Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Masters Organics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Masters Organics. Pokaż wszystkie posty

19.3.17

Ulubione w lutym

Ulubieńcy lutego w przeszło połowie marca? Czemu nie! skoro mamy tu same perełki, o których koniecznie musicie się dowiedzieć. A więc, nie przedłużając, zapraszam na prezentacje.




John Masters Organics, Lime&Spruce Hand Cream - kremy do rąk to coś co zawsze muszę mieć przy sobie, szczególnie teraz gdy ręce myję jeszcze częściej niż zawsze, a to jak wiadomo nie służy skórze i tylko dodatkowo ją przesusza. Krem JMO zachwycił mnie szczególnie zapachem -naturalnym, leśnym. Długo takiego szukałam! Jest delikatny, niedrażniący, ale wyczuwalny i bardzo odprężający. Pod względem działania również nie mam mu nic do zarzucenia. Lekki, szybko wchłaniający się, a jednocześnie genialnie odżywiający. Wygładza skórę, nawilża, regeneruje i zapobiega utracie wody z naskórka. Idealny do stosowania na co dzień ze względu na szybkie wchłanianie i brak tłustej warstwy, a także na noc. Wtedy jeszcze lepiej regeneruje i nawilża! Skład jak się domyślacie - pierwsza klasa, no i wersja Lemon&Ginger jest równie fajna.

Organique, Aloe Vera Calming Therapy Face Cream- przeleżał kilka miesięcy w szafce zanim zaczęłam go stosować, ale cieszę się, że w końcu przyszła na niego pora. Co tu dużo pisać, jest genialny! Przeznaczony głównie dla cer suchych i wrażliwych, a moja teraz, podczas ciąży, taka właśnie jest. Ale ale, myślę, że na cerach normalnych czy mieszanych sprawdzi się równie fajnie. Lekki, puszysty, szybko się wchłania otulając skórę delikatną lecz nietłusta warstwą ochronną. Odżywia, łagodzi i utrzymuje prawidłowe nawilżenie skóry dzięki czemu jest ona gładka, jędrna i promienna. Co więcej, krem cudownie sprawdza się jako baza pod makijaż, przedłuża jego trwałość i nie powoduje przetłuszczania skóry. Ogromny plus należy się też za delikatny, nienachalny zapach, fajny skład i higieniczne oraz bardzo wygodne opakowanie z pompką. Na dziś to tyle, więcej napisze w pełnej recenzji bo serio, należy mu się. 



Alpha H, Balancing Cleanser with Aloe Vera - czyli delikatne mleczko do oczyszczania skóry. W ulubieńcach pojawia się już drugi raz, ale co zrobić, no uwielbiam i już. Łagodne, a przy tym super skuteczne. Doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum i innych zanieczyszczeń jednocześnie kojąc ją i odżywiając. W efekcie jest ona czysta, gładka, elastyczna i gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. Czasy gdy demakijaż był udręką już minęły, należy tylko sięgać po odpowiednie produkty, a Balancing Cleanser jest zdecydowanie moim faworytem, którego polecam z czystym sumieniem! I nie, nie jest to produkt tylko do cery suchej, to produkt praktycznie dla każdego. Cerę suchą nawilża, a mieszaną reguluje. 

Origins, Gentle Cleansing Oil - kolejny produkt, który pokazuje, że demakijaż może być przyjemnością. Mowa tu o lekkim olejku obok, którego krążyłam od dawna i dobrze, że zdecydowałam się w końcu na zakup bo okazał się prawdziwym HITEM! Nie dość, że pięknie usuwa cały makijaż to jeszcze nie podrażnia, nie powoduje mgły oraz nie pozostawia tłustej, nieprzyjemnej warstwy. Wystarczy zaaplikować go na suchą skórę oraz oczy, wykonać krótki masaż, a następnie usunąć wszystko ciepłą wodą, można to zrobić też przy użyciu ściereczki z mikrofibry czy muślinowej. Chwila moment i makijaż jest zmyty, a skóra czysta, promienna i oddychająca. Jedynym minusem jest tu duży otwór w butelce i brak aplikatora, ale będąc ostrożnym można bez problemu zaaplikować odpowiednią ilość produktu. Jeśli poszukujecie skutecznego olejku do demakijażu koniecznie się mu przyjrzycie bo warto!



tołpa, mum., olejek przeciw rozstępom - no cóż, ściemniać nie będę, dziś okazało się, że rozstępy mnie nie ominęły (pojawiły się nad pępkiem, ehh!) jednak nie winię tutaj olejku bo w ciągu dnia sięgam też po inne produkty pielęgnacyjne więc musiałabym napisać, że wszystkie są beznadziejne, a jak wiemy na to czy rozstępy się pojawią czy też nie składa się wiele różnych czynników. Widocznie tak miało być i już. A olejek lubię i zdania nie zmienię. Przeznaczony dla kobiet od 4 miesiąca ciąży i po porodzie, opracowany na olejach: ze słodkich migdałów i makadamia oraz wit. E. Gęsty, treściwy, o przyjemnym, pudrowym zapachu - taaak, zapach mnie ujął! W lutym sięgałam po niego regularnie, szczególnie zaraz po prysznicu. Zaaplikowany na mokrą skórę świetnie i błyskawicznie się rozprowadza, a osuszony ręcznikiem nie pozostawia tłustej warstwy tylko delikatną, otulającą mgiełkę, która nawilża, uelastycznia i odżywia skórę, zdecydowanie lubię ten efekt. Jak już wspomniałam, olejek nie uchronił mnie przed rozstępami, ale nie mam pretensji i polecam!

To już wszyscy ulubieńcy. Dajcie znać który z kosmetyków szczególnie Was zainteresował? I może polecicie mi coś na rozstępy już istniejące? 
Do napisania!

27.2.17

Nowości

Cześć! Dzisiaj chciałam trochę się pochwalić, a jednocześnie pokazać Wam jakie kosmetyki w ostatnim czasie zasiliły moją kosmetyczkę. Są to głównie naturalne i polskie produkty do pielęgnacji ciała oraz twarzy, ale nie tylko bo znalazły się tu też kosmetyki do pielęgnacji maluszka, a także te do makijażu i to prosto z Australii! Zobaczcie same.

Cashee Naturals to nowość na naszym rodzimym rynku. Marka tworzy produkty naturalne, bezpieczne, wegańskie i pięknie pachnące. Zresztą popatrzcie na same opakowania, też cieszą oko! Ja najchętniej przygarnęłabym wszystko z oferty firmy, ale żeby nie przesadzać na początek wybrałam dwa mydła: Rozmaryn oraz Glinkowy Peeling, Masło do ciała odżywcze konopie, Serum Regenerujące róża&dynia oraz Maść SOS nagietek&rumianek. W paczce znalazłam również kule do kąpieli, pachną bosko! I właśnie w takich momentach strasznie ubolewam, że nie mam wanny!


Kolejna nowość to baza do twarzy - Soothing Anti-Redness Base, którą Phenome przesłało mi z okazji Walentynek. Miło! Tym bardziej, że prezent idealnie wpisuje się w potrzeby mojej cery i jestem pewna, że mnie nie zawiedzie bo Phenome to marka, którą znam, uwielbiam i której ufam. Jeszcze żaden z testowanych przeze mnie produktów marki mnie nie rozczarował, a większość wręcz podbiła moje serce i zaostrzyła apetyt na więcej. Jeśli jeszcze nie znacie Phenome koniecznie nadróbcie zaległości!


Marka tołpa totalnie mnie rozpieściła i przesłała wypakowany po brzegi karton kosmetyków! W paczce znalazły się produkty z serii mum przeznaczone dla kobiet w ciąży i po porodzie, 3 produkty z serii SPA oraz moje ulubione płyny do higieny intymnej. Marka pomyślała też o moim synku, który niedługo przyjdzie na świat i jemu również sprezentowała kosmetyki z serii dermo, baby., które można stosować już od 1 miesiąca życia. Jeśli jesteście ciekawe jakie produkty wchodzą w skład wymienionych przeze mnie serii zajrzyjcie na stronę marki tołpa >klik<, tam znajdziecie cały asortyment :) A ja zdradzę Wam, że olejek przeciw rozstępom oraz aksamitny krem-mus pod prysznic i do kąpieli to póki co moi faworyci!



John Masters Organics to marka, której produkty bardzo mnie intrygują i z przyjemnością po nie sięgam. Do tej pory zdążyłam zaprzyjaźnić się z odżywką Citrus&Neroli oraz szamponem Scalp. Tym razem testuję produkty do ciała, a mowa tu o kremach do dłoni: Lime&Spruce i Lemon&Ginger, pachną pięknie!, peelingu Fresh oraz piance do mycia ciała i rąk Orange&Rose, która jest super lekka, puszysta i delikatna. To jeszcze nie ostateczna opinia, ale póki co muszę przyznać, że jest moc!

Kolejne nowości to taki miszmasz. Coś do twarzy, coś do włosów i coś do dłoni. Ale po kolei, idąc od lewej mamy tutaj: tonik malinowo-aloesowy Mokosh, szampon Rebalance marki Phenome, uwielbiam!, olejek do demakijażu Origins, zapowiada się HIT!, peeling do twarzy Aromatherapy Associates, jakoś mało w nim drobin, ale skórę pozostawia super gładką i miękką!, i na koniec ostatnio bardzo zachwalany krem Yope, lekki, szybko wchłaniający się i idealny do stosowania na co dzień!

I wspomniane na początku kosmetyki Inika prosto z Australii.  Ostatnio coraz chętniej sięgam po organiczne produkty do makijażu, dlatego bardzo ucieszyłam się z tego zestawu. Przyznam szczerze, że pierwsze konkretne testy dopiero przede mną, ale już teraz zapowiadam, że możecie spodziewać się pełnej recenzji. Czy będzie ona pozytywna czy negatywna? To dopiero się okaże. Tymczasem wszystkich zainteresowanych odsyłam do sklepu organicstyle.pl >klik<  , tu znajdziecie więcej produktów marki :)


No dobra i ostatnia już nowość, mowa tu o bajecznym, śliwkowym peelingu od Ministerstwa Dobrego Mydła. Czy Wy też tak macie, że pomyślicie o czymś i za chwilę się to dzieje? Ja miałam tak m.in. z tym peelingiem. Jednego dnia wieczorem pomyślałam, że muszę go kupić, a następnego dnia po południu był już u mnie. No magia, czarna magia! Ale ciesze się! Bo to produkt, który trzeba znać i trzeba mieć. Nic dodać, nic ująć. Zresztą kupcie go raz i przekonajcie się same.


Trochę wypadłam z wprawy jeśli chodzi o pisanie, ale mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Tymczasem pozdrawiam i do napisania! :)

27.10.16

Nowości, dużo nowości

Hej, witajcie po dłuższej przerwie :) Wiem, wiem już nie raz tłumaczyłam się ze swojej nieobecności, obiecywałam regularne pisanie, a dzisiaj nie będę! Nie chcę Was zanudzać i kolejny raz zawieść. Na powitanie przychodzę z postem z nowościami, a tych przybyło mi w październiku naprawdę sporo. Głównie dzięki uprzejmości kilku firm, które hojnie mnie obdarowały, ale i ja sama poczyniłam małe zakupy. Jeśli jesteście ciekawe co obecnie testuję lub w najbliższym czasie będę testować zapraszam dalej.




















W październiku trafiłam na fajną promocję na stronie Naturativ dzięki, której część produktów kupiłam 50% taniej, z takiej okazji nie mogłam nie skorzystać! Skusiłam się przede wszystkim na duet do włosów ciemnych oraz trio z serii otulającej czyli balsam do ciała, balsam do dłoni oraz żel pod prysznic. Jest to jedna z moich ulubionych serii i w okresie-jesienno zimowym jest po prostu niezastąpiona! Delikatne, naturalne składy troszczą się o skórę, a karmelowo - waniliowy zapach z nutką cytryny rozgrzewa i wprowadza w pozytywny nastrój. Co tu dużo mówić, uwielbiam. Peeling hipoalergiczny oraz balsam przeciw rozstępom to zakupy, które poczyniłam będąc jeszcze w Norwegii, ale nie miałam okazji pokazać ich wcześniej dlatego znalazły się tu teraz. Produkty Antipodes to zupełnie nieplanowany zakup, ale jak tylko zobaczyłam je w TK Maxx i to jeszcze w takich super cenach nie mogłam przejść obojętnie i tak weszłam w posiadanie kremu pod oczy - Kiwi Seed Oil Eye Cream  oraz maski - Aura Manuka Honey Mask, którą już miałam i tak polubiłam, że z przyjemnością do niej wróciłam. Jednocześnie oczyszcza, nawilża i działa antybakteryjnie. Cudo! 


Kosmetyki Ministerstwa Dobrego Mydła to prezent, mogłam wybrać do testów to co tylko chcę i tak zdecydowałam się na zachwalany peeling śliwkowy, potwierdzam - genialny!, niezawodne masło Shea, olej kokosowy oraz hydrolat rumiankowy. Wszystko na pewno szerzej opiszę na blogu także stay tuned ;) Kosmetyki Iossi również otrzymałam dzięki uprzejmości firmy. Szczerze przyznam, że ta marka tak mnie ciekawi, że miałam ochotę wziąć wszystko, ale zdecydowałam się tylko na to co było mi akurat potrzebne, a mamy tu nawilżający krem do twarzy Naffi, olejek do demakijażu Konopia/Krokosz do cery wrażliwej i/lub problematycznej,  regenerujący mus do ciała Spice of India, który w kontakcie ze skórą zmienia się w olejek oraz mgiełkę różaną. Już teraz muszę Wam wyznać, że jestem zachwycona - składami, zapachami, konsystencjami, działaniem, wszystkim - i bardzo polecam!


Zostając przy prezentach muszę się jeszcze pochwalić kosmetykami do makijażu kolejnej polskiej marki czyli Annabelle Minerals. Zostałam obdarowana cieniami do oczu, podkładem matującym (mój ukochany!), dwoma różami do policzków oraz nowością marki czyli pudrem glinkowym, który może być zarówno pudrem wykończeniowym jak i bazą pod podkład. W przesyłce znalazły się też pędzle, ale je pokażę Wam w kolejnym poście, natomiast o kolorówce spodziewajcie się pełnego wpisu tylko najpierw muszę to wszystko przetestować :) Zapomniałam wspomnieć jeszcze o peelingu Purite, który marka przesłała mi w ramach zadośćuczynienia bo niestety, ale moje pierwsze spotkanie z tym samym scrubem należało do mało przyjemnych, więcej tutaj >klik<. Nowe opakowanie okazało się o niebo lepsze i Purite na nowo zyskało w moich oczach! Nowości Phenome to po części prezent, a po części moje osobiste zakupy. Od marki otrzymałam przemiła przesyłkę niespodziankę z kremem do stóp - 60 Second Foot Relief Gel oraz olejkiem przeciw rozstępom - Mommy To Be, który zamierzałam sama nabyć więc fajnie się złożyło. Natomiast cukrowy żel pod prysznic - Nourishing Bath&Shower oraz maskę oczyszczającą - Purifying White Clay Mask kupiłam sama korzystając z promocji -15%. 


Krem z filtrem John Masters Organics oraz duet marki NCLA czyli lakier w kolorze Rodeo Drive Royalty  oraz utrwalacz Gelous? to zakupy z jednego z moich ulubionych sklepów, a mianowicie organicall.pl. Kremu jeszcze nie miałam okazji używać, natomiast tę dwójkę NCLA już zdążyłam bardzo polubić. Za bezpieczny skład bez zawartości 7 toksyn, za idealną konsystencję, łatwość aplikacji i piękny efekt na paznokciach oraz super trwałość.  I ostatnia nowość, uff, czyli krem pod oczy Clochee. To nowość marki i zapowiada się naprawdę dobrze, ale więcej będę mogła napisać bo dłuższych testach ;)
Jak widzicie wszystkie te produkty są naturalne, a także w większości polskie bo trzeba to przyznać, w Polsce na chwilę obecną mamy mnóstwo świetnych firm, które tworzą wspaniałe produkty. Z prostymi, bezpiecznymi składami, w estetycznych opakowaniach i o pięknych zapachach oraz świetnym działaniu dlatego chętnie po nie sięgam i z czystym sumieniem polecam je dalej i każdemu! :)





















Dajcie znać co wpadło Wam w oko, o czym chciałybyście więcej przeczytać? I koniecznie pochwalcie się swoimi nowościami! ;)

8.6.16

John Masters Organics - Citrus&Neroli Detangler/Najlepsza!

Nie chciałabym narzekać tutaj na pogodę, no ale kurczę, kto to słyszał żeby w czerwcu temperatura odczuwalna wahała się między 0 a 7 stopni, do tego wiatr mrozi krew w żyłach i urywa głowę, a ponurość odbiera całą ochotę do życia. Wiem, brzmi nierealnie, i ja sama czasem mam wrażenie, że śnię, ale tak właśnie jest. Zimno i beznadziejnie. Moje zdrowie psychiczne jest naprawdę zagrożone więc pogodo w północnej Norwegii popraw się, please! A tymczasem ja, siedząc pod kocem, chciałam napisać Wam o czymś naprawdę super, a mowa tu o odżywce Citrus&Neroli Detangler od John Masters Organics. 


To jeden z bestsellerów marki i wcale mnie to nie dziwi. Spakowana w wygodną, plastikową butelkę. Przeznaczona do każdego typu włosów, nawet cienkich! Mocno odżywcza, a jednocześnie nie obciążająca. Organiczna, o delikatnej formule, wypełniona po brzegi substancjami odżywczymi. Zaaplikowana na włosy oraz skalp działa niemalże natychmiast, a wszystko to dzięki wyselekcjonowanym składnikom, które zostały w niej zawarte. Pantenol - wzmacnia cebulki i dodaje objętości, acetamid MEA - utrzymuje prawidłowy poziom nawilżenia, proteiny pszeniczne - dodają blasku i zwiększają podatność na układanie, olejek z kiełków pszenicy - naturalnie nawilża i wzmacnia, gorzka pomarańcza - leczy suchą skórę głowy, różowy grapefruit - tonizuje, a cytryna - działa przeciwutleniająco i zapewnia nienachalny, cytrusowy zapach. 



Miks ten doskonale wpływa na kondycję włosów, a jego dobroczynne działanie można zauważyć już po pierwszym użyciu. Włosy natychmiast odzyskują miękkość, blask, są wygładzone, doskonale nawilżone i dociążone, mięsiste, a jednocześnie puszyste i lekkie. Odżywka nie obciąża ani nie przyspiesza przetłuszczania, a stosowana regularnie wypełnia włókno włosa, tym samym wspaniale wzmacnia i regeneruje. W efekcie włosy są zdrowe, mocne, sprężyste, cudownie miękkie i lśniące bez rozdwojonych końcówek. Kosmetyk zapobiega też łamaniu i przedłuża trwałość koloru w przypadku włosów farbowanych. Wystarczy zaledwie 5-10 minut aby uzyskać wspaniałe rezultaty, choć czas ten może się różnić w zależności od rodzaju czy kondycji włosów. Dlatego warto próbować i kombinować, a dla tych efektów warto.  Moje cienkie, przetłuszczające się, a także farbowane włosy ją uwielbiają, a lekka konsystencja i nienachalny, cytrusowy zapach sprawiają, że używanie Citrus&Neroli Detangler to sama przyjemność. I niech nie zniechęci Was cena bo wydajność jest tu ogromna! A odżywka stosowana nawet co drugi dzień wystarcza na długi, długi czas. Jeśli jej nie używałyście to koniecznie to zmieńcie, obiecuję, że się nie zawiedziecie.

Znacie już ją czy dopiero macie ochotę wypróbować? Stosujecie odżywki czy raczej pomijacie ten krok w pielęgnacji włosów? Koniecznie dajcie znać :)

23.4.16

Zużycia w mini recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć trochę kosmetyków, a tym samym zrobić nieco miejsca w łazience. Co prawda pustych opakowań uzbierało mi się więcej niż widzicie, ale tak to jest jak coś się położy w kilku miejscach to później się o tym zapomina... No nic, mimo wszystko zrobiło mi się lżej, a na półkach przejrzyściej choć muszę przyznać, że z niektórymi produktami rozstałam się ze smutkiem, a kilka z nich kupiłam już ponownie. W tej gromadce są też takie do których więcej nie wrócę, ale o tym poniżej. Herbata/woda/kawa/kakao/wino :) w dłoń i zapraszam do czytania.




Tołpa, SPA Eco, Aksamitny Krem-Mus pod prysznic i do kąpieli - ultra delikatny produkt o pięknym orzeźwiającym zapachu. W konsystencji przypomina trochę krem, doskonale oczyszcza i odświeża nie naruszając przy tym bariery ochronnej. Pozwala się zrelaksować, ponadto jest wydajny i godny wypróbowania.

Alba, Galeniczny Płyn do ciała i higieny intymnej - czyli  gęsty produkt o roślinno-ziołowym aromacie. Łagodny i wielofunkcyjny. Ja najczęściej stosowałam go do higieny intymnej i w tej roli sprawdza się fantastycznie. Nie podrażnia, doskonale oczyszcza, odświeża i łagodzi podrażnienia. W roli żelu pod prysznic również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie kupię ponownie!

Loccitane, Żel pod prysznic Vanille&Narcisse - na początku kupił mnie mocnym, nieco słodkim zapachem, który po pewnym czasie zaczął mnie drażnić. Sam żel jest natomiast w porządku. Doskonale oczyszcza, nie przesusza skóry pozostawiając ją gładką, elastyczna i pachnącą. Wydajność na plus, niestety opakowanie jest denerwujące, a szczególnie aplikator. 

Rituals, Pianka pod prysznic Happy Buddha - zdecydowanie mój jeden z ulubionych produktów marki, a zapach przebija wszystko! Jedwabista konsystencja delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę, a pomarańczowo-cedrowy zapach pieści zmysły. W efekcie umysł jest zrelaksowany, a skóra odświeżona, ale nie przesuszona. No bajka. Plus za ogromną wydajność i możliwość uzycia kosmetyku jako pianki do golenia <3

Yope, Mydło w płynie Vanilia Cynamon - uwielbiam te mydła i zużywam z namiętnością! Wydajne, łagodne, doskonale oczyszczają skórę dłoni nie wysuszając jej przy tym, za co ogromny plus! Do tego dorzucić trzeba świetny skład, piękny zapach i ładne opakowanie. No lubię i już.

Fitomed, Tonik nawilżający - niedrogi i naprawdę fajny tonik, które zachwycił mnie nie tylko całkiem niezłym składem, przyjemnym zapachem, ale też działaniem. Świetnie odświeża, tonizuje, łagodzi podrażnienia, a także nawilża pozostawiając skórę miękką, ukojoną i elastyczną bez uczucia napięcia czy oblepienia. Polecam.

Phenome, Krem do rąk Anti - Aging - mój ogromy ulubieniec. Charakteryzuje się lekką konsystencją i pięknym, cukrowym zapachem. Mimo swej lekkości naprawdę fantastycznie pielęgnuje, odżywia, zmiękcza, wygładza i nawilża wchłaniając się przy tym w mgnieniu oka. Co więcej, ma też bajeczny skład i jest nieziemsko wydajny! 

Bumble&Bumble, Thickening Conditioner - zużyłam i tyle. Nie zachwyciła mnie niczym bo mam wrażenie, że nie robi nic. Na pewno nie obciąża, ale też nie nawilża, może dodawała trochę objętości, ale efekt był naprawdę znikomy. Zapach ma przyjemny, a wydajność ogromną jednak ja jestem na nie. Nie za tę cenę...

Pat&Rub, Peeling Wyszczuplanie i Ujędrnianie - lubię od czasu do czasu do niego wracać, a raczej lubiłam. Za zadanie ma usuwać warstwę rogową naskórka i pobudzać krążenie i robi to, jednak niezbyt spektakularnie. Konsystencja jest tu rzadka, a ilość drobin niewielka. To raczej taki zdzierak to codziennego, delikatnego złuszczania, ale ja od tego mam szczotkę, która robi to znacznie lepiej no i nie muszę już za nią płacić :) Same rozumiecie.
PS. Tutaj post o szczotkach >klik<, a tu >klik< o samym szczotkowaniu.


Antipodes, Aura Manuka Honey Mask - bardzo przyjemna odżywczo-oczyszczająca maska po którą chętnie sięgałam szczególnie zimą. W łagodny sposób oczyszcza, ale nie tylko! Dzięki zawartości miodu manuka działa przeciwbakteryjnie, a także nawilżająco. W efekcie, po jej zastosowaniu, skóra odzyskuje prawidłowy poziom nawilżenia, jest jędrna, rozjaśniona i promienna, a wszystkie wypryski są wyciszone i szybciej się goją. Co więcej, naturalny, mandarynkowo-waniliowy zapach relaksuje i wycisza, a sama maska ma świetny skład i jest bardzo wydajna. 

Kiehl's, Midnight Recovery Eye - fajny, ale bez fajerwerków. Liczyłam, że usunie moje cienie pod oczami (ale czy cokolwiek jest w stanie je usunać?) i na początku coś tam rozjaśniał lecz później nie widziałam tego efektu wow. Ogólnie bardzo łagodny, lekki, szybko się wchłania i naprawdę nieźle nawilża, sprawiając, że skóra jest elastyczna, wygładzona, a zmarszczki mimiczne mniej widoczne. Wydajność i zapach na plus!

Pat&Rub, Krem pod oczy - bardzo lekki, a zarazem odżywczy krem. Naprawdę nieźle nawilża, uelastycznia, zapewnia uczucie komfortu, a do tego jest bardzo łagodny, nie powoduje podrażnień, szybko się wchłania i jest świetną bazą pod korektor czy ogólnie makijaż. Co więcej, ma świetny, naturalny skład i jest mega wydajny. Bć może jeszcze do niego wrócę choć nie jest moim nr. 1.

Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania jamy ustnej - uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Przede wszystkim za świetny, naturalny skład bogaty w ziołowe ekstrakty, a także genialne działanie. Szybko i skutecznie oczyszcza z resztek pokarmowych, odświeża oddech, a przy tym nie podrażnia błony śluzowej i pozwala utrzymać prawidłowe pH. Do tego jest wydajny i niedrogi oraz zdecydowanie lepszy od płynów drogeryjnych.

L'oreal, Falshe Lash Superstar - całkiem niezła maskara z dodatkowym serum, które dodaje objętości, podkręca i niesamowicie wydłuża. Sam tusz natomiast dokładnie pokrywa rzęsy, przyciemniając je i nadając spojrzeniu wyrazistości. Nic się nie rozmazuje, nie osypuje itd., tusz trwa na rzęsach cały dzień i bez problemu daje się usunąć przy pomocy płynu micelarnego. Szczoteczka natomiast jest silikonowa, wygodna i precyzyjna. Warto zwrócić na niego uwagę.

Organique, Pianka pod Prysznic Milk - moja miłość! Ta pianka jest delikatna jak puch, a jej zapach tak niesamowity, że nie da się go opisać. W ultra delikatny sposób oczyszcza skórę, odświeża ją, a zawartość gliceryny, oczywiście organicznej, sprawia, że  po umyciu jest ona nawilżona, ukojona, miękka, a uczucie ściągnięcia czy pieczenia przechodzi w niepamięć. Dorzucić do tego trzeba sporą wydajność i niezwykłe umilenie kąpieli i mamy kosmetyk idealny. W użyciu jest już kolejne opakowanie. Cudo!

John Masters Organics,  Szampon i Mgiełka z serii Scalp - bardzo fajny duet. Szampon w łagodny acz skuteczny sposób oczyszcza, nie podrażniając przy tym skóry głowy. Doskonale odświeża, dodaje włosom blasku i objętości, świetnie też reguluje wydzielanie sebum przedłużając tym samym czystość naszej czupryny. Zapach jest tu ładny, ziołowo-roślinny, a sam szampon dobrze się pieni i jest bardzo wydajny. Sprej za zadanie ma wzmacniać cebulki i pobudzać wzrost włosów, po tym małym opakowaniu trudno mi powiedzieć czy aby na pewno to robi. Wiem natomiast, że nie obciąża, odbija włosy od nasady, łagodzi podrażnienia, a wygodny aplikator ułatwia aplikację. Składy oczywiście są tu nienaganne, a ładne,stylizowane na apteczne opakowania cieszą oko! Cóż więcej mogę napisać, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowania <3

Bio IQ, Woda micelarna - łagodna, z cudownym składem i naprawdę dobra. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę oraz oczy z makijażu i innych zanieczyszczeń  nie pozostawiając uczucia lepkości czy tłustości. Skóra jest gładka, czysta i gotowa na dalsze zabiegi. Świetnie sprawdza się też w roli toniku, odświeża i delikatnie napina. Więcej o tu >klik<.

MAC, Waterproof Brow Set - kolejny ogromny ulubieniec czyli wodoodporny tusz do brwi. I faktycznie, jest bardzo trwały, nie ściera się, w szybki sposób pomaga podkreślić i zdefiniować brwi, optycznie je zagęszczając i przyciemniając. Plusem jest tu też wygodny, mały i precyzyjny aplikator oraz kilka kolorów do wyboru. To już moje nie wiem które opakowanie i na pewno będą kolejne.

The Body Shop, Hemp Hand Protector - pojawiał się juz w denku kilkukrotnie i myślę, że pojawi się jeszcze nie raz. No co zrobić, dla mnie najlepszy, choć w ulubieńcach marca pisałam o czymś równie dobrym >klik<. Wracając jednak do niego... Gęsty, treściwy, odżywczy. Potrafi doprowadzić suche, spierzchnięte dłonie do porządku już po pierwszym użyciu. Nie wchłania się tak odrazu, szczególnie jeśli nałożymy go trochę więcej, ale to nic bo działanie to wynagradza. Skóra odzyskuje miękkość, staje się elastyczna, gładka i nawilżona, a podrażnienia zostają złagodzone. Minusem jest zapach jednak można się przyzwyczaić. 

Decleor,  Shine Control Oxygenating Fluid - lekki krem przeznaczony do pielęgnacji cery tłustej oraz mieszanej. Przyjemnie pachnie, szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż i naprawdę nieźle pielęgnuje. Dobrze nawilża, zmiękcza i uelastycznia, do tego jest łagodny, nie powoduje podrażnień i nadmiernego przetłuszczania cery, nie obciąża ani nie zapycha. U mnie sprawdził się bardzo fajnie i pewnie kiedyś skuszę się na całą tubkę.

Skin&Tonic, Steam Clean - czyli oczyszczający balsam pielęgnacyjny. Co tu dużo pisać, genialny! Gęsty, o nieco oleistej konsystencji, szybko i skutecznie rozpuszcza resztki makijażu i inne zanieczyszczenia z powierzchni skóry pozostawiając ją doskonale oczyszczoną , a jednocześnie elastyczną, nawilżoną i gładką. Dodatek olejków z eukaliptusa i mięty dodatkowo potęguje uczucie dogłębnego odświeżenia, relaksuje i zapewnia przyjemne doznania. Miałam tylko mały słoiczek, ale kosmetyk jest niesamowicie wydajny i wystarczył na kilka o ile nie kilkanaście użyć. Na poważnie rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania.

Clinique, Chybby Stick w kolorze Two Ton Tomato - lubię za wszystko. Zaczynając od łatwej, bezproblemowej aplikacji niewymagającej użycia lusterka  poprzez delikatny, niewymuszony efekt na ustach, a kończąc na soczystym odcieniu czerwieni, który wpada nieco w koral. Wystarczy jedno pociągniecie aby usta były pokryte kolorem, a twarz zyskała wyrazu. Dorzucając do tego dużą wydajność i delikatne nawilżenie mamy produkt prawie idealny! Prawie bo trwałość nie jest tu najlepsza, ale mi to nie przeszkadza. Kolejna sztuka jest już w użyciu.

No to teraz dajcie znać czy któryś produkt Was zainteresował i macie ochotę na jego zakup? :)

3.4.16

Ulubieńcy - marzec 2016

Niedawno wróciłam z długiego spaceru, objadam się ptysiem, piszę ten post i tak sobie myślę, że sporo tych ulubieńców, ale nie mogło być inaczej. Po wszystkie te kosmetyki sięgałam w marcu z ogromną przyjemnością i z ręką na sercu mogę polecić je dalej. Jeśli jesteście ciekawe co w nich takiego super zapraszam do czytania! ;)


Phenome, Non-drying Cleansing Foam - o tej piance pisałam już tu >klik< i tu >klik< więc nie będę sie rozpisywała. Napiszę tyle - jest fantastyczna! Delikatna, skuteczna, nie podrażnia, łagodnie, ale skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę odświeżoną, czystą, przyjemnie napiętą i promienną. Idealna szczególnie do porannego oczyszczania, ale i wieczorem się sprawdzi. Skład, jak to u Phenome bajeczny!, a wydajność przeogromna. Stosowanie jej to czysta przyjemność, i to na serio <3

Bio IQ, Serum pod Oczy - stosuję je już kilka dobrych tygodni, a w marcu sięgałam po nie codziennie i muszę Wam napisać, że czyni cuda! Fantastycznie odżywia i nawilża skórę pod oczami, wygładza drobne linie, napina, przywraca elastyczność i regeneruje, a tym samym jest mega łagodne i nie powoduje podrażnień, a wręcz je łagodzi. Wszystko to zasługa fantastycznego, naturalnego i genialnie skomponowanego składu, w którym znajdziemy m.in.: czarny bez, oleje z nasion jojoby i słonecznika, kwiat chabra bławatka i ekstrakt z liści aloesu. Mieszanka ta sprawia, że serum nie tylko doskonale odżywia, ale działa też przeciwzmarszczkowo i antyoksydacyjnie. Co więcej, jest lekkie, szybko się wchłania i nawilża tek dobrze, że czasem pomijam już stosowanie kremu pod oczy.  Gorąco polecam! I przypominam, że Bio IQ to polska marka ;)



Kiko, Ultra Tech Mascara- to mój pierwszy kosmetyk marki, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył (Daria jeszcze raz dzięki za prezent!). Moje rzęsy są ostatnio w kiepskim stanie, inne tusze nie dawały mi spektakularnego efektu, ha nie dawały mi żadnego efektu, a tu sprawa ma się zupełnie inaczej. Tusz fantastycznie i wydłuża, i podkręca, i zagęszcza, dodaje też spojrzeniu wyrazistości, jest trwały, nie osypuje się i nie usztywnia rzęs, są one przez cały czas sprężyste. W zależności od ilości nałożonych warstw możemy uzyskać zarówno delikatny jak i mocniejszy look. Szczoteczka jest silikonowa, nieduża i bardzo precyzyjna, ładnie rozczesuje rzęsy i otula je sprawiając że każdy, nawet najmniejszy włosek pokryty jest maskarą. Jak już wspomniałam wyżej, tusz jest bardzo trwały, a z drugiej strony bez problemu daje się usunąć płynem do demakijażu. Naprawdę fajny produkt.

Fnug, Lakier Like Lolita - kupiłam go w ciemno i gdy tylko otworzyłam paczkę przeraziłam się "taki jaskrawy?", a teraz jest to najczęściej stosowany przeze mnie lakier, a w tym odcieniu ciepłej, wpadającej w koral czerwieni jestem wręcz zakochana! Jest niezwykle energetyzująca, pobudza i idealnie pasuje do wiosennych stylizacji, natomiast w ponure dni przywołuje na myśl słońce i przypomina, że trzeba cieszyć się życiem. Duży plus należy się też za idealną konsystencję oraz precyzyjny pędzelek, którym szybko i sprawnie pokryjemy płytkę. Ponadto lakier jest trwały, a jego formuła zawiera odżywcze proteiny, krzemionkę, delikatny kawior oraz witaminy A, D, E i B, które to wzmacniają paznokcie sprawiając, że  z dnia na dzień stają się mocniejsze. Nie wiem jak Wy, ale ja mam chęć na inne kolory ;)



Collistar, Anti-Water Tallaso Scrub - peeling idealny! Doskonale złuszcza martwy naskórek, pobudza krążenie, ujędrnia, nawilża oraz relaksuje zapachem. Mieszanka soli i cukru nie rozpuszcza się od razu pod wpływem wody co pozwala wykonać masaż złuszczający, drobinki doskonale wygładzają skórę natomiast olejki zawarte w peelingu doskonale odżywiają i regenerują pozostawiając ją miękka, elastyczną i pięknie pachnącą. Nawilżenie jest tak dobre, że nie ma już potrzeby użycia balsamu, a efekt gładkiej, jędrnej skóry utrzymuje się kilka dni. Natomiast sam kosmetyk jest mega wydajny i mam wrażenie, że nie ma dna. Więcej przeczytacie o tu >klik<.

John Masters Organics Scalp, Szampon Mięta&Wiązówka Błotna - bardzo pozytywnie mnie zaskoczył już od pierwszego zastosowania i choć mam tylko małe opakowanie to sam szampon jest tak wydajny, że mimo kilku użyć (myje głowę zawsze dwa razy) wciąż mam jeszcze ponad 1/3 buteleczki. Jak na produkt organiczny bardzo dobrze się pieni, szczególnie przy drugim myciu, jest gęsty, pięknie, roślinnie pachnie i co najważniejsze dobrze oczyszcza i działa tak jak obiecuje producent. Łagodzi podrażnienia skóry głowy, redukuje swędzenie, odświeża, ogranicza wydzielanie sebum tym samym przedłuża świeżość włosów, a także sprawia, że są one sypkie, błyszczące, pogrubione i pełne objętości. Ja jestem zachwycona i mam chęć na duże opakowanie. Jeśli macie problemy ze skalpem oraz przetłuszczającymi się i wypadającymi włosami  koniecznie go wypróbujcie!


Clinique, Pop Lip Colour, Poppy Pop - kremowa konsystencja, niewiarygodna trwałość, fantastyczny odcień i piękne, minimalistyczne opakowanie to tylko kilka zalet tej pomadki. Jest idealna! Już za jednym pociągnięciem dokładnie pokrywa usta kolorem, delikatnie je nawilża, a kolor Poppy Pop czyli koralowa czerwień dodaje ustom, i nie tylko ;), wyrazistości, fantastycznie odświeża cerę, dodaje blasku i sprawia, że nie sposób przejść niezauważoną. Ja na co dzień najczęściej delikatnie ją wklepuję dla uzyskania naturalnego efektu, natomiast wieczorem idę na całość i dokładnie pokrywam nią wargi. W obu wersjach prezentuje się fenomenalnie i tak samo dobrze się trzyma <3 Aaa, no i tworzy świetny duet z wyżej opisanym lakierem Fnug!

Institut Karite, Shea Hand Cream - moje dłonie są wiecznie przesuszone, dobry krem do rąk to dla mnie podstawa, do tej pory moim ulubieńcem był produkt The body Shop, a mowa tu Hemp Hand Protection. Byłam zachwycona jego właściwościami odżywczymi i regenerującymi, niestety zapach pozostawiał wiele do życzenia, tutaj natomiast dostajemy i genialne działanie i przepiękny zapach! Krem opracowany jest na bazie masła Shea, jego konsystencja jest gęsta i treściwa, mimo to dobrze się wchłania otulając skórę dłoni nietłustym filmem ochronnym. Wystarczy chwila aby odczuć jego dobroczynne działanie. Skóra natychmiast staje się miękka, jest wygładzona, krem przynosi ukojenie, regeneruje i długotrwale nawilża. Ja stosuję go głównie na noc, ale i w ciągu dnia często po niego sięgam. A ten zapach, cudo! Liliowy, naturalny i odurzający. Tu pisałam o wersji różanej >klik<, równie genialna. Szukajcie tego cuda w TK Maxx.



John Masters Organics, Odżywka Cytrus&Gorzka Pomarańcza - kolejny produkt JMO w tym zestawieniu, który mnie oczarował. Tym razem mowa o gęstej odżywce przeznaczonej do każdego typu włosów, nawet cienkich, a moje takie właśnie są.  Kosmetyk ma idealną konsystencję, nie spływa z włosów, a zastosowany po myciu głowy na 2-3 minuty działa jak dobra maska! Naturalne olejki roślinne wypełniają włókno włosa, proteiny i witaminy przywracają im sprężystość, natomiast AcetamidMEA pozawala zachować stały poziom nawilżenia, nie tylko włosów, ale też skóry głowy. W efekcie włosy są dociążone, ale nie obciążone, gładkie, puszyste, miękkie i niesamowicie błyszczące. Zapach natomiast jest tu bardzo łagodny, cytrusowy i delikatnie wyczuwalny na włosach. Już wiem skąd te wszystkie zachwyty pod jej adresem. Doskonała!

Nuxe, Balsam do Ust Reve de Miel - ulubiony od dawien dawna, w marcu wrócił do łask i po raz kolejny udowodnił, że jest najlepszy! Opracowany na bazie miodu i dobroczynnych olejków, gęsty, odżywczy, nałożony na usta otula je, koi, przynosi ulgę, natychmiastowo regeneruje i doskonale nawilża. Ja zazwyczaj nakładam go na noc, a rano ciesze się nawilżonymi, gładkimi wargami gotowymi na nałożenie kolorowych preparatów. Świetnie też sprawdza się jako baza pod wysuszające pomadki, ale pod warunkiem, że nałożymy bardzo cienką warstwę. Co tu dużo mówić, trzeba go wypróbować żeby się przekonać o jego fenomenalnym działaniu, o!



Wyszedł taseimiec, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;) No to teraz dajcie znać czy coś Was zainteresowało z tej gromadki? :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl