Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty

30.9.15

Ulubieńcy - wrzesień 2015

Wrześniowi ulubieńcy to głównie nowości, które jakiś czas temu zasiliły moje kosmetyczne zbiory, ale nie tylko bo znalazły się tutaj również kosmetyki, które w poście z ulubieńcami już się kiedyś pojawiły, ale są tak genialne, że zdecydowanie ponownie zasłużyły sobie na to miano. No dobra, żeby nie przedłużać zaczynamy bo jest tego całkiem sporo ;)


INSIGHT, Loos Control - rewelacyjny, w pełni naturalny skład, ładny zapach, duża pojemność, przyjemna cena, a do tego niezwykła łagodność i rewelacyjne działanie. Tak w skrócie mogę opisać szampon Loos Control, który okazał się zdecydowanym hitem i póki co wyparł inne stosowane przeze mnie kosmetyki tego typu. Nie podrażnia skalpu, a wręcz łagodzi, idealnie oczyszcza, a także odżywia włosy, które to po jego zastosowaniu są lekkie, puszyste, odbite od nasady, błyszczące oraz wygładzone, a wszystko to bez niepotrzebnego obciążenia. Szampon świetnie też przedłuża świeżość oraz wzmacnia. Na pewno poświęcę mu osobny wpis ponieważ jest tego wart. Dodam jeszcze tylko, że to jeden z nielicznych szamponów naturalnych, który się u mnie naprawdę dobrze sprawdza. 

INSIGHT, Colored Hair - i kolejny produkt marki Insigth, który okazał się hitem, a mowa tu o masce przeznaczonej głównie do włosów farbowanych. Tutaj, tak jak w szamponie, skład również jest w 100% naturalny i po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi, a znajdziemy w nim m.in.: organiczne ekstrakty z henny, masło z mango oraz oleje z nasion winogron i makadamia. Ta mieszanka sprawia, że maska działa na włosy niezwykle odżywczo, ochronnie, a także zapobiega wypłukiwaniu koloru. Moje włosy ostatnio były mocno maltretowane, przeszły kilka kąpieli rozjaśniających, następnie dla wyrównania koloru musiałam pokryć je farbą i muszę przyznać, że dzięki tej masce zniszczenia są niewielkie. Włosy wyglądają zdrowo, są gładkie, miękkie, nawilżone i idealnie odżywione. Kosmetyk ich nie obciąża ani nie przyspiesza przetłuszczania. Zapach też na plus. Ja jestem na TAK i serdecznie ją Wam polecam.


Alpha H, Balancing Cleanserwith Aloe Vera - tyle dobrego naczytałam się o tym mleczku oczyszczającym, że musiałam je w końcu wypróbować i nie zawiodłam się. Jest to najdelikatniejszy produkt do oczyszczania skóry z jakim się spotkałam, a przy tym bardzo skuteczny. Ma niezwykle kremową i przyjemną konsystencję, idealnie usuwa ze skóry zanieczyszczenia, resztki makijażu, kremu czy też sebum jednocześnie nie naruszając warstwy hydrolipidowej naskórka. Po jego użyciu kóra jest czysta, odświeżona, ale nie tylko. Śmiało mogę napisać, że jest też miękka, gładka i nawilżona, a także ukojona. Ja lubię stosować to mleczko szczególnie rano, ale wieczorem też często po nie sięgam. Przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że skóra nie przesusza się, jest nawilżona, a strefa T uspokoiła się i produkuje znacznie mniej sebum. Balancing Cleanser przeznaczony jest dla wszystkich typów skóry, szczególnie wrażliwej oraz suchej, ale jak widzicie na mojej mieszanej też sprawdza się świetnie. Uwielbiam!

Chanel, Perfection Lumiere Velvet - podkład ten znalazł się już jakiś czas temu w ulubieńcach, ale we wrześniu sięgałam po niego tak często, że zdecydowanie musiałam go tutaj pokazać. Jest idealny! Kiedyś nakładałam go pędzlem czy też Beauty Blenderem, jednak zauważyłam, że najpiękniej wygląda, a zarazem najdłużej utrzymuje się zaaplikowany po prostu palcami. Jego lekka konsystencja świetnie się rozprowadza, a także pięknie stapia ze skórą, dzięki czemu podkład jest niemalże niewidoczny, a przy tym cera wygląda zdrowo, ma wyrównany koloryt, jest wygładzona i niby matowa, ale jednak delikatnie rozświetlona. Dla mnie to taki mały cudotwórca. Jeśli lubicie lekkie konsystencje i średnie krycie koniecznie się mu przyjrzyjcie lub też poproście o próbki w perfumerii, to nic nie kosztuje, a może znajdziecie ulubieńca ;)


The Body Shop, Shea Shower Gel - można by pomyśleć , że to zwykły żel, ale dla mnie jest niezwykły! Głównie ze względu na zapach, no cóż nie potrafię go opisać, ale ma coś w sobie, że uzależnia, przyciąga i sprawia, że mam ochotę się nim otulać. Zresztą sam żel też jest w porządku, ma przyjemną, kremową konsystencję, w duecie z myjką rewelacyjnie się pieni, dobrze oczyszcza i nie wysusza skóry. Jest też bardzo wydajny i często można kupić go w promocji. Ja nie wyobrażam sobie bez niego jesienno-zimowego okresu. Mam też masło z tej serii, ale grzecznie czeka w zapasach. Co więcej, mam też ochotę na mgiełkę o tym zapachu, jest boski i już! Jeśli nie go znacie koniecznie sprawdźcie podczas wizyty w TBS! ;)

Dermalogica, Gentle Cream Exfoliant - jeszcze nie tak dawno peelingi enzymatyczne w ogóle mnie nie kręciły i sięgałam tylko po te mechaniczne, a tu proszę bardzo, nie dość, że je stosuję, to jeszcze bardzo  polubiłam, a ten od Dermalogica kupił mnie na tyle, że w ulubieńcach pojawia się już drugi raz. Co tu dużo mówić, ma moc! Pozostawiony na 15-20 minut skutecznie rozprawia się z martwym naskórkiem, cudnie wygładza, rozjaśnia, a także przyspiesza gojenie wyprysków. Ale to nie wszystko bo stosowany regularnie, przynajmniej 1-2 razy w tygodniu, pomaga wyrównać koloryt, pozbyć się przebarwień, a przynajmniej tych potrądzikowych oraz pobudza skórę do samoregeneracji co sprawia, że jest ona elastyczna i jędrna. Niestety nie jest łagodny, jak nazwa na to wskazuje, dlatego osobom z cerą wrażliwą go odradzam, a pozostałym jak najbardziej polecam. Nie zawiedziecie się.



Diptyque, Philosykos edt - wszystko zaczęło się od małej niewinnej próbki, a skończyło jak widać. Philosykos to zapach, który porwał i zarazem rozkochał mnie w sobie niemalże natychmiast. Jest prosty, a zarazem intrygujący. Pachnie figowcem, jego liśćmi, korzeniami, owocami, ale nie tylko bo w tle wyczuć można też delikatną, słodką nutę mleczka kokosowego oraz ciepło białego cedru jednak nie tak od razu. W pierwszej chwili jest intensywnie i zielono, dopiero po kilku minutach zapach układa się na skórze i łagodnieje. Jesień to chyba najlepszy okres żeby go nosić, a przynajmniej dla mnie. Lubię jak mnie otula i rozgrzewa. Trwałość ma przeciętną. Na skórze utrzymuje się 4-5 godzin, ale na ubraniach jest już lepiej. Tutaj jest wyczuwalny aż do czasu prania. Gdybyście miały ochotę sprawdzić go na sobie to podpowiadam, że w sklepie Galilu.pl można zamówić próbkę ;)

Ok, to już wszyscy moi ulubieńcy. Teraz Wasza kolej! Koniecznie napiszcie co Was zachwyciło we wrześniu? 

Do następnego, Marlena ;)

15.6.15

Seboradin Niger - Szampon/Balsam/Lotion - moi wybawcy

Wypadające i szybko przetłuszczające się włosy, podrażniona i swędząca skóra głowy. Znacie to? Ja niestety bardzo dobrze i to odkąd tylko pamiętam. Stosowałam już wiele kosmetyków, i droższych, i tańszych, ale tak naprawdę dopiero to trio pomogło mi rozwiązać te wszystkie trzy problemy. Może nie całkowicie, ale w znacznym stopniu.
Kosmetyki te poznałam już wcześniej, ponad rok temu, nawet wspominałam o nich na blogu o tutaj >klik<, na koniec kuracji miałam napisać pełną recenzję, ale wszystko zużyłam, butelki wyrzuciłam i recenzja się nie pojawiła. Tym razem jednak nie odpuszczę bo naprawdę jest o czym pisać więc jeśli jesteście zainteresowane to zapraszam do dalszego czytania ;)

Seboradin Niger to seria kosmetyków przeznaczona do włosów przetłuszczających się, a także osłabionych lub wypadających. Producent kieruje ją także do osób, które zmagają się z łuszczycą, łupieżem czy też ŁZS czyli łojotokowym zapaleniem skóry głowy. W skład serii wchodzą cztery produkty: szampon i balsam jako kosmetyki podstawowe oraz lotion i ampułki, jako kuracja dodatkowa, wspomagająca. Ja posiadam tylko 3 z nich czyli szampon, balsam oraz lotion.



Szampon ma gęstą, żelową konsystencję, nie ucieka przez palce, bez problemu rozprowadza się na włosach oraz skórze głowy i świetnie pieni. Delikatnie, a zarazem skutecznie oczyszcza więc jedno mycie jest już wystarczające, nawet przy tłustych włosach , chyba, że zostały zastosowane produkty do stylizacji wtedy lepiej tą czynność powtórzyć. W składzie kosmetyku znajdziemy m.in. bogaty w związki siarki wyciąg z czarnej rzodkwi, witaminy oraz mikroelementy, a także naturalne ekstrakty: skrzyp, pokrzywę, szałwię, kasztanowiec, podbiał, rozmaryn, miętę i rumianek. Składniki te zapobiegają przetłuszczaniu włosów, regulują pracę gruczołów łojowych oraz dostarczają niezbędnych składników odżywczych. Wygląda to całkiem nieźle, prawda? Niestety nie jest do końca tak kolorowo ponieważ na drugim miejscu znajdziemy jeszcze SLS, ale w tym przypadku ten drażniący składnik nie wyrządza w ogóle krzywdy. Po zastosowaniu szamponu włosy są lekkie, puszyste, odbite od nasady, błyszczące i pełne objętości.



Balsam to taki gęsty budyń w kolorze pudrowego różu. Nie sprawia problemów podczas aplikacji, nie spływa z włosów, a chwilę po nałożeniu możemy odczuć jak zmiękcza i rozplątuje kosmyki, które wcześniej splątał szampon. Ja nakładam go zawsze od ucha w dół, ale można stosować go, a nawet trzeba, na skórę głowy. Wystarczy od 3 do 5 minut aby włosy były nawilżone, odżywione, wygładzone, miękkie i błyszczące, a wszystko to bez obciążenia czy ulizania. A co znajdziemy w składzie balsamu? Głównie ekstrakt z czarnej rzodkwi, który stymuluje włosy do wzrostu, wyciąg z tataraku, który poprawia ukrwienie skóry głowy i wzmacnia cebulki włosów, a także ziele dziurawca, które reguluje pracę gruczołów łojowych.



Lotion znajduje się w butelce z atomizerem, który działa bardzo sprawnie i dobrze rozpyla kosmetyk. Przeznaczony jest do codziennego stosowania niezależnie od częstotliwości mycia włosów. Wystarczy nanieść go na skórę głowy i włosy (przy nasadzie), delikatnie wmasować, ułożyć fryzurę i już. Kosmetyk bardzo szybko się wchłania, nie przetłuszcza ani nie obciąża włosów, a nawet jakby dodaje im trochę objętości i unosi je u nasady. W składzie zawiera: wyciąg z czarnej rzodkwi, bogaty w witaminy oraz związki siarki, wzmacnia on włosy, stymuluje je do wzrostu, a także zapobiega ich wypadaniu, olejek z drzewa herbacianego, który działa łagodząco na podrażnienia skóry głowy, dziurawiec, który regeneruje włosy i reguluje pracę gruczołów łojowych, a także tatarak, który poprawia ukrwienie skóry głowy i powstrzymuje wypadanie włosów oraz tymol mający działanie antybakteryjnie. Jest i alkohol, który nie tylko widnieje na etykiecie, ale jest też mocno wyczuwalny zaraz po rozpyleniu kosmetyku. Na szczęście ten nieprzyjemny zapach szybko wietrzeje, a sam alkohol nie wpływa drażniąco na skórę głowy.


Wszystkie trzy kosmetyki pachną bardzo podobnie, ziołowo, dość intensywnie, szczególnie balsam i lotion, na początku troszkę drażniąco, ale można się przyzwyczaić, a bynajmniej ja się przyzwyczaiłam i teraz bardzo lubię ten zapach ;) To co jeszcze łączy te produkty to opakowania, proste bezbarwne buteleczki wykonane z plastiku, a także pojemność, każdy kosmetyk ma po 200 ml, wydaje się mało, ale zarówno szampon, balsam jak i lotion cechuje spora wydajność.
Trudno mi się odnieść do tego jak działa każdy poszczególny kosmetyk, natomiast stosowane razem, regularnie, przynoszą oczekiwane rezultaty. Skóra głowy, mimo zawartości SLS w szamponie i alkoholu w lotionie, jest ukojona, w końcu mnie nie swędzi ani nie jest ściągnięta, natomiast włosy znacznie wolniej się przetłuszczają, nie są oklapnięte tylko lekkie, puszyste, odbite od nasady, błyszczące, gładkie oraz miękkie. Co tu dużo mówić, wyglądają naprawdę dobrze, a także zdrowo. I tak jak wcześniej musiałam myć je codziennie co było bardzo uporczywe, tak teraz myję je co drugi dzień. Fakt, na drugi dzień nie wyglądają tak świeżo jak w pierwszy, a szczególnie pod wieczór, ale wyglądają naprawdę dobrze, a o smętnych stronkach już całkowicie zapomniałam. Nawet mój M. zauważył różnicę w ich wyglądzie, a to już coś chyba znaczy :) Jeśli chodzi o wypadanie to tutaj również jest poprawa. Włosy się wzmocniły, nie lecą mi tak jak wcześniej przy każdej możliwej okazji, jest ich mniej na szczotce czy też w brodziku po kąpieli. Ja jestem zadowolona i wiem, że to trio będzie gościło u mnie prawdopodobnie już zawsze.


Nie mogę obiecać, że i u Was kosmetyki te spiszą się równie dobrze, ale jeśli borykacie sią z podobnymi problemami jak moje (wypadanie, podrażniony skalp i szybkie przetłuszczanie) czy też z łuszczycą, łupieżem lub ŁZS to myślę, że warto zaryzykować i je wypróbować, a nuż Wam pomogą ;)

A może znacie te kosmetyki? Macie o nich takie samo zdanie czy zupełnie inne? Borykacie się z podobnymi problemami? Co Wam pomaga, a może wiąż szukacie złotego środka? Dajcie znać w komentarzach :)

23.6.14

Pielęgnacja Włosów z Phenome

Swoją przygodę z marką Phenome zaczęłam od produktów do twarzy, później były produkty do ciała i w końcu zdecydowałam się na kosmetyki do włosów i właśnie o nich dzisiaj Wam napiszę :)


O Purifying Hair Mask czyli Masce Oczyszczającej mogłyście już przeczytać, i to całkiem niedawno, w tym poście >klik<. W skrócie mogę napisać, że świetnie oczyszcza włosy i skórę głowy z sebum oraz pozostałości środków do stylizacji. Po jej zastosowaniu włosy są lekkie, puszyste, odbite od nasady oraz przygotowane do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.


Szampon Anti Aging to delikatny preparat do mycia włosów głównie farbowanych. Jak widzicie mam małą pojemność ponieważ moje włosy są wybredne i mało który szampon im odpowiada, a więc nie chciałam ryzykować zakupem dużego opakowania. Pomimo małej pojemności bo tylko 50 ml szampon jest bardzo wydajny. Jak na kosmetyk naturalny świetnie się pieni, a także ma dość gęstą konsystencję, która nie przelewa się między palcami. Zapach ma delikatny, roślinny i nienachalny. Co najważniejsze szampon nie obciąża oraz nie podrażnia skalpu. Po jego zastosowaniu włosy są elastyczne, lśniące, miękkie i nawilżone. Producent obiecuje także ochronę przed działaniem promieni UV oraz fotostarzeniem, nie wiem ile w tym prawdy, ale jeśli tak jest to super:)


Następny kosmetyk to Głęboko Regenerująca Maska do Włosów - Regenerating Hair Mask, która znajduje się w cieszącym oko opakowaniu jednak mało praktycznym, szczególnie gdy stosujemy ją pod prysznicem. Konsystencja maski jest bardzo gęsta co w tym przypadku jest plusem ponieważ kosmetyk nigdzie nie ucieka i dobrze się go nakłada. Po aplikacji poczuć możemy jak natychmiast rozplątuje i zmiękcza włosy. Maska nałożona podczas kąpieli tak na ok. 10-15 minut sprawia, że włosy są nawilżone, odżywione, elastyczne, lśniące i gładkie. Niestety nie ułatwia rozczesywania, ale też nie obciążą. Tutaj zapach również jest roślinny i przyjemny.



No i ostatni kosmetyk czyli Nawilżająca Mgiełka do Włosów - Nourishing Hair Mist, która polecana jest szczególnie do włosów farbowanych, zniszczonych, suchych i łamliwych. Moje bardzo zniszczone nie są, ale farbowane już tak. Producent oprócz regeneracji struktury włosa, nawilżenia i wygładzenia obiecuje także poprawę stanu skóry głowy i głównie z tego względu ją kupiłam. Mgiełka zastosowana na całe włosy oraz skalp nie obciążą oraz nie powoduje szybszego przetłuszczania skóry głowy. Niestety nie zauważyłam żeby ułatwiała rozczesywanie, ale sprawia, że włosy są delikatnie uniesione od nasady, lekkie, podatne na układanie i błyszczące, a skóra głowy jest nawilżona i ukojona.


Po wielu nieudanych przygodach z naturalnymi kosmetykami do pielęgnacji włosów i skóry głowy miałam obawy jak sprawdzą się kosmetyki oferowane przez Phenome, ale jak widzicie spisują się u mnie świetnie co mnie bardzo cieszy i myślę, że jeszcze nie raz do nich wrócę. Jenak największym faworytem z tej czwórki jest zdecydowanie maska oczyszczająca.


Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie? Macie swoją ulubioną firmę jeśli chodzi o pielęgnację włosów? Dajcie znać w komentarzach :)

PS. Czy Wy również macie problemy z bloggerem? Bo mi szwankuje już od kilku dni :/

4.4.14

Seboradin - Kuracja Przeciw Wypadaniu Włosów/ pierwsze wrażenia

Niedawno, a dokładnie 1 kwietnia rozpoczęłam swoją przygodę z produktami firmy Seboradin. Ze względu na wrażliwą skórę głowy, przetłuszczające się oraz wypadające w sporych ilościach włosy zdecydowałam się na zakup kosmetyków z serii Niger w skład której wchodzą 4 produkty: szampon, balsam, lotion oraz ampułki. Produkty z tej serii przeznaczone są do włosów przetłuszczających się, a także wypadających, potrzebujących silnego wzmocnienia i regeneracji czyli idealnie wpisują się w moje potrzeby. Dodatkowo, aby wspomóc działanie tych produktów, do koszyka dorzuciłam jeszcze maskę przeciw wypadaniu i przerzedzaniu się włosów. Produkty stosuję bardzo krótko, a więc o jakichkolwiek efektach nie ma jeszcze co mówić, ale dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi pierwszymi odczuciami.


W chwili obecnej jedynym minusem wszystkich produktów, oprócz maski, jest okropny zapach. W odżywce ta nieprzyjemna woń jest najmocniejsza i przy pierwszym kontakcie, aż mnie odrzuciła. Na szczęście po wyschnięciu włosów zapach ten jest słabo wyczuwalny. Producent obiecuje, że zniknie całkowicie, ale tak nie jest. Poza tym małym minusem jak na razie wszystko jest na plus. Po wieczornym zastosowaniu szamponu i odżywki lub maski, a później jeszcze ampułki moje włosy są miękkie, lekkie, nawilżone, gładkie i odbite od nasady. Po użyciu tylu produktów i stosowaniu maski lub odżywki także na skalp nie spodziewałam się takiego efektu, a tu proszę, jestem pod wrażeniem. Włosy nie są w ogóle obciążone ani oklapnięte tylko uniesione i świeże. Rano używam jeszcze lotionu, którego też się obawiałam i myślałam, że po jego użyciu moje włosy będą przetłuszczone jednak nic takiego się nie dzieje. Po spryskaniu skalpu niewielką ilością produktu fryzura wygląda tak samo jak przed jego zastosowaniem.
Na tą chwilę jestem bardzo zadowolona z efektu jak wyglądają moje włosy po użyciu tych produktów. Jest to miła odmiana po kosmetykach Lavery, o których pisałam w ostatnim poście z zużyciami >klik<. Jednak mam także nadzieję, że przy dłuższym stosowaniu obietnice producenta zostaną spełnione i wypadanie ograniczy się do minimum, a włosy będą pobudzone do wzrostu i wzmocnione. Po skończeniu kuracji napiszę Wam o efektach.

Znacie te produkty? Lubicie? Wy również macie problemy z wypadaniem i przetłuszczaniem się włosów czy Was to nie dotyczy? Jak sobie z tym radzicie?

2.3.14

Denko + wyrzutki - luty 2014

W lutym udało mi się "zdenkować" kilka kosmetyków, z czego bardzo się cieszę ponieważ mogę je zastąpić nowymi produktami, a tym samym uszczuplić zapasy :) W dzisiejszym poście znalazły się również kosmetyki, które postanowiłam wyrzucić zanim sięgnęły dna. Nie lubię używać czegoś co zupełnie nie sprawdza się na mojej skórze. Zapraszam na mini-recenzje.


Pat&Rub - Maska Regenerująca: nałożona na pół godziny przed myciem świetnie nawilża, odżywia oraz wygładza włosy. Niestety troszkę obciąża. Odkręcane opakowanie pozwala wybrać maskę do dna, a ładny cytrusowy zapach uprzyjemnia stosowanie. Jeszcze na pewno kiedyś ją kupię.

Pat&Rub - Szampon Łagodność, Blask, Wzmocnienie: fajny szampon, jednak po jakimś czasie podrażnił mi skórę głowy, a miał łagodzić. Dobrze myje, przyzwoicie się pieni, niestety mocno plącze włosy i konieczne jest użycie odżywki. Nie obciąża, włosy są miękkie i błyszczące. Wzmocnienia nie zauważyłam.

Pat&Rub - Odżywka Łagodność, Blask, Wzmocnienie: świetna odżywka, prawdopodobnie jeszcze do niej wrócę. Po nałożeniu natychmiast rozplątuje włosy, dobrze nawilża, wygładza, nie obciąża. Ładnie, delikatnie pachnie i jest wydajna.

Pat&Rub - Hipoalergiczny Balsam do Ciała: świetny kosmetyk. Bardzo dobrze nawilża, delikatnie ujędrnia. Ma lekką konsystencje, która szybko się wchłania, nie pozostawiając lepkiej warstwy. Cudownie pachnie (zresztą jak cała seria hipoalergiczna), zapach długo utrzymuje się na skórze.

Pat&Rub - Hipoalergiczny Balsam do Rąk: uwielbiam wszystkie kremy do rąk tej firmy, w tym przypadku nie jest inaczej. Dobrze nawilża, regeneruje, wygładza oraz otula dłonie delikatnym filmem ochronnym. Dzięki lekkiej konsystencji szybko się wchłania. Kupię ponownie na 100%.

Pat&Rub - Hipoalergiczny Żel Myjący : zawiera delikatne składniki myjące. Nie podrażnia, po zastosowaniu skóra jest nawilżona. Ma gęstą, kremową konsystencje, która bardzo dobrze się pieni. Bardzo wydajny produkt w wygodnym opakowaniu.


Tołpa Botanic - Ujędrniający Żel pod Prysznic, Dąb Paragwajski: nie polubiłam się z tym żelem. Drażnił mnie jego zapach, który miał być orzeźwiający, a okazał się słodki i mdlący. Na szczęście, żel jest mało wydajny i szybko się kończy. Ujędrnienia nie zauważyłam. Więcej nie kupię.

Dr.Hauschka - Dezodorant z Szałwii: jest łagodny dla skóry, nie podrażnia oraz nie zatyka porów. Ma przyjemny ziołowy zapach, który nie gryzie się z perfumami. Niestety bardzo słabo chroni przed potem. Więcej nie kupię.

Recepty Babci Agafii - Odżywczy Krem do Rąk i Paznokci z Jonami Srebra: tego kremu nie udało mi się "zdenkować". Lejąca konsystencja kremu szybko się wchłania w ogóle nie nawilżając. Dłonie po użyciu są suche i ściągnięte. Zapach również na minus. Mówię stanowcze nie.

Sylveco - Lekki Krem Nagietkowy: na zakup tego kremu skusiłam się po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii, jednak strasznie się rozczarowałam. Przesusza skórę, nieprzyjemnie napina, a na dodatek zapycha. Kilka razy dawałam mu szansę jednak rezultat zawsze był ten sam. Jedyny plus to higieniczne opakowanie typu airless.

Sylveco - Krem Brzozowo-Nagietkowy z Betuliną: sytuacja taka sama jak wyżej. Zamiast działać na plus, działał na minus. Ponad pół opakowania (już mniej higienicznego) ląduje w koszu.

Nuxe - Delikatnie Oczyszczająca Maseczka-Krem dla Wrażliwej Skóry: delikatnie oczyszcza, po zastosowaniu skóra jest wygładzona, matowa, a pory zwężone. Nie wysusza oraz nie podrażnia. Bardzo ładnie pachnie, opakowanie może nie jest zbyt higieniczne, ale pozwala wydobyć produkt do samego końca. Kupię kiedyś ponownie.

Znacie produkty z mojego denka? Lubicie?



 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl