Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Roche Posay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Roche Posay. Pokaż wszystkie posty

20.10.17

Ulubione we wrześniu

Jak dobrze mieć znowu wiosnę. Te ogrzewające twarz promienie, ciepło pozwalające spacerować bez kurtki i energia, która rozpiera i zachęca do działania! Już za chwilę szara i chłodna jesień znów powróci, ale nie ma tego złego. W końcu miło jest otulić się wełnianymi swetrami, wcierać treściwe kosmetyki, palić korzenne świece i zalegać pod kocem z książką i kubkiem gorącego kakao. Jesteście za? No dobrze, ale wracając do tematu posta chciałam Wam dziś napisać o kilku super produktach, które w ostatnim czasie podbiły moje serce. Siadajcie więc wygodnie i czytajcie. Zapraszam.


Caudalie, Vine Active krem pod oczy - kolejny fajny produkt z serii Vine Active, o kremie do twarzy i serum pisałam o tu >klik<. Stworzony z myślą o młodych kobietach, które nie mają za wiele czasu na pielęgnację. Zawiera peptydy, ustabilizowaną witaminę C oraz polifenole o działaniu antyoksydacyjnym. Lekki, szybko wchłaniający się, a jednocześnie odżywczy. Poprawia kontur oka, rozjaśnia cienie i zapewnia długotrwałe nawilżenie. Ja stosuję go dwa razy dziennie, rano i wieczorem, świetnie spawdza sią pod makijaż, jest wydajny i co najważniejsze, rzeczywiście działa. Skóra pod oczami jest rozjaśniona, odżywiona, nawilżona i uelastyczniona. Wydajność i konsystencja też na plus!

Fridge by Yde, 3.3 good morning face - jeśli mnie czytacie dobrze wiecie, że produkty Fridge stosuję i wielbię nie od dziś. 3.3 good morning face to nowy produkt w ofercie marki i doskonały tak jak wszystkie inne, które miałam okazję stosować. Opracowany na dwóch ekstraktach: z zielonej herbaty i żeń-szenia, działa jednocześnie tonizująco, regenerująco, poprawia ukrwienie skóry i wpływa bardzo korzystnie na jej odnowę. Nie ma tu mowy o przesuszeniach czy podrażnieniu. Żel myje super delikatnie, nie narusza warstwy hydrolipidowej, a przy tym pozostawia skórę oczyszczoną, odświeżoną i gotową na kolejne kroki pielęgnacyjne. Ze względu na zawartość olejku eterycznego z mięty uwielbiam go stosować szczególnie rano, ale i wieczorem świetnie sobie radzi i usuwa wszelkie pozostałości po makijażu, z którymi nie poradził sobie płyn micelarny czy olejek. Jeśli wcześniej zniechęcała Was krótka data produktów Fridge i fakt, że trzeba trzymać je w lodówce to musze napomknąć, że żel ważny jest przez 6 miesięcy od daty produkcji i bez problemu może stać w łazience!




L'occitane, Mleczko do ciała Werbena - lekkie, szybko wchłaniające się mleczko o energetyzującym, aromatycznym zapachu będącym miksem olejków eterycznych: z  pomarańczy, geranium i drzewa cytrynowego. Wzbogacone o wyciąg z werbeny oraz olejek z pestek winogron szybko i skutecznie niweluje uczucie napięcia, nawilża i odżywia. Ja uwielbiam sięgać po nie rano. Nie pozostawia tłustej warstwy, dodaje energii, relaksuje i doskonale pielęgnuje skórę. A wydajność? Przeogromna!

Barwa, Barwy Harmonii Olejek pod prysznic Różany - opracowany na ekstrakcie z dzikiej róży, naturalnym oleju ze słodkich migdałów i witaminie E, nie tylko oczyszcza, ale przede wszystkim głęboko regeneruje i pielęgnuje skórę. Uwielbiam za wszystko! Za doskonałe działanie, za nawilżenie i za piękny różany zapach, który niesamowicie otula i pod własnym prysznicem pozwala poczuć się jak w drogim SPA! Serio, bardzo polecam.

Jan Barba Natura, Tonik Ziołowy - wegański, całkowicie bezpieczny dla skóry, przygotowany z ekstraktów wyselekcjonowanych ziół. Dostarcza skórze wszystkich niezbędnych witamin, wyrównuje pH i wykazuje działanie przeciwzapalne. Wszystko super ekstra, butelka też minimalistyczna i przepiękna, ale... Ja nie polubiłam się z nim od razu. Zraził mnie zapach, efektów też na początku nie zauważyłam. On po prostu potrzebował czasu. Stosowany regularnie działa cuda. Koi, tonizuje, pomaga w znacznym stopniu uporać się z niespodziankami i doskonale nawilża. Często zdarza mi się pomijać krem nawilżający, jest po prostu zbędny. Producent poleca go też do demakijażu, u mnie w ten sposób się nie sprawdził, być może u Was będzie lepiej. Podsumowując, jako tonik jak najbardziej polecam! 





La Roche Posay, krem Toleriane Ultra - super delikatny krem o ultraminimalistycznej formule przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej i alergicznej. Za zadanie ma likwidować uczucie dyskomfortu, długotrwale nawilżać i zapobiegać powstawaniu podrażnień. W składzie nie zawiera parabenów, konserwantów, alkoholu ani lanoliny czyli tych substancji, które są najbardziej drażniące. Skóry co prawda nie mam reaktywnej, ale lubię sięgać po delikatne preparaty, a w tym kremy i muszę przyznać, że na Toleriane Ultra się nie zawiodłam. Lekki, szybko wchłaniający się, pozostawia na skórze delikatną warstwę ochronną i zapewnia uczucie komfortu. Skóra jest doskonale nawilżona, odżywiona, a krem niewyczuwalny. Nie zapycha skóry, nie powoduje przetłuszczania i doskonale sprawdza się pod makijaż. No naprawdę bardzo lubię! 


La Roche Posay, Woda Micelarna Ultra - kolejny produkt LRP i kolejny do cery wrażliwej/alergicznej/reaktywnej. Tym razem mowa tu o wodzie micelarnej.  Jak dla mnie doskonała, a może i najlepsza, a przede wszystkim najłagodniejsza, a przy tym niesamowicie skuteczna. Szybko i skutecznie pomaga pozbyć się makijażu, także tego z oczu, nie powoduje mgły, nie podrażnia. Wystarczy naprawdę chwila, aby skóra była oczyszczona i jednocześnie odświeżona bez uczucia lepkości. Duży plus za wydajność i brak zapachu. Must-have dla posiadaczek cer wrażliwych, ale nie tylko bo doskonale sprawdzi się u każdego.

A Ciebie co zachwyciło we wrześniu?

27.10.15

Denko Wszechczasów

Od ponad tygodnia wygrzewam się na Gran Canarii stąd cisza na blogu, ale dzisiaj pogoda nieco  się zepsuła, jest deszczowo i wietrznie, wieczorny spacer brzegiem plaży więc odpada dlatego postanowiłam dokończyć post, który zaczęłam pisać jeszcze przed wyjazdem. Jak już mówi tytuł będzie o zużytych kosmetykach, a że jest tego naprawdę dużo, a nawet bardzo dlatego zaczynamy. Ale, ale zaparzcie najpierw herbatę i rozsiądźcie się wygodnie. Już? No to już ;)



 Fridge by Yde, Silky Mist - genialny, lekki, a zarazem mega odżywczy. Rewelacyjnie i długotrwale nawilża, uelastycznia, nie zapycha, ma fantastyczny skład bez zawartości konserwantów i piękny zapach.  Przeznaczony jest głównie dla cery młodej, zarówno suchej jak i mieszanej. Więcej tutaj >klik<. Dla mnie najlepszy krem nawilżający i z przyjemnością do niego wrócę.

Dr. Bronner's, Pure Catile Soap, Tea Tree - w pełni organiczne, super delikatne, wydajne i wszechstronne. Może być stosowane na 18 różnych sposobów, m.in. jako żel do ciała, mydło do mycia pędzli, płyn do prania czy też środek do sprzatania niemalże całego mieszkania. Ma lejącą konsystencję, dobrze się pieni, a dzięki zawartości olejku z drzewa herbacianego działa antybakteryjnie. Pełna recenzja >klik<. Dla mnie must have.


REN, Guerande Salt Exfoliating Body Balm - dosyć mocny, skuteczny i wydajny. Ma gęstą konsystencję, fantastycznie złuszcza martwy naskórek, odżywia, nawilża, wygładza, a dzięki dodatku mięty daje uczucie mega odświeżenia. Wydajność rewelacyjna. Chętnie wrócę, jest super.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - koi, odżywia i nawilża. Ma lekką, a zarazem bogatą konsystencję, fantastycznie łagodzi podrażnienia, przywraca skórze właściwy poziom nawilżenia, a także ujędrnia i napina oraz przyspiesza gojenie wyprysków. Jedynym minusem jest zapach i cena, ale chętnie do niej wrócę.

Fridge by Yde, Fabulous Face - czyli krem połączony z lekkim podkładem. Wyrównuje koloryt, dodaje blasku i ukrywa zmęczenie, ponadto fantastycznie odżywia oraz nawilża, trwa na skórze cały dzień, nie ściera się i jest niezwykle komfortowy. Świetnie sprawdzi się niemalże na każdym rodzaju cery. Skład, jak to w kosmetykach Fridge, jest bajeczny. Chętnie do niego wrócę, ale w okresie letnim. Więcej tutaj >klik<.



Bumble&Bumble, Mending Masque - nawilża, odżywia, wygładza i dodaje blasku, ale za tą cenę spodziewałam się więcej. Niestety nie daje długotrwałych efektów, ale plus jest taki, że nie obciąża włosów, a nawet pozostawia je puszyste. Wydajność na plus, zapach również. Ze względu na wysoką cenę i przeciętne działanie nie kupię ponownie.

Dr. Bronner's, Pure Castile Soap, Rose - działanie i właściwości identyczne jak w przypadku wyżej opisanego mydła z olejkiem herbacianym, no może poza działaniem antybakteryjnym. Zapach niby różany, ale dla mnie nijaki. Do tej wersji już nie wrócę.

Tołpa, Odżywczy Koncentrat Wygładzający do rąk - nie zachwycił mnie. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania, przez chwilę daje uczucie nawilżenia i wygładzenia, ale po kilkunastu minutach czułam, że muszę ponowić aplikację. Na plus jest zapach, ciepły, nieco słodki, naprawdę ładny. Więcej nie kupię. 

Kiehl's, Creamy Eye Treatment - najlepszy! Gęsty, komfortowy i bardzo odżywczy. Dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. Mimo bogatej, trochę tłustej konsystencji szybko się wchłania, a przy tym wygładza, uelastycznia i wspaniale nawilża. Wydajność przeogromna. Ja używałam go miesiąc dłużej niż powinnam, jednak krem nie zmienił swoich właściwości i działał tak samo. Kupię ponownie i to nie raz! :) Pełna recenzja >klik<.



Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - organiczny, bardzo łagodny i skuteczny. Tak jak moje włosy nie przepadają za naturalnymi szamponami ten wręcz pokochały. Dokładnie oczyszcza, świetnie się pieni, nie podrażnia skalpu, a wręcz go łagodzi, pozostawia włosy puszyste i odbite od nasady oraz przedłuża ich świeżość. Wydajność naprawdę niezła, zapach również piękny. Kupię ponownie. Recenzja >klik<.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów przetłuszczających się - lubię maseczki Biovax i ta również mnie nie zawiodła. Bardzo wydajna, o gęstej konsystencji, przyjemnie nawilża i wygładza, nie obciążając przy tym włosów. Zapach, wydajność i cena też na plus. Być może jeszcze kupię.

La Roche Posay, Effaclar Duo - niezastąpiony gdy na skórze pojawiają się tak bardzo niechciane niespodzianki. Ma lekką, nieco żelową konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miękką, nie pozostawia tłustej warstwy, ale też niezbyt nawilża, a wręcz, często stosowany, może przesuszać. Przyspiesza gojenie wyprysków, reguluje wydzielanie sebum i oczyszcza zatkane pory.  Wydajność przeogromna. Kupię ponownie.

Marvis, Aquatic Mint - moja ulubiona pasta. Gęsta, bardzo wydajna, świetnie się pieni, delikatnie wybiela, odświeża, a przy tym ma łagodny miętowy, nieco słodki smak. Kolejna tubka już w użyciu.



Lee Stafford, Hair Growth Treatment - czyli maska godna uwagi i sama nie wiem czemu nie pojawiła się w ulubieńcach. Świetnie nawilża, wygładza, dodaje blasku, a jednocześnie pozostawia włosy sypkie, lekkie i odbite od nasady. Nie przyspiesza przetłuszczania, nawet gdy nałożymy ją na skórę głowy. Zapach też na plus, mi kojarzy się z perfumami Angel - Thierrego Muglera. Niestety nie wiem jak wpływa na wzrost włosów ponieważ nie używałam jej regularnie. Prawdopodobnie kupię ponownie.

Seboradin Niger, Balsam - uwielbiam szampon z tej serii i na odżywkę też nie mogę narzekać. Nawilża, dodaje blasku i wygładza nie obciążając przy tym włosów. Stosowana na skórę głowy łagodzi podrażnienia i wzmacnia cebulki włosów. Minusem może być niezbyt przyjemny, roślinny zapach, ale można się przyzwyczaić. Więcej tutaj >klik<. Kupię ponownie

Clarins, Body Lift Cellulite Control - stosowałam go nieregularnie więc trudno mi odnieść się do działania antycellulitowego. Sam balsam/żel jest lekki, wchłania się niemalże natychmiast nie pozostawiając tłustej warstwy. Wygładza, napina i trochę nawilża, ale bez szału natomiast  aplikowany zaraz po kąpieli czy też po szczotkowaniu daje uczucie chłodzenia. Wydajność przeogromna, zapach też całkiem spoko. Raczej już nie kupię.

Evree, Super Slim - stosowany regularnie daje naprawdę spektakularne efekty. Napina, ujędrnia, a także wygładza i fantastycznie nawilża, w połączeniu z ćwiczeniami oraz zdrowym odżywianiem pomaga też w walce z cellulitem. Ponadto szybko się wchłania, jest dość wydajny, ma dobry skład i świetnie pachnie. Być może jeszcze wrócę. Więcej tutaj >klik<



Rituals..., Foaming Shower Gel Sensation, Happy Buddha - łagodna, a jednocześnie skuteczna. Dobrze oczyszcza, nie wysusza skóry, a jej konsystencja uprzyjemnia stosowanie. Zapach nie przypadł mi do gustu, ale widziałam, że producent zmienił połączenie na moje ulubione (pomarańcza i cedr) więc chętnie kupię ponownie ( JUŻ KUPIŁAM ;)). Wydajność oczywiście na plus. Jeśli nie znacie tych pianek koniecznie to nadróbcie ;)

Tołpa, Antycellulitowy Peeling pod prysznic - bardziej żel niż peeling. Łagodny, z dużą zawartością małych drobinek ścierających, bardzo delikatnie złuszcza martwy naskórek, trochę wygładza i niestety wysusza skórę. Zapach też mnie nie zachwycił. Jestem na nie i więcej nie kupię. 

Clarins, One Step Gentle Exfoliating Cleanser - peeling o średniej mocy. Dobrze oczyszcza, złuszcza, wygładza i rozjaśnia, a jego pomarańczowy zapach pobudza i dodaje energii. Przy  szybko zanieczyszczającej się cerze można stosować go nawet codziennie, jednak uwaga bo może trochę wysuszać. Lubię mieć go pod ręką i pewnie jeszcze kupię.

Ministerstwo Dobrego Mydła, Mus do Ciała, Len i Konopie - po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, treściwy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się. Rewelacyjnie i długotrwale odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza naskórek, łagodzi też podrażnienia i regeneruje. Zapach ma leśno-ziołowy, delikatny i nie drażniący. Jak na taką mała pojemność wydajność naprawdę niezła. Bardzo lubię i chętnie wrócę. 



Marvis, Whitening Mint - bardzo podobna do pasty opisanej nieco wyżej, różni się jedynie smakiem, który jest bardziej miętowy, mocniejszy, ale nie drażniący. Fajnie odświeża i wybiela. Chętnie wrócę.

Sylveco, Tymiankowy Żel do twarzy - naturalny, łagodny i naprawdę fajny. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum czy też innych zanieczyszczeń, nie podrażnia ani nie wysusza. Świetnie sprawdzi się u każdego, zarówno podczas wieczornego demakijażu jak i podczas porannej toalety. Zaletą jest tu też cena oraz duża wydajność, o składzie nie wspominając.

REN, Clarifying Toner - tonizuje, odświeża i jest delikatny. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, rozjaśnia, wygładza, odblokowuje zatkane pory i minimalizuje powstawanie wyprysków. Zapach, wydajność i skład tez na plus. To już moje drugie opakowanie i będzie kolejne bo jest świetny.

Pat&Rub, Balsam do rąk, Orzeźwiający - lekki, z świetnym składem i dobrym działaniem. Szybko się wchłania, pozostawiając delikatną warstwę ochronną, dobrze nawilża, zmiękcza i regeneruje skórę dłoni. Zapach jak już nazwa wskazuje jest orzeźwiający, idealny na ciepłe miesiące. U mnie gości regularnie, zmieniam tylko wersja zapachowe.



Sylveco, Ziolowy Płyn do płukania jamy ustnej - fantastyczny płyn naszej polskiej marki. W 100% naturalny i bogaty w ziołowe ekstrakty. Nie zawiera alkoholu, nie podrażnia zębów ani dziąseł, fantastycznie odświeża oddech oraz oczyszcza jamę ustną z resztek pokarmowych. Z przyjemnością kupię ponownie.

Origins, Clear Improvement - jedna z moich ulubionych masek oczyszczających. Genialnie oczyszcza, odświeża, obkurcza pory i świetnie rozprawia się z niechcianymi wypryskami. Przy regularnym stosowaniu reguluje wydzielanie sebum, ponadto rozjaśnia i wygładza. Skład ma świetny, a wydajność jest jej kolejną zaletą. Chętnie do niej wrócę.

Seboradin Niger, Lotion - w duecie z odżywką oraz z szamponem z tej serii naprawdę działa. Stosowany na włosy oraz skórę głowy nie powoduje szybszego przetłuszczania, a przy regularnym stosowaniu przedłuża świeżość włosów i łagodzi podrażnia, ponadto wzmacnia cebulki przez co ogranicza wypadanie. Minusem może być mocny, ziołowy zapach, ale ja go lubię. Chętnie kupię ponownie.

Oceanic, Long 4 Lahes - czyli serum przyspieszające wzrost rzęs. Jak dla mnie genialne. W krótkim czasie zagęszcza, wydłuża, podkręca i przyciemnia rzęsy przez co wyglądają zjawiskowo. Ponadto jest bardzo wydajne i łatwe w aplikacji. Jednak uwaga ponieważ może podrażniać, ja odczuwałam czasem tylko swędzenie, nic więcej się nie działo. Aaa, po odstawieniu nie zauważyłam nadmiernego wypadania rzęs. Kupię ponownie.

Batiste, Dry Shampoo, Blush - działa jak powinien. W kilka sekund odświeża, unosi włosy u nasady i dodaje im objętości, niestety zauważyłam, że przy częstym stosowaniu nasila wypadnie. Minusem jest też biały osad, który no niestety na ciemnych włosach widać. Zapach całkiem przyjemny, wydajność dobra. Ze względu na wyżej opisany problem więcej go nie kupię.



Clinique, Hight Impact Mascara - uwielbiam ten tusz w małej pojemności, duża mnie zawiodła. Tusz szybko wysycha, nie rozczesuje rzęs tylko je skleja, ponadto daje efekt owadzich nóżek, osypuje się i ogólnie jestem na nie. Więcej nie kupię.

Giorgio Armani, Eyes To Kill, Excess Mascara - mega, mega, mega. Nie wiem czy nie najlepsza choć na początku mnie nie zachwyciła. Fanstastycznie rozczesuje, wydłuża, podkręca, a także pogrubia rzęsy dając efekt firanek. Przy tym jest niezwykle czarna, trwała, a także nie wysycha i można ją stosować aż do ostatniej kropli. Wrócę do niej na 100% i to raczej już niedługo. 

Pat&Rub, Balsam do ciała Samoopalający - byłby ideałem gdyby nie mocny, charakterystyczny smrodek. Jest łatwy w aplikacji, nie zostawia plam, smug czy zacieków, daje przepiękny, bardzo naturalny kolor opalenizny, który można stopniować, a przy tym przyjemnie nawilża oraz odżywia.  Zaletą jest skład, w 100% naturalny i bezpieczny. Ze względu na nieprzyjemny zapach nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.

Clochee, Odżywczy Peeling Cukrowy - zdecydowanie najlepszy peeling. Organiczny, mocny i nawilżający. Doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładza, pobudza krążenie, poprawia koloryt skóry i fantastycznie nawilża na długie godziny, a jego przyjemny zapach uprzyjemnia stosowanie. Oczywiście, że kupię kolejne opakowanie i to nie raz! Koniecznie przeczytajcie pełną recenzje >klik<.

Rituals..., Happy Mist - można stosować ją zarówno do ciała, jak i do pościeli czy ogólnie do odświeżania wnętrz. Ja kupiłam ją w ciemno i nie zachwyciła mnie, a raczej jej zapach, ale z tego co wiem teraz się zmienił. Ogólnie ma plusy, takie jak wydajność oraz trwałość, np. na ubraniach utrzymuje się niesamowicie długo. Chętnie zaopatrzę się w nową wersję zapachową, uwielbiam połączeniu pomarańczy i cedru <3

Evree, Power Fruit - całkowicie zapomniałam poświęcić mu pełną recenzję i teraz żałuję bo jest super. Ma innowacyjną, dwufazową formułę, z czego dół to kwas hialuronowy, a góra to miks olejków. Po zmieszaniu niesamowicie szybko się wchłania i działa cuda. Genialnie odżywia, wygładza, zmiękcza oraz nawilża skórę na długie godziny, a jego piękny, kwiatowy (niech nie zwiedzie Was nazwa) i niezwykle kobiecy zapach uprzyjemnia stosowanie i jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na ciele. Pewnie jeszcze kupię.


Dzięki, że dobrnęliście do końca :) 
Zaciekawiło Was coś? A może znacie te kosmetyki? Dajcie znać.

23.4.15

Moja Obecna Pielęgnacja Twarzy/Aktualizacja

Na blogu pojawił się już podobny post >klik<, ale było to kilka miesięcy temu i od tamtego czasu wiele się zmieniło, a praktycznie wszystko. Oczywiście w sensie kosmetycznym bo moja cera niestety nie przeszła metamorfozy i cały czas jest taka sama. Czyli strasznie kapryśna, wrażliwa, mieszana w kierunku suchej, z rozszerzonymi porami, dużą ilością zaskórników na nosie oraz brodzie i mocno przetłuszczającą się strefą T. Od czasu do czasu borykam się także z wysypem niespodzianek i przesuszeniem, ale w ostatnim czasie takie problemy zdarzają mi się coraz rzadziej i niech tak pozostanie. Jeśli chodzi o wybór kosmetyków to przyznam szczerze, że lubię testować nowości. Jednak nie robię zakupów pochopnie tylko zawsze czytam recenzje, mnóstwo recenzji lub testuję próbki. No dobra, czasem zdarzy mi się jakiś spontaniczny zakup, ale mowa tu np. o płynie do demakijażu bo np. kremu do twarzy w ciemno nie kupię. Staram się też czytać składy i często sięgam po kosmetyki naturalne, ale nie tylko co zresztą zobaczycie poniżej. No dobra, koniec wywodów, zaczynamy prezentacje ;)



PIELĘGNACJA PORANNA

PHENOME, CALMING BLEMISH CLEANSER - poranne oczyszczanie twarzy to u mnie postawa tak samo jak wieczorny demakijaż. Do tego celu zawsze używam mydła lub jakiegoś żelu. Przetarcie twarzy samym tonikiem czy płynem micelarnym jest dla mnie niewystarczające. Obecnie sięgam po pozycje od Phenome i jestem zadowolona. Żel jest łagodny, delikatnie się pieni, dobrze oczyszcza skórę z pozostałości kremu czy maseczki oraz sebum pozostawiając ją delikatnie napiętą, gładką i matową. Nie narusza bariery hydrolipidowej i nie podrażnia. Jedyne co bym w nim zmieniła to opakowanie lub przynajmniej nakrętkę. Poza tym jest naprawdę niezły, przy wieczornym makijażu też daje rade i myślę, że sprawdzi się u każdego niezależnie od typu cery.

DERMALOGICA, DAILY MICROFOLIANT - ten peeling enzymatyczny można stosować codziennie bez obaw o przesuszenie, podrażnienie czy nadmierne złuszczenie naskórka. Ja używam go po umyciu twarzy żelem, ale jedynie wtedy gdy potrzebuję czyli gdy moja skóra jest szorstka lub zależy mi na przedłużeniu makijażu. Kosmetyk delikatnie złuszcza martwy naskórek, natychmiast wygładza, rozjaśnia oraz świetnie przygotowuje skórę na przyjęcie kolejnych produktów pielęgnacyjnych. Przeznaczony jest do każdego typu cery, również suchej. Cenę ma wysoką, ale nadrabia wydajnością! To taki mój mały cudotwórca.

REN, CLARIFYING TONER - kiedyś toniki mogły dla mnie nie istnieć, a teraz nie wyobrażam sobie bez nich mojej pielęgnacji i stosuję je regularnie. Ten od REN mam pierwszy raz i muszę przyznać, że jest naprawdę niezły. Mimo iż zawiera kwasy m.in. glikolowy, mlekowy i cytrynowy to jest niesamowicie łagodny. Oczyszcza, odświeża i nie wysusza, a także szybko się wchłania nie pozostawiając na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy. Przy regularnym stosowaniu można zaobserwować, że delikatnie złuszcza martwy naskórek i odblokowuje pory. Skóra staje się jasna, gładka i czysta. Mam też wrażenie, że reguluje wydzielanie sebum co jest dla mnie dużą zaletą. Naprawdę fajny produkt, o przyjemnym zapachu i z fajnym składem bez zbędnej chemii.


DERMALOGICA, MULTIVITAMIN POWER FIRM - mimo iż zmarszczek pod oczami mam jeszcze niewiele to bez kremu pod oczy ani rusz. Ten do niedawna stosowałam zawsze wieczorem, ale od kilku tygodniu stosuję go na dzień. W składzie ma silikony co wiele osób na pewno wystraszy, ale moim zdaniem nie ma obaw. Kosmetyk ma bogatą konsystencję przez co jest niesamowicie wydajny, potrzebuje kilku minut na wchłonięcie, ale gdy już to zrobi pozostawia skórę idealnie wygładzoną oraz nawilżoną i nie jest to efekt chwilowy tylko długotrwały. W żadnym wypadku nie zapycha ani nie podrażnia, a stosowany regularnie sprawia, że skóra pod oczami jest elastyczna, odżywiona, a drobne linie są wygładzone.

PHENOME, LUMINOUS APPLE CREAM - od kremu na dzień wymagam aby dobrze nawilżał, był dobrą bazą pod makijaż, nie zapychał, nie obciążał cery oraz nie przyspieszał przetłuszczania. Ten spełnia wszystkie moje wymagania choć myślę, że na lato mógłby być za ciężki. Teraz natomiast spisuje się wybornie. Dobrze rozprowadza się po skórze i bardzo szybko wchłania co sprawia, że po chwili możemy przystąpić do zrobienia makijażu. Pozostawia na skórze delikatny i wyczuwalny film ochronny, ale nie jest on lepki czy tłusty. Dodatkową zaletą kremu jest naturalny skład, a także zapach, bardzo przyjemny, jabłkowy, dodaje energii i umila poranne rytuały.


DEMAKIJAŻ

DECLEOR, ESSENTIAL CLEANSING MILK - jak już wspomniałam, demakijaż to u mnie podstawa. Tym mleczkiem zmywam tylko twarz, ponieważ z makijażem oczu niestety sobie nie radzi. Ogólnie nie przedadam za mleczkami i nie wiem co mnie podkusiło, żeby kupić to, no ale stało się i teraz trzeba je zużyć. Jest bardzo łagodne, całkiem nieźle radzi sobie z kolorowymi kosmetykami typu puder, róż i bronzer, ale żeby usunąć je całkowicie, do czystego płatka, potrzebuje trochę czasu. Jak to z mleczkami bywa, kosmetyk pozostawia na skórze wyczuwalny film, ale mi on akurat nie przeszkadza ponieważ w kolejnym etapie myję twarz żelem, który ten film zmywa. Więcej go nie kupię, ale jeśli macie wrażliwą, reaktywną cerę to warto wypróbować. Wydajność i zapach na plus.

ZIAJA, DWUFAZOWY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU - oczy, tak jak i twarz, praktycznie od zawsze zmywam płynami micelarnymi, jednak zachciało mi się zmian i skusiłam się na ten oto płyn Ziaji. Opinie ma różne, ale wiele osób go chwali więc myślałam, że może i ja będę z niego zadowolona. No niestety, ale nie jestem. Cienie zmywa bez problemu, eyelinera nie używam więc nie wiem jak sobie z nim radzi, ale jeśli chodzi o tusz to radzi sobie kiepsko. Zanim uda mi się go zmyć moje oczy są podrażnione, czerwone i całe tłuste... To nie dla mnie. Póki co jeszcze go używam, ale nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam ;)


DERMALOGICA, SPECIAL CLEANSING GEL - to czego nie usunęło mleczko zmywam najczęściej tym żelem. Czasem samym, a czasem w połączeniu ze szczoteczką Clarisonic, z którą, no cóż, kosmetyk nie współpracuje najlepiej, ponieważ słabo się pieni, ale w każdym bądź razie da się ich używać w parze. Special Cleansing Gel świetnie radzi sobie z pozostałościami po makijażu, sebum oraz innymi zanieczyszczeniami, które nagromadziły się na twarzy w ciągu dnia. Dogłębnie oczyszcza, a przy tym jest łagodny. Nie powoduje ściągnięcia ani pieczenia, skóra po jego zastosowniu jest gładka, miękka i świetnie oczyszczona. Wydajność jak w pozostałych kosmetykach Dermalogica, ogromna! A zapach? Specyficzny, ale bardzo delikatny, praktycznie niewyczuwalny.

CLARINS, ONE STEP GENTLE EXFOLIATING CLEANSER - gdy nie używam Specifica Cleansing Gel sięgam po ten peeling. Jest bardzo łagodny, idealny do codziennego stosowania, ale raz dziennie. Używany codziennie, w dodatku rano i wieczorem może niepotrzebnie przesuszać. Delikatnie, ale skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, dogłębnie oczyszcza i złuszcza martwy naskórek. Po jego użyciu skóra jest idealnie czysta, wygładzona, napięta i gotowana na kolejne kroki pielęgnacyjne. Lubię po niego sięgać i czuć ten energetyzujący, pomarańczowy zapach ;)

CLARISONIC, MIA2 - tą szczoteczką soniczną zachwycałam się już na łamach bloga, i to nie raz. Pozachwycam się i kolejny bo co tu dużo mówić, jest genialna! Perfekcyjnie oczyszcza skórę, a przy tym niesamowicie ją wygładza i to w minutę. Przy regularnym stosowaniu jest jeszcze lepiej. Skóra zyskuje zdrowy koloryt, jest miękka, jędrna, pory są obkurczone, a wszelkie kosmetyki pielęgnacyjne zdecydowanie szybciej i łatwiej się wchłaniają. Właścicielki wrażliwej skóry nie powinny się jej obawiać, ja też taką mam. Zawsze używam końcówki Sensitive i sprawdza się idealnie, a o podrażnieniach nie ma mowy ;)


PIELĘGNACJA WIECZORNA

PAT&RUB, TONIK HIPOALERGICZNY - żeby mieć pewność, że dobrze usunęłam ze skóry żel oczyszczający przed nałożeniem kremu czy olejku zawsze przecieram twarz płatkiem kosmetycznym nasączonym tonikiem. Ten od Pat&Rub to mój absolutny ulubieniec. Poza tym, że usuwa ze skóry pozostałości po innych kosmetykach to również odświeża, tonizuje, nawilża i łagodzi wszelkie podrażnienia. Niesamowicie szybko się wchłania pozostawiając skórę miekką i delikatnie nawilżoną. To o czym muszę jeszcze wspomnieć to skład, w 100% naturalny i bardzo przyjemny za co duży plus! Nie wiem, która to już moja butelka tego toniku, ale będą na pewno kolejne. Najlepszy.

KIEHL'S, CREAMY EYE TREATMENT WITH AVOCADO - kultowy krem, o którym słyszał chyba już każdy lub prawie każdy. U mnie gości od początku kwietnia i bardzo się polubiliśmy. Gęsta i treściwa konsystencja nie wchłania się całkowicie, ale nie przeszkadza mi to ponieważ stosuję go na noc. Krem kapitalnie dba o skórę pod oczami, odżywia ją, rewelacyjnie nawilża, regeneruje oraz uelastycznia. I to mi wystarczy ponieważ wiem, że tak zadbana skóra później się starzeje, a tym samym później pojawiają się na niej zmarszczki. Na zużycie jest pół roku co mnie troszkę martwi ponieważ krem jest tak niesamowicie wydajny, że w ogóle go nie ubywa z opakowania...


KIEHL'S, MIDNIGHT RECOVERY CONCENTRATE - i kolejny kultowy kosmetyk marki Kiehl's, który większość osób uwielbia, a w tym ja. Stosuję go od kilku miesięcy i póki co nie chcę nic innego. Olejek ma piękny, lawendowy zapach, który niesamowicie mnie relaksuje. Konsystencja jest tutaj, jak to w olejkach, oleista, a zarazem bardzo lekka. Kosmetyk szybko się wchłania, może nie całkowicie bo pozostawia na skórze delikatny film, ale nie jest on tłusty i błyszczący. Już po kilku pierwszych użyciach cera nabiera blasku, jest rozjaśniona i wygładzona, a z każdym kolejnym dniem staje się coraz bardziej jędrna oraz napięta i wygląda zdrowiej. Olejek również odżywia i regeneruje. Stosowany z umiarem nie zapycha, a wręcz przyspiesza gojenie zmian zapalnych. Czyżby ideał? Chyba tak ;)

LA ROCHE POSAY, HYDRAPHASE INTENSE LEGERE - gdy moja cera ma gorsze dni, jest przesuszona i sam olejek jej nie wystarcza sięgam wtedy także po ten krem. Jest naprawdę skuteczny. Od razu po aplikacji znika uczucie napięcia, ściągnięcia i swędzenia. Skóra jest ukojona, a poziom nawilżenia natychmiast wzrasta. Kosmetyk występuję w dwóch wersjach, ja posiadam tą lekką, która przeznaczona jest do cery mieszanej. I faktycznie, krem jest niesamowicie lekki, ma aksamitną konsystencję, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Myślę, że będzie idealny pod makijaż, ale to sprawdzę dopiero jak skończę wyżej opisany krem Phenome.


KOSMETYKI DO ZADAŃ SPECJALNYCH


CLARINS, LIQUID BRONZE SELF TANNING - gdy chcę nadać skórze trochę koloru siegam po tą emulsję i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Aplikuję ją za pomocą wacika i efekt zawsze jet doskonały. Nie ma mowy o smugach, plamach czy nierównomiernym kolorze. Już po dwóch/trzech aplikacjach mogę cieszyć się piękną, naturalną i złocistą opalenizną rodem z Karaibów. Kosmetyk jest lekki, delikatnie nawilża, nie zapycha i nie pozostawiu charakterystycznego smrodku. Tzn. zapach samoopalacza jest wyczuwalny, ale bardzo, bardzo delikatnie. Samoopalacz ten sprawdzi się nawet u największych bladziochów, ja sama nim jestem więc wiem co piszę ;)

LA ROCHE POSAY, EFFACLAR DUO+ - ten krem gości u mnie już od dosyć dawna, ale regularnie zaczęłam używać go dopiero ostatnio gdy stan mojej cery się pogorszył i muszę przyznać, że ma moc! Stosowany na wypryski znacznie przyspiesza ich gojenie, a także zapobiega powstawaniu nowych zmian. To co jeszcze zauważyłam to to, że krem zwalcza powstawanie przebarwień potrądzikowych co mnie bardzo cieszy ponieważ moja cera ma do takowych dużą skłonność. Ogólnie kosmetyk ma przyjemny zapach, jest lekki, szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Niestety może wysuszać więc ja nigdy nie stosuję go solo tylko zawsze aplikuję jeszcze na twarz krem nawilżający. Jeśli borykacie się z trądzikiem bądź ogólnie wypryskami to Effaclar Duo warto wypróbować.


Uff, to już wszystkie kosmetyki, które obecnie stosuję i z większości, jak już pewnie wiecie, jestem zadowolona. Jak uważacie, dużo ich, mało czy w sam raz? Znacie coś z mojej gromadki? A może któryś z kosmetyków Was zainteresował i chciałybyście przeczytać jego pełną recenzje? Macie swoje ulubione kosmetyki do pielęgnacji twarzy? Dajcie koniecznie znać :)

27.2.15

Nowości - luty 2015

W lutym nie szalałam za bardzo z zakupami kosmetycznymi, a raczej starałam się nie szaleć choć wyszło trochę inaczej (jak zawsze), ale na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, że większość z tych kosmetyków miałam już od dawna na swojej liście zakupowej więc tak czy siak bym je w końcu kupiła, a że zbliżał się mój wyjazd do Norwegii, a tutaj nie mam dostępu do tych produktów, postanowiłam więc nabyć je właśnie w lutym. Wszystkie zakupy poczyniłam na początku miesiąca i część nowości jest już w użyciu, co zresztą widać :) Ok, koniec tej "bablaniny", zapraszam na krótką prezentacje :)


Zacznijmy od zakupów z neoperfumerii Galilu.pl. Niestety nie mam dostępu do sklepu stacjonarnego dlatego też wszystko kupiłam poprzez sklep online. W sumie złożyłam dwa zamówienia. Pierwsze zawierało wodę perfumowaną Diptyque - L'Ombre Dans L'Eau o zapachu róży i liści czarnej porzeczki, prasowany puder Becca - Blotting Powder Perfector oraz dwa produkty Aesop: balsam Rejuvenate Aromatique Body Balm (ahh, jak on pięknie pachnie!) i żel pod prysznic A Rose By Any Other Name Body cleanser. Po tym zakupie czułam mały niedosyt, po głowie chodziło mi jeszcze kilka kosmetyków, a więc postanowiłam pójść na całość i je kupiłam. I tak w drugiej paczce przyjechały do mnie kolejne kosmetyki Aesop: słynna pietruszkowa maseczka Parsley Seed Cleansing Masque oraz zestaw The Leaf Supreme zawierający balsam - Geranium Leaf Body Balm, żel pod prysznic - Geranium Leaf Body Cleanser oraz peeling - Geranium Leaf Body Scrub. Jak widać na zdjęciu kosmetyki są już w użyciu, póki co największe wrażenie wywarł na mnie peeling. Perfumy to wiadomo, miałam już wcześniej próbkę, spodobały mi się i dlatego kupiłam cały flakon. Co do pozostałych kosmetyków to jeszcze wyrabiam sobie o nich zdanie, ale ogólnie jest pozytywnie.


Pozostałe zakupy to nabytki z internetowej apteki Gemini. Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu na blogu zachwycałam się duetem marki Seboradin z serii Niger, postanowiłam do niego wrócić i jako pierwszy powędrował do wirtualnego koszyka, a jeśli już mowa o włosach to skusiłam się też na maseczkę Intensywnie Regenerującą przeznaczoną do włosów przetłuszczających się marki Biovax oraz szampon Batiste, który jest moim must have. Zawsze kupuję wersję Dark&Deep Brown, ale tym razem wybrałam tą o nazwie Blush. Serum do rzęs Long 4 Lashes - Oceanic kupiłam z ciekawości i muszę przyznać, że chyba działa :) Stosuję je krótko jednak widzę już pierwsze efekty, ale ciii żeby nie zapeszać. No i ostatni nabytek czyli (lekki) krem Hydraphase Intense Legere - La Roche Posay, który miałam ochotę przetestować już od dawna, ale jakoś wcześniej nie było nam po drodze. Na szczęście jest już u mnie i nie mogę doczekać się pierwszych testów, które, hmm, niestety muszą trochę poczekać ponieważ w użyciu mam coś innego. Ale co się odwlecze to nie uciecze, prawda? :)


To już wszystkie nowości. Wpadło Wam coś w oko, a może znacie te kosmetyki? Co Wy kupiłyście w lutym? Koniecznie się pochwalcie :)

24.5.14

Nowości - maj 2014

Tego posta nie powinno być. Pewnie jesteście ciekawe dlaczego? Już Wam piszę. Jeszcze pod koniec kwietnia postanowiłam, że w maju nie zrobię żadnych zakupów kosmetycznych i ogólnie, że zacznę oszczędzać i takie tam. Jak widzicie nie udało mi się wytrwać w tym postanowieniu. Po pierwsze trafiłam na kilka kuszących ofert i promocji obok których nie mogłam przejść obojętnie,a po drugie mój tato był w Polsce i zaproponował, że może przywieźć mi kilka rzeczy jeśli chcę. No i jak widać chciałam ;)


Polskie zakupy to m.in. kosmetyki Phenome. Kolejny raz postanowiłam zamówić produkty, których jeszcze nie miałam i tak trafiły do mnie dwie maski do włosów: Purifying Hair Mask oraz Regenerating Hair Mask. Obie są wychwalane na blogach, więc tym bardziej byłam ich ciekawa. Następnie skusiłam się na nawilżającą mgiełkę do włosów - Nourishing Hair Mist, szampon o pojemności 50 ml - Anti Aging Hair Wash przeznaczony do włosów farbowanych oraz przepięknie pachnący olejek do ciała, który kryje się pod nazwą Relaxing Massage Oil.


Perfumy Dior - Miss Dior Blooming Bouquet to prezent od rodziców. Zresztą bardzo udany. Perfumy pachną tak pięknie, że uzależniłam się od nich i na chwilę obecną sięgam tylko po nie. Zamówienie z Annabelle Minerals to już u mnie stały punkt polskich zakupów. Zawsze kupowałam tylko Podkład Matujący, jednak tym razem skusiłam się na zestaw, w którego skład wchodzi wspomniany podkład o pojemności 10 g, róż i korektor (kolory wszystkich produktów możemy wybrać sami) oraz pędzel, który dostajemy w prezencie i również możemy wybrać taki jaki nam odpowiada. Ja wybrałam podkład w kolorze Golden Fair, róż - Rose, korektor- Medium oraz pędzel Mini Kabuki.


Kolejne zakupy to Bogaty Balsam do Stóp oraz Bogaty Balsam do Rąk - Pat&Rub z serii Home SPA, którą ostatnio bardzo polubiłam. W prezencie do zamówienia otrzymałam tarkę do stóp, jednak oddałam ją mamie ponieważ mam już swoją z Peggy Sage i nie potrzebowałam drugiej. Kosmetyki MAC z kolekcji Alluring Aquatic są u mnie dzięki Dominice z bloga Wyznania Kosmetykoholiczki >klik<, która pomogła mi w ich zakupie. W taki oto sposób stałam się posiadaczką różu w kolorze Sea Me, Hear Me oraz pomadki - Mystical. Są to moje pierwsze kosmetyki MAC, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Szafirowy Peeling -Yoskine to wynik zakupów internetowych w aptece Gemini. Po dwóch użyciach jestem nim zachwycona. Świetnie ściera martwy naskórek, nie podrażnia i pięknie pachnie.


Kolejne apteczne zakupy to słynny Effaclar Duo od La Roche Posay. Mój egzemplarz jest już w nowej wersji i ciekawa jestem jak się u mnie spisze. Emulsja matująca Capital Soleil SPF30 z Vichy to mój ulubieniec z poprzedniego roku. Nie bieli, bardzo dobrze matuje, świetnie współgra z makijażem, także mineralnym, no i co najważniejsze skutecznie chroni skórę przed promieniami UVB oraz UVA. Następnie dwa zachwalane produkty na blogach czyli Antyperspirant w Kulce - Vichy oraz Szampon Wzmacniający do Włosów Osłabionych - Pharmaceris H, Keratineum, z którym chyba się polubimy. Do wirtualnego koszyka wrzuciłam także Serum Nawadniające, Hydrain 3 Hialuro firmy Dermedic, o którym czytałam u Iwetto >klik< i przy okazji dorzuciłam jeszcze pastę przeznaczoną do szczoteczek elektrycznych Active Clean od Denivit.


Na koniec zakupy zrobione już w Norwegii. Nad emulsją antycellulitową - Body Lift Cellulite Control od Clarins rozmyślałam już od dawna, ostatecznie do zakupu przekonała mnie recenzja Czarnej Ines >klik< oraz dobra oferta na stronie NordicFeel.no. W tym samym sklepie kupiłam także tusz Giorgio Armani - Eyes to Kill i to też przez Czarną Ines ;) Poza tym czytałam o nim dużo pozytywnych opinii, zapragnęłam go i jest :) Maseczki Glam Glow również chodziły za mną od dłuższego czasu, szczególnie ta biała, jednak w najbliższym czasie nie planowałam ich zakupu. A więc jak to się stało, że kupiłam aż dwie? Wszystko przez promocje dwie w cenie jednej, o której wspomniała mi By Izis >klik< podczas wymiany zdań na Instagramie i jeszcze podała kod promocyjny (dzięki:*). Nie mogłam przepuścić takiej promocji i stałam się posiadaczką Mud Mask oraz Super-Mud Clearing Treatment.


Jak widzicie trochę się tego uzbierało, a ja już planuje kolejne zakupy. To chyba powinno się leczyć, no ale raz się żyje. Prawda? :)

Znacie te kosmetyki? A może coś Was szczególnie zainteresowało? Dajcie znać w komentarzach ;)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl