Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biovax. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biovax. Pokaż wszystkie posty

11.6.17

Pielęgnacja włosów z L'biotica

Kosmetyki L'Biotica każda z Was na pewno zna, a przynajmniej o nich słyszała. Ja markę poznałam dobrych kilka jak nie kilkanaście lat temu gdy zaczęły wypadać mi włosy. Pamiętam, że intensywnie używałam wtedy maski Biovax do włosów słabych, skłonnych do wypadania. Uwielbiam ją do dziś i nadal chętnie stosuję. Tym razem jednak chciałam napisać Wam o kilku innych produktach, które w ostatnim czasie testuję. To co, zaczynamy.




Biovax, Opuntia Oil&Mango - to nic innego jak intensywnie regenerująca maska inspirowana naturą. Przeznaczona do włosów zniszczonych, bardzo zniszczonych i matowych. W 87 procentach skomponowana ze składników pochodzenia naturalnego, bez zawartości parabenów, SLS/SLES, silikonów czy parafiny. Bogata za to w ceramidy, masło mango a także najdroższy spośród olei roślinnych czyli olejek z opuncji figowej. Mix tych składników tworzy unikalny kompleks LipidFX, który to, cementuje zniszczona powierzchnię włosa tym samym go odbudowując. A to efekty, które obiecuje producent:
-włosy lśniące, miękkie i intensywnie nawilżone
-odbudowana struktura włosów, odporna na uszkodzenia
-włosy głęboko zregenerowane i zdyscyplinowane

Przyznam szczerze, że moje włosy nie są w jakiejś strasznej kondycji, ale regeneracji i nawilżenia zdecydowanie potrzebują, a raczej potrzebowały bo maska podołała tu świetnie i spełniła swoje zadanie. Nawilżyła, odbudowała, wygładziła, a tym samym nie obciążyła moich cienkich włosów oraz nie przyspieszyła przetłuszczania. Wciąż tak naprawdę ją stosuję, a włosy zaraz po zastosowaniu, jak i następnego dnia są lśniące, puszyste i super nawilżone przez co tez lepiej się układają, a wszystko to dzięki zastosowaniu kosmetyku 2 razy w tygodniu przez zaledwie 10-15 minut.



Biovax, Glamour Diamond, Szampon - szampon z nowej linii Biovax. Intensywnie regenerujący, łączący w sobie drobinki najszlachetniejszego z kamieni i bogaty kompleks minerałów, które współgrają ze sobą tworząc wyrafinowaną pielęgnację dla włosów wymagających wzmocnienia. Bogata formuła kosmetyku nie tylko myje, ale też pielęgnuje włosy, otulając je prawdziwym luksusem. Kremowa piana i luksusowy zapach, swoją drogą bardzo delikatny i przyjemny, sprawiają, że mycie włosów staje się rozpieszczającym zmysły rytuałem.

Tak więc szampon ma za zadanie wzmacniać, regenerować, a także dawać poczucie luksusu, a co sądzę o nim ja? Zdecydowałam się na niego ze względu na obietnicę wzmocnienia i choć podeszłam do tego trochę sceptycznie to mile się zaskoczyłam ponieważ wzmocnienie na serio otrzymałam! Pierwsze efekty zauważyłam już po 2 tygodniach regularnego stosowania, tak jak włosy po ciąży leciały mi garściami tak nagle jakby ręką odjął. Przestały wypadać w nadmiernej ilości i wzmocniły się. Co więcej, kosmetyk nie tylko wzmacnia, ale też dodaje blasku i nawilża jednocześnie pozostawiając włosy sypkie i lekkie. Świetnie oczyszcza, dobrze się pieni i, co dla mnie bardzo ważne, nie podrażnia skóry głowy! Jestem na TAK.




Biovax, Glamour Diamond, maska - kolejny produkt z serii z diamentem, tym razem maska. Przeznaczona do wszystkich rodzajów włosów. Za zadanie ma wzmacniać i intensywnie regenerować, nawilżać oraz dodawać blasku. W składzie zawiera m.in. pył diamentowy - subtelnie rozdrobniony, nadaje włosom przepiękny, skrzący się blask - oraz minerały - nie tylko odżywiają i wzmacniają włosy, przywracając im siłę i blask, ale też zbawiennie działają na skórę głowy, wspomagając utrzymanie prawidłowego nawilżenia. Zalecane stosowanie co 3-5 dni na conajmniej 15 minut.

Gęsta, zamknięta w małym opakowaniu o pojemności 125 ml, z dodatkiem skrzących się drobinek. Świetnie rozprowadza się na włosach, nie spływa, subtelnie pachnie, niestety działaniem nie zachwyca, a przynajmniej mnie nie zachwyciła. Niby nawilża, niby wygładza i dodaje blasku, ale nie jest to efekt wow. Nie w moim przypadku. Być może u Was będzie lepiej. Trzeba próbować!




L'biotica, ProfessionalTherapy Express Dry Shampoo - ekspresowy suchy szampon do szybkiego i prostego odświeżenia włosów bez użycia wody. Przeznaczony do codziennego stosowania, dający natychmiastowy efekt i pachnący tropikalnymi owocami. Nie tylko odświeża, ale też dodaje włosom energii i delikatnie unosi je u nasady. 

Mój ulubieniec i wybawiciel. Działa ekspresowo i świetnie! W kilka sekund odświeża włosy, odbija od nasady i zagęszcza tym samym dodając im objętości. Zapach rzeczywiście jest tu tropikalny, przyjemny, długo utrzymuje się na włosach i nie drażni. Minusy? Trzeba dobrze go wyczesać inaczej pozostawia biały osad na włosach. Poza tym jest ekstra!



Jak widzicie 3 z 4 produktów naprawdę genialnie się u mnie spisały. Nie wiem czy będę regularnie do nich wracała ponieważ lubię testować nowości, ale powroty planuję na pewno. A jeśli mowa już o nowościach to niebawem zabieram się za testy duetu L'biotica - Professional Therapy Volume. Moje włosy zdecydowanie potrzebują objętości więc pokładam w tej dwójce ogromne nadzieje! 

Który z kosmetyków macie ochotę wypróbować? A może już je znacie?

27.10.15

Denko Wszechczasów

Od ponad tygodnia wygrzewam się na Gran Canarii stąd cisza na blogu, ale dzisiaj pogoda nieco  się zepsuła, jest deszczowo i wietrznie, wieczorny spacer brzegiem plaży więc odpada dlatego postanowiłam dokończyć post, który zaczęłam pisać jeszcze przed wyjazdem. Jak już mówi tytuł będzie o zużytych kosmetykach, a że jest tego naprawdę dużo, a nawet bardzo dlatego zaczynamy. Ale, ale zaparzcie najpierw herbatę i rozsiądźcie się wygodnie. Już? No to już ;)



 Fridge by Yde, Silky Mist - genialny, lekki, a zarazem mega odżywczy. Rewelacyjnie i długotrwale nawilża, uelastycznia, nie zapycha, ma fantastyczny skład bez zawartości konserwantów i piękny zapach.  Przeznaczony jest głównie dla cery młodej, zarówno suchej jak i mieszanej. Więcej tutaj >klik<. Dla mnie najlepszy krem nawilżający i z przyjemnością do niego wrócę.

Dr. Bronner's, Pure Catile Soap, Tea Tree - w pełni organiczne, super delikatne, wydajne i wszechstronne. Może być stosowane na 18 różnych sposobów, m.in. jako żel do ciała, mydło do mycia pędzli, płyn do prania czy też środek do sprzatania niemalże całego mieszkania. Ma lejącą konsystencję, dobrze się pieni, a dzięki zawartości olejku z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie. Pełna recenzja >klik<. Dla mnie must have.


REN, Guerande Salt Exfoliating Body Balm - dosyć mocny, skuteczny i wydajny. Ma gęstą konsystencję, fantastycznie złuszcza martwy naskórek, odżywia, nawilża, wygładza, a dzięki dodatku mięty daje uczucie mega odświeżenia. Wydajność rewelacyjna. Chętnie wrócę, jest super.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - koi, odżywia i nawilża. Ma lekką, a zarazem bogatą konsystencję, fantastycznie łagodzi podrażnienia, przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, a także ujędrnia i napina oraz przyspiesza gojenie wyprysków. Jedynym minusem jest zapach i cena, ale chętnie do niej wrócę.

Fridge by Yde, Fabulous Face - czyli krem połączony z lekkim podkładem. Wyrównuje koloryt, dodaje blasku i ukrywa zmęczenie, ponadto fantastycznie odżywia oraz nawilża, trwa na skórze cały dzień, nie ściera się i jest niezwykle komfortowy. Świetnie sprawdzi się niemalże na każdym rodzaju cery. Skład, jak to w kosmetykach Fridge, jest bajeczny. Chętnie do niego wrócę, ale w okresie letnim. Więcej tutaj >klik<.



Bumble&Bumble, Mending Masque - nawilża, odżywia, wygładza i dodaje blasku, ale za tą cenę spodziewałam się więcej. Niestety nie daje długotrwałych efektów, ale plus jest taki, że nie obciąża włosów, a nawet pozostawia je puszyste. Wydajność na plus, zapach również. Ze względu na wysoką cenę i przeciętne działanie nie kupię ponownie.

Dr. Bronner's, Pure Castile Soap, Rose - działanie i właściwości identyczne jak w przypadku wyżej opisanego mydła z olejkiem herbacianym, no może poza działaniem antybakteryjnym. Zapach niby różany, ale dla mnie nijaki. Do tej wersji już nie wrócę.

Tołpa, Odżywczy Koncentrat Wygładzający do rąk - nie zachwycił mnie. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, przez chwilę daje uczucie nawilżenia i wygładzenia, ale po kilkunastu minutach czułam, że muszę ponowić aplikację. Na plus jest zapach, ciepły, nieco słodki, naprawdę ładny. Więcej nie kupię. 

Kiehl's, Creamy Eye Treatment - najlepszy! Gęsty, komfortowy i bardzo odżywczy. Dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Mimo bogatej, trochę tłustej konsystencji szybko się wchłania, a przy tym wygładza, uelastycznia i wspaniale nawilża. Wydajność przeogromna. Ja używałam go miesiąc dłużej niż powinnam, jednak krem nie zmienił swoich właściwości i działał tak samo. Kupię ponownie i to nie raz! :) Pełna recenzja >klik<.



Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - organiczny, bardzo łagodny i skuteczny. Tak jak moje włosy nie przepadają za naturalnymi szamponami ten wręcz pokochały. Dokładnie oczyszcza, świetnie się pieni, nie podrażnia skalpu, a wręcz go łagodzi, pozostawia włosy puszyste i odbite od nasady oraz przedłuża ich świeżość. Wydajność naprawdę niezła, zapach również piękny. Kupię ponownie. Recenzja >klik<.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów przetłuszczających się - lubię maseczki Biovax i ta również mnie nie zawiodła. Bardzo wydajna, o gęstej konsystencji, przyjemnie nawilża i wygładza, nie obciążając przy tym włosów. Zapach, wydajność i cena też na plus. Być może jeszcze kupię.

La Roche Posay, Effaclar Duo - niezastąpiony gdy na skórze pojawiają się tak bardzo niechciane niespodzianki. Ma lekką, nieco żelową konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miękką, nie pozostawia tłustej warstwy, ale też niezbyt nawilża, a wręcz, często stosowany, może przesuszać. Przyspiesza gojenie wyprysków, reguluje wydzielanie sebum i oczyszcza zatkane pory.  Wydajność przeogromna. Kupię ponownie.

Marvis, Aquatic Mint - moja ulubiona pasta. Gęsta, bardzo wydajna, świetnie się pieni, delikatnie wybiela, odświeża, a przy tym ma łagodny miętowy, nieco słodki smak. Kolejna tubka już w użyciu.



Lee Stafford, Hair Growth Treatment - czyli maska godna uwagi i sama nie wiem czemu nie pojawiła się w ulubieńcach. Świetnie nawilża, wygładza, dodaje blasku, a jednocześnie pozostawia włosy sypkie, lekkie i odbite od nasady. Nie przyspiesza przetłuszczania, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach też na plus, mi kojarzy się z perfumami Angel - Thierrego Muglera. Niestety nie wiem jak wpływa na wzrost włosów ponieważ nie używałam jej regularnie. Prawdopodobnie kupię ponownie.

Seboradin Niger, Balsam - uwielbiam szampon z tej serii i na odżywkę też nie mogę narzekać. Nawilża, dodaje blasku i wygładza nie obciążając przy tym włosów. Stosowana na skórę głowy łagodzi podrażnienia i wzmacnia cebulki włosów. Minusem może być niezbyt przyjemny, roślinny zapach, ale można się przyzwyczaić. Więcej tutaj >klik<. Kupię ponownie

Clarins, Body Lift Cellulite Control - stosowałam go nieregularnie więc trudno mi odnieść się do działania antycellulitowego. Sam balsam/żel jest lekki, wchłania się niemalże natychmiast nie pozostawiając tłustej warstwy. Wygładza, napina i trochę nawilża, ale bez szału natomiast  aplikowany zaraz po kąpieli czy też po szczotkowaniu daje uczucie chłodzenia. Wydajność przeogromna, zapach też całkiem spoko. Raczej już nie kupię.

Evree, Super Slim - stosowany regularnie daje naprawdę spektakularne efekty. Napina, ujędrnia, a także wygładza i fantastycznie nawilża, w połączeniu z ćwiczeniami oraz zdrowym odżywianiem pomaga też w walce z cellulitem. Ponadto szybko się wchłania, jest dość wydajny, ma dobry skład i świetnie pachnie. Być może jeszcze wrócę. Więcej tutaj >klik<. 



Rituals..., Foaming Shower Gel Sensation, Happy Buddha - łagodna, a jednocześnie skuteczna. Dobrze oczyszcza, nie wysusza skóry, a jej konsystencja uprzyjemnia stosowanie. Zapach nie przypadł mi do gustu, ale widziałam, że producent zmienił połączenie na moje ulubione (pomarańcza i cedr) więc chętnie kupię ponownie ( JUŻ KUPIŁAM ;)). Wydajność oczywiście na plus. Jeśli nie znacie tych pianek koniecznie to nadróbcie ;)

Tołpa, Antycellulitowy Peeling pod prysznic - bardziej żel niż peeling. Łagodny, z dużą zawartością małych drobinek ścierających, bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, trochę wygładza i niestety wysusza skórę. Zapach też mnie nie zachwycił. Jestem na nie i więcej nie kupię. 

Clarins, One Step Gentle Exfoliating Cleanser - peeling o średniej mocy. Dobrze oczyszcza, złuszcza, wygładza i rozjaśnia, a jego pomarańczowy zapach pobudza i dodaje energii. Przy  szybko zanieczyszczającej się cerze można stosować go nawet codziennie, jednak uwaga bo może trochę wysuszać. Lubię mieć go pod ręką i pewnie jeszcze kupię.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Mus do Ciała, Len i Konopie - po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, treściwy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się. Rewelacyjnie i długotrwale odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek, łagodzi też podrażnienia i regeneruje. Zapach ma leśno-ziołowy, delikatny i nie drażniący. Jak na taką mała pojemność wydajność naprawdę niezła. Bardzo lubię i chętnie wrócę. 



Marvis, Whitening Mint - bardzo podobna do pasty opisanej nieco wyżej, różni się jedynie smakiem, który jest bardziej miętowy, mocniejszy, ale nie drażniący. Fajnie odświeża i wybiela. Chętnie wrócę.

Sylveco, Tymiankowy Żel do twarzy - naturalny, łagodny i naprawdę fajny. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum czy też innych zanieczyszczeń, nie podrażnia ani nie wysusza. Świetnie sprawdzi się u każdego, zarówno podczas wieczornego demakijażu jak i podczas porannej toalety. Zaletą jest tu też cena oraz duża wydajność, o składzie nie wspominając.

REN, Clarifying Toner - tonizuje, odświeża i jest delikatny. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, rozjaśnia, wygładza, odblokowuje zatkane pory i minimalizuje powstawanie wyprysków. Zapach, wydajność i skład tez na plus. To już moje drugie opakowanie i będzie kolejne bo jest świetny.

Pat&Rub, Balsam do rąk, Orzeźwiający - lekki, z świetnym składem i dobrym działaniem. Szybko się wchłania, pozostawiając delikatną warstwę ochronną, dobrze nawilża, zmiękcza i regeneruje skórę dłoni. Zapach jak już nazwa wskazuje jest orzeźwiający, idealny na ciepłe miesiące. U mnie gości regularnie, zmieniam tylko wersja zapachowe.



Sylveco, Ziolowy Płyn do płukania jamy ustnej - fantastyczny płyn naszej polskiej marki. W 100% naturalny i bogaty w ziołowe ekstrakty. Nie zawiera alkoholu, nie podrażnia zębów ani dziąseł, fantastycznie odświeża oddech oraz oczyszcza jamę ustną z resztek pokarmowych. Z przyjemnością kupię ponownie.

Origins, Clear Improvement - jedna z moich ulubionych masek oczyszczających. Genialnie oczyszcza, odświeża, obkurcza pory i świetnie rozprawia się z niechcianymi wypryskami. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, ponadto rozjaśnia i wygładza. Skład ma świetny, a wydajność jest jej kolejną zaletą. Chętnie do niej wrócę.

Seboradin Niger, Lotion - w duecie z odżywką oraz z szamponem z tej serii naprawdę działa. Stosowany na włosy oraz skórę głowy nie powoduje szybszego przetłuszczania, a przy regularnym stosowaniu przedłuża świeżość włosów i łagodzi podrażnia, ponadto wzmacnia cebulki przez co ogranicza wypadanie. Minusem może być mocny, ziołowy zapach, ale ja go lubię. Chętnie kupię ponownie.

Oceanic, Long 4 Lahes - czyli serum przyspieszające wzrost rzęs. Jak dla mnie genialne. W krótkim czasie zagęszcza, wydłuża, podkręca i przyciemnia rzęsy przez co wyglądają zjawiskowo. Ponadto jest bardzo wydajne i łatwe w aplikacji. Jednak uwaga ponieważ może podrażniać, ja odczuwałam czasem tylko swędzenie, nic więcej się nie działo. Aaa, po odstawieniu nie zauważyłam nadmiernego wypadania rzęs. Kupię ponownie.

Batiste, Dry Shampoo, Blush - działa jak powinien. W kilka sekund odświeża, unosi włosy u nasady i dodaje im objętości, niestety zauważyłam, że przy częstym stosowaniu nasila wypadnie. Minusem jest też biały osad, który no niestety na ciemnych włosach widać. Zapach całkiem przyjemny, wydajność dobra. Ze względu na wyżej opisany problem więcej go nie kupię.



Clinique, Hight Impact Mascara - uwielbiam ten tusz w małej pojemności, duża mnie zawiodła. Tusz szybko wysycha, nie rozczesuje rzęs tylko je skleja, ponadto daje efekt owadzich nóżek, osypuje się i ogólnie jestem na nie. Więcej nie kupię.

Giorgio Armani, Eyes To Kill, Excess Mascara - mega, mega, mega. Nie wiem czy nie najlepsza choć na początku mnie nie zachwyciła. Fanstastycznie rozczesuje, wydłuża, podkręca, a także pogrubia rzęsy dając efekt firanek. Przy tym jest niezwykle czarna, trwała, a także nie wysycha i można ją stosować aż do ostatniej kropli. Wrócę do niej na 100% i to raczej już niedługo. 

Pat&Rub, Balsam do ciała Samoopalający - byłby ideałem gdyby nie mocny, charakterystyczny smrodek. Jest łatwy w aplikacji, nie zostawia plam, smug czy zacieków, daje przepiękny, bardzo naturalny kolor opalenizny, który można stopniować, a przy tym przyjemnie nawilża oraz odżywia.  Zaletą jest skład, w 100% naturalny i bezpieczny. Ze względu na nieprzyjemny zapach nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.

Clochee, Odżywczy Peeling Cukrowy - zdecydowanie najlepszy peeling. Organiczny, mocny i nawilżający. Doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie, poprawia koloryt skóry i fantastycznie nawilża na długie godziny, a jego przyjemny zapach uprzyjemnia stosowanie. Oczywiście, że kupię kolejne opakowanie i to nie raz! Koniecznie przeczytajcie pełną recenzje >klik<.

Rituals..., Happy Mist - można stosować ją zarówno do ciała, jak i do pościeli czy ogólnie do odświeżania wnętrz. Ja kupiłam ją w ciemno i nie zachwyciła mnie, a raczej jej zapach, ale z tego co wiem teraz się zmienił. Ogólnie ma plusy, takie jak wydajność oraz trwałość, np. na ubraniach utrzymuje się niesamowicie długo. Chętnie zaopatrzę się w nową wersję zapachową, uwielbiam połączeniu pomarańczy i cedru <3

Evree, Power Fruit - całkowicie zapomniałam poświęcić mu pełną recenzję i teraz żałuję bo jest super. Ma innowacyjną, dwufazową formułę, z czego dół to kwas hialuronowy, a góra to miks olejków. Po zmieszaniu niesamowicie szybko się wchłania i działa cuda. Genialnie odżywia, wygładza, zmiękcza oraz nawilża skórę na długie godziny, a jego piękny, kwiatowy (niech nie zwiedzie Was nazwa) i niezwykle kobiecy zapach uprzyjemnia stosowanie i jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na ciele. Pewnie jeszcze kupię.


Dzięki, że dobrnęliście do końca :) 
Zaciekawiło Was coś? A może znacie te kosmetyki? Dajcie znać.

11.6.15

Denko w Mini Recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć kilka kosmetyków, o większości z nich nie pisałam w ogóle na blogu dlatego zebrałam puste opakowania i wszystko krótko opisałam. Zapraszam do czytania ;)


The Body Shop, Brazil Nut Body Butter - genialnie nawilża, odżywia, regeneruje, niweluje szorstkość i wygładza, a do tego jest wydajne i przepięknie, otulająco pachnie. Jestem na TAK i kupię ponownie.

Pat&Rub, Balsam do Rąk, Rozgrzewający - lubię Patkowe balsamy, zmieniam tylko wersje zapachowe w zależności od nastroju czy pory roku. Tutaj zapach jest korzenny i mi akurat nie przypadł do gustu. Działanie oczywiście jest świetne. Balsam szybko się wchłania i rewelacyjnie pielęgnuje skórę dłoni. Obecnie używam wersji Orzeźwiającej, na okres wiosenno-letni idealna :)

Phenome, Warming Hand Therapy - nie rozgrzewał jak nazwa wskazuje, ale jego działanie określam na plus. Lekki, szybko się wchłania, nawilża, odżywia, wygładza i pięknie pachnie. Mimo małej pojemności jest naprawdę wydajny. Kupię ponownie.

Aesop, Geranium Leaf Body Balm - lekki, szybko się wchłania i naprawdę świetnie pielęgnuje. Zmiękcza, wygładza i rewelacyjnie nawilża. Zapach ma roślinny, bardzo przyjemny i idealny na lato. Być może jeszcze kupię.

Aesop, A Rose By Any Other Name Body Cleanser - sam żel jest naprawdę świetny, delikatny, nie podrażnia, nie wysusza skóry, a nawet trochę nawilża, dobrze oczyszcza i jest bardzo wydajny. Niestety rozczarował mnie zapach. Spodziewałam się różanego aromatu, a tego nie dostałam. Raczej już nie wrócę.

Phenome, In-A-Minute Manicure Scrub - gęsty, cukrowy peeling do dłoni o przyjemnym zapachu i ogromnej wydajności, a także świetnym działaniu. Rewelacyjnie rozprawia się z martwym naskórkiem, niweluje szorstkość, pobudza skórę dłoni do odnowy, rozjaśnia ją oraz odżywia. Bardzo lubię i kupię ponownie.


Dove, Antyperspirant, Natural Touch Dead Sea Minerals - mój zdecydowany ulubieniec. Pielęgnuje skórę pod pachami, bardzo skutecznie chroni przed przykrym zapachem i mokrymi plamami, a także delikatnie i nienachalnie pachnie. Kupię na pewno.

Aromatherapy Associates, Moisturising Lip Balm - liczyłam, że przebije mojego ulubieńca z Nuxe, ale nawet nie dorasta mu do pięt. Słabo nawilża, brzydko pachnie i ma twardą, zbitą konsystencję, która utrudnia stosowanie. Nie wrócę ponownie.

The Body Shop, Banana Shampoo - bardzo się polubiliśmy. Dobrze oczyszcza, a przy tym jest łagodny i nie podrażnia skóry głowy. Włosy po jego zastosowaniu są lekkie, odbite od nasady, gładkie i błyszczące. Dodatkowy plus za świetny, bananowy zapach. Na pewno jeszcze się spotkamy. Pełna recenzja tutaj >klik<.

Rituals, Fine Liquid Hand Wash, Infinity - ta wersja zapachowa nie przypadła mi do gustu, ale samo mydło bardzo lubię. Jest mega wydajne, dobrze oczyszcza i nie wysusza skóry dłoni. Obecnie w użyciu mam wersję Serenity, która pachnie obłędnie. Oczywiście kupię ją ponownie i to nie raz.

Aesop, Rejuvenate Intensive Body Balm - rewelacyjny balsam o przepięknym zapachu. Szybko się wchłania, pozostawia skórę niesamowicie gładką, miękką i rewelacyjnie nawilżoną na bardzo długie godziny. Trochę więcej przeczytacie o nim tutaj >klik<.

The Body Shop, Shea Hand Cream - pięknie pachnie, jest lekki, szybko się wchłania i przyzwoicie nawilża. Idealny do torebki. Prawdopodobnie jeszcze kupię.


The Body Shop, Hemp Hand Protector - zdecydowanie ulubiony krem do rąk. Ze względu na tłustą konsystencję stosuję go wyłącznie na noc, a rano skóra jest odżywiona, zregenerowana, miękka i gładka. Zapach ma nieprzyjemny, ale ja już tak się do niego przyzwyczaiłam, że nawet go nie wyczuwam. Kolejne tubka już w użyciu.

Aesop, Geranium Leaf Body Cleanser - spisuje się tak samo jak żel opisany wcześniej, tyle, że ma inny zapach. Delikatny, nienachalny, roślinny z nutką geranium. Ciekawy, ale bez szału. Raczej nie wrócę już do niego.

Aesop, Geranium Leaf Body Scrub - łagodny, a jednocześnie bardzo skuteczny. Genialnie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę idealnie gładką, napiętą, pobudzoną do odnowy i przygotowaną na przyjęcie kolejnych produktów pielęgnacyjnych. Chciałabym jeszcze wrócić, ale zniechęca mnie cena. Pełna recenzja >klik<.

Phenome, Calming Blemish Cleanser - łagodny, nie podrażnia, nie wysusza, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę gładką, miękką i odświeżoną. Idealny do stosowania o poranku ze względu na przyjemny, pobudzający zapach. Więcej przeczytacie tutaj >klik<.


Pat&Rub, Maska do Włosów Tłustych - glinkowa maska, która ma ograniczać przetłuszczanie, ale tego nie robi, a przynajmniej u mnie. Niemniej jednak całkiem dobrze oczyszcza, a włosy po jej zastosowaniu są lekkie, puszyste i odbite od nasady. Na jej niekorzyść przemawia mała wydajność i trochę wysoka. Więcej nie kupię. Więcej tutaj >klik<.

Phenome, Luminous Apple Cream - aksamitny krem o lekkiej konsystencji, szybko się wchłania, nie powoduje przetłuszczania skóry, dobrze nawilża, wygładza, stanowi idealną bazę pod makijaż, a także przepięknie, jabłkowo pachnie i jest mega wydajny. Prawdopodobnie jeszcze wrócę. Pełna recenzja >klik<.

The Body Shop, Hemp Foot Protector - spodziewałam się fajerwerków, a tu klops. Krem ma treściwą konsystencję, całkiem szybko się wchłania, trochę nawilża, trochę wygładza, ale bez szału, a efekt jest krótkotrwały. Więcej nie kupię.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania - tą maskę kupuję już od lat i cały czas lubię tak samo. Tania, wydajna, ładnie pachnie, nawilża, wygładza, nie obciąża, a przy regularnym stosowaniu ogranicza wypadanie włosów. Na pewno jeszcze kupię.


Znacie te kosmetyki? Który Was zainteresował? Jak tam Wasze zużycia, do przodu? :)

27.2.15

Nowości - luty 2015

W lutym nie szalałam za bardzo z zakupami kosmetycznymi, a raczej starałam się nie szaleć choć wyszło trochę inaczej (jak zawsze), ale na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, że większość z tych kosmetyków miałam już od dawna na swojej liście zakupowej więc tak czy siak bym je w końcu kupiła, a że zbliżał się mój wyjazd do Norwegii, a tutaj nie mam dostępu do tych produktów, postanowiłam więc nabyć je właśnie w lutym. Wszystkie zakupy poczyniłam na początku miesiąca i część nowości jest już w użyciu, co zresztą widać :) Ok, koniec tej "bablaniny", zapraszam na krótką prezentacje :)


Zacznijmy od zakupów z neoperfumerii Galilu.pl. Niestety nie mam dostępu do sklepu stacjonarnego dlatego też wszystko kupiłam poprzez sklep online. W sumie złożyłam dwa zamówienia. Pierwsze zawierało wodę perfumowaną Diptyque - L'Ombre Dans L'Eau o zapachu róży i liści czarnej porzeczki, prasowany puder Becca - Blotting Powder Perfector oraz dwa produkty Aesop: balsam Rejuvenate Aromatique Body Balm (ahh, jak on pięknie pachnie!) i żel pod prysznic A Rose By Any Other Name Body cleanser. Po tym zakupie czułam mały niedosyt, po głowie chodziło mi jeszcze kilka kosmetyków, a więc postanowiłam pójść na całość i je kupiłam. I tak w drugiej paczce przyjechały do mnie kolejne kosmetyki Aesop: słynna pietruszkowa maseczka Parsley Seed Cleansing Masque oraz zestaw The Leaf Supreme zawierający balsam - Geranium Leaf Body Balm, żel pod prysznic - Geranium Leaf Body Cleanser oraz peeling - Geranium Leaf Body Scrub. Jak widać na zdjęciu kosmetyki są już w użyciu, póki co największe wrażenie wywarł na mnie peeling. Perfumy to wiadomo, miałam już wcześniej próbkę, spodobały mi się i dlatego kupiłam cały flakon. Co do pozostałych kosmetyków to jeszcze wyrabiam sobie o nich zdanie, ale ogólnie jest pozytywnie.


Pozostałe zakupy to nabytki z internetowej apteki Gemini. Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu na blogu zachwycałam się duetem marki Seboradin z serii Niger, postanowiłam do niego wrócić i jako pierwszy powędrował do wirtualnego koszyka, a jeśli już mowa o włosach to skusiłam się też na maseczkę Intensywnie Regenerującą przeznaczoną do włosów przetłuszczających się marki Biovax oraz szampon Batiste, który jest moim must have. Zawsze kupuję wersję Dark&Deep Brown, ale tym razem wybrałam tą o nazwie Blush. Serum do rzęs Long 4 Lashes - Oceanic kupiłam z ciekawości i muszę przyznać, że chyba działa :) Stosuję je krótko jednak widzę już pierwsze efekty, ale ciii żeby nie zapeszać. No i ostatni nabytek czyli (lekki) krem Hydraphase Intense Legere - La Roche Posay, który miałam ochotę przetestować już od dawna, ale jakoś wcześniej nie było nam po drodze. Na szczęście jest już u mnie i nie mogę doczekać się pierwszych testów, które, hmm, niestety muszą trochę poczekać ponieważ w użyciu mam coś innego. Ale co się odwlecze to nie uciecze, prawda? :)


To już wszystkie nowości. Wpadło Wam coś w oko, a może znacie te kosmetyki? Co Wy kupiłyście w lutym? Koniecznie się pochwalcie :)

8.11.14

(Dużo) Nowości - październik 2014

Hmm, jak same widzicie sporo się tych nowości nazbierało, ale część rzeczy to zakupy jeszcze z września, a nawet z sierpnia, a pokazuję je dopiero teraz ponieważ wszystko było w Polsce, a ja akurat byłam w Norwegii no i nie miałam niestety możliwości żeby je Wam zaprezentować ;) Dlatego pokazuję wszystko dzisiaj, żeby już niepotrzebnie nie przedłużać zapraszam na krótką prezentację :)



Zacznijmy od zamówienia z Feelunique, które poczyniłam jeszcze we wrześniu. Akurat w tym okresie obowiązywały całkiem niezłe promocje do -40%, a może i więcej dlatego też trochę zaszalałam i skusiłam się na kilka kosmetyków marek, o których gdzieś tam słyszałam, ale nigdy nie miałam z nimi styczności. I tak znalazły się u mnie kosmetyki Decleor: mleczko do demakijażu - Essential Cleansing Milk, tonik -Essential Tonifying Lotion i zestaw podróżny kierowany dla cery mieszanej i tłustej - Purifying Starter Kit.


Skusiłam się też na dwa produkty marki Aromatherapy Associates: masełko Moisturising Lip Balm z serii Hydrating oraz maseczkę do twarzy Treatment Mask z serii Soothing, olejek Trilogy - Roseship Oil oraz samoopalacz Fake Bake - 60 Minutes. Obecnie w użuciu jest tylko tonik, mleczko do demakijażu i masełko do ust, pozostałe kosmetyki czekają na swoją kolej ;)


Kolejne szaleństwo to zakupy w sklepie on-line Pat&Rub, które zrobiłam chyba jeszcze w sierpniu, już nawet nie pamiętam ;) Jak widzicie już wtedy myślałam o okresie jesienno-zimowym i skusiłam się na 3 kosmetyki z serii Rozgrzewającej: Rozgrzewające Masło do Ciała, Rozgrzewający Olejek do Ciała oraz Rozgrzewający Balsam do Dłoni. Co prawda kosmetyki nie mają działania, jak nazwa wskazuje, rozgrzewającego, ale, jak przystało na produkty Pat&Rub, są przyjemne w stosowaniu i umilają zimne, jesienne wieczory choć mogłyby mieć troszkę ładniejszy zapach bo mi za bardzo nie przypadł do gustu, ale wiem, że ma wielu zwolenników. Wracając do nowości kupiłam jeszcze duet czyli Szampon i Odżywkę do Włosów Ciemnych, Maskę do Włosów Tłustych oraz Kawowy Pielęgnacyjny Balsam do Ust.


Od dawna chodziły za mną produkty Dermalogica i postanowiłam je w końcu wypróbować. Do najtańszych niestety nie należą dlatego też czekałam na jakąś korzystną promocję i jak już się trafiła do koszyka wrzuciłam żel do twarzy Special Cleansing Gel, enzymatyczny puder ryżowy Daily Microfoliant, który polecała Megdil >klik<, oraz krem pod oczy Multivitamin Power Firm. Wszystko jest już w użyciu i jak na razie jest dobrze, a mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej :)


Phenome uwielbiam więc nie mogło zabraknąć tutaj nowości tejże marki. Tym razem skusiłam się na krem z serii Tangerine SPA - Warming Hand Therapy oraz peeling do dłoni Pure Sugarcane - IN A MINUTE Manicure Scrub. Co tu dużo mówić, używanie tych kosmetyków to sama przyjemność, nic dodać, nic ująć. To samo mogę napisać o żelu/kremie pod prysznic Brazil Nut Shower Cream z The Body Shop. Zapach jest tutaj tak piękny, że najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica. Uwielbiam! Zresztą ten kto śledzi mnie na Insta już o tym wie ;)


Kolejne nowości to zdobycze z lotniska w Oslo. Tutaj za bardzo nie zaszalałam bo jakoś nie mogłam się na nic zdecydować. Skusiłam się tylko na cień w kremie Illusion D'Ombre - Chanel w kolorze 83 Illusoire, na który miałam ochotę już od kilku miesięcy, a więc musiał być mój i cieszę się, że w końcu go kupiłam bo jest genialny. Do koszyka wrzuciłam jeszcze dwupak (jedno serum dla mnie, jedno dla mamy) Advanced Night Repair for Eyes od Estee Lauder i moją ukochaną piankę Foaming Shower Gel Sensation od RITUALS... w wersji Hammam Delight.


Będąc w Super Pharm kupiłam jedną z moich ulubionych masek do włosów, którą poznałam jeszcze podczas studiów, a mowa tu o Intensywnie Regenerującej Maseczce marki Biovax, przy okazji zakupów skusiłam się od razu na polecaną ostatnio Pastę do Głębokiego Oczyszczania Twarzy - Ziaja i również ją polecam, jest świetna. Kolejna nowość to odżywka do włosów farbowanych NOUNOU Conditioner - Davines. Z tą marką mam styczność po raz pierwszy dlatego też na początek wybrałam małą pojemność i fajnie, że była taka możliwość. Po zachwycie solnym peelingiem RITUALS... postanowiłam wypróbować Shea Butter Salt Peeling - Organique. Wybrałam duże opakowanie o pojemności 200 ml w wersji Bamboo. No cóż, do wspomnianego peelingu RITUALS... nie ma szans, ale nie jest zły.


Ostatnio zrobiło się trochę głośno o marce Evree, postanowiłam więc przekonać się na własnej skórze o co tyle szumu i obecnie testuje olejek do twarzy Magic Rose (ahh, jak on pięknie pachnie!) oraz Serum do Rąk tejże marki. Oba kosmetyki są jak najbardziej na plus co mnie ogromnie cieszy. Do zakupu Spray de Mode - Bumble&Bumble zachęcił mnie głównie opis producenta oraz fakt, że potrzebuję czegoś do utrwalenia fryzury. A ten spray to taki kosmetyk dwa w jednym czyli elastyczny lakier, który sprawia, że fryzura zachowuje nadany kształt nawet po wielokrotnym przeczesaniu, a także produkt do stylizacji, który możemy stosować na suche włosy przed zastosowaniem prostownicy lub lokówki. Jeszcze nie przetestowałam go we wszystkich kombinacjach, ale póki co jetem na tak.


Wymienna Szczoteczka do Clarisonic w wersji Sensitive to u mnie już stały punkt zakupów. Według producenta należy ją wymieniać co trzy miesiące i tak też robię. A ostatnio w oko wpadła mi końcówka opisana w sklepie on-line Sephora jako "Jedwabista Precyzja". Z tego co kojarzę to chyba jakaś nowość. Jeśli któraś z Was ją ma to proszę o info jak się spisuje :) Hihg Brow marki Benefit wypatrzyłam na blogu Pięknie Jest Żyć >klik<. Kasia tak wychwalała tą kredkę, że postanowiłam ją kupić i to było dobre posunięcie. Używam jej na linię wodną oraz pod łuk brwiowy i spisuje się świetnie, a przede wszystkim pięknie rozświetla spojrzenie. Kolejna nowość to też coś rozświetlającego, a mianowicie rozświetlacz od L'oreal o nazwie Lumi Maqiue. Jest to na prawdę fajny kosmetyk za nieduże pieniądze. Na sam koniec coś do pazurków czyli Szklany Pilniczek z The Body Shop w uroczym różowym opakowaniu. Choć tak na prawdę wolałabym żeby było np. czerwone bo nie przepadam za różem ;)


PS. Na drugim zdjęciu wkradł się mały błąd. Zakręciłam się i do zdjęcia ustawiłam też kosmetyki, które kupiłam już w listopadzie. Wybaczcie ;)

Uff, to już wszystko. Mam nadzieję, że wytrwałyście. Jeśli tak to napiszcie czy znacie coś z moich nowości i pochwalcie się co Wy ostatnio kupiłyście? :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl