Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diptyque. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diptyque. Pokaż wszystkie posty

3.12.16

Co na prezent? Moje propozycje #1

W tym roku znacznie szybciej niż zwykle poczułam magię zbliżających się świąt. W końcu czas leci tak szybko i nim się obejrzymy będziemy zasiadać do wigilijnego stołu. Dlatego kiedy, jak nie teraz powinniśmy pomyśleć o świątecznych prezentach? U mnie lista tych jest już dawno zrobiona, obecnie jestem w trakcie jej realizacji, a w międzyczasie przychodzę do Was z kilkoma propozycjami. Być może pomogą Wam w wyborze i uchronią przed nieprzemyślanymi zakupami czy też zakupami robionymi na ostatnia chwilę w pocie czoła.  Pomyślcie o bliskich już dziś i sprawcie im te jedyne i wymarzone upominki. 








Nie ma jednego prezentu, który zadowoliłby każdego. Ale to dobrze! No bo jaka byłaby wtedy frajda z robienia prezentów? No żadna. W moich dzisiejszych propozycjach znajdziecie pomysły na podarunki głównie dla kobiet - mam, koleżanek czy sióstr, ale niektóre z nich ucieszą też męża, brata czy przyjaciela. Planuję jeszcze jeden wpis tego typu, ale zobaczcie co przygotowałam tym razem.

Książka kucharska to wspaniały prezent dla miłośnika gotowania, a także dla początkującego szefa kuchni czy zupełnego laika, który chciałby zacząć gotować, ale nie wie jak. Wybrałam tu kilka z moich ulubionych pozycji choć jest ich znacznie więcej bo sama takowe książki uwielbiam. 

"Jadłonomia" Marty Dymek to pozycja zawierająca, aż 100 roślinnych przepisów. W grubej, prawie 300-stu stronicowej książce znajdziemy zdrowe przepisy na śniadania, obiady, przekąski i kolacje. A wszystko to okraszone pięknymi zdjęciami i w bardzo czytelnym wydaniu. Taka książka ucieszy nie tylko wegan, ale dosłownie każdego!

Książka "Przepisy na cztery poru roku" Zosi Cudny będzie świetnym prezentem szczególnie dla kobiet ceniących sobie wspólne chwile z najbliższymi, rodzinne posiłki i długie rozmowy przy stole. Podzielona na cztery pory roku, z potrawami zawierającymi sezonowe owoce i warzywa, z mnóstwem pięknych, klimatycznych zdjęć. To taka pozycja, którą naprawdę warto mieć i  w swojej biblioteczce. Inspiruje i zachwyca.

Kolejne dwie propozycje to coś dla fanów bloga White Plate prowadzonego przez Elizę Mórawską, ale nie tylko bo zarówno "O Jabłkach" jak i "Na zdrowie" to książki, które odnajdą się w każdym domu. Pełne pysznych i zdrowych przepisów, na słodko i słono. Zarówno tych klasycznych jak i trochę bardziej wyszukanych. Z wspaniałymi zdjęciami i przypisami od autorki, która jest po prostu sobą. 


Zegarek wraz z bransoletką sprawi radość każdej kobiecie nawet tej nieprzepadającej za biżuterią, a ten klasyczny wzór od Daniel Wellington jest tak genialny w swej prostocie i tak ponadczasowy, że wpisze się w każde gusta i zawsze będzie zachwycał. Ja stawiam na wersję Classic Black, ale Wy możecie wybierać spośród kilku modeli dostępnych w srebrze oraz różowym złocie, a także przebierać w wielu kolorach pasków skórzanych oraz nato. Dla przyjaciela czy narzeczonego też tam coś znajdziecie.

A do 15 stycznia na hasło black_raspberryblog wszystkie produkty na stronie Daniel Wellington kupicie z 15% zniżką. Koniecznie sprawdźcie też świąteczną ofertę dzięki której otrzymacie dodatkowe 10% rabatu na zakup zegarka wraz z paskiem lub bransoletką.






Drewniana dłoń marki Hay Design to świetny pomysł na prezent dla miłośników designu, szczególnie skandynawskiego choć nie tylko. Intrygująca, ale i zabawna. Świetnie wpisze się w wystrój niemalże każdego wnętrza. Może też stać się wieszakiem na biżuterię, a w tym ulubione pierścionki. Kombinacji jest tu wiele!   

Jeśli macie wśród znajomych lub rodziny kogoś kto przez cały rok lubi cieszyć się naturalną opalenizną koniecznie podarujcie mu tonik Face Tan Water wraz z samoopalaczem Winter Skin marki Eco by Sonya. Genialny, organiczny skład, brak charakterystycznego smrodku, super łatwa aplikacja i piękny efekt po oraz naturalny, złocisty kolor opalenizny to tylko kilka z zalet tych produktów. Przysięgam, najlepszy zestaw samoopalający ever!


Paletka do makijażu w neutralnych kolorach to idealny podarunek dla młodszej siostry czy też koleżanki, która dopiero rozpoczyna przygodę z makijażem. Ta od Artdeco kryjąca się pod nazwą Most Wanted To Go w kolorze Nude zawiera, aż 8 cieni w brązach i beżach, które są tak skomponowane, że pasują do każdej karnacji i  pozwalają stworzyć nieskończenie wiele makijaży, zarówno dziennych jak i wieczorowych. Sama paletka natomiast jest bardzo lekka, praktyczna i idealna do walizki czy torebki co jest ważne gdy np. dużo podróżujemy. Sama bardzo chętnie po nią sięgam i polecam.

Nie wiecie co podarować minimaliście? Kubek! Ale nie byle jaki tylko koniecznie ten duńskiej marki Design Letters. Totalnie prosty, bez uchwytu, z literą alfabetu, tu najlepiej wybrać pierwszą literę imienia osoby obdarowywanej, no idealny. Sprawi, że każda kawa czy herbata będzie jeszcze pyszniejsza niż zawsze, a kartonowe opakowanie po kubku śmiało posłuży za ozdobę na regale czy komodzie.  Radość z prezentu gwarantowana, zarówno u płci żeńskiej jak i męskiej.


Chcecie zachwycić fanki naturalnej pielęgnacji? Koniecznie rozważcie zakup zestawu do pielęgnacji twarzy marki Grown Alchemist. Wzbudzi zachwyt już samym opakowaniem, a znajdujące się w środku kosmetyki sprawdzą się niemalże na każdym rodzaju cery. W zestawie znajduje się 5 bestsellerowych produktów marki: lekki nawilżający krem do każdego typu cery, odżywczy balsam do ust, kultowe serum zawierające wyciągi z róży i kamelii, ultradelikatny żel do twarzy oraz odświeżający i pobudzający skórę do życia tonik. Wszystko podane w minimalistyczny sposób i o świetnym działaniu.

Świece. No kto ich nie lubi? Mam wrażenie, że to świetny prezent dla każdego, a już na pewno dla każdej kobiety bez względu na wiek! Te marki ITTAR są serio najlepsze. Wykonane z wosku sojowego, o nietypowych zapachach jak: drożdżówka z wiśniami, kawa z mleczną pianką czy figa z tytoniem, już chwilę po zapaleniu wypełniają aromatem całe pomieszczenie i pozwalają się nim cieszyć przez wiele długich godzin, a minimalistyczny słoiczek cieszy oko i jestem pewna, że spodoba się każdemu. Świece francuskiej, niszowej marki Diptyque to propozycja dla  bardziej wymagających, a Pomander to idealny wybór na świąteczny prezent. Cynamonowo-pomarańczowy, lekko drapiący w gardle, idealnie wpisze się w zimowy klimat i uprzyjemni bliskiej osobie niejeden wieczór.



I jeszcze jedna książka w tym zestawieniu, tym razem nie kucharska. Hygge to przewodnik jak w dzisiejszych czasach zwolnić trochę tempa, odnaleźć przyjemność w małych rzeczach, jak być szczęśliwym. Idealny prezent szczególnie dla zapracowanych, którzy powinni czasem odpuścić. Pięknie wydana, lekka i idealna na zimowe wieczory przy kubku grzanego wina lub kakao. No i ta okładka <3


Jak wygląda u Was sytuacja z prezentami? Macie już wszystkie kupione czy dopiero wybieracie się na świąteczne zakupy? :)

27.11.16

Ulubieńcy ostatnich tygodni

Nie było ulubieńców września, ulubieńców października też nie pokazałam, a że to już zaraz koniec listopada postanowiłam zaprezentować Wam, jak już się domyślacie, ulubieńców ostatnich kilku tygodni. Są to kosmetyki regularnie przeze mnie stosowane, dobrze już przetestowane i takie, które polecam niemalże każdemu.







NCLA, Lakier i Top Coat - lakiery bez toksyn wiodą u mnie prym, a ten duet od NCLA jest naprawdę świetny. Idealna konsystencja, szerokie wygodne pędzelki,  doskonały skład to tylko kilka z zalet tych produktów. Do wyboru jest mnóstwo kolorów, ale mnie obecnie uwiódł ten kryjący się pod nazwą Rodeo Drive Royalty. Ciemna, żurawinowa czerwień, idealna na okres jesienno - zimowy, pasująca do wszystkiego i wszędzie. Nie tylko zdobi paznokcie, ale też pięknie komponuje się z grubymi swetrami i wełnianym płaszczem, a pokryta topem Gelous? zapewnia trwały, błyszczący manicure przez kilka dni! Ja już poluję na kolejne butelki, a Was zachęcam do zapoznania się z ofertą marki.

Diptyque, Tam Dao - nie umiem opisywać zapachów i nie będę udawała, że tak jest, ale te perfumy musiałam tu pokazać ponieważ odkąd je tylko dostałam oczarowały mnie totalnie. Tam Dao to zapach zbudowany wokół drzewa sandałowego. W pierwszej chwili mocny, odurzający, łagodniejący z minuty na minutę aby połączyć się ze skórą i stworzyć z nią jedność. Miękki, mleczny, niepowtarzalny, nieco słodki i orientalny. Idealny na te chłodne, szare dni. Rozgrzewa i otula jak ulubiony, ciepły sweter. Nie jest zbyt trwały, trwa na skórze od 4 do 6 godzin po czym się ulatnia, za to na ubraniach trzyma się znacznie dłużej. Uwielbiam, a wręcz jestem od niego uzależniona!




Fig&Yarrow, Facial Scrub - mechaniczny scrub, który jednocześnie złuszcza i fantastycznie odżywia. Przy pierwszym spotkaniu trochę mnie zaskoczył, przede wszystkim konsystencją, nieco tłustą, zwartą, ale już chwilę po aplikacji byłam totalnie oczarowana. Za środek ścierny robią tu płatki owsiane i odwalają naprawdę kawał dobrej roboty. Złuszczają, oczyszczają i świetnie wygładzają nie podrażniając przy tym skóry, natomiast olejki zawarte w peelingu wpływają na cerę nawilżająco. Po 2-3 minutowym masażu jest ona gładka, promienna, delikatnie zaróżowiona, oczyszczona i jędrna. Ja po takim zabiegu nie nakładam na skórę już absolutnie nic ponieważ nie ma takiej potrzeby. No mega!

Naturativ, Otulający Żel pod Prysznic - nie ma lepszego żelu na okres jesienno-zimowy. Gęsty, w 100% naturalny, niezwykle łagodny i pachnący tak pięknie, że można się uzależnić. Karmelowo-waniliowy zapach z nutą cytryny otula, rozgrzewa, wprowadza w pozytywny nastrój i zdecydowanie uprzyjemnia te zimne wieczory. Sam żel natomiast delikatnie acz skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę miękką i pachnącą. Uwielbiam!




Iossi, Mgiełka/Tonik Róża Damasceńska (brak na zdjęciu) - tonik to dla mnie must-have w pielęgnacji cery, a ten sprawdza się więcej niż świetnie. Tonizuje, wyrównuje ph skóry, łagodzi podrażnienia i odświeża pozostawiając cerę promienną, delikatnie nawilżoną i gotową na nałożenie kolejnych preparatów pielęgnacyjnych. Ponadto pięknie pachnie! różami oczywiście, a atomizer działa sprawnie i bez zarzutu rozpylając na skórę delikatną mgiełkę. 100% natury i zadowolenia :)

Ministerstwo Dobrego Mydła, Peeling Śliwkowy - moim zdecydowanym faworytem są peelingi kawowe, ale ten cukrowy od MDM też ma moc! Drobinki cukru w kilka chwil pomagają pozbyć się martwego naskórka, zawarte olejki odżywiają skórę, a słodki śliwkowy zapach relaksuje i uwaga, zdecydowanie wzmaga apetyt! W efekcie, po użyciu peelingu, skóra jest super gładka, jędrna i nawilżona tak dobrze, że po osuszeniu jej ręcznikiem możemy od razu wskoczyć w ulubioną piżamę! Bardzo polecam <3



Iossi, Krem Nawilżający Naffi - kolejny kosmetyk naszej rodzimej marki, który pozytywnie mnie zaskoczył. Niesamowicie delikatny w konsystencji, po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi jak oleje z awokado, pachniotki, rokitnika oraz wit. C i E, a przy tym super szybko wchłaniający się i nie wzmagający przetłuszczania skóry. Nie tylko nawilża, odżywia i regeneruje, ale też wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych wyrównując tym samym koloryt skóry dzięki czemu wygląda pięknie i zdrowo! Zapach też  jest na plus, tak samo jak wydajność. A komu go polecam? Szczególnie osobom z cerą wrażliwą, mieszaną, tłustą i naczynkową. Dla mnie póki co nr. 1!

Bikor, Ziemia Egipska - kultowy kosmetyk marki, po który osobiście sięgam codziennie i nie wyobrażam sobie bez niego żadnego makijażu.  Po pierwsze idealnie się aplikuje, po drugie trwa na skórze cały dzień, a po trzecie dodaje twarzy wyrazu. Natychmiast po nałożeniu ożywia, modeluje, rozpromienia, ukrywa szary koloryt i zmęczenie, a teraz w te ponure dni przywołuje też słońce. Co więcej, wydajność jet tu ogromna, kolor mimo iż ciemny w opakowaniu naprawdę nie robi krzywdy, a świetny skład z zawartością olei, witamin oraz kwasu hialuronowego dodatkowo korzystnie wpływa na cerę. Gorąco polecam!



Oway, Szampon Przeciw Wypadającym Włosom - organiczny szampon włoskiej profesjonalniej marki, który jest jednocześnie łagodny, a przy tym super skuteczny co dla mnie, posiadaczki wrażliwej skóry głowy i szybko przetłuszczających się włosów jest bardzo ważne. W składzie znajdziemy m.in. biodynamiczną miętę, organiczny kasztanowiec, drzewo tekowe oraz machoń. Mieszanka tych składników działa na włosy wzmacniająco, witalizująco, odbija je od nasady, dodaje blasku i objętości, natomiast skórę głowy nawilża i koi. Co więcej, mimo naturalnego składu genialnie się pieni i naprawdę doskonale oczyszcza co docenią szczególnie osoby stosujące środki do stylizacji. Mnie kupił już niemalże po pierwszym użyciu. Pomógł mi pozbyć się łupieżu, złagodził podrażnienia, a stosowany regularnie wzmocnił moje mocno wypadające włosy. Co tu dużo pisać, genialny i już!

Resibo, Serum Naturalnie Wygładzające - kosmetyk, który podbił już serca wielu kobiet i mężczyzn też, a także i moje. Mowa tu o serum, które dzięki doskonale dobranym składnikom działa jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nawilża, odżywia, regeneruje, wygładza, rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt oraz rozpromienia i to nie żart! Ważna jest tylko regularność, a szybko można odnotować zaskakujące efekty. U mnie ląduje na skórze szyi oraz twarzy 2 razy dziennie, rano oraz wieczorem. Mimo oleistej konsystencji zaskakująco szybko się wchłania, nie przetłuszcza cery i bajecznie sprawdza się pod makijaż dodając skórze blasku, zdrowego blasku! Zdecydowanie HIT, który musicie wypróbować ;)



Phenome, Olejek Mommy To Be - w ostatnim czasie częściej niż zwykle nawilżam skórę całego ciała i stosuję do tego celu kilka kosmetyków na zmianę, ale olejek Phenome jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Lekki, ale doskonale nawilżający, szybko wchłaniający się, o delikatnym zapachu i genialnym, naturalnym składzie. Cóż chcieć więcej? Ja aplikuję go od razu po kąpieli, osuszam ciało delikatnie ręcznikiem i ciesze się super nawilżoną skórą przez cały dzień. Jak możecie się domyślić olejek przeznaczony jest dla kobiet w ciąży, ale myślę, że sprawdzi się u każdej kobiety, która potrzebuje dogłębnego nawilżenia i ujędrnienia skóry.

Który z kosmetyków już znacie, a który macie ochotę przetestować? Dajcie znać :)

11.1.16

Ulubieńcy roku 2015 - kolorówka i perfumy

Jeśli jesteście ze mną dłużej na pewno dobrze wiecie, że mam większego bzika na punkcie pielęgnacji niż kolorówki, ale podsumowanie ulubieńców roku zacznę właśnie od kosmetyków kolorowych oraz perfum. Nie miałam najmniejszego problemu aby wytypować te naj, naj, naj produkty, jak same widzicie nie ma ich wiele, ale wszystkie są sprawdzone, wszystkie lubię ogromnie, sięgam po nie bardzo często i jeszcze długo będę sięgać. Żeby nie przedłużać zapraszam do czytania, a już niebawem postaram się przygotować post z pielęgnacją. Tam będzie tego trochę więcej ;)








Essie, lakiery do paznokci - dla mnie najlepsze i już od dawna ulubione. Mają idealną konsystencję, nie bąblują, ładnie kryją przeważnie już po pierwszej warstwie, są trwałe, a także, co ważne, mają świetne, dobrze wyprofilowane pędzelki, które pozwalają naprawdę szybko i perfekcyjnie pokryć płytkę. Ja w 2015 roku najczęściej sięgałam po kolory widoczne na zdjęciu czyli totalną klasykę: Licorice - głęboka, lśniąca i mega trwała czerń, Forever Young - kremowa, wiecznie modna czerwień na wszystkie pory roku,  Twin Sweater Set - karmazynowa, lśniąca czerwień, która nigdy się nie nudzi, Cashmere Bathrobe - niezwykła szarość z dodatkiem srebrnych drobinek.

Seche Vite - dobry top coat to dla mnie podstawa udanego manicure. Seche Vite idealnie spełnia swoją rolę, błyskawicznie wysusza lakier, utwardza go, pięknie nabłyszcza i przedłuża jego trwałość. Nic więcej mi nie trzeba. No dobra, może ładnego zpachu bo tutaj akurat nie można na to liczyć, poza tym nie mam mu nic do zarzucenia.

Chanel, Perfection Lumiere Velvet - podkład lekki jak mgiełka. Zaaplikowany palcami świetnie się rozprowadza, nie tworzy smug  i idealnie stapia się z cerą  dając satynowe wykończenie. To taki kosmetyk, który po nałożeniu wygląda jak druga skóry tyle, że zdecydowanie ładniejsza. Wygładza, wyrównuje koloryt, ukrywa zaczerwienia i tuszuje niewielkie skazy. O masce nie ma tu mowy, cera jest rozpromieniona i wygląda świeżo, a z drugiej strony jest matowa. Podkład nie przyspiesza przetłuszczania skóry, nie wchodzi w załamania, co do trwałości też nie mam zastrzeżeń, na mojej mieszanej cerze trzyma się dobrych kilka godzin. Kupuję regularnie i chyba jeszcze długo tak pozostanie. Wam też go polecam.



MAC, Waterproof Perfect Brow Set - czyli tusz do brwi, który w kilka sekund poprawia ich wygląd. Definiuje je,  przyciemnia, utrwala i zagęszcza. Mała szczoteczka ułatwia malowanie, a sam tusz jest bardzo trwały, nie rozmazuje się i nie spływa. Ja lubię go za łatwość w aplikacji, trwałość, efekt jaki daje (piękne, gęste brwi) oraz kolor, który idealnie pasuje do mojej karnacji, a także koloru włosów. Do tego jest bardzo wydajny. Lubię.

Chanel, Les Beiges - puder inny niż wszystkie. Niby matuje, a jednocześnie rozpromienia cerę pozostając przy tym niewidoczny. Idealny do wykończenia makijażu, do poprawek w ciągu dnia, a także do "odświeżenia" skóry gdy potrzebujemy zatuszować zmęczenie. Dla mnie to taki czarodziej w kompakcie i mam go zawsze przy sobie. Ponadto jest bardzo wydajny, pięknie pachnie różami!, a dołączony pędzel naprawdę daje radę. Sprawdzi się zarówno na cerach normalnych jak i mieszanych. Polecam.

Chanel, Illusion D'ombre  - i kolejny kosmetyk Chanel w tym zestawieniu, tym razem to kremowy cień. Puszysta konsystencja, łatwość aplikacji i niesamowity efekt na powiekach to trzy aspekty, które sprawiają, że go uwielbiam. Cień świetnie się rozprowadza, dobrze blenduje, nie tworzy plam i mimo zawartości błyszczących drobinek sprawdza się idealnie także na co dzień, a efekt jaki daje na powiekach jest prze-genialny. Minusem jest niestety trwałość, kosmetyk po kilku godzinach zbiera się w załamaniach, ale problem rozwiązuje użycie bazy. 



Nyx, Butter Gloss - kremowe, gęste i mega odżywcze błyszczyki, z którymi się nie rozstaję. Są bardzo komfortowe, nie lepią się, ładnie uwydatniają usta, a mały, wygodny aplikator pozwala perfekcyjnie nałożyć kosmetyk nawet bez użycia lusterka. Co fajne, bardzo dobrze nawilżają więc przy suchych czy spierzchniętych ustach nie musimy rezygnować już z nakładania z koloru, wystarczy mieć Butter Gloss. Błyszczyk dostępny jest w kilku albo i nawet kilkunastu kolorach z czego ja mam 3. Na zdjęciu dwa ulubione czyli Cherry Pie - piękna, soczysta czerwień, która w kilka sekund ożywia twarz oraz Maple Blondie - kolor typu nude, idealny na każdą okazję, zawsze i wszędzie.

Diptyque, L'ombre Dans L'eau i Philosykos - dwa całkiem różne, dwa nietypowe i zarazem wyjątkowe zapachy. L'ombre Dans L'eau to aromatyczny, mocno zielony zapach w którym róża łączy się z liśćmi porzeczki. Niesamowicie trwały i bardzo tajemniczy. Lubię się nim otaczać szczególnie w te ciepłe dni, ale i teraz, zimą, bardzo chętnie po niego sięgam. Philosykos to zapach nieco inny. Bardziej ciepły, nieco słodki i otulający. Tutaj główne nuty to figowiec, jego liście, owoce, kora, ale nie tylko bo w tle wybija się cedr i mleczko kokosowe. Jest miło, jest fajnie. Na jesień i zimę ideał. W obu jestem tak samo zakochana, oba uwielbiam, a inne perfumy poszły w odstawkę. Jest miłość no <3



Znacie te produkty? A może macie ochotę poznać? Co podbiło Wasze serce w 2015 roku?

11.12.15

Co na prezent? Kilka moich propozycji

Święta już tuż, tuż, pewnie większość z Was prezenty ma już skompletowane, ale domyślam się, że nie wszyscy więc dzisiaj mała ściąga z kilkoma propozycjami, które spodobają się każdej kobiecie, a osoby, które na szybko poszukują upominków wybawią z opresji.



1. Na pierwszy ogień coś dla fanek naturalnych, bezbłędnych składów i pięknych, minimalistycznych opakowań czyli zestaw kosmetyków od Ministerstwo Dobrego Mydła. Marka posiada w ofercie oczywiście dużo więcej produktów, ale ja wybrałam takie, które sprawdzą się u każdego. Mydło KAWA - oczyści i wspomoże walkę z cellulitem, mus do ciała SZAFRAN - nawilży, odżywi i wygładzi, masło SHEA - zachwyci swą łagodnością i wszechstronnym zastosowaniem (mój absolutny must-have!), olejek ORZECHOWY - otuli swym pięknym zapachem i fatastycznie zajmie się nie tylko skórą, ale też włosami.
(Wszystkie kosmetyki dostaniecie w sklepie internetowym Ministerstwa Dobrego Mydła)



2. Książki to zawsze dobry pomysł na prezent, jednak warto wiedzieć czym osoba, którą pragniemy obdarować się interesuje. Ja przygotowałam 3 propozyje, które niedawno pojawiły się w księgarniach i, które są naprawdę godne polecenia. Jamie Olivier  - Super Food na co dzień to propozycja dla fanek gotowania, a także zdrowego odżywiania  - znajdziemy tu piękne ilustracje, przepisy na łatwe i pyszne potrawy, a także mnóstwo cennych porad i wskazówek. Książkę Garance Dore - LovexStylexLife docenią fanki mody, a także osoby, które w pogoni za modą się zatraciły. Lekka, zabawna i przyjemna lektura, którą pochłania się jednym tchem. Ostatnia propozycja - Bazar Złych Snów - to coś bardziej mrocznego czyli zbiór opowiadań  króla grozy Stephena Kinga, spodoba się wielbicielom/kom pisarza, a także osobom lubiącym dreszczyk emocji.



3. Kupowanie perfum na prezent to niezbyt dobry pomysł chyba, że naprawdę dobrze znamy gust danej osoby bądź zamierzany uzupełnić zapasy jej ulubionym flakonem. Jeśli tak nie jest polecam pomyśleć np. o świecach - ta marki Blik ( do kupienia np. tutaj >klik<) wykonana jest ręcznie z wosku sojowego, stworzy w domu przytulny nastrój i wypełni pomieszczenie pięknym zapachem. Dobrym pomysłem są też niszowe perfumy do pomieszczeń. Te marki Diptyque nie tylko zachwycą nawet najwybredniejszy nos, ale też urzekną  swoim prostym, eleganckim flakonem i staną się ozdobą mieszkania. (Do kupienia w Galilu)





4. Otulający duet od PAT&RUB czyli scrub oraz balsam to świetny pomysł na prezent dla koleżanki, przyjaciółki, siostry czy też mamy. Każda z nich doceni fantastyczne działanie tych kosmetyków, które nie dość, że naprawdę świetnie  zadbają o skórę, nawilżą, wygładzą, zregenerują i uelastycznią, to jeszcze swoim pięknym, ciepłym zapachem umilą każdy zimowy wieczór. 
(Do kupienia na stronie producenta, a także w perfumeriach Sephora)



5. Kolejny duet kosmetyczny tym razem z przeznaczeniem głównie dla przyszłych i obecnych mam, ale nie tylko bo tak naprawdę kosmetyki marki Erbaviva sprawdzą się u każdego, także u mężczyzn.
Olejek wspaniale nawilży i wygładzi skórę, a pod prysznicem w połączeniu z solą tejże marki sprawdzi się też jako peeling, natomiast antyperspirant świetnie zastąpi ten z drogerii, jednak należy zwrócić uwagę, że jest w pełni organiczny i nie zawiera chemii ani aluminium.
(Kosmetyki dostępne w perfumerii Galilu)



6. Zegarek to kolejny trudny temat jeśli chodzi o kupowanie go na prezent jednak ten marki Daniel Wellington będzie pasował każdej kobiecie. Jest klasyczny, ponadczasowy, pasuje do wszystkiego, zawsze i wszędzie. Do wyboru mamy srebrne lub różowe złoto oraz kilka kolorów pasków, skórzanych oraz materiałowych, a ja mam dla Was kod rabatowy. Na hasło "blackraspberryblog" wszystkie zegarki na oficjalniej stronie producenta kupicie 15% taniej. Kod ważny jest do 15.01.2015 ;)



7. Nie lubię kupować na prezent kosmetyków do makijażu i sama nie lubię ich też dostawać, a powody są oczywiste. Trudno trafić z odpowiednim kolorem szminki, błyszczyka lub różu, nie mówiąc już o podkładzie czy też pudrze bo to co pasuje nam niekoniecznie będzie pasowało przyjaciółce czy też mamie. Chyba, że mowa tu o tuszu do rzęs i lakierze w kolorze klasycznej czerwieni. Ten duet spodoba się każdej kobiecie, a wręcz każda kobieta taki duet mieć powinna. Ja proponuję organiczne wersje obu tych kosmetyków. Kupicie je w sklepie Organicall.pl.


No to teraz pochwalcie się, macie już wszystkie prezenty kupione? :)

30.9.15

Ulubieńcy - wrzesień 2015

Wrześniowi ulubieńcy to głównie nowości, które jakiś czas temu zasiliły moje kosmetyczne zbiory, ale nie tylko bo znalazły się tutaj również kosmetyki, które w poście z ulubieńcami już się kiedyś pojawiły, ale są tak genialne, że zdecydowanie ponownie zasłużyły sobie na to miano. No dobra, żeby nie przedłużać zaczynamy bo jest tego całkiem sporo ;)


INSIGHT, Loos Control - rewelacyjny, w pełni naturalny skład, ładny zapach, duża pojemność, przyjemna cena, a do tego niezwykła łagodność i rewelacyjne działanie. Tak w skrócie mogę opisać szampon Loos Control, który okazał się zdecydowanym hitem i póki co wyparł inne stosowane przeze mnie kosmetyki tego typu. Nie podrażnia skalpu, a wręcz łagodzi, idealnie oczyszcza, a także odżywia włosy, które to po jego zastosowaniu są lekkie, puszyste, odbite od nasady, błyszczące oraz wygładzone, a wszystko to bez niepotrzebnego obciążenia. Szampon świetnie też przedłuża świeżość oraz wzmacnia. Na pewno poświęcę mu osobny wpis ponieważ jest tego wart. Dodam jeszcze tylko, że to jeden z nielicznych szamponów naturalnych, który się u mnie naprawdę dobrze sprawdza. 

INSIGHT, Colored Hair - i kolejny produkt marki Insigth, który okazał się hitem, a mowa tu o masce przeznaczonej głównie do włosów farbowanych. Tutaj, tak jak w szamponie, skład również jest w 100% naturalny i po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, a znajdziemy w nim m.in.: organiczne ekstrakty z henny, masło z mango oraz oleje z nasion winogron i makadamia. Ta mieszanka sprawia, że maska działa na włosy niezwykle odżywczo, ochronnie, a także zapobiega wypłukiwaniu koloru. Moje włosy ostatnio były mocno maltretowane, przeszły kilka kąpieli rozjaśniających, następnie dla wyrównania koloru musiałam pokryć je farbą i muszę przyznać, że dzięki tej masce zniszczenia są niewielkie. Włosy wyglądają zdrowo, są gładkie, miękkie, nawilżone i idealnie odżywione. Kosmetyk ich nie obciąża ani nie przyspiesza przetłuszczania. Zapach też na plus. Ja jestem na TAK i serdecznie ją Wam polecam.


Alpha H, Balancing Cleanserwith Aloe Vera - tyle dobrego naczytałam się o tym mleczku oczyszczającym, że musiałam je w końcu wypróbować i nie zawiodłam się. Jest to najdelikatniejszy produkt do oczyszczania skóry z jakim się spotkałam, a przy tym bardzo skuteczny. Ma niezwykle kremową i przyjemną konsystencję, idealnie usuwa ze skóry zanieczyszczenia, resztki makijażu, kremu czy też sebum jednocześnie nie naruszając warstwy hydrolipidowej naskórka. Po jego użyciu kóra jest czysta, odświeżona, ale nie tylko. Śmiało mogę napisać, że jest też miękka, gładka i nawilżona, a także ukojona. Ja lubię stosować to mleczko szczególnie rano, ale wieczorem też często po nie sięgam. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra nie przesusza się, jest nawilżona, a strefa T uspokoiła się i produkuje znacznie mniej sebum. Balancing Cleanser przeznaczony jest dla wszystkich typów skóry, szczególnie wrażliwej oraz suchej, ale jak widzicie na mojej mieszanej też sprawdza się świetnie. Uwielbiam!

Chanel, Perfection Lumiere Velvet - podkład ten znalazł się już jakiś czas temu w ulubieńcach, ale we wrześniu sięgałam po niego tak często, że zdecydowanie musiałam go tutaj pokazać. Jest idealny! Kiedyś nakładałam go pędzlem czy też Beauty Blenderem, jednak zauważyłam, że najpiękniej wygląda, a zarazem najdłużej utrzymuje się zaaplikowany po prostu palcami. Jego lekka konsystencja świetnie się rozprowadza, a także pięknie stapia ze skórą, dzięki czemu podkład jest niemalże niewidoczny, a przy tym cera wygląda zdrowo, ma wyrównany koloryt, jest wygładzona i niby matowa, ale jednak delikatnie rozświetlona. Dla mnie to taki mały cudotwórca. Jeśli lubicie lekkie konsystencje i średnie krycie koniecznie się mu przyjrzyjcie lub też poproście o próbki w perfumerii, to nic nie kosztuje, a może znajdziecie ulubieńca ;)


The Body Shop, Shea Shower Gel - można by pomyśleć , że to zwykły żel, ale dla mnie jest niezwykły! Głównie ze względu na zapach, no cóż nie potrafię go opisać, ale ma coś w sobie, że uzależnia, przyciąga i sprawia, że mam ochotę się nim otulać. Zresztą sam żel też jest w porządku, ma przyjemną, kremową konsystencję, w duecie z myjką rewelacyjnie się pieni, dobrze oczyszcza i nie wysusza skóry. Jest też bardzo wydajny i często można kupić go w promocji. Ja nie wyobrażam sobie bez niego jesienno-zimowego okresu. Mam też masło z tej serii, ale grzecznie czeka w zapasach. Co więcej, mam też ochotę na mgiełkę o tym zapachu, jest boski i już! Jeśli nie go znacie koniecznie sprawdźcie podczas wizyty w TBS! ;)

Dermalogica, Gentle Cream Exfoliant - jeszcze nie tak dawno peelingi enzymatyczne w ogóle mnie nie kręciły i sięgałam tylko po te mechaniczne, a tu proszę bardzo, nie dość, że je stosuję, to jeszcze bardzo  polubiłam, a ten od Dermalogica kupił mnie na tyle, że w ulubieńcach pojawia się już drugi raz. Co tu dużo mówić, ma moc! Pozostawiony na 15-20 minut skutecznie rozprawia się z martwym naskórkiem, cudnie wygładza, rozjaśnia, a także przyspiesza gojenie wyprysków. Ale to nie wszystko bo stosowany regularnie, przynajmniej 1-2 razy w tygodniu, pomaga wyrównać koloryt, pozbyć się przebarwień, a przynajmniej tych potrądzikowych oraz pobudza skórę do samoregeneracji co sprawia, że jest ona elastyczna i jędrna. Niestety nie jest łagodny, jak nazwa na to wskazuje, dlatego osobom z cerą wrażliwą go odradzam, a pozostałym jak najbardziej polecam. Nie zawiedziecie się.



Diptyque, Philosykos edt - wszystko zaczęło się od małej niewinnej próbki, a skończyło jak widać. Philosykos to zapach, który porwał i zarazem rozkochał mnie w sobie niemalże natychmiast. Jest prosty, a zarazem intrygujący. Pachnie figowcem, jego liśćmi, korzeniami, owocami, ale nie tylko bo w tle wyczuć można też delikatną, słodką nutę mleczka kokosowego oraz ciepło białego cedru jednak nie tak od razu. W pierwszej chwili jest intensywnie i zielono, dopiero po kilku minutach zapach układa się na skórze i łagodnieje. Jesień to chyba najlepszy okres żeby go nosić, a przynajmniej dla mnie. Lubię jak mnie otula i rozgrzewa. Trwałość ma przeciętną. Na skórze utrzymuje się 4-5 godzin, ale na ubraniach jest już lepiej. Tutaj jest wyczuwalny aż do czasu prania. Gdybyście miały ochotę sprawdzić go na sobie to podpowiadam, że w sklepie Galilu.pl można zamówić próbkę ;)

Ok, to już wszyscy moi ulubieńcy. Teraz Wasza kolej! Koniecznie napiszcie co Was zachwyciło we wrześniu? 

Do następnego, Marlena ;)

30.8.15

Sunday

Niedziela. Spanie do oporu, pyszne śniadanie, koniecznie na słodko!, błogie lenistwo i oczywiście domowe SPA. Jeszcze do niedawna miałam swój określony zestaw produktów, które stosowałam w tym dniu, pokazywałam je nawet tutaj >klik<, ale od tamtego czasu trochę się pozmieniało, coś zużyłam, coś dokupiłam, poza tym nie dla mnie takie stosowanie co niedzielę tych samych kosmetyków bo lubię je zmieniać w zależności od nastroju czy potrzeb skóry dlatego dzisiaj zestaw zupełnie inny od poprzedniego więc jeśli jesteście ciekawe na co postawiłam zapraszam dalej. Być może wpadnie Wam coś w oko ;)



Swój niedzielny rytuał rozpoczęłam od szczotkowania ciała na sucho. Tutaj sięgnęłam po niezawodną i najlepszą szczotkę Fridge by yDe. Wbrew pozorom i napisowi "Klub Ostrej Szczotki" nie jest ona ostra, powiedziałabym, że idealna, a masaż na sucho z jej udziałem to czysta przyjemność. Szczotka nie wypada z dłoni, a końskie włosie przyjemnie masuje skórę skutecznie usuwając przy tym martwy naskórek. Taki zabieg działa na skórę lepiej niż peeling, wygładza, napina i pobudza krążenie, a przy regularnym stosowaniu pomaga pozbyć się uporczywego cellulitu. 



Jako, że nie mam wanny, chlip, pozostaje mi długi prysznic. Tutaj najczęściej sięgam po mydła Dr. Bronner's, ale tym razem postawiłam na żel Korres - Japanese Rose. Skutecznie oczyszcza, niesamowicie się pieni, a jego delikatny, przyjemny zapach relaksuje i odpręża, zarówno ciało jak i umysł. Włosy umyłam natomiast szamponem do codziennego stosowania Alterna - Daily Detoxifying Shampoo. Przeznaczony jest do włosów cienkich i słabych, a jego skład oparty został na koktajlu witamin i składników odżywczych stymulujących skórę głowy oraz wspierających zdrowy wzrost włosów. Szampon delikatnie i jednocześnie skutecznie oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy, a dzięki zawartości mięty daje uczucie chłodu i dogłębnego oczyszczenia. Lubię swoje włosy po jego użyciu. Są lekkie, puszyste, odbite od nasady i podatne na układanie. Szampon świetnie radzi sobie też z regulacją sebum i wzmacnia włosy. Niestety nie odżywia ich więc tutaj potrzebna jest odżywka lub maska. W niedziele zdecydowanie stawiam na to drugie i tutaj sięgnęłam po nowość w moich zbiorach czyli maskę do włosów farbowanych Colored Hair marki INSIGHT. Jest ona w 100% naturalna, ma przyjemny zapach, a przytrzymana na włosach ok. 10 minut  sprawia, że są odżywione, gładkie, lśniące, dociążone, ale nie obciążone i przyjemnie pogrubione. Coś czuję, że to będzie HIT! ;)



Jeszcze podczas kąpieli wykonałam też peeling twarzy. Do tego celu użyłam Exfoliating Facial Paste od Phenome. Kosmetyk ten przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, w składzie zawiera m.in. aktywne kompleksy roślinne oraz organiczne oleje z pierwszego tłoczenia działające łagodząco i odżywczo, białą glinkę o działaniu oczyszczającym i ściągającym,  a także organiczny puder z ryżu oraz drobinki mielonego kwarcu, które idealnie usuwają martwy naskórek, odblokowują pory i cudownie wygładzają skórę. Po takim zabiegu jest ona oczyszczona, matowa, dotleniona i wygląda promiennie. Po zakończonym prysznicu na skórę twarzy zaaplikowałam maseczkę Antipodes - Aura  Manuka Honey Mask o działaniu nawilżająco-antybekteryjnym. Producent zaleca zmyć ja po 20 minutach, ja natomiast lubię zostawiać ją na skórze znacznie dłużej bo na kilka godzin lub nawet całą noc. Świetnie odżywia, nawilża, zmiękcza, a także wycisza stany zapalne i sprawia, że wszelkiego rodzaju niespodzianki zdecydowanie szybciej się goją. Jej plusem jest również cudowny, bardzo naturalny, waniliowo-mandarynkowy zapach, który zdecydowanie uprzyjemnia stosowanie. 



W skórę ciała oraz stóp wmasowałam natomiast Masło Shea od Ministerstwa Dobrego Mydła. Jest niesamowicie gęste i treściwe, ale pod wpływem ciepła topi się w dłoniach, dobrze rozprowadza po skórze, szybko wchłania i cudnie odżywia, nawilża i regeneruje. Świetnie sprawdza się na wszystkich partiach skóry, nawet tych najwrażliwszych i z powiedzeniem może być stosowane również u dzieci. Ja je uwielbiam i bardzo mocno polecam. Nie zapomniałam również o dłoniach,  na które nałożyłam   Aesop - Resurrection Aromatique Hand Balm czyli krem bogaty w najbardziej efektywne ekstrakty z roślin zmiękczających i nawilżających skórę. Ma przyjemną, lekką konsystencję, szybko się wchłania, przepięknie pachnie i może nie jest to najlepszy krem nawilżający jaki miałam, ale  przyjemnie zmiękcza, wygładza i odżywia. Do stosowania w ciągu dnia w sam raz! 



Po wszystkich zabiegach wskoczyłam w ulubioną bluzę, którą spryskałam ukochaną ostatnio wodą toaletową Philosykos - Diptyque. Pewnie jesteście ciekawe jak pachnie? A więc, pachnie figowcem, jego liśćmi, korą, owocami. W pierwszych minutach zapach jest ostry, zielony, nieco drażniący po czym łagodnieje, staje się słodki, ale nie za słodki, a w tle pobrzmiewają nuty mleczka kokosowego i cedru. Robi się ciepło i otulająco. Nie jest to zapach na upały, ale u mnie na północy Norwegii pogoda za oknem wręcz jesienna więc jest idealny. 


W tym momencie powinnam napisać, że wskoczyłam pod koc i oddałam się błogiemu lenistwu, ale jak wiecie tak się nie stało i postanowiłam napisać ten post więc mam nadzieję, że ktoś go przeczyta ;) Przeczytaliście? Jeśli tak to dzięki, miło z Waszej strony :)
No dobra to teraz mogę wskoczyć do łóżka i odpalić White Collar, yeah.

Miłego wieczoru :)

3.3.15

Ulubieńcy - luty 2015

Muszę przyznać, że miałam mały kłopot z wyborem ulubieńców (ostatnio przewija się u mnie za dużo fajnych produktów, które naprawdę świetnie mi służą) jednak po dłuższych namysłach wytypowałam kilka kosmetyków, które w lutym szczególnie zawładnęły moim sercem. I jak to zawsze u mnie bywa oczywiście i tym razem rządziła pielęgnacja, ale z kolorówki też coś się znalazło, aż jeden kosmetyk, ale naprawdę godny uwagi ;) Zapraszam na krótką prezentacje :)


Aesop, Geranium Leaf Body Scrub - to chyba najdelikatniejszy, a zarazem jeden z bardziej skutecznych peelingów jakich używałam. Jest genialny. Konsystencja jet tutaj żelowa, peeling delikatnie się pieni, a zatopione w nim drobinki pumeksu i bambusa optymalnie złuszczają martwy naskórek i usuwają zabrudzenia. Po takim zabiegu skóra jest dobrze oczyszczona, wygładzona, miękka i gotowa na nałożenie ulubionego balsamu czy olejku. O podrażnieniach nie ma tutaj mowy. Lubię.

Ziaja, Tonik Płatki Róży - ten tonik kupiłam skuszona głównie nazwą (uwielbiam wszystko co różane) i w sumie nie spodziewam się po nim zbyt wiele, ale naprawdę miło mnie zaskoczył i uważam, że w działaniu jest nawet podobny (podobny, nie taki sam;)) do mojego ulubionego toniku Pat&Rub, tyle, że ten jest zdecydowanie tańszy (ok.7 zł). Przede wszystkim jest bardzo łagodny, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry, a wręcz ją koi, a także delikatnie nawilża i tonizuje. Po aplikacji szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką, delikatnie napiętą oraz przygotowaną do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Niestety zapach nie jest typowo różany, ale jest naprawdę ładny. Jeśli lubicie toniki to ten warto przetestować ;)


Phenome, Warming Hand Therapy - kremy do rąk to dla mnie must have. Na noc mam swojego ulubieńca, natomiast na dzień stosuję różne kremy, mam ich zawsze kilka i sięgam po nie na zmianę, ale w lutym to właśnie z tym polubiłam się najbardziej. A co mnie w nim urzekło? Przede wszystkim dobre działanie, krem świetnie nawilża i odżywia dłonie, a także konsystencja, która jest bardzo lekka. Kosmetyk wchłania się w tempie ekspresowym i zaraz po aplikacji od razu możemy przystąpić do swoich codziennych czynności. Kolejnym plusem jest też ładny, delikatny, roślinny zapach oraz ogromna wydajność.

The Body Shop, Brazil Nut Body Butter - moja skóra w lutym przechodziła totalny kryzys, szczególnie na nogach. Była maksymalnie przesuszona, napięta i łuszczyła się, stosowałam wszystko po kolei żeby temu zaradzić, ale to właśnie to masło pomogło mi wyjść z opresji. Oczywiście nie tak od razu, ale stosowane kilka dni pod rząd przywróciło skórze optymalne nawilżenie i z powrotem stała się ona gładka, miękka i jędrna, a uczucie napięcia i ściągnięcia odeszło w niepamięć. Ale to jeszcze nie wszystko. Muszę też wspomnieć o zapachu, który jest piękny, delikatnie słodki i otulający, ja jestem od niego uzależniona! ;)

Diptyque, L'ombre Dans L'eau - moja przygoda z tym zapachem zaczęła się od próbki, którą dostałam do zamówienia ze sklepu Galilu. Wystarczyło jedno psiknięcie i już było po mnie, ten zapach totalnie mnie omotał i uwiódł. Jak widzicie skończyło się to tak, że kupiłam cały flakon i w lutym sięgałam po niego niemalże codziennie (i nadal sięgam). Ogólnie jest to zapach wiosenno-letni, ale dla mnie nie ma to znaczenia. Poza tym wiosna już blisko :) A jaki jest sam zapach? Na początku intensywny, zimny, mocno zielony, z czasem łagodnieje i pachnie ogrodem. Dzikim, tajemniczym i niezwykłym ogrodem nad rzeką gdzie zapach róż miesza się z zapachem liści czarnej porzeczki. Jest niestandardowo i aromatycznie.



Phenome, Calming Blemish Cleanser - poranne oczyszczanie twarzy to u mnie podstawa, niestety samo przemycie jej tonikiem czy płynem micelarnym jest dla mnie niewystarczające dlatego zawsze sięgam po jakiś żel. Od jakiegoś czasu podczas moich porannych rytuałów towarzyszy mi właśnie Calming Blemish Cleanser i muszę przyznać, że jest naprawdę fajny. Łagodny, ale skuteczny. Delikatnie się pieni, pięknie, jabłkowo pachnie, dobrze oczyszcza, a przy tym nie podrażnia ani nie przesusza mojej skóry, która jest wrażliwa, mieszana w kierunku suchej. Kilka razy użyłam go też z szczoteczką Clarisonic i może nie jest to duet idealny, ale daje rade. Warto zwrócić też uwagę na genialny skład, który zawiera mnóstwo dobroczynnych substancji m.in.: ekstrakt z jabłka, miłorzębu japońskiego, aceroli oraz kwas hialuronowy.

NYX, Butter Gloss, Cherry Pie - uwielbiam czerwień, i na paznokciach, i na ustach. Mogę ją nosić praktycznie codziennie, i tak jak na paznokciach może być ona intensywna, tak jeśli chodzi o usta to wybieram raczej stonowane odcienie. Tutaj wydawać się może, że kolor jest intensywny, ale zaaplikowany na usta traci na mocy i jest idealny, w sam raz na co dzień. Poza idealnym kolorem mamy tutaj jeszcze znakomite właściwości pielęgnacyjne. Nawet najbardziej suche usta się nie zawiodą. Błyszczyk nawilża, regeneruje, odżywia i koi jeśli trzeba, a do tego nie lepi się i nie ma żadnego smaku. Wad nie odnotowałam.



Znacie te kosmetyki? A może któryś wpadł Wam w oko? Jakie kosmetyki Was zachwycił w lutym? Koniecznie dajcie znać :)

27.2.15

Nowości - luty 2015

W lutym nie szalałam za bardzo z zakupami kosmetycznymi, a raczej starałam się nie szaleć choć wyszło trochę inaczej (jak zawsze), ale na swoje usprawiedliwienie muszę napisać, że większość z tych kosmetyków miałam już od dawna na swojej liście zakupowej więc tak czy siak bym je w końcu kupiła, a że zbliżał się mój wyjazd do Norwegii, a tutaj nie mam dostępu do tych produktów, postanowiłam więc nabyć je właśnie w lutym. Wszystkie zakupy poczyniłam na początku miesiąca i część nowości jest już w użyciu, co zresztą widać :) Ok, koniec tej "bablaniny", zapraszam na krótką prezentacje :)


Zacznijmy od zakupów z neoperfumerii Galilu.pl. Niestety nie mam dostępu do sklepu stacjonarnego dlatego też wszystko kupiłam poprzez sklep online. W sumie złożyłam dwa zamówienia. Pierwsze zawierało wodę perfumowaną Diptyque - L'Ombre Dans L'Eau o zapachu róży i liści czarnej porzeczki, prasowany puder Becca - Blotting Powder Perfector oraz dwa produkty Aesop: balsam Rejuvenate Aromatique Body Balm (ahh, jak on pięknie pachnie!) i żel pod prysznic A Rose By Any Other Name Body cleanser. Po tym zakupie czułam mały niedosyt, po głowie chodziło mi jeszcze kilka kosmetyków, a więc postanowiłam pójść na całość i je kupiłam. I tak w drugiej paczce przyjechały do mnie kolejne kosmetyki Aesop: słynna pietruszkowa maseczka Parsley Seed Cleansing Masque oraz zestaw The Leaf Supreme zawierający balsam - Geranium Leaf Body Balm, żel pod prysznic - Geranium Leaf Body Cleanser oraz peeling - Geranium Leaf Body Scrub. Jak widać na zdjęciu kosmetyki są już w użyciu, póki co największe wrażenie wywarł na mnie peeling. Perfumy to wiadomo, miałam już wcześniej próbkę, spodobały mi się i dlatego kupiłam cały flakon. Co do pozostałych kosmetyków to jeszcze wyrabiam sobie o nich zdanie, ale ogólnie jest pozytywnie.


Pozostałe zakupy to nabytki z internetowej apteki Gemini. Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu na blogu zachwycałam się duetem marki Seboradin z serii Niger, postanowiłam do niego wrócić i jako pierwszy powędrował do wirtualnego koszyka, a jeśli już mowa o włosach to skusiłam się też na maseczkę Intensywnie Regenerującą przeznaczoną do włosów przetłuszczających się marki Biovax oraz szampon Batiste, który jest moim must have. Zawsze kupuję wersję Dark&Deep Brown, ale tym razem wybrałam tą o nazwie Blush. Serum do rzęs Long 4 Lashes - Oceanic kupiłam z ciekawości i muszę przyznać, że chyba działa :) Stosuję je krótko jednak widzę już pierwsze efekty, ale ciii żeby nie zapeszać. No i ostatni nabytek czyli (lekki) krem Hydraphase Intense Legere - La Roche Posay, który miałam ochotę przetestować już od dawna, ale jakoś wcześniej nie było nam po drodze. Na szczęście jest już u mnie i nie mogę doczekać się pierwszych testów, które, hmm, niestety muszą trochę poczekać ponieważ w użyciu mam coś innego. Ale co się odwlecze to nie uciecze, prawda? :)


To już wszystkie nowości. Wpadło Wam coś w oko, a może znacie te kosmetyki? Co Wy kupiłyście w lutym? Koniecznie się pochwalcie :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl