Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evree. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evree. Pokaż wszystkie posty

11.11.15

Spóźniony post z ulubieńcami - październik

Hej, hej, wracam do Was po dłuższej przerwie. Na początek zapraszam na mocno spóźniony post z ulubieńcami, ale wiem, że lubicie takie wpisy, zresztą osobiście również uwielbiam takie podglądać u innych. Są lekkie, a przy okazji można wypatrzyć same perełki. W moich ulubieńcach tym razem oprócz pielęgnacji pojawiło się też trochę kolorówki, same zobaczcie.



Kiehl's, Amino Acid Shampoo - kupiłam go całkiem niedawno, ale od razu zdobył moje uznanie. Jest fenomenalny! Niezwykle delikatny, świetnie się pieni, dokładnie oczyszcza, a także rewelacyjnie pielęgnuje zarówno skórę głowy jak i włosy. Moje ostatnio były mocno przesuszone, słona woda oraz słońce nie wpłynęły na nie korzystnie, ale odkąd go stosuję ich kondycja znacznie się poprawiła. Stały się gładkie, bardziej mięsiste oraz błyszczące. Kosmetyk ich nie obciąża, a wręcz odbija od nasady i pozostawia puszyste. Zapach jest tu bardzo delikatny i przyjemny, kokosowy, wydajność również na plus. Jeśli szukacie dobrego, łagodnego szamponu, a przy tym skutecznego koniecznie zwróćcie na niego uwagę.

Kiehl's, Midnight Recovery Eye - kolejny fantastyczny produkt marki Kiehl's czyli mocno skoncentrowany krem zawierający olejki oraz ekstrakty roślinne, który stosujemy na noc, a rano nasze spojrzenie ma wyglądać świeżo i młodziej. I faktycznie, stosowany regularnie sprawia, że nawet po kiepskiej nocy spojrzenie jest promienne, skóra w okolicach oczu jest rozjaśniona, a po opuchnięciach nie ma śladu. Nie można odmówić mu też działania nawilżającego bo nawilża naprawdę świetnie, a przy tym wygładza i napina skórę w tych okolicach. Jest też bardzo delikatny, nie podrażnia ani nie powoduje alergii po prostu cud, miód. Warto wypróbować, szczególnie jeśli zarywacie noce bądź Waszą zmorą jest opuchlizna.



NYX, Butter Gloss, Maple Blondie - uwielbiam za wszystko. Za konsystencję, odżywienie, komfort noszenia, wygląd na ustach oraz za kolor, bardzo neutralny, idealny na co dzień. Fajnie odświeża, rozpromienia i myślę, że będzie pasował niemalże każdemu. Trwałość nie jest tu może powalająca, ale to tylko błyszczyk. U mnie utrzymuje się 2-3 godziny po czym się ściera jednak nawilżenie odczuwalne jest zdecydowanie dłużej. Jest to naprawdę mega-fajny produkt w niskiej cenie, taki tańszy odpowiednik Clarins - Instant Light Natural Lip Perfector. Wypróbujcie, a nie zawiedziecie się ;)

Evree,  Magic Rose, Krem do twarzy - przy mojej kapryśnej, mieszanej, szybko zanieczyszczającej się, a do tego wrażliwej cerze naprawdę ciężko jest znaleźć  dobry krem, który będzie odpowiadał mi w 100% jednak ten od Evree naprawdę daje radę. Gęsta, treściwa konsystencja zaskakująco szybko się wchłania. Krem pozostawia na skórze jedynie cienką, otulającą warstwę ochronną, która stanowi świetną bazę pod makijaż. Nic się nie roluje ani nie spływa, kosmetyk nie powoduje szybszego przetłuszczania się skóry, a każdy aplikowany podkład wygląda na nim fantastycznie. A jak z działaniem? Też jest super. Skóra jest odżywiona, gładka, elastyczna, a nawilżenie odczuwalne jest przez cały dzień. Krem nie podrażnia oraz nie zapycha. No i ten zapach! Fantastyczny! Różany, ale nie mdły tylko świeży. Można się uzależnić. Ja stosuję go głównie na dzień, ale może być stosowany również na noc. Polecam i to nie tylko fankom różanych aromatów ;)



Essie, Licorice - czarnych lakierów na rynku kosmetycznym jest mnóstwo, ale to właśnie ta czerń od Essie jest najpiękniejsza. Naprawdę czarna, głęboka i błyszcząca. Na moich paznokciach gościła prawie, że przez cały październik i noszę ją nadal. Pasuje niemalże wszędzie, na każdą okazję i do wszystkiego. Sama konsystencja lakieru też na plus, nie za rzadka, nie a gęsta, nie bąbluje, nie smuży, do pełnego krycia wystarczy jedna warstwa, ale ja nakładam dwie. Trwałość świetna, na moich paznokciach, pokrytych top coat'em, trzyma się do 5-7 dni po czy delikatnie zaczyna się ścierać. Uwielbiam. 

Maybelline, Lash Sensational - swego czasu głośno było o nim w blogosferze i wcale się nie dziwię, jak dla mnie jest genialny. Rozczesuje, wydłuża, pogrubia, podkręca oraz jest niesamowicie trwały. Szczoteczka jest świetnie wyprofilowana, konsystencja jest idealna od samego początku, tusz w trakcie używania nie wysycha, a zmyć można go bez większych problemów samą wodą, w ciągu dnia natomiast nie kruszy się i śmiało mogą używać go osoby noszące szkła kontaktowe. Cena też na plus. No wszystko super. Jeśli nie znacie to może czas to zmienić? :)

Seche Vite, Top Coat - gdyby nie jego okropny zapach po którym czasem kręci mi się w głowie byłby idealny. W dosłownie kilka chwil wysusza lakier, utwardza go, zdecydowanie przedłuża jego trwałość oraz pozostawia piękną, lśniąca powłokę. Dla mnie fenomenalny i zdecydowanie przebił mojego wcześniejszego ulubieńca czyli Insta Dri od Sally Hansen. 




I to już wszystko. Zainteresowało Was coś? Dajcie znać :)

27.10.15

Denko Wszechczasów

Od ponad tygodnia wygrzewam się na Gran Canarii stąd cisza na blogu, ale dzisiaj pogoda nieco  się zepsuła, jest deszczowo i wietrznie, wieczorny spacer brzegiem plaży więc odpada dlatego postanowiłam dokończyć post, który zaczęłam pisać jeszcze przed wyjazdem. Jak już mówi tytuł będzie o zużytych kosmetykach, a że jest tego naprawdę dużo, a nawet bardzo dlatego zaczynamy. Ale, ale zaparzcie najpierw herbatę i rozsiądźcie się wygodnie. Już? No to już ;)



 Fridge by Yde, Silky Mist - genialny, lekki, a zarazem mega odżywczy. Rewelacyjnie i długotrwale nawilża, uelastycznia, nie zapycha, ma fantastyczny skład bez zawartości konserwantów i piękny zapach.  Przeznaczony jest głównie dla cery młodej, zarówno suchej jak i mieszanej. Więcej tutaj >klik<. Dla mnie najlepszy krem nawilżający i z przyjemnością do niego wrócę.

Dr. Bronner's, Pure Catile Soap, Tea Tree - w pełni organiczne, super delikatne, wydajne i wszechstronne. Może być stosowane na 18 różnych sposobów, m.in. jako żel do ciała, mydło do mycia pędzli, płyn do prania czy też środek do sprzatania niemalże całego mieszkania. Ma lejącą konsystencję, dobrze się pieni, a dzięki zawartości olejku z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie. Pełna recenzja >klik<. Dla mnie must have.


REN, Guerande Salt Exfoliating Body Balm - dosyć mocny, skuteczny i wydajny. Ma gęstą konsystencję, fantastycznie złuszcza martwy naskórek, odżywia, nawilża, wygładza, a dzięki dodatku mięty daje uczucie mega odświeżenia. Wydajność rewelacyjna. Chętnie wrócę, jest super.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - koi, odżywia i nawilża. Ma lekką, a zarazem bogatą konsystencję, fantastycznie łagodzi podrażnienia, przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, a także ujędrnia i napina oraz przyspiesza gojenie wyprysków. Jedynym minusem jest zapach i cena, ale chętnie do niej wrócę.

Fridge by Yde, Fabulous Face - czyli krem połączony z lekkim podkładem. Wyrównuje koloryt, dodaje blasku i ukrywa zmęczenie, ponadto fantastycznie odżywia oraz nawilża, trwa na skórze cały dzień, nie ściera się i jest niezwykle komfortowy. Świetnie sprawdzi się niemalże na każdym rodzaju cery. Skład, jak to w kosmetykach Fridge, jest bajeczny. Chętnie do niego wrócę, ale w okresie letnim. Więcej tutaj >klik<.



Bumble&Bumble, Mending Masque - nawilża, odżywia, wygładza i dodaje blasku, ale za tą cenę spodziewałam się więcej. Niestety nie daje długotrwałych efektów, ale plus jest taki, że nie obciąża włosów, a nawet pozostawia je puszyste. Wydajność na plus, zapach również. Ze względu na wysoką cenę i przeciętne działanie nie kupię ponownie.

Dr. Bronner's, Pure Castile Soap, Rose - działanie i właściwości identyczne jak w przypadku wyżej opisanego mydła z olejkiem herbacianym, no może poza działaniem antybakteryjnym. Zapach niby różany, ale dla mnie nijaki. Do tej wersji już nie wrócę.

Tołpa, Odżywczy Koncentrat Wygładzający do rąk - nie zachwycił mnie. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, przez chwilę daje uczucie nawilżenia i wygładzenia, ale po kilkunastu minutach czułam, że muszę ponowić aplikację. Na plus jest zapach, ciepły, nieco słodki, naprawdę ładny. Więcej nie kupię. 

Kiehl's, Creamy Eye Treatment - najlepszy! Gęsty, komfortowy i bardzo odżywczy. Dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Mimo bogatej, trochę tłustej konsystencji szybko się wchłania, a przy tym wygładza, uelastycznia i wspaniale nawilża. Wydajność przeogromna. Ja używałam go miesiąc dłużej niż powinnam, jednak krem nie zmienił swoich właściwości i działał tak samo. Kupię ponownie i to nie raz! :) Pełna recenzja >klik<.



Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - organiczny, bardzo łagodny i skuteczny. Tak jak moje włosy nie przepadają za naturalnymi szamponami ten wręcz pokochały. Dokładnie oczyszcza, świetnie się pieni, nie podrażnia skalpu, a wręcz go łagodzi, pozostawia włosy puszyste i odbite od nasady oraz przedłuża ich świeżość. Wydajność naprawdę niezła, zapach również piękny. Kupię ponownie. Recenzja >klik<.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów przetłuszczających się - lubię maseczki Biovax i ta również mnie nie zawiodła. Bardzo wydajna, o gęstej konsystencji, przyjemnie nawilża i wygładza, nie obciążając przy tym włosów. Zapach, wydajność i cena też na plus. Być może jeszcze kupię.

La Roche Posay, Effaclar Duo - niezastąpiony gdy na skórze pojawiają się tak bardzo niechciane niespodzianki. Ma lekką, nieco żelową konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miękką, nie pozostawia tłustej warstwy, ale też niezbyt nawilża, a wręcz, często stosowany, może przesuszać. Przyspiesza gojenie wyprysków, reguluje wydzielanie sebum i oczyszcza zatkane pory.  Wydajność przeogromna. Kupię ponownie.

Marvis, Aquatic Mint - moja ulubiona pasta. Gęsta, bardzo wydajna, świetnie się pieni, delikatnie wybiela, odświeża, a przy tym ma łagodny miętowy, nieco słodki smak. Kolejna tubka już w użyciu.



Lee Stafford, Hair Growth Treatment - czyli maska godna uwagi i sama nie wiem czemu nie pojawiła się w ulubieńcach. Świetnie nawilża, wygładza, dodaje blasku, a jednocześnie pozostawia włosy sypkie, lekkie i odbite od nasady. Nie przyspiesza przetłuszczania, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach też na plus, mi kojarzy się z perfumami Angel - Thierrego Muglera. Niestety nie wiem jak wpływa na wzrost włosów ponieważ nie używałam jej regularnie. Prawdopodobnie kupię ponownie.

Seboradin Niger, Balsam - uwielbiam szampon z tej serii i na odżywkę też nie mogę narzekać. Nawilża, dodaje blasku i wygładza nie obciążając przy tym włosów. Stosowana na skórę głowy łagodzi podrażnienia i wzmacnia cebulki włosów. Minusem może być niezbyt przyjemny, roślinny zapach, ale można się przyzwyczaić. Więcej tutaj >klik<. Kupię ponownie

Clarins, Body Lift Cellulite Control - stosowałam go nieregularnie więc trudno mi odnieść się do działania antycellulitowego. Sam balsam/żel jest lekki, wchłania się niemalże natychmiast nie pozostawiając tłustej warstwy. Wygładza, napina i trochę nawilża, ale bez szału natomiast  aplikowany zaraz po kąpieli czy też po szczotkowaniu daje uczucie chłodzenia. Wydajność przeogromna, zapach też całkiem spoko. Raczej już nie kupię.

Evree, Super Slim - stosowany regularnie daje naprawdę spektakularne efekty. Napina, ujędrnia, a także wygładza i fantastycznie nawilża, w połączeniu z ćwiczeniami oraz zdrowym odżywianiem pomaga też w walce z cellulitem. Ponadto szybko się wchłania, jest dość wydajny, ma dobry skład i świetnie pachnie. Być może jeszcze wrócę. Więcej tutaj >klik<



Rituals..., Foaming Shower Gel Sensation, Happy Buddha - łagodna, a jednocześnie skuteczna. Dobrze oczyszcza, nie wysusza skóry, a jej konsystencja uprzyjemnia stosowanie. Zapach nie przypadł mi do gustu, ale widziałam, że producent zmienił połączenie na moje ulubione (pomarańcza i cedr) więc chętnie kupię ponownie ( JUŻ KUPIŁAM ;)). Wydajność oczywiście na plus. Jeśli nie znacie tych pianek koniecznie to nadróbcie ;)

Tołpa, Antycellulitowy Peeling pod prysznic - bardziej żel niż peeling. Łagodny, z dużą zawartością małych drobinek ścierających, bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, trochę wygładza i niestety wysusza skórę. Zapach też mnie nie zachwycił. Jestem na nie i więcej nie kupię. 

Clarins, One Step Gentle Exfoliating Cleanser - peeling o średniej mocy. Dobrze oczyszcza, złuszcza, wygładza i rozjaśnia, a jego pomarańczowy zapach pobudza i dodaje energii. Przy  szybko zanieczyszczającej się cerze można stosować go nawet codziennie, jednak uwaga bo może trochę wysuszać. Lubię mieć go pod ręką i pewnie jeszcze kupię.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Mus do Ciała, Len i Konopie - po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, treściwy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się. Rewelacyjnie i długotrwale odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek, łagodzi też podrażnienia i regeneruje. Zapach ma leśno-ziołowy, delikatny i nie drażniący. Jak na taką mała pojemność wydajność naprawdę niezła. Bardzo lubię i chętnie wrócę. 



Marvis, Whitening Mint - bardzo podobna do pasty opisanej nieco wyżej, różni się jedynie smakiem, który jest bardziej miętowy, mocniejszy, ale nie drażniący. Fajnie odświeża i wybiela. Chętnie wrócę.

Sylveco, Tymiankowy Żel do twarzy - naturalny, łagodny i naprawdę fajny. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum czy też innych zanieczyszczeń, nie podrażnia ani nie wysusza. Świetnie sprawdzi się u każdego, zarówno podczas wieczornego demakijażu jak i podczas porannej toalety. Zaletą jest tu też cena oraz duża wydajność, o składzie nie wspominając.

REN, Clarifying Toner - tonizuje, odświeża i jest delikatny. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, rozjaśnia, wygładza, odblokowuje zatkane pory i minimalizuje powstawanie wyprysków. Zapach, wydajność i skład tez na plus. To już moje drugie opakowanie i będzie kolejne bo jest świetny.

Pat&Rub, Balsam do rąk, Orzeźwiający - lekki, z świetnym składem i dobrym działaniem. Szybko się wchłania, pozostawiając delikatną warstwę ochronną, dobrze nawilża, zmiękcza i regeneruje skórę dłoni. Zapach jak już nazwa wskazuje jest orzeźwiający, idealny na ciepłe miesiące. U mnie gości regularnie, zmieniam tylko wersja zapachowe.



Sylveco, Ziolowy Płyn do płukania jamy ustnej - fantastyczny płyn naszej polskiej marki. W 100% naturalny i bogaty w ziołowe ekstrakty. Nie zawiera alkoholu, nie podrażnia zębów ani dziąseł, fantastycznie odświeża oddech oraz oczyszcza jamę ustną z resztek pokarmowych. Z przyjemnością kupię ponownie.

Origins, Clear Improvement - jedna z moich ulubionych masek oczyszczających. Genialnie oczyszcza, odświeża, obkurcza pory i świetnie rozprawia się z niechcianymi wypryskami. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, ponadto rozjaśnia i wygładza. Skład ma świetny, a wydajność jest jej kolejną zaletą. Chętnie do niej wrócę.

Seboradin Niger, Lotion - w duecie z odżywką oraz z szamponem z tej serii naprawdę działa. Stosowany na włosy oraz skórę głowy nie powoduje szybszego przetłuszczania, a przy regularnym stosowaniu przedłuża świeżość włosów i łagodzi podrażnia, ponadto wzmacnia cebulki przez co ogranicza wypadanie. Minusem może być mocny, ziołowy zapach, ale ja go lubię. Chętnie kupię ponownie.

Oceanic, Long 4 Lahes - czyli serum przyspieszające wzrost rzęs. Jak dla mnie genialne. W krótkim czasie zagęszcza, wydłuża, podkręca i przyciemnia rzęsy przez co wyglądają zjawiskowo. Ponadto jest bardzo wydajne i łatwe w aplikacji. Jednak uwaga ponieważ może podrażniać, ja odczuwałam czasem tylko swędzenie, nic więcej się nie działo. Aaa, po odstawieniu nie zauważyłam nadmiernego wypadania rzęs. Kupię ponownie.

Batiste, Dry Shampoo, Blush - działa jak powinien. W kilka sekund odświeża, unosi włosy u nasady i dodaje im objętości, niestety zauważyłam, że przy częstym stosowaniu nasila wypadnie. Minusem jest też biały osad, który no niestety na ciemnych włosach widać. Zapach całkiem przyjemny, wydajność dobra. Ze względu na wyżej opisany problem więcej go nie kupię.



Clinique, Hight Impact Mascara - uwielbiam ten tusz w małej pojemności, duża mnie zawiodła. Tusz szybko wysycha, nie rozczesuje rzęs tylko je skleja, ponadto daje efekt owadzich nóżek, osypuje się i ogólnie jestem na nie. Więcej nie kupię.

Giorgio Armani, Eyes To Kill, Excess Mascara - mega, mega, mega. Nie wiem czy nie najlepsza choć na początku mnie nie zachwyciła. Fanstastycznie rozczesuje, wydłuża, podkręca, a także pogrubia rzęsy dając efekt firanek. Przy tym jest niezwykle czarna, trwała, a także nie wysycha i można ją stosować aż do ostatniej kropli. Wrócę do niej na 100% i to raczej już niedługo. 

Pat&Rub, Balsam do ciała Samoopalający - byłby ideałem gdyby nie mocny, charakterystyczny smrodek. Jest łatwy w aplikacji, nie zostawia plam, smug czy zacieków, daje przepiękny, bardzo naturalny kolor opalenizny, który można stopniować, a przy tym przyjemnie nawilża oraz odżywia.  Zaletą jest skład, w 100% naturalny i bezpieczny. Ze względu na nieprzyjemny zapach nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.

Clochee, Odżywczy Peeling Cukrowy - zdecydowanie najlepszy peeling. Organiczny, mocny i nawilżający. Doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie, poprawia koloryt skóry i fantastycznie nawilża na długie godziny, a jego przyjemny zapach uprzyjemnia stosowanie. Oczywiście, że kupię kolejne opakowanie i to nie raz! Koniecznie przeczytajcie pełną recenzje >klik<.

Rituals..., Happy Mist - można stosować ją zarówno do ciała, jak i do pościeli czy ogólnie do odświeżania wnętrz. Ja kupiłam ją w ciemno i nie zachwyciła mnie, a raczej jej zapach, ale z tego co wiem teraz się zmienił. Ogólnie ma plusy, takie jak wydajność oraz trwałość, np. na ubraniach utrzymuje się niesamowicie długo. Chętnie zaopatrzę się w nową wersję zapachową, uwielbiam połączeniu pomarańczy i cedru <3

Evree, Power Fruit - całkowicie zapomniałam poświęcić mu pełną recenzję i teraz żałuję bo jest super. Ma innowacyjną, dwufazową formułę, z czego dół to kwas hialuronowy, a góra to miks olejków. Po zmieszaniu niesamowicie szybko się wchłania i działa cuda. Genialnie odżywia, wygładza, zmiękcza oraz nawilża skórę na długie godziny, a jego piękny, kwiatowy (niech nie zwiedzie Was nazwa) i niezwykle kobiecy zapach uprzyjemnia stosowanie i jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na ciele. Pewnie jeszcze kupię.


Dzięki, że dobrnęliście do końca :) 
Zaciekawiło Was coś? A może znacie te kosmetyki? Dajcie znać.

9.8.15

Denko w Mini Recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć całkiem sporo kosmetyków, a że większość z nich nie doczekała się pełnej recenzji  na blogu postanowiłam je zebrać i krótko dla Was opisać. Być może wpadnie Wam coś w oko, a muszę zdradzić, że duża część jest naprawdę godna uwagi. Żeby już nie przedłużać zapraszam dalej ;)



Phenome, Smoothing Body Scrub - gęsty, kremowy peeling o średniej mocy. Dobrze złuszcza martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie i wspomaga walkę z cellulitem. Świetnie sprawdza się zarówno do całego ciała jak i peeling do codziennego stosowania na wybrane partie ciała. Minusy? Mała wydajność dlatego nie wiem czy jeszcze go kupię, ewentualnie w promocji. Polecam szczególnie dla wrażliwców ;)

Tołpa Green, Odżywcze Mleczko Wygładzające - mile mnie zaskoczyło. Ma treściwą konsystencję, całkiem nieźle się wchłania, świetnie pielęgnuje, zmiękcza, wygładza, odżywia oraz nawilża, a także przepięknie pachnie. Chętnie kupię ponownie.

Phenome, Revitalizing Body Balm - moje niedawne odkrycie i ogromny ulubieniec. Naprawdę rewelacyjny balsam, lekki, a zarazem niesamowicie odżywczy. Nawilża, uelastycznia, wygładza, łagodzi podrażnienia, a do tego bardzo szybko się wchłania i ma uzależniający zapach. Kupię ponownie na 100%.

The Body Shop, Hemp Hand Protector - dla mnie najlepszy. Odżywia, wygładza, regeneruje, koi i  zmiękcza. Ze względu na tłustą i treściwą konsystencję stosuję go jedynie na noc, a rano mogę cieszyć się zadbaną i zregenerowaną skórą dłoni. Nie wiem ile opakowań już zużyłam, ale z przyjemnością kupię kolejne.














RITUALS..., Serenity, Fine Liquid Hand Wash - wydajne, dobrze się pieni, skutecznie oczyszcza, nie wysusza skóry dłoni, no i przepięknie pachnie! Lubię i jeszcze do niego wrócę.

Tołpa Dermo Intima, Neutralny Płyn do Higieny Intymnej - naprawdę fajny płyn. Delikatny, z dobrym składem. Dobrze oczyszcza, nie podrażnia, odświeża, łagodzi podrażnienia, a do tego przyjemnie pachnie i jest wydajny. Obecnie w użyciu mam wersję regenerującą, która też jest świetna.

Seboradin Niger, Szampon - rewelacyjny i jeden z moich ulubionych. Świetnie się pieni, dobrze oczyszcza, nie podrażnia, a przy regularnym stosowaniu wzmacnia włosy i przedłuża ich świeżość. Ponadto po myciu pozostawia je lekkie, puszyste, odbite od nasady i podatne na układanie. Lubię i kupię ponownie. Pełna recenzja >klik<.

Dr. Bronner's, 18 in 1 Hemp Lavender Pure Castile Soap - najlepsze, najdelikatniejsze i najpiękniej pachnące. Świetnie sprawdza się nie tylko do mycia ciała, ale też do mycia pędzli, do prania i ogólnie do sprzątania. Zresztą nazwa mówi sama za siebie, to mydło można wykorzystać na 18 sposobów. Cały czas mam w użyciu kilka zapachów, lawendę oczywiście też, tym razem w jeszcze większej pojemności.







Pat&Rub, Tonik Hipoalergiczny - najlepszy tonik ever. Odświeża, tonizuje, łagodzi podrażnienia, delikatnie nawilża, przyjemnie pachnie, a do tego ma rewelacyjny skład. Zużywam litrami i zawsze chętnie wracam ;)

REN, Clarifying Toner - kolejny ulubieniec. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, tonizuje, oczyszcza, odświeża, a przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum i minimalizuje powstawanie wyprysków. Jest też bardzo delikatny i myślę, że sprawdzi się nawet u największych wrażliwców. Kolejne opakowanie jest już w użyciu.

Pat&Rub, Relaksujący Olejek do Ciała - pięknie pachnie, szybko się wchłania, genialnie pielęgnuje, a do tego jest w 100% naturalny. Bardzo lubię i kupuję regularnie, zmieniam tylko wersje zapachowe, teraz mam ochotę na hipoalergiczną ;) . Pełna recenzja >klik<.

The Body Shop, Banana Conditioner - nawilża, wygładza, ułatwia rozczesywanie i bardzo fajnie pachnie. Świetnie spisuje się zarówno z duecie z szampon z tej samej serii, jak i z innymi szamponami. Nie polecam jej jednak osobom z bardzo suchymi włosami. Być może jeszcze ją kupię. Pełna recenzja >klik<.





Himalaya, Sparkly White Herbal Toothpaste - naprawdę fajna pasta bez zawartości fluoru. Ma przyjemny smak, świetnie odświeża, dobrze się pieni, a przy regularnym stosowaniu delikatnie wybiela zęby. Jedna z moich ulubionych, kupię ponownie.

OPI, Original Polish Remover - robi to co ma robić i robi to dobrze. Nie mam mu nic do zarzucenia i być może kupię go ponownie.

Sylveco, Oczyszczający Peeling do twarzy - naturalny, wydajny i przede wszystkim skuteczny. Świetnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, oczyszcza, a przy tym nie przesusza skóry. Na pewno do niego wrócę i polecam. Pełna recenzja >klik<.

Dermalogica, Multivitamin Power Firm - nie podrażnia, trochę nawilża, trochę wygładza, ale zupełnie bez szału. Na początku byłam z niego zadowolona, ale odkąd stosuję Creamy Eye Treatment marki Kiehl's  >klik< uważam, że ten krem jest bardzo średni. Więcej do niego nie wrócę.

Batiste, Dry Shampoo Dark&Deep Brown - jak dla mnie świetny. W kilka sekund odświeża fryzurę, dodaje objętości, no i nie bieli. Poza tym przyjemnie pachnie i jest całkiem wydajny. W użyciu mam obecnie inną wersję, do tej być może jeszcze wrócę, no chyba, że zrobię blond, o którym intensywnie myślę ;)





Evree, Multioils Bomb - nie mam mu nic do zarzucenia. Ma dobry skład, świetnie się wchłania, rewelacyjnie odżywia, a przy tym jest stosunkowo niedrogi oraz wydajny, a także ładnie pachnie. Być może jeszcze wrócę, obecnie w użyciu mam inną wersję ;)

RITUALS..., Good Luck Scrub - genialny! Rewelacyjnie złuszcza, wygładza, a do tego, dzięki zawartości olejków pielęgnuje i nawilża. No i ten zapach! Coś pięknego. Oczywiście, że kupię ponownie i bardzo mocno polecam. Więcej tutaj >klik<.

Korres, Wild Rose Lip Butter - nie tylko świetnie nawilża, odżywia i pielęgnuje, ale też nadaje ustom ładny, soczysty kolor. Ponadto jest niesamowicie wydajne i przyjemne w użyciu, mimo iż znajduje się w słoiczku. Bardzo lubię i kupię ponownie. Pełna recenzja >klik<.

RITUALS..., Shanti Shower Soothing Shower Oil - jedyny minus to mała wydajność, innych nie widzę. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza, odświeża, nie wysusza, a jego piękny, różano-migdałowy zapach pieści zmysły ;) Kupię ponownie.



















Znacie coś, a może któryś kosmetyk Was zaciekawił i chciałybyście go wypróbować? Dajcie znać :)

2.6.15

Nowości - Maj

Na blogu dawno nie było posta z nowościami, a wiem, że takie lubicie, ja zresztą też uwielbiam takie przeglądać, dlatego postanowiłam zebrać nowe nabytki do kupy i je Wam zaprezentować. Część nowości to kosmetyki sprawdzone i ulubione, część to zupełne nowości. Większość rzeczy jest już w użyciu, ale nie będę się dzisiaj na ich temat rozpisywać, tylko wszystko krótko przedstawię. Więcej na ich temat będziecie mogły przeczytać w osobnych postach.


Zacznę od nowości z Polski bo stamtąd przyjechało do mnie większość kosmetyków. No i tak, mamy tutaj zamówienie z apteki Gemini, w której kupiłam absolutnie ulubione masełko do ust Reve de Miel - Nuxe, ulubioną pastę bez fluoru Sparkly White - Himalaya, ulubione żele do higieny intymnej Neutralny i Regenerujący marki Tołpa, a także fajny Lotion do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania - Seboradin Niger.  Jak widzicie, sami ulubieńcy.


Kolejne nowości to nabytki z neoperfumerii Galilu, a mowa tu o serum do twarzy Oil Free Facial Hydrating Serum marki Aesop oraz szczotce do ciała Aromatherapy Associates, która niestety okazała się tak twarda i szorstka, że nie da się jej używać. Wpadło mi też coś z kolorówki. W sklepie online Sephory kupiłam ulubiony podkład Teint Idole Ultra 24h - Lancome, a także pierwszą paletkę Urban Decay - Naked2 Basics. Jeszcze jej nie używałam, nie było czasu ani okazji, ale kolory ma boskie i idealne na co dzień.


Tak się składa, że nigdy nie ma mnie w Polsce podczas Rossmannowskich promocji i zawsze tylko zazdroszczę, że możecie z nich korzystać do woli ;), ale tym razem poratowała mnie koleżanka. Kupiła mi kilka rzeczy i tym sposobem moją kosmetyczkę zasilił podkład Healthy Mix - Bourjois, dwa genialne róże Creme Puff Blush - Max Factor w kolorze Seductive Pink i Alluring Rose oraz wychwalany w sieci tusz Lash Sensational Maybelline. Konturówka  Soft Precision Lipliner to nowość z Inglot. Wybrałam kolor 74 i jestem zachwycona, jest piękny i bardzo zbliżony do koloru moich ust.


Nie mogę nie wspomnieć o nowościach z Ministerstwa Dobrego Mydła, na zdjęciu znalazły się 2 z 4 kosmetyków, które kupiłam, a mianowicie Olejek z Pestek Śliwki i Masło Shea. Całe zamówienie możecie zobaczyć tutaj >klik<. W maju przybyło mi też kilka kosmetyków Phenome, a mowa tu o peelingu do twarzy Exfoliating Facial Paste, rewelacyjnym zresztą, peelingu do ciała Smoothing Body Scrub, szamponie  Purifying Anti-Dandruff Shampoo i balsamie Revitalizing Body Balm.


Wyżej wymienione kosmetyki przyjechały do mnie już na początku maja, natomiast pod koniec miesiąca odebrałam jeszcze dwie paczki, jedna skrywała nowość marki Evree czyli dwufazowy olejek Power Fruit, co za zapach!, a druga szczotkę do ciała marki Fridge by yDe, którą jestem oczarowana. Jest idealna! I to tyle nowości z Polski. 


W Norwegii kupiłam jedynie antyperspirant firmy Neutral. Pisały o nim Iwetto oraz Juicy Beige, a że nie mogłam znaleźć w sklepach swojego ulubieńca skusiłam się właśnie na ten i jest całkiem niezły. To jednak nie koniec nowości bo został jeszcze lakier Dior z letniej kolekcji w kolorze Sunwashed, cudo!, oraz bardzo lubiana przeze mnie Woda Winogronowa - Caudalie. Obie nowości przyjechały albo i przyleciały do mnie z brytyjskiego sklepu Feelunique. Uff, teraz to już wszystko ;)

Znacie coś? O czym chciałybyście poczytać? Dajcie znać i pochwalcie się co ostatnio zasiliło Wasze kosmetyczne i nie tylko zbiory ;)

17.4.15

Evree - Super Slim/modelujący olejek do ciała

Jak tam Wasze przygotowania do lata? Ja zimą troszkę sobie pofolgowałam, ale miesiąc temu postanowiłam wziąć się za siebie i działam ;) Diety oczywiście nie stosuję. To nie dla mnie. Niemniej jednak staram się zdrowo odżywiać, poza tym codziennie wieczorem szczotkuję ciało na sucho >klik<, przynajmniej 3 razy w tygodniu ćwiczę, a także wspomagam się nawilżającymi i ujędrniającymi kosmetykami. W ostatnim czasie najczęściej i najchętniej sięgam po olejek Super Slim marki Evree i to o nim będzie dziś mowa.


Super Slim to nic innego jak modelujący olejek do ciała przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry. Jego formuła oparta została na aktywnych olejkach: perilla, grapefruitowym, makadamia, migdałowym i winogronowym oraz kompleksie algowym: Polyplant Seaweed Complex. Oprócz tego w składzie znajdziemy również pieprz cayenne/chili, który rozgrzewa, poprawia mikrokrążenie podskórne i przyspiesza walkę z cellulitem. Jak widzicie skład jest przyjemny, a żeby było jeszcze lepiej dodam, że nie ma w nim zbędnych substancji typu parabeny, parafina, oleje mineralne czy silikony za co duży plus.


Świetny skład przekłada się tutaj na genialne działanie. Naprawdę. Oczywiście nie ma co liczyć, że sam olejek zredukuje cellulit. Niestety, cudów nie ma, ale w połączeniu z aktywnością fizyczną efekty są spektakularne. Super Slim stosowany regularnie sprawia, że z dnia na dzień skóra staje się coraz bardziej jędrna, napięta, a jej elastyczność wzrasta co widać gołym okiem ;). Poza świetnym działaniem ujędrniającym kosmetyk ma też rewelacyjne właściwości odżywcze i nawilżające, które można odczuć juz po kilku pierwszych zastosowaniach. Skóra staje się wyraźnie nawilżona, miękka i wygładzona, a o uczuciu ściągnięcia czy szorstkości można zapomnieć. Poprawia się też jej koloryt dzięki czemu wygląda zdrowo i ładnie. Producent zapewnia, że kosmetyk likwiduje obrzęki, ciężko mi się do tego odnieść, ale patrząc na skład i działanie np. olejku winogronowego wierzę, że tak jest.


Kosmetyk można stosować na 4 różne sposoby, wymienione są one na opakowaniu, ja używam go powiedzmy, że tradycyjnie czyli nakładam na oczyszczoną i osuszoną skórę nóg oraz pośladków, wykonuję krótki masaż i tyle. Olejek dobrze rozprowadza się po skórze i szybko wchłania, ale nie całkowicie. Pozostawia delikatną, troszkę tłustą warstwę ochronną, jednak nie jest ona lepka czy brudząca. Po prostu ją czuć i nic więcej. Pewnie wiele z Was obawia się efektu rozgrzewającego ze względu na zawartość chili? Przyznam szczerze, że sama się tego obawiałam. Tutaj na szczęście nie jest on wyczuwalny, ani trochę. Jednak uwaga! Jeśli macie drobne ranki lub zadrapania omijajcie Super Slim z daleka, gdyż olejek nałożony na te miejsca tylko je rozdrażnia, zaczynają wtedy szczypać i swędzieć. Ściślej mówiąc przez kilka minut jest trochę nieprzyjemnie.


To o czym muszę jeszcze wspomnieć to zapach, a ten jest naprawdę ładny. Owocowy, troszkę słodki i bardzo przyjemny. Dość długo utrzymuje się na skórze i umila mi wieczory. A minusy? Ja odnotowałam tylko jeden, a jest nim trochę mała wydajność. Olejek znika szybko, zdecydowanie za szybko albo tylko mi się tak wydaje bo bardzo go polubiłam. Na szczęście nie jest drogi, poza tym często można upolować go w promocji, a naprawdę warto bo działa. Jeśli cierpicie na cellulit, utratę jędrności i elastyczności oraz szorstkość to kosmetyk dla Was ;).

Znacie może ten olejek? Co o nim sądzicie? Stosujecie ujędrniające i antycellulitowe kosmetyki? Jakie polecacie? Dajcie znać :)

8.11.14

(Dużo) Nowości - październik 2014

Hmm, jak same widzicie sporo się tych nowości nazbierało, ale część rzeczy to zakupy jeszcze z września, a nawet z sierpnia, a pokazuję je dopiero teraz ponieważ wszystko było w Polsce, a ja akurat byłam w Norwegii no i nie miałam niestety możliwości żeby je Wam zaprezentować ;) Dlatego pokazuję wszystko dzisiaj, żeby już niepotrzebnie nie przedłużać zapraszam na krótką prezentację :)



Zacznijmy od zamówienia z Feelunique, które poczyniłam jeszcze we wrześniu. Akurat w tym okresie obowiązywały całkiem niezłe promocje do -40%, a może i więcej dlatego też trochę zaszalałam i skusiłam się na kilka kosmetyków marek, o których gdzieś tam słyszałam, ale nigdy nie miałam z nimi styczności. I tak znalazły się u mnie kosmetyki Decleor: mleczko do demakijażu - Essential Cleansing Milk, tonik -Essential Tonifying Lotion i zestaw podróżny kierowany dla cery mieszanej i tłustej - Purifying Starter Kit.


Skusiłam się też na dwa produkty marki Aromatherapy Associates: masełko Moisturising Lip Balm z serii Hydrating oraz maseczkę do twarzy Treatment Mask z serii Soothing, olejek Trilogy - Roseship Oil oraz samoopalacz Fake Bake - 60 Minutes. Obecnie w użuciu jest tylko tonik, mleczko do demakijażu i masełko do ust, pozostałe kosmetyki czekają na swoją kolej ;)


Kolejne szaleństwo to zakupy w sklepie on-line Pat&Rub, które zrobiłam chyba jeszcze w sierpniu, już nawet nie pamiętam ;) Jak widzicie już wtedy myślałam o okresie jesienno-zimowym i skusiłam się na 3 kosmetyki z serii Rozgrzewającej: Rozgrzewające Masło do Ciała, Rozgrzewający Olejek do Ciała oraz Rozgrzewający Balsam do Dłoni. Co prawda kosmetyki nie mają działania, jak nazwa wskazuje, rozgrzewającego, ale, jak przystało na produkty Pat&Rub, są przyjemne w stosowaniu i umilają zimne, jesienne wieczory choć mogłyby mieć troszkę ładniejszy zapach bo mi za bardzo nie przypadł do gustu, ale wiem, że ma wielu zwolenników. Wracając do nowości kupiłam jeszcze duet czyli Szampon i Odżywkę do Włosów Ciemnych, Maskę do Włosów Tłustych oraz Kawowy Pielęgnacyjny Balsam do Ust.


Od dawna chodziły za mną produkty Dermalogica i postanowiłam je w końcu wypróbować. Do najtańszych niestety nie należą dlatego też czekałam na jakąś korzystną promocję i jak już się trafiła do koszyka wrzuciłam żel do twarzy Special Cleansing Gel, enzymatyczny puder ryżowy Daily Microfoliant, który polecała Megdil >klik<, oraz krem pod oczy Multivitamin Power Firm. Wszystko jest już w użyciu i jak na razie jest dobrze, a mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej :)


Phenome uwielbiam więc nie mogło zabraknąć tutaj nowości tejże marki. Tym razem skusiłam się na krem z serii Tangerine SPA - Warming Hand Therapy oraz peeling do dłoni Pure Sugarcane - IN A MINUTE Manicure Scrub. Co tu dużo mówić, używanie tych kosmetyków to sama przyjemność, nic dodać, nic ująć. To samo mogę napisać o żelu/kremie pod prysznic Brazil Nut Shower Cream z The Body Shop. Zapach jest tutaj tak piękny, że najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica. Uwielbiam! Zresztą ten kto śledzi mnie na Insta już o tym wie ;)


Kolejne nowości to zdobycze z lotniska w Oslo. Tutaj za bardzo nie zaszalałam bo jakoś nie mogłam się na nic zdecydować. Skusiłam się tylko na cień w kremie Illusion D'Ombre - Chanel w kolorze 83 Illusoire, na który miałam ochotę już od kilku miesięcy, a więc musiał być mój i cieszę się, że w końcu go kupiłam bo jest genialny. Do koszyka wrzuciłam jeszcze dwupak (jedno serum dla mnie, jedno dla mamy) Advanced Night Repair for Eyes od Estee Lauder i moją ukochaną piankę Foaming Shower Gel Sensation od RITUALS... w wersji Hammam Delight.


Będąc w Super Pharm kupiłam jedną z moich ulubionych masek do włosów, którą poznałam jeszcze podczas studiów, a mowa tu o Intensywnie Regenerującej Maseczce marki Biovax, przy okazji zakupów skusiłam się od razu na polecaną ostatnio Pastę do Głębokiego Oczyszczania Twarzy - Ziaja i również ją polecam, jest świetna. Kolejna nowość to odżywka do włosów farbowanych NOUNOU Conditioner - Davines. Z tą marką mam styczność po raz pierwszy dlatego też na początek wybrałam małą pojemność i fajnie, że była taka możliwość. Po zachwycie solnym peelingiem RITUALS... postanowiłam wypróbować Shea Butter Salt Peeling - Organique. Wybrałam duże opakowanie o pojemności 200 ml w wersji Bamboo. No cóż, do wspomnianego peelingu RITUALS... nie ma szans, ale nie jest zły.


Ostatnio zrobiło się trochę głośno o marce Evree, postanowiłam więc przekonać się na własnej skórze o co tyle szumu i obecnie testuje olejek do twarzy Magic Rose (ahh, jak on pięknie pachnie!) oraz Serum do Rąk tejże marki. Oba kosmetyki są jak najbardziej na plus co mnie ogromnie cieszy. Do zakupu Spray de Mode - Bumble&Bumble zachęcił mnie głównie opis producenta oraz fakt, że potrzebuję czegoś do utrwalenia fryzury. A ten spray to taki kosmetyk dwa w jednym czyli elastyczny lakier, który sprawia, że fryzura zachowuje nadany kształt nawet po wielokrotnym przeczesaniu, a także produkt do stylizacji, który możemy stosować na suche włosy przed zastosowaniem prostownicy lub lokówki. Jeszcze nie przetestowałam go we wszystkich kombinacjach, ale póki co jetem na tak.


Wymienna Szczoteczka do Clarisonic w wersji Sensitive to u mnie już stały punkt zakupów. Według producenta należy ją wymieniać co trzy miesiące i tak też robię. A ostatnio w oko wpadła mi końcówka opisana w sklepie on-line Sephora jako "Jedwabista Precyzja". Z tego co kojarzę to chyba jakaś nowość. Jeśli któraś z Was ją ma to proszę o info jak się spisuje :) Hihg Brow marki Benefit wypatrzyłam na blogu Pięknie Jest Żyć >klik<. Kasia tak wychwalała tą kredkę, że postanowiłam ją kupić i to było dobre posunięcie. Używam jej na linię wodną oraz pod łuk brwiowy i spisuje się świetnie, a przede wszystkim pięknie rozświetla spojrzenie. Kolejna nowość to też coś rozświetlającego, a mianowicie rozświetlacz od L'oreal o nazwie Lumi Maqiue. Jest to na prawdę fajny kosmetyk za nieduże pieniądze. Na sam koniec coś do pazurków czyli Szklany Pilniczek z The Body Shop w uroczym różowym opakowaniu. Choć tak na prawdę wolałabym żeby było np. czerwone bo nie przepadam za różem ;)


PS. Na drugim zdjęciu wkradł się mały błąd. Zakręciłam się i do zdjęcia ustawiłam też kosmetyki, które kupiłam już w listopadzie. Wybaczcie ;)

Uff, to już wszystko. Mam nadzieję, że wytrwałyście. Jeśli tak to napiszcie czy znacie coś z moich nowości i pochwalcie się co Wy ostatnio kupiłyście? :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl