Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja. Pokaż wszystkie posty

20.10.17

Ulubione we wrześniu

Jak dobrze mieć znowu wiosnę. Te ogrzewające twarz promienie, ciepło pozwalające spacerować bez kurtki i energia, która rozpiera i zachęca do działania! Już za chwilę szara i chłodna jesień znów powróci, ale nie ma tego złego. W końcu miło jest otulić się wełnianymi swetrami, wcierać treściwe kosmetyki, palić korzenne świece i zalegać pod kocem z książką i kubkiem gorącego kakao. Jesteście za? No dobrze, ale wracając do tematu posta chciałam Wam dziś napisać o kilku super produktach, które w ostatnim czasie podbiły moje serce. Siadajcie więc wygodnie i czytajcie. Zapraszam.


Caudalie, Vine Active krem pod oczy - kolejny fajny produkt z serii Vine Active, o kremie do twarzy i serum pisałam o tu >klik<. Stworzony z myślą o młodych kobietach, które nie mają za wiele czasu na pielęgnację. Zawiera peptydy, ustabilizowaną witaminę C oraz polifenole o działaniu antyoksydacyjnym. Lekki, szybko wchłaniający się, a jednocześnie odżywczy. Poprawia kontur oka, rozjaśnia cienie i zapewnia długotrwałe nawilżenie. Ja stosuję go dwa razy dziennie, rano i wieczorem, świetnie spawdza sią pod makijaż, jest wydajny i co najważniejsze, rzeczywiście działa. Skóra pod oczami jest rozjaśniona, odżywiona, nawilżona i uelastyczniona. Wydajność i konsystencja też na plus!

Fridge by Yde, 3.3 good morning face - jeśli mnie czytacie dobrze wiecie, że produkty Fridge stosuję i wielbię nie od dziś. 3.3 good morning face to nowy produkt w ofercie marki i doskonały tak jak wszystkie inne, które miałam okazję stosować. Opracowany na dwóch ekstraktach: z zielonej herbaty i żeń-szenia, działa jednocześnie tonizująco, regenerująco, poprawia ukrwienie skóry i wpływa bardzo korzystnie na jej odnowę. Nie ma tu mowy o przesuszeniach czy podrażnieniu. Żel myje super delikatnie, nie narusza warstwy hydrolipidowej, a przy tym pozostawia skórę oczyszczoną, odświeżoną i gotową na kolejne kroki pielęgnacyjne. Ze względu na zawartość olejku eterycznego z mięty uwielbiam go stosować szczególnie rano, ale i wieczorem świetnie sobie radzi i usuwa wszelkie pozostałości po makijażu, z którymi nie poradził sobie płyn micelarny czy olejek. Jeśli wcześniej zniechęcała Was krótka data produktów Fridge i fakt, że trzeba trzymać je w lodówce to musze napomknąć, że żel ważny jest przez 6 miesięcy od daty produkcji i bez problemu może stać w łazience!




L'occitane, Mleczko do ciała Werbena - lekkie, szybko wchłaniające się mleczko o energetyzującym, aromatycznym zapachu będącym miksem olejków eterycznych: z  pomarańczy, geranium i drzewa cytrynowego. Wzbogacone o wyciąg z werbeny oraz olejek z pestek winogron szybko i skutecznie niweluje uczucie napięcia, nawilża i odżywia. Ja uwielbiam sięgać po nie rano. Nie pozostawia tłustej warstwy, dodaje energii, relaksuje i doskonale pielęgnuje skórę. A wydajność? Przeogromna!

Barwa, Barwy Harmonii Olejek pod prysznic Różany - opracowany na ekstrakcie z dzikiej róży, naturalnym oleju ze słodkich migdałów i witaminie E, nie tylko oczyszcza, ale przede wszystkim głęboko regeneruje i pielęgnuje skórę. Uwielbiam za wszystko! Za doskonałe działanie, za nawilżenie i za piękny różany zapach, który niesamowicie otula i pod własnym prysznicem pozwala poczuć się jak w drogim SPA! Serio, bardzo polecam.

Jan Barba Natura, Tonik Ziołowy - wegański, całkowicie bezpieczny dla skóry, przygotowany z ekstraktów wyselekcjonowanych ziół. Dostarcza skórze wszystkich niezbędnych witamin, wyrównuje pH i wykazuje działanie przeciwzapalne. Wszystko super ekstra, butelka też minimalistyczna i przepiękna, ale... Ja nie polubiłam się z nim od razu. Zraził mnie zapach, efektów też na początku nie zauważyłam. On po prostu potrzebował czasu. Stosowany regularnie działa cuda. Koi, tonizuje, pomaga w znacznym stopniu uporać się z niespodziankami i doskonale nawilża. Często zdarza mi się pomijać krem nawilżający, jest po prostu zbędny. Producent poleca go też do demakijażu, u mnie w ten sposób się nie sprawdził, być może u Was będzie lepiej. Podsumowując, jako tonik jak najbardziej polecam! 





La Roche Posay, krem Toleriane Ultra - super delikatny krem o ultraminimalistycznej formule przeznaczony do pielęgnacji skóry wrażliwej i alergicznej. Za zadanie ma likwidować uczucie dyskomfortu, długotrwale nawilżać i zapobiegać powstawaniu podrażnień. W składzie nie zawiera parabenów, konserwantów, alkoholu ani lanoliny czyli tych substancji, które są najbardziej drażniące. Skóry co prawda nie mam reaktywnej, ale lubię sięgać po delikatne preparaty, a w tym kremy i muszę przyznać, że na Toleriane Ultra się nie zawiodłam. Lekki, szybko wchłaniający się, pozostawia na skórze delikatną warstwę ochronną i zapewnia uczucie komfortu. Skóra jest doskonale nawilżona, odżywiona, a krem niewyczuwalny. Nie zapycha skóry, nie powoduje przetłuszczania i doskonale sprawdza się pod makijaż. No naprawdę bardzo lubię! 


La Roche Posay, Woda Micelarna Ultra - kolejny produkt LRP i kolejny do cery wrażliwej/alergicznej/reaktywnej. Tym razem mowa tu o wodzie micelarnej.  Jak dla mnie doskonała, a może i najlepsza, a przede wszystkim najłagodniejsza, a przy tym niesamowicie skuteczna. Szybko i skutecznie pomaga pozbyć się makijażu, także tego z oczu, nie powoduje mgły, nie podrażnia. Wystarczy naprawdę chwila, aby skóra była oczyszczona i jednocześnie odświeżona bez uczucia lepkości. Duży plus za wydajność i brak zapachu. Must-have dla posiadaczek cer wrażliwych, ale nie tylko bo doskonale sprawdzi się u każdego.

A Ciebie co zachwyciło we wrześniu?

12.3.17

Wygraj kosmetyki Iossi i Mokosh

Kochani, z okazji zbliżającej się wiosny wraz ze sklepem purelemons.com przygotowaliśmy dla Was super niespodziankę. Do wygrania są kosmetyki, które pomogą Wam zregenerować ciało po zimie, w skład zestawu wchodzą: Tonik Różany - Mokosh oraz dwa produkty marki Iossi czyli peeling Mandarynka&Pomarańcza i mus do ciała May Chang. 

Jeśli macie ochotę wziąć udział w rozdaniu zapraszam na mojego Facebooka >klik<. Tam znajdziecie wszystkie szczegóły!


14.9.16

4.4 Face The Green - naturalnie genialny!

Świeżość, naturalność, skuteczność i bezpieczeństwo. Te 4 słowa cechują markę Fridge by Yde, której produkty znam i stosuję od ponad roku, które uwielbiam, i które zaczęłam szczególnie mocno doceniać  tak naprawdę niedawno gdy po analizie składów innych kosmetyków reklamujących się jako naturalne okazało się, że natury w nich bardzo mało! Fridge to kosmetyki świeże, bez zbędnych substancji jak alkohol, konserwanty czy związki syntetyczne, i skomponowane tak, aby dać naszej skórze to co najlepsze i ogromnie to cenię. Cenię sobie też ich działanie, zawsze zgodne z obietnicami producenta, przyjemność z stosowania oraz poczucie bezpieczeństwa zarówno jeśli chodzi o skórę jak i organizm. Ktoś z Was pewnie powie, że jest drogo, że data ważności krótka, a ja Wam powiem, że polecam bo naprawdę ważne jest to co aplikujemy na skórę, a w tym przypadku aplikujemy naturę, która działa!, a tym samym warta jest każdej złotówki. Polecam też nowy krem marki, o którym dzisiaj tak naprawdę powinna być mowa ;)



4.4 Face The Green to zielony krem, zarówno pod względem składu, 100% natury!, jak i koloru. I to dosłownie! Jednak spokojnie, na skórze nie pozostawia żadnej barwy ;). Gęsty, treściwy, po brzegi wypakowany samymi cudownymi składnikami. Skierowany głównie dla cer suchych i normalnych, ale i na mojej mieszanej genialnie się spisał o czym przeczytacie więcej poniżej. Zachwyca konsystencją. Odżywczą, kremową, a przy tym niesamowicie szybko wchłaniającą się do matu. Otula jak kokon, koi i zabezpiecza bez efektu tłustości czy oblepienia. Zachwyca też składem. Krótkim, ale idealnie skomponowanym. Opartym na zimnotłoczonym oleju z pestek dyni, który odgrywa tu główną rolę. Olej ten bogaty w wielonienasycone kwasy tłuszczowe, obfity w skwalen oraz fitosterole działa na skórę regenerująco, ochronnie, a także uszczelnia naturalną barierę naskórkową co przyczynia się do zwiększenia nawilżenia, a także gęstości skóry tym samym spłycając zmarszczki i czyniąc ją młodszą, gładszą i piękniejszą.



Po ponad 2 miesiącach stosowania śmiało mogę napisać, że to krem doskonały! Gęsty, ale naprawdę genialnie wchłaniający się. Bardzo odżywczy, ale nie zapychający. Nawilżający, ale nie natłuszczający. Zapewnia skórze komfort, pozwala oddychać gwarantując przy tym nawilżenie na cały dzień i jednocześnie stanowiąc świetną bazę pod makijaż. Każdy podkład czy to mineralny, płynny czy w kamieniu, rozprowadza się na nim bajecznie i tak samo utrzymuje. Krem nie przyspiesza przetłuszczania skóry, a moją mieszaną wręcz trzyma w ryzach. Co więcej, aplikowany na skórę prosto z lodówki pobudza, ściąga opuchliznę i koi, a stosowany regularnie zapewnia spektakularne efekty. Widocznie ujędrnia, napina, zapobiega też utracie wody z naskórka dzięki czemu skóra jest bardziej elastyczna, promienna, a suche skórki odchodzą w niepamięć. Ja testowałam go w ciężkich, norweskich warunkach gdzie lata w tym roku nie było wcale, a moja skóra praktycznie codziennie narażona była zarówno na ogrzewanie/klimatyzację jak i na niskie temperatury, silny wiatr i deszcz. Krem spisał się tu na medal. Chronił moją skórę, regenerował i zapewniał odpowiednie nawilżenie i wciąż to robi ponieważ wciąż go stosuję. Producent zaleca zużyć kosmetyk w ciągu 2,5 miesiąca, ja, jak już wspomniałam wyżej, stosuję go od ponad 2 (codziennie rano, czasem też wieczorem na twarz, szyję i dekolt) i mam go jeszcze trochę co pokazuje jak wydajny jest!


Jeśli cenicie sobie swoje zdrowie, naturalne składy i skuteczne działanie to serdecznie polecam. I to nie tylko ten krem, ale też inne produkty marki. Nie zawiedziecie się.


Stosujecie naturalne kosmetyki? Znacie już markę Fridge? Dajcie znać w komentarzach :)

29.6.16

Ulubieńcy - czerwiec 2016

Co to był za miesiąc! Intensywny, pracowity, ponury, deszczowy i zimny, ale też pełen miłych niespodzianek i odwiedzin. Mimo wielu obowiązków znalazło się też trochę czasu na przyjemności, jak gotowanie, oglądanie seriali, wieczorne domowe SPA czy poranny makijaż.  W międzyczasie udało mi się też przetestować kilka nowości, ale i bardzo chętnie wracałam do tych starych i sprawdzonych. I dzisiaj właśnie powstał taki misz-masz, znajdziecie tu kilka kosmetyków, które stosuję od niedawna, ale już zdążyły mnie zachwycić, są i kosmetyki, które były już kiedyś w ulubieńcach i trafiły tutaj ponownie ponieważ są doskonałe. No to co, zapraszam do czytania.

Sylveco, Rumiankowy Żel do Twarzy - miałam ochotę przedstawić go Wam już w poprzednim poście z ulubieńcami i sama nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam. Jest rewelacyjny, do tego wydajny i bardzo tani! Nie tylko doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu i innych zanieczyszczeń bez naruszania warstwy hydrolipidowej, ale też, dzięki zawartości kwasu salicylowego, działa antybakteryjnie, wspomaga walkę z wypryskami, oczyszcza pory i reguluje wydzielanie sebum. Ja stosuję go zarówno rano jak i wieczorem, po uprzednim umyciu twarzy olejkiem Resibo. Żel doskonale usuwa jego pozostałości pozostawiając skórę oczyszczoną, przyjemnie gładką i elastyczną bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia. Niby to tylko kosmetyk, który nakładamy i zmywamy, ale przy regularnym użyciu można zauważyć poprawę stanu skóry, a z wyżej wspomnianym olejkiem Sylveco tworzy duet doskonały. Polecam dosłownie każdemu. Nawet gdy się nie sprawdzi nie będzie szkoda go wyrzucić, ale gwarantuje, że będziecie zachwycone!

Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - jeden z  moich ulubionych szamponów do którego wracam regularnie i z przyjemnością. Przede wszystkim świetnie wpływa na kondycje włosów, odżywia je i wzmacnia oraz doskonale dba o skórę głowy, a moja jest szczególnie kapryśna i bardzo wrażliwa. Ostatnio do tego dołączył łupież jednak Purifying Anti-Dandruff Shampoo szybko pomógł mi się z tym problemem uporać, nawilżył skalp i ukoił, a ja odetchnęłam z ulgą. Co więcej, kosmetyk ma gęstą konsystencję, świetnie się pieni, dobrze oczyszcza, a włosy są po nim niesamowicie błyszczące, nawilżone, puszyste, a jednocześnie mięsiste, śliskie i pełne objętości. Coś wspaniałego! Uwielbiam i polecam szczególnie osobom z problemem łupieżu czy też cienkimi, szybko przetłuszczającymi się włosami. Cudo <3




Mario Badescu, AHA Botanic Body Soap - fantastyczny żel pod prysznic, który jednocześnie oczyszcza, delikatnie złuszcza, a także nawilża i łagodzi. Kupiłam go skuszona bardzo pozytywnymi recenzjami i nie zawiodłam się. Nie sprawdziłam jednak przed zakupem składu i dopiero podczas którejś kąpieli z jego użyciem zauważyłam, że zawiera SLS jednak nie wpływa on w żaden negatywny sposób na skórę. Oprócz tego znajdziemy w nim też ekstrakty owocowe z papai i grejpfruta, ekstrakt z żeń-szenia oraz proteiny owsa. Mieszanka ta doskonale wpływa na skórę, świetnie oczyszcza i pomaga pozbyć się wyprysków z dekoltu czy ramion, a zdarza się, że czasem mam taki problem. Co więcej, żel jest naprawdę łagodny, pozostawia skórę niesamowicie gładką, przyjemnie miękką i delikatnie nawilżoną, a do tego bosko pachnie! To pierwsze moje opakowanie, ale na pewno nie ostatnie.

Chanel, Allure Lip Gloss, Sensible - błyszczyk, który ostatnio pojawił się na blogu w pełnej recenzji >klik<, pojawił się też już kiedyś jako ulubieniec. Co tu dużo mówić, dla mnie genialny. Kremowy, o dobrym kryciu, pięknym połysku i komfortowej konsystencji. Pielęgnuje usta, trwa na nich długi czas, nie wymaga użycia lusterka podczas aplikacji, piękne, minimalistyczne opakowanie zapewnia poczucie luksusu, a kolor Sensible - neutralny koralowy róż - pasuje zawsze i wszędzie. W czerwcu gdy nie wiedziałam co zaaplikować na usta sięgałam właśnie po niego i to był zawsze dobry wybór!



Eco Tan, Face Tan Water - aaa, cudo! Czyli samoopalający tonik oparty całkowicie na składnikach naturalnych, nie tylko nadaje cerze piękny oliwkowy odcień opalenizny, ale też wspaniale odżywia i działa przeciwtrądzikowo. Ja aplikuję go delikatnie nasączonym wacikiem na twarz, szyje oraz dekolt, przeważnie wieczorem co 3-4 dni, a rano budzę się z  delikatnie muśniętą słońcem skórą, która wygląda zdrowo i promiennie. Tak jak wspomniałam wyżej, tonik świetnie nawilża więc czasem pomijam już nakładanie jakichkolwiek innych produktów nawilżających. O zapychaniu  nie ma mowy, nie ma tu też plam, smug ani zacieków. Kosmetyk ściera się równomiernie i wydziela naprawdę minimalny zapach. Czuję go jedynie chwilę po aplikacji i tyle. Zdecydowanie przebił na głowę inne samoopalacze i nawet jeśli do tej pory omijałyście tego typu produkty tego się nie bójce, serio, nie ma opcji żeby zrobić sobie nim krzywdę!

Clinique, Pop Lip Colour, 06 Poppy Pop - kolejny produkt do ust w czerwcowych ulubieńcach. Tym razem pomadka. Kremowa, niesamowicie napigmentowana, trwała i w kolorze koralowej czerwieni. Soczystym i przyciągającym wzrok. Ożywiała mi ponure czerwcowe dni, dodawała zwykłemu outfitowi  charakteru i wspaniale rozpogadzała twarz. W zależności od nastroju czy okazji raz wklepywałam ją tylko delikatnie w usta innym razem nakładałam grubszą warstwą, w obu wersjach sprawdza i prezentuje się fenomenalnie, a jej minimalistyczne i jednocześnie piękne opakowanie sprawia, że mam ochotę sięgać po nią non stop. Na ustach możecie zobaczyć ją o tu >klik<.





Aesop, Oil - Free Facial Hydrating Serum - gości u mnie od dawna jednak dopiero ostatnio przekonałam się jakie jest naprawdę wspaniałe. Lekkie, o nieco żelowej konsystencji, oparte na aloesie i wzbogacone witaminami. Bardzo szybko się wchłania, łagodzi podrażnienia, zmiękcza i moją mieszaną cerę nawilża tak dobrze, że w chwili obecnej stosuję je już solo bez żadnego kremu. Stanowi świetną bazę pod makijaż, nic się nie nim nie roluje ani nie waży, skóra dłużej zachowuje mat i przez cały dzień czuje się komfortowo. Pisałam o nim też tutaj >klik< i tutaj >klik<. Jeśli szukacie dobrego serum aby wzmocnić działanie kremu czy też lekkiego nawilżacza na lato jak najbardziej polecam, szczególnie posiadaczkom cery mieszanej i tłustej. Lekkie, łagodzące i odżywcze <3 


Lumene, Color Correcting Cream - korektor, podkład i rozświetlacz w jednym. Zapewnia średnie krycie, pięknie stapia się ze skórą, trwa na niej cały dzień i daje fantastyczne satynowe wykończenie. Cera z miejsca nabiera blasku, prezentuje się zdrowo i pięknie i tak przez cały dzień. Ja w czerwcu sięgałam po ten krem CC niemalże codziennie, pomijając dni gdy nie robiłam makijażu, i za każdym razem byłam zachwycona efektem i wciąż jestem. Aplikacja nie sprawia problemów, krem nie pozostawia smug, wyrównuje koloryt i ukrywa zmęczenie, do tego jest niewyczuwalny, nie podkreśla suchych skórek oraz nie wzmaga przetłuszczania skóry, a  blask który daje jest subtelny aczkolwiek widoczny. Natomiast kolor, posiadam odcień Medium, ładnie dopasowuje się do koloru cery i nie oksyduje w ciągu dnia. Po aplikacji wystarczy tylko wytuszować rzęsy, nałożyć błyszczyk/pomadkę, bronzer lub róż, skorygować brwi i letni makijaż gotowy. W akcji możecie zobaczyć go tutaj >klik<. Polecam!



Organique, Balsam do Ciała z masłem Shea, Mango - przez cały rok dbam o dobre nawilżenie skóry nie tylko twarzy, ale też ciała bo dobrze nawilżona skóra jest gładka, elastyczna, miękka, zdecydowanie bardziej jędrna oraz odporna na działanie czynników środowiskowych. Balsam Organique w roli nawilżacza sprawdza się lepiej niż doskonale, a wersja mango jest idealnym umilaczem letnich wieczorów. Nieco słodka, a jednocześnie soczysta i bardzo intensywna. Zapach ten długo utrzymuje się na skórze i zdecydowanie wzmaga apetyt na owoce :) Uwielbiam po niego sięgać po wieczornej kąpieli. Smaruję się nim od stóp po prawie szyję ;) Mocno zbita, skondensowana konsystencja nieco utrudnia stosowanie, ale działanie zdecydowanie to wynagradza. Balsam topi się w kontakcie ze skórą, pokrywa ją warstwą ochronną, która otula, odżywia i regeneruje. Skóra odzyskuje naturalny poziom nawilżenia, jest odżywiona, miękka i  przyjemnie napięta, a efekt ten jest długotrwały. Idealny kosmetyk do pielęgnacji skóry przez cały rok, latem natomiast świetnie ukoi ją i zregeneruje po słonecznych kąpielach, a stosowany po szczotkowaniu ciała na sucho da naprawdę bajeczne efekty.

I to już wszyscy ulubieńcy. Który kosmetyk Was zaciekawił, a który już znacie? Co Was zachwyciło w czerwcu? Dajcie znać :)


10.6.16

Naturalne nowości

Czy są tutaj zwolenniczki naturalnych kosmetyków? Założę się, że jest Was wiele. I ja sama je uwielbiam. Za piękne zapachy, cudowne składy bez zbędnych substancji za to z masą dobroczynnych ekstraktów, wyciągów i innych dobroczynnych składników oraz świetne działanie na skórę i włosy. Zresztą naturalne produkty to nie tylko skład i działanie, to też piękne opakowania, które zdecydowanie przyciągają wzrok, cieszą oko i sprawiają, że jeszcze chętniej po nie sięgamy. W ostatnim czasie przybyło mi całkiem sporo naturalnych nowości, część to prezenty, a część zakupy, które poczyniłam sama. Postanowiłam zebrać je do kupy i Wam pokazać. Będziecie wiedziały co stosuję lub w najbliższym czasie zamierzam testować, a może już teraz się zainspirujecie i sięgnięcie po któryś z przedstawionych przeze mnie produktów. 



Na początek Resibo i absolutnie cudowna przesyłka, która dotarła do mnie na początku maja i była tak pięknie spakowana, że aż żal było ją rozpakowywać. A co w środku? Same cuda! Czyli Olejek do Demakijażu, którym zachwycałam się już w ulubieńcach maja >klik< i zdanie podtrzymuje, fantastyczny!, Krem pod Oczy, który jeszcze czeka na swoją kolej oraz nowość marki - Serum Wygładzające, które za zadanie ma m.in. dawać naturalny efekt botoksu. Od wczoraj jest w użyciu i... zapowiada się naprawdę cudownie. Jest mocno skoncentrowane, a jednocześnie lekkie, szybko się wchłania zapewniając mojej mieszanej cerze odpowiednie nawilżenie, do tego pięknie pachnie i faktycznie wygładza! To oczywiście pierwsze wrażenia, więcej napisze o nim w odpowiednim momencie, ale coś czuję, że to będzie hit.



Kolejne nowości to dwa toniki. REN - Clarifying Toner to mój zdecydowany ulubieniec. Przeznaczony głównie dla cer mieszanych, ale sprawdzi się u każdego. Bardzo łagodny, odświeża, oczyszcza, dzięki zawartości kwasów m.in.: glikolowego i mlekowego, delikatnie złuszcza, oczyszcza pory i pomaga w walce z wypryskami. Naprawdę świetny! A mi udało się go dorwać na lookfantastick.com w super cenie i bardzo się z tego cieszę.  Face Tan Water od Eco by Sonya to w sumie produkt 2w1, czyli tonik i samoopalacz. Jest też dla mnie zupełną nowością. Całkowicie naturalny, przeznaczony również dla wegan, o działaniu przeciwtrądzikowym, za zadanie ma jednocześnie pielęgnować, odżywiać i nadawać skórze naturalny odcień opalenizny. Jestem go niesamowicie ciekawa i zakładam, że Wy również dlatego już dziś zabieram się za testy i dam znać co i jak. Nie wiem dlaczego nigdy w nowościach nie pokazywałam Wam ściereczek muślinowych, a kupuję je regularnie. Tym razem zdecydowałam się na tę marki Pai. Jest dość duża, przyjemnie szorstka i w 100 procentach wykonana z organicznej bawełny. Jeszcze jej nie używałam, ale już widzę, że jest zdecydowanie lepsza od ściereczek The Body Shop, które do tej pory kupowałam.


Marka Organique zrobiła mi wspaniałą niespodziankę i przesłała do testów zestaw kosmetyków do pielęgnacji ciała z  nowej serii o zapachu mango. W paczce znalazły się: Pianka do Mycia Ciała, Balsam z Masłem Shea, Olejek do Kąpieli i Masażu oraz Kula do Kąpieli. No i co tu dużo mówić/pisać: wszystko pachnie bosko! Nieco słodko, a jednocześnie soczyście i intensywnie. Na lato jak znalazł :) Piankę  oraz balsam bardzo dobrze znam z innych wersji zapachowych i absolutnie uwielbiam więc wiem, że na pewno się nie zawiodę. Natomiast kula oraz olejek to dla mnie nowości jednak znając markę wiem, że i ta dwójka będzie wspaniała. Szampon Rahua - Rainforest Grown chodził za mną od bardzo dawna. Nie jest niestety tani, a moje włosy i skóra głowy są kapryśne dlatego wstrzymywałam się z jego zakupem. Jednak ostatnio trafiłam na jego mniejsze opakowanie, które tym samym jest tańsze od pełnej butli i postanowiłam zaryzykować. Czy było warto? To się niebawem okaże. Na razie modlę się o to aby nie podrażnił mojego wrażliwego skalpu, o! No i ostatnia nowość czyli zestaw kosmetyków Trial Kit for Clarity od Suki. Wybrałam wersję dla cer mieszanych/tłustych, w zestawie znajduje się aż 6 produktów w mini wersjach, w tym osławiony peeling marki  - Exfoliate Foaming Cleanser, który jeszcze dziś zostanie wypróbowany. Pozostałe kosmetyki muszą jeszcze chwilę poczekać na testy, ale zbierają wiele pozytywnych recenzji więc już nie mogę się doczekać, aż zacznę je stosować. Chyba mi się nie dziwicie, prawda? :)



I to już wszystkie nowości. Co Was zaciekawiło? A może znacie już te produkty? O czym chciałybyście przeczytać szerszą opinie? No i jestem ciekawa jakie nowości w ostatnim czasie pojawiły się u Was? Koniecznie się pochwalcie! :)

30.5.16

Ulubieńcy - maj 2016

Siedzę w ogrodzie, ptaki ćwierkają, w końcu świeci słońce, w końcu jest wiosennie i ciepło. Napawam się tą chwilą na każdy możliwy sposób i najchętniej całe dnie spędzałabym właśnie tu, na leżaku. Tak długo czekałam na te ciepłe, zielone i wiosenne dni, że teraz mam ochotę skorzystać z nich podwójnie i choć prognoza zapowiada znów niskie temperatury i deszcz to nie myślę o tym i po prostu cieszę się chwilą. A co z ulubieńcami? No są. Przyznam, szczerze, że trudno było mi ich wytypować bo konkurencja jest duża, ale rozważyłam wszystkie za i przeciw, przesegregowałam kilka produktów i wytypowałam te zdecydowanie NAJ, które i Wam gorąco polecam!



Nuxe, Skin-Perfecting Purifying Lotion - to bardzo  spontaniczny zakup (rzadko mi się takie zdarzają) i bardzo udany! Towarzyszy mi codziennie podczas porannej pielęgnacji, choć wieczorem też zdarza mi się po niego sięgnąć. Świetnie odświeża, oczyszcza skórę z pozostałości żelu/pianki, tonizuje, wyrównuje pH i natychmiast się wchłania nie pozostawiając po sobie żadnej wyczuwalnej warstwy. Skóra po jego użyciu jest gładka, elastyczna i odprężona. Tonik nie podrażnia, nie wysusza, a zawartość wody kwiatowej z rozmarynu oraz wyciągu z irysa sprawia, że działa też antybakteryjnie i pomaga zwalczać niedoskonałości. Doskonały dla cer mieszanych oraz tłustych choć myślę, że latem świetnie sprawdzi się u każdego. Polecam.

Resibo, Olejek do Demakijażu - długo zastanawiałam się czy go tu umieścić ponieważ stosuję go zaledwie od kilku dni, ale w tym czasie zdążył mnie już zachwycić, a nawet bardzo!, więc nie mogłam o nim nie wspomnieć. W 99,9 procentach naturalny, opracowany na olejach: abisyńskim, manuka, lnianym i z pestek winogron oraz wit. E nie tylko doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum i pozostałych zanieczyszczeń, ale też pielęgnuje, pozostawiając ją niesamowicie promienną, miękką, a także doskonale odżywioną. Coś niesamowitego, mówię Wam. Ja stosuję go dwa razy dziennie (zaczęłam tak robić po przeczytaniu książki Sekrety Urody Koreanek) w duecie ze ściereczką, która była do niego dołączona, równie świetna!, i w ciągu tych kilku zdążyłam już zauważyć znaczną poprawę stanu skóry. Jest zdecydowanie bardziej nawilżona, bardzo gładka, promienna i jędrna, pory są natomiast pomniejszone, a zaskórniki na nosie i brodzie mniej widoczne. Olejek przeznaczony jest dla każdego typu skóry, nawet tłustej. Mojej mieszanej nie zapycha, a wręcz działa na nią zbawiennie i reguluje wydzielanie sebum. No uwielbiam i mam nadzieję, że będę mogła to zdanie podtrzymać. Dam znać :)



Fridge, 1.6 Face Peeling - czyli peeling mechaniczny, który działa cuda! Gęsty, kremowy, na bazie krzemionki, po aplikacji na skórę delikatnie się pieni, a bardzo drobnej średnicy ziarenka w łagodny, ale skuteczny sposób dogłębnie, serio!, oczyszczają skórę, pomagają pozbyć się martwego naskórka oraz cudownie wygładzają. W efekcie skóra jest jakby wypolerowana, pobudzona do odnowy, niesamowicie gładka i rozjaśniona oraz gotowa na nałożenie produktów pielęgnacyjnych. Peeling nie wysusza, nie podrażnia, a dzięki zawartości olejku z bergamotki niweluje mikro urazy i przyjemnie pachnie <3 Idealny dla każdego, od cer suchych po tłuste. Dla mnie doskonały pod każdym względem. A o składzie chyba nie muszę wspominać? Naturalny i bajeczny, jak to u Fridge.

Becca, Beach Tint, Guava - znalazł się u mnie przez przypadek (zamówiłam w Galilu inny produkt Becca, a przysłali mi ten), na początku byłam trochę wkurzona, a teraz cieszę się, że tak się stało! Jest fantastyczny. Lekki, dziecinnie prosty w aplikacji, wszechstronny i trwały. W maju sięgałam po niego prawie, że codziennie. Aplikuje się dosłownie w sekundę, nie tworzy plam ani smug, cudownie stapia się ze skórą, trwa na niej cały dzień i daje niesamowicie naturalny efekt! Pięknie wygląda też na ustach, uwydatnia je i delikatnie akcentuje. Uwielbiam i polecam każdemu, szczególnie teraz na wiosnę/lato kiedy takie lekkie, półprzezroczyste i trwałe formuły są pożądane. 



Skin&Tonic, Lemon Lip Balm - ten balsam do ust to dowód na to, że mniej znaczy więcej. Skomponowany jedynie z trzech organicznych składników: masła Shea, czystego oleju kokosowego oraz wosku pszczelego. Szybko i skutecznie nawilża, odżywia, zmiękcza, wygładza i koi spierzchnięte usta. Do tego spakowany jest w mały, poręczny sztyft, a jego cytrusowy zapach jest delikatny i niemęczący. Ja sięgam po niego zawsze rano, a także czasem w ciągu dnia. Natychmiast wygładza, nie jest wyczuwalny i trwa na ustach do dwóch godzin po czym się ściera, a nawilżenie zostaje. Naprawdę lubię i polecam. *kupicie go w sklepie organicall.pl


La Bruket, Soap Bergamott/Patchouli - już od dawna sięgam tylko i wyłącznie po naturalne mydła do mycia ciała bez zawartości SLS i zauważyłam, że naprawdę dobrze wpłynęło to na moją skórę. Jest bardziej nawilżona, sprężysta, a ja nie wiem już co to podrażniona, ściągnięta czy swędząca skóra po kąpieli. W maju najchętniej stosowałam to od szwedzkiej marki La Bruket. Cudowne! Organiczne, opracowane na starannie dobranych składnikach z dodatkiem olejków eterycznych nie tylko delikatnie i skutecznie oczyszcza, ale też regeneruje, nawilża, odświeża i w zależności od wybranej wersji (jest ich kilka) działa na skórę oraz zmysły w ukierunkowany sposób. Bergamotka/paczula to mieszanka specyficzna, z jednej strony wycisza, z drugiej pobudza i pachnie tak jak lubię. Zielono, świeżo i "trawiaście". Uwielbiam i mam ochotę na więcej. A design butelki tę ochotę tylko pogłębia. 



Mario Badescu, Special Hand Cream with Vitamin E - jeden z bestsellerów marki, ja długo zastanawiałam się nad jego zakupem, ale zaryzykowałam i była to naprawdę dobra decyzja. Zapakowany w słoiczek, o przyjemnym zapachu przypominającym krem babci, niesamowicie lekki, nieco wodnisty i bardzo szybko wchłaniający się. Od razu po aplikacji przynosi ulgę przesuszonej skórze dłoni, natychmiast wygładza, otula i regeneruje, a wszystko to zasługa doskonale skomponowanego składu z zawartością wit. E, A, olejku z kiełków pszenicy i miodu. Ja stosuję go codziennie na noc, nakładając grubszą warstwę, a rano cieszę się nowymi dłońmi. Jedwabiście gładkimi, odżywionymi, miękkimi i doskonale nawilżonymi, tak dobrze, że w ciągu dnia zdecydowanie rzadziej niż kiedyś sięgam po kremy nawilżające. Cudo! I to niesamowicie wydajne ;) *kupicie go w sklepie beautybuy.com



Znacie te produkty? Co szczególnie Was zainteresowało i macie ochotę wypróbować? Po jakie kosmetyki Wy najchętniej sięgałyście w maju? Mam też prośbę, polećcie mi jakiś fajny, wydłużający tusz. Z góry dziękuję i czekam na Wasze komentarze :)

16.5.16

Spring essentials

Wiosna to czas zmian. Zmienia się przyroda, nasze potrzeby i kosmetyczki. Ciemne kolory zastępujemy tymi jaśniejszymi, ciężkie konsystencje lżejszymi, nie chcemy już kryjących podkładów, treściwych maseł czy mocnych, słodkich zapachów. Chcemy lekkości, świeżości, blasku, ale też skuteczności. Proponowane przeze mnie kosmetyki takie właśnie są, może nie wszystkie lekkie, ale szybko wchłaniające się, rześkie, pozwalające skórze oddychać, a przy tym skuteczne, kolorowe i piękne! Cieszą oko i pozwalają poczuć się lepiej.




Clarins, Radiance - Plus Golden Glow Booster - samoopalacz w kroplach, który już po jednej aplikacji przyciemni Waszą skórę nadając jej piękny, oliwkowy odcień bez cienia pomarańczy. Wystarczy zmieszać go z balsamem, zaaplikować na skórę i już. Pierwsze efekty widoczne są po kilku godzinach, kosmetyk nie pozostawia smug, równomiernie się ściera, nie brudzi ubrań, kolor opalenizny możemy stopniować aplikując go kilka dni pod rząd, a nieprzyjemny zapach który zostawia jest delikatny i krótkotrwały. Idealny towarzysz na ciepłe dni gdy chcemy wskoczyć w sukienkę, a nasz skóra jest jeszcze blada po zimie.

Becca, Beach Tint w kolorze Guava - farbka do policzków i ust, która zachwyci niejedną z Was. Uniwersalna, trwała i wodoodporna, idealnie stapia się ze skórą i trwa na niej przez cały dzień. Policzki przyodziewa w naturalny rumieniec, a usta delikatnie barwi. Jest lekka, niewyczuwalna, nie zapycha ani nie wysusza. Sprawdzi się też jako cień do powiek, i to na serio. Zaaplikowana szybko usuwa zmęczenie, rozpromienia i odświeża, a jej bardzo neutralny, różowo-koralowy odcień genialnie komponuje się zarówno z bladą jak i muśniętą słońcem cerą.

Phenome, Smoothing Body Serum - serum do ciała w postaci lekkiego balsamu. Przeznaczone do codziennego użytku i każdego typu skóry, w tym także wrażliwej, odżywia, wygładza, zmiękcza, napina i wspomaga walkę z cellulitem. Wszystko to zasługa naturalnego i wspaniale skomponowanego składu: brazylijski pieprz poprawia krążenie i modeluje, wyciągi z zielonej herbaty, arniki, papai i werbeny ujędrniają i uelastyczniają, natomiast oleje arganowy, macadamia i migdałowy regenerują i doskonale nawilżają. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, chłodzeniu czy pieczeniu, lekka konsystencja szybko się wchłania, a roślinny, świeży zapach dodaje energii. Idealny, kompleksowo działający kosmetyk, który wiosną powinna wypróbować każda z Was ;)

Fnug, Like Lolita - lakier do paznokci z zawartością krzemionki, kawioru, protein oraz witamin A, D, E i B. Wzmocni Wasze paznokcie, przyozdobi je, a jego soczysty, czerwony kolor z domieszką koralu poprawi humor, przywoła uśmiech i idealnie skomponuje się z wiosennymi outfitami. Precyzyjny pędzelek ułatwia aplikacje, idealna konsystencja nie wylewa się na skórki, a dwie cienkie warstwy zapewniają super krycie z połyskiem. Nie ma tu mowy o bąblowaniu czy smugach, sam lakier szybko schnie, a dzięki zastosowanej technologii chip resistant trzyma się od 4 do 6 dni.



Annabelle Minerals, Podkład Matujący  - podkład mineralny, który działa jak photoshop. Ujednolici Waszą skórę, wygładzi ją, zmatowi i rozświetli,  a przy tym nie obciąży i pozwoli jej oddychać. Łatwy i szybki w aplikacji - wystarczy nabrać na pędzel, otrzepać, a następnie kolistymi ruchami rozprowadzić po skórze, zapewnia krycie średnie do pełnego nie dając przy tym efektu maski, a co najważniejsze nie podrażnia oraz nie zapycha cery. Zastosowane w nim  składniki: rozświetlająca mika, matujący tlenek cynku, dwutlenek tytanu odpowiedzialny za ochronę UVA/UVB na poziomie 15SPF oraz koloryzujący tlenek żelaza zapewniają trwały i bezpieczny makijaż, który upiększa i poprawia samopoczucie. Co więcej, cztery gamy kolorystyczne, w których wyróżniono kilka poziomów jasności sprawiają, że każdy znajdzie kolor odpowiedni dla siebie.

Abel, Tonic - perfumy tak naturalne, że można je pić! Opracowane na alkoholu zbożowym, inspirowane mojito z szczyptą soli, beztroskie, nietuzinkowe i uzależniające. Wyróżnią Was z tłumu i nawet podczas ponurej pogody czy całym dniu spędzonym w biurze pozwolą poczuć się jak na rajskiej wyspie. Oparte na woni wetiweru i jedwabiście skarmelizowanego wyschniętego drewna, doprawione miętą i bergamotką tworzą zaskakującą kompozycję, którą można podzielić się ze swoim partnerem. Bo Tonic to zapach unisex, magiczny, tworzący na każdym nieco inne, niepowtarzalne połączenia. Tego nie da się opisać to trzeba poczuć :)

LA Bruket, Salt Scrub Sage/Rosemary/Lavender - organiczny peeling do ciała z soli morskiej. Doskonale przygotuje Waszą skórę na ciepłe dni i jednocześnie zapewni aromaterapeutyczne doznania w zaciszu własnej łazienki. W 100 % naturalny, bez zawartości zbędnych substancji jak sztuczne zapachy, związki chemiczne czy parabeny. Doskonale złuszcza martwy naskórek,wygładza, pobudza krążenie, a zawartość olejków z rozmarynu, lawendy i szałwii działa nie tylko tonizująco, antybakteryjnie i odżywczo, ale też wspaniale relaksuje i wycisza. Tak przygotowana skóra wygląda zdrowiej, jest jędrna, elastyczna, zregenerowana i doskonale nawilżona, a umysł odprężony i gotowy na kolejne dni.


Alba, Galenic Daily Hand Cream - niby tylko do rąk, ale może być także do stóp. Jest przeniesieniem receptury o aptecznej mocy do minimalistycznej, metalowej tubki. Gęsty, treściwy, a jednocześnie szybko wchłaniający się. Opracowany na maśle Shea, ekstrakcie z płatków nagietka oraz olejach: kokosowym, ze słodkich migdałów i owocni pomarańczy doskonale pielęgnuje, nawilża, wygładza, odżywia i zmiękcza, a także wspaniale regeneruje. Sprawi, że wasza skóra będzie delikatna jak nigdy dotąd i nieco słodko pachnąca ;)

Fridge, 1.6 Face Peeling - gęsty, kremowy peeling prosto z lodówki! Delikatny, naturalny i przeznaczony do każdego typu cery, rewelacyjnie sprawdzi się u każdej z Was! Zawarta w nim krzemionka doskonale złuszcza i oczyszcza, ekstrakt z bławatka bogaty w flawonoidy, sole mineralne i kasy organiczne działa przeciwzapalnie, a bergamotka nadaje delikatny, świeży zapach oraz łagodzi mikro urazy. Wystarczy jednominutowy masaż i już. Zrogowaciały naskórek zostaje usunięty,  cera nabiera blasku, jest wygładzona, elastyczna i oczyszczona oraz gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. A wszystko to bez podrażnień czy przesuszenia.

Fridge, 4.1 Coffee Eye - w 100% naturalny krem pod oczy z zawartością ekstraktu z kawy arabica. Jego zapach pobudzi Was do życia, a przeciw obrzękowe działanie ukryje zmęczenie po długich, wiosennych imprezach. Redukuje opuchliznę, rozjaśnia zasinienia i fantastycznie pielęgnuje dosłownie wygładzając płytkie zmarszczki. Gęsta konsystencja kremu szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż, nie roluje się, delikatnie napina, jest niezwykle komfortowy, a nawilżenie jakie daje wyczuwalne jest przez całą dobę. Ponadto nie podrażnia, a jego skład bez zawartości konserwantów, alkoholu i związków syntetycznych pozwala skórze oddychać.

Aesop, Oil Free Facial Hydrating Serum - beztłuszczowe serum przeznaczone głównie dla cer mieszanych, tłustych i wrażliwych. Opracowane na aloesie, wzmocnione zieloną herbata oraz witaminami. Zapewni Waszej skórze dodatkowe nawilżenie i wspaniale wzmocni działanie kremu. Lekkie, szybko wchłaniające się, przynosi natychmiastowe efekty, delikatnie napina i łagodzi. Aloes doskonale odżywia oraz minimalizuje produkcję sebum, zielona herbata działa antyoksydacyjnie, a witaminy B i C regenerują, stymulują produkcję kolagenu oraz uelastyczniają zapewniając skórze zdrowy, promienny wygląd bez obciążenia. 



Tak prezentują się moje wiosenne niezbędniki, które sprawdzą się również niemalże u każdej z Was. A jak Wygląda Wasza wiosenna kosmetyczka? Co Wam wpadło w oko? Koniecznie dajcie znać :)

19.4.16

Marka, którą trzeba znać: BIO IQ

Po dłuższej ciszy spowodowanej wyjazdem do Norwegii wracam do Was z nowym postem. Dzisiaj kilka słów o fajnych,  naturalnych no i przede wszystkim polskich produktach. Nie często zdarza się, że kosmetyki zachwycają mnie już po pierwszym użyciu, a w tym przypadku tak właśnie było! Nie chciała jednak spieszyć się z recenzją, przetestowałam wszystko na spokojnie i w końcu śmiało mogę przedstawić Wam swoją opinię. Najpierw jednak wspomnę jeszcze tylko krótko o samej marce: Bio IQ to, jak już wiecie, polska marka, jej założycielką jest Diana Sadłowska, miłośniczka zdrowego stylu życia, aktywnego spędzania czasu oraz obcowania z naturą. Pasję tę przelała na swoje produkty, które to  komponowane są w 90 - 99,9% ze składników naturalnych, zawierają roślinne ekstrakty pozyskiwane w oparciu o rygory organizacji certyfikujących, nie są testowane na zwierzętach, a także śmiało mogą być stosowane przez wegetarian czy wegan. Co więcej, każdy z produktów BIO IQ posiada certyfikat Ecocert i Cosmebio, dzięki czemu możemy mieć pewność, że kosmetyki produkowane przez markę są w pełni naturalne i bezpieczne zarówno dla nas jak i naszej skóry. Polecam Wam zajrzeć tu oraz tu i poczytać więcej zarówno o marce jak i założycielce (niezwykle inspirująca osoba!). A teraz czas na recenzje ;)



Woda Micelarna - niezwykle łagodna, skuteczna i odświeżająca. Oparta została na wodzie kwiatowej z róży damasceńskiej, ekstrakcie z oczaru wirginijskiego, owoców dzikiej róży i żurawiny. Szybko i skutecznie pozwala usunąć ze skóry oraz oczu makijaż (nie testowałam na wodoodpornym) oraz wszelkie zanieczyszczenia dając uczucie odświeżenia i ukojenia. Nie ma tu mowy o podrażnionych oczach czy zaczerwienionej skórze. Produkt nie pieni się, nie pozostawia uczucia lepkości i ma delikatny, neutralny zapach. Świetnie też sprawdza się jako tonik, łagodzi podrażnienia, nawilża i delikatnie napina skórę.

Odżywczy krem na dzień - rzeczywiście odżywczy, a przy tym niesamowicie lekki! Błyskawicznie  się wchłania pozostawiając na skórze jedynie delikatny, przyjemnie otulający film, którzy zapewnia komfort, a przy tym jest idealną bazą pod podkład. Nic się na nim nie roluje, krem nie przyspiesza przetłuszczania skóry i mam wrażenie, że sprawdzi się u każdego. W jego składzie znajdziemy m.in kwas hialuronowy, oczar wirginijski, koper morski, bobrek trójlistny, olej sezamowy oraz ekstrakt z liści aloesu, ta mieszanka sprawia, że krem nie tylko fantastycznie nawilża, zmiękcza i zapobiega utracie wody, ale też poprawia elastyczność, koi podrażnienia, ujednolica koloryt i spłyca drobne linie. Na mojej mieszanej w kierunku suchej cerze sprawdza się więcej niż fantastycznie, a jego delikatny, kwiatowy zapach uzależnia i relaksuje. Ponadto krem ten jest niesamowicie wydajny! I mimo iż przeznaczony jest na dzień mi zdarza się aplikować go również na noc. Chyba nie muszę wspominać, że rano skóra jest elastyczna, świeża i promienna? Tak właśnie jest ;)



Krem do rąk - prawdziwa bomba witaminowa dla skóry dłoni. Masło Shea - utrzymuje wodę w komórkach skóry i opóźnia procesy starzenia, ekstrakt z liści aloesu - działa ochronnie, nawilżająco i osłaniająco, olej z nasion słonecznika - zmiękcza i regeneruje, a skwalen - obudowuje naturalny płaszcz lipidowy, odżywia, koi i zmiękcza. W efekcie, po zastosowaniu kremu, nawet najbardziej przesuszone dłonie szybko odzyskują miękkość, są nawilżone i zregenerowane. Skóra staje się gładka, jaśniejsza, jest odżywiona, a podrażnienia zostają złagodzone. Co więcej, przy regularnym stosowaniu już gołym okiem można zauważyć wzmocnienie paznokci i ich ogólną poprawę. Ja od zawsze walczę z przesuszonymi dłońmi, a już szczególnie gdy jestem w Norwegii, gdzie niskie temperatury i zimny wiatr są na porządku dziennym, krem ten pomaga mi je odżywić, wygładzić i zregenerować, a przy tym dobrze się wchłania i pozwala natychmiast wrócić do codziennych czynności bez pozostawiania tłustych śladów. No genialny. A zapach? Oczywiście bardzo delikatny i naturalny.


Serum pod oczy - naturalne cudo zamknięte w małej buteleczce! Nawilża, odżywia, wygładza, regeneruje, uelastycznia, spłyca drobne zmarszczki, koi, działa ochronnie i niweluje obrzęki, a to jeszcze nie wszystko. Dzięki zawartości wyciągów z czarnego bzu, bławatka i aloesu działa antyoksydacyjnie, wspomaga naturalne procesy regeneracji skóry i aktywizuje mechanizmy odpornościowe. Moim zdaniem fantastycznie sprawdzi się u każdego. W przypadku mało wymagającej skóry może być stosowane solo, u osób starszych wspaniale wzmocni działanie kremu pod oczy. Ja jestem nim zachwycona, stosuję je regularnie i nie chcę żeby się skończyło, a wydajne jest bardzo! Konsystencja, jak to w serum, jest lekka, niesamowicie szybko się wchłania i już po chwili pozwala na aplikację kolejnych produktów. Uwielbiam <3

2w1 Szampon do włosów i ciała - czyli gęsty, przezroczysty żel o neutralnym zapachu. Zazwyczaj unikam produktów dwa w jednym, ale ten jest fantastyczny i naprawdę się z nim polubiłam. Niezwykle wszechstronny, świetny zarówno do oczyszczania ciała, skóry twarzy, włosów czy też  do higieny intymnej. Wypróbowałam go na wszystkie sposoby i mnie nie zawiódł. Niesamowicie delikatny i skuteczny, jak na produkt naturalny naprawdę dobrze się pieni, doskonale oczyszcza, pozostawia uczucie odświeżenia, a jednocześnie nie narusza warstwy hydrolipidowej pozostawiając skórę miękka, elastyczną i nawilżoną. Doskonale spisuje się też jeżeli chodzi o włosy i skalp. Łagodzi podrażnienia, pomaga zredukować przetłuszczanie, dodaje blasku i objętości, a także odżywia i wygładza, a to tylko kilka z efektów jego działania. Koniecznie wypróbujcie, a nie pożałujecie! Obiecuje :)


Reasumując, wszystkie przetestowane przeze mnie produkty są fantastyczne, mają fantastyczne składy, przyjemne, naturalne zapachy i jeszcze lepsze działanie. Wydajność oraz przystępne ceny również zaliczam na plus. Obojętnie nie mogę przejść też obok faktu, że wszystkie posiadają certyfikaty oraz są polskie. Naprawde nie mam  do czego się przyczepić i serdecznie polecam Wam tę piątkę choć wierzę, że wszystkie proukty BIO IQ są świetne.

Kto zna tę markę, a  kto z Was ma ochotę poznać? Który produkt szczególnie Was zainteresował? Dajcie znać! :)

21.1.16

Zimowe nowości

Nie będę ściemniać, zaszalałam. Wszystko przez promocje, moje uwielbienie do kosmetyków i brak samokontroli. Choć patrząc na to z drugiej strony i wiedząc, że są to zakupy nie z  tygodnia, a zrobione w przeciągu ok. 2 miesięcy to nie jest chyba tak źle. Jak zawsze króluje pielęgnacja, a raczej jest tu sama pielęgnacja bo to akurat zużywam na bieżąco, a jak zużywa się kolorówka chyba każda z nas wie. U mnie nie zużywa się wcale :(




Moje uwielbienie do peelingów, zarówno tych do twarzy jak i do ciała nie słabnie, dlatego w nowościach nie mogło ich zabraknąć i tak mamy tutaj aż trzy zdzieraki: jeden The Body Shop, który zachwycił mnie swoim zapachem, niestety działanie ma kiepskie i wiem, że już więcej do niego nie wrócę, dwa pozostałe są marki Frank Body. Ten do twarzy kupił mnie od razu, rewelacyjny! Ma świetny skład, pachnie jak dobra kawa i genialnie złuszcza martwy naskórek. Wersja do ciała czeka na swoją kolej i muszę przyznać, że jestem jej mega ciekawa. W sklepie iperfumy.pl kupiłam swoje ulubione pasty Marvis, wzięłam od razu trzy opakowania ponieważ nie lubię po kilka razy płacić za kuriera, do zamówienia dorzuciłam nawilżającą maskę Decleor. Moja ulubiona od Origins dobija już dna, a tę od dawna miałam ochotę przetestować. Póki co wiem tylko, że pachnie pięknie <3 Duet REN to  prezent świąteczny, w jego skład wchodzą dwie maski w małych pojemnościach. Wersję Glycolactic znam i uwielbiam, natomiast ta 1-minutowa - Flash Rinse 1 Minute Facial  - zawierająca wit. C to dla mnie nowość, ale już ją przetestowałam i jest naprawdę świetna. W Douglasie skusiłam się na regenerujący krem do rąk marki I Coloniali. Jeszcze go nie używałam i jestem ciekawa czy zdoła pokonać mojego ulubieńca od The Body Shop. Maska do włosów Anti-Age oraz pianka do mycia ciała w wersji Milk marki Organique to powrót po latach. Oba produkty uwielbiam i Wam również je polecam. Maska jest najlepsza na świecie, pięknie pachnie winogronami i można stosować ją również jako odżywkę, natomiast pianka ma niesamowicie puszystą, przyjemną konsystencję i jest bardzo łagodna. Krem do mycia ciała od Institut Karite to mój łup z TK Maxx, tak samo zresztą jak płyn micelarny marki Suki. Żadnego z tych kosmetyków nie używałam, ale wierzę, że będą super. Zresztą, nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam robić zakupy w tym sklepie, zawsze można znaleźć tam nowe, nieznane kosmetyki w przyjemnych cenach, a dla fanek świec to prawdziwe królestwo! Ja bardzo lubię te marki DW Home , pachną obłędnie i są niedrogie <3



Zakup żelu L'occitane - Vanille&Narcisse to wynik bezcelowego szwendania się po centrum handlowym. Zresztą, muszę się przyznać, że zdecydowanie bardziej lubię kupować kosmetyki niż ubrania, szczególnie jeśli mają fajne opakowania, dobre składy i bosko pachną, a ten żel to wszystko właśnie ma. Jeśli lubicie ciepłe i otulające aromaty koniecznie zwróćcie na niego uwagę. Kosmetyki marki O'right chodziły za mną od dawna, a że moje dwa szampony: Insight i Kiehl's akurat się kończą postanowiłam w końcu złożyć zamówienie i oprócz szamponu dodającego objętości Recoffee skusiłam się też na peeling do skóry głowy kryjący się pod nazwą Hinoki. Oba produkty są naturalne i zapowiadają się fantastycznie! Kolejne naturalne nowości to emulsja głęboko oczyszczająca z witaminą C - Nourish oraz tonik z kwiatów pomarańczy - Lulu&Boo. Ten duet kupiłam w sklepie organicall.pl, w którym naprawdę ciężko jest się na coś zdecydować. Asortyment jest niezwykle ciekawy i wszystko strasznie kusi! Do zakupów dorzuciłam jeszcze ściereczkę muślinową Skin&Tonic, ale zupełnie zapomniałam umieścić ją na zdjęciu. Balsam REN to również powrót. Uwielbiam go za lekką konsystencję, fantastyczne działanie nawilżająco-uelastyczniające oraz delikatny, różany zapach. I już ostatnie zakupy poczynione tym razem w Sephorze czyli samoopalacz do ciała w kroplach marki Clarins, naprawdę niezły!, oraz spray dodający włosom objętości i struktury. Bardzo lubię i wracam do niego regularnie. 


I to już wszystko? Coś Was szczególnie zaciekawiło? Znacie któryś z kosmetyków? O czym chciałybyście poczytać? 
PS. Mam dla Was niespodziankę, ale więcej zdradzę w następnym poście :)

30.8.15

Sunday

Niedziela. Spanie do oporu, pyszne śniadanie, koniecznie na słodko!, błogie lenistwo i oczywiście domowe SPA. Jeszcze do niedawna miałam swój określony zestaw produktów, które stosowałam w tym dniu, pokazywałam je nawet tutaj >klik<, ale od tamtego czasu trochę się pozmieniało, coś zużyłam, coś dokupiłam, poza tym nie dla mnie takie stosowanie co niedzielę tych samych kosmetyków bo lubię je zmieniać w zależności od nastroju czy potrzeb skóry dlatego dzisiaj zestaw zupełnie inny od poprzedniego więc jeśli jesteście ciekawe na co postawiłam zapraszam dalej. Być może wpadnie Wam coś w oko ;)



Swój niedzielny rytuał rozpoczęłam od szczotkowania ciała na sucho. Tutaj sięgnęłam po niezawodną i najlepszą szczotkę Fridge by yDe. Wbrew pozorom i napisowi "Klub Ostrej Szczotki" nie jest ona ostra, powiedziałabym, że idealna, a masaż na sucho z jej udziałem to czysta przyjemność. Szczotka nie wypada z dłoni, a końskie włosie przyjemnie masuje skórę skutecznie usuwając przy tym martwy naskórek. Taki zabieg działa na skórę lepiej niż peeling, wygładza, napina i pobudza krążenie, a przy regularnym stosowaniu pomaga pozbyć się uporczywego cellulitu. 



Jako, że nie mam wanny, chlip, pozostaje mi długi prysznic. Tutaj najczęściej sięgam po mydła Dr. Bronner's, ale tym razem postawiłam na żel Korres - Japanese Rose. Skutecznie oczyszcza, niesamowicie się pieni, a jego delikatny, przyjemny zapach relaksuje i odpręża, zarówno ciało jak i umysł. Włosy umyłam natomiast szamponem do codziennego stosowania Alterna - Daily Detoxifying Shampoo. Przeznaczony jest do włosów cienkich i słabych, a jego skład oparty został na koktajlu witamin i składników odżywczych stymulujących skórę głowy oraz wspierających zdrowy wzrost włosów. Szampon delikatnie i jednocześnie skutecznie oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy, a dzięki zawartości mięty daje uczucie chłodu i dogłębnego oczyszczenia. Lubię swoje włosy po jego użyciu. Są lekkie, puszyste, odbite od nasady i podatne na układanie. Szampon świetnie radzi sobie też z regulacją sebum i wzmacnia włosy. Niestety nie odżywia ich więc tutaj potrzebna jest odżywka lub maska. W niedziele zdecydowanie stawiam na to drugie i tutaj sięgnęłam po nowość w moich zbiorach czyli maskę do włosów farbowanych Colored Hair marki INSIGHT. Jest ona w 100% naturalna, ma przyjemny zapach, a przytrzymana na włosach ok. 10 minut  sprawia, że są odżywione, gładkie, lśniące, dociążone, ale nie obciążone i przyjemnie pogrubione. Coś czuję, że to będzie HIT! ;)



Jeszcze podczas kąpieli wykonałam też peeling twarzy. Do tego celu użyłam Exfoliating Facial Paste od Phenome. Kosmetyk ten przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, w składzie zawiera m.in. aktywne kompleksy roślinne oraz organiczne oleje z pierwszego tłoczenia działające łagodząco i odżywczo, białą glinkę o działaniu oczyszczającym i ściągającym,  a także organiczny puder z ryżu oraz drobinki mielonego kwarcu, które idealnie usuwają martwy naskórek, odblokowują pory i cudownie wygładzają skórę. Po takim zabiegu jest ona oczyszczona, matowa, dotleniona i wygląda promiennie. Po zakończonym prysznicu na skórę twarzy zaaplikowałam maseczkę Antipodes - Aura  Manuka Honey Mask o działaniu nawilżająco-antybekteryjnym. Producent zaleca zmyć ja po 20 minutach, ja natomiast lubię zostawiać ją na skórze znacznie dłużej bo na kilka godzin lub nawet całą noc. Świetnie odżywia, nawilża, zmiękcza, a także wycisza stany zapalne i sprawia, że wszelkiego rodzaju niespodzianki zdecydowanie szybciej się goją. Jej plusem jest również cudowny, bardzo naturalny, waniliowo-mandarynkowy zapach, który zdecydowanie uprzyjemnia stosowanie. 



W skórę ciała oraz stóp wmasowałam natomiast Masło Shea od Ministerstwa Dobrego Mydła. Jest niesamowicie gęste i treściwe, ale pod wpływem ciepła topi się w dłoniach, dobrze rozprowadza po skórze, szybko wchłania i cudnie odżywia, nawilża i regeneruje. Świetnie sprawdza się na wszystkich partiach skóry, nawet tych najwrażliwszych i z powiedzeniem może być stosowane również u dzieci. Ja je uwielbiam i bardzo mocno polecam. Nie zapomniałam również o dłoniach,  na które nałożyłam   AesopResurrection Aromatique Hand Balm czyli krem bogaty w najbardziej efektywne ekstrakty z roślin zmiękczających i nawilżających skórę. Ma przyjemną, lekką konsystencję, szybko się wchłania, przepięknie pachnie i może nie jest to najlepszy krem nawilżający jaki miałam, ale  przyjemnie zmiękcza, wygładza i odżywia. Do stosowania w ciągu dnia w sam raz! 



Po wszystkich zabiegach wskoczyłam w ulubioną bluzę, którą spryskałam ukochaną ostatnio wodą toaletową Philosykos - Diptyque. Pewnie jesteście ciekawe jak pachnie? A więc, pachnie figowcem, jego liśćmi, korą, owocami. W pierwszych minutach zapach jest ostry, zielony, nieco drażniący po czym łagodnieje, staje się słodki, ale nie za słodki, a w tle pobrzmiewają nuty mleczka kokosowego i cedru. Robi się ciepło i otulająco. Nie jest to zapach na upały, ale u mnie na północy Norwegii pogoda za oknem wręcz jesienna więc jest idealny. 


W tym momencie powinnam napisać, że wskoczyłam pod koc i oddałam się błogiemu lenistwu, ale jak wiecie tak się nie stało i postanowiłam napisać ten post więc mam nadzieję, że ktoś go przeczyta ;) Przeczytaliście? Jeśli tak to dzięki, miło z Waszej strony :)
No dobra to teraz mogę wskoczyć do łóżka i odpalić White Collar, yeah.

Miłego wieczoru :)

26.8.15

Fridge by yDe - FF.1 Fabulous Face/Cudo!

W przedostatnim poście pisałam Wam o genialnym kremie Silky Mist >klik<, a dzisiaj, pozostając nadal przy marce Fridge by yDe, zapraszam Was na recenzję kolejnego genialnego kremy spod szyldu tejże firmy.



Ff.1 Fabulous Face to nic innego jak krem nawilżający połączony z subtelnym, oddychającym podkładem. Jego skład jest więcej niż bajeczny. Nie znajdziemy w nim konserwantów, alkoholu ani składników syntetycznych tylko same cenne składniki, które w dobroczynny sposób oddziałują na skórę, nawilżają oraz przeciwdziałają starzeniu się. I tak mamy tutaj np. zimnotłoczony olej śliwkowy bogaty w kwasy linolowy i oleinowy, beta karoten, witaminę E i witaminy z grupy B, wysokiej zawartości naturalne glinki bogate w minerały jak krzem, żelazo, magnez i wapń, a także mocznik wiążący wodę w warstwie rogowej. Mieszanka tych składników sprawia, że FF jest idealnym emolientem dla każdego typu cery, od suchej po tłustą. 




Konsystencja jest tu bardzo lekka, krem świetnie rozprowadza się po skórze, niesamowicie szybko wchłania i... działa jak za dotknięciem magicznej różdżki! W kilka chwil sprawia, że cera nabiera zdrowego wyglądu, jest promienna i rozświetlona, a szary koloryt czy zmęczenie odchodzą w niepamięć. Mimo, że występuje tylko w jednym kolorze pięknie stapia się ze skórą, zarówno bladą, jak i opaloną, ładnie wyrównując przy tym jej koloryt, ale uwaga, większych mankamentów typu wypryski czy przebarwienia niestety nie ukryje. Niemniej, makijaż z FF to czyta przyjemność, nie musimy martwić się o smugi, zacieki czy plamy, nawet gdy nakładamy go jeszcze zaspane czy po omacku. Krem nie ciemnieje, nie ściera się ani nie przyspiesza przetłuszczania się skóry. Na mojej mieszanej w kierunku suchej cerze prezentuje się nienagannie niemalże cały dzień, po kilku godzinach muszę ewentualnie sięgnąć po bibułki czy delikatnie omieść pudrem strefę T, ale u mnie jest to po prostu nieuniknione bez względu na zastosowany podkład. 



Fabulous Face oprócz swych właściwości upiększających ma również fantastyczne właściwości pielęgnacyjne. Producent zaleca stosować pod niego dodatkowy krem, ale np. w moim przypadku jest to zupełnie zbędne. Krem tak fantastycznie nawilża, że nic więcej nie jest potrzebne, a skóra nie dość, że jest miękka, elastyczna i odpowiednio odżywiona to jeszcze oddycha i czuje się naprawdę komfortowo. 



W szklanej butelce znajduje się 30 ml kosmetyku, niesamowicie wydajnego zresztą, a jego cena regularna wynosi 137 zł. Biorąc pod uwagę w 100% naturalny skład oraz świetne działanie uważam, że nie jest to wygórowana kwota. Data ważności wynosi natomiast 2,5 miesiąca, a krem przechowywany musi być w lodówce. 
Ja go uwielbiam, szczególnie za lekkość, za szybkość aplikacji, za nawilżenie oraz za to jak wygląda na skórze. Jak ukrywa szary koloryt, rozpromienia i ukrywa zmęczenie. Polecam, szczególnie fankom makeup no makeup, ale nie tylko :) W końcu najpiękniejsza cera to ta naturalna ;)










Znacie? A może macie ochotę wypróbować? Lubicie takie lekkie podkłady czy stawiacie na te cięższe i kryjące? Dajcie znać ;) 
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl