We wrześniu udało mi się zużyć kilka, a nawet kilkanaście kosmetyków i jestem z siebie dumna. Na półkach zrobiło się więcej przestrzeni i jest mi jakoś tak lżej na sumieniu. Teraz muszę tylko wytrwać w tym żeby zużywać wszystko po kolei i nic nie kupować ;) Ok, już nie przedłużam, zaczynamy ;)
Phenome/Green Tea, Double Mint Fix For Feet - pokładałam duże nadzieje w tym kremie, niestety okazał się bublem. Nawilżał i wygładzał, ale tylko na chwilę, poza tym nie przyniósł ukojenia zmęczonym stopom, a na to najbardziej liczyłam. Jedyny plus to całkiem ładny, delikatny, roślinny zapach. Tutaj pełna recenzja >klik<. Jak już się pewnie domyślacie więcej go nie kupię.
Phenome/Sustainable Science, Purifying Hair Mask - rewelacyjna maska oczyszczająca, którą zachwycałam się na blogu kilka razy, m.in. tutaj >klik< i tutaj >klik<. Uwalnia włosy oraz skalp z nadmiaru sebum oraz środków do stylizacji. Po jej użyciu moje szybko przetłuszczające się włosy dłużej zachowują świeżość, są odbite od nasady i pełne objętości. Minusem może być cena, ale maska jest bardzo wydajna. Polecam i sama kupię ponownie na 100%.
Phenome/Rejuvenating Rose, Relaxing Massage Oil - cudowny olejek o cudownym, odprężającym zapachu zbudowanym wokół różanej nuty. Stosowany na mokre ciało nie wchłania się całkowicie, ale zastosowany na wilgotne wchłania się natychmiast pozostawiając skórę elastyczną, miękką oraz odpowiednio nawilżoną. Pisaałam o nim m.in tutaj >klik< i pojawił się też w ulubieńcach >klik<. Kupię ponownie.
Dior, Diorshow Maximizer Lash Plumping Serum - genialna baza pod tusz, ale nie tylko. Jest to też odżywka, która przy regularnym stosowaniu zdecydowanie poprawia kondycje rzęs, wydłuża, zagęszcza i delikatnie je przyciemnia. Kosmetyk stosowany jako baza podkręca działanie każdego tuszu oraz przedłuża jego trwałość. Kupię ponownie i to już niedługo.
Ren, Neroli And Grapefruit Body Wash, Body Cream - duet idealny! No może poza zapachem, który jest bardzo delikatny i w sumie nijaki. Jednak działanie wynagradza wszystko. Żel świetnie się pieni, dobrze oczyszcza, nie podrażniając przy tym ani nie wysuszając skóry, natomiast balsam ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania pozostawiając skórę niesamowicie gładką, miękką i odpowiednio nawilżoną. Nie wiem czy kupię ponownie ze względu na cenę, ale jeśli trafię na promocje to na pewno wrzucę do koszyka i żel, i balsam.
RITUALS..., Shikakai Secret, Nourishing Ultra-Shine Conditioner - to odżywka i maska do włosów w jednym. W obu przypadkach sprawdza się dobrze, ale muszę wspomnieć, że moje włosy nie są mocno zniszczone. Świetnie nawilża, wygładza, nabłyszcza i nie obciąża. Dodatkowym plusem jest przepiękny zapach, który długo utrzymuje się na włosach. Pisałam o niej w poście z ulubieńcami sierpnia >klik<. Prawdopodobnie kupię ponownie.
Pharmaceris/H-KERATINEUM, Skoncentrowany Szampon Wzmacniający - nie jest to mój ulubiony szampon ponieważ troszkę obciążą włosy, ale, mimo zawartości SLS, nie podrażnia mojej skóry głowy, co jest dla mnie bardzo ważne, no i spełnia obietnice producenta. Przy regularnym stosowaniu ogranicza wypadanie włosów, wzmacnia je i troszkę pogrubia. Na plus jest też duża wydajność i ładny zapach. Kolejna butelka jest już w użyciu.
Palette, Salon Colors 4-0 - moja ulubiona farba która pojawiała się w denku już kilkukrotnie. Rewelacyjnie kryje odrosty, nie podrażnia skalpu oraz nie wysusza włosów. Kolor jaki daje jest intensywny i troszkę ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza. Nie wiem czy jeszcze ją kupię ponieważ za ok. miesiąc wybieram się do fryzjera i może zmienię kolor włosów ;)
GlamGlow, Supermud Clearing Treatment - obecnie zachwycam się czarną wersją GG, ale ta też jest świetna. Jest to maseczka na bazie glinki zawierająca m.in. kompleks sześciu kwasów. Zastosowana na 15 minut delikatnie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę dogłębnie oczyszczoną, matową, delikatnie napiętą i rozjaśnioną. Co ważne nie podrażnia oraz nie przesusza. Pełna recenzja >klik<. Kupię ponownie
Shiseido/Pureness, Deep Cleansing Foam - rewelacyjna kremowa pasta do twarzy, która pod wpływem wody zmienia się w delikatną piankę. Skutecznie usuwa zanieczyszczenia i pozostałości po makijażu, pozostawiając skórę dogłębnie oczyszczoną, matową i gładką. Poza tym pięknie pachnie, jest niesamowicie wydajna i dobrze współpracuje ze szczoteczką Clarisonic. Nie polecam jej jednak cerom suchym ponieważ może wysuszać. Dla mnie to ideał i na pewno kupię ponownie.
Origins, Clear Head, Mint Shampoo - idealny szampon do codziennego stosowania o bardzo przyjemnym składzie bez zawartości, m.in. parabenów, olei mineralnych, parafiny i syntetycznych zapachów. Nie podrażnia mojego wrażliwego sklapu,a wręcz go koi. Jest bardzo delikatny, a przy tym dobrze oczyszcza skórę głowy oraz włosy pozostawiając je odbite od nasady, puszyste, lśniące i podatne na układanie. Kupię ponownie.
Dermedic/Hydrain 3 Hialuro, Serum Nawadniające - o tym serum pisałam kilka dni temu >klik<. Jest lekkie, dobrze się wchłania, ale nie całkowicie, pozostawiając skórę miękką, elastyczną i optymalnie nawilżoną na długie godziny. Świetnie sprawdza się pod makijaż nie wpływając na jego trwałość. U osób z cerą mieszaną i tłustą sprawdzi się jako lekki krem. Nie wiem czy kupię ponownie ponieważ mam ochotę przestestować inne sera :)
Znacie któryś z kosmetyków? Jak tam Wasze zużycia? Do przodu? :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Palette. Pokaż wszystkie posty
2.10.14
2.9.14
Denko + wyrzutki - sierpień 2014
W sierpniu wypowiedziałam wojnę próbkom i postanowiłam je sukcesywnie zużywać. Oczywiście nazbierało się ich tyle, że nie byłam w stanie zużyć wszystkich, ale i tak uważam, że poszło mi całkiem nieźle. Gorzej natomiast poszło mi zużywanie pełnowymiarowych kosmetyków co zresztą widać na zdjęciach. Koniec marudzenia, zapraszam na kilka mini recenzji ;)
Garnier/Płyn Micelarny 3 w 1 - wiem, że wiele osób bardzo lubi ten płyn, ja uważam, że nie jest zły, ale nie jest rewelacyjny. Plusy to duża pojemnośc i niska cena oraz łagodność. Płyn nie podrażnia oczu ani mojej wrażliwej cery. Z makijażem twarzy radzi sobie całkiem dobrze, ale problem zaczyna się gdy chcę zmyć oczy. Używam praktycznie tylko tuszu i mam problem żeby go domyć, troszkę kiepsko.
Palette/Salon Colors 4-0 Średni Brąz - moja ulubiona farba, której używam regularnie. Pojawiała się kilka razy w denku i na peno jeszcze nie raz się pojawi. Z tego co zauważyłam to zmieniło się jej opakowanie, składu nie porównywałam, ale podejrzewam, że jest taki sam. Co do farby to rewelacyjnie kryje odrosty, nie podrażnia skalpu oraz nie wysusza włosów. Kolor jaki daje jest intensywny i troszkę ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza.
Dove/Antyperspirant Original - nie jest to antyperspirant idealny, ale nie jest zły. Dla mnie dużym plusem jest zapach, który uwielbiam. Zaraz po aplikacji bardzo intensywny, na skórze wyczuwalny jest przez cały dzień, ale nie gryzie się z perfumami. Sam kosmetyk natomiast jest bardzo delikatny, nie podrażnia skóry, a wręcz ją pielęgnuję. Ochrona jaką daje jest całkiem niezła choć w większe upały czy przy dużym wysiłku fizycznym jest dla mnie za słaby, ale pewnie i tak jeszcze go kupię.
Seboradin/Balsam/Kuracja do włosów normalnych, ciemnych, farbowanych na ciemno - zwykła odżywka do włosów, która mnie nie zachwyciła. Ma lekką konsystencję, jest wydajna, nie obciąża włosów, ale niestety słabo nawilża, nie wygładza oraz nie ułatwia rozczesywania. Minusem jest też niezbyt przyjemny i dziwny zapach, który nie uprzyjemnia stosowania. Nie kupię ponownie.
The Body Shop/Almond Hand&Nail Cream - całkiem fajny krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania pozostawiając na dłoniach delikatny, otulający film ochronny. Przyjemnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę dłoni. Nie odpowiadał mi jedynie zapach, który kojarzył mi się z jakimś środkiem do czyszczenia mebli ;) Mała tubka okazała się całkiem wydajna i wystarczyła na długo. Nie kupię ponownie ze względu na zapach.
Yoskine/Mikrodermabrazja/Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - ulubieniec! Peeling idealny, ale bardzo mocny, a więc nie dla każdego. Bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę rewelacyjnie gładką, miękką, oczyszczoną, zmatowioną i jaśniejszą. Świetnie oczyszcza też pory i delikatnie je obkurcza. Plusem jest też przyjemny zapach i duża wydajność. Pełna recenzja >klik<.
Wyrzutki:
Balm Balm/Face Balm (and more)/Rose Geranium - znacie to powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego? Tak jest właśnie w przypadku tego kremu. Można go używać do twarzy, ust, rąk, łokci, stóp itd. U mnie nie sprawdził się na żadnej części ciała. Sam krem konsystencją przypomina mi troszkę wazelinę wymieszaną z olejkami. Jest bardzo tłusty i po aplikacji nie wchłania się, a przynajmniej nie za szybko. Zapach też jest specyficzny i dziwny. Jestem na nie i prawie pół opakowania leci do kosza.
Avene/TriAcneal - fajny krem, o którym zapomniałam i jego data ważności minęła. Przy regularnym stosowaniu widziałam dużą poprawę w stanie swojej cery. Krem ją ładnie oczyścił, wygładził, rzadziej pojawiali się nieprzyjaciele, a strefa T mniej się przetłuszczała. Zdecydowanie lepiej prezentowały się też moje pory ;), które były czyściutkie i zmniejszone. Triacneal troszkę przesusza, ale krem nawilżający załatwia tą sprawę. Może jeszcze kiedyś kupię, obecnie nie mam problemów z cerą ;)
Na koniec próbki, których jak widzicie troszkę jest. Nie będę ich opisywała bo to nie ma sensu, za krótko wszystko stosowałam żeby wyrazić opinię choć kilka kosmetyków wywarło na mnie na prawdę duże wrażenie już po pierwszym użyciu. A mowa tutaj o maseczce GlamGlow - Thirstymud, Paście do Głębokiego Oczyszczania Twarzy - Ziaja z serii Liście Manuka, kremie Clarins - Multi Active Jour, kremie Sampar - So Much to Dew oraz kremie pod oczy Sensai - Moisture Supply Eye Cream. Ogólnie wszystkie kremy do twarzy, które zużyłam spisały się całkiem nieźle i przede wszystkim nie zapchały mojej kapryśnej cery. Rozczarowały mnie natomiast próbki kosmetyków John Frieda, o których czytałam dużo dobrego. Miałam ochotę przede wszystkim na szampon i odżywkę z serii Luxurious Volume, ale teraz wiem, że nie są to kosmetyki dla mnie.
Garnier/Płyn Micelarny 3 w 1 - wiem, że wiele osób bardzo lubi ten płyn, ja uważam, że nie jest zły, ale nie jest rewelacyjny. Plusy to duża pojemnośc i niska cena oraz łagodność. Płyn nie podrażnia oczu ani mojej wrażliwej cery. Z makijażem twarzy radzi sobie całkiem dobrze, ale problem zaczyna się gdy chcę zmyć oczy. Używam praktycznie tylko tuszu i mam problem żeby go domyć, troszkę kiepsko.
Palette/Salon Colors 4-0 Średni Brąz - moja ulubiona farba, której używam regularnie. Pojawiała się kilka razy w denku i na peno jeszcze nie raz się pojawi. Z tego co zauważyłam to zmieniło się jej opakowanie, składu nie porównywałam, ale podejrzewam, że jest taki sam. Co do farby to rewelacyjnie kryje odrosty, nie podrażnia skalpu oraz nie wysusza włosów. Kolor jaki daje jest intensywny i troszkę ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza.
Dove/Antyperspirant Original - nie jest to antyperspirant idealny, ale nie jest zły. Dla mnie dużym plusem jest zapach, który uwielbiam. Zaraz po aplikacji bardzo intensywny, na skórze wyczuwalny jest przez cały dzień, ale nie gryzie się z perfumami. Sam kosmetyk natomiast jest bardzo delikatny, nie podrażnia skóry, a wręcz ją pielęgnuję. Ochrona jaką daje jest całkiem niezła choć w większe upały czy przy dużym wysiłku fizycznym jest dla mnie za słaby, ale pewnie i tak jeszcze go kupię.
Seboradin/Balsam/Kuracja do włosów normalnych, ciemnych, farbowanych na ciemno - zwykła odżywka do włosów, która mnie nie zachwyciła. Ma lekką konsystencję, jest wydajna, nie obciąża włosów, ale niestety słabo nawilża, nie wygładza oraz nie ułatwia rozczesywania. Minusem jest też niezbyt przyjemny i dziwny zapach, który nie uprzyjemnia stosowania. Nie kupię ponownie.
The Body Shop/Almond Hand&Nail Cream - całkiem fajny krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania pozostawiając na dłoniach delikatny, otulający film ochronny. Przyjemnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę dłoni. Nie odpowiadał mi jedynie zapach, który kojarzył mi się z jakimś środkiem do czyszczenia mebli ;) Mała tubka okazała się całkiem wydajna i wystarczyła na długo. Nie kupię ponownie ze względu na zapach.
Yoskine/Mikrodermabrazja/Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - ulubieniec! Peeling idealny, ale bardzo mocny, a więc nie dla każdego. Bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę rewelacyjnie gładką, miękką, oczyszczoną, zmatowioną i jaśniejszą. Świetnie oczyszcza też pory i delikatnie je obkurcza. Plusem jest też przyjemny zapach i duża wydajność. Pełna recenzja >klik<.
Wyrzutki:
Balm Balm/Face Balm (and more)/Rose Geranium - znacie to powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego? Tak jest właśnie w przypadku tego kremu. Można go używać do twarzy, ust, rąk, łokci, stóp itd. U mnie nie sprawdził się na żadnej części ciała. Sam krem konsystencją przypomina mi troszkę wazelinę wymieszaną z olejkami. Jest bardzo tłusty i po aplikacji nie wchłania się, a przynajmniej nie za szybko. Zapach też jest specyficzny i dziwny. Jestem na nie i prawie pół opakowania leci do kosza.
Avene/TriAcneal - fajny krem, o którym zapomniałam i jego data ważności minęła. Przy regularnym stosowaniu widziałam dużą poprawę w stanie swojej cery. Krem ją ładnie oczyścił, wygładził, rzadziej pojawiali się nieprzyjaciele, a strefa T mniej się przetłuszczała. Zdecydowanie lepiej prezentowały się też moje pory ;), które były czyściutkie i zmniejszone. Triacneal troszkę przesusza, ale krem nawilżający załatwia tą sprawę. Może jeszcze kiedyś kupię, obecnie nie mam problemów z cerą ;)
Na koniec próbki, których jak widzicie troszkę jest. Nie będę ich opisywała bo to nie ma sensu, za krótko wszystko stosowałam żeby wyrazić opinię choć kilka kosmetyków wywarło na mnie na prawdę duże wrażenie już po pierwszym użyciu. A mowa tutaj o maseczce GlamGlow - Thirstymud, Paście do Głębokiego Oczyszczania Twarzy - Ziaja z serii Liście Manuka, kremie Clarins - Multi Active Jour, kremie Sampar - So Much to Dew oraz kremie pod oczy Sensai - Moisture Supply Eye Cream. Ogólnie wszystkie kremy do twarzy, które zużyłam spisały się całkiem nieźle i przede wszystkim nie zapchały mojej kapryśnej cery. Rozczarowały mnie natomiast próbki kosmetyków John Frieda, o których czytałam dużo dobrego. Miałam ochotę przede wszystkim na szampon i odżywkę z serii Luxurious Volume, ale teraz wiem, że nie są to kosmetyki dla mnie.
28.8.14
Nowości - sierpień 2014
Jeszcze pod koniec lipca obiecałam sobie, że w sierpniu nie kupię żadnych kosmetyków. Jak same widzicie nie wytrwałam w tym postanowieniu, jednak kupiłam tylko kilka rzeczy. Wiem, wiem, to co widzicie nie zgadza się zupełnie z tym co piszę. Już tłumaczę. Większość kosmetyków kupiłam jeszcze w lipcu, a niektóre nawet wcześniej w Polsce, ale dopiero niedawno przyjechały do mnie do Norwegii. Zaczynamy prezentację ;)
Zacznijmy od zakupów zrobionych w Norwegii. Skuszona promocją na Blush.no zamówiłam glinkową emulsję oczyszczającą
ClearCalm 3 Clarifying Clay Cleanser firmy REN. Miałam też ochotę na krem z tej serii, ale był akurat niedostępny. W koszyku miałam jeszcze maseczkę oczyszczającą i tonik z serii Clarimatte przeznaczonej do skóry mieszanej, ostatecznie nie kupiłam tych kosmetyków i teraz żałuję :( Kupiłam natomiast dwa produkty do włosów Bed Head by TIGI. Nie miałam wcześniej styczności z tą firmą, a więc byłam jej bardzo ciekawa. Na początek wybrałam SUPERSTAR QUEEN FOR A DAY oraz SMALL TALK. Ten pierwszy produkt ma za zadanie unosić włosy u nasady, natomiast drugi dawać objętość, energię i styl. Jestem już po pierwszych testach, ale jeszcze sama nie wiem co myśleć ;)
Kolejne nowości to zdobycze z lotniska w Oslo kupione przez mojego M. Mamy tutaj najnowszy róż Clinique - Chubby Stick Cheek Colour Balm w kolorze Roly Poly Rosy z numerkiem 03, pomadkę z nowej, jesiennej kolekcji Chanel - Rouge Coco Shine w kolorze Aura oraz mgiełkę do ciała i pościeli Happy Mist z mojej ostatno ukochanej firmy RITUALS... Co tu dużo mówić, wszystko jest ekstra! ;)
Vitamin E Cool BB Cream oraz masełko do ust Born Lippy w wersji Raspberry z The Body Shop to prezenty od mojego M. Bebika kupił bo pamiętał, że byłam zadowolona z próbek, a jak już robił zakupy to dorzucił masełko. To mi się podoba :) Perfumy Chloe - L'Eau de Chloe kupiłam sobie już sama. Zamówiłam je na stronie Merlin.pl gdzie były w naprawdę fajnej cenie. Jeśli widziałyście mój ostatni post z ulubieńcami to już wiecie, że je kocham. Są doskonałe.
W zakupach z Polski to nie mogło zabraknąć kosmetyków Pat&Rub. Walczę z cellulitem dlatego też skusiłam się na kosmetyki z serii NATURACTIV czyli Peeling Ujędrnianie, Wyszczuplanie oraz Balsam Wyszczuplający i Zwalczający Cellulit. Peeling mam po raz drugi i bardzo lubię, jest idealny do codziennego użytku. Natomiast balsam kupiłam pierwszy raz i nie żałuję, jest świetny. Hipoalergiczny Tonik to mój niezbędnik i ulubieniec. Jest najlepszy! Aż dziwne, że nie poświęciłam mu osobnej recenzji. Muszę to nadrobić ;)
I kolejne zakupy z Pat&Rub. Bardzo polubiłam pomarańczowy Peeling do Ust, naszła mnie ochota na inne wersje i skusiłam się od razu na dwa pozostałe warianty czyli wersję kawową i różaną. Kawowy peeling przyjechał do mnie już wcześniej z Polski i okazało się, że jest przeterminowany (sprawa została już wyjaśniona i mam świeży słoiczek). W sierpniu przyjechała natomiast wersja różana. Nie jest tak fajna jak pomarańczowa, ale nie jest źle. Pozostałe produkty udało mi się kupić podczas promocji -50%. Spośród kilku przecenionych kosmetyków wybrałam swoje ulubione Hipoalergiczne Masło do Ciała, Rewitalizujący Żel Myjący oraz Orzeźwiający Balsam do Rąk.
Dawno nie kupowałam żadnego suchego szamponu, a jest to jednak produkt, który warto mieć pod ręką. Skusiłam się na zachwalany szampon Batiste w wesji Dark&Deep Brown i jestem zachwycona. Szampon pochłania nadmiar sebum, unosi włosy u nasady dzięki czemu są pełne objętości, a kolor jest idealnie dopasowany i troszkę maskuje odrosty ;) Skoncentrowany Szampon Wzmacniający - Pharmaceris nie jest ideałem, ale robi to co ma robić czyli ogranicza wypadanie dlatego kupiłam kolejną butelkę. Farba do włosów to mój must have, a więc nie mogło jej tutaj zabraknąć. Palette - Salon Colors z numerkiem 04 to mój ideał i nie szukam innej.
Czas na zakupy z apteki Gemini, w której kupiłam: Wodę Termalną - Uriage, dwa Płyny Micelarne w cenie jednego firmy Oeparol, ulubiony Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - Yoskine, przy okazji wzięłam Żel do Powiek i pod Oczy ze świetlikiem lekarskim Flos-Lek. Jak widzicie same niezbędne rzeczy ;) Płyn micelarny testuję od kilku dni i zapowiada się dobrze, żelu pod oczy jeszcze nie stosowałam, a wody termalnej chyba nie muszę nikomu przedstawiać, a jeśli jej nie znacie to szybciutko nadrabiajcie zaległości bo warto mieć ją na łazienkowej półce ;)
Pasta do zębów Tooth Cleanser Garden Mint - Dawood&Tanner to zakup ze sklepu R-lab. Niestety nie był to dobry wybór. Zamiast mięty wyczuwam jakąś trawę, sama pasta prawie w ogóle się nie pieni, nie współpracuje za dobrze z elektryczną szczoteczką i nie odświeża oddechu. Moja mania na produkty Bumble&Bumble cały czas trwa i chętnie poznaje kolejne kosmetyki tej firmy. Tym razem skusiłam się na Bb. Tonic Lotion oraz Bb. Thickening Cream Contour, który udało mi się dorwać 50% lub 60% taniej podczas promocji w Sephorze. Testy obu kosmetyków trwają i myślę, że niedługo napiszę o nich coś więcej. Ostatnia nowość to antyperspirant Roll-on Deodorant - Clarins. Jeszcze go nie używałam, ale zbiera pozytywne opinie więc mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Znacie któryś z kosmetyków? Co Wy kupiłyście w sierpniu? Pochwalcie się koniecznie :)
Zacznijmy od zakupów zrobionych w Norwegii. Skuszona promocją na Blush.no zamówiłam glinkową emulsję oczyszczającą
ClearCalm 3 Clarifying Clay Cleanser firmy REN. Miałam też ochotę na krem z tej serii, ale był akurat niedostępny. W koszyku miałam jeszcze maseczkę oczyszczającą i tonik z serii Clarimatte przeznaczonej do skóry mieszanej, ostatecznie nie kupiłam tych kosmetyków i teraz żałuję :( Kupiłam natomiast dwa produkty do włosów Bed Head by TIGI. Nie miałam wcześniej styczności z tą firmą, a więc byłam jej bardzo ciekawa. Na początek wybrałam SUPERSTAR QUEEN FOR A DAY oraz SMALL TALK. Ten pierwszy produkt ma za zadanie unosić włosy u nasady, natomiast drugi dawać objętość, energię i styl. Jestem już po pierwszych testach, ale jeszcze sama nie wiem co myśleć ;)
Kolejne nowości to zdobycze z lotniska w Oslo kupione przez mojego M. Mamy tutaj najnowszy róż Clinique - Chubby Stick Cheek Colour Balm w kolorze Roly Poly Rosy z numerkiem 03, pomadkę z nowej, jesiennej kolekcji Chanel - Rouge Coco Shine w kolorze Aura oraz mgiełkę do ciała i pościeli Happy Mist z mojej ostatno ukochanej firmy RITUALS... Co tu dużo mówić, wszystko jest ekstra! ;)
Vitamin E Cool BB Cream oraz masełko do ust Born Lippy w wersji Raspberry z The Body Shop to prezenty od mojego M. Bebika kupił bo pamiętał, że byłam zadowolona z próbek, a jak już robił zakupy to dorzucił masełko. To mi się podoba :) Perfumy Chloe - L'Eau de Chloe kupiłam sobie już sama. Zamówiłam je na stronie Merlin.pl gdzie były w naprawdę fajnej cenie. Jeśli widziałyście mój ostatni post z ulubieńcami to już wiecie, że je kocham. Są doskonałe.
W zakupach z Polski to nie mogło zabraknąć kosmetyków Pat&Rub. Walczę z cellulitem dlatego też skusiłam się na kosmetyki z serii NATURACTIV czyli Peeling Ujędrnianie, Wyszczuplanie oraz Balsam Wyszczuplający i Zwalczający Cellulit. Peeling mam po raz drugi i bardzo lubię, jest idealny do codziennego użytku. Natomiast balsam kupiłam pierwszy raz i nie żałuję, jest świetny. Hipoalergiczny Tonik to mój niezbędnik i ulubieniec. Jest najlepszy! Aż dziwne, że nie poświęciłam mu osobnej recenzji. Muszę to nadrobić ;)
I kolejne zakupy z Pat&Rub. Bardzo polubiłam pomarańczowy Peeling do Ust, naszła mnie ochota na inne wersje i skusiłam się od razu na dwa pozostałe warianty czyli wersję kawową i różaną. Kawowy peeling przyjechał do mnie już wcześniej z Polski i okazało się, że jest przeterminowany (sprawa została już wyjaśniona i mam świeży słoiczek). W sierpniu przyjechała natomiast wersja różana. Nie jest tak fajna jak pomarańczowa, ale nie jest źle. Pozostałe produkty udało mi się kupić podczas promocji -50%. Spośród kilku przecenionych kosmetyków wybrałam swoje ulubione Hipoalergiczne Masło do Ciała, Rewitalizujący Żel Myjący oraz Orzeźwiający Balsam do Rąk.
Dawno nie kupowałam żadnego suchego szamponu, a jest to jednak produkt, który warto mieć pod ręką. Skusiłam się na zachwalany szampon Batiste w wesji Dark&Deep Brown i jestem zachwycona. Szampon pochłania nadmiar sebum, unosi włosy u nasady dzięki czemu są pełne objętości, a kolor jest idealnie dopasowany i troszkę maskuje odrosty ;) Skoncentrowany Szampon Wzmacniający - Pharmaceris nie jest ideałem, ale robi to co ma robić czyli ogranicza wypadanie dlatego kupiłam kolejną butelkę. Farba do włosów to mój must have, a więc nie mogło jej tutaj zabraknąć. Palette - Salon Colors z numerkiem 04 to mój ideał i nie szukam innej.
Czas na zakupy z apteki Gemini, w której kupiłam: Wodę Termalną - Uriage, dwa Płyny Micelarne w cenie jednego firmy Oeparol, ulubiony Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - Yoskine, przy okazji wzięłam Żel do Powiek i pod Oczy ze świetlikiem lekarskim Flos-Lek. Jak widzicie same niezbędne rzeczy ;) Płyn micelarny testuję od kilku dni i zapowiada się dobrze, żelu pod oczy jeszcze nie stosowałam, a wody termalnej chyba nie muszę nikomu przedstawiać, a jeśli jej nie znacie to szybciutko nadrabiajcie zaległości bo warto mieć ją na łazienkowej półce ;)
Pasta do zębów Tooth Cleanser Garden Mint - Dawood&Tanner to zakup ze sklepu R-lab. Niestety nie był to dobry wybór. Zamiast mięty wyczuwam jakąś trawę, sama pasta prawie w ogóle się nie pieni, nie współpracuje za dobrze z elektryczną szczoteczką i nie odświeża oddechu. Moja mania na produkty Bumble&Bumble cały czas trwa i chętnie poznaje kolejne kosmetyki tej firmy. Tym razem skusiłam się na Bb. Tonic Lotion oraz Bb. Thickening Cream Contour, który udało mi się dorwać 50% lub 60% taniej podczas promocji w Sephorze. Testy obu kosmetyków trwają i myślę, że niedługo napiszę o nich coś więcej. Ostatnia nowość to antyperspirant Roll-on Deodorant - Clarins. Jeszcze go nie używałam, ale zbiera pozytywne opinie więc mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Znacie któryś z kosmetyków? Co Wy kupiłyście w sierpniu? Pochwalcie się koniecznie :)
Labels:
Batiste,
beauty,
Bed Head by Tigi,
Bumble&Bumble,
Chanel,
Clarins,
Clinique,
Floslek,
kosmetyki,
nowości,
Oeparol,
Palette,
Pat&Rub,
Pharmaceris,
Ren,
Rituals,
sierpień,
The Body Shop,
Uriage,
Yoskine
3.8.14
Denko - lipiec 2014
W lipcu używałam i zużywałam wszystko po kolei, najlepiej poszło mi ze smarowidłami do ciała, poza tym udało mi się zużyć też kilka innych kosmetyków. Zresztą same zobaczcie ;)
Organique/Energizing, Shower Gel - bardzo fajny żel o zapachu guarany. Ma gęstą konsystencję, rewelacyjnie się pieni, a przede wszystkim robi to co ma robić czyli dobrze oczyszcza skórę, a przy tym nie podrażnia oraz nie wysusza, a nawet delikatnie nawilża. Polecam.
Organique/Energizing, Body Butter - świetne masło, które tak samo jak wyżej opisany żel, pachnie guaraną. Rewelacyjnie nawilża skórę, zmiękcza oraz wygładza, a przy regularnym stosowaniu także napina i ujędrnia. Mimo małej pojemności jest bardzo wydajne. Pełna recenzja >klik<.
Pat&Rub, Relaksujące Masło do Ciała - masła Pat&Rub to umnie stali bywalcy, zmieniam tylko wersje zapachowe. Seria Relaksująca pachnie bardziej trawą cytrynową niż kokosem, ale zapach jest przyjemny i nie drażniący. Masło przede wszystkim genialnie nawilża, wygładza oraz zmiękcza skórę, a efekt ten utrzymuje się bardzo długo. Uwielbiam.
Yves Rocher, Autobronzant Self-Tanner, Moisturizing Lotion Face&Body - jeden z moich ulubionych samoopalaczy. Ma lekką konsystencję, bez problemu się rozprowadza, szybko się wchłania oraz nie brudzi ubrań. Nadaje skórze piękny, złocisty odcień opalenizny, po pierwszej aplikacji bardzo delikatny. Jedynym minusem jest charakterystyczny smrodek. Pełna recenzja >klik<.
The Body Shop, Hemp Hand Protector - mój must have szczególnie w zimie. Rewelacyjny krem, który świetnie regeneruje skórę dłoni, nawilża, odżywia, wygładza oraz zmiękcza. Ma gęsta konsystencję, która długo się wchłania oraz niezbyt ładny zapach, ale działanie wynagradza wszystko.
Phenome, Wake Up Quick Moisturizer - całkiem niezły krem. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając na dłoniach delikatną wartswę ochronną. Po jego zastosowaniu skóra dłoni jest nawilżona, miękka i wygładzona. Rozczarował mnie jedynie zapach, który miał być pobudzający, a jest nijaki. Pełna recenzja >klik<.
Pat&Rub, Peeling do Ust Pomarańczowy - fajny peeling, który warto mieć na łazienkowej półce. Delikatnie złuszcza skórę ust pozostawiając ją wygładzoną, a do tego odzywia i delikatnie nawilża. Poza tym jest w 100% natualny i po zabiegu peelingowania możemy go po prostu zjeść. Pycha ;)
Tołpa/Dermo Intima, Neutralny Płyn do Higieny Intymnej - nie mam mu nic do zarzucenia. Płyn delikatnie myje i nie powoduje swędzenia, a wręcz łagodzi podrażnienia okolic intymnych. Zapach jest tutaj bardzo delikatny, a wydajność ogromna.
DENIVIT, Pro Electric Active Clean - fajna pasta przeznaczona do szczoteczek elektrycznych. Ma gęstą konsystencję, która nie ucieka ze szczoteczki, dobrze się pieni oraz ma delikatny miętowy smak, który odświeża oddech.
Palette, Salon Colors, 4-0 Średni Brąz - moja ulubioną farba do włosów, którą kupuję regularnie. Przede wszystkim świetnie pokrywa odrosty oraz nie podażnia mojego wrażliwego skalpu, nie przesusza bardzo włosów i nie powoduje ich wypadania. Kolor wychodzi ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza.
Korres, Basil Lemon, Body Milk - dobry, ale nie rewelacyjny balsam o okropnym zapachu odświeżacza do toalet. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając na skórze delikatną wartswę ochronną. Nawilża, ale nie długotrwale. Dla osób z suchą skórą będzie za słaby. Pełna recenzja >klik<.
Caudalie, Grape Water - bardzo fajna, bezzapachowa woda z winogron. Można ją stosować nie tylko do twarzy, ale też do całego ciała. Nie wymaga osuszania, świetnie odświeża i nawilża skórę, a także łagodzi podrażnienia.
Wyrzutki:
Chanel, Le Volume de Chanel - leci do kosza ponieważ nie zdąrzyłam jej zużyć, a termin ważności minął. Maskara na początku jest troszkę za rzadka, ale z czasem "dojrzewa" i robi się idealna. Z jej pomocą można stworzyć delikatny, dzienny makijaż lub bardziej spektakularny, wieczorowy. Świetnie pogrubia, zagęszcza i wydłuża rzęsy oraz jest bardzo trwała czyli nie osypuje się ani nie kruszy. Pełna recenzja >klik<.
Korres, Wild Rose Instant Brightening Mask - zwyczajna maseczka, przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Całkiem ładnie pachnie, nie podrażnia, nie wysusza skóry, delikatnie oczyszcza i minimalnie rozjaśnia skórę. Niestety zapomniałam o niej, data ważności minęła i muszę ją wyrzucić.
Pat&Rub, Peeling do Ust Kawowy - historię tego peelingu w skrócie opisałam już na Instagramie, ale napiszę jeszcze raz ;) Kupiłam go ok. 3 miesiące temu, ale leżał w szafce z zapasami. Wyciągnęłam go pod koniec lipca, po odkręceniu słoiczka zauważyłam, że jest coś nie tak, a po zastosowaniu go na usta wiedziałam to już na 100%. Spojrzałam na datę i okazało się, że peeling miał ważnośc do 13.07.2014. Napisałam w tej sprawie do Pat&Rub, jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź zwrotną z przeprosinami i informacją, że wyślą mi nowy peeling z dłuższą datą ważności. Bardzo podoba mi się takie profesjonalne podejście do klienta ;)
Znacie któryś z kosmetyków? Jak tam Wasze lipcowe zużycia? Do przodu? :) Dajcie znać :)
Organique/Energizing, Shower Gel - bardzo fajny żel o zapachu guarany. Ma gęstą konsystencję, rewelacyjnie się pieni, a przede wszystkim robi to co ma robić czyli dobrze oczyszcza skórę, a przy tym nie podrażnia oraz nie wysusza, a nawet delikatnie nawilża. Polecam.
Organique/Energizing, Body Butter - świetne masło, które tak samo jak wyżej opisany żel, pachnie guaraną. Rewelacyjnie nawilża skórę, zmiękcza oraz wygładza, a przy regularnym stosowaniu także napina i ujędrnia. Mimo małej pojemności jest bardzo wydajne. Pełna recenzja >klik<.
Pat&Rub, Relaksujące Masło do Ciała - masła Pat&Rub to umnie stali bywalcy, zmieniam tylko wersje zapachowe. Seria Relaksująca pachnie bardziej trawą cytrynową niż kokosem, ale zapach jest przyjemny i nie drażniący. Masło przede wszystkim genialnie nawilża, wygładza oraz zmiękcza skórę, a efekt ten utrzymuje się bardzo długo. Uwielbiam.
Yves Rocher, Autobronzant Self-Tanner, Moisturizing Lotion Face&Body - jeden z moich ulubionych samoopalaczy. Ma lekką konsystencję, bez problemu się rozprowadza, szybko się wchłania oraz nie brudzi ubrań. Nadaje skórze piękny, złocisty odcień opalenizny, po pierwszej aplikacji bardzo delikatny. Jedynym minusem jest charakterystyczny smrodek. Pełna recenzja >klik<.
The Body Shop, Hemp Hand Protector - mój must have szczególnie w zimie. Rewelacyjny krem, który świetnie regeneruje skórę dłoni, nawilża, odżywia, wygładza oraz zmiękcza. Ma gęsta konsystencję, która długo się wchłania oraz niezbyt ładny zapach, ale działanie wynagradza wszystko.
Phenome, Wake Up Quick Moisturizer - całkiem niezły krem. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając na dłoniach delikatną wartswę ochronną. Po jego zastosowaniu skóra dłoni jest nawilżona, miękka i wygładzona. Rozczarował mnie jedynie zapach, który miał być pobudzający, a jest nijaki. Pełna recenzja >klik<.
Pat&Rub, Peeling do Ust Pomarańczowy - fajny peeling, który warto mieć na łazienkowej półce. Delikatnie złuszcza skórę ust pozostawiając ją wygładzoną, a do tego odzywia i delikatnie nawilża. Poza tym jest w 100% natualny i po zabiegu peelingowania możemy go po prostu zjeść. Pycha ;)
Tołpa/Dermo Intima, Neutralny Płyn do Higieny Intymnej - nie mam mu nic do zarzucenia. Płyn delikatnie myje i nie powoduje swędzenia, a wręcz łagodzi podrażnienia okolic intymnych. Zapach jest tutaj bardzo delikatny, a wydajność ogromna.
DENIVIT, Pro Electric Active Clean - fajna pasta przeznaczona do szczoteczek elektrycznych. Ma gęstą konsystencję, która nie ucieka ze szczoteczki, dobrze się pieni oraz ma delikatny miętowy smak, który odświeża oddech.
Palette, Salon Colors, 4-0 Średni Brąz - moja ulubioną farba do włosów, którą kupuję regularnie. Przede wszystkim świetnie pokrywa odrosty oraz nie podażnia mojego wrażliwego skalpu, nie przesusza bardzo włosów i nie powoduje ich wypadania. Kolor wychodzi ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza.
Korres, Basil Lemon, Body Milk - dobry, ale nie rewelacyjny balsam o okropnym zapachu odświeżacza do toalet. Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania pozostawiając na skórze delikatną wartswę ochronną. Nawilża, ale nie długotrwale. Dla osób z suchą skórą będzie za słaby. Pełna recenzja >klik<.
Caudalie, Grape Water - bardzo fajna, bezzapachowa woda z winogron. Można ją stosować nie tylko do twarzy, ale też do całego ciała. Nie wymaga osuszania, świetnie odświeża i nawilża skórę, a także łagodzi podrażnienia.
Wyrzutki:
Chanel, Le Volume de Chanel - leci do kosza ponieważ nie zdąrzyłam jej zużyć, a termin ważności minął. Maskara na początku jest troszkę za rzadka, ale z czasem "dojrzewa" i robi się idealna. Z jej pomocą można stworzyć delikatny, dzienny makijaż lub bardziej spektakularny, wieczorowy. Świetnie pogrubia, zagęszcza i wydłuża rzęsy oraz jest bardzo trwała czyli nie osypuje się ani nie kruszy. Pełna recenzja >klik<.
Korres, Wild Rose Instant Brightening Mask - zwyczajna maseczka, przeznaczona do każdego rodzaju skóry. Całkiem ładnie pachnie, nie podrażnia, nie wysusza skóry, delikatnie oczyszcza i minimalnie rozjaśnia skórę. Niestety zapomniałam o niej, data ważności minęła i muszę ją wyrzucić.
Pat&Rub, Peeling do Ust Kawowy - historię tego peelingu w skrócie opisałam już na Instagramie, ale napiszę jeszcze raz ;) Kupiłam go ok. 3 miesiące temu, ale leżał w szafce z zapasami. Wyciągnęłam go pod koniec lipca, po odkręceniu słoiczka zauważyłam, że jest coś nie tak, a po zastosowaniu go na usta wiedziałam to już na 100%. Spojrzałam na datę i okazało się, że peeling miał ważnośc do 13.07.2014. Napisałam w tej sprawie do Pat&Rub, jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź zwrotną z przeprosinami i informacją, że wyślą mi nowy peeling z dłuższą datą ważności. Bardzo podoba mi się takie profesjonalne podejście do klienta ;)
Znacie któryś z kosmetyków? Jak tam Wasze lipcowe zużycia? Do przodu? :) Dajcie znać :)
2.5.14
Denko - kwiecień 2014
W kwietniu liczyłam na więcej zużyć ponieważ dużo używanych przeze mnie kosmetyków dobija już dna. Wychodzi jednak na to, że skończą się dopiero w tym miesiącu. Kwietniowe denko jest więc skromne, ale najważniejsze, że do przodu :)
REN, Maroccan Rose Otto / Balsam do Ciała i Żel pod Prysznic - duet idealny o pięknym zapachu. Żel delikatnie myje, dobrze się pieni, nie podrażnia oraz nie wysusza, a wręcz pozostawia skórę nawilżoną. Balsam ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy na skórze. Świetnie nawilża, delikatnie ujędrnia i wygładza skórę. Więcej o tych kosmetykach pisałam tutaj >klik<. Jeśli trafię na dobrą promocję to kupię ponownie.
Seboradin Niger, Ampułki - produkt ten ma za zadanie przede wszystkim zmniejszyć wypadanie włosów, wzmocnić cebulki (oczywiście włosów ;)) oraz zahamować rozwój mikroorganizmów w mieszkach włosowych. Trudno jest mi stwierdzić czy te ampułki tak faktycznie działają ponieważ stosuję całą kurację Niger jednocześnie. Mogę jednak napisać, że moje włosy są ostatnio w dużo lepszym stanie, a wypadanie zostało ograniczone. Myślę, że te ampułki również się trochę do tego przyczyniły. Ogólnie są wygodne w stosowaniu. Buteleczki nie trzeba rozłamywać ponieważ jest odkręcana. Jedna ampułka spokojnie wystarcza na pokrycie całej głowy i co najważniejsze nie powoduje przetłuszczania. Jeśli zajdzie potrzeba kupię je ponownie.
Pat&Rub, Tonik Hipoalergiczny - zdecydowanie mój ulubiony tonik, którego nie może zabraknąć na mojej łazienkowej półce. Wspominałam już o nim tutaj>klik<. Tonik przede wszystkim rewelacyjnie koi i łagodzi podrażnienia. Zawsze mnie ratuje gdy przesadzę z maseczkami oczyszczającymi. Skóra w kilka chwil jest uspokojona. Produkt także świetnie nawilża, po jego zastosowaniu nie czuję potrzeby nałożenia kremu. W dodatku ma delikatny, przyjemny zapach oraz wygodne opakowanie. Kolejna butelka jest już w użyciu.
Ole Henriksen, Grease Relief Tonic - bardzo fajny tonik z zawartością kwasu mlekowego. Świetnie oczyszcza i delikatnie złuszcza. Przy regularnym stosowaniu zmniejsza widoczność porów oraz delikatnie wygładza i rozjaśnia skórę. Pomimo zawartości kwasu nie podrażnia oraz nie przesusza. Jedynym minusem tego produktu jest pozostawienie troszkę lepkiej warstwy na twarzy. Kilka słów więcej na jego temat znajdziecie tutaj >klik<. Możliwe, że kupię ponownie.
Palette, Salon Colors / 4.0 - rewelacyjna farba i zdecydowanie moja ulubiona. Jest łatwa w stosowaniu, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry głowy oraz nie nasila wypadania włosów. A co najważniejsze świetnie pokrywa odrosty, nadaje włosom piękny, głęboki odcień pełen blasku oraz nie wypłukuje się zbyt szybko. Muszę zaznaczyć, że kolor wychodzi ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to akurat odpowiada. Na pewno kupię ponownie.
Rexona, Maximum Protection Everyday Fresh - bardzo fajny antyperspirant, który działa trochę na zasadzie blokera. Skutecznie chroni przed wydzielaniem potu, a przy tym nie podrażnia oraz nie wysusza skóry pod pachami. Bez obaw stosować go możemy także po depilacji. Poza tym ma delikatny zapach, który jest słabo wyczuwalny i nie gryzie się z perfumami, a także jest bardzo wydajny i wygodny w aplikacji. Wspominałam już kiedyś o nim tutaj >kilk<. Jeszcze kiedyś go kupię.
Joanna, Peeling Myjący z Kawą - tani i bardzo fajny peeling. Pisałam o nim tutaj >klik<. Delikatnie, ale skutecznie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę wygładzoną. Nie przesusza oraz nie podrażnia. Może być stosowany nawet codziennie jako peeling antycellulitowy. Jak na małą pojemność jest bardzo wydajny Mam już kolejne opakowanie w użyciu.
Annabelle Minerals, Podkład Matujący - ostatnio mój ulubiony podkład, po który sięgam prawie codziennie (kolejne opakowanie już w użyciu). Idealnie kryje, już nawet przy jednej warstwie, świetnie matuje na kilka godzin, jest trwały oraz nie podkreśla rozszerzonych porów. Plusem jest także to, że jest to produkt w 100% mineralny. Nie powoduje powstawania zaskórników oraz nie zapycha. Muszę także wspomnieć, że jest niesamowicie wydajny. Pisałam już o nim w tym poście >klik<. Jak już wspomniałam kolejne opakowanie jest już w użyciu (tym razem większe) i jak się skończy kupię kolejne z przyjemnością.
Phenome Green Tea, Żel pod Prysznic - całkiem fajny żel. Ma gęstą konsystencję, która nie ucieka między palcami, dobrze się pieni i ładnie pachnie, ale bardzo delikatnie. Przyznam szczerze, że podziewałam się mocniejszego zapachu. Delikatnie, ale skutecznie myje. Po jego zastosowaniu skóra jest nawilżona i gładka. Mała buteleczka o pojemności 50 ml wystarczyła mi na kilka użyć, a więc jest całkiem wydajny. Możliwe, że kupię ponownie w większej pojemności.
REN, Maroccan Rose Otto / Balsam do Ciała i Żel pod Prysznic - duet idealny o pięknym zapachu. Żel delikatnie myje, dobrze się pieni, nie podrażnia oraz nie wysusza, a wręcz pozostawia skórę nawilżoną. Balsam ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy na skórze. Świetnie nawilża, delikatnie ujędrnia i wygładza skórę. Więcej o tych kosmetykach pisałam tutaj >klik<. Jeśli trafię na dobrą promocję to kupię ponownie.
Seboradin Niger, Ampułki - produkt ten ma za zadanie przede wszystkim zmniejszyć wypadanie włosów, wzmocnić cebulki (oczywiście włosów ;)) oraz zahamować rozwój mikroorganizmów w mieszkach włosowych. Trudno jest mi stwierdzić czy te ampułki tak faktycznie działają ponieważ stosuję całą kurację Niger jednocześnie. Mogę jednak napisać, że moje włosy są ostatnio w dużo lepszym stanie, a wypadanie zostało ograniczone. Myślę, że te ampułki również się trochę do tego przyczyniły. Ogólnie są wygodne w stosowaniu. Buteleczki nie trzeba rozłamywać ponieważ jest odkręcana. Jedna ampułka spokojnie wystarcza na pokrycie całej głowy i co najważniejsze nie powoduje przetłuszczania. Jeśli zajdzie potrzeba kupię je ponownie.
Pat&Rub, Tonik Hipoalergiczny - zdecydowanie mój ulubiony tonik, którego nie może zabraknąć na mojej łazienkowej półce. Wspominałam już o nim tutaj
Ole Henriksen, Grease Relief Tonic - bardzo fajny tonik z zawartością kwasu mlekowego. Świetnie oczyszcza i delikatnie złuszcza. Przy regularnym stosowaniu zmniejsza widoczność porów oraz delikatnie wygładza i rozjaśnia skórę. Pomimo zawartości kwasu nie podrażnia oraz nie przesusza. Jedynym minusem tego produktu jest pozostawienie troszkę lepkiej warstwy na twarzy. Kilka słów więcej na jego temat znajdziecie tutaj >klik<. Możliwe, że kupię ponownie.
Palette, Salon Colors / 4.0 - rewelacyjna farba i zdecydowanie moja ulubiona. Jest łatwa w stosowaniu, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry głowy oraz nie nasila wypadania włosów. A co najważniejsze świetnie pokrywa odrosty, nadaje włosom piękny, głęboki odcień pełen blasku oraz nie wypłukuje się zbyt szybko. Muszę zaznaczyć, że kolor wychodzi ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to akurat odpowiada. Na pewno kupię ponownie.
Rexona, Maximum Protection Everyday Fresh - bardzo fajny antyperspirant, który działa trochę na zasadzie blokera. Skutecznie chroni przed wydzielaniem potu, a przy tym nie podrażnia oraz nie wysusza skóry pod pachami. Bez obaw stosować go możemy także po depilacji. Poza tym ma delikatny zapach, który jest słabo wyczuwalny i nie gryzie się z perfumami, a także jest bardzo wydajny i wygodny w aplikacji. Wspominałam już kiedyś o nim tutaj >kilk<. Jeszcze kiedyś go kupię.
Joanna, Peeling Myjący z Kawą - tani i bardzo fajny peeling. Pisałam o nim tutaj >klik<. Delikatnie, ale skutecznie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę wygładzoną. Nie przesusza oraz nie podrażnia. Może być stosowany nawet codziennie jako peeling antycellulitowy. Jak na małą pojemność jest bardzo wydajny Mam już kolejne opakowanie w użyciu.
Annabelle Minerals, Podkład Matujący - ostatnio mój ulubiony podkład, po który sięgam prawie codziennie (kolejne opakowanie już w użyciu). Idealnie kryje, już nawet przy jednej warstwie, świetnie matuje na kilka godzin, jest trwały oraz nie podkreśla rozszerzonych porów. Plusem jest także to, że jest to produkt w 100% mineralny. Nie powoduje powstawania zaskórników oraz nie zapycha. Muszę także wspomnieć, że jest niesamowicie wydajny. Pisałam już o nim w tym poście >klik<. Jak już wspomniałam kolejne opakowanie jest już w użyciu (tym razem większe) i jak się skończy kupię kolejne z przyjemnością.
Phenome Green Tea, Żel pod Prysznic - całkiem fajny żel. Ma gęstą konsystencję, która nie ucieka między palcami, dobrze się pieni i ładnie pachnie, ale bardzo delikatnie. Przyznam szczerze, że podziewałam się mocniejszego zapachu. Delikatnie, ale skutecznie myje. Po jego zastosowaniu skóra jest nawilżona i gładka. Mała buteleczka o pojemności 50 ml wystarczyła mi na kilka użyć, a więc jest całkiem wydajny. Możliwe, że kupię ponownie w większej pojemności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
