Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phenome. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phenome. Pokaż wszystkie posty

20.4.17

Moje Kosmetyczne Hity

Wpis z ulubieńcami pojawiający się z dużym opóźnieniem to u mnie standard, ale podejrzewam, że już do tego przywykliście. Dziś ulubieńców całkiem sporo, ale cóż zrobić, po każdy z kosmetyków sięgałam z przyjemnością, wszystkie są godne polecenie więc nie mogłam żadnego pominąć. Ze względu na niemowlaczka czasu u mnie trochę mniej niż zawsze więc będzie krótko i szybko.







The Body Shop, Aloe Calming Foaming Wash - już od dawna zdecydowanie najbardziej preferuję łagodne preparaty do oczyszczania skóry twarzy, a ta pianka od TBS jest po prostu rewelacyjna. Łagodna, bezzapachowa i super puszysta. Otula skórę delikatną chmurką, myje, koi i oczyszcza. Nie ma tu mowy o przesuszaniu, czy podrażnieniach. Po jej zastosowaniu cera jest czysta, elastyczna oraz gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne, a ja nie wymagam nic więcej. 

Phenome, Rebalance Hair Wash -  marka doskonale wie jak robić kosmetyki w tym szampony. Ten przeznaczony jest do każdego rodzaju włosów oraz codziennego stosowania i bez obaw każdego dnia możemy go używać choć szybko przekonacie się, że nie ma takiej potrzeby. Super łagodny, oparty na wyselekcjonowanych składnikach nie tylko doskonale oczyszcza włosy oraz skórę głowy, ale działa też łagodząco i pielęgnuję. Włosy odzyskują blask, są zdecydowanie pogrubione - serio!,  odżywione i podatne na układanie, natomiast skóra głowy wyciszona i ukojona. Efekt można zauważyć już po pierwszym użyciu i to nie żart!

Aromatherapy associates,  Purifying Facial Scrub - niepozorny, a działa cuda! Oparty na glince, z zawartością delikatnych drobin z kolb kukurydzy i jojoba. Delikatnie masuje złuszczając przy tym martwy naskórek i odsłaniając zdrowszą, jaśniejszą i piękniejszą skórę. Wystarczy zaledwie chwila by cera odzyskała blask, była oczyszczona, rozjaśniona i gładka. Co więcej zawarta w  nim glinka działa na cerę kojąco, a jednocześnie oczyszcza i reguluje wydzielanie sebum jak maska. Polecam każdemu!



Alba 1913, Galeniczny Krem na rozstępy - gęsty, odżywczy krem o zapachu owoców leśnych, który nie tylko pielęgnuje, ale działa też leczniczo. Ja wdrożyłam go do swojej pielęgnacji dosłownie pod koniec ciąży gdy tylko zauważyłam pierwsze rozstępy nad pępkiem. Wcierany w skórę 2 razy dziennie pokazał, że ma moc. Rozjaśnił oraz spłycił istniejące już zmiany, a także zapobiegł powstaniu nowych. Ze względu na bardzo gęstą, odżywczą konsystencję wcieram go jedynie w brzuch. Jego zapach odprężą, a działanie zachwyca!

Resibo, Kojący Balsam do ust - kolejny kosmetyk Resibo w mojej kosmetyczce, który okazał się hitem. Tym razem mowa tu o magicznym balsamie do ust. Naturalny, pełen dobroczynnych składników jak ekstrakt z kiełków żółtej gorczycy, woski z mimozy, jojoby i słonecznika czy stewia nie tylko ekspresowo regeneruje i nawilża, ale działa też kojąco, podkreśla naturalną czerwień ust i je uwydatnia. Do tego kobieca, wygodna i higieniczna tubka, delikatny posmak mango i cóż chcieć więcej? Kupujcie i próbujcie. Nie zawiedziecie się, obiecuję!

Fridge by Yde, 3.2 Rose Water Tonic - toniki lubię i już, a do tych różanych pałam miłością szczególnie wielką. Ten od Fridge nie tylko pięknie pachnie i wpływa kojąco, nawilżająco i wzmacniająco na skórę, ale jest też naturalny i świeży. Bez alkoholu, konserwantów i innych niepotrzebnych składników. Co tu dużo pisać, używanie go to czysta przyjemność! Rano pobudza skórę, a wieczorem koi. Pozostaje tylko używać i rozwodzić się nie tylko nad działaniem, ale też zapachem.


Miało być krótko, a wyszło prawie jak zawsze. Co Wam wpadło w oko? Piszcie! :)

27.2.17

Nowości

Cześć! Dzisiaj chciałam trochę się pochwalić, a jednocześnie pokazać Wam jakie kosmetyki w ostatnim czasie zasiliły moją kosmetyczkę. Są to głównie naturalne i polskie produkty do pielęgnacji ciała oraz twarzy, ale nie tylko bo znalazły się tu też kosmetyki do pielęgnacji maluszka, a także te do makijażu i to prosto z Australii! Zobaczcie same.

Cashee Naturals to nowość na naszym rodzimym rynku. Marka tworzy produkty naturalne, bezpieczne, wegańskie i pięknie pachnące. Zresztą popatrzcie na same opakowania, też cieszą oko! Ja najchętniej przygarnęłabym wszystko z oferty firmy, ale żeby nie przesadzać na początek wybrałam dwa mydła: Rozmaryn oraz Glinkowy Peeling, Masło do ciała odżywcze konopie, Serum Regenerujące róża&dynia oraz Maść SOS nagietek&rumianek. W paczce znalazłam również kule do kąpieli, pachną bosko! I właśnie w takich momentach strasznie ubolewam, że nie mam wanny!


Kolejna nowość to baza do twarzy - Soothing Anti-Redness Base, którą Phenome przesłało mi z okazji Walentynek. Miło! Tym bardziej, że prezent idealnie wpisuje się w potrzeby mojej cery i jestem pewna, że mnie nie zawiedzie bo Phenome to marka, którą znam, uwielbiam i której ufam. Jeszcze żaden z testowanych przeze mnie produktów marki mnie nie rozczarował, a większość wręcz podbiła moje serce i zaostrzyła apetyt na więcej. Jeśli jeszcze nie znacie Phenome koniecznie nadróbcie zaległości!


Marka tołpa totalnie mnie rozpieściła i przesłała wypakowany po brzegi karton kosmetyków! W paczce znalazły się produkty z serii mum przeznaczone dla kobiet w ciąży i po porodzie, 3 produkty z serii SPA oraz moje ulubione płyny do higieny intymnej. Marka pomyślała też o moim synku, który niedługo przyjdzie na świat i jemu również sprezentowała kosmetyki z serii dermo, baby., które można stosować już od 1 miesiąca życia. Jeśli jesteście ciekawe jakie produkty wchodzą w skład wymienionych przeze mnie serii zajrzyjcie na stronę marki tołpa >klik<, tam znajdziecie cały asortyment :) A ja zdradzę Wam, że olejek przeciw rozstępom oraz aksamitny krem-mus pod prysznic i do kąpieli to póki co moi faworyci!



John Masters Organics to marka, której produkty bardzo mnie intrygują i z przyjemnością po nie sięgam. Do tej pory zdążyłam zaprzyjaźnić się z odżywką Citrus&Neroli oraz szamponem Scalp. Tym razem testuję produkty do ciała, a mowa tu o kremach do dłoni: Lime&Spruce i Lemon&Ginger, pachną pięknie!, peelingu Fresh oraz piance do mycia ciała i rąk Orange&Rose, która jest super lekka, puszysta i delikatna. To jeszcze nie ostateczna opinia, ale póki co muszę przyznać, że jest moc!

Kolejne nowości to taki miszmasz. Coś do twarzy, coś do włosów i coś do dłoni. Ale po kolei, idąc od lewej mamy tutaj: tonik malinowo-aloesowy Mokosh, szampon Rebalance marki Phenome, uwielbiam!, olejek do demakijażu Origins, zapowiada się HIT!, peeling do twarzy Aromatherapy Associates, jakoś mało w nim drobin, ale skórę pozostawia super gładką i miękką!, i na koniec ostatnio bardzo zachwalany krem Yope, lekki, szybko wchłaniający się i idealny do stosowania na co dzień!

I wspomniane na początku kosmetyki Inika prosto z Australii.  Ostatnio coraz chętniej sięgam po organiczne produkty do makijażu, dlatego bardzo ucieszyłam się z tego zestawu. Przyznam szczerze, że pierwsze konkretne testy dopiero przede mną, ale już teraz zapowiadam, że możecie spodziewać się pełnej recenzji. Czy będzie ona pozytywna czy negatywna? To dopiero się okaże. Tymczasem wszystkich zainteresowanych odsyłam do sklepu organicstyle.pl >klik<  , tu znajdziecie więcej produktów marki :)


No dobra i ostatnia już nowość, mowa tu o bajecznym, śliwkowym peelingu od Ministerstwa Dobrego Mydła. Czy Wy też tak macie, że pomyślicie o czymś i za chwilę się to dzieje? Ja miałam tak m.in. z tym peelingiem. Jednego dnia wieczorem pomyślałam, że muszę go kupić, a następnego dnia po południu był już u mnie. No magia, czarna magia! Ale ciesze się! Bo to produkt, który trzeba znać i trzeba mieć. Nic dodać, nic ująć. Zresztą kupcie go raz i przekonajcie się same.


Trochę wypadłam z wprawy jeśli chodzi o pisanie, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Tymczasem pozdrawiam i do napisania! :)

8.2.17

Ulubieńcy stycznia

Wstyd! Wstyd, że tak rzadko się tutaj pokazuję i cokolwiek publikuję. Nie mam zbyt wiele na swoje usprawiedliwienie poza ciemnością za oknem, która skutecznie uniemożliwia zrobienie zdjęć, a także jedyne do czego zachęca to spędzanie wolnych chwil z ulubionym serialem, kubkiem gorącego kakao, no i pod ciepłym kocem, wiadomo. Miałam w planach zaprezentowanie w pierwszej kolejności ulubieńców roku, to na pewno jeszcze nadrobię, a tymczasem zapraszam Was na post z ulubieńcami stycznia.


Naturativ, Dark Hair  - naturalny szampon przeznaczony do włosów ciemnych, zarówno tych naturalnych jak i farbowanych. Opracowany na łagodnych środkach myjących, bardzo delikatny i  genialny! U mnie gości po raz drugi i dopiero przy drugiej butli tak naprawdę się z nim polubiłam. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza, świetnie się pieni i pozostawia włosy takie jak lubię. Lekkie, sypkie, błyszczące, odżywione, a przy tym nie obciążone. Co równie ważne, nie podrażnia wrażliwej skóry głowy, świetnie sprawdza się przy włosach przetłuszczających się, przedłuża ich świeżość, i mam wrażenie, że rzeczywiście pogłębia kolor.  

Annabelle Minerals, Mineralne Cienie do powiek - podkład matujący od Annabelle Minerals to mój osobisty HIT, a teraz śmiało mogę tak też powiedzieć o cieniach do powiek tej marki.  Mineralne, hipoalergiczne, nie podrażniają nawet najdelikatniejszych powiek, a także świetnie napigmentowane. Skomponowane głównie z białej glinki, jedwabiu oraz miki. Te trzy składniki gwarantują trwałość, satynowe wykończenie i intrygującą głębię, która zdecydowanie przyciąga spojrzenia. W ofercie Annabelle znajdziemy, aż 17 odcieni pozwalających stworzyć makijaż na każdą okazję i niech nie zniechęca Was sypka formuła. Cienie o dziwo idealnie chwytają się pędzla, nie osypują się, a ich aplikacja jest dziecinnie prosta i bardzo przyjemna, natomiast efekt końcowy powalający. U mnie obecnie w użyciu są dwa kolory, Platinum oraz Ice Cream, ale mam ochotę na więcej.



Nars, Radiant Creamy Concealer, Vanilla -  zawsze walczyłam z mniejszymi czy większymi zasinieniami pod oczami, jednak teraz, podczas ciąży, zrobiły się naprawdę ciemne i widoczne. Poszukiwałam czegoś co je zakryje, a jednocześnie ładnie rozświetli skórę pod oczami, nie przesuszając jej przy tym. I tak trafiłam na korektor Nars, który okazał się kapitalny! Kremowy, mocno kryjący, a jednocześnie nie obciążający. Pięknie stapia się ze skórą, nie wchodzi w załamania, a po aplikacji daje natychmiastowy efekt. Odświeża, odmładza i rozpromienia spojrzenie doskonale maskując zmęczenie. Polecam!

Organique, Micellar Lotion - że demakijaż to podstawa chyba nikomu nie muszę powtarzać. Ja sama, nawet gdyby się waliło czy paliło, nie wyobrażam sobie aby położyć się spać w makijażu. Płyny micelarne schodzą u mnie litrami, a ten z aloesowej serii od marki Organique jest godny polecenia. Szybko i skutecznie pozwala pozbyć się warstwy makijażu, a wszystko to bez pieczenia, bez szczypania, oblepienia czy zaczerwienień. Skóra już po kilku przetarciach nasączonym płatkiem kosmetycznym pozostaje czysta, odświeżona, a także nawilżona i gładka. Micel równie dobrze radzi sobie z demakijażem oczu, nie podrażnia ich ani nie powoduje mgły, a jego piękny zapach dodatkowo umila cały proces. Wydajność też na plus!



Phenome, 60-second Foot Relief Gel - czyli chłodząco-odświeżąjący krem do stóp. Wiem wiem, bardziej on na okres letni aniżeli zimowy, jednak co zrobić, kobietom w ciąży stopy potrafią puchnąć i w największe mrozy! A on tę opuchliznę ściąga raz dwa! Co więcej, działa też nawilżająco oraz antybakteryjnie, szybko się wchłania, ma super naturalny i bezpieczny skład oraz piękny, idealnie wyważony, miętowy zapach. Jeżeli często towarzyszy Wam uczucie ciężkich stóp, walczycie z opuchnięciami koniecznie się w niego zaopatrzcie! Serio jest genialny.

H&M Beauty, Revelation Shower Oil - uwielbiam olejki. Do twarzy, do ciała i te pod prysznic. W okresie zimowym są po prostu niezastąpione. W styczniu ujął mnie ten pod prysznic z H&M Beauty. Bardzo gęsty, delikatnie pieniący się, o nieco męskim, uzależniającym zapachu. Otula skórę jednocześnie dokładnie ją oczyszczając i pozostawiając miękką oraz super pachnącą. Skłamałabym gdybym napisała, że użycie balsamu jest po nim zbędne bo nie jest, choć przy mało wymagającej skórze myślę, że jakiekolwiek dodatkowe nawilżanie można sobie odpuścić.



Resibo, Balsam do ciała - śmiało mogę napisać, że marka Resibo to moje odkrycie zeszłego roku. Młoda, polska, prężnie rozwijająca się, z małym asortymentem, ale idealnie przemyślanym. Najpierw zauroczyłam się olejkiem do demakijażu, serum totalnie podpiło moje serce, krem pod oczy rozbudził apetyt, a balsam, o którym teraz mowa, pokazał, że warto sięgnąć po więcej! Lekki, a jednocześnie treściwy, szybko wchłaniający się i skutecznie nawilżający. Niweluje szorstkość, wygładza, napina i chroni, a jego magiczny, nieco kokosowy zapach zmieniający się pod wpływem ciepła otula i rozgrzewa. Ja w styczniu sięgałam po niego niemalże każdego wieczoru, idealnie dbał o moją ciążową, rozrastającą się i kapryśną skórę. Tak więc bardzo polecam! 

Dajcie znać co miałyście już okazję stosować, a co chętnie wypróbujecie? :)

27.11.16

Ulubieńcy ostatnich tygodni

Nie było ulubieńców września, ulubieńców października też nie pokazałam, a że to już zaraz koniec listopada postanowiłam zaprezentować Wam, jak już się domyślacie, ulubieńców ostatnich kilku tygodni. Są to kosmetyki regularnie przeze mnie stosowane, dobrze już przetestowane i takie, które polecam niemalże każdemu.







NCLA, Lakier i Top Coat - lakiery bez toksyn wiodą u mnie prym, a ten duet od NCLA jest naprawdę świetny. Idealna konsystencja, szerokie wygodne pędzelki,  doskonały skład to tylko kilka z zalet tych produktów. Do wyboru jest mnóstwo kolorów, ale mnie obecnie uwiódł ten kryjący się pod nazwą Rodeo Drive Royalty. Ciemna, żurawinowa czerwień, idealna na okres jesienno - zimowy, pasująca do wszystkiego i wszędzie. Nie tylko zdobi paznokcie, ale też pięknie komponuje się z grubymi swetrami i wełnianym płaszczem, a pokryta topem Gelous? zapewnia trwały, błyszczący manicure przez kilka dni! Ja już poluję na kolejne butelki, a Was zachęcam do zapoznania się z ofertą marki.

Diptyque, Tam Dao - nie umiem opisywać zapachów i nie będę udawała, że tak jest, ale te perfumy musiałam tu pokazać ponieważ odkąd je tylko dostałam oczarowały mnie totalnie. Tam Dao to zapach zbudowany wokół drzewa sandałowego. W pierwszej chwili mocny, odurzający, łagodniejący z minuty na minutę aby połączyć się ze skórą i stworzyć z nią jedność. Miękki, mleczny, niepowtarzalny, nieco słodki i orientalny. Idealny na te chłodne, szare dni. Rozgrzewa i otula jak ulubiony, ciepły sweter. Nie jest zbyt trwały, trwa na skórze od 4 do 6 godzin po czym się ulatnia, za to na ubraniach trzyma się znacznie dłużej. Uwielbiam, a wręcz jestem od niego uzależniona!




Fig&Yarrow, Facial Scrub - mechaniczny scrub, który jednocześnie złuszcza i fantastycznie odżywia. Przy pierwszym spotkaniu trochę mnie zaskoczył, przede wszystkim konsystencją, nieco tłustą, zwartą, ale już chwilę po aplikacji byłam totalnie oczarowana. Za środek ścierny robią tu płatki owsiane i odwalają naprawdę kawał dobrej roboty. Złuszczają, oczyszczają i świetnie wygładzają nie podrażniając przy tym skóry, natomiast olejki zawarte w peelingu wpływają na cerę nawilżająco. Po 2-3 minutowym masażu jest ona gładka, promienna, delikatnie zaróżowiona, oczyszczona i jędrna. Ja po takim zabiegu nie nakładam na skórę już absolutnie nic ponieważ nie ma takiej potrzeby. No mega!

Naturativ, Otulający Żel pod Prysznic - nie ma lepszego żelu na okres jesienno-zimowy. Gęsty, w 100% naturalny, niezwykle łagodny i pachnący tak pięknie, że można się uzależnić. Karmelowo-waniliowy zapach z nutą cytryny otula, rozgrzewa, wprowadza w pozytywny nastrój i zdecydowanie uprzyjemnia te zimne wieczory. Sam żel natomiast delikatnie acz skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę miękką i pachnącą. Uwielbiam!




Iossi, Mgiełka/Tonik Róża Damasceńska (brak na zdjęciu) - tonik to dla mnie must-have w pielęgnacji cery, a ten sprawdza się więcej niż świetnie. Tonizuje, wyrównuje ph skóry, łagodzi podrażnienia i odświeża pozostawiając cerę promienną, delikatnie nawilżoną i gotową na nałożenie kolejnych preparatów pielęgnacyjnych. Ponadto pięknie pachnie! różami oczywiście, a atomizer działa sprawnie i bez zarzutu rozpylając na skórę delikatną mgiełkę. 100% natury i zadowolenia :)

Ministerstwo Dobrego Mydła, Peeling Śliwkowy - moim zdecydowanym faworytem są peelingi kawowe, ale ten cukrowy od MDM też ma moc! Drobinki cukru w kilka chwil pomagają pozbyć się martwego naskórka, zawarte olejki odżywiają skórę, a słodki śliwkowy zapach relaksuje i uwaga, zdecydowanie wzmaga apetyt! W efekcie, po użyciu peelingu, skóra jest super gładka, jędrna i nawilżona tak dobrze, że po osuszeniu jej ręcznikiem możemy od razu wskoczyć w ulubioną piżamę! Bardzo polecam <3



Iossi, Krem Nawilżający Naffi - kolejny kosmetyk naszej rodzimej marki, który pozytywnie mnie zaskoczył. Niesamowicie delikatny w konsystencji, po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi jak oleje z awokado, pachniotki, rokitnika oraz wit. C i E, a przy tym super szybko wchłaniający się i nie wzmagający przetłuszczania skóry. Nie tylko nawilża, odżywia i regeneruje, ale też wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych wyrównując tym samym koloryt skóry dzięki czemu wygląda pięknie i zdrowo! Zapach też  jest na plus, tak samo jak wydajność. A komu go polecam? Szczególnie osobom z cerą wrażliwą, mieszaną, tłustą i naczynkową. Dla mnie póki co nr. 1!

Bikor, Ziemia Egipska - kultowy kosmetyk marki, po który osobiście sięgam codziennie i nie wyobrażam sobie bez niego żadnego makijażu.  Po pierwsze idealnie się aplikuje, po drugie trwa na skórze cały dzień, a po trzecie dodaje twarzy wyrazu. Natychmiast po nałożeniu ożywia, modeluje, rozpromienia, ukrywa szary koloryt i zmęczenie, a teraz w te ponure dni przywołuje też słońce. Co więcej, wydajność jet tu ogromna, kolor mimo iż ciemny w opakowaniu naprawdę nie robi krzywdy, a świetny skład z zawartością olei, witamin oraz kwasu hialuronowego dodatkowo korzystnie wpływa na cerę. Gorąco polecam!



Oway, Szampon Przeciw Wypadającym Włosom - organiczny szampon włoskiej profesjonalniej marki, który jest jednocześnie łagodny, a przy tym super skuteczny co dla mnie, posiadaczki wrażliwej skóry głowy i szybko przetłuszczających się włosów jest bardzo ważne. W składzie znajdziemy m.in. biodynamiczną miętę, organiczny kasztanowiec, drzewo tekowe oraz machoń. Mieszanka tych składników działa na włosy wzmacniająco, witalizująco, odbija je od nasady, dodaje blasku i objętości, natomiast skórę głowy nawilża i koi. Co więcej, mimo naturalnego składu genialnie się pieni i naprawdę doskonale oczyszcza co docenią szczególnie osoby stosujące środki do stylizacji. Mnie kupił już niemalże po pierwszym użyciu. Pomógł mi pozbyć się łupieżu, złagodził podrażnienia, a stosowany regularnie wzmocnił moje mocno wypadające włosy. Co tu dużo pisać, genialny i już!

Resibo, Serum Naturalnie Wygładzające - kosmetyk, który podbił już serca wielu kobiet i mężczyzn też, a także i moje. Mowa tu o serum, które dzięki doskonale dobranym składnikom działa jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nawilża, odżywia, regeneruje, wygładza, rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt oraz rozpromienia i to nie żart! Ważna jest tylko regularność, a szybko można odnotować zaskakujące efekty. U mnie ląduje na skórze szyi oraz twarzy 2 razy dziennie, rano oraz wieczorem. Mimo oleistej konsystencji zaskakująco szybko się wchłania, nie przetłuszcza cery i bajecznie sprawdza się pod makijaż dodając skórze blasku, zdrowego blasku! Zdecydowanie HIT, który musicie wypróbować ;)



Phenome, Olejek Mommy To Be - w ostatnim czasie częściej niż zwykle nawilżam skórę całego ciała i stosuję do tego celu kilka kosmetyków na zmianę, ale olejek Phenome jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Lekki, ale doskonale nawilżający, szybko wchłaniający się, o delikatnym zapachu i genialnym, naturalnym składzie. Cóż chcieć więcej? Ja aplikuję go od razu po kąpieli, osuszam ciało delikatnie ręcznikiem i ciesze się super nawilżoną skórą przez cały dzień. Jak możecie się domyślić olejek przeznaczony jest dla kobiet w ciąży, ale myślę, że sprawdzi się u każdej kobiety, która potrzebuje dogłębnego nawilżenia i ujędrnienia skóry.

Który z kosmetyków już znacie, a który macie ochotę przetestować? Dajcie znać :)

20.8.16

Sierpniowe nowości

Cicho ostatnio na blogu, a wszystko to nie przez brak czasu, a raczej przez chęć odetchnięcia trochę od internetu. Jest też kwestia pogody, a ta ostatnio była okropna, jesienna i ponura, co totalnie uniemożliwiało mi zrobienie zdjęć, a z drugiej strony odbierało chęci do czegokolwiek więc po pracy większość czasu spędzałam po prostu pod kocem na nic nierobieniu. Jest jeszcze jeden powód mojej nieobecności, jednak póki co nie chcę nic więcej zdradzać. Ale już jestem. Na początek przygotowałam post z nowościami bo dawno takowego nie było, a mi przybyło kilka fajnych produktów, które chciałam Wam pokazać :) Jest tu kilku ulubieńców i kilka kosmetyków, które goszczą u mnie po raz pierwszy.



Czasem zdarza mi się szaleć i kupować coś nowego na zapas, a bo to promocja, bo może się przyda itd. Na pewno dobrze to znacie :) Tym razem było jednak inaczej i kupiłam tylko to co było mi naprawdę potrzebne. Jeśli regularnie czytacie mojego bloga to wiecie, że mydła Dr. Bronner's to moje must-have, akurat niedawno skończyła mi się wersja lawendowa, nie miałam nowej butelki w domu i dopiero wtedy tak naprawdę przekonałam się jak bardzo brakuje mi tego kosmetyku. Szybko postanowiłam to zmienić i zamówiłam duże opakowanie Pure Castile Soap na feelunique.com, tym razem zdecydowałam się na wersję z olejkiem z drzewa herbacianego, którą bardzo lubię i która ma właściwości antybakteryjne. Do zamówienia dorzuciłam jeszcze żel oczyszczający do twarzy Deep Cleanse Face Wash od Aromatherapy Associates. Miałam go na oku już od dawna, a że akurat stosowny przeze mnie żel The Body Shop dobijał dna  pomyślałam, że to dobra okazja aby go nabyć. Kosmetyk jest już w użyciu, świetnie oczyszcza, nie wysusza skóry jednak to jego zapach zachwycił mnie najbardziej. Mocno zielony, aromaterapeutyczny, no piękny! Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu za to ja chętnie kupiłabym takie perfumy.



Kolejne kosmetyki to już nowości z Polski, które ostatnio przywiózł mi tato. Po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do kosmetyków Pat&Rub, teraz znajdujących się pod nazwą Naturativ. I tu wyszła dziwna sytuacja, osoby, które znają P&R na pewno dostały maile czy słyszały o tym, że marka znika z rynku co wszystkich podejrzewam zasmuciło jednak dobra wiadomość była taka, że kosmetyki te będzie można nabyć pod inną nazwą i w opakowaniach ze zmieniona szatą graficzną. I wszystko wydawało się ok dopóty dopóki nie trafiłam na oświadczenie Kingi Rusin, że została oszukana, a jej receptury wykradzione. Nie będę się tutaj teraz rozpisywała na ten temat, wszystko można znaleźć w internecie, jednak wyczytałam tam też, że p. Kinga nie wie gdzie kosmetyki Naturativ są produkowane ani z jakich surowców. Nie powiem, trochę mną ta informacja wstrząsnęła, ale że już złożyłam zamówienie stwierdziłam trudno, zużyję je, ale raczej już do nich nie wrócę. A na co się zdecydowałam? M.in. na ulubiony Tonik oraz Żel pod Prysznic z linii Hipoalergicznej. W Polsce czekają na mnie jeszcze dwa produkty marki, które nie zmieściły się już tacie do walizki. Ach, te ograniczenia! Nowości Phenome to prezent urodzinowy od siostry, już dawno miałam ochotę wypróbować ten żel do biustu - Deeply Firming Breast Relief, który dedykowany jest głównie kobietom w ciąży i mamom, ale myślę, że sprawdzi się u każdej kobiety, które chce te okolice nawilżyć i ujędrnić :) W paczce znalazła się tez mała pojemność kremu do twarzy - 24-hour Moisturizing System , miałam go kilka lat temu, bardzo lubiłam i chętnie sprawdzę czy jest tak nadal. Nie muszę chyba wspominać, że składy i zapachy w obu przypadkach są bajeczne? Tak właśnie jest! W sklepie pell.pl skorzystałam z promocji i skusiłam się na krem do dłoni Hand Cream Vanilla&Orange Peel od Grown Alchemist, który zresztą też od dawna miałam na oku. Do koszyka wrzuciłam jeszcze zestaw 5 bestsellerowych produktów do pielęgnacji twarzy, niestety również nie zmieścił się do walizki dlatego pokażę go Wam po powrocie do Polski :) Błyszczyk Clarins - Instant Light Natural Lip Perfector  to kolejny produkt, który po prostu muszę mieć. Tym razem zdecydowałam się na kolor - 12 Red z edycji limitowanej. Uwielbiam czerwienie, brakowało mi tego odcienia w ofercie i mam nadzieję, że marka wprowadzi go jednak do sprzedaży na stałe. No zobaczymy. Jeśli nie znacie tego produktu koniecznie to nadróbcie! I ostatni kosmetyk z Polski to szampon do włosów wypadających - Micro Stimulating Hair Bath, który dostałam do testów. Oway to włoska marka produkująca kosmetyki profesjonalne, a jednoczenie ekologiczne. Wiem, że się powtarzam, ale tego szamponu też byłam od dawna ciekawa więc tym bardziej ucieszyłam się z prezentu. Niedługo zabieram się za testy i dam Wam znać co i jak!



I na koniec zakupy zrobione już w Norwegii. Fig&Yarrow to amerykańska marka, na którą wpadłam na Instagramie a jakże by inaczej! ;) Pierwsze co mnie przyciągnęło to opakowania, minimalistyczne i piękne, spodobała mi się też filozofia firmy oraz proste, naturalne składy jednak zniechęcał brak dostępu, aż przez przypadek znalazłam te produkty w jednym z norweskich sklepów internetowych. Nie złożyłam od razu zamówienia, ale wiedziałam, że prędzej czy później coś kupię i w końcu nastał ten dzień. Przejrzałam dokładnie kosmetyki, przemyślałam czego potrzebuję i zdecydowałam się na peeling do twarzy - Facial Scrub oraz glinkową maseczkę - Clay Mask. Do wyboru jest prawdopodobnie 6 wersji czyli zielona, czerwona, biała itd., ja postawiłam na tę najmocniejszą czyli czarną, prócz glinki w składzie zawiera jeszcze aktywny węgiel oraz olejek palmarosa. Pierwsze testy wypadły obiecująco, oby tak dalej. Zdecydowałam się też na zakup słynnego chyba już naturalnego antyperspirantu Schmidt's. Od początku byłam przekonana, że kupie wersję w sztyfcie z bergamotką jednak koniec końców, po przeczytaniu opinii, zdecydowałam się na słoiczek i opcję bezzapachową. Przetestowałam już kilka naturalnych antyperspirantów, jedne były lepsze, drugie gorsze, ale z żadnego nie byłam w 100% zadowolona, ba, nie byłam zadowolona nawet w 50%. Tu natomiast muszę przyznać, że jest moc! Oczywiście to pierwsze wrażenia, ale już jestem pozytywnie zaskoczona! I pomyśleć, że tak długo zwlekałam z jego zakupem.
To już wszystkie moje sierpniowe nowości. We wrześniu nie planuję nic kupować, ale wszystko może się jeszcze zmienić.  

Koniecznie dajcie znać co Was najbardziej zainteresowało? A może któryś z kosmetyków już znacie? I dzięki, że wytrwałyście do końca ;)

29.6.16

Ulubieńcy - czerwiec 2016

Co to był za miesiąc! Intensywny, pracowity, ponury, deszczowy i zimny, ale też pełen miłych niespodzianek i odwiedzin. Mimo wielu obowiązków znalazło się też trochę czasu na przyjemności, jak gotowanie, oglądanie seriali, wieczorne domowe SPA czy poranny makijaż.  W międzyczasie udało mi się też przetestować kilka nowości, ale i bardzo chętnie wracałam do tych starych i sprawdzonych. I dzisiaj właśnie powstał taki misz-masz, znajdziecie tu kilka kosmetyków, które stosuję od niedawna, ale już zdążyły mnie zachwycić, są i kosmetyki, które były już kiedyś w ulubieńcach i trafiły tutaj ponownie ponieważ są doskonałe. No to co, zapraszam do czytania.

Sylveco, Rumiankowy Żel do Twarzy - miałam ochotę przedstawić go Wam już w poprzednim poście z ulubieńcami i sama nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam. Jest rewelacyjny, do tego wydajny i bardzo tani! Nie tylko doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu i innych zanieczyszczeń bez naruszania warstwy hydrolipidowej, ale też, dzięki zawartości kwasu salicylowego, działa antybakteryjnie, wspomaga walkę z wypryskami, oczyszcza pory i reguluje wydzielanie sebum. Ja stosuję go zarówno rano jak i wieczorem, po uprzednim umyciu twarzy olejkiem Resibo. Żel doskonale usuwa jego pozostałości pozostawiając skórę oczyszczoną, przyjemnie gładką i elastyczną bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia. Niby to tylko kosmetyk, który nakładamy i zmywamy, ale przy regularnym użyciu można zauważyć poprawę stanu skóry, a z wyżej wspomnianym olejkiem Sylveco tworzy duet doskonały. Polecam dosłownie każdemu. Nawet gdy się nie sprawdzi nie będzie szkoda go wyrzucić, ale gwarantuje, że będziecie zachwycone!

Phenome, Purifying Anti-Dandruff Shampoo - jeden z  moich ulubionych szamponów do którego wracam regularnie i z przyjemnością. Przede wszystkim świetnie wpływa na kondycje włosów, odżywia je i wzmacnia oraz doskonale dba o skórę głowy, a moja jest szczególnie kapryśna i bardzo wrażliwa. Ostatnio do tego dołączył łupież jednak Purifying Anti-Dandruff Shampoo szybko pomógł mi się z tym problemem uporać, nawilżył skalp i ukoił, a ja odetchnęłam z ulgą. Co więcej, kosmetyk ma gęstą konsystencję, świetnie się pieni, dobrze oczyszcza, a włosy są po nim niesamowicie błyszczące, nawilżone, puszyste, a jednocześnie mięsiste, śliskie i pełne objętości. Coś wspaniałego! Uwielbiam i polecam szczególnie osobom z problemem łupieżu czy też cienkimi, szybko przetłuszczającymi się włosami. Cudo <3




Mario Badescu, AHA Botanic Body Soap - fantastyczny żel pod prysznic, który jednocześnie oczyszcza, delikatnie złuszcza, a także nawilża i łagodzi. Kupiłam go skuszona bardzo pozytywnymi recenzjami i nie zawiodłam się. Nie sprawdziłam jednak przed zakupem składu i dopiero podczas którejś kąpieli z jego użyciem zauważyłam, że zawiera SLS jednak nie wpływa on w żaden negatywny sposób na skórę. Oprócz tego znajdziemy w nim też ekstrakty owocowe z papai i grejpfruta, ekstrakt z żeń-szenia oraz proteiny owsa. Mieszanka ta doskonale wpływa na skórę, świetnie oczyszcza i pomaga pozbyć się wyprysków z dekoltu czy ramion, a zdarza się, że czasem mam taki problem. Co więcej, żel jest naprawdę łagodny, pozostawia skórę niesamowicie gładką, przyjemnie miękką i delikatnie nawilżoną, a do tego bosko pachnie! To pierwsze moje opakowanie, ale na pewno nie ostatnie.

Chanel, Allure Lip Gloss, Sensible - błyszczyk, który ostatnio pojawił się na blogu w pełnej recenzji >klik<, pojawił się też już kiedyś jako ulubieniec. Co tu dużo mówić, dla mnie genialny. Kremowy, o dobrym kryciu, pięknym połysku i komfortowej konsystencji. Pielęgnuje usta, trwa na nich długi czas, nie wymaga użycia lusterka podczas aplikacji, piękne, minimalistyczne opakowanie zapewnia poczucie luksusu, a kolor Sensible - neutralny koralowy róż - pasuje zawsze i wszędzie. W czerwcu gdy nie wiedziałam co zaaplikować na usta sięgałam właśnie po niego i to był zawsze dobry wybór!



Eco Tan, Face Tan Water - aaa, cudo! Czyli samoopalający tonik oparty całkowicie na składnikach naturalnych, nie tylko nadaje cerze piękny oliwkowy odcień opalenizny, ale też wspaniale odżywia i działa przeciwtrądzikowo. Ja aplikuję go delikatnie nasączonym wacikiem na twarz, szyje oraz dekolt, przeważnie wieczorem co 3-4 dni, a rano budzę się z  delikatnie muśniętą słońcem skórą, która wygląda zdrowo i promiennie. Tak jak wspomniałam wyżej, tonik świetnie nawilża więc czasem pomijam już nakładanie jakichkolwiek innych produktów nawilżających. O zapychaniu  nie ma mowy, nie ma tu też plam, smug ani zacieków. Kosmetyk ściera się równomiernie i wydziela naprawdę minimalny zapach. Czuję go jedynie chwilę po aplikacji i tyle. Zdecydowanie przebił na głowę inne samoopalacze i nawet jeśli do tej pory omijałyście tego typu produkty tego się nie bójce, serio, nie ma opcji żeby zrobić sobie nim krzywdę!

Clinique, Pop Lip Colour, 06 Poppy Pop - kolejny produkt do ust w czerwcowych ulubieńcach. Tym razem pomadka. Kremowa, niesamowicie napigmentowana, trwała i w kolorze koralowej czerwieni. Soczystym i przyciągającym wzrok. Ożywiała mi ponure czerwcowe dni, dodawała zwykłemu outfitowi  charakteru i wspaniale rozpogadzała twarz. W zależności od nastroju czy okazji raz wklepywałam ją tylko delikatnie w usta innym razem nakładałam grubszą warstwą, w obu wersjach sprawdza i prezentuje się fenomenalnie, a jej minimalistyczne i jednocześnie piękne opakowanie sprawia, że mam ochotę sięgać po nią non stop. Na ustach możecie zobaczyć ją o tu >klik<.





Aesop, Oil - Free Facial Hydrating Serum - gości u mnie od dawna jednak dopiero ostatnio przekonałam się jakie jest naprawdę wspaniałe. Lekkie, o nieco żelowej konsystencji, oparte na aloesie i wzbogacone witaminami. Bardzo szybko się wchłania, łagodzi podrażnienia, zmiękcza i moją mieszaną cerę nawilża tak dobrze, że w chwili obecnej stosuję je już solo bez żadnego kremu. Stanowi świetną bazę pod makijaż, nic się nie nim nie roluje ani nie waży, skóra dłużej zachowuje mat i przez cały dzień czuje się komfortowo. Pisałam o nim też tutaj >klik< i tutaj >klik<. Jeśli szukacie dobrego serum aby wzmocnić działanie kremu czy też lekkiego nawilżacza na lato jak najbardziej polecam, szczególnie posiadaczkom cery mieszanej i tłustej. Lekkie, łagodzące i odżywcze <3 


Lumene, Color Correcting Cream - korektor, podkład i rozświetlacz w jednym. Zapewnia średnie krycie, pięknie stapia się ze skórą, trwa na niej cały dzień i daje fantastyczne satynowe wykończenie. Cera z miejsca nabiera blasku, prezentuje się zdrowo i pięknie i tak przez cały dzień. Ja w czerwcu sięgałam po ten krem CC niemalże codziennie, pomijając dni gdy nie robiłam makijażu, i za każdym razem byłam zachwycona efektem i wciąż jestem. Aplikacja nie sprawia problemów, krem nie pozostawia smug, wyrównuje koloryt i ukrywa zmęczenie, do tego jest niewyczuwalny, nie podkreśla suchych skórek oraz nie wzmaga przetłuszczania skóry, a  blask który daje jest subtelny aczkolwiek widoczny. Natomiast kolor, posiadam odcień Medium, ładnie dopasowuje się do koloru cery i nie oksyduje w ciągu dnia. Po aplikacji wystarczy tylko wytuszować rzęsy, nałożyć błyszczyk/pomadkę, bronzer lub róż, skorygować brwi i letni makijaż gotowy. W akcji możecie zobaczyć go tutaj >klik<. Polecam!



Organique, Balsam do Ciała z masłem Shea, Mango - przez cały rok dbam o dobre nawilżenie skóry nie tylko twarzy, ale też ciała bo dobrze nawilżona skóra jest gładka, elastyczna, miękka, zdecydowanie bardziej jędrna oraz odporna na działanie czynników środowiskowych. Balsam Organique w roli nawilżacza sprawdza się lepiej niż doskonale, a wersja mango jest idealnym umilaczem letnich wieczorów. Nieco słodka, a jednocześnie soczysta i bardzo intensywna. Zapach ten długo utrzymuje się na skórze i zdecydowanie wzmaga apetyt na owoce :) Uwielbiam po niego sięgać po wieczornej kąpieli. Smaruję się nim od stóp po prawie szyję ;) Mocno zbita, skondensowana konsystencja nieco utrudnia stosowanie, ale działanie zdecydowanie to wynagradza. Balsam topi się w kontakcie ze skórą, pokrywa ją warstwą ochronną, która otula, odżywia i regeneruje. Skóra odzyskuje naturalny poziom nawilżenia, jest odżywiona, miękka i  przyjemnie napięta, a efekt ten jest długotrwały. Idealny kosmetyk do pielęgnacji skóry przez cały rok, latem natomiast świetnie ukoi ją i zregeneruje po słonecznych kąpielach, a stosowany po szczotkowaniu ciała na sucho da naprawdę bajeczne efekty.

I to już wszyscy ulubieńcy. Który kosmetyk Was zaciekawił, a który już znacie? Co Was zachwyciło w czerwcu? Dajcie znać :)


15.6.16

Piękne nogi od zaraz!

Wszystkie jesteśmy inne, mamy inne figury, nosimy różne rozmiary, ale każda z nas bez wyjątku marzy o jednym: o pięknych nogach! I wcale nie muszą być one chude czy długie jak u modelek ważne aby były zadbane. Z gładką, nawilżoną, jędrną i lekko opalona skórą. Zadbane nogi zawsze prezentują się apetycznie i nikt temu nie zaprzeczy. Aby osiągnąć najlepsze efekty warto racjonalnie się odżywiać oraz uprawiać jakiś sport, ale i bez tego da się coś zrobić. Dzisiaj chciałam przedstawić Wam produkty, które stosowane regularnie sprawią, że Wasze nogi już zawsze będą prezentowały się pięknie, a Wy będziecie je chętnie i jak najczęściej pokazywały, o!



Pierwszym i zdecydowanie najważniejszym narzędziem jest tutaj szczotka do szczotkowania ciała na sucho. Stosowana regularnie w cudowny sposób wygładzi, pobudzi krążenie, pomoże w walce z cellulitem, w dużym stopniu go zwalczy, fantastycznie ujędrni skórę oraz nada jej zdrowego kolorytu. Ale to nie koniec. Przy okazji poprawi samopoczucie, doda energii i pomoże pozbyć się toksyn z organizmu. Należy przy tym pamiętać, aby masaż zawsze wykonywać od dołu do góry kierując się w stronę serca, mogą to być ruchy posuwiste lub koliste np. na udach i brzuchu (warto "przemasować" całe ciało nie tylko nogi!), ważne aby kierunek został zachowany, dokładną instrukcję znajdziecie w filmikach na You Tube :) A jaką szczotkę najlepiej wybrać? Z naturalnym włosiem i niezbyt twardą, szczotkowanie ma być przyjemnością, a nie karą. Ja swoją ulubioną szczotkę czyli tę marki Fridge zostawiłam w Polsce i obecnie używam tej od The Body Shop, która nie jest zbyt dobra szczególnie dla osób, które przygodę ze szczotkowaniem dopiero rozpoczynają. Wracając jednak do Fridge, jest idealna! Solidna, wykonana z końskiego włosia i szorstka, ale jednocześnie łagodna i przyjemna dla skóry. Nie powoduje podrażnień, nie drapie i dobrze leży w dłoni. Więcej o szczotkowaniu ciała i przeciwwskazaniach przeczytacie w jednym z moich starych postów >klik<. Zapraszam :)








Kolejny produkt to balsam. Jest on niezbędnym kosmetykiem w walce o piękne nogi bo sucha, łuszcząca się i pomarszczona czy podrażniona skóra nigdy nie będzie wyglądała dobrze. Musi być odpowiednio odżywiona i koniec kropka! Warto postawić na taki, który jednocześnie ujędrnia i odżywia. Ja obecnie stosuję Soothing Body Serum marki Phenome. Jak zauważyłyście jest to serum, ale tylko z nazwy. Kosmetyk ma postać lekkiego balsamu i fantastycznie w tej roli się sprawdza. Opracowany został na wyselekcjonowanych składnikach, które zapewniają kompleksowe działanie. Stosowany codziennie przywraca skórze odpowiedni poziom nawilżenia, wspomaga walkę z cellulitem, zmiękcza, regeneruje, napina i uelastycznia. Ponadto cudownie, świeżo pachnie i natychmiast się wchłania co pozwala zaoszczędzić czas i szybko się ubrać. Na zimę będzie zbyt lekki, ale teraz w okresie wiosenno - letnim sprawdza się cudownie.



Opalanie nie tylko wysusza i niszczy skórę, ale też szkodzi i może powodować raka skóry, a jak wiemy najapetyczniej wyglądają nogi lekko muśnięte słońcem. Jednak bez obaw nie musimy korzystać z kąpieli słonecznych aby nasza skóra miała cudowny odcień. Tutaj z pomocą przychodzą samoopalacze. Na rynku jest ich mnóstwo, ale najlepszym rozwiązaniem jest ten w kroplach Radiance Plus Golden Glow Booster od Clarins. Stosuje się go w duecie z balsamem dzięki czemu jednocześnie i nawilżamy skórę i zyskujemy piękną opaleniznę. Ja uwielbiam go za wszystko. Za łatwość aplikacji, piękny efekt widoczny już po pierwszym użyciu, brak smug czy plam, a także za bardzo naturalny, oliwkowy odcień, który daje. Jak to samoopalacz niestety wydziela nieprzyjemny zapach, jednak jest on krótko wyczuwalny, a już kilka godzin po aplikacji możemy cieszyć się piękną opalenizną, która to upiększa, ukrywa mankamenty, wyrównuje koloryt i optycznie wyszczupla nogi! Ja jestem na tak, a Wy? :)






Pod żadnym pozorem nie można zapominać o peelingu. Szczotka pomaga złuszczać naskórek i wygładza, ale porządny peeling wykonany raz lub dwa razy pogłębi ten efekt, dodatkowo wspomoże walkę z cellulitem, ujędrni i pobudzi skórę do odnowy! I tutaj najbardziej polecam peeling kawowy, szczególnie jeśli walczycie z pomarańczową skórką. Możecie go przygotować samodzielnie w domu lub sięgnąć po gotowe mieszanki, które oprócz kawy w składzie zawierają inne substancje jak np. olejki, witaminy czy cukier. Na rynku wybór takowych peelingów jest coraz większy, ja upodobałam sobie ten marki Frank Body w wersji Original. Bosko pachnie kawą, tak bardzo naturalnie, no cudownie, i jeszcze lepiej działa. Zastosowany na mokrą skórę porządnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, napina, pobudza krążenie i przygotowuje skórę na nałożenie kolejnych preparatów pielęgnacyjnych choć sam w sobie dzięki zawartości olejku z migdałów oraz wit. E daje przyjemne nawilżenie. Jeśli mamy czas warto pozostawić go na skórze przez kilka lub kilkanaście minut dłużej. Kawa zadziała na skórę jeszcze aktywniej, a pozostałe składniki peelingu doskonale ją odżywią. Uwierzcie mi, po takim zabiegu od razu można poczuć się lżej, skóra jest bajeczna w dotyku, niesamowicie napięta, a cellulit zdecydowanie mniej widoczny. Co więcej, nie ma tu mowy o podrażnieniach, jednak w przypadku gdy macie problem z naczynkami lub żylakami należy omijać te miejsca lub wykonać jedynie bardzo delikatny masaż bez mocnego pocierania.



Te cztery kroki sprawią, że skóra nóg z dnia na dzień będzie coraz gładsza, jędrniejsza, napięta, odżywiona i elastyczna, o zdrowym kolorycie i bez grama cellulitu. Wymaga to zaledwie kilku minut dziennie i naprawdę warto je poświęcić. Wskakując w spódnicę czy szorty nie będziecie zastanawiały się czy jednak nie założyć długich spodni, a jeśli jeszcze wsmarujecie w nogi jakiś olejek skóra nabierze delikatnego blasku, będzie prezentowała się ponętnie i jeszcze ładniej! Nie zapomnijcie też o pomalowanych paznokciach. Tu najlepiej sprawdzą się czerwienie, róże bądź koral. No i wszystko, teraz można ruszać na podbój świata ;)

No to kto się do mnie przyłączy i będzie stosował te cztery kroki? :) A może już dawno wprowadziłyście je do swojej pielęgnacji? Dajcie znać :)

22.5.16

Moja poranna pielęgnacja twarzy

Ostatnio dostaję od Was coraz więcej maili z prośbą o polecenie dobrych i skutecznych produktów do twarzy, prosicie też abym pokazała swoją obecną pielęgnację w całości, a że taki post pojawił się ostatni raz dawno temu postanowiłam spełnić Wasze życzenie i w końcu go zaktualizować. Tym bardziej, że od tamtego czasu wiele się zmieniło, a wręcz wszystko. Zminimalizowałam trochę ilość używanych kosmetyków, zmieniłam je całkowicie i muszę przyznać, że jestem z tej zmiany bardzo zadowolona, moja kapryśna, skłonna do wyprysków, mieszana w stronę suchej cera oczywiście też. Na chwilę obecną mogę śmiało napisać, że znalazłam swoją pielęgnacje idealną. Jest dobrze dopasowana do mojego typu cery i skuteczna.





Poranek zaczynam od dokładnego oczyszczenia, jest ono dla mnie tak samo ważne jak to wieczorne. Zależy mi aby w łagodny sposób oczyścić skórę, nie podrażnić jej i przygotować na nałożenie kolejnych kosmetyków. Do tego celu używam obecnie pianki Phenome - Non-drying Cleansing Foam przeznaczonej dla każdego typu cery. Jest delikatna, naturalna, opracowana na wodzie różanej i innych wspaniałościach, w bardzo łagodny, a przy tym skuteczny sposób oczyszcza skórę, dobrze się spłukuje, nie powoduje podrażnień i nie przesusza pozostawiając cerę odświeżoną, przyjemnie napiętą, gładką i elastyczną. 

W kolejnym etapie sięgam po tonik. To także dla mnie ważny krok, którego nigdy nie pomijam. Obecnie gości u mnie  oczyszczający Nuxe - Skin Perfecting Purifying Lotion, bardzo łagodny, odświeżający z zawartością wody kwiatowej z rozmarynu i ekstraktu z irysa. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Przyjemnie pachnie, pomaga usunąć ze skóry pozostałości, których nie zmyła pianka, wyrównuje pH, odświeża, koi i przede wszystkim nie pozostawia na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy pozostawiając ja matową i gładką. 



Tak przygotowana skóra jest gotowa na nałożenie kremów. Zawsze zaczynam od tego pod oczy. Już od prawie dwóch miesięcy stosuję kawowy krem Fridge - 4.1 Coffee Eye. Fantastyczny! W stu procentach naturalny, niezwykle treściwy i odżywczy. Doskonale nawilża, napina, likwiduje płytkie zmarszczki, uelastycznia,  pomaga też zminimalizować worki oraz cienie, a także usunąć suchość w kącikach. Do tego jest niezwykle komfortowy, nie podrażni nawet najwrażliwszej skóry i mimo bogatej konsystencji dobrze się wchłania, stanowiąc idealną bazę pod korektor czy rozświetlacz. Nic się na nim nie roluje ani nie waży. 

Następnie czas na krem do twarzy lub serum i krem. Tutaj wszystko zależy w jakim stanie jest moja cera. Gdy czuję, że jest przesuszona i napięta wtedy sięgam po oba produkty, natomiast w  dni gdy nie potrzebuje dużego nawilżenia wybieram sam krem. Serum które obecnie stosuję to Oil Free Facial Hydrating Serum marki Aesop, o którym napisałam nieco więcej tutaj >klik<. Przeznaczone do cer mieszanych, tłustych oraz wrażliwych, z zawartością aloesu oraz witamin. Doskonale się wchłania, łagodzi podrażnienia, delikatnie napina, nie obciąża skóry, nie zapycha jej i naprawdę dobrze nawilża. Tak dobrze, że latem przy tłustej cerze śmiało sprawdzi się zamiast kremu. Moja cera bardzo je lubi, chwilę po aplikacji przestaje być wyczuwalne, a jego delikatny zapach umila stosowanie. 



No i teraz krem. Wiem, że powinnam już zacząć sięgać po jakiś z filtrem, ale po pierwsze pogoda w północnej Norwegii praktycznie przez cały czas jest okropna, jesienna, szara, bura i ponura, po drugie nie spędzam zbyt wiele czasu na dworze, a po trzecie ten jest tak doskonały, że nie chcę zmieniać go na żaden inny. Mowa tu o Balancing Moisturiser and Gentle Exfoliant - Alpha H (więcej o kosmetykach Alpha H tu >klik<). Lekki, szybko wchłaniający się, z zawartością kwasu hialuronowego, wit. E, aloesu, zielonej herbaty oraz 10% kwasu glikolowego, który reguluje wydzielanie sebum, minimalizuje pory, redukuje wypryski oraz wspomaga odnowę skóry. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, krem jest delikatny dla skóry, a moja jest wrażliwa!, zapewnia jej dobre nawilżenie, jest doskonałą bazą pod makijaż, przedłuża jego trwałość i sprawia, że cera przez cały dzień jest gładka i promienna, bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia. Do tego jest niesamowicie wydajny, a dzięki zawartości mentolu w składzie daje uczucie przyjemnego chłodzenia i odświeżenia. EDIT: Ideał na cer mieszanych, tłustych i trądzikowych, ale uwaga - obecnie polecam go Wam do stosowania wyłącznie na noc gdyż teraz, gdy w Polsce pogoda jest iście wakacyjna, zawartość kwasu może spowodować, że nabawicie się przebarwień czy podrażnicie sobie skórę. Dlatego, gdybyście zdecydowały się na zakup, Balancing Moisturiser and Gentle Exfoliant aplikujcie na noc, natomiast na dzień stosujcie inny krem, koniecznie z wysokim filtrem. Od siebie polecam emulsję matującą Capital Soleil od Vichy. Szybko się wchłania, nie bieli, jest idealna pod makijaż i długo utrzymuje mat :)

Nie zapominam też o ustach. Obecnie aplikuję na nie Cytrynowy Pielęgnacyjny Balsam do Ust - Skin&Tonic. Jest on połączeniem zaledwie 3 organicznych składników: masła Shea, wosku pszczelego oraz czystego oleju kokosowego. Pokrywa usta niewyczuwalną, przezroczystą warstwą i wykazuje natychmiastowe działanie. Wygładza, odżywia i doskonale pielęgnuje pozostawiając je gładkie, miękkie oraz nawilżone przez naprawdę długi czas. Ponadto delikatnie cytrynowo pachnie, a jego opakowanie jest małe, poręczne i całkiem urocze. Lubię i sięgam z przyjemnością, także w ciągu dnia.



I to już wszystkie kosmetyki, które towarzyszą mi podczas porannej pielęgnacji. Uważacie, że to dużo, mało czy w sam raz? Znacie któryś z wymienionych przeze mnie kosmetyków? Który wpadł Wam w oko i macie ochotę go przetestować? Czekam na Wasze komentarze i już teraz zapraszam Was na kolejny pielęgnacyjny post, który pojawi się wkrótce :)

16.5.16

Spring essentials

Wiosna to czas zmian. Zmienia się przyroda, nasze potrzeby i kosmetyczki. Ciemne kolory zastępujemy tymi jaśniejszymi, ciężkie konsystencje lżejszymi, nie chcemy już kryjących podkładów, treściwych maseł czy mocnych, słodkich zapachów. Chcemy lekkości, świeżości, blasku, ale też skuteczności. Proponowane przeze mnie kosmetyki takie właśnie są, może nie wszystkie lekkie, ale szybko wchłaniające się, rześkie, pozwalające skórze oddychać, a przy tym skuteczne, kolorowe i piękne! Cieszą oko i pozwalają poczuć się lepiej.




Clarins, Radiance - Plus Golden Glow Booster - samoopalacz w kroplach, który już po jednej aplikacji przyciemni Waszą skórę nadając jej piękny, oliwkowy odcień bez cienia pomarańczy. Wystarczy zmieszać go z balsamem, zaaplikować na skórę i już. Pierwsze efekty widoczne są po kilku godzinach, kosmetyk nie pozostawia smug, równomiernie się ściera, nie brudzi ubrań, kolor opalenizny możemy stopniować aplikując go kilka dni pod rząd, a nieprzyjemny zapach który zostawia jest delikatny i krótkotrwały. Idealny towarzysz na ciepłe dni gdy chcemy wskoczyć w sukienkę, a nasz skóra jest jeszcze blada po zimie.

Becca, Beach Tint w kolorze Guava - farbka do policzków i ust, która zachwyci niejedną z Was. Uniwersalna, trwała i wodoodporna, idealnie stapia się ze skórą i trwa na niej przez cały dzień. Policzki przyodziewa w naturalny rumieniec, a usta delikatnie barwi. Jest lekka, niewyczuwalna, nie zapycha ani nie wysusza. Sprawdzi się też jako cień do powiek, i to na serio. Zaaplikowana szybko usuwa zmęczenie, rozpromienia i odświeża, a jej bardzo neutralny, różowo-koralowy odcień genialnie komponuje się zarówno z bladą jak i muśniętą słońcem cerą.

Phenome, Smoothing Body Serum - serum do ciała w postaci lekkiego balsamu. Przeznaczone do codziennego użytku i każdego typu skóry, w tym także wrażliwej, odżywia, wygładza, zmiękcza, napina i wspomaga walkę z cellulitem. Wszystko to zasługa naturalnego i wspaniale skomponowanego składu: brazylijski pieprz poprawia krążenie i modeluje, wyciągi z zielonej herbaty, arniki, papai i werbeny ujędrniają i uelastyczniają, natomiast oleje arganowy, macadamia i migdałowy regenerują i doskonale nawilżają. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, chłodzeniu czy pieczeniu, lekka konsystencja szybko się wchłania, a roślinny, świeży zapach dodaje energii. Idealny, kompleksowo działający kosmetyk, który wiosną powinna wypróbować każda z Was ;)

Fnug, Like Lolita - lakier do paznokci z zawartością krzemionki, kawioru, protein oraz witamin A, D, E i B. Wzmocni Wasze paznokcie, przyozdobi je, a jego soczysty, czerwony kolor z domieszką koralu poprawi humor, przywoła uśmiech i idealnie skomponuje się z wiosennymi outfitami. Precyzyjny pędzelek ułatwia aplikacje, idealna konsystencja nie wylewa się na skórki, a dwie cienkie warstwy zapewniają super krycie z połyskiem. Nie ma tu mowy o bąblowaniu czy smugach, sam lakier szybko schnie, a dzięki zastosowanej technologii chip resistant trzyma się od 4 do 6 dni.



Annabelle Minerals, Podkład Matujący  - podkład mineralny, który działa jak photoshop. Ujednolici Waszą skórę, wygładzi ją, zmatowi i rozświetli,  a przy tym nie obciąży i pozwoli jej oddychać. Łatwy i szybki w aplikacji - wystarczy nabrać na pędzel, otrzepać, a następnie kolistymi ruchami rozprowadzić po skórze, zapewnia krycie średnie do pełnego nie dając przy tym efektu maski, a co najważniejsze nie podrażnia oraz nie zapycha cery. Zastosowane w nim  składniki: rozświetlająca mika, matujący tlenek cynku, dwutlenek tytanu odpowiedzialny za ochronę UVA/UVB na poziomie 15SPF oraz koloryzujący tlenek żelaza zapewniają trwały i bezpieczny makijaż, który upiększa i poprawia samopoczucie. Co więcej, cztery gamy kolorystyczne, w których wyróżniono kilka poziomów jasności sprawiają, że każdy znajdzie kolor odpowiedni dla siebie.

Abel, Tonic - perfumy tak naturalne, że można je pić! Opracowane na alkoholu zbożowym, inspirowane mojito z szczyptą soli, beztroskie, nietuzinkowe i uzależniające. Wyróżnią Was z tłumu i nawet podczas ponurej pogody czy całym dniu spędzonym w biurze pozwolą poczuć się jak na rajskiej wyspie. Oparte na woni wetiweru i jedwabiście skarmelizowanego wyschniętego drewna, doprawione miętą i bergamotką tworzą zaskakującą kompozycję, którą można podzielić się ze swoim partnerem. Bo Tonic to zapach unisex, magiczny, tworzący na każdym nieco inne, niepowtarzalne połączenia. Tego nie da się opisać to trzeba poczuć :)

LA Bruket, Salt Scrub Sage/Rosemary/Lavender - organiczny peeling do ciała z soli morskiej. Doskonale przygotuje Waszą skórę na ciepłe dni i jednocześnie zapewni aromaterapeutyczne doznania w zaciszu własnej łazienki. W 100 % naturalny, bez zawartości zbędnych substancji jak sztuczne zapachy, związki chemiczne czy parabeny. Doskonale złuszcza martwy naskórek,wygładza, pobudza krążenie, a zawartość olejków z rozmarynu, lawendy i szałwii działa nie tylko tonizująco, antybakteryjnie i odżywczo, ale też wspaniale relaksuje i wycisza. Tak przygotowana skóra wygląda zdrowiej, jest jędrna, elastyczna, zregenerowana i doskonale nawilżona, a umysł odprężony i gotowy na kolejne dni.


Alba, Galenic Daily Hand Cream - niby tylko do rąk, ale może być także do stóp. Jest przeniesieniem receptury o aptecznej mocy do minimalistycznej, metalowej tubki. Gęsty, treściwy, a jednocześnie szybko wchłaniający się. Opracowany na maśle Shea, ekstrakcie z płatków nagietka oraz olejach: kokosowym, ze słodkich migdałów i owocni pomarańczy doskonale pielęgnuje, nawilża, wygładza, odżywia i zmiękcza, a także wspaniale regeneruje. Sprawi, że wasza skóra będzie delikatna jak nigdy dotąd i nieco słodko pachnąca ;)

Fridge, 1.6 Face Peeling - gęsty, kremowy peeling prosto z lodówki! Delikatny, naturalny i przeznaczony do każdego typu cery, rewelacyjnie sprawdzi się u każdej z Was! Zawarta w nim krzemionka doskonale złuszcza i oczyszcza, ekstrakt z bławatka bogaty w flawonoidy, sole mineralne i kasy organiczne działa przeciwzapalnie, a bergamotka nadaje delikatny, świeży zapach oraz łagodzi mikro urazy. Wystarczy jednominutowy masaż i już. Zrogowaciały naskórek zostaje usunięty,  cera nabiera blasku, jest wygładzona, elastyczna i oczyszczona oraz gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. A wszystko to bez podrażnień czy przesuszenia.

Fridge, 4.1 Coffee Eye - w 100% naturalny krem pod oczy z zawartością ekstraktu z kawy arabica. Jego zapach pobudzi Was do życia, a przeciw obrzękowe działanie ukryje zmęczenie po długich, wiosennych imprezach. Redukuje opuchliznę, rozjaśnia zasinienia i fantastycznie pielęgnuje dosłownie wygładzając płytkie zmarszczki. Gęsta konsystencja kremu szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż, nie roluje się, delikatnie napina, jest niezwykle komfortowy, a nawilżenie jakie daje wyczuwalne jest przez całą dobę. Ponadto nie podrażnia, a jego skład bez zawartości konserwantów, alkoholu i związków syntetycznych pozwala skórze oddychać.

Aesop, Oil Free Facial Hydrating Serum - beztłuszczowe serum przeznaczone głównie dla cer mieszanych, tłustych i wrażliwych. Opracowane na aloesie, wzmocnione zieloną herbata oraz witaminami. Zapewni Waszej skórze dodatkowe nawilżenie i wspaniale wzmocni działanie kremu. Lekkie, szybko wchłaniające się, przynosi natychmiastowe efekty, delikatnie napina i łagodzi. Aloes doskonale odżywia oraz minimalizuje produkcję sebum, zielona herbata działa antyoksydacyjnie, a witaminy B i C regenerują, stymulują produkcję kolagenu oraz uelastyczniają zapewniając skórze zdrowy, promienny wygląd bez obciążenia. 



Tak prezentują się moje wiosenne niezbędniki, które sprawdzą się również niemalże u każdej z Was. A jak Wygląda Wasza wiosenna kosmetyczka? Co Wam wpadło w oko? Koniecznie dajcie znać :)

23.4.16

Zużycia w mini recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć trochę kosmetyków, a tym samym zrobić nieco miejsca w łazience. Co prawda pustych opakowań uzbierało mi się więcej niż widzicie, ale tak to jest jak coś się położy w kilku miejscach to później się o tym zapomina... No nic, mimo wszystko zrobiło mi się lżej, a na półkach przejrzyściej choć muszę przyznać, że z niektórymi produktami rozstałam się ze smutkiem, a kilka z nich kupiłam już ponownie. W tej gromadce są też takie do których więcej nie wrócę, ale o tym poniżej. Herbata/woda/kawa/kakao/wino :) w dłoń i zapraszam do czytania.




Tołpa, SPA Eco, Aksamitny Krem-Mus pod prysznic i do kąpieli - ultra delikatny produkt o pięknym orzeźwiającym zapachu. W konsystencji przypomina trochę krem, doskonale oczyszcza i odświeża nie naruszając przy tym bariery ochronnej. Pozwala się zrelaksować, ponadto jest wydajny i godny wypróbowania.

Alba, Galeniczny Płyn do ciała i higieny intymnej - czyli  gęsty produkt o roślinno-ziołowym aromacie. Łagodny i wielofunkcyjny. Ja najczęściej stosowałam go do higieny intymnej i w tej roli sprawdza się fantastycznie. Nie podrażnia, doskonale oczyszcza, odświeża i łagodzi podrażnienia. W roli żelu pod prysznic również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie kupię ponownie!

Loccitane, Żel pod prysznic Vanille&Narcisse - na początku kupił mnie mocnym, nieco słodkim zapachem, który po pewnym czasie zaczął mnie drażnić. Sam żel jest natomiast w porządku. Doskonale oczyszcza, nie przesusza skóry pozostawiając ją gładką, elastyczna i pachnącą. Wydajność na plus, niestety opakowanie jest denerwujące, a szczególnie aplikator. 

Rituals, Pianka pod prysznic Happy Buddha - zdecydowanie mój jeden z ulubionych produktów marki, a zapach przebija wszystko! Jedwabista konsystencja delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę, a pomarańczowo-cedrowy zapach pieści zmysły. W efekcie umysł jest zrelaksowany, a skóra odświeżona, ale nie przesuszona. No bajka. Plus za ogromną wydajność i możliwość uzycia kosmetyku jako pianki do golenia <3

Yope, Mydło w płynie Vanilia Cynamon - uwielbiam te mydła i zużywam z namiętnością! Wydajne, łagodne, doskonale oczyszczają skórę dłoni nie wysuszając jej przy tym, za co ogromny plus! Do tego dorzucić trzeba świetny skład, piękny zapach i ładne opakowanie. No lubię i już.

Fitomed, Tonik nawilżający - niedrogi i naprawdę fajny tonik, które zachwycił mnie nie tylko całkiem niezłym składem, przyjemnym zapachem, ale też działaniem. Świetnie odświeża, tonizuje, łagodzi podrażnienia, a także nawilża pozostawiając skórę miękką, ukojoną i elastyczną bez uczucia napięcia czy oblepienia. Polecam.

Phenome, Krem do rąk Anti - Aging - mój ogromy ulubieniec. Charakteryzuje się lekką konsystencją i pięknym, cukrowym zapachem. Mimo swej lekkości naprawdę fantastycznie pielęgnuje, odżywia, zmiękcza, wygładza i nawilża wchłaniając się przy tym w mgnieniu oka. Co więcej, ma też bajeczny skład i jest nieziemsko wydajny! 

Bumble&Bumble, Thickening Conditioner - zużyłam i tyle. Nie zachwyciła mnie niczym bo mam wrażenie, że nie robi nic. Na pewno nie obciąża, ale też nie nawilża, może dodawała trochę objętości, ale efekt był naprawdę znikomy. Zapach ma przyjemny, a wydajność ogromną jednak ja jestem na nie. Nie za tę cenę...

Pat&Rub, Peeling Wyszczuplanie i Ujędrnianie - lubię od czasu do czasu do niego wracać, a raczej lubiłam. Za zadanie ma usuwać warstwę rogową naskórka i pobudzać krążenie i robi to, jednak niezbyt spektakularnie. Konsystencja jest tu rzadka, a ilość drobin niewielka. To raczej taki zdzierak to codziennego, delikatnego złuszczania, ale ja od tego mam szczotkę, która robi to znacznie lepiej no i nie muszę już za nią płacić :) Same rozumiecie.
PS. Tutaj post o szczotkach >klik<, a tu >klik< o samym szczotkowaniu.


Antipodes, Aura Manuka Honey Mask - bardzo przyjemna odżywczo-oczyszczająca maska po którą chętnie sięgałam szczególnie zimą. W łagodny sposób oczyszcza, ale nie tylko! Dzięki zawartości miodu manuka działa przeciwbakteryjnie, a także nawilżająco. W efekcie, po jej zastosowaniu, skóra odzyskuje prawidłowy poziom nawilżenia, jest jędrna, rozjaśniona i promienna, a wszystkie wypryski są wyciszone i szybciej się goją. Co więcej, naturalny, mandarynkowo-waniliowy zapach relaksuje i wycisza, a sama maska ma świetny skład i jest bardzo wydajna. 

Kiehl's, Midnight Recovery Eye - fajny, ale bez fajerwerków. Liczyłam, że usunie moje cienie pod oczami (ale czy cokolwiek jest w stanie je usunać?) i na początku coś tam rozjaśniał lecz później nie widziałam tego efektu wow. Ogólnie bardzo łagodny, lekki, szybko się wchłania i naprawdę nieźle nawilża, sprawiając, że skóra jest elastyczna, wygładzona, a zmarszczki mimiczne mniej widoczne. Wydajność i zapach na plus!

Pat&Rub, Krem pod oczy - bardzo lekki, a zarazem odżywczy krem. Naprawdę nieźle nawilża, uelastycznia, zapewnia uczucie komfortu, a do tego jest bardzo łagodny, nie powoduje podrażnień, szybko się wchłania i jest świetną bazą pod korektor czy ogólnie makijaż. Co więcej, ma świetny, naturalny skład i jest mega wydajny. Bć może jeszcze do niego wrócę choć nie jest moim nr. 1.

Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania jamy ustnej - uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Przede wszystkim za świetny, naturalny skład bogaty w ziołowe ekstrakty, a także genialne działanie. Szybko i skutecznie oczyszcza z resztek pokarmowych, odświeża oddech, a przy tym nie podrażnia błony śluzowej i pozwala utrzymać prawidłowe pH. Do tego jest wydajny i niedrogi oraz zdecydowanie lepszy od płynów drogeryjnych.

L'oreal, Falshe Lash Superstar - całkiem niezła maskara z dodatkowym serum, które dodaje objętości, podkręca i niesamowicie wydłuża. Sam tusz natomiast dokładnie pokrywa rzęsy, przyciemniając je i nadając spojrzeniu wyrazistości. Nic się nie rozmazuje, nie osypuje itd., tusz trwa na rzęsach cały dzień i bez problemu daje się usunąć przy pomocy płynu micelarnego. Szczoteczka natomiast jest silikonowa, wygodna i precyzyjna. Warto zwrócić na niego uwagę.

Organique, Pianka pod Prysznic Milk - moja miłość! Ta pianka jest delikatna jak puch, a jej zapach tak niesamowity, że nie da się go opisać. W ultra delikatny sposób oczyszcza skórę, odświeża ją, a zawartość gliceryny, oczywiście organicznej, sprawia, że  po umyciu jest ona nawilżona, ukojona, miękka, a uczucie ściągnięcia czy pieczenia przechodzi w niepamięć. Dorzucić do tego trzeba sporą wydajność i niezwykłe umilenie kąpieli i mamy kosmetyk idealny. W użyciu jest już kolejne opakowanie. Cudo!

John Masters Organics,  Szampon i Mgiełka z serii Scalp - bardzo fajny duet. Szampon w łagodny acz skuteczny sposób oczyszcza, nie podrażniając przy tym skóry głowy. Doskonale odświeża, dodaje włosom blasku i objętości, świetnie też reguluje wydzielanie sebum przedłużając tym samym czystość naszej czupryny. Zapach jest tu ładny, ziołowo-roślinny, a sam szampon dobrze się pieni i jest bardzo wydajny. Sprej za zadanie ma wzmacniać cebulki i pobudzać wzrost włosów, po tym małym opakowaniu trudno mi powiedzieć czy aby na pewno to robi. Wiem natomiast, że nie obciąża, odbija włosy od nasady, łagodzi podrażnienia, a wygodny aplikator ułatwia aplikację. Składy oczywiście są tu nienaganne, a ładne,stylizowane na apteczne opakowania cieszą oko! Cóż więcej mogę napisać, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowania <3

Bio IQ, Woda micelarna - łagodna, z cudownym składem i naprawdę dobra. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę oraz oczy z makijażu i innych zanieczyszczeń  nie pozostawiając uczucia lepkości czy tłustości. Skóra jest gładka, czysta i gotowa na dalsze zabiegi. Świetnie sprawdza się też w roli toniku, odświeża i delikatnie napina. Więcej o tu >klik<.

MAC, Waterproof Brow Set - kolejny ogromny ulubieniec czyli wodoodporny tusz do brwi. I faktycznie, jest bardzo trwały, nie ściera się, w szybki sposób pomaga podkreślić i zdefiniować brwi, optycznie je zagęszczając i przyciemniając. Plusem jest tu też wygodny, mały i precyzyjny aplikator oraz kilka kolorów do wyboru. To już moje nie wiem które opakowanie i na pewno będą kolejne.

The Body Shop, Hemp Hand Protector - pojawiał się juz w denku kilkukrotnie i myślę, że pojawi się jeszcze nie raz. No co zrobić, dla mnie najlepszy, choć w ulubieńcach marca pisałam o czymś równie dobrym >klik<. Wracając jednak do niego... Gęsty, treściwy, odżywczy. Potrafi doprowadzić suche, spierzchnięte dłonie do porządku już po pierwszym użyciu. Nie wchłania się tak odrazu, szczególnie jeśli nałożymy go trochę więcej, ale to nic bo działanie to wynagradza. Skóra odzyskuje miękkość, staje się elastyczna, gładka i nawilżona, a podrażnienia zostają złagodzone. Minusem jest zapach jednak można się przyzwyczaić. 

Decleor,  Shine Control Oxygenating Fluid - lekki krem przeznaczony do pielęgnacji cery tłustej oraz mieszanej. Przyjemnie pachnie, szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż i naprawdę nieźle pielęgnuje. Dobrze nawilża, zmiękcza i uelastycznia, do tego jest łagodny, nie powoduje podrażnień i nadmiernego przetłuszczania cery, nie obciąża ani nie zapycha. U mnie sprawdził się bardzo fajnie i pewnie kiedyś skuszę się na całą tubkę.

Skin&Tonic, Steam Clean - czyli oczyszczający balsam pielęgnacyjny. Co tu dużo pisać, genialny! Gęsty, o nieco oleistej konsystencji, szybko i skutecznie rozpuszcza resztki makijażu i inne zanieczyszczenia z powierzchni skóry pozostawiając ją doskonale oczyszczoną , a jednocześnie elastyczną, nawilżoną i gładką. Dodatek olejków z eukaliptusa i mięty dodatkowo potęguje uczucie dogłębnego odświeżenia, relaksuje i zapewnia przyjemne doznania. Miałam tylko mały słoiczek, ale kosmetyk jest niesamowicie wydajny i wystarczył na kilka o ile nie kilkanaście użyć. Na poważnie rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania.

Clinique, Chybby Stick w kolorze Two Ton Tomato - lubię za wszystko. Zaczynając od łatwej, bezproblemowej aplikacji niewymagającej użycia lusterka  poprzez delikatny, niewymuszony efekt na ustach, a kończąc na soczystym odcieniu czerwieni, który wpada nieco w koral. Wystarczy jedno pociągniecie aby usta były pokryte kolorem, a twarz zyskała wyrazu. Dorzucając do tego dużą wydajność i delikatne nawilżenie mamy produkt prawie idealny! Prawie bo trwałość nie jest tu najlepsza, ale mi to nie przeszkadza. Kolejna sztuka jest już w użyciu.

No to teraz dajcie znać czy któryś produkt Was zainteresował i macie ochotę na jego zakup? :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl