Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiecień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiecień. Pokaż wszystkie posty

30.4.15

Instagram Mix - kwiecień 2015


1. Pielęgnacyjna gromadka 2. Nowe skarby 3. Szybko i smacznie 4. Sunday, SPA Day
5. Dinner time 6. PomarańczaBananMarchewWoda 7. Fioletowe love 8. Zielone i zdrowe


9. Teraz mogę się malować 10. Norwegia nr. 1 11. Razem raźniej 12. Poćwiczone ;)


13. Tajska 14. MlekoSojoweOwoceLeśneBanan 15. Lawenda-uwielbiam! 16. Coś nowego, coś fajnego


18. Norwegia nr.2 19. Grecka 20. Ulubione 21. Selfie musi być ;)).

Więcej znajdziecie na moim Instagramie >klik<, zapraszam ;)

28.4.15

Ulubieńcy - kwiecień 2015

Hej, co prawda to jeszcze nie koniec kwietnia, ale ja już dziś przygotowałam dla Was post z ulubieńcami, a w nim same perełki. Same zobaczcie, zapraszam :)


RITUALS..., Good Luck Scrub - peelingów do ciała miałam już wiele, ale zawsze w każdym dopatrywałam się jakiejś wady, a to za tłusty, a to za słaby, za mało wydajny itd., jednak w tym nie widzę żadnych. Ten peeling to ideał, a mówią, że ideały nie istnieją ;) Jest doskonały pod każdym względem zaczynając od konsystencji i działania, a kończąc na zapachu i wydajności. Genialnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, napina, poprawia koloryt, a także delikatnie nawilża i otula pięknym, pomarańczowo-cedrowym zapachem. Uwielbiam i marzę o tym aby nigdy się nie skończył.

Dr. Bronner's, Castile Soap, Lavender - to organiczne mydło to moje małe wielkie odkrycie i zostanie ze mną już na zawsze. Można stosować je aż na 18 sposobów, ja, póki co, używam go tylko do mycia pędzli, do sprzątania, a przede wszystkim do mycia ciała. Jest niesamowicie łagodne, świetnie się pieni, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę i nie wysusza jej, a wręcz delikatnie nawilża. Czasem zapominam nawet o aplikacji balsamu. A zapach? Zapach jest boski, bardzo naturalny, lawendowy, piękny. Relaksuje i uspokaja. Jeśli jeszcze nie znacie Castile Soap to szybko nadrabiajcie zaległości, nie pożałujecie :) PS. Są też inne wersje zapachowe ;)


REN, Clarifying Toner - jeśli widziałyście mój ostatnio post >klik< to wiecie, że bez toników nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji. Ten od REN nie od razu mnie zachwycił. "Ot zwykły tonik" pomyślałam. Ale teraz, po ponad miesiącu używania, muszę przyznać, że jest naprawdę świetny i działa. Przy regularnym stosowaniu delikatnie złuszcza martwy naskórek, odblokowuje pory, a tym samym sprawia, że cera z dnia na dzień oczyszcza się, jest gładka, ma wyrównany koloryt i wygląda zdrowo. Kosmetyk reguluje też wydzielanie sebum, a także minimalizuje powstawanie wyprysków. Do tego dochodzi świetny skład i delikatność, czego chcieć więcej? ;)

Clarins, Multi Blush, Candy 02 - na początku kwietnia, po kilku miesiącach nieużywania, wygrzebałam ten róż z dna szuflady, zaaplikowałam na kości policzkowe i WOW! Tego mi było trzeba. Róż pięknie ożywia całą twarz, rozświetla ją i rozpromienia. Na zdjęciach nie zachwyca, ale na żywo, uwierzcie mi, wygląda bosko, a jego cukierkowy kolor jest idealny na wiosenno-letni okres. Mimo kremowej formuły kosmetyk nie przysparza problemów, dobrze się nakłada, bezproblemowo rozciera i pięknie stapia ze skórą co w rezultacie daje bardzo naturalny look. Po prostu bajka. W tym poście >klik< możecie przeczytać jego pełną recenzje i zobaczyć jak prezentuje się na mnie ;)


Kiehl's, Creamy Eye Treatment - moja skóra pod oczami nie jest bardzo wymagająca, ale nawilżenia oraz odżywienia zdecydowanie potrzebuje, a ten krem zapewnia jej to w 100%. Gdybym miała opisać go w jednym zdaniu, powiedziałaby - bomba odżwycza w małym opakowaniu, naprawdę. Krem genialnie i długofalowo nawilża, koi, regeneruje, a także uelastycznia i, co równie ważne, daje uczucie komfortu. Ogólnie sam w sobie jest bardzo komfortowy, treściwy, bezzapachowy i łagodny. Nie podrażnia ani nie uczula. Co tu dużo mówić, ja jestem nim oczarowana. Wspominałam o nim już tutaj >klik<. Jeśli szukacie fajnego kremu pod oko to ten zdecydowanie polecam.

Beauty Blender - długo opierałam się przed zakupem BB, ale w końcu uległam i już wiem skąd te wszystie zachwyty. Ta mała, niepozorna gąbeczka jest genialna, a ja zakochałam się w niej od pierwszego użycia. Aplikacja podkładu, jakiegokolwiek, z jej pomocą przebiega bardzo szybko i sprawnie, a efekt końcowy jest świetny. Cera wygląda bardzo naturalnie, a przy tym perfekcyjnie. Nie ma tu mowy o smugach, zaciekach, prześwitach, niedociągnięciach czy "masce" ponieważ podkład jest idealnie stopiony ze skórą. Pędzlem nigdy nie udało mi się uzyskać takiego efektu. Ponadto BB nie pochłania zbyt wiele podkładu, dobrze się czyści, nie odkształca się i szybko schnie. Wad nie widzę.


A co jeszcze zachwyciło mnie w kwietniu poza kosmetykami? M.in owsiane ciasteczka z tego przepisu >klik<. Co prawda pokochałam je już w marcu, ale myślałam, że szybko mi się przejedzą, a tu guzik. Mogłabym je jeść codzennie, ale tego nie robię bo pewnie już po miesiącu nie zmieściłabym się w drzwiach ;) Co do samych ciasteczek są one bardzo łatwe w przygotowaniu i po prostu przepyszne. Te sklepowe niech się schowają, fuuu! ;)

W niekosmetycznych ulubieńcach musi znaleźć się jeszcze piosenka bo, nie wiem jak Wy, ale ja bez muzyki nie umiem żyć i słucham jej na okrągło. W kwietniu najczęściej odtwarzałam utwór Strawberry Letter 23 >klik< :) w wykonaniu malezyjskiej piosenkarki kryjącej się pod pseudonimem YUNA. Piosenka lekka i przyjemna, w sam raz na wiosenne, leniwe popołudnia ;)


A Was co zachwyciło w kwietniu? Dajcie koniecznie znać :)

2.5.14

Denko - kwiecień 2014

W kwietniu liczyłam na więcej zużyć ponieważ dużo używanych przeze mnie kosmetyków dobija już dna. Wychodzi jednak na to, że skończą się dopiero w tym miesiącu. Kwietniowe denko jest więc skromne, ale najważniejsze, że do przodu :)


REN, Maroccan Rose Otto / Balsam do Ciała i Żel pod Prysznic - duet idealny o pięknym zapachu. Żel delikatnie myje, dobrze się pieni, nie podrażnia oraz nie wysusza, a wręcz pozostawia skórę nawilżoną. Balsam ma lekką konsystencję, która szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej czy lepkiej warstwy na skórze. Świetnie nawilża, delikatnie ujędrnia i wygładza skórę. Więcej o tych kosmetykach pisałam tutaj >klik<. Jeśli trafię na dobrą promocję to kupię ponownie.

Seboradin Niger, Ampułki - produkt ten ma za zadanie przede wszystkim zmniejszyć wypadanie włosów, wzmocnić cebulki (oczywiście włosów ;)) oraz zahamować rozwój mikroorganizmów w mieszkach włosowych. Trudno jest mi stwierdzić czy te ampułki tak faktycznie działają ponieważ stosuję całą kurację Niger jednocześnie. Mogę jednak napisać, że moje włosy są ostatnio w dużo lepszym stanie, a wypadanie zostało ograniczone. Myślę, że te ampułki również się trochę do tego przyczyniły. Ogólnie są wygodne w stosowaniu. Buteleczki nie trzeba rozłamywać ponieważ jest odkręcana. Jedna ampułka spokojnie wystarcza na pokrycie całej głowy i co najważniejsze nie powoduje przetłuszczania. Jeśli zajdzie potrzeba kupię je ponownie.

Pat&Rub, Tonik Hipoalergiczny - zdecydowanie mój ulubiony tonik, którego nie może zabraknąć na mojej łazienkowej półce. Wspominałam już o nim tutaj >klik<. Tonik przede wszystkim rewelacyjnie koi i łagodzi podrażnienia. Zawsze mnie ratuje gdy przesadzę z maseczkami oczyszczającymi. Skóra w kilka chwil jest uspokojona. Produkt także świetnie nawilża, po jego zastosowaniu nie czuję potrzeby nałożenia kremu. W dodatku ma delikatny, przyjemny zapach oraz wygodne opakowanie. Kolejna butelka jest już w użyciu.

Ole Henriksen, Grease Relief Tonic - bardzo fajny tonik z zawartością kwasu mlekowego. Świetnie oczyszcza i delikatnie złuszcza. Przy regularnym stosowaniu zmniejsza widoczność porów oraz delikatnie wygładza i rozjaśnia skórę. Pomimo zawartości kwasu nie podrażnia oraz nie przesusza. Jedynym minusem tego produktu jest pozostawienie troszkę lepkiej warstwy na twarzy. Kilka słów więcej na jego temat znajdziecie tutaj >klik<. Możliwe, że kupię ponownie.

Palette, Salon Colors / 4.0 - rewelacyjna farba i zdecydowanie moja ulubiona. Jest łatwa w stosowaniu, nie podrażnia mojej wrażliwej skóry głowy oraz nie nasila wypadania włosów. A co najważniejsze świetnie pokrywa odrosty, nadaje włosom piękny, głęboki odcień pełen blasku oraz nie wypłukuje się zbyt szybko. Muszę zaznaczyć, że kolor wychodzi ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to akurat odpowiada. Na pewno kupię ponownie.

Rexona, Maximum Protection Everyday Fresh - bardzo fajny antyperspirant, który działa trochę na zasadzie blokera. Skutecznie chroni przed wydzielaniem potu, a przy tym nie podrażnia oraz nie wysusza skóry pod pachami. Bez obaw stosować go możemy także po depilacji. Poza tym ma delikatny zapach, który jest słabo wyczuwalny i nie gryzie się z perfumami, a także jest bardzo wydajny i wygodny w aplikacji. Wspominałam już kiedyś o nim tutaj >kilk<. Jeszcze kiedyś go kupię.

Joanna, Peeling Myjący z Kawą - tani i bardzo fajny peeling. Pisałam o nim tutaj >klik<. Delikatnie, ale skutecznie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę wygładzoną. Nie przesusza oraz nie podrażnia. Może być stosowany nawet codziennie jako peeling antycellulitowy. Jak na małą pojemność jest bardzo wydajny Mam już kolejne opakowanie w użyciu.

Annabelle Minerals, Podkład Matujący - ostatnio mój ulubiony podkład, po który sięgam prawie codziennie (kolejne opakowanie już w użyciu). Idealnie kryje, już nawet przy jednej warstwie, świetnie matuje na kilka godzin, jest trwały oraz nie podkreśla rozszerzonych porów. Plusem jest także to, że jest to produkt w 100% mineralny. Nie powoduje powstawania zaskórników oraz nie zapycha. Muszę także wspomnieć, że jest niesamowicie wydajny. Pisałam już o nim w tym poście >klik<. Jak już wspomniałam kolejne opakowanie jest już w użyciu (tym razem większe) i jak się skończy kupię kolejne z przyjemnością.

Phenome Green Tea, Żel pod Prysznic - całkiem fajny żel. Ma gęstą konsystencję, która nie ucieka między palcami, dobrze się pieni i ładnie pachnie, ale bardzo delikatnie. Przyznam szczerze, że podziewałam się mocniejszego zapachu. Delikatnie, ale skutecznie myje. Po jego zastosowaniu skóra jest nawilżona i gładka. Mała buteleczka o pojemności 50 ml wystarczyła mi na kilka użyć, a więc jest całkiem wydajny. Możliwe, że kupię ponownie w większej pojemności.

30.4.14

Instagram Mix - 04/2014

Ostatnio pisałam o swoich kwietniowych ulubieńcach >klik<, a dzisiaj czas na krótkie instagramowe podsumowanie miesiąca. Przy okazji zapraszam na swój profil, o tutaj >klik<.
Jeśli nie macie jeszcze swojego konta na Instagramie to szybciutko je zakładajcie. Mogę zagwarantować, że spodoba się Wam ta aplikacja ;)


1. Wspominam 2. Mokobelle 3. Mokobelle ponownie 4. Domowe drożdżówki prawie gotowe


5. Pukka <3 6. Selfie ;) 7. Ibuki 8. Cukiereczek od Clarins

9. Black&White 10. Norwegia 11. Truskawy :) 12. Coffee time


13. Zima nie odpuszcza 14. Pielęgnuję stópki 15. Sałatka grecka 16. Relaks z Pat&Rub


17. Wieczorową porą 18. Kokosanki 19. Chloe 20. New in.

Ja nie ma długiego weekendu, ale Wam życzę słonecznej pogody i miłego wypoczynku ;)

29.4.14

Ulubieńcy - kwiecień 2014

Co miesiąc szykując posta z ulubieńcami mam trochę problem żeby takowych wytypować ponieważ z większości swoich kosmetyków jestem ostatnio bardzo zadowolona. Jednak w kwietniu kilka produktów wybiło się tak mocno na prowadzenie, że ułatwiły mi zadanie. Dzisiaj zapraszam Was na ich krótką prezentację :)


Clarisonic, Mia 2 - długo dumałam nad zakupem tej szczoteczki, a teraz biję się w głowę, że nie kupiłam jej już dawno temu. Mia 2 okazała się rewelacyjna. Skutecznie oczyszcza skórę nie podrażniając jej przy tym, a w dodatku niesamowicie wygładza. Po jej użyciu kosmetyki pielęgnacyjne znacznie szybciej i lepiej się wchłaniają, a przy regularnym stosowaniu widzę poprawę w kondycji swojej cery. Nie wyobrażam już sobie wieczornej pielęgnacji bez użycia tej szczoteczki i uważam, że jest warta każdej złotówki, którą trzeba za nią zapłacić.

Seboradin Niger, Szampon i Odżywka - świetny duet, który sprawia, że moje włosy są gładkie, miękkie, błyszczące, lekkie i odbite od nasady. Szampon dobrze oczyszcza i pomimo zawartości SLS nie podrażnia mojej wrażliwej skóry głowy. Odżywka, aplikowana także na skalp, nie obciąża, a zastosowana zaraz po szamponie rozplątuje i zmiękcza włosy dzięki czemu nie mam problemu z ich rozczesaniem. Oba produkty przyczyniły się do ograniczenia wypadania włosów oraz zmniejszenia łojotoku co mnie bardzo cieszy ponieważ nie muszę już myć codziennie głowy.

Clarins, Natural Lip Perfector 05 Candy Shimmer - co prawda ten błyszczyk mam od niedawna, ale zakochałam się w nim już po pierwszym użyciu. Od czasu zakupu gości na moich ustach praktycznie non stop, nawet teraz gdy piszę ten post ;) A za co go kocham? Przede wszystkim za nawilżenie jakie daje, ale także za cudowny, karmelowy zapach, za piękny, naturalny i nienachalny kolor, rozświetlenie oraz wygodną aplikację, no i trwałość. Dla mnie bomba.

Chanel, Le Blush Creme De Chanel 63 Revelation - w kwietniu sięgałam po ten róż najczęściej, a w sumie to prawie codziennie. Pomimo kremowej formuły, której wiele osób się obawia, róż ten bezproblemowo się aplikuje i rozciera, szczególnie palcami. Nie tworzy plam ani prześwitów. Daje niezwykle naturalne i lekkie wykończenie makijażu, a dodatkowo pięknie ożywia cerę i jest niesamowicie trwały. Pełną recenzje tego cuda możecie przeczytać tutaj >klik<.

Phenome, Rejuvenating Rose Inspiring Shower Foam - moja kolejna miłość czyli różana pianka do mycia ciała z cudownym składem, który jest pełen dobroczynnych substancji. Niezwykle delikatnie, ale skutecznie myje skórę, pozostawiając ją miękką i gładką. W żadnym wypadku nie podrażnia oraz nie wysusza. Jednak to co mnie najbardziej urzekło w tym produkcie to zapach, zbudowany wokół różanej nuty, który jest przepiękny. Musicie mi uwierzyć ;) Dla mnie kąpiel z użyciem tej pianki to czysta przyjemność i relaks. Uwielbiam.

Znacie któryś z produktów? Co o nim sądzicie? A może coś Was zainteresowało? Wy po jakie produkty najczęściej sięgałyście w kwietniu? Piszcie śmiało :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl