Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dior. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dior. Pokaż wszystkie posty

30.7.15

Ulubieńcy - lipiec 2015

W tym miesiącu nie miałam najmniejszego problemu z wytypowaniem ulubieńców, wszystkie kosmetyki, które się tutaj znalazły zachwyciły mnie naprawdę mocno i coś czuję, że będą nie tylko ulubieńcami miesiąca, ale też roku. A już na pewno do każdego z nich z wielką przyjemnością będę wracała, no może oprócz lakieru bo to wersja limitowana, niestety. Więcej przeczytacie poniżej, zapraszam :)



Phenome, Revitalizing Body Balm - to moje pierwsze spotkanie z balsamem tej marki, ale jakże udane. Balsam jest rewelacyjny! Lekka konsystencja niesamowicie szybko się wchłania, otula, a także cudnie wygładza, odżywia oraz nawilża, i to jeszcze jak! Przy regularnym stosowaniu skóra jest miękka, elastyczna i doskonale nawilżona, a uczucie szorstkości czy ściągnięcia odchodzi w niepamięć. Dodatkową zaletą balsamu jest przepiękny, delikatnie słodki zapach, który, uwaga, uzależnia! Mimo małej pojemności kosmetyk jest niesamowicie wydajny. O składzie chyba nie muszę wspominać, prawda? Tak jak we wszystkich kosmetykach Phenome, tak i tutaj jest on bajeczny. Następnym razem sięgnę po duże opakowanie bo naprawdę warto. 

REN, Guerande Salt Exfoliating Body Body Balm - martwy naskórek złuszczam regularnie, to moja mała obsesja, z przyjemnością więc testuje przeróżne peelingi. Na ten od REN miałam ochotę już od dawna, a że markę trochę już znam to wiedziałam, że się nie zawiodę.  Peeling stosowany na mokro nie daje spektakularnych efektów, za to użyty na sucho naprawdę ma moc. Drobinki soli  idealnie złuszczają martwy naskórek, a tym samym pobudzają skórę do odnowy i rewelacyjnie ją wygładzają. Sam kosmetyk natomiast ma bardzo gęstą konsystencję, nie sprawia problemów podczas aplikacji, a zawarte w nim oleje pielęgnują i odżywiają skórę jak najlepszy balsam. Po takim zabiegu jest ona idealnie gładka, miękka i doskonale nawilżona, a przyjemny, delikatnie mentolowy zapach  peelingu jeszcze długo unosi się w łazience. Wydajność też na plus, tak jak i skład!

Sylveco, Odżywcza Pomadka z Peelingiem - co tu dużo mówić, ta pomadka jest genialna! Złuszcza, wygładza, nawilża, odżywia, regeneruje, koi i niby  pomaga też w leczeniu opryszczki. W dodatku jest wydajna, ma krótki, rewelacyjny i całkowicie naturalny skład, nie posiada smaku, a jej ziołowy zapach wyczuwalny jest tylko w opakowaniu. Kolejny atut to niska cena. Więcej możecie przeczytać tutaj >klik<, ale napiszę Wam, że to taki kosmetyk, który trzeba koniecznie wypróbować. Nie zawiedziecie się ;)

Antipodes, Aura Manuka Honey Mask - jeśli nie przepadacie za stosowaniem maseczek oczyszczających ze względu na podrażnienia, przesuszenie skóry czy nieprzyjemny zapach to przedstawiam Wam najbardziej komfortową i najpiękniej pachnącą maseczkę oczyszczająca ever! A w sumie oczyszczająco-nawilżająca bo ta maska to 2 w 1. Wystarczy 20 minut i już. Skóra jest oczyszczona, wygładzona, rozjaśniona, a przy tym niebywale miękka i dobrze odżywiona, tak dobrze, że nie ma potrzeby nakładania żadnego kremu. Ale to jeszcze nie wszystko! Maseczka ma też działanie antybakteryjne i naprawdę świetnie rozprawia się z niechcianymi wypryskami. Mówię Wam, cudo.  Skład jest oczywiście naturalny, a wydajność przeogromna. Spodziewajcie się pełnej recenzji, ale nie ma co ukrywać, ta maska to HIT!


Dior, Gel Shine&Long Wear Nail Lacquer, 319 Sunwashed - jeszcze niedawno w życiu nie pomyślałabym, że zakocham się w żółtym lakierze do paznokci i będę go nosiła tak często. Ale stało się, Sunwashed mnie totalnie uwiódł zarówno przepięknym odcieniem żółci, samą konsystencją, nie za rzadką nie za gęstą, łatwością aplikacji, jak i trwałością. Lakier trzyma się na paznokciach przez dobrych kilka dni. Buteleczka zresztą też jest niczego sobie. Prosta, minimalistyczna, taka jak lubię. Szkoda, że to edycja limitowana i lakier jest już niedostępny bo na obecną porę roku jest idealny i przepięknie prezentuje się w duecie z opaloną skórą. Coś czuję, że jesienią, a może nawet zimą też będę go nosiła bo jest piękny, no!

Phenome, Purifying Anti Dandruff Shampoo - naprawdę trudno jest mi znaleźć szampon idealny, taki który nie podrażni mojego wrażliwego skalpu oraz nie obciąży moich cienkich, kapryśnych włosów. A jeśli chodzi o szampony naturalne to nie trafiłam na taki, który by się u mnie sprawdził do czasu aż spotkałam się z nim. Już po kilku użyciach stał się moim ogromnym ulubieńcem i teraz nie wyobrażam sobie, że może go u mnie zabraknąć. Nie dość, że nie podrażnia skalpu, a wręcz go koi to jeszcze odbija moje wiecznie oklapnięte włosy od nasady, sprawia, że są sypkie, miękkie, puszyste, idealnie się układają, a przy tym wyglądają zdrowo, pięknie się błyszczą oraz niesamowicie pachną!  Co więcej, szampon przedłuża też ich świeżość, a to prawdziwy sukces. Uwielbiam i polecam. Pełna recenzja >klik<.



Marvis, Whitening Mint - czyli gęsta, kremowa pasta prosto z Włoch. Lubię testować nowe kosmetyki, a w tym także pasty do zębów :). Tą polubiłam za przyjemny, niedrażniący miętowy smak, który na długo pozostawia uczucie świeżości, a także za dobre działanie. Przy regularnym stosowaniu kosmetyk usuwa płytkę nazębną, a tym samym wybiela zęby, niezbyt mocno, ale zawsze, przez co uśmiech prezentuje się znacznie ładniej. Plusem jest też spora wydajność, a także fakt, że dobrze współpracuje ze szczoteczką elektryczną i świetnie się pieni. No i to opakowanie, jak dla mnie extra! Minusem jest niestety cena, choć w Norwegii i tak nie jest tak powalająca jak w Polsce...

Fridge by yDe, ff.1 Fabulous Face - ten świeży krem połączony z lekkim, oddychającym podkładem to prawdziwe cudo! Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawia tłustej warstwy, rewelacyjnie stapia się ze skórą, nadaje jej zdrowy wygląd, przepięknie wyrównuje koloryt i dodaje blasku. Jest też niezwykle komfortowy. Nie ściera się w ciągu dnia, idealnie dopasowuje się do koloru skóry, niezależnie czy jest blada czy opalona, a także nie wchodzi w pory ani załamania. Zawarte w kremie składniki aktywne jak mocznik oraz zimnotłoczony olej śliwkowy dbają o nawilżenie oraz odżywienie, a brak substancji syntetycznych sprawia, że skóra może oddychać i czerpać z kosmetyku to co najlepsze. Moja mieszana w kierunku suchej cera go uwielbia i muszę też przyznać, że to jeden z najlepiej nawilżających kremów jaki miałam okazję stosować. Fabulous Face przeznaczony jest do każdego typu skóry, musi być przechowywany w lodówce, a jego data ważności wynosi 2,5 miesiąca. Moim zdaniem to must-have szczególnie na lato, a już na pewno dla fanek make-up no make-up. Ja pokochałam go od pierwszego użycia i teraz używam niemalże codziennie, a inne podkłady i kremy nawilżające na dzień poszły w odstawkę. Niebawem napiszę o nim pełną recenzję bo w kilku zdaniach nie da się go opisać, ale mówię Wam jest moc ;)

A jakie kosmetyki Was zachwyciły w lipcu? Koniecznie dajcie znać :)

2.6.15

Nowości - Maj

Na blogu dawno nie było posta z nowościami, a wiem, że takie lubicie, ja zresztą też uwielbiam takie przeglądać, dlatego postanowiłam zebrać nowe nabytki do kupy i je Wam zaprezentować. Część nowości to kosmetyki sprawdzone i ulubione, część to zupełne nowości. Większość rzeczy jest już w użyciu, ale nie będę się dzisiaj na ich temat rozpisywać, tylko wszystko krótko przedstawię. Więcej na ich temat będziecie mogły przeczytać w osobnych postach.


Zacznę od nowości z Polski bo stamtąd przyjechało do mnie większość kosmetyków. No i tak, mamy tutaj zamówienie z apteki Gemini, w której kupiłam absolutnie ulubione masełko do ust Reve de Miel - Nuxe, ulubioną pastę bez fluoru Sparkly White - Himalaya, ulubione żele do higieny intymnej Neutralny i Regenerujący marki Tołpa, a także fajny Lotion do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania - Seboradin Niger.  Jak widzicie, sami ulubieńcy.


Kolejne nowości to nabytki z neoperfumerii Galilu, a mowa tu o serum do twarzy Oil Free Facial Hydrating Serum marki Aesop oraz szczotce do ciała Aromatherapy Associates, która niestety okazała się tak twarda i szorstka, że nie da się jej używać. Wpadło mi też coś z kolorówki. W sklepie online Sephory kupiłam ulubiony podkład Teint Idole Ultra 24h - Lancome, a także pierwszą paletkę Urban Decay - Naked2 Basics. Jeszcze jej nie używałam, nie było czasu ani okazji, ale kolory ma boskie i idealne na co dzień.


Tak się składa, że nigdy nie ma mnie w Polsce podczas Rossmannowskich promocji i zawsze tylko zazdroszczę, że możecie z nich korzystać do woli ;), ale tym razem poratowała mnie koleżanka. Kupiła mi kilka rzeczy i tym sposobem moją kosmetyczkę zasilił podkład Healthy Mix - Bourjois, dwa genialne róże Creme Puff Blush - Max Factor w kolorze Seductive Pink i Alluring Rose oraz wychwalany w sieci tusz Lash Sensational Maybelline. Konturówka  Soft Precision Lipliner to nowość z Inglot. Wybrałam kolor 74 i jestem zachwycona, jest piękny i bardzo zbliżony do koloru moich ust.


Nie mogę nie wspomnieć o nowościach z Ministerstwa Dobrego Mydła, na zdjęciu znalazły się 2 z 4 kosmetyków, które kupiłam, a mianowicie Olejek z Pestek Śliwki i Masło Shea. Całe zamówienie możecie zobaczyć tutaj >klik<. W maju przybyło mi też kilka kosmetyków Phenome, a mowa tu o peelingu do twarzy Exfoliating Facial Paste, rewelacyjnym zresztą, peelingu do ciała Smoothing Body Scrub, szamponie  Purifying Anti-Dandruff Shampoo i balsamie Revitalizing Body Balm.


Wyżej wymienione kosmetyki przyjechały do mnie już na początku maja, natomiast pod koniec miesiąca odebrałam jeszcze dwie paczki, jedna skrywała nowość marki Evree czyli dwufazowy olejek Power Fruit, co za zapach!, a druga szczotkę do ciała marki Fridge by yDe, którą jestem oczarowana. Jest idealna! I to tyle nowości z Polski. 


W Norwegii kupiłam jedynie antyperspirant firmy Neutral. Pisały o nim Iwetto oraz Juicy Beige, a że nie mogłam znaleźć w sklepach swojego ulubieńca skusiłam się właśnie na ten i jest całkiem niezły. To jednak nie koniec nowości bo został jeszcze lakier Dior z letniej kolekcji w kolorze Sunwashed, cudo!, oraz bardzo lubiana przeze mnie Woda Winogronowa - Caudalie. Obie nowości przyjechały albo i przyleciały do mnie z brytyjskiego sklepu Feelunique. Uff, teraz to już wszystko ;)

Znacie coś? O czym chciałybyście poczytać? Dajcie znać i pochwalcie się co ostatnio zasiliło Wasze kosmetyczne i nie tylko zbiory ;)

8.10.14

Dior - Addict It Lash Mascara

Addict It Lash Mascara to idealna maskara dla wszystkich, którzy pragną osiągnąć każdy efekt naraz, i to od razu. Niezwykle magiczny i uzależniający produkt, jak przystało na Addict. Już za jednym pociągnięciem kreujemy niezwykle modowy look, który przyciąga, kusi i uwodzi.Dior Addict It-Lash ubiera rzęsy w niepowtarzalne odcienie przepełnione pigmentami:
- It-Black, zapierająca dech w piersiach głęboka czerń
- It-Pink, popowy różowy odcień, na tu i teraz
- It-Blue, nasycony błękit dla elektryzującego spojrzenia
- It-Purple, intrygujący, głęboki fiolet, wyrafinowane oko.



Tak swój produkt opisuje producent, brzmi dobrze, prawda? Ja, jak widzicie uległam tym obietnicom, ale muszę przyznać się, że do zakupu nie zachęcił mnie tylko opis. Zachęciło mnie przede wszystkim opakowanie, które jest piękne! Minimalistyczne i naprawdę solidne. Najważniejsza jest jednak zawartość i działanie tuszu, a tutaj nie mogę narzekać, a wręcz jestem oczarowana. Zresztą, jeśli śledzicie moje wpisy na bieżąco na pewno pamiętacie, że tusz ten pojawił się w ulubieńcach września >klik< i już tam się nim zachwycałam.


Spośród czterech odcieni wybrałam klasykę, czyli czerń, która kryje się pod nazwą It-Black. Nie jet to odcień, który, jak to napisał producent, zapiera dech w piersiach, ale jest to naprawdę głęboką, piękna czerń, która sprawia, że spojrzenie jest podkreślone i wyraziste. To lubię. Duża, silikonowa szczoteczka z mnóstwem "igiełek" może na początku przerażać (mnie przeraziła ;)), ale jest genialna. Nabiera odpowiednią ilość tuszu, świetnie rozczesuje rzęsy i mimo dużych rozmiarów łatwo się nią operuje. Jest też bardzo precyzyjna. Dociera do każdej, nawet najkrótszej rzęsy, dokładnie pokrywając ją tuszem.



Addict It Lash Mascara od samego początku ma idealną konsystencję. Nie za rzadką, ani nie za gęstą. Nie potrzebuje czasu żeby dojrzeć, a więc od razu po zakupie możemy przystąpić do malowania rzęs. Za co duży plus. Jeszcze większym plusem jest tutaj trwałość, która jest naprawdę rewelacyjna. Tusz trzyma się na rzęsach bez żadnego uszczerbku od rana aż do wieczornego demakijażu, nie blaknie, nie osypuje się ani nie kruszy. Niestety jest troszkę oporny podczas zmywania, tzn. ja mam problem zmywając go płynem micelarnym, podejrzewam, że dwufaza sprawdzi się tutaj o wiele lepiej.


Jesteście pewnie ciekawe efektu? Jedna warstwa delikatnie przyciemnia i wydłuża rzęsy co daje bardzo naturalny look. Jeśli mamy ochotę go podkręcić bez obaw możemy zaaplikować tusz ponownie. Uzyskamy wtedy pięknie wydłużone, podkręcone, pogrubione, elastyczne i zagęszczone rzęsy oraz podkreślone i otwarte spojrzenie. Niestety fanki teatralnego efektu mogą być zawiedzione ponieważ Addict It Lash Mascara nie pogrubia bardzo spektakularnie. Jednak jak dla mnie pogrubia wystarczająco. Co równie ważne kosmetyk nie obciąża rzęs, nie skleja ich, nie tworzy tzw. owadzich nóżek oraz nie podrażnia oczu. Po otwarciu ważny jest przez 6 miesięcy, a jego cena standardowa wynosi 155 zł.

Znacie Addict It Lash Mascara? Lubicie tak jak ja czy macie odmienne zdanie? Znalazłyście swój tusz idealny czy jesteście nadal w trakcie poszukiwań? Dajcie koniecznie znać :)

2.10.14

Denko - wrzesień 2014

We wrześniu udało mi się zużyć kilka, a nawet kilkanaście kosmetyków i jestem z siebie dumna. Na półkach zrobiło się więcej przestrzeni i jest mi jakoś tak lżej na sumieniu. Teraz muszę tylko wytrwać w tym żeby zużywać wszystko po kolei i nic nie kupować ;) Ok, już nie przedłużam, zaczynamy ;)


Phenome/Green Tea, Double Mint Fix For Feet - pokładałam duże nadzieje w tym kremie, niestety okazał się bublem. Nawilżał i wygładzał, ale tylko na chwilę, poza tym nie przyniósł ukojenia zmęczonym stopom, a na to najbardziej liczyłam. Jedyny plus to całkiem ładny, delikatny, roślinny zapach. Tutaj pełna recenzja >klik<. Jak już się pewnie domyślacie więcej go nie kupię.

Phenome/Sustainable Science, Purifying Hair Mask - rewelacyjna maska oczyszczająca, którą zachwycałam się na blogu kilka razy, m.in. tutaj >klik< i tutaj >klik<. Uwalnia włosy oraz skalp z nadmiaru sebum oraz środków do stylizacji. Po jej użyciu moje szybko przetłuszczające się włosy dłużej zachowują świeżość, są odbite od nasady i pełne objętości. Minusem może być cena, ale maska jest bardzo wydajna. Polecam i sama kupię ponownie na 100%.

Phenome/Rejuvenating Rose, Relaxing Massage Oil - cudowny olejek o cudownym, odprężającym zapachu zbudowanym wokół różanej nuty. Stosowany na mokre ciało nie wchłania się całkowicie, ale zastosowany na wilgotne wchłania się natychmiast pozostawiając skórę elastyczną, miękką oraz odpowiednio nawilżoną. Pisaałam o nim m.in tutaj >klik< i pojawił się też w ulubieńcach >klik<. Kupię ponownie.


Dior, Diorshow Maximizer Lash Plumping Serum - genialna baza pod tusz, ale nie tylko. Jest to też odżywka, która przy regularnym stosowaniu zdecydowanie poprawia kondycje rzęs, wydłuża, zagęszcza i delikatnie je przyciemnia. Kosmetyk stosowany jako baza podkręca działanie każdego tuszu oraz przedłuża jego trwałość. Kupię ponownie i to już niedługo.

Ren, Neroli And Grapefruit Body Wash, Body Cream - duet idealny! No może poza zapachem, który jest bardzo delikatny i w sumie nijaki. Jednak działanie wynagradza wszystko. Żel świetnie się pieni, dobrze oczyszcza, nie podrażniając przy tym ani nie wysuszając skóry, natomiast balsam ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania pozostawiając skórę niesamowicie gładką, miękką i odpowiednio nawilżoną. Nie wiem czy kupię ponownie ze względu na cenę, ale jeśli trafię na promocje to na pewno wrzucę do koszyka i żel, i balsam.


RITUALS..., Shikakai Secret, Nourishing Ultra-Shine Conditioner - to odżywka i maska do włosów w jednym. W obu przypadkach sprawdza się dobrze, ale muszę wspomnieć, że moje włosy nie są mocno zniszczone. Świetnie nawilża, wygładza, nabłyszcza i nie obciąża. Dodatkowym plusem jest przepiękny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Pisałam o niej w poście z ulubieńcami sierpnia >klik<. Prawdopodobnie kupię ponownie.

Pharmaceris/H-KERATINEUM, Skoncentrowany Szampon Wzmacniający - nie jest to mój ulubiony szampon ponieważ troszkę obciążą włosy, ale, mimo zawartości SLS, nie podrażnia mojej skóry głowy, co jest dla mnie bardzo ważne, no i spełnia obietnice producenta. Przy regularnym stosowaniu ogranicza wypadanie włosów, wzmacnia je i troszkę pogrubia. Na plus jest też duża wydajność i ładny zapach. Kolejna butelka jest już w użyciu.

Palette, Salon Colors 4-0 - moja ulubiona farba która pojawiała się w denku już kilkukrotnie. Rewelacyjnie kryje odrosty, nie podrażnia skalpu oraz nie wysusza włosów. Kolor jaki daje jest intensywny i troszkę ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza. Nie wiem czy jeszcze ją kupię ponieważ za ok. miesiąc wybieram się do fryzjera i może zmienię kolor włosów ;)


GlamGlow, Supermud Clearing Treatment - obecnie zachwycam się czarną wersją GG, ale ta też jest świetna. Jest to maseczka na bazie glinki zawierająca m.in. kompleks sześciu kwasów. Zastosowana na 15 minut delikatnie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę dogłębnie oczyszczoną, matową, delikatnie napiętą i rozjaśnioną. Co ważne nie podrażnia oraz nie przesusza. Pełna recenzja >klik<. Kupię ponownie

Shiseido/Pureness, Deep Cleansing Foam - rewelacyjna kremowa pasta do twarzy, która pod wpływem wody zmienia się w delikatną piankę. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia i pozostałości po makijażu, pozostawiając skórę dogłębnie oczyszczoną, matową i gładką. Poza tym pięknie pachnie, jest niesamowicie wydajna i dobrze współpracuje ze szczoteczką Clarisonic. Nie polecam jej jednak cerom suchym ponieważ może wysuszać. Dla mnie to ideał i na pewno kupię ponownie.

Origins, Clear Head, Mint Shampoo - idealny szampon do codziennego stosowania o bardzo przyjemnym składzie bez zawartości, m.in. parabenów, olei mineralnych, parafiny i syntetycznych zapachów. Nie podrażnia mojego wrażliwego sklapu,a wręcz go koi. Jest bardzo delikatny, a przy tym dobrze oczyszcza skórę głowy oraz włosy pozostawiając je odbite od nasady, puszyste, lśniące i podatne na układanie. Kupię ponownie.

Dermedic/Hydrain 3 Hialuro, Serum Nawadniające - o tym serum pisałam kilka dni temu >klik<. Jest lekkie, dobrze się wchłania, ale nie całkowicie, pozostawiając skórę miękką, elastyczną i optymalnie nawilżoną na długie godziny. Świetnie sprawdza się pod makijaż nie wpływając na jego trwałość. U osób z cerą mieszaną i tłustą sprawdzi się jako lekki krem. Nie wiem czy kupię ponownie ponieważ mam ochotę przestestować inne sera :)


Znacie któryś z kosmetyków? Jak tam Wasze zużycia? Do przodu? :)

29.9.14

Ulubieńcy - wrzesień 2014

Wrzesień dobiega końca, a więc tradycyjnie, jak co miesiąc, zapraszam na przegląd moich kosmetycznych ulubieńców :)


Pat&Rub, Home SPA, Bogaty Balsam do Stóp, 100 ml - kocham Balsamy do Dłoni Pat&Rub i kupuję je regularnie, natomiast ten do stóp gości u mnie po raz pierwszy i żałuję, że tak późno się poznaliśmy. Jest genialny! Już dawno nie miałam tak nawilżonej, miękkiej i jedwabiście gładkiej skóry u stóp. Efekt ten wyczuwalny jest już po pierwszej aplikacji i jest trwały. Balsam ma jeszcze jeden plus, a jest nim zapach, piękny, ziołowy z leśną nutą. Uwielbiam.

Dior, Addict It Lash Mascara, 9 ml - moje rzęsy są ostatnio w kiepskim stanie, są m.in. przerzedzone i krótkie, w swojej kosmetyczce mam kilka tuszy, ale tylko ten "Diorek" potrafi zmienić je w firanki. Jest naprawdę świetny! Pięknie rozdziela, rewelacyjnie wydłuża, pogrubia i delikatnie podkręca. Na pochwałę zasługuje również trwałość, tusz trzyma się na rzęsach w stanie nienaruszonym od rana aż do demakijażu, nie blednie, nie kruszy się ani nie osypuje.



Origins, Gin Zing, Refreshing Eye Cream, 15 ml - jestem okropnym śpiochem i zawsze, nawet po przespaniu dziesięciu godzin, po przebudzeniu czuję się niewyspana i tak też wyglądam. I tutaj z pomocą przychodzi krem Origins, który jest małym cudotwórcą! Pięknie rozświetla skórę pod oczami, delikatnie maskuje sińce i usuwa obrzęki, w rezultacie spojrzenie nabiera blasku, a po zmęczeniu nie ma śladu. Muszę tez dodać, że świetnie nawilża i to na długie godziny, co równie ważne nie podrażnia i idealnie sprawdza się pod makijaż. Czyżby ideał?

GlamGlow, Youthmud, Tinglexfoliate Treatment, 50 g - na blogu zachwycałam się już, i to nawet kilka razy, biała maską GlamGlow (pełna recenzja >klik<) i oczywiście nadal uważam, że jest świetna, ale czarna wersja zdecydowanie ją przebiła i to nie tylko działaniem, ale zapachem też. Jest to w sumie takie 2 w 1 czyli maseczka z peelingiem. Genialnie oczyszcza i delikatnie złuszcza martwy naskórek, pozostawiając skórę dogłębnie oczyszczoną, matową, niesamowicie wygładzoną, miękką i rozjaśnioną. U mnie ten efekt utrzymuje się do trzech dni. Rewelacja!

Estee Lauder, Double Wera Light, 30 ml - moja cera w ostatnim czasie strasznie wariuje, nie dość, że pojawiają się na niej co rusz nowi nieprzyjaciele, to jeszcze okropnie zaczęła przetłuszczać się w strefie T. Na szczęście istnieje DW, który zapewnia mi mat i to na dobrych kilka godzin, dzięki niemu nie muszę co kilka minut spoglądać w lusterko w celu skontrolowania makijażu czy przypudrowania nosa. Poza tym podkład jest lekki, bardzo trwały i wygląda naturalnie. Niestety może troszkę przesuszać dlatego nie polecam go osobom z suchą cerą.


Zoeva, 102/Silk Finish i 128/Cream Cheek - pędzle Zoeva są ze mną od lipca, skusiłam się wtedy na cały zestaw w którego skład wchodzi 6 sztuk i tak naprawdę wszystkie są fajne, ale we wrześniu to właśnie po tą dwójkę sięgałam najczęściej. Oba pędzle są naprawdę porządnie wykonane, mają miękkie i miłe włosie, które nie odkształca się ani wypada, a makijaż z ich pomocą to czysta przyjemność. Pędzla z numerkiem 102 używam do nakładnia podkładu, a czasem także pudru, w obu przypadkach sprawdza się rewelacyjnie, natomiast 128 służy mi do aplikacji róży w kremie. Jest mały, nabiera odpowiednią ilość kosmetyku i wszystko pięknie rozciera dzięki czemu rumieniec wygląda bardzo naturalnie.

RITUALS..., Fortune Oil, 200 ml - jak prysznic po ciężkim dniu to tylko z tym olejkiem! Uwielbiam go głównie za zapach, a mowa tu o połączeniu słodkiej pomarańczy z drzewem cedrowym. Coś pięknego. Otula, relaksuje i odpręża. Właściwości olejku też są świetne, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę, pozostawiając ją czystą, gładką, elastyczną i nawilżoną. Niestety jest mało wydajny i używam go tylko okazyjnie, jak się skończy będzie płacz ;)



Znacie moich ulubieńców? Jakie kosmetyki Was zachwyciły w tym miesiącu? Koniecznie dajcie znać :)

31.7.14

Nowości - lipiec 2014/część druga

Tak, wiem, zanudzam Was tymi postami z nowościami, ale bardzo chciałam pochwalić się ;) nowymi nabytkami, a przy okazji pokazać o czym w bliższym lub późniejszym czasie będziecie mogły przeczytać :)


Zacznijmy od zakupów z Kicks.no. W ogóle muszę przyznać, że jestem uzależniona od tego sklepu i najchętniej robiłabym w nim zakupy codziennie. Tym razem skusiłam się na nowe MACzki i mamy tutaj PREP + PRIME Transparent Finishing Powder oraz Pro Longwear Waterproof Brow Set w kolorze Bold Brunette. Puder po pierwszych testach zapowiada się całkiem nieźle, ale denerwuje mnie jego opakowanie, jeśli chodzi o żel to już mogę napisać, że jestem nim zachwycona i od dnia zakupu sięgam po niego praktycznie codziennie. Na krem Origins - GinZing miałam ochotę już od dawna, ale zawsze finalnie kupowałam jakiś inny jednak nie tym razem. Pierwsze odczucia po kilku użyciach są pozytywne, krem dobrze nawilża, ładnie rozświetla okolicę oczu i podejrzewam, że będzie baaardzo wydajny. Tusz Dior - Addict IT-LASH oraz kropelki samooplające Clarins - Radiance Plus Golden Glow Booster to taka moja zachcianka ponieważ ani jeden, ani drugi kosmetyk nie jest mi obecnie potrzebny. Tuszu na razie nie dotykam choć nie powiem, kusi mnie bardzo, natomiast do kropelek dobrałam się wczoraj i coś czuję, że będzie z tego miłość ;)


W nowościach nie mogło zabraknąć kosmetyków marki RITUALS... od których w ostatnim czasie jestem uzależniona. Chciałam kupić kolejną piankę pod prysznic lub jakiś balsam, ale mam za duże zapasy, a więc skusiłam się tylko na mydło do rąk Infinity i odżywkę do włosów It's a wrap, przy okazji kupiłam jeszcze szampon Cool Kami dla mojego M. Na koniec małe zamówienie z Blush.no gdzie kupiłam olejek do włosów Hairdresser's Invisible Oil marki Bumble&Bumble (od której w sumie też jestem już chyba uzależniona). Na stronie producenta widziałam, że jest to bestseller i zbiera pozytywne recenzje, a więc mam nadzieję, że będę z niego zadowolona bo kosztował nie mało :/ W tym samym sklepie kupiłam jeszcze herbatki Pukka. Akurat była promocja 3 w cenie 2, a więc nie mogłam nie skorzystać. Wybrałam Refresh, którą już kiedyś miałam i bardzo lubię, oraz dwie nowości: Three Tulsi, którą polecała Kasia z bloga Kolczyki Izoldy >klik< i Three Grean Tea bo zieloną herbatę uwielbiam i mogę pić litrami ;)


To już wszystko :) Znacie któryś z kosmetyków? A może coś Was szczególnie zainteresowało? Dajcie znać :)
PS. Przypominam o rozdaniu, które trwa do dzisiaj, do północy >klik< ;)

8.6.14

Nowości - czerwiec 2014

Dzisiaj miał pojawić się inny post, ale stwierdziłam, że nie będę zanudzać Was kolejną recenzją tylko tak szybciutko pokaże co nowego ostanio do mnie zawitało. Nie jest tego dużo, ale z każdej rzeczy ogromnie się ciesze, a wręcz nie mogę się tymi nowościami nacieszyć ;)


Już od dawna chodziły za mną kosmetyki firmy Rituals i sama nie wiem dlaczego nie kupiłam ich wcześniej, ale cieszę się, że w końcu zdecydowałam się na ich zakup ponieważ okazały się r e w e l a c y j n e! Na początek zamówiłam sobie 3 produkty z serii Ayurveda, a dokładnie skusiłam się na: Himalaya Scrub - Purifying Himalayan Salt Scrub czyli solny peeling, który przetestowałam na razie tylko na dłoniach i zapowiada się świetnie, Yogi Flow - Foaming Shower Gel Sensation to cudowny żel o konsystencji pianki, który już na starcie przebił moją ukochaną piankę Phenome i na koniec Shikakai Secret - Nourishing Ultra Shine Conditioner czyli odżywka do włosów, którą możemy stosować także jako maskę, po pierwszych dwóch użyciach jestem na tak, ale zobaczymy co będzie dalej :) Cała trójka pachnie identycznie i po prostu booosko, główne nuty zapachowe to migdał oraz róża. Uzależniałam się od tego zapachu i chętnie kupiłabym takie perfumy.


Kolejna nowość to kredka do ust Patenpolish Lip Pencil firmy MAC w kolorze Spontaneous. Uwielbiam pomadki w takiej formie więc obok tej nie mogłam przejść obojętnie. Kredka jest świetna, kryje równomiernie, daje piękny połysk, a odcień który wybrałam jest subtelny i idealny na co dzień. Do koszyka wrzuciłam jeszcze cień w kremie Dior - Diorshow Fushion Mono Matte w kolorze Songe nad którym dumałam już od dawna. Troszkę się nim zawiodłam ponieważ myślałam, że zastąpi mi baze pod cienie jednak na moich tłustych powiekach po kilku godzinach zaczyna zbierać się w załamaniach, ale i tak jestem zadowolona z tego zakupu ponieważ cień ładnie prezentuje się na powiekach i odświeża spojrzenie.


W ostatnich dniach powiększyła się nie tylko moja kosmetyczna gromadka, ale także w mojej szafie pojawiło się kilka nowości. W sumie to nic ciekawego, ale pokaże Wam dwie rzeczy, z których jestem najbardziej zadowolona. A mowa tutaj o sukience z falbanką, którą kupiłam w sklepie Cubus. Bardzo lubię taki krój ponieważ jest luźny, a zarazem dziewczęcy oraz pasuje zarówno do baletek, sandałów jak i do trampek. Druga rzecz to sweterek/narzutka kupiona w Vero Moda. Uwielbiam takie narzutki i kupuje je hurtowo ;) Ta jest wykonana z bardzo cienkiego materiału i będzie idealna na letnie wieczory bądź chłodniejsze dni. Jak widzicie po kolorach to jest szaro buro, ale ja tak lubię i tak czuję się najlepiej :)

To by było na tyle. Ja uciekam leniuchować, a Wam życzę miłego wieczoru :)

24.5.14

Nowości - maj 2014

Tego posta nie powinno być. Pewnie jesteście ciekawe dlaczego? Już Wam piszę. Jeszcze pod koniec kwietnia postanowiłam, że w maju nie zrobię żadnych zakupów kosmetycznych i ogólnie, że zacznę oszczędzać i takie tam. Jak widzicie nie udało mi się wytrwać w tym postanowieniu. Po pierwsze trafiłam na kilka kuszących ofert i promocji obok których nie mogłam przejść obojętnie,a po drugie mój tato był w Polsce i zaproponował, że może przywieźć mi kilka rzeczy jeśli chcę. No i jak widać chciałam ;)


Polskie zakupy to m.in. kosmetyki Phenome. Kolejny raz postanowiłam zamówić produkty, których jeszcze nie miałam i tak trafiły do mnie dwie maski do włosów: Purifying Hair Mask oraz Regenerating Hair Mask. Obie są wychwalane na blogach, więc tym bardziej byłam ich ciekawa. Następnie skusiłam się na nawilżającą mgiełkę do włosów - Nourishing Hair Mist, szampon o pojemności 50 ml - Anti Aging Hair Wash przeznaczony do włosów farbowanych oraz przepięknie pachnący olejek do ciała, który kryje się pod nazwą Relaxing Massage Oil.


Perfumy Dior - Miss Dior Blooming Bouquet to prezent od rodziców. Zresztą bardzo udany. Perfumy pachną tak pięknie, że uzależniłam się od nich i na chwilę obecną sięgam tylko po nie. Zamówienie z Annabelle Minerals to już u mnie stały punkt polskich zakupów. Zawsze kupowałam tylko Podkład Matujący, jednak tym razem skusiłam się na zestaw, w którego skład wchodzi wspomniany podkład o pojemności 10 g, róż i korektor (kolory wszystkich produktów możemy wybrać sami) oraz pędzel, który dostajemy w prezencie i również możemy wybrać taki jaki nam odpowiada. Ja wybrałam podkład w kolorze Golden Fair, róż - Rose, korektor- Medium oraz pędzel Mini Kabuki.


Kolejne zakupy to Bogaty Balsam do Stóp oraz Bogaty Balsam do Rąk - Pat&Rub z serii Home SPA, którą ostatnio bardzo polubiłam. W prezencie do zamówienia otrzymałam tarkę do stóp, jednak oddałam ją mamie ponieważ mam już swoją z Peggy Sage i nie potrzebowałam drugiej. Kosmetyki MAC z kolekcji Alluring Aquatic są u mnie dzięki Dominice z bloga Wyznania Kosmetykoholiczki >klik<, która pomogła mi w ich zakupie. W taki oto sposób stałam się posiadaczką różu w kolorze Sea Me, Hear Me oraz pomadki - Mystical. Są to moje pierwsze kosmetyki MAC, ale już wiem, że na pewno nie ostatnie. Szafirowy Peeling -Yoskine to wynik zakupów internetowych w aptece Gemini. Po dwóch użyciach jestem nim zachwycona. Świetnie ściera martwy naskórek, nie podrażnia i pięknie pachnie.


Kolejne apteczne zakupy to słynny Effaclar Duo od La Roche Posay. Mój egzemplarz jest już w nowej wersji i ciekawa jestem jak się u mnie spisze. Emulsja matująca Capital Soleil SPF30 z Vichy to mój ulubieniec z poprzedniego roku. Nie bieli, bardzo dobrze matuje, świetnie współgra z makijażem, także mineralnym, no i co najważniejsze skutecznie chroni skórę przed promieniami UVB oraz UVA. Następnie dwa zachwalane produkty na blogach czyli Antyperspirant w Kulce - Vichy oraz Szampon Wzmacniający do Włosów Osłabionych - Pharmaceris H, Keratineum, z którym chyba się polubimy. Do wirtualnego koszyka wrzuciłam także Serum Nawadniające, Hydrain 3 Hialuro firmy Dermedic, o którym czytałam u Iwetto >klik< i przy okazji dorzuciłam jeszcze pastę przeznaczoną do szczoteczek elektrycznych Active Clean od Denivit.


Na koniec zakupy zrobione już w Norwegii. Nad emulsją antycellulitową - Body Lift Cellulite Control od Clarins rozmyślałam już od dawna, ostatecznie do zakupu przekonała mnie recenzja Czarnej Ines >klik< oraz dobra oferta na stronie NordicFeel.no. W tym samym sklepie kupiłam także tusz Giorgio Armani - Eyes to Kill i to też przez Czarną Ines ;) Poza tym czytałam o nim dużo pozytywnych opinii, zapragnęłam go i jest :) Maseczki Glam Glow również chodziły za mną od dłuższego czasu, szczególnie ta biała, jednak w najbliższym czasie nie planowałam ich zakupu. A więc jak to się stało, że kupiłam aż dwie? Wszystko przez promocje dwie w cenie jednej, o której wspomniała mi By Izis >klik< podczas wymiany zdań na Instagramie i jeszcze podała kod promocyjny (dzięki:*). Nie mogłam przepuścić takiej promocji i stałam się posiadaczką Mud Mask oraz Super-Mud Clearing Treatment.


Jak widzicie trochę się tego uzbierało, a ja już planuje kolejne zakupy. To chyba powinno się leczyć, no ale raz się żyje. Prawda? :)

Znacie te kosmetyki? A może coś Was szczególnie zainteresowało? Dajcie znać w komentarzach ;)

28.2.14

Ulubieńcy - luty 2014

Dziś na tapecie 5 kosmetyków, po które najczęściej sięgałam w lutym. Gdybym miała teraz wybrać z tej piątki jeden najlepszy byłoby mi ciężko ponieważ każdy jest super.


Dior Diorshow Maximizer Lash Plumping Serum - serum ma za zadanie wzmacniać efekt maskary oraz odżywiać rzęsy dzień po dniu. Formuła zawiera Lash Maximizer TM - ekskluzywny składnik aktywny pobudzający witalność i wzrost rzęs oraz kwas hialuronowy. Serum stosuję codziennie na noc, i jestem pod wrażeniem efektów. Może nie są one bardzo spektakularne, ale moje rzęsy delikatnie się wydłużyły, zagęściły, są elastyczne oraz troszkę się przyciemniły, co mnie bardzo cieszy. Produkt stosuję czasem także pod maskarę i tutaj widoczny jest efekt "wow"! Rzęsy są pięknie wydłużone, podkręcone, pogrubione, maskara trzyma się na nich cały dzień, nie osypuje się i nie blaknie. Serum po nałożeniu zostawia biały kolor, który po jakimś czasie zanika. Gdy aplikujemy tusz należy zrobić to szybko ponieważ serum zasycha i usztywnia rzęsy co utrudnia precyzyjne nałożenie maskary.

Origins Clear Improvement Active Charcoal Mask - maseczka zawiera aktywny węgiel, który wyciąga brud z zatkanych porów. Dodatkowo biała glinka absorbuje toksyny środowiskowe, a lecytyna rozpuszcza zanieczyszczenia. Uwielbiam ten produkt! Po zastosowaniu skóra jest wyraźnie oczyszczona, zmatowiona, pory są pięknie oczyszczone, zmniejszone. Wszelkie niespodzianki szybciej się goją. Podczas nakładania maseczki odczuwalne jest delikatne pieczenie/rozgrzanie, które szybko mija, mimo tego skóra nie jest podrażniona, nawet jeśli przetrzymamy maseczkę za długo. Kosmetyk stosuję 2 razy w tygodniu, przed aplikacją otwieram pory przykładając do twarzy ciepły, wilgotny ręcznik. Maseczka polecana jest do wszystkich typów skóry. Nie zawiera zbędnych substancji takich jak: parabeny, siarczany, syntetyczne barwniki itd. Problemem jest dostępność, ale możemy ją kupić poprzez internet, np. na stronie: Strawberrynet.com.


Ole Henriksen Grease Relief Tonic - antyseptyczny tonik, który minimalizuje widoczność porów i wyprysków, bez wysuszania skóry. W składzie znajdziemy m.in. kwas mlekowy - zapewnia delikatne złszuszczanie i odnowę komórek, kamforę - działa antyseptycznie i przeciwzapalnie, ekstrakt z żywokostu - redukuje stany zapalne, wyciąg z chmielu oraz gorzknika kanadyjskiego - łagodzi, uspokaja, zmiękcza i wygładza. Dużym plusem jest brak alkoholu. Producent zaleca stosować tonik codziennie rano i wieczorem, jednak ja stosuję go ok. 4 dni w tygodniu. Po zastosowaniu skóra jest dokładnie oczyszczona (jeśli zostały jakieś pozostałości po demakijażu tonik wszystko zmywa), zmatowiona, nie jest wysuszona ani ściągnięta pomimo, że tonik przeznaczony jest do skóry tłustej, a moja jest mieszana. Po dłuższym stosowaniu pory są oczyszczone, zmniejszone, pojawia się mniej wyprysków, skóra jest wygładzona oraz jaśniejsza. Poza tym produkt ma ładny, ziołowy zapach, który kojarzy mi się z jakimś lekarstwem oraz wygodne opakowanie, pozwalające na dozowanie odpowiedniej ilości produktu.

Pat&Rub Orzeźwiający balsam do rąk - w lutym z przyjemnością sięgałam po ten krem gdy potrzebowałam zastrzyku energii. Jego cytrusowy zapach szybko "stawiał mnie na nogi", szczególnie w ponure dni. Balsam pomimo lekkiej konstystencji bardzo dobrze nawilża. Po zastosowaniu dłonie są wygładzone i otoczone delikatnym filmem ochronnym, który nie jest tłusty. Stosowałam go głównie w dzień, ale zastosowany na noc spisywał się równie dobrze. Rano dłonie były nawilżone i zregenerowane. Kolejne plusy to naturalny skład produktu, wygodne opakowanie oraz wydajność. Krem pochodzi z edycji limitowanej, ale wciąż jest dostępny na stronie producenta. W moim odczuciu wykazuje się lepszym działaniem niż balsamy ze stałej oferty firmy.

Rexona Maximum Protection Everyday Fresh - antyperspirant, który zapewnia nawet 2x silniejszą ochronę przed potem ( w porównaniu do tradycyjnego antyperspirantu). Została w nim zastosowana technologia TRIsolid TM zapewniająca 48-godzinną ochronę. Bardzo polubiłam się z tym produktem. Skutecznie chroni przed wydzielaniem potu, nie podrażniając ani nie wysuszając przy tym delikatnej skóry pod pachami. Ma delikatny, słabo wyczuwalny zapach dzięki czemu nie gryzie się z perfumami. Producent zaleca stosowanie antyperspirantu na noc w celu zapewnienia najlepszego efektu. Ja stosuję się do tego zalecenia, ale wiem, że niektórym może to nie odpowiadać. Oczywiście jeśli zastosujemy go rano, działanie będzie równie dobre. Szczerze polecam ponieważ działa jak bloker, ale jest delikatniejszy dla skóry.

Znacie któryś produkt? Lubicie? Jakie są Wasze ulubione produkty kosmetyczne w tym miesiącu? Piszcie śmiało w komentarzach :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl