ten pomysł? :) Zaczynamy prezentację ;)


Oceanic, Long 4 Lashes - na początku sceptycznie podchodziłam do tej odżywki, ale że moje rzęsy wołały o pomstę do nieba postanowiłam ją kupić i był to strzał w dziesiątkę. Pierwsze efekty zauważyłam już po kilkunastu dniach, ale siedziałam cichutko i patrzyłam co będzie dalej. No i teraz, po dwóch miesiącach stosowania, są one jeszcze lepsze i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona, i efektami, i sama odżywką, która działa fenomenalnie. Moje marne rzęsy są teraz długie, ciemne i zagęszczone. Rewelacyjnie prezentują się nawet bez tuszu, a po jego aplikacji jest jeszcze lepiej. Dla mnie bomba!

The Body Shop, Banana Shampoo&Conditioner - ten duet pojawił się już na blogu o tutaj >klik<. Pisałam wtedy, że go kocham i nadal tak jest. Sięgam po niego z przyjemnością, teraz już trochę rzadziej niż na początku ponieważ testuję inne kosmetyki, ale po jego użyciu za każdym razem zachwycam się swoimi włosami. Są odbite od nasady, lekkie, puszyste, a przy tym odpowiednio nawilżone i wygładzone. Dawno tak dobrze nie wyglądały. Wiem, że duet zbiera różne opinie, ale dla mnie jest idealny.


Dermalogica, Gentle Cream Exfoliant - peelingi enzymatyczne? Przyznam szczerze, że kiedyś omijałam je z daleka. A dlaczego? Ponieważ myślałam, że nie robią nic i zawsze sięgałam po te mechaniczne. Ahh, jaka głupia byłam! Dobrze jednak, że zmądrzałam bo inaczej pewnie nie odkryłabym tej perełki. Peeling stosowany regularnie, tak co 2-3 dni, naprawdę czyni cuda i sprawia, że twarz z dnia na dzień wygląda po prostu piękniej. Rewelacyjnie złuszcza martwy naskórek dzięki czemu skóra przez długi czas jest wygładzona, zmiękczona i dobrze oczyszczona, a przebarwienia stają się jaśniejsze. Mam też wrażenie, że peeling przyspiesza gojenie się niespodzianek za co duży plus. I ten lawendowy zapach! Jestem oczarowana.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - czy Wy też ostatnio macie mocno przesuszoną skórę na twarzy? U mnie to jakiś obłęd i cały czas z tym walczę, a pomaga mi w tym właśnie ta maska. Działa na moją skórę jak plaster miodu na spierzchnięte i wysuszone usta. Koi, łagodzi, odżywia, a także rewelacyjnie nawilża. Ja stosuję ją zawsze na noc, czasem nawet kilka dni pod rząd. Po takim seansie skóra jest gładka, miękka i jędrna, a uczucie dyskomfortu związane z przesuszeniem znika. Jedynym minusem jest nieprzyjemny zapach, ale szybko wietrzeje więc nie narzekam :)


Aesop, Rejuvenate Intensive Body Balm - w tym balsamie uwiódł mnie głównie zapach. O B Ł Ę D N Y! Ciepły, otulający, trochę waniliowy, trochę cytrusowy i trochę drzewny. Nie da się go po prostu opisać, ale uwierzcie mi, jest naprawdę przepiękny. Na działanie również nie narzekam ponieważ jest genialne. Balsam jest lekki, a zarazem treściwy, niesamowicie szybko się wchłania i pozostawia skórę jedwabiście gładką, miękką i optymalnie nawilżoną na badzo długie godziny. Kosmetyk ideał. Niech Was nie zwiedzie małe opakowanie, jest mega wydajny! Uwielbiam.

A co w marcu zachwyciło mnie poza kosmetykami? Przede wszystkim piosenka norweskiego duetu Röyksopp - Something In My Heart >klik< <3. Tak wpadła mi w ucho, że w marcu słuchałam jej w kółko, nawet po 10 razy dziennie. Zwariowałam wiem, ale co poradzić, jest świetna i jeszcze ten męski wokal. Uwielbiam! Kolejnym niekosmetycznym ulubieńcem jest herbata "Sylwetka" ze sklepu Czas na Herbatę. Jest to mieszanka ziół, w skład której wchodzą: yerba mate, owoc dzikiej róży, werbena cytrynowa, lukrecja, imbir, płatki róży, rumianek. Herbata jest bardzo delikatna w smaku, świetnie smakuje zarówno na zimno jak i na ciepło, a przy tym korzystnie wpływa na organizm i poprawia przemianę materii. Ja kupuję ją od dawna jednak ostatnio całkowicie o niej zapomniałam, w marcu sięgnęłam po nią ponownie i tak mi posmakowała, że umilała mi niemalże każdy wieczór. Jeśli lubicie ziołowe, delikatne herbaty to tą serdecznie polecam :)


I to już wszyscy moi ulubieńcy. A co Was zachwyciło w marcu? Czekam na Wasze komentarze ;)

27.2.15

Nowości - luty 2015

W lutym nie szalałam za bardzo z zakupami kosmetycznymi, a raczej starałam się nie szaleć choć wyszło trochę inaczej (jak zawsze), ale na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, że większość z tych kosmetyków miałam już od dawna na swojej liście zakupowej więc tak czy siak bym je w końcu kupiła, a że zbliżał się mój wyjazd do Norwegii, a tutaj nie mam dostępu do tych produktów, postanowiłam więc nabyć je właśnie w lutym. Wszystkie zakupy poczyniłam na początku miesiąca i część nowości jest już w użyciu, co zresztą widać :) Ok, koniec tej "bablaniny", zapraszam na krótką prezentacje :)


Zacznijmy od zakupów z neoperfumerii Galilu.pl. Niestety nie mam dostępu do sklepu stacjonarnego dlatego też wszystko kupiłam poprzez sklep online. W sumie złożyłam dwa zamówienia. Pierwsze zawierało wodę perfumowaną Diptyque - L'Ombre Dans L'Eau o zapachu róży i liści czarnej porzeczki, prasowany puder Becca - Blotting Powder Perfector oraz dwa produkty Aesop: balsam Rejuvenate Aromatique Body Balm (ahh, jak on pięknie pachnie!) i żel pod prysznic A Rose By Any Other Name Body cleanser. Po tym zakupie czułam mały niedosyt, po głowie chodziło mi jeszcze kilka kosmetyków, a więc postanowiłam pójść na całość i je kupiłam. I tak w drugiej paczce przyjechały do mnie kolejne kosmetyki Aesop: słynna pietruszkowa maseczka Parsley Seed Cleansing Masque oraz zestaw The Leaf Supreme zawierający balsam - Geranium Leaf Body Balm, żel pod prysznic - Geranium Leaf Body Cleanser oraz peeling - Geranium Leaf Body Scrub. Jak widać na zdjęciu kosmetyki są już w użyciu, póki co największe wrażenie wywarł na mnie peeling. Perfumy to wiadomo, miałam już wcześniej próbkę, spodobały mi się i dlatego kupiłam cały flakon. Co do pozostałych kosmetyków to jeszcze wyrabiam sobie o nich zdanie, ale ogólnie jest pozytywnie.


Pozostałe zakupy to nabytki z internetowej apteki Gemini. Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu na blogu zachwycałam się duetem marki Seboradin z serii Niger, postanowiłam do niego wrócić i jako pierwszy powędrował do wirtualnego koszyka, a jeśli już mowa o włosach to skusiłam się też na maseczkę Intensywnie Regenerującą przeznaczoną do włosów przetłuszczających się marki Biovax oraz szampon Batiste, który jest moim must have. Zawsze kupuję wersję Dark&Deep Brown, ale tym razem wybrałam tą o nazwie Blush. Serum do rzęs Long 4 Lashes - Oceanic kupiłam z ciekawości i muszę przyznać, że chyba działa :) Stosuję je krótko jednak widzę już pierwsze efekty, ale ciii żeby nie zapeszać. No i ostatni nabytek czyli (lekki) krem Hydraphase Intense Legere - La Roche Posay, który miałam ochotę przetestować już od dawna, ale jakoś wcześniej nie było nam po drodze. Na szczęście jest już u mnie i nie mogę doczekać się pierwszych testów, które, hmm, niestety muszą trochę poczekać ponieważ w użyciu mam coś innego. Ale co się odwlecze to nie uciecze, prawda? :)


To już wszystkie nowości. Wpadło Wam coś w oko, a może znacie te kosmetyki? Co Wy kupiłyście w lutym? Koniecznie się pochwalcie :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl