Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty

12.3.17

Wygraj kosmetyki Iossi i Mokosh

Kochani, z okazji zbliżającej się wiosny wraz ze sklepem purelemons.com przygotowaliśmy dla Was super niespodziankę. Do wygrania są kosmetyki, które pomogą Wam zregenerować ciało po zimie, w skład zestawu wchodzą: Tonik Różany - Mokosh oraz dwa produkty marki Iossi czyli peeling Mandarynka&Pomarańcza i mus do ciała May Chang. 

Jeśli macie ochotę wziąć udział w rozdaniu zapraszam na mojego Facebooka >klik<. Tam znajdziecie wszystkie szczegóły!


27.2.17

Nowości

Cześć! Dzisiaj chciałam trochę się pochwalić, a jednocześnie pokazać Wam jakie kosmetyki w ostatnim czasie zasiliły moją kosmetyczkę. Są to głównie naturalne i polskie produkty do pielęgnacji ciała oraz twarzy, ale nie tylko bo znalazły się tu też kosmetyki do pielęgnacji maluszka, a także te do makijażu i to prosto z Australii! Zobaczcie same.

Cashee Naturals to nowość na naszym rodzimym rynku. Marka tworzy produkty naturalne, bezpieczne, wegańskie i pięknie pachnące. Zresztą popatrzcie na same opakowania, też cieszą oko! Ja najchętniej przygarnęłabym wszystko z oferty firmy, ale żeby nie przesadzać na początek wybrałam dwa mydła: Rozmaryn oraz Glinkowy Peeling, Masło do ciała odżywcze konopie, Serum Regenerujące róża&dynia oraz Maść SOS nagietek&rumianek. W paczce znalazłam również kule do kąpieli, pachną bosko! I właśnie w takich momentach strasznie ubolewam, że nie mam wanny!


Kolejna nowość to baza do twarzy - Soothing Anti-Redness Base, którą Phenome przesłało mi z okazji Walentynek. Miło! Tym bardziej, że prezent idealnie wpisuje się w potrzeby mojej cery i jestem pewna, że mnie nie zawiedzie bo Phenome to marka, którą znam, uwielbiam i której ufam. Jeszcze żaden z testowanych przeze mnie produktów marki mnie nie rozczarował, a większość wręcz podbiła moje serce i zaostrzyła apetyt na więcej. Jeśli jeszcze nie znacie Phenome koniecznie nadróbcie zaległości!


Marka tołpa totalnie mnie rozpieściła i przesłała wypakowany po brzegi karton kosmetyków! W paczce znalazły się produkty z serii mum przeznaczone dla kobiet w ciąży i po porodzie, 3 produkty z serii SPA oraz moje ulubione płyny do higieny intymnej. Marka pomyślała też o moim synku, który niedługo przyjdzie na świat i jemu również sprezentowała kosmetyki z serii dermo, baby., które można stosować już od 1 miesiąca życia. Jeśli jesteście ciekawe jakie produkty wchodzą w skład wymienionych przeze mnie serii zajrzyjcie na stronę marki tołpa >klik<, tam znajdziecie cały asortyment :) A ja zdradzę Wam, że olejek przeciw rozstępom oraz aksamitny krem-mus pod prysznic i do kąpieli to póki co moi faworyci!



John Masters Organics to marka, której produkty bardzo mnie intrygują i z przyjemnością po nie sięgam. Do tej pory zdążyłam zaprzyjaźnić się z odżywką Citrus&Neroli oraz szamponem Scalp. Tym razem testuję produkty do ciała, a mowa tu o kremach do dłoni: Lime&Spruce i Lemon&Ginger, pachną pięknie!, peelingu Fresh oraz piance do mycia ciała i rąk Orange&Rose, która jest super lekka, puszysta i delikatna. To jeszcze nie ostateczna opinia, ale póki co muszę przyznać, że jest moc!

Kolejne nowości to taki miszmasz. Coś do twarzy, coś do włosów i coś do dłoni. Ale po kolei, idąc od lewej mamy tutaj: tonik malinowo-aloesowy Mokosh, szampon Rebalance marki Phenome, uwielbiam!, olejek do demakijażu Origins, zapowiada się HIT!, peeling do twarzy Aromatherapy Associates, jakoś mało w nim drobin, ale skórę pozostawia super gładką i miękką!, i na koniec ostatnio bardzo zachwalany krem Yope, lekki, szybko wchłaniający się i idealny do stosowania na co dzień!

I wspomniane na początku kosmetyki Inika prosto z Australii.  Ostatnio coraz chętniej sięgam po organiczne produkty do makijażu, dlatego bardzo ucieszyłam się z tego zestawu. Przyznam szczerze, że pierwsze konkretne testy dopiero przede mną, ale już teraz zapowiadam, że możecie spodziewać się pełnej recenzji. Czy będzie ona pozytywna czy negatywna? To dopiero się okaże. Tymczasem wszystkich zainteresowanych odsyłam do sklepu organicstyle.pl >klik<  , tu znajdziecie więcej produktów marki :)


No dobra i ostatnia już nowość, mowa tu o bajecznym, śliwkowym peelingu od Ministerstwa Dobrego Mydła. Czy Wy też tak macie, że pomyślicie o czymś i za chwilę się to dzieje? Ja miałam tak m.in. z tym peelingiem. Jednego dnia wieczorem pomyślałam, że muszę go kupić, a następnego dnia po południu był już u mnie. No magia, czarna magia! Ale ciesze się! Bo to produkt, który trzeba znać i trzeba mieć. Nic dodać, nic ująć. Zresztą kupcie go raz i przekonajcie się same.


Trochę wypadłam z wprawy jeśli chodzi o pisanie, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Tymczasem pozdrawiam i do napisania! :)

27.11.16

Ulubieńcy ostatnich tygodni

Nie było ulubieńców września, ulubieńców października też nie pokazałam, a że to już zaraz koniec listopada postanowiłam zaprezentować Wam, jak już się domyślacie, ulubieńców ostatnich kilku tygodni. Są to kosmetyki regularnie przeze mnie stosowane, dobrze już przetestowane i takie, które polecam niemalże każdemu.







NCLA, Lakier i Top Coat - lakiery bez toksyn wiodą u mnie prym, a ten duet od NCLA jest naprawdę świetny. Idealna konsystencja, szerokie wygodne pędzelki,  doskonały skład to tylko kilka z zalet tych produktów. Do wyboru jest mnóstwo kolorów, ale mnie obecnie uwiódł ten kryjący się pod nazwą Rodeo Drive Royalty. Ciemna, żurawinowa czerwień, idealna na okres jesienno - zimowy, pasująca do wszystkiego i wszędzie. Nie tylko zdobi paznokcie, ale też pięknie komponuje się z grubymi swetrami i wełnianym płaszczem, a pokryta topem Gelous? zapewnia trwały, błyszczący manicure przez kilka dni! Ja już poluję na kolejne butelki, a Was zachęcam do zapoznania się z ofertą marki.

Diptyque, Tam Dao - nie umiem opisywać zapachów i nie będę udawała, że tak jest, ale te perfumy musiałam tu pokazać ponieważ odkąd je tylko dostałam oczarowały mnie totalnie. Tam Dao to zapach zbudowany wokół drzewa sandałowego. W pierwszej chwili mocny, odurzający, łagodniejący z minuty na minutę aby połączyć się ze skórą i stworzyć z nią jedność. Miękki, mleczny, niepowtarzalny, nieco słodki i orientalny. Idealny na te chłodne, szare dni. Rozgrzewa i otula jak ulubiony, ciepły sweter. Nie jest zbyt trwały, trwa na skórze od 4 do 6 godzin po czym się ulatnia, za to na ubraniach trzyma się znacznie dłużej. Uwielbiam, a wręcz jestem od niego uzależniona!




Fig&Yarrow, Facial Scrub - mechaniczny scrub, który jednocześnie złuszcza i fantastycznie odżywia. Przy pierwszym spotkaniu trochę mnie zaskoczył, przede wszystkim konsystencją, nieco tłustą, zwartą, ale już chwilę po aplikacji byłam totalnie oczarowana. Za środek ścierny robią tu płatki owsiane i odwalają naprawdę kawał dobrej roboty. Złuszczają, oczyszczają i świetnie wygładzają nie podrażniając przy tym skóry, natomiast olejki zawarte w peelingu wpływają na cerę nawilżająco. Po 2-3 minutowym masażu jest ona gładka, promienna, delikatnie zaróżowiona, oczyszczona i jędrna. Ja po takim zabiegu nie nakładam na skórę już absolutnie nic ponieważ nie ma takiej potrzeby. No mega!

Naturativ, Otulający Żel pod Prysznic - nie ma lepszego żelu na okres jesienno-zimowy. Gęsty, w 100% naturalny, niezwykle łagodny i pachnący tak pięknie, że można się uzależnić. Karmelowo-waniliowy zapach z nutą cytryny otula, rozgrzewa, wprowadza w pozytywny nastrój i zdecydowanie uprzyjemnia te zimne wieczory. Sam żel natomiast delikatnie acz skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę miękką i pachnącą. Uwielbiam!




Iossi, Mgiełka/Tonik Róża Damasceńska (brak na zdjęciu) - tonik to dla mnie must-have w pielęgnacji cery, a ten sprawdza się więcej niż świetnie. Tonizuje, wyrównuje ph skóry, łagodzi podrażnienia i odświeża pozostawiając cerę promienną, delikatnie nawilżoną i gotową na nałożenie kolejnych preparatów pielęgnacyjnych. Ponadto pięknie pachnie! różami oczywiście, a atomizer działa sprawnie i bez zarzutu rozpylając na skórę delikatną mgiełkę. 100% natury i zadowolenia :)

Ministerstwo Dobrego Mydła, Peeling Śliwkowy - moim zdecydowanym faworytem są peelingi kawowe, ale ten cukrowy od MDM też ma moc! Drobinki cukru w kilka chwil pomagają pozbyć się martwego naskórka, zawarte olejki odżywiają skórę, a słodki śliwkowy zapach relaksuje i uwaga, zdecydowanie wzmaga apetyt! W efekcie, po użyciu peelingu, skóra jest super gładka, jędrna i nawilżona tak dobrze, że po osuszeniu jej ręcznikiem możemy od razu wskoczyć w ulubioną piżamę! Bardzo polecam <3



Iossi, Krem Nawilżający Naffi - kolejny kosmetyk naszej rodzimej marki, który pozytywnie mnie zaskoczył. Niesamowicie delikatny w konsystencji, po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi jak oleje z awokado, pachniotki, rokitnika oraz wit. C i E, a przy tym super szybko wchłaniający się i nie wzmagający przetłuszczania skóry. Nie tylko nawilża, odżywia i regeneruje, ale też wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych wyrównując tym samym koloryt skóry dzięki czemu wygląda pięknie i zdrowo! Zapach też  jest na plus, tak samo jak wydajność. A komu go polecam? Szczególnie osobom z cerą wrażliwą, mieszaną, tłustą i naczynkową. Dla mnie póki co nr. 1!

Bikor, Ziemia Egipska - kultowy kosmetyk marki, po który osobiście sięgam codziennie i nie wyobrażam sobie bez niego żadnego makijażu.  Po pierwsze idealnie się aplikuje, po drugie trwa na skórze cały dzień, a po trzecie dodaje twarzy wyrazu. Natychmiast po nałożeniu ożywia, modeluje, rozpromienia, ukrywa szary koloryt i zmęczenie, a teraz w te ponure dni przywołuje też słońce. Co więcej, wydajność jet tu ogromna, kolor mimo iż ciemny w opakowaniu naprawdę nie robi krzywdy, a świetny skład z zawartością olei, witamin oraz kwasu hialuronowego dodatkowo korzystnie wpływa na cerę. Gorąco polecam!



Oway, Szampon Przeciw Wypadającym Włosom - organiczny szampon włoskiej profesjonalniej marki, który jest jednocześnie łagodny, a przy tym super skuteczny co dla mnie, posiadaczki wrażliwej skóry głowy i szybko przetłuszczających się włosów jest bardzo ważne. W składzie znajdziemy m.in. biodynamiczną miętę, organiczny kasztanowiec, drzewo tekowe oraz machoń. Mieszanka tych składników działa na włosy wzmacniająco, witalizująco, odbija je od nasady, dodaje blasku i objętości, natomiast skórę głowy nawilża i koi. Co więcej, mimo naturalnego składu genialnie się pieni i naprawdę doskonale oczyszcza co docenią szczególnie osoby stosujące środki do stylizacji. Mnie kupił już niemalże po pierwszym użyciu. Pomógł mi pozbyć się łupieżu, złagodził podrażnienia, a stosowany regularnie wzmocnił moje mocno wypadające włosy. Co tu dużo pisać, genialny i już!

Resibo, Serum Naturalnie Wygładzające - kosmetyk, który podbił już serca wielu kobiet i mężczyzn też, a także i moje. Mowa tu o serum, które dzięki doskonale dobranym składnikom działa jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nawilża, odżywia, regeneruje, wygładza, rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt oraz rozpromienia i to nie żart! Ważna jest tylko regularność, a szybko można odnotować zaskakujące efekty. U mnie ląduje na skórze szyi oraz twarzy 2 razy dziennie, rano oraz wieczorem. Mimo oleistej konsystencji zaskakująco szybko się wchłania, nie przetłuszcza cery i bajecznie sprawdza się pod makijaż dodając skórze blasku, zdrowego blasku! Zdecydowanie HIT, który musicie wypróbować ;)



Phenome, Olejek Mommy To Be - w ostatnim czasie częściej niż zwykle nawilżam skórę całego ciała i stosuję do tego celu kilka kosmetyków na zmianę, ale olejek Phenome jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Lekki, ale doskonale nawilżający, szybko wchłaniający się, o delikatnym zapachu i genialnym, naturalnym składzie. Cóż chcieć więcej? Ja aplikuję go od razu po kąpieli, osuszam ciało delikatnie ręcznikiem i ciesze się super nawilżoną skórą przez cały dzień. Jak możecie się domyślić olejek przeznaczony jest dla kobiet w ciąży, ale myślę, że sprawdzi się u każdej kobiety, która potrzebuje dogłębnego nawilżenia i ujędrnienia skóry.

Który z kosmetyków już znacie, a który macie ochotę przetestować? Dajcie znać :)

27.10.16

Nowości, dużo nowości

Hej, witajcie po dłuższej przerwie :) Wiem, wiem już nie raz tłumaczyłam się ze swojej nieobecności, obiecywałam regularne pisanie, a dzisiaj nie będę! Nie chcę Was zanudzać i kolejny raz zawieść. Na powitanie przychodzę z postem z nowościami, a tych przybyło mi w październiku naprawdę sporo. Głównie dzięki uprzejmości kilku firm, które hojnie mnie obdarowały, ale i ja sama poczyniłam małe zakupy. Jeśli jesteście ciekawe co obecnie testuję lub w najbliższym czasie będę testować zapraszam dalej.




















W październiku trafiłam na fajną promocję na stronie Naturativ dzięki, której część produktów kupiłam 50% taniej, z takiej okazji nie mogłam nie skorzystać! Skusiłam się przede wszystkim na duet do włosów ciemnych oraz trio z serii otulającej czyli balsam do ciała, balsam do dłoni oraz żel pod prysznic. Jest to jedna z moich ulubionych serii i w okresie-jesienno zimowym jest po prostu niezastąpiona! Delikatne, naturalne składy troszczą się o skórę, a karmelowo - waniliowy zapach z nutką cytryny rozgrzewa i wprowadza w pozytywny nastrój. Co tu dużo mówić, uwielbiam. Peeling hipoalergiczny oraz balsam przeciw rozstępom to zakupy, które poczyniłam będąc jeszcze w Norwegii, ale nie miałam okazji pokazać ich wcześniej dlatego znalazły się tu teraz. Produkty Antipodes to zupełnie nieplanowany zakup, ale jak tylko zobaczyłam je w TK Maxx i to jeszcze w takich super cenach nie mogłam przejść obojętnie i tak weszłam w posiadanie kremu pod oczy - Kiwi Seed Oil Eye Cream  oraz maski - Aura Manuka Honey Mask, którą już miałam i tak polubiłam, że z przyjemnością do niej wróciłam. Jednocześnie oczyszcza, nawilża i działa antybakteryjnie. Cudo! 


Kosmetyki Ministerstwa Dobrego Mydła to prezent, mogłam wybrać do testów to co tylko chcę i tak zdecydowałam się na zachwalany peeling śliwkowy, potwierdzam - genialny!, niezawodne masło Shea, olej kokosowy oraz hydrolat rumiankowy. Wszystko na pewno szerzej opiszę na blogu także stay tuned ;) Kosmetyki Iossi również otrzymałam dzięki uprzejmości firmy. Szczerze przyznam, że ta marka tak mnie ciekawi, że miałam ochotę wziąć wszystko, ale zdecydowałam się tylko na to co było mi akurat potrzebne, a mamy tu nawilżający krem do twarzy Naffi, olejek do demakijażu Konopia/Krokosz do cery wrażliwej i/lub problematycznej,  regenerujący mus do ciała Spice of India, który w kontakcie ze skórą zmienia się w olejek oraz mgiełkę różaną. Już teraz muszę Wam wyznać, że jestem zachwycona - składami, zapachami, konsystencjami, działaniem, wszystkim - i bardzo polecam!


Zostając przy prezentach muszę się jeszcze pochwalić kosmetykami do makijażu kolejnej polskiej marki czyli Annabelle Minerals. Zostałam obdarowana cieniami do oczu, podkładem matującym (mój ukochany!), dwoma różami do policzków oraz nowością marki czyli pudrem glinkowym, który może być zarówno pudrem wykończeniowym jak i bazą pod podkład. W przesyłce znalazły się też pędzle, ale je pokażę Wam w kolejnym poście, natomiast o kolorówce spodziewajcie się pełnego wpisu tylko najpierw muszę to wszystko przetestować :) Zapomniałam wspomnieć jeszcze o peelingu Purite, który marka przesłała mi w ramach zadośćuczynienia bo niestety, ale moje pierwsze spotkanie z tym samym scrubem należało do mało przyjemnych, więcej tutaj >klik<. Nowe opakowanie okazało się o niebo lepsze i Purite na nowo zyskało w moich oczach! Nowości Phenome to po części prezent, a po części moje osobiste zakupy. Od marki otrzymałam przemiła przesyłkę niespodziankę z kremem do stóp - 60 Second Foot Relief Gel oraz olejkiem przeciw rozstępom - Mommy To Be, który zamierzałam sama nabyć więc fajnie się złożyło. Natomiast cukrowy żel pod prysznic - Nourishing Bath&Shower oraz maskę oczyszczającą - Purifying White Clay Mask kupiłam sama korzystając z promocji -15%. 


Krem z filtrem John Masters Organics oraz duet marki NCLA czyli lakier w kolorze Rodeo Drive Royalty  oraz utrwalacz Gelous? to zakupy z jednego z moich ulubionych sklepów, a mianowicie organicall.pl. Kremu jeszcze nie miałam okazji używać, natomiast tę dwójkę NCLA już zdążyłam bardzo polubić. Za bezpieczny skład bez zawartości 7 toksyn, za idealną konsystencję, łatwość aplikacji i piękny efekt na paznokciach oraz super trwałość.  I ostatnia nowość, uff, czyli krem pod oczy Clochee. To nowość marki i zapowiada się naprawdę dobrze, ale więcej będę mogła napisać bo dłuższych testach ;)
Jak widzicie wszystkie te produkty są naturalne, a także w większości polskie bo trzeba to przyznać, w Polsce na chwilę obecną mamy mnóstwo świetnych firm, które tworzą wspaniałe produkty. Z prostymi, bezpiecznymi składami, w estetycznych opakowaniach i o pięknych zapachach oraz świetnym działaniu dlatego chętnie po nie sięgam i z czystym sumieniem polecam je dalej i każdemu! :)





















Dajcie znać co wpadło Wam w oko, o czym chciałybyście więcej przeczytać? I koniecznie pochwalcie się swoimi nowościami! ;)

14.9.16

4.4 Face The Green - naturalnie genialny!

Świeżość, naturalność, skuteczność i bezpieczeństwo. Te 4 słowa cechują markę Fridge by Yde, której produkty znam i stosuję od ponad roku, które uwielbiam, i które zaczęłam szczególnie mocno doceniać  tak naprawdę niedawno gdy po analizie składów innych kosmetyków reklamujących się jako naturalne okazało się, że natury w nich bardzo mało! Fridge to kosmetyki świeże, bez zbędnych substancji jak alkohol, konserwanty czy związki syntetyczne, i skomponowane tak, aby dać naszej skórze to co najlepsze i ogromnie to cenię. Cenię sobie też ich działanie, zawsze zgodne z obietnicami producenta, przyjemność z stosowania oraz poczucie bezpieczeństwa zarówno jeśli chodzi o skórę jak i organizm. Ktoś z Was pewnie powie, że jest drogo, że data ważności krótka, a ja Wam powiem, że polecam bo naprawdę ważne jest to co aplikujemy na skórę, a w tym przypadku aplikujemy naturę, która działa!, a tym samym warta jest każdej złotówki. Polecam też nowy krem marki, o którym dzisiaj tak naprawdę powinna być mowa ;)



4.4 Face The Green to zielony krem, zarówno pod względem składu, 100% natury!, jak i koloru. I to dosłownie! Jednak spokojnie, na skórze nie pozostawia żadnej barwy ;). Gęsty, treściwy, po brzegi wypakowany samymi cudownymi składnikami. Skierowany głównie dla cer suchych i normalnych, ale i na mojej mieszanej genialnie się spisał o czym przeczytacie więcej poniżej. Zachwyca konsystencją. Odżywczą, kremową, a przy tym niesamowicie szybko wchłaniającą się do matu. Otula jak kokon, koi i zabezpiecza bez efektu tłustości czy oblepienia. Zachwyca też składem. Krótkim, ale idealnie skomponowanym. Opartym na zimnotłoczonym oleju z pestek dyni, który odgrywa tu główną rolę. Olej ten bogaty w wielonienasycone kwasy tłuszczowe, obfity w skwalen oraz fitosterole działa na skórę regenerująco, ochronnie, a także uszczelnia naturalną barierę naskórkową co przyczynia się do zwiększenia nawilżenia, a także gęstości skóry tym samym spłycając zmarszczki i czyniąc ją młodszą, gładszą i piękniejszą.



Po ponad 2 miesiącach stosowania śmiało mogę napisać, że to krem doskonały! Gęsty, ale naprawdę genialnie wchłaniający się. Bardzo odżywczy, ale nie zapychający. Nawilżający, ale nie natłuszczający. Zapewnia skórze komfort, pozwala oddychać gwarantując przy tym nawilżenie na cały dzień i jednocześnie stanowiąc świetną bazę pod makijaż. Każdy podkład czy to mineralny, płynny czy w kamieniu, rozprowadza się na nim bajecznie i tak samo utrzymuje. Krem nie przyspiesza przetłuszczania skóry, a moją mieszaną wręcz trzyma w ryzach. Co więcej, aplikowany na skórę prosto z lodówki pobudza, ściąga opuchliznę i koi, a stosowany regularnie zapewnia spektakularne efekty. Widocznie ujędrnia, napina, zapobiega też utracie wody z naskórka dzięki czemu skóra jest bardziej elastyczna, promienna, a suche skórki odchodzą w niepamięć. Ja testowałam go w ciężkich, norweskich warunkach gdzie lata w tym roku nie było wcale, a moja skóra praktycznie codziennie narażona była zarówno na ogrzewanie/klimatyzację jak i na niskie temperatury, silny wiatr i deszcz. Krem spisał się tu na medal. Chronił moją skórę, regenerował i zapewniał odpowiednie nawilżenie i wciąż to robi ponieważ wciąż go stosuję. Producent zaleca zużyć kosmetyk w ciągu 2,5 miesiąca, ja, jak już wspomniałam wyżej, stosuję go od ponad 2 (codziennie rano, czasem też wieczorem na twarz, szyję i dekolt) i mam go jeszcze trochę co pokazuje jak wydajny jest!


Jeśli cenicie sobie swoje zdrowie, naturalne składy i skuteczne działanie to serdecznie polecam. I to nie tylko ten krem, ale też inne produkty marki. Nie zawiedziecie się.


Stosujecie naturalne kosmetyki? Znacie już markę Fridge? Dajcie znać w komentarzach :)

26.7.16

Letnie must-have od Organique

Piękna, jędrna i dogłębnie nawilżona skóra twarzy i ciała latem? Proszę bardzo, z tą czwórką od Organique to możliwe. Cztery kosmetyki, które poprawiają humor, mają super składy i działają tak jak obiecuje producent czyli doskonale. Wstęp krótki, ale po co niepotrzebnie przedłużać. Zapraszam dalej.





Na pierwszym miejscu muszę tu umieścić  Savon Noir czyli mydło roślinne wykonane z czarnych oliwek oraz oleju oliwnego. Polecane do każdego typu skóry, nawet tej wrażliwej, ma delikatne działanie eksfoliujące, natłuszczające i nawilżające i jest wszechstronne! Może robić za zwykłe mydło czy też peeling enzyamatyczny, zarówno do twarzy jak i ciała. Ja stosuję je na te dwa sposoby, ma nieco dziwną, glutowatą konsystencję, specyficzny aczkolwiek całkiem przyjemny zapach i delikatnie pieni się na skórze. Zastosowane jako mydło doskonale oczyszcza pozostawiając skórę super miękką, elastyczna, oczyszczoną i promienną bez uczucia ściągnięcia, stosowane jako peeling w delikatny acz skuteczny sposób pomaga usunąć martwy naskórek odsłaniając jaśniejszą, piękniejszą skórę, do tego niezwykle gładką jakby wypolerowaną i gotową na przyjęcie kolejnych produktów pielęgnacyjnych, a wszystko to w zaledwie 15 minut. Bez podrażnień, bez pieczenia i innych nieprzyjemności. Ja uwielbiam stosować je też w duecie z rękawicą Kessa (ten duet świetnie zastępuje peeling do ciała). Nakładam mydło na wilgotną rękawicę, spieniam, a następnie wykonuję masaż kierując się od stóp do góry, w kierunku serca. Nie tylko mnie to relaksuje i zapewnia uczucie jakbym była w SPA, ale też świetnie pobudza krążenie, pomaga usunąć z organizmu toksyny, a skórę doskonale oczyszcza dając uczucie świeżości i lekkości. Balsamy po takim zabiegu wchłaniają się doskonale, a umysł jest zrelaksowany. Dwie korzyści w jednym.







Po takim dogłębnym oczyszczaniu warto pomyśleć o nawilżeniu i tutaj świetnie sprawdza się Balsam z Masłem Shea w przypadku ciała oraz maseczka Melon Ritual Face Mask w przypadku skóry twarzy. Balsam jest niezwykle bogaty i skondensowany, a także łagodny co jest ważne szczególnie przy wrażliwej czy delikatnej skórze. Nabrany na palce i delikatnie rozgrzany w dłoniach, a następnie wmasowany w skórę - warto nałożyć go też na łokcie, dłonie i stopy! - cudownie otula ją warstwą ochronną jak kokon, regeneruje, niweluje szorstkość, koi i odżywia zapewniając długotrwałe nawilżenie. Stosowany regularnie poprawia strukturę skóry, "wzmacnia ją", delikatnie napina i uelastycznia, a wersja mango jest idealnym wyborem na letnie wieczory. O soczystym, niedrażniącym aromacie, który jeszcze długo po aplikacji utrzymuje się na skórze. Uwielbiam stosować go po wieczornej kąpieli, wbrew pozorom nie pozostawia tłustej warstwy, a odżywienie jakie daje jest naprawdę na wysokim poziomie. Maska to kolejny kosmetyk, który swym aromatem idealnie wpisuje się w wakacyjne klimaty. Owocowa, słodka, soczysta!,  aż chciałoby się ją zjeść. Ma cudownie aksamitną, nieco żelową konsystencję i świetny skład bogaty w mnóstwo składników aktywnych jak: ekstrakt z melona, gliceryna roślinna, olej z pestek winogron, witamina E w mikrokapsułkach oraz kwas fitowy. Od razu  po nałożeniu przyjemnie koi skórę, a pozostawiona na 20 minut lub dłużej doskonale odżywia i regeneruje! A po zmyciu? Skóra jest piękna! Doskonale nawilżona, ujędrniona, rozjaśniona i jedwabiście gładka. Efekt jest naprawdę widoczny i trwały. Idealna i dla każdego. Teraz w miesiącach letnich ukoi i zregeneruje zmęczoną słońcem skórę, zimą doda blasku i odżywi zapobiegając starzeniu skóry. Zdecydowanie warto wypróbować.




I na koniec Pianka do mycia ciała niby niepozorna, ale zdecydowanie umila czas spędzony pod prysznicem. Świetna do codziennego stosowania, zarówno przy szybkim porannym prysznicu czy długiej wieczornej kąpieli. Przyjemnie puszysta i łagodna, z zawartością gliceryny organicznej. Na ciele rozpuszcza się i delikatnie pieni jednocześnie oczyszczając i pielęgnując skórę, która latem po długich godzinach spędzonych na słońcu czy kąpielach w słonej wodzie jest szczególnie przesuszona i warto zadbać o to aby nie wysuszać jej jeszcze bardziej podczas mycia. Pianka dba o nawilżenie pozostawiając skórę czystą, elastyczną i odżywioną bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia. Zdecydowanie uwielbiam to uczucie gdy po prysznicu nie muszę natychmiast aplikować balsamu/olejku czy masła. Kosmetyk ten sprawdzi się u największych wrażliwców, a ogromny wybór zapachów sprawia, że każdy znajdzie odpowiedni dla siebie. U mnie gości w soczystej wersji Mango. Po jej użyciu pachnie w całej łazience! 

Ta czwórka doskonale zadba o Waszą skórę tak naprawdę nie tylko latem, ale przez cały rok! Co więcej każdy z poszczególnych produktów jest wydajny i wart swojej ceny. Serio. Polecam. Dla mnie to już stałe pozycje, które praktycznie zawsze mam w swojej łazience.

Znacie? Lubicie? Który z kosmetyków macie ochotę wypróbować? Dajcie znać :)

11.7.16

Mój HIT: Resibo - Olejek do Demakijażu

Są kosmetyki, które uważamy za zbędne bądź nie sięgamy po nie z obawy, że nas zapchają, przesuszą, podrażnią czy ogólnie się nie sprawdzą i nie zrobią nic. I mimo, iż zbierają same pozytywne opinie my i tak omijamy je z daleka. Ja miałam tak właśnie z olejkami do demakijażu. Po pierwsze, uważałam, że tego typu produkty są mi niepotrzebne no bo przecież mam płyn micelarny i żel, po drugie miałam obawy, że tylko zapchają moją kapryśna cerę i na tym się skończy. Wszystko jednak zmieniło się gdy w moje ręce trafił (tak, dostałam go) olejek do demakijażu marki Resibo. Co więcej, akurat w tym samym czasie przeczytałam książkę "Sekrety Urody Koreanek", w której jasno i wyraźnie zaznaczone jest, że olejek to dla Koreanek świętość i produkt must-have. Tak więc i ja wdrożyłam go do swojej pielęgnacji, najpierw wieczornej, a gdy efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania zaczęłam stosować go również rano.





Olejek do Demakijażu - Resibo to kosmetyk, aż w 99,9% naturalny, opracowany na olejach: lnianym, manuka, z pestek winogron, abisyńskim oraz awokado, który nie tylko bogaty jest w 7 witamin: A, B, D, E, H, K, PP, ale też nawilża i wzmacnia barierę hydrolipidową skóry. Kosmetyk ma za zadanie rozpuszczać sebum i usuwać wszelkie zanieczyszczenia, w tym makijaż, nawet ten wodoodporny, a wszystko to bez dyskomfortu czy podrażnień. A dla kogo jest przeznaczony? Dosłownie dla wszystkich! Suchą skórę odżywia, natomiast tłustą i mieszaną reguluje. Nie ma co ukrywać, olejek Resibo to produkt doskonały, działający dokładnie tak jak obiecuje producent. Oczyszcza, reguluje i pielęgnuje, a dołączona do niego ściereczka z mikrowłókien tworzy z nim duet idealny.  Idealne jest też opakowanie, plastikowe i poręczne z wygodną pompką, która aplikuje odpowiednią ilość kosmetyku. Nie można tu narzekać również na zapach, z jednej strony specyficzny jednak bardzo delikatny i przyjemny dla nosa. A konsystencja? Oczywiście oleista i lejąca, super rozprowadza się po skórze, dobrze spłukuje i pozwala wykonać relaksacyjny masaż twarzy.



Olejek stosuję zawsze na suchą skórę, zarówno rano jak i wieczorem. Aplikuję go najpierw na dłonie, następnie rozprowadzam po twarzy kolistymi ruchami i wykonuję krótki, pobudzający masaż (pamiętając aby wykonywać go zawsze wzdłuż mięśni), gdy mam makijaż oczu nie zapominam również o nich, delikatnie je masuję po czym wszystko dokładnie zmywam zwilżoną w ciepłej wodzie ściereczką i już! Wszystkie zanieczyszczenia jak sebum, kurz, resztki produktów pielęgnacyjnych czy makijaż natychmiast znikają odkrywając czystą, miękką, elastyczną, cudownie gładką i promienną skórę. Wszystko to dosłownie w minutę, bez efektu zamglenia w przypadku oczu, bez szczypania, bez pieczenia, bez dyskomfortu! I przede wszystkim bez tłustości i oblepienia.  Skóra jest nawilżona, ale nie ma na niej tłustej, zapychającej powłoki. Ja już po pierwszym użyciu byłam pod wrażeniem i uwierzcie, że wciąż jestem. Przy regularnym stosowaniu jest tylko lepiej i śmiało można zaobserwować to gołym okiem. Skóra jest zdecydowanie bardziej nawilżona, gładka, elastyczna, w moim przypadku też mniej się przetłuszcza. Zauważyłam również, że olejek świetnie oczyszcza pory tym samym zmniejszając ich widoczność, no cudo!  Nigdy nie pomyślałabym, że będę zachwycała się olejkiem do demakijażu, a tu proszę. Teraz to nie tylko must-have Koreanek, ale też i moje. Zresztą w ostatnim czasie kosmetyk ten poleciłam wielu osobom, każda bez wyjątku jest zadowolona i polecam go również Wam bo tych efektów nie da się opisać to trzeba poczuć i zobaczyć! ;) Podsumowując, jest przyjemnie, szybko, delikatnie i efektywnie, o! <3




Co sądzicie o olejkach do demakijażu? Stosujecie czy uważacie, że to zbędny kosmetyk? Macie ochotę wypróbować ten od Resibo? A może już go znacie? Dajcie znać :)

22.5.16

Moja poranna pielęgnacja twarzy

Ostatnio dostaję od Was coraz więcej maili z prośbą o polecenie dobrych i skutecznych produktów do twarzy, prosicie też abym pokazała swoją obecną pielęgnację w całości, a że taki post pojawił się ostatni raz dawno temu postanowiłam spełnić Wasze życzenie i w końcu go zaktualizować. Tym bardziej, że od tamtego czasu wiele się zmieniło, a wręcz wszystko. Zminimalizowałam trochę ilość używanych kosmetyków, zmieniłam je całkowicie i muszę przyznać, że jestem z tej zmiany bardzo zadowolona, moja kapryśna, skłonna do wyprysków, mieszana w stronę suchej cera oczywiście też. Na chwilę obecną mogę śmiało napisać, że znalazłam swoją pielęgnacje idealną. Jest dobrze dopasowana do mojego typu cery i skuteczna.





Poranek zaczynam od dokładnego oczyszczenia, jest ono dla mnie tak samo ważne jak to wieczorne. Zależy mi aby w łagodny sposób oczyścić skórę, nie podrażnić jej i przygotować na nałożenie kolejnych kosmetyków. Do tego celu używam obecnie pianki Phenome - Non-drying Cleansing Foam przeznaczonej dla każdego typu cery. Jest delikatna, naturalna, opracowana na wodzie różanej i innych wspaniałościach, w bardzo łagodny, a przy tym skuteczny sposób oczyszcza skórę, dobrze się spłukuje, nie powoduje podrażnień i nie przesusza pozostawiając cerę odświeżoną, przyjemnie napiętą, gładką i elastyczną. 

W kolejnym etapie sięgam po tonik. To także dla mnie ważny krok, którego nigdy nie pomijam. Obecnie gości u mnie  oczyszczający Nuxe - Skin Perfecting Purifying Lotion, bardzo łagodny, odświeżający z zawartością wody kwiatowej z rozmarynu i ekstraktu z irysa. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przyjemnie pachnie, pomaga usunąć ze skóry pozostałości, których nie zmyła pianka, wyrównuje pH, odświeża, koi i przede wszystkim nie pozostawia na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy pozostawiając ja matową i gładką. 



Tak przygotowana skóra jest gotowa na nałożenie kremów. Zawsze zaczynam od tego pod oczy. Już od prawie dwóch miesięcy stosuję kawowy krem Fridge - 4.1 Coffee Eye. Fantastyczny! W stu procentach naturalny, niezwykle treściwy i odżywczy. Doskonale nawilża, napina, likwiduje płytkie zmarszczki, uelastycznia,  pomaga też zminimalizować worki oraz cienie, a także usunąć suchość w kącikach. Do tego jest niezwykle komfortowy, nie podrażni nawet najwrażliwszej skóry i mimo bogatej konsystencji dobrze się wchłania, stanowiąc idealną bazę pod korektor czy rozświetlacz. Nic się na nim nie roluje ani nie waży. 

Następnie czas na krem do twarzy lub serum i krem. Tutaj wszystko zależy w jakim stanie jest moja cera. Gdy czuję, że jest przesuszona i napięta wtedy sięgam po oba produkty, natomiast w  dni gdy nie potrzebuje dużego nawilżenia wybieram sam krem. Serum które obecnie stosuję to Oil Free Facial Hydrating Serum marki Aesop, o którym napisałam nieco więcej tutaj >klik<. Przeznaczone do cer mieszanych, tłustych oraz wrażliwych, z zawartością aloesu oraz witamin. Doskonale się wchłania, łagodzi podrażnienia, delikatnie napina, nie obciąża skóry, nie zapycha jej i naprawdę dobrze nawilża. Tak dobrze, że latem przy tłustej cerze śmiało sprawdzi się zamiast kremu. Moja cera bardzo je lubi, chwilę po aplikacji przestaje być wyczuwalne, a jego delikatny zapach umila stosowanie. 



No i teraz krem. Wiem, że powinnam już zacząć sięgać po jakiś z filtrem, ale po pierwsze pogoda w północnej Norwegii praktycznie przez cały czas jest okropna, jesienna, szara, bura i ponura, po drugie nie spędzam zbyt wiele czasu na dworze, a po trzecie ten jest tak doskonały, że nie chcę zmieniać go na żaden inny. Mowa tu o Balancing Moisturiser and Gentle Exfoliant - Alpha H (więcej o kosmetykach Alpha H tu >klik<). Lekki, szybko wchłaniający się, z zawartością kwasu hialuronowego, wit. E, aloesu, zielonej herbaty oraz 10% kwasu glikolowego, który reguluje wydzielanie sebum, minimalizuje pory, redukuje wypryski oraz wspomaga odnowę skóry. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, krem jest delikatny dla skóry, a moja jest wrażliwa!, zapewnia jej dobre nawilżenie, jest doskonałą bazą pod makijaż, przedłuża jego trwałość i sprawia, że cera przez cały dzień jest gładka i promienna, bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia. Do tego jest niesamowicie wydajny, a dzięki zawartości mentolu w składzie daje uczucie przyjemnego chłodzenia i odświeżenia. EDIT: Ideał na cer mieszanych, tłustych i trądzikowych, ale uwaga - obecnie polecam go Wam do stosowania wyłącznie na noc gdyż teraz, gdy w Polsce pogoda jest iście wakacyjna, zawartość kwasu może spowodować, że nabawicie się przebarwień czy podrażnicie sobie skórę. Dlatego, gdybyście zdecydowały się na zakup, Balancing Moisturiser and Gentle Exfoliant aplikujcie na noc, natomiast na dzień stosujcie inny krem, koniecznie z wysokim filtrem. Od siebie polecam emulsję matującą Capital Soleil od Vichy. Szybko się wchłania, nie bieli, jest idealna pod makijaż i długo utrzymuje mat :)

Nie zapominam też o ustach. Obecnie aplikuję na nie Cytrynowy Pielęgnacyjny Balsam do Ust - Skin&Tonic. Jest on połączeniem zaledwie 3 organicznych składników: masła Shea, wosku pszczelego oraz czystego oleju kokosowego. Pokrywa usta niewyczuwalną, przezroczystą warstwą i wykazuje natychmiastowe działanie. Wygładza, odżywia i doskonale pielęgnuje pozostawiając je gładkie, miękkie oraz nawilżone przez naprawdę długi czas. Ponadto delikatnie cytrynowo pachnie, a jego opakowanie jest małe, poręczne i całkiem urocze. Lubię i sięgam z przyjemnością, także w ciągu dnia.



I to już wszystkie kosmetyki, które towarzyszą mi podczas porannej pielęgnacji. Uważacie, że to dużo, mało czy w sam raz? Znacie któryś z wymienionych przeze mnie kosmetyków? Który wpadł Wam w oko i macie ochotę go przetestować? Czekam na Wasze komentarze i już teraz zapraszam Was na kolejny pielęgnacyjny post, który pojawi się wkrótce :)

19.4.16

Marka, którą trzeba znać: BIO IQ

Po dłuższej ciszy spowodowanej wyjazdem do Norwegii wracam do Was z nowym postem. Dzisiaj kilka słów o fajnych,  naturalnych no i przede wszystkim polskich produktach. Nie często zdarza się, że kosmetyki zachwycają mnie już po pierwszym użyciu, a w tym przypadku tak właśnie było! Nie chciała jednak spieszyć się z recenzją, przetestowałam wszystko na spokojnie i w końcu śmiało mogę przedstawić Wam swoją opinię. Najpierw jednak wspomnę jeszcze tylko krótko o samej marce: Bio IQ to, jak już wiecie, polska marka, jej założycielką jest Diana Sadłowska, miłośniczka zdrowego stylu życia, aktywnego spędzania czasu oraz obcowania z naturą. Pasję tę przelała na swoje produkty, które to  komponowane są w 90 - 99,9% ze składników naturalnych, zawierają roślinne ekstrakty pozyskiwane w oparciu o rygory organizacji certyfikujących, nie są testowane na zwierzętach, a także śmiało mogą być stosowane przez wegetarian czy wegan. Co więcej, każdy z produktów BIO IQ posiada certyfikat Ecocert i Cosmebio, dzięki czemu możemy mieć pewność, że kosmetyki produkowane przez markę są w pełni naturalne i bezpieczne zarówno dla nas jak i naszej skóry. Polecam Wam zajrzeć tu oraz tu i poczytać więcej zarówno o marce jak i założycielce (niezwykle inspirująca osoba!). A teraz czas na recenzje ;)



Woda Micelarna - niezwykle łagodna, skuteczna i odświeżająca. Oparta została na wodzie kwiatowej z róży damasceńskiej, ekstrakcie z oczaru wirginijskiego, owoców dzikiej róży i żurawiny. Szybko i skutecznie pozwala usunąć ze skóry oraz oczu makijaż (nie testowałam na wodoodpornym) oraz wszelkie zanieczyszczenia dając uczucie odświeżenia i ukojenia. Nie ma tu mowy o podrażnionych oczach czy zaczerwienionej skórze. Produkt nie pieni się, nie pozostawia uczucia lepkości i ma delikatny, neutralny zapach. Świetnie też sprawdza się jako tonik, łagodzi podrażnienia, nawilża i delikatnie napina skórę.

Odżywczy krem na dzień - rzeczywiście odżywczy, a przy tym niesamowicie lekki! Błyskawicznie  się wchłania pozostawiając na skórze jedynie delikatny, przyjemnie otulający film, którzy zapewnia komfort, a przy tym jest idealną bazą pod podkład. Nic się na nim nie roluje, krem nie przyspiesza przetłuszczania skóry i mam wrażenie, że sprawdzi się u każdego. W jego składzie znajdziemy m.in kwas hialuronowy, oczar wirginijski, koper morski, bobrek trójlistny, olej sezamowy oraz ekstrakt z liści aloesu, ta mieszanka sprawia, że krem nie tylko fantastycznie nawilża, zmiękcza i zapobiega utracie wody, ale też poprawia elastyczność, koi podrażnienia, ujednolica koloryt i spłyca drobne linie. Na mojej mieszanej w kierunku suchej cerze sprawdza się więcej niż fantastycznie, a jego delikatny, kwiatowy zapach uzależnia i relaksuje. Ponadto krem ten jest niesamowicie wydajny! I mimo iż przeznaczony jest na dzień mi zdarza się aplikować go również na noc. Chyba nie muszę wspominać, że rano skóra jest elastyczna, świeża i promienna? Tak właśnie jest ;)



Krem do rąk - prawdziwa bomba witaminowa dla skóry dłoni. Masło Shea - utrzymuje wodę w komórkach skóry i opóźnia procesy starzenia, ekstrakt z liści aloesu - działa ochronnie, nawilżająco i osłaniająco, olej z nasion słonecznika - zmiękcza i regeneruje, a skwalen - obudowuje naturalny płaszcz lipidowy, odżywia, koi i zmiękcza. W efekcie, po zastosowaniu kremu, nawet najbardziej przesuszone dłonie szybko odzyskują miękkość, są nawilżone i zregenerowane. Skóra staje się gładka, jaśniejsza, jest odżywiona, a podrażnienia zostają złagodzone. Co więcej, przy regularnym stosowaniu już gołym okiem można zauważyć wzmocnienie paznokci i ich ogólną poprawę. Ja od zawsze walczę z przesuszonymi dłońmi, a już szczególnie gdy jestem w Norwegii, gdzie niskie temperatury i zimny wiatr są na porządku dziennym, krem ten pomaga mi je odżywić, wygładzić i zregenerować, a przy tym dobrze się wchłania i pozwala natychmiast wrócić do codziennych czynności bez pozostawiania tłustych śladów. No genialny. A zapach? Oczywiście bardzo delikatny i naturalny.


Serum pod oczy - naturalne cudo zamknięte w małej buteleczce! Nawilża, odżywia, wygładza, regeneruje, uelastycznia, spłyca drobne zmarszczki, koi, działa ochronnie i niweluje obrzęki, a to jeszcze nie wszystko. Dzięki zawartości wyciągów z czarnego bzu, bławatka i aloesu działa antyoksydacyjnie, wspomaga naturalne procesy regeneracji skóry i aktywizuje mechanizmy odpornościowe. Moim zdaniem fantastycznie sprawdzi się u każdego. W przypadku mało wymagającej skóry może być stosowane solo, u osób starszych wspaniale wzmocni działanie kremu pod oczy. Ja jestem nim zachwycona, stosuję je regularnie i nie chcę żeby się skończyło, a wydajne jest bardzo! Konsystencja, jak to w serum, jest lekka, niesamowicie szybko się wchłania i już po chwili pozwala na aplikację kolejnych produktów. Uwielbiam <3

2w1 Szampon do włosów i ciała - czyli gęsty, przezroczysty żel o neutralnym zapachu. Zazwyczaj unikam produktów dwa w jednym, ale ten jest fantastyczny i naprawdę się z nim polubiłam. Niezwykle wszechstronny, świetny zarówno do oczyszczania ciała, skóry twarzy, włosów czy też  do higieny intymnej. Wypróbowałam go na wszystkie sposoby i mnie nie zawiódł. Niesamowicie delikatny i skuteczny, jak na produkt naturalny naprawdę dobrze się pieni, doskonale oczyszcza, pozostawia uczucie odświeżenia, a jednocześnie nie narusza warstwy hydrolipidowej pozostawiając skórę miękka, elastyczną i nawilżoną. Doskonale spisuje się też jeżeli chodzi o włosy i skalp. Łagodzi podrażnienia, pomaga zredukować przetłuszczanie, dodaje blasku i objętości, a także odżywia i wygładza, a to tylko kilka z efektów jego działania. Koniecznie wypróbujcie, a nie pożałujecie! Obiecuje :)


Reasumując, wszystkie przetestowane przeze mnie produkty są fantastyczne, mają fantastyczne składy, przyjemne, naturalne zapachy i jeszcze lepsze działanie. Wydajność oraz przystępne ceny również zaliczam na plus. Obojętnie nie mogę przejść też obok faktu, że wszystkie posiadają certyfikaty oraz są polskie. Naprawde nie mam  do czego się przyczepić i serdecznie polecam Wam tę piątkę choć wierzę, że wszystkie proukty BIO IQ są świetne.

Kto zna tę markę, a  kto z Was ma ochotę poznać? Który produkt szczególnie Was zainteresował? Dajcie znać! :)

7.5.15

Moje Odkrycie: Ministerstwo Dobrego Mydła

MDM to nic innego jak mała rodzinna manufaktura mydlarska, która powstała z połączenia mydlanej obsesji, dystansu pożyczonego od Monty Pythona i ich Ministerstwa Dziwnych Kroków oraz z poczucia, że dobrze robić dobrze. Założone zostało przez Anię i Ulę czyli dwie sympatyczne siostry. Dziewczyny pochodzą z Kamienia Pomorskiego, razem mają 50 lat i jak same uważają, jest to dobry wiek, żeby zacząć w życiu robić to, co się lubi i potrafi. A one potrafią robić mydło i powiem Wam, że robią to naprawdę dobrze. Ministerstwo jest ich kawałkiem podłogi na którym same ustalają warunki, nie są nastawione na zysk i wierzą, że można zarabiać na życie nie pędząc i nie walcząc. A o czym marzą? Przede wszystkim o tym aby klienci czuli się u nich bezpiecznie i komfortowo. Nie traficie tu na podpuchy, małe druczki ani marnej jakości produkty. Dobre surowce, dobre rzemiosło i ciężka praca - to ich plan na sukces.




Ja jestem oczarowana, dziewczynami, ich podejściem do życia, pasją oraz produktami, które tworzą. I mimo iż dowiedziałam się o nich i ich "dziecku" stosunkowo niedawno, a wszystko dzięki Instagramowi :), to już przepadłam i na pewno będę stałą klientką ;)




Dziewczyny oprócz genialnych mydeł oferują też kosmetyki, a wszystko to ręcznie wyrabiane, z najwyższej jakości składników, bez syfu, bez ściemy i z dbałością o każdy, nawet najmniejszy szczegół. Ja najchętniej kupiłabym wszystko co sprzedają, ale że muszę najpierw zużyć to co mam to na początek złożyłam małe zamówienie. Paczka oczywiście przyszła w trybie ekspresowym, idealnie spakowana i pięknie pachnąca. Wszystko dopięte na ostatni guzik i to się ceni. A co było w paczce? Przede wszystkim świetne i pięknie pachnące MYDŁO ROZMARYN z błękitną glinką i rozmarynowym olejkiem eterycznym, jeszcze piękniej pachnąca RÓŻANA PÓŁKULA DO KĄPIELI wypakowana po brzegi odżywczymi dodatkami (to co, że nie mam wanny ;)), czyste, nierafinowane, organiczne MASŁO SHEA i OLEJ Z PESTEK ŚLIWKI DOMOWEJ o obłędnym marcepanowym aromacie. Wszystko oprócz kuli już wypróbowałam i jest moc! Mydło jest delikatne, masło idealnie nawilża, a olejek oprócz tego, że cudnie pachnie jest lekki i idealny do stosowania na skórę, włosy i paznokcie. Uwielbiam.




Jeśli choć trochę zainteresowały Was te kosmetyki i samo Ministerstwo to koniecznie zajrzyjcie do sklepu online >klik<. Wszystko jest świetnie opisane i okraszone pięknymi, minimalistycznymi zdjęciami. Jednak uwaga, wejście tam grozi zakupami ;)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl