Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MAC. Pokaż wszystkie posty

23.4.16

Zużycia w mini recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć trochę kosmetyków, a tym samym zrobić nieco miejsca w łazience. Co prawda pustych opakowań uzbierało mi się więcej niż widzicie, ale tak to jest jak coś się położy w kilku miejscach to później się o tym zapomina... No nic, mimo wszystko zrobiło mi się lżej, a na półkach przejrzyściej choć muszę przyznać, że z niektórymi produktami rozstałam się ze smutkiem, a kilka z nich kupiłam już ponownie. W tej gromadce są też takie do których więcej nie wrócę, ale o tym poniżej. Herbata/woda/kawa/kakao/wino :) w dłoń i zapraszam do czytania.




Tołpa, SPA Eco, Aksamitny Krem-Mus pod prysznic i do kąpieli - ultra delikatny produkt o pięknym orzeźwiającym zapachu. W konsystencji przypomina trochę krem, doskonale oczyszcza i odświeża nie naruszając przy tym bariery ochronnej. Pozwala się zrelaksować, ponadto jest wydajny i godny wypróbowania.

Alba, Galeniczny Płyn do ciała i higieny intymnej - czyli  gęsty produkt o roślinno-ziołowym aromacie. Łagodny i wielofunkcyjny. Ja najczęściej stosowałam go do higieny intymnej i w tej roli sprawdza się fantastycznie. Nie podrażnia, doskonale oczyszcza, odświeża i łagodzi podrażnienia. W roli żelu pod prysznic również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie kupię ponownie!

Loccitane, Żel pod prysznic Vanille&Narcisse - na początku kupił mnie mocnym, nieco słodkim zapachem, który po pewnym czasie zaczął mnie drażnić. Sam żel jest natomiast w porządku. Doskonale oczyszcza, nie przesusza skóry pozostawiając ją gładką, elastyczna i pachnącą. Wydajność na plus, niestety opakowanie jest denerwujące, a szczególnie aplikator. 

Rituals, Pianka pod prysznic Happy Buddha - zdecydowanie mój jeden z ulubionych produktów marki, a zapach przebija wszystko! Jedwabista konsystencja delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę, a pomarańczowo-cedrowy zapach pieści zmysły. W efekcie umysł jest zrelaksowany, a skóra odświeżona, ale nie przesuszona. No bajka. Plus za ogromną wydajność i możliwość uzycia kosmetyku jako pianki do golenia <3

Yope, Mydło w płynie Vanilia Cynamon - uwielbiam te mydła i zużywam z namiętnością! Wydajne, łagodne, doskonale oczyszczają skórę dłoni nie wysuszając jej przy tym, za co ogromny plus! Do tego dorzucić trzeba świetny skład, piękny zapach i ładne opakowanie. No lubię i już.

Fitomed, Tonik nawilżający - niedrogi i naprawdę fajny tonik, które zachwycił mnie nie tylko całkiem niezłym składem, przyjemnym zapachem, ale też działaniem. Świetnie odświeża, tonizuje, łagodzi podrażnienia, a także nawilża pozostawiając skórę miękką, ukojoną i elastyczną bez uczucia napięcia czy oblepienia. Polecam.

Phenome, Krem do rąk Anti - Aging - mój ogromy ulubieniec. Charakteryzuje się lekką konsystencją i pięknym, cukrowym zapachem. Mimo swej lekkości naprawdę fantastycznie pielęgnuje, odżywia, zmiękcza, wygładza i nawilża wchłaniając się przy tym w mgnieniu oka. Co więcej, ma też bajeczny skład i jest nieziemsko wydajny! 

Bumble&Bumble, Thickening Conditioner - zużyłam i tyle. Nie zachwyciła mnie niczym bo mam wrażenie, że nie robi nic. Na pewno nie obciąża, ale też nie nawilża, może dodawała trochę objętości, ale efekt był naprawdę znikomy. Zapach ma przyjemny, a wydajność ogromną jednak ja jestem na nie. Nie za tę cenę...

Pat&Rub, Peeling Wyszczuplanie i Ujędrnianie - lubię od czasu do czasu do niego wracać, a raczej lubiłam. Za zadanie ma usuwać warstwę rogową naskórka i pobudzać krążenie i robi to, jednak niezbyt spektakularnie. Konsystencja jest tu rzadka, a ilość drobin niewielka. To raczej taki zdzierak to codziennego, delikatnego złuszczania, ale ja od tego mam szczotkę, która robi to znacznie lepiej no i nie muszę już za nią płacić :) Same rozumiecie.
PS. Tutaj post o szczotkach >klik<, a tu >klik< o samym szczotkowaniu.


Antipodes, Aura Manuka Honey Mask - bardzo przyjemna odżywczo-oczyszczająca maska po którą chętnie sięgałam szczególnie zimą. W łagodny sposób oczyszcza, ale nie tylko! Dzięki zawartości miodu manuka działa przeciwbakteryjnie, a także nawilżająco. W efekcie, po jej zastosowaniu, skóra odzyskuje prawidłowy poziom nawilżenia, jest jędrna, rozjaśniona i promienna, a wszystkie wypryski są wyciszone i szybciej się goją. Co więcej, naturalny, mandarynkowo-waniliowy zapach relaksuje i wycisza, a sama maska ma świetny skład i jest bardzo wydajna. 

Kiehl's, Midnight Recovery Eye - fajny, ale bez fajerwerków. Liczyłam, że usunie moje cienie pod oczami (ale czy cokolwiek jest w stanie je usunać?) i na początku coś tam rozjaśniał lecz później nie widziałam tego efektu wow. Ogólnie bardzo łagodny, lekki, szybko się wchłania i naprawdę nieźle nawilża, sprawiając, że skóra jest elastyczna, wygładzona, a zmarszczki mimiczne mniej widoczne. Wydajność i zapach na plus!

Pat&Rub, Krem pod oczy - bardzo lekki, a zarazem odżywczy krem. Naprawdę nieźle nawilża, uelastycznia, zapewnia uczucie komfortu, a do tego jest bardzo łagodny, nie powoduje podrażnień, szybko się wchłania i jest świetną bazą pod korektor czy ogólnie makijaż. Co więcej, ma świetny, naturalny skład i jest mega wydajny. Bć może jeszcze do niego wrócę choć nie jest moim nr. 1.

Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania jamy ustnej - uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Przede wszystkim za świetny, naturalny skład bogaty w ziołowe ekstrakty, a także genialne działanie. Szybko i skutecznie oczyszcza z resztek pokarmowych, odświeża oddech, a przy tym nie podrażnia błony śluzowej i pozwala utrzymać prawidłowe pH. Do tego jest wydajny i niedrogi oraz zdecydowanie lepszy od płynów drogeryjnych.

L'oreal, Falshe Lash Superstar - całkiem niezła maskara z dodatkowym serum, które dodaje objętości, podkręca i niesamowicie wydłuża. Sam tusz natomiast dokładnie pokrywa rzęsy, przyciemniając je i nadając spojrzeniu wyrazistości. Nic się nie rozmazuje, nie osypuje itd., tusz trwa na rzęsach cały dzień i bez problemu daje się usunąć przy pomocy płynu micelarnego. Szczoteczka natomiast jest silikonowa, wygodna i precyzyjna. Warto zwrócić na niego uwagę.

Organique, Pianka pod Prysznic Milk - moja miłość! Ta pianka jest delikatna jak puch, a jej zapach tak niesamowity, że nie da się go opisać. W ultra delikatny sposób oczyszcza skórę, odświeża ją, a zawartość gliceryny, oczywiście organicznej, sprawia, że  po umyciu jest ona nawilżona, ukojona, miękka, a uczucie ściągnięcia czy pieczenia przechodzi w niepamięć. Dorzucić do tego trzeba sporą wydajność i niezwykłe umilenie kąpieli i mamy kosmetyk idealny. W użyciu jest już kolejne opakowanie. Cudo!

John Masters Organics,  Szampon i Mgiełka z serii Scalp - bardzo fajny duet. Szampon w łagodny acz skuteczny sposób oczyszcza, nie podrażniając przy tym skóry głowy. Doskonale odświeża, dodaje włosom blasku i objętości, świetnie też reguluje wydzielanie sebum przedłużając tym samym czystość naszej czupryny. Zapach jest tu ładny, ziołowo-roślinny, a sam szampon dobrze się pieni i jest bardzo wydajny. Sprej za zadanie ma wzmacniać cebulki i pobudzać wzrost włosów, po tym małym opakowaniu trudno mi powiedzieć czy aby na pewno to robi. Wiem natomiast, że nie obciąża, odbija włosy od nasady, łagodzi podrażnienia, a wygodny aplikator ułatwia aplikację. Składy oczywiście są tu nienaganne, a ładne,stylizowane na apteczne opakowania cieszą oko! Cóż więcej mogę napisać, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowania <3

Bio IQ, Woda micelarna - łagodna, z cudownym składem i naprawdę dobra. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę oraz oczy z makijażu i innych zanieczyszczeń  nie pozostawiając uczucia lepkości czy tłustości. Skóra jest gładka, czysta i gotowa na dalsze zabiegi. Świetnie sprawdza się też w roli toniku, odświeża i delikatnie napina. Więcej o tu >klik<.

MAC, Waterproof Brow Set - kolejny ogromny ulubieniec czyli wodoodporny tusz do brwi. I faktycznie, jest bardzo trwały, nie ściera się, w szybki sposób pomaga podkreślić i zdefiniować brwi, optycznie je zagęszczając i przyciemniając. Plusem jest tu też wygodny, mały i precyzyjny aplikator oraz kilka kolorów do wyboru. To już moje nie wiem które opakowanie i na pewno będą kolejne.

The Body Shop, Hemp Hand Protector - pojawiał się juz w denku kilkukrotnie i myślę, że pojawi się jeszcze nie raz. No co zrobić, dla mnie najlepszy, choć w ulubieńcach marca pisałam o czymś równie dobrym >klik<. Wracając jednak do niego... Gęsty, treściwy, odżywczy. Potrafi doprowadzić suche, spierzchnięte dłonie do porządku już po pierwszym użyciu. Nie wchłania się tak odrazu, szczególnie jeśli nałożymy go trochę więcej, ale to nic bo działanie to wynagradza. Skóra odzyskuje miękkość, staje się elastyczna, gładka i nawilżona, a podrażnienia zostają złagodzone. Minusem jest zapach jednak można się przyzwyczaić. 

Decleor,  Shine Control Oxygenating Fluid - lekki krem przeznaczony do pielęgnacji cery tłustej oraz mieszanej. Przyjemnie pachnie, szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż i naprawdę nieźle pielęgnuje. Dobrze nawilża, zmiękcza i uelastycznia, do tego jest łagodny, nie powoduje podrażnień i nadmiernego przetłuszczania cery, nie obciąża ani nie zapycha. U mnie sprawdził się bardzo fajnie i pewnie kiedyś skuszę się na całą tubkę.

Skin&Tonic, Steam Clean - czyli oczyszczający balsam pielęgnacyjny. Co tu dużo pisać, genialny! Gęsty, o nieco oleistej konsystencji, szybko i skutecznie rozpuszcza resztki makijażu i inne zanieczyszczenia z powierzchni skóry pozostawiając ją doskonale oczyszczoną , a jednocześnie elastyczną, nawilżoną i gładką. Dodatek olejków z eukaliptusa i mięty dodatkowo potęguje uczucie dogłębnego odświeżenia, relaksuje i zapewnia przyjemne doznania. Miałam tylko mały słoiczek, ale kosmetyk jest niesamowicie wydajny i wystarczył na kilka o ile nie kilkanaście użyć. Na poważnie rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania.

Clinique, Chybby Stick w kolorze Two Ton Tomato - lubię za wszystko. Zaczynając od łatwej, bezproblemowej aplikacji niewymagającej użycia lusterka  poprzez delikatny, niewymuszony efekt na ustach, a kończąc na soczystym odcieniu czerwieni, który wpada nieco w koral. Wystarczy jedno pociągniecie aby usta były pokryte kolorem, a twarz zyskała wyrazu. Dorzucając do tego dużą wydajność i delikatne nawilżenie mamy produkt prawie idealny! Prawie bo trwałość nie jest tu najlepsza, ale mi to nie przeszkadza. Kolejna sztuka jest już w użyciu.

No to teraz dajcie znać czy któryś produkt Was zainteresował i macie ochotę na jego zakup? :)

11.1.16

Ulubieńcy roku 2015 - kolorówka i perfumy

Jeśli jesteście ze mną dłużej na pewno dobrze wiecie, że mam większego bzika na punkcie pielęgnacji niż kolorówki, ale podsumowanie ulubieńców roku zacznę właśnie od kosmetyków kolorowych oraz perfum. Nie miałam najmniejszego problemu aby wytypować te naj, naj, naj produkty, jak same widzicie nie ma ich wiele, ale wszystkie są sprawdzone, wszystkie lubię ogromnie, sięgam po nie bardzo często i jeszcze długo będę sięgać. Żeby nie przedłużać zapraszam do czytania, a już niebawem postaram się przygotować post z pielęgnacją. Tam będzie tego trochę więcej ;)








Essie, lakiery do paznokci - dla mnie najlepsze i już od dawna ulubione. Mają idealną konsystencję, nie bąblują, ładnie kryją przeważnie już po pierwszej warstwie, są trwałe, a także, co ważne, mają świetne, dobrze wyprofilowane pędzelki, które pozwalają naprawdę szybko i perfekcyjnie pokryć płytkę. Ja w 2015 roku najczęściej sięgałam po kolory widoczne na zdjęciu czyli totalną klasykę: Licorice - głęboka, lśniąca i mega trwała czerń, Forever Young - kremowa, wiecznie modna czerwień na wszystkie pory roku,  Twin Sweater Set - karmazynowa, lśniąca czerwień, która nigdy się nie nudzi, Cashmere Bathrobe - niezwykła szarość z dodatkiem srebrnych drobinek.

Seche Vite - dobry top coat to dla mnie podstawa udanego manicure. Seche Vite idealnie spełnia swoją rolę, błyskawicznie wysusza lakier, utwardza go, pięknie nabłyszcza i przedłuża jego trwałość. Nic więcej mi nie trzeba. No dobra, może ładnego zpachu bo tutaj akurat nie można na to liczyć, poza tym nie mam mu nic do zarzucenia.

Chanel, Perfection Lumiere Velvet - podkład lekki jak mgiełka. Zaaplikowany palcami świetnie się rozprowadza, nie tworzy smug  i idealnie stapia się z cerą  dając satynowe wykończenie. To taki kosmetyk, który po nałożeniu wygląda jak druga skóry tyle, że zdecydowanie ładniejsza. Wygładza, wyrównuje koloryt, ukrywa zaczerwienia i tuszuje niewielkie skazy. O masce nie ma tu mowy, cera jest rozpromieniona i wygląda świeżo, a z drugiej strony jest matowa. Podkład nie przyspiesza przetłuszczania skóry, nie wchodzi w załamania, co do trwałości też nie mam zastrzeżeń, na mojej mieszanej cerze trzyma się dobrych kilka godzin. Kupuję regularnie i chyba jeszcze długo tak pozostanie. Wam też go polecam.



MAC, Waterproof Perfect Brow Set - czyli tusz do brwi, który w kilka sekund poprawia ich wygląd. Definiuje je,  przyciemnia, utrwala i zagęszcza. Mała szczoteczka ułatwia malowanie, a sam tusz jest bardzo trwały, nie rozmazuje się i nie spływa. Ja lubię go za łatwość w aplikacji, trwałość, efekt jaki daje (piękne, gęste brwi) oraz kolor, który idealnie pasuje do mojej karnacji, a także koloru włosów. Do tego jest bardzo wydajny. Lubię.

Chanel, Les Beiges - puder inny niż wszystkie. Niby matuje, a jednocześnie rozpromienia cerę pozostając przy tym niewidoczny. Idealny do wykończenia makijażu, do poprawek w ciągu dnia, a także do "odświeżenia" skóry gdy potrzebujemy zatuszować zmęczenie. Dla mnie to taki czarodziej w kompakcie i mam go zawsze przy sobie. Ponadto jest bardzo wydajny, pięknie pachnie różami!, a dołączony pędzel naprawdę daje radę. Sprawdzi się zarówno na cerach normalnych jak i mieszanych. Polecam.

Chanel, Illusion D'ombre  - i kolejny kosmetyk Chanel w tym zestawieniu, tym razem to kremowy cień. Puszysta konsystencja, łatwość aplikacji i niesamowity efekt na powiekach to trzy aspekty, które sprawiają, że go uwielbiam. Cień świetnie się rozprowadza, dobrze blenduje, nie tworzy plam i mimo zawartości błyszczących drobinek sprawdza się idealnie także na co dzień, a efekt jaki daje na powiekach jest prze-genialny. Minusem jest niestety trwałość, kosmetyk po kilku godzinach zbiera się w załamaniach, ale problem rozwiązuje użycie bazy. 



Nyx, Butter Gloss - kremowe, gęste i mega odżywcze błyszczyki, z którymi się nie rozstaję. Są bardzo komfortowe, nie lepią się, ładnie uwydatniają usta, a mały, wygodny aplikator pozwala perfekcyjnie nałożyć kosmetyk nawet bez użycia lusterka. Co fajne, bardzo dobrze nawilżają więc przy suchych czy spierzchniętych ustach nie musimy rezygnować już z nakładania z koloru, wystarczy mieć Butter Gloss. Błyszczyk dostępny jest w kilku albo i nawet kilkunastu kolorach z czego ja mam 3. Na zdjęciu dwa ulubione czyli Cherry Pie - piękna, soczysta czerwień, która w kilka sekund ożywia twarz oraz Maple Blondie - kolor typu nude, idealny na każdą okazję, zawsze i wszędzie.

Diptyque, L'ombre Dans L'eau i Philosykos - dwa całkiem różne, dwa nietypowe i zarazem wyjątkowe zapachy. L'ombre Dans L'eau to aromatyczny, mocno zielony zapach w którym róża łączy się z liśćmi porzeczki. Niesamowicie trwały i bardzo tajemniczy. Lubię się nim otaczać szczególnie w te ciepłe dni, ale i teraz, zimą, bardzo chętnie po niego sięgam. Philosykos to zapach nieco inny. Bardziej ciepły, nieco słodki i otulający. Tutaj główne nuty to figowiec, jego liście, owoce, kora, ale nie tylko bo w tle wybija się cedr i mleczko kokosowe. Jest miło, jest fajnie. Na jesień i zimę ideał. W obu jestem tak samo zakochana, oba uwielbiam, a inne perfumy poszły w odstawkę. Jest miłość no <3



Znacie te produkty? A może macie ochotę poznać? Co podbiło Wasze serce w 2015 roku?

24.2.15

Kosmetyczni Ulubieńcy Roku 2014/Kolorówka

Dziś, tak jak obiecałam w poprzednim poście, przychodzę z drugą częścią ulubieńców roku 2014. Tym razem kolorówka. Nie wiem czy jest tego dużo czy nie, jak sądzicie? Starałam się wybrać tylko takie kosmetyki, które muszę mieć pod ręka, po które sięgam cały czas i bez których ciężko byłoby mi się obejść gdyby ich zabrakło.


TWARZ

Annabelle Minerals, Podkład Mineralny, Wersja Matująca - nie jest to podkład całkowicie idealny, ale sięgam po niego bardzo często i chętnie, a jak tylko się skończy od razu kupuję kolejne opakowanie (teraz mam już chyba 4),a więc na miano ulubieńca zdecydowanie zasługuje. Najbardziej lubię go za krycie, wystarczy jedna cienka warstwa i cera wygląda idealnie, a także za szybką i łatwą aplikacje, naturalny wygląd na skórze oraz kolor (posiadam Golden Fair), który idealnie stapia się z kolorem mojej karnacji.

Estee Lauder, Double Wear Light - jeśli potrzebuje trwałego makijażu zawsze sięgam po ten podkład i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Jest bardzo lekki, ładnie stapia się ze skórą, nie tworzy maski, nie przesusza skóry, jest trwały i zapewnia mi mat na długie godziny, co bardzo sobie cenię ponieważ moja cera szybko się przetłuszcza. Używając innych podkładów niestety nie mam takiego komfortu jak po użyciu Double Wear Light. Mój nr.1.

Benefit, Rockateur - zaraz po zakupie ten róż nie był moim ulubieńcem, a teraz nie mogę się bez niego obejść, szczególnie w dni po ciężkiej nocy czy podczas długiej podróży, gdy czasem muszę zrobić małe poprawki żeby wyglądać jak człowiek ;). Jest to taki kosmetyk 3w1, czyli róż, bronzer i rozświetlacz. Nałożony na kości policzkowe natychmiast ukrywa zmęczenie, ożywia twarz, odmładza i rozświetla, a także ładnie modeluje. Poza tym jest przyjemny w aplikacji, nie tworzy plam i trzyma się przez wiele godzin.


The Balm, Bahama Mama - czyli kultowy rozświetlacz, który zachwycił i mnie, choć wiem, że ma też swoich przeciwników. Świetnie spisuje się jako kosmetyk do konturowania, a także w roli różu. Ma ładny, neutralny kolor, który na mojej jasnej karnacji wygląda naprawdę dobrze. Nie sprawia problemów podczas aplikacji, ładnie się rozciera, ale trzeba uważać ponieważ jest mocno napigmentowany. Jednak jak ja nie zrobiłam sobie nim krzywdy to i Wy też sobie nie zrobicie.

Chanel, Les Beiges - to mały cudotwórca, który w kilka sekund zmienia całą twarz. Zmiękcza rysy, tworzy niewidzialną woalkę, matuje, a jednocześnie dodaje cerze blasku i pięknie rozświetla, mimo iż nie zawiera drobinek. Do tego jest bardzo lekki, nie przesusza skóry, pięknie pachnie i świetnie sprawdza się do poprawek w ciągu dnia. Ja mam go zawsze w torebce i myślę, że jeszcze długo nic w tej kwestii się nie zmieni. Uwielbiam.

The Balm, Down Boy - mój zdecydowanie ulubiony róż, po który w 2014 roku sięgałam najczęściej i w sumie nadal najchętniej po niego sięgam. Uwielbiam go za kolor, który nie tylko pozwala uzyskać naturalny rumieniec, ale także pięknie ożywia i rozpromienia całą twarz. Nie mam też zarzutów co do aplikacji, róż dobrze sie nakłada i rozciera, a trwałość na twarzy i wydajność kosmetyku to dodatkowe zalety Down Boy. Jeśli lubicie naturalny makijaż to serdecznie polecam.

L'oreal, Lumi Magique, Korektor Rozświetlający - to kosmetyk, który działa jak za dotknięciem magicznej różdżki. Pięknie rozświetla spojrzenie, dodaje oczom blasku, a także, jeśli trzeba, ukrywa zmęczenie. Do tego jest lekki, nie podrażnia ani nie przesusza skóry pod oczami, nie wchodzi w zmarszczki/załamania i jest bardzo wydajny. No i można dorwać go na promocji w naprawdę niskiej cenie. Jak widzicie ma same zalety ;)


OCZY

Giorgio Armani, Eyes to Kill Excess - ten tusz na początku bardzo mnie rozczarował, ale po kilku tygodniach "dojrzał", pokazała co potrafi  i stał się moim ulubieńcem. Cóż za obrót sprawy, prawda? :) Przechodząc do tuszu to jest on bardzo trwały, nie osypuje się ani nie kruszy, nie podrażnia oczu,  a  także, co dla mnie najważniejsze, rewelacyjnie pogrubia rzęsy i dodaje im objętości . Efekt ten możemy stopniować, zaczynając od delikatnego po naprawdę mocny. Natomiast szczoteczka  świetnie rozczesuje, rozdziela i wydłuża. Póki co mój nr. 1.

The Balm, Put a Lid On It, Baza pod cienie - i kolejny kosmetyk The Balm, który jest moim ulubieńcem. Tym razem jest to baza pod cienie. Pewnie będziecie się śmiały, ale jest to mój pierwszy kosmetyk tego typu. W sumie nie mam porównania z innymi bazami, ale ta robi co ma robić i jak dla mnie jest super. Zdecydowanie przedłuża trwałość cieni, podbija ich kolor, jest łatwa w aplikacji i szalenie wydajna. Nic więcej od niej nie wymagam.

Chanel, Illusion D'ombre, 83 Illusoire - uwielbiam ten kosmetyk za wszystko, zaczynając od opakowania, idąc przez delikatną, piankową konsystencję, a kończąc na kolorze i efekcie jaki daje. Na powiece tworzy piękną taflę skrzącą się mnóstwem drobinek, ale nie jest to efekt disco, musicie mi uwierzyć. Ja lubię używać go szczególnie na wieczór, ale na co dzień również jest ok. Szczególnie, że Illusoire to ziemisty, poszarzały brąz, który jest neutralny, świetnie pasuje do wielu stylizacji i jest fajnym uzupełnieniem delikatnego, naturalnego makijażu. Na plus zaliczyć muszę również szybką i bezproblemową aplikację. Dla mnie mistrz ;)

MAC, Paint Pot, Groundwork - czyli mój ulubiony cień  do dziennego makijażu. Ma kremową konsystencję, która gładko rozprowadza się na powiekach, nie ważne czy nakładamy go palcem czy pędzlem, szybko zasycha i jest nie do ruszenia. Nawet bez bazy na moich tłustych powiekach trzyma się cały dzień. Kolor, który posiadam to średni odcień naturalnego brązowoszarego, moim zdaniem jest piękny i ładnie, acz delikatnie podkreśla spojrzenie.

MAC, Pro Longwear Waterproof Brow Set, Bold Brunette - odkąd kupiłam ten tusz do brwi nie wyobrażam sobie już bez niego mojego makijażu. Kolor, który posiadam jest dla mnie idealny, a sam kosmetyk jest łatwy w obsłudze i w kilkanaście sekund daje świetne efekty. Po jego zastosowaniu brwi są przyciemnione, wypełnione, ułożone, delikatnie usztywnione i mają zdrowy połysk. Poza tym tusz jest trwały i bez problemu trzyma się na brwiach aż do czasu demakijażu.


USTA

Chanel, Rouge Coco Shine, 61 Bonheur - lubię sięgać po tą pomadkę i gdyby nie słaba trwałość to byłaby idealna. Ma świetną konsystencję, równomiernie pokrywa usta kolorem, delikatnie je powiększa, dodaje im blasku, nawilża i wygładza. Zachwycona jestem też opakowaniem, jest trwałe, minimalistyczne i cieszy oko. Kolor który posiadam to ładny, dziewczęcy róż, idealny na co dzień i pasujący niemalże do wszystkiego.

Clinique, Colour Surge Butter Shine Lipstick, 457 Cherry Quartz - po tą pomadkę sięgam szczególnie zimą, ze względu na kolor, piękny, półprzezroczysty, wiśniowy, ale i w ciągu całego roku zdarza mi się jej czasem używać. Ma fajną, kremowo-żelową konsystencję, łączy w sobie zalety pomadki i połysk błyszczyka, powiększa usta, a także je pielęgnuje i odżywia. To moje drugie opakowanie i na pewno nie ostatnie.

Clarins, Instant Light Natural Lip Perfector, 05 Candy Shimmer - ten błyszczyk to moje małe odkrycie poprzedniego roku. Ma piękny zapach, jest łatwy w aplikacji, nie potrzebuję lusterka, rewelacyjnie powiększa usta, nadaje im delikatny kolor pełen blasku, a także działa jak najlepszy balsam. Koi usta gdy są spierzchnięte, świetnie odżywia, nawilża i wygładza. Jeśli jeszcze nie znacie tego cuda to szybko nadrabiajcie zaległości.

Korres, Mandarin Lip Butter, Rose SPF15 - długo zastanawiałam się czy umieścić tą pomadkę w poście z pielęgnacją czy kolorówką, ale postawiłam na to drugie ponieważ Mandarin Lip Butter często stanowi uzupełnienie mojego codziennego makijażu. Wystarczy chwila i dzięki niej usta nabierają ładnego, delikatnego, czerwonego odcienia, idealnego na co dzień, a przy okazji są nawilżone, wygładzone i chronione przed promieniowaniem UV.


PAZNOKCIE

Essie - już od kilku lat jestem wierna lakierom Essie i w zasadzie tylko lakiery tej marki kupuję. Odpowiada mi w nich przede wszystkim konsystencja, trwałość na paznokciach, duży wybór kolorów, design buteleczek, a także ciekawe nazwy ;) Moja kolekcja nie jest zbyt duża, stawiam raczej na klasyczne kolory, choć skuszę się też czasem na małe wariacje, ale w 2014 roku zdecydowanie rządziła klasyka. Moi faworyci to: Licorice - czyli klasyczna czerń,  głęboka i pięknie lśniąca, Cashmere Bathrobe - idealna szarość zawierająca mnóstwo malutkich srebrnych drobinek, ale nie nachalnych tylko delikatnych, przełamujących ten zwyczainy kolor oraz Jump In My Jumpsuit, pochodzący z nowej, zimowej kolekcji, to piękny odcień czerwieni, soczysty, wyrazisty i seksowny ;)


I to już wszystko :) Znacie moich ulubieńców? A może wpadło Wam coś w oko? Dajcie koniecznie znać ;)

17.9.14

MAC - Pro Longwear Waterproof Brow Set/tusz do brwi

Bohater dzisiejszego posta miał już swoją premierę na blogu i to nawet dwa razy, pierwszy raz pokazałam go Wam w nowościach >klik<, później pojawił się w poście z sierpniowymi ulubieńcami >klik<, a teraz przyszła kolej na pełną recenzje.



Pro Longwear Waterproof Brow Set firmy MAC to wodoodporny tusz do brwi o lekkiej, nietłustej formule. Produkt dostępny jest w sześciu odcieniach, pasującyh do różnych kolorów włosów - od głębokiego hebanu po połyskujący, złoty brąz. Ja posiadam kolor Bold Brunette, który na stronie producenta opisany jest jako czarny brąz. Niestety nie mam dostępu do salonów MAC i kolor wybrałam bazując na zdjęciach w internecie, na szczęście okazał się dla mnie idealny.



Tusz znajduje się w małym, minimalistycznym opakowaniu o pojemności 5g. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się szczoteczka typowa dla klasycznych tuszy do rzęs, ale jest zdecydowanie mniejsza. Nabiera odpowiednią ilość kosmetyku, a jej niewielki rozmiar umożliwia precyzyjne i czyte nakładanie. Pro Longwear Waterproof Brow Set pozwala na stworzenie naturalnego lub spektakularnego efektu. Możemy pokryć nim tylko włoski w celu przyciemnienia i zdefiniowania kształtu bądź też nałożyć go troszkę więcej tak żeby zabarwił skórę, uzyskamy wtedy mocniejszy look i optycznie zagęścimy brwi.



Ja nie potrzebuję nadania kształtu ani zagęszczenia ponieważ mam makijaż permanentny wykonany metodą włoskową, zależy mi głównie na przyciemnieniu i ujarzmieniu włosków. Jeśli chodzi o przyciemnienie tusz sprawdza się świetnie, idealnie pokrywa włoski i nadaje im zdrowego, subtelnego połysku. Jest troszkę gorzej jeśli chodzi o ujarzmienie, lekka formuła kosmetyku nie radzi sobie sobie z moimi włoskami rosnącymi w dół, ale z nimi nie radzi sobie praktycznie nic, a więc mu to wybaczam. Brwi po zastosowaniu Pro Longwear Waterproof Brow Set wyglądają bardzo naturalnie, są delikatnie usztywnione, ale nie są posklejane ani obciążone. Dużym plusem jest również trwałość. Tusz trzyma się od rana do wieczora, nie straszny mu deszcz ani pot, nic się nie rozmauje ani nie spływa. Z czystym sumieniem polecam :)



Tusz dostępny jest w salonach MAC oraz w sklepie on-line, a także w perfumerii Douglas. Standardowa cena wynosi 70 zł.

Znacie ten tusz do brwi? Lubicie? Stosujecie tego typu kosmetyki? Macie swojego faworyta? Dajcie znać :)

26.8.14

Ulubieńcy - sierpień 2014

W ulubieńcach najczęściej pokazuję pięć kosmetyków, ale tym razem nie mogłam poprzestać na tej liczbie. Żeby niepotrzebnie nie przedłużać zapraszam na kilka mini recenzji :)


RITUALS.../Shikakai Secret - Nourishing Ultra Shine Conditioner - moje włosy nie są mocno zniszczone, ale są bardzo wybredne i trudno im "dogodzić". Dzisiaj prezentowana odżywka jako jedna z niewielu idealnie wpisuje się w ich potrzeby. Dobrze nawilża, wygładza, nie obciąża oraz pięknie nabłyszcza. Można stosować ją także jako maskę, wystarczy potrzymać ją kilka minut dłużej. Mamy tutaj takie 2 w 1. Muszę wspomnieć też o zapachu, który jest boski i długo utrzymuje się na włosach. Kocham!

RITUALS.../Ginkgo's Secret - Caring Hand Balm - moje dłonie często są przesuszone, a więc na mojej szafce nocnej gości zawsze jakiś odżywczy krem. Od dłuższego czasu stosowałam Hemp Hand Protector z TBS, ale postanowiłam wypróbować coś innego, skusiłam się na balsam RITUALS... i nie żałuję. Ma lekką konsystencję i szybko się wchłania pozostawiając delikatną wartswę ochronną. Stosuję go zawsze na noc, a rano moje dłonie są idealnie nawilżone, odżywione i zregenerowane. Dodatkowym plusem jest zapach, relaksujący i uzależniający :)

Phenome/Rejuvenating Rose - Ralxing Massage Oil - już jakiś czas temu pisałam Wam o piance do ciała Phenome >klik<. Tak spodobał mi się jej zapach (pewnie już myślicie, że zwariowałam bo piszę ciągle o zapachach;)), że postanowiłam kupić olejek z tej serii. Uwierzcie mi, gdybym nie miała innych kosmetyków do ciała to smarowałabym się tylko tym cudeńkiem . Zastosowany na suche ciało pozostawia tłustą wartswę, natomiast nałożony na mokre i delikatnie osuszony ręcznikiem sprawia, że skóra jest miękka, gładka, nawilżona, no i pięknie pachnąca.

Chanel - Les Beiges - puder ten mam już od dobrych kilku miesięcy i dopiero w sierpniu przekonałam się jaki jest rewelacyjny. Moja skóra ostatnio wariuje i strasznie się przetłuszcza, a więc bez poprawek w ciągu dnia się nie obejdzie. Les Beiges jest do tego stworzony i towarzyszy mi praktycznie codziennie. Zaaplikowany pędzelkiem sprawia, że twarz jest matowa, a zarazem rozświetlona, ożywiona. Pięknie ukrywa zmęczenia, zmiękcza rysy, a do tego pozostaje niewidoczny na skórze, no i ten zapach! Ideał :)


MAC - Pro Longwear Waterproof Brow Set - co prawda mam makijaż permanentny wykonany metodą włoskową, ale moje naturalne brwi/włoski są jasne, a więc potrzebują przyciemnienia. Produkt MAC sprawdza się w tej roli idealnie. Mała szczoteczka jest bardzo wygodna w obsłudze, a sam żel ma lekką, nietłustą formułę. Brwi po jego zastosowaniu są przyciemnione, ułożone i mają zdrowy połysk. Co równie ważne, żel jest trwały i trzyma się na miejscu aż do wieczornego demakijażu.

GlamGlow - Supermud Clearing Treatment - mam tą maseczkę już jakiś czas i sama nie wiem dlaczego dopiero teraz pojawia się w ulubieńcach. Jest doskonała. Zastosowana na 15-20 minut sprawia, że skóra jest idealnie oczyszczona, delikatnie napięta, ale nie przesuszona, gładka, miękka, rozpromieniona, rozjaśniona, pory są zwężone, a ewentualne niespodzianki jaśniejsze. Nie ma tutaj mowy o podrażnieniu czy innych nieprzyjemnościach. Mimo małej pojemności okazała się też wydajna. To lubię. Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj >klik<.

Chloe - L'eau de Chloe - zdarza się Wam kupić perfumy przez internet nie znając wcześniej ich zapachu? Mi raczej nigdy, ale w przypadku tych perfum zaryzykowałam. Głównie dlatego, że kocham perfumy Chloe i kocham szyprowe zapachy, a ten taki właśnie jest. Już po pierwszym psiknięciu wiedziałam, że to miłość. Samego zapachu nie potrafię opisać. Na pewno jest intrygujący, troszkę ciężki, no i przepiękny! Jak na wodę toaletową długo utrzymuje się na skórze oraz ubraniach. Coś dla wielbicielek klasycznej wersji Chloe, której nuty są tutaj wyczuwalne. Cudo!

Znacie coś z mojej gromadki? Po jakie kosmetyki Wy najczęściej sięgałyście w sierpniu? Koniecznie dajcie znać :)

31.7.14

Nowości - lipiec 2014/część druga

Tak, wiem, zanudzam Was tymi postami z nowościami, ale bardzo chciałam pochwalić się ;) nowymi nabytkami, a przy okazji pokazać o czym w bliższym lub późniejszym czasie będziecie mogły przeczytać :)


Zacznijmy od zakupów z Kicks.no. W ogóle muszę przyznać, że jestem uzależniona od tego sklepu i najchętniej robiłabym w nim zakupy codziennie. Tym razem skusiłam się na nowe MACzki i mamy tutaj PREP + PRIME Transparent Finishing Powder oraz Pro Longwear Waterproof Brow Set w kolorze Bold Brunette. Puder po pierwszych testach zapowiada się całkiem nieźle, ale denerwuje mnie jego opakowanie, jeśli chodzi o żel to już mogę napisać, że jestem nim zachwycona i od dnia zakupu sięgam po niego praktycznie codziennie. Na krem Origins - GinZing miałam ochotę już od dawna, ale zawsze finalnie kupowałam jakiś inny jednak nie tym razem. Pierwsze odczucia po kilku użyciach są pozytywne, krem dobrze nawilża, ładnie rozświetla okolicę oczu i podejrzewam, że będzie baaardzo wydajny. Tusz Dior - Addict IT-LASH oraz kropelki samooplające Clarins - Radiance Plus Golden Glow Booster to taka moja zachcianka ponieważ ani jeden, ani drugi kosmetyk nie jest mi obecnie potrzebny. Tuszu na razie nie dotykam choć nie powiem, kusi mnie bardzo, natomiast do kropelek dobrałam się wczoraj i coś czuję, że będzie z tego miłość ;)


W nowościach nie mogło zabraknąć kosmetyków marki RITUALS... od których w ostatnim czasie jestem uzależniona. Chciałam kupić kolejną piankę pod prysznic lub jakiś balsam, ale mam za duże zapasy, a więc skusiłam się tylko na mydło do rąk Infinity i odżywkę do włosów It's a wrap, przy okazji kupiłam jeszcze szampon Cool Kami dla mojego M. Na koniec małe zamówienie z Blush.no gdzie kupiłam olejek do włosów Hairdresser's Invisible Oil marki Bumble&Bumble (od której w sumie też jestem już chyba uzależniona). Na stronie producenta widziałam, że jest to bestseller i zbiera pozytywne recenzje, a więc mam nadzieję, że będę z niego zadowolona bo kosztował nie mało :/ W tym samym sklepie kupiłam jeszcze herbatki Pukka. Akurat była promocja 3 w cenie 2, a więc nie mogłam nie skorzystać. Wybrałam Refresh, którą już kiedyś miałam i bardzo lubię, oraz dwie nowości: Three Tulsi, którą polecała Kasia z bloga Kolczyki Izoldy >klik< i Three Grean Tea bo zieloną herbatę uwielbiam i mogę pić litrami ;)


To już wszystko :) Znacie któryś z kosmetyków? A może coś Was szczególnie zainteresowało? Dajcie znać :)
PS. Przypominam o rozdaniu, które trwa do dzisiaj, do północy >klik< ;)

14.7.14

Nowości (nie tylko kosmetyczne) - lipiec 2014

Miałam poczekać z tym postem do końca miesiąca, ale postanowiłam, że już teraz pokażę Wam co zawitało do mnie w ostatnich dniach. Zaczynamy :)
Ogólnie stawiam raczej na klasykę i minimalizm, nie tylko jeśli chodzi o ubrania czy makijaż, ale też kolor paznokci, głównie sięgam po czerwone lakiery, ewentualnie szare, ale tym razem postanowiłam zaszaleć i kupiłam kostkę czterech mini lakierów firmy Essie o pojemności 5ml każdy. Mamy tutaj takie kolory jak: Style Hunter, Romper Room, Fashion Playgroung oraz Hide&Go Chic. Jak na razie użyłam tylko Style Hunter, który jest boski i pięknie prezentuje się zarówno na dłoniach jak i stopach. Pozostałe kolory przeszły tylko wstępne testy, ale też bardzo mi się podobają. Do zakupów dorzuciłam jeszcze odżywkę Essie Millionails. Niestety używam jej za krótko żeby cokowlwiek powiedziec na jej temat. Robiąc zakupy dla mamy na Douglas.pl przy okazji kupiłam też coś dla siebie, a mianowicie róż do policzków Clinique - Cheek Pop. Na początku zastanawiałam się nad kolorami Berry Pop i Plum Pop, ale w końcu kupiłam Ginger Pop i był to dobry wybór. Róż pięknie podkreśla kości policzkowe i wygląda bardzo naturalnie. Do koszyka dorzuciłam jeszcze kremowy cień - Paint Pot firmy MAC, na który miałam ochotę już od dawna. Wybór padł na kolor Groundwork. Jest to średni odcień naturalnego brązowoszarego, który idealnie sprawdza się do codziennego makijażu. Cień okazał się bardzo trwały i na moich tłustych powiekach trzyma się bez zarzutu prawie cały dzień bez żadnej bazy. W lipcu powiększyła się też moja kolekcja pędzli. Skusiłam się na zestaw marki Zoeva w skład którego wchodzą pędzle: 02 - Silk Finish, 104 - Buffer, 106 - Powder, 110 - Face Shape, 128 - Cream Cheek, 142 - Concealer Buffer. Pierwsze miziane dopiero przede mną, ale coś czuję, że będzie moc. A kosmetyczka dołączona do zestawu jest świetna i na pewno się przyda :)


Kosmetyki marki Piz Buin są popularne w Norwegii i widywałam je w sklepach, ale jakoś nigdy się nimi nie interesowałam. Wszystko zmieniło się gdy przeczytałam o nich na blogu Heavenrain >klik<, zachciałam je mieć i mam ;) Na początek wybrałam olejek przyspieszający opalanie Tan&Protect SPF15, który pachnie przebosko, i mleczko po opalaniu After Sun Tan Intensifying Moisturising Lotion. Nie miałam jeszcze okazji używać tych kosmetyków i nie wiem jak działają, ale warto było je kupić chociażby dla samego pięknego zapachu ;) Następne nowości to kosmetyki Bumble&Bumble z serii Bb. Thickening. Hairspray (do stosowania na mokre włosy) gości u mnie pierwszy raz, ale już wiem, że nie ostatni, natomiast Dryspun Finish (do stosowania na sucho) kupiłam po raz drugi i raczej również nie ostatni. Duet ten sprawia, że moja cienkie i przyklapnięte włosy, są odbite od nasady, pogrubione, podatne na układanie i jest ich optycznie więcej. Na malinowy żel pod prysznic - Early Harvest Raspberry z The Body Shop miałam ochotę już od dawna, tak samo jak na lotion o tym zapachu. Powiedziałam o tym mojemu M., a ten wybrał się do sklepu i przyniósł mi tylko żel... Oczywiście balsam też chciał mi kupić, ale pozostałe kosmetyki z tej serii były wykupione. Cóż mogę napisać, uwielbiam maliny, uwielbiam ich zapach, a ten żel pachnie cudnie, do tego świetnie się pieni, a także nie wysusza skóry. Nic mi więcej nie potrzeba ;)


Jeszcze do niedawna nie miałam pojęcia o francuskiej firmie Kusmi Tea. Dowiedzałam sie o niej od dziewczyn z Instagrama, które poleciły mi herbatę BB Detox, a że uwielbiam herbaty to od razu zamówiłam to cudo. Jest to mieszanka Yerba mate, zielonej herbaty i rooibos, przyprawiona subtelną nutą grejpfruta. Herbata jest delikatna w smaku i bardzo smaczna, idealna do spożywania na ciepło i na zimno, bardzo ją polubiłam, ale piję oszczędnie ponieważ ma troszkę zawrotną cenę. A jeśli już mowa o cenach to kosmetyki REN niestety też nie są tanie :(, ale zestaw, który widzicie udało mi się kupić za bodajże 80 lub 90 koron norweskich czyli 40 lub 45 zł, na pewno nie więcej. Takie promocje lubię :) Do zakupu nie przekonała mnie tylko dobra cena. Byłam bardzo zadowolona z identycznego zestawu tyle, że w wersji różanej, o którym pisałam tutaj >klik<, i mam nadzieję, że ten o zapachu Neroli będzie równie dobry.


Na koniec zakupy już niekosmetyczne. Bardzo lubię minimalistyczne koszulki o kroju oversize, a jeśli jeszcze mają fajny napis to po prostu je kocham. Tak jest właśnie w przypadku koszulki marki Stay Simple, którą widzicie na zdjęciu. Dla mnie jest idealna i mogłabym nosić ją codziennie, tym bardziej, że pasuje praktycznie do wszystkiego i uszyta jest z przemiłego materiału. Ostatnia nowość to torebka, bo torebek nigdy za wiele ;), którą kupiłam w sklepie Zara. Torebka jest mała, czarno-biała (czego niestety nie widać na zdjęciu), ma 3 kieszonki oraz regulowany pasek. Bez problemu włożymy do niej telefon, mały portfel, pomadkę lub błyszczyk i puder do poprawek w ciągu dnia ;) Bardzo ją polubiłam.


Na dzisiaj to tyle. Dobrnęłyście do końca? Miało być krótko, a ja się rozpisałam. Sorry:*
Wpadło Wam coś w oko? A może miałyście/macie któryś z kosmetyków? Co Wy kupiłyście w tym miesiącu? Koniecznie się pochwalcie :)

4.7.14

Ulubieńcy - czerwiec 2014

W czerwcu zachwycałam się ;) wieloma kosmetykami, ale te prezentowane dzisiaj zachwyciły mnie najbardziej. Zapraszam na krótką prezentację ;)


Yoskine, Mikrodermabrazja / Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - to nie tylko ulubieniec, ale też moje małe odkrycie. Ten peeling jest wręcz idealny. Spełnia wszystkie obietnice producenta czyli oczyszcza i zmniejsza rozszerzone pory, a także widocznie wygładza strukturę naskórka. Twarz po jego zastosowaniu jest niesamowicie gładka i zyskuje zdrowy koloryt. Więcej pisałam o nim tutaj http://blackraspberryblog.blogspot.no/2014/06/yoskine-mikrodermabrazjaszafirowy.html. Polecam :)

Rituals, Foaming Shower Gel Sensation, Yogi Flow - kolejny ulubieniec i kolejne odkrycie. Można by pomyśleć żel jak żel, nic nadzwyczajnego, ale ten żel jest rewelacyjny. Zaaplikowany na skórę zmienia się w gęstą, jedwabistą pianę, która nie tylko dobrze oczyszcza, ale też pielęgnuje skórę pozostawiając ją delikatnie nawilżoną, gładką i miękką. Dodatkowym plusem jest przepiękny zapach, bardzo kobiecy i relaksujący. Jak dla mnie bomba ;)

Phenome, Purifying Hair Mask - w czerwcu pokazywałam tą maskę na blogu już 2 razy i na pewno macie jej dosyć ;), no ale musiałam pokazać ją po raz kolejny ponieważ moje włosy i skóra głowy ją pokochały i w ostatnim czasie sięgałam, a w sumie nadal sięgam po nią bardzo często. Maska przede wszystkim rewelacyjnie oczyszcza, uwalniając włosy z nadmiaru sebum oraz środków do stylizacji i pozostawiając je lekkie, odbite od nasady i lśniące. Więcej możecie przeczytać tutaj >klik< ;)


The Balm, Down Boy - w swojej kolekcji mam kilka róży, ale w czerwcu najczęściej sięgałam właśnie po Down Boy. Uwielbiam ten róż za wszystko, m.in. za piękny kolor, który pozwala uzyskać naturalny rumieniec oraz pięknie ożywia twarz, za dobrą pigmentację, za trwałość (trzyma się na mojej skórze cały dzień), za wydajność (końca nie widać) oraz za całkiem ładne opakowanie, które mimo iż jest kartonowe cały czas trzyma fason :)

MAC, Patentpolish Lip Pencil, Spontaneous - bardzo lubię pomadki w formie kredki, a ta już od pierwszego użycia podbiła moje serce. Ma lekką konsystencję, która nie jest lepka, gładko sunie po ustach pozostawiając na nich przepiękny, lśniący kolor bez prześwitów oraz świetnie nawilża i pielęgnuje. Na plus mogę zaliczyć także brak jakiegokolwiek smaku czy zapachu. Pełna recenzja tutaj >klik<.

Znacie któryś z pokazanych przeze mnie kosmetyków? Lubicie? Koniecznie pochwalcie się swoimi ulubieńcami :)

13.6.14

MAC/Patentpolish Lip Pencil - Spontaneous

Uwielbiam pomadki w formie kredki. W sumie jeszcze do nie dawna w swojej kolekcji miałam tylko dwie kredki firmy Clinique,ale na początku czerwca do tej dwójki dołączyła kredka firmy MAC.


Zobaczcie co pisze o niej producent. M·A·C Patentpolish Lip Pencil, to Twoja nowa, magiczna różdżka do ust. Za pomocą jednego machnięcia natychmiast uzyskasz soczysty połysk. Unikalna mieszanka kremowych emolientów uzupełnia się na wzajem nadając ustom miękkości z ultra gładkim wykończeniem, które nie jest ciężkie ani klejące. Łatwa aplikacja pomadki – ołówka, wysuwanego metodą twist-up, pozwala utrzymać nienaganną czystość bez konieczności temperowania. W ofercie dostępnych jest 12 kolorów, ja skusiłam się na Spontaneous, który producent opisuje jako delikatną śliwkę.


Pierwsze co zachwyca to formuła kredki, która jest zbita jednak w kontakcie z ustami topi się i robi "masełkowa". Aplikacja jest bezproblemowa, kredka sunie po ustach zostawiając na nich piękny kolor bez prześwitów, a do tego cudowny połysk. Kolor możemy stopniować poprzez aplikację kolejnych warstw, wszystko zależy od naszych upodobań. W przypadku odcienia, który posiadam efekt przy jednej warstwie lub kilku jest cały czas subtelny i idealny na co dzień.


Zaraz po aplikacji możemy odczuć dobroczynne działanie unikalnej mieszanki substancji, która utrzymuje nawilżenie oraz powoduje, że usta są gładkie i miękkie. Pomadka po aplikacji trwa na ustach ok. 2-3 godziny oczywiście bez jedzenia, przy piciu delikatnie się ściera, ale na ustach wciąż pozostaje delikatny kolor. Uważam, że taka trwałość jest całkiem ok. Na plus jest także konsystencja, która nie jest lepka.


Poniżej możecie zobaczyć jak Spontaneous prezentuje się na ustach.


Patentpolish Lip Pencil to takie trzy w jednym czyli kolor, połysk oraz precyzja kredki do ust. Ja jestem z tego zakupu bardzo zadowolona i mam ochotę na jeszcze jakiś kolor. Jeśli lubicie pomadki w takiej formie to serdecznie polecam Wam to cudo :) A może już znacie tą kredkę? Co o niej sądzicie? :)

8.6.14

Nowości - czerwiec 2014

Dzisiaj miał pojawić się inny post, ale stwierdziłam, że nie będę zanudzać Was kolejną recenzją tylko tak szybciutko pokaże co nowego ostanio do mnie zawitało. Nie jest tego dużo, ale z każdej rzeczy ogromnie się ciesze, a wręcz nie mogę się tymi nowościami nacieszyć ;)


Już od dawna chodziły za mną kosmetyki firmy Rituals i sama nie wiem dlaczego nie kupiłam ich wcześniej, ale cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na ich zakup ponieważ okazały się r e w e l a c y j n e! Na początek zamówiłam sobie 3 produkty z serii Ayurveda, a dokładnie skusiłam się na: Himalaya Scrub - Purifying Himalayan Salt Scrub czyli solny peeling, który przetestowałam na razie tylko na dłoniach i zapowiada się świetnie, Yogi Flow - Foaming Shower Gel Sensation to cudowny żel o konsystencji pianki, który już na starcie przebił moją ukochaną piankę Phenome i na koniec Shikakai Secret - Nourishing Ultra Shine Conditioner czyli odżywka do włosów, którą możemy stosować także jako maskę, po pierwszych dwóch użyciach jestem na tak, ale zobaczymy co będzie dalej :) Cała trójka pachnie identycznie i po prostu booosko, główne nuty zapachowe to migdał oraz róża. Uzależniałam się od tego zapachu i chętnie kupiłabym takie perfumy.


Kolejna nowość to kredka do ust Patenpolish Lip Pencil firmy MAC w kolorze Spontaneous. Uwielbiam pomadki w takiej formie więc obok tej nie mogłam przejść obojętnie. Kredka jest świetna, kryje równomiernie, daje piękny połysk, a odcień który wybrałam jest subtelny i idealny na co dzień. Do koszyka wrzuciłam jeszcze cień w kremie Dior - Diorshow Fushion Mono Matte w kolorze Songe nad którym dumałam już od dawna. Troszkę się nim zawiodłam ponieważ myślałam, że zastąpi mi baze pod cienie jednak na moich tłustych powiekach po kilku godzinach zaczyna zbierać się w załamaniach, ale i tak jestem zadowolona z tego zakupu ponieważ cień ładnie prezentuje się na powiekach i odświeża spojrzenie.


W ostatnich dniach powiększyła się nie tylko moja kosmetyczna gromadka, ale także w mojej szafie pojawiło się kilka nowości. W sumie to nic ciekawego, ale pokaże Wam dwie rzeczy, z których jestem najbardziej zadowolona. A mowa tutaj o sukience z falbanką, którą kupiłam w sklepie Cubus. Bardzo lubię taki krój ponieważ jest luźny, a zarazem dziewczęcy oraz pasuje zarówno do baletek, sandałów jak i do trampek. Druga rzecz to sweterek/narzutka kupiona w Vero Moda. Uwielbiam takie narzutki i kupuje je hurtowo ;) Ta jest wykonana z bardzo cienkiego materiału i będzie idealna na letnie wieczory bądź chłodniejsze dni. Jak widzicie po kolorach to jest szaro buro, ale ja tak lubię i tak czuję się najlepiej :)

To by było na tyle. Ja uciekam leniuchować, a Wam życzę miłego wieczoru :)

24.5.14

Nowości - maj 2014

Tego posta nie powinno być. Pewnie jesteście ciekawe dlaczego? Już Wam piszę. Jeszcze pod koniec kwietnia postanowiłam, że w maju nie zrobię żadnych zakupów kosmetycznych i ogólnie, że zacznę oszczędzać i takie tam. Jak widzicie nie udało mi się wytrwać w tym postanowieniu. Po pierwsze trafiłam na kilka kuszących ofert i promocji obok których nie mogłam przejść obojętnie,a po drugie mój tato był w Polsce i zaproponował, że może przywieźć mi kilka rzeczy jeśli chcę. No i jak widać chciałam ;)


Polskie zakupy to m.in. kosmetyki Phenome. Kolejny raz postanowiłam zamówić produkty, których jeszcze nie miałam i tak trafiły do mnie dwie maski do włosów: Purifying Hair Mask oraz Regenerating Hair Mask. Obie są wychwalane na blogach, więc tym bardziej byłam ich ciekawa. Następnie skusiłam się na nawilżającą mgiełkę do włosów - Nourishing Hair Mist, szampon o pojemności 50 ml - Anti Aging Hair Wash przeznaczony do włosów farbowanych oraz przepięknie pachnący olejek do ciała, który kryje się pod nazwą Relaxing Massage Oil.


Perfumy Dior - Miss Dior Blooming Bouquet to prezent od rodziców. Zresztą bardzo udany. Perfumy pachną tak pięknie, że uzależniłam się od nich i na chwilę obecną sięgam tylko po nie. Zamówienie z Annabelle Minerals to już u mnie stały punkt polskich zakupów. Zawsze kupowałam tylko Podkład Matujący, jednak tym razem skusiłam się na zestaw, w którego skład wchodzi wspomniany podkład o pojemności 10 g, róż i korektor (kolory wszystkich produktów możemy wybrać sami) oraz pędzel, który dostajemy w prezencie i również możemy wybrać taki jaki nam odpowiada. Ja wybrałam podkład w kolorze Golden Fair, róż - Rose, korektor- Medium oraz pędzel Mini Kabuki.


Kolejne zakupy to Bogaty Balsam do Stóp oraz Bogaty Balsam do Rąk - Pat&Rub z serii Home SPA, którą ostatnio bardzo polubiłam. W prezencie do zamówienia otrzymałam tarkę do stóp, jednak oddałam ją mamie ponieważ mam już swoją z Peggy Sage i nie potrzebowałam drugiej. Kosmetyki MAC z kolekcji Alluring Aquatic są u mnie dzięki Dominice z bloga Wyznania Kosmetykoholiczki >klik<, która pomogła mi w ich zakupie. W taki oto sposób stałam się posiadaczką różu w kolorze Sea Me, Hear Me oraz pomadki - Mystical. Są to moje pierwsze kosmetyki MAC, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Szafirowy Peeling -Yoskine to wynik zakupów internetowych w aptece Gemini. Po dwóch użyciach jestem nim zachwycona. Świetnie ściera martwy naskórek, nie podrażnia i pięknie pachnie.


Kolejne apteczne zakupy to słynny Effaclar Duo od La Roche Posay. Mój egzemplarz jest już w nowej wersji i ciekawa jestem jak się u mnie spisze. Emulsja matująca Capital Soleil SPF30 z Vichy to mój ulubieniec z poprzedniego roku. Nie bieli, bardzo dobrze matuje, świetnie współgra z makijażem, także mineralnym, no i co najważniejsze skutecznie chroni skórę przed promieniami UVB oraz UVA. Następnie dwa zachwalane produkty na blogach czyli Antyperspirant w Kulce - Vichy oraz Szampon Wzmacniający do Włosów Osłabionych - Pharmaceris H, Keratineum, z którym chyba się polubimy. Do wirtualnego koszyka wrzuciłam także Serum Nawadniające, Hydrain 3 Hialuro firmy Dermedic, o którym czytałam u Iwetto >klik< i przy okazji dorzuciłam jeszcze pastę przeznaczoną do szczoteczek elektrycznych Active Clean od Denivit.


Na koniec zakupy zrobione już w Norwegii. Nad emulsją antycellulitową - Body Lift Cellulite Control od Clarins rozmyślałam już od dawna, ostatecznie do zakupu przekonała mnie recenzja Czarnej Ines >klik< oraz dobra oferta na stronie NordicFeel.no. W tym samym sklepie kupiłam także tusz Giorgio Armani - Eyes to Kill i to też przez Czarną Ines ;) Poza tym czytałam o nim dużo pozytywnych opinii, zapragnęłam go i jest :) Maseczki Glam Glow również chodziły za mną od dłuższego czasu, szczególnie ta biała, jednak w najbliższym czasie nie planowałam ich zakupu. A więc jak to się stało, że kupiłam aż dwie? Wszystko przez promocje dwie w cenie jednej, o której wspomniała mi By Izis >klik< podczas wymiany zdań na Instagramie i jeszcze podała kod promocyjny (dzięki:*). Nie mogłam przepuścić takiej promocji i stałam się posiadaczką Mud Mask oraz Super-Mud Clearing Treatment.


Jak widzicie trochę się tego uzbierało, a ja już planuje kolejne zakupy. To chyba powinno się leczyć, no ale raz się żyje. Prawda? :)

Znacie te kosmetyki? A może coś Was szczególnie zainteresowało? Dajcie znać w komentarzach ;)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl