Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dove. Pokaż wszystkie posty

15.2.16

Zużycia w mini recenzjach

Siedząc i pisząc ten post myślę tylko o tym aby wskoczyć pod kołdrę i przespać resztę zimy. Nie lubię, bardzo mocno nie lubię tych ponurych, szarych, i zimnych dni. Mam ochotę usnąć i obudzić się dopiero wtedy gdy za oknem będzie ciepło i słonecznie, ale cóż, tak się nie da. Przechodząc jednak do tematu posta, jak już widzicie po tytule dzisiaj zapraszam Was na recenzje zużytych kosmetyków. Jest tego całkiem sporo więc zapraszam do czytania ;)



Dove,  Naturaln Touch Dead Sea Minerals - nie trafiłam na naturalny antyperspirant, który sprawdzał by się u mnie w 100% więc ratuje się tymi drogeryjnymi. Ten od Dove jest delikatny, nie powoduje podrażnień, a nawet je łagodzi, a co najważniejsze jest skuteczny. Chroni przed przykrym zapachem, zapewnia uczucie świeżości, a jego delikatny zapach nie gryzie się z perfumami. Jedyny minus to taki, że pozostawia białe ślady na ubraniach.

Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate - czyli serum w postaci bardzo lekkiego olejku. Wchłania się niemalże natychmiast, odżywia, nawilża, regeneruje oraz dodaje blasku, pomaga też pozbyć się przykrych niespodzianek, a jego zapach relaksuje i koi zmysły. Skład jest tu w 99,8% procentach naturalny, a sam kosmetyk niezwykle wydajny! Wystarcza na kilka długich miesięcy. Polecam

Marvis, pasty do zębów - już kilkukrotnie pisałam o nich na blogu. Uwielbiam i wracam regularnie. Gęstę, dobrze się pienią, mają ciekawe, niebanalne smaki, pomagają usunąć płytkę nazębną, delikatnie wybielają i odświeżają oddech. No i te opakowania! Jak dla mnie mega urocze.

Nuxe, Reve de Miel, Ultrabogaty Żel  - gęsty, odżywczy żel na bazie miodu i słonecznika przeznaczony zarówno do mycia ciała, jak i twarzy. Ultradelikatnie oczyszcza, pielęgnuje, zmiękcza i otula ciepłym, intensywnym zapachem. Ideał, szczególnie na zimę choć nie tylko ;)

Insight, Colored Hair Mask - naturalna maska z mnóstwem dobroczynnych ekstraktów w składzie. Fantastycznie dba o zniszczone, farbowane włosy. Odżywia je, wygładza, dodaje blasku, a przy tym nie obciąża. Włosy po jej użyciu są lekkie, zadbane i podatne na układanie. Świetnie sprawdza się też jako odżywka. Cena, wydajność i zapach też na plus.

Fitomed, Żel do higieny intymnej - łagodny, naturalny żel, który idealnie wywiązuje się ze swojego zadania. Delikatnie oczyszcza, odświeża, przywraca naturalne pH, łagodzi podrażnienia i regeneruje uszkodzony naskórek. Bardzo fajny i chętnie do niego wrócę.

Pat&Rub, Otulający Balsam do ciała - lekki, szybko wchłaniający się balsam o naturalnym składzie. Zapewnia skórze naprawdę porządną dawkę nawilżenia, przywraca jędrność, uelastycznia, regeneruje, koi i wygładza. Natomiast przepiękny, cytrusowo-waniliwoy zapach, jak już sama nazwa wskazuje, otula i sprawia, że zimowe wieczory wydają się trochę przyjemniejsze.

Sylveco, Odżywcza Pomadka z Peelingiem - pomadka z zawartością drobinek cukru trzcinowego. Za jednym pociągnięciem złuszcza suche skórki i wygładza usta, a jednocześnie pielęgnuje, odżywia i regeneruje. Na plus przemawia tutaj też świetny, w pełni naturalny skład i niska cena. Koniecznie wypróbujcie, bardzo fajny gadżet!


Pat&Rub, Otulający Peeling - ma chyba tylu zwolenników co przeciwników. Gęsty, wypakowany po brzegi substancjami odżywczymi oraz cukrem trzcinowym, nie tylko fantastycznie złuszcza martwy naskórek i wygładza skórę, ale też wspaniale ją pielęgnuje dzięki zawartości naturalnych maseł i olei. Fakt, zostawia tłustą, nieco lepka warstwę, ale szybko przestaje być ona wyczuwalna, a skóra jeszcze przez długi czas pozostaje jedwabiście gładka i odżywiona. Ja stosowałam go na sucho bo inaczej się nie da. Ogólnie polubiliśmy się. No i ten zapach! Cudo!

The Body Shop, Brazil Nut Shower Cream - bardzo lubię te kremowe żele TBS. Są gęste, dobrze się pienią, delikatnie oczyszczają i nie wysuszają skóry pozostawiając ją miękką i gładką. Wersja orzechowa ma delikatny, nieco słodki zapach, który zdecydowanie uzależnia i uprzyjemnia kąpiel.

Origins, Drink Up Intensive - zdecydowanie najlepsza maska nawilżająca, do której wracam regularnie. Jej bogata formuła już w jedną noc potrafi przywrócić nawilżenie, a stosowana regularnie zapobiega odwadnianiu, uelastycznia, ujędrnia i sprawia, że skóra wygląda młodziej. Ja lubię ją też za piękny owocowy zapach, a także delikatność. Maska nie podrażnia nawet delikatniej skóry pod oczami. Uwielbiam.

Yope, Figowe Mydło do rąk - naturalne i bardzo łagodne. Dobrze oczyszcza, delikatnie się pieni, a co najważniejsze nie wysusza skóry dłoni. Skład ma więcej niż bajeczny, zachwyca też zabawnym opakowaniem i ładnym, delikatnym zapachem. Warto wypróbować!

Evree, Upiekszjący Krem do twarzy, Magic Rose - bardzo mnie zaskoczył, oczywiście pozytywnie. Gęsta, odżywcza formuła kremu bardzo szybko się wchłania. Krem nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, idealnie sprawdza się pod makijaż, a nawilżenie, które zapewnia utrzymuje się przez cały dzień. Skóra czuje się komfortowo, jest elastyczna i miękka. Co więcej, kosmetyk jest bardzo wydajny i fantastycznie pachnie różami!

Kiehl's, Rare Earth Pore Refining Tonic - pokładałam w nim duże nadzieje, a okazał się beznadziejny. Za zadanie ma m.in. oczyszczać i obkurczać pory oraz przedłużać mat. Niestety nie zauważyłam żadnych efektów jego stosowania, no chyba, że te negatywne. Tonik przesuszał skórę i powodował dyskomfort. Nie zużyłam go do końca i nie polecam.

Maybelline, Lash Sensational - ta maskara zbiera mieszane opinie, ale ja ją polubiłam. Nieduża, silikonowa szczoteczka świetnie rozdziela rzęsy, dokładnie pokrywając je tuszem. W efekcie są one podkręcone, wydłużone oraz zagęszczone, a przy tym elastyczne. Nawet z krótkich, rzadkich rzęs potrafi wyczarować firanki, ale trzeba dać jej czas! Ponadto jest bardzo trwała, nie osypuje się oraz nie wysycha przed upływem daty ważności.

Garnier, Płyn Micelarny - świetnie spełnia swoje zadanie, nie pieni się, nie pozostawia na skórze żadnej nieprzyjemnej warstwy, a do tego jest bardzo delikatny oraz wydajny, no i ma przyjemną cenę. Jeśli jeszcze go nie miałyście warto to nadrobić.


Sylveco, Lipowy Płyn Micelarny (brak na zdjęciu) - mój ogromny ulubieniec. Uwielbiam za naturalny skład, łagodność oraz skuteczność. W kilka chwil pozwala pozbyć się makijażu, także tego z oczu, pozostawiając skórę czystą i odświeżoną. Nie powoduje podrażnień, nie pieni się ani nie pozostawia lepkiej warstwy. Tylko zapach ma średni, ale można się przyzwyczaić.

Phenome, Exfoliating Facial Paste - fantastyczny produkt, który nie tylko wygładza i złuszcza martwy naskórek, ale też obkurcza pory i doskonale oczyszcza. Przy tym jest bardzo łagodny, nie powoduje podrażnień oraz nie przesusza skóry. Po jego użyciu jest ona dotleniona, gładka i promienna, wygląda zdrowo i pięknie. Na plus jest tu też naturalny, bajeczny skład, przyjemny zapach oraz ogromna wydajność.

L'oreal, Korektor Lumi Magique - prawdziwy czarodziej. Nie znajdziecie tutaj dobrego krycia, ale rozświetlenie jakie daje natychmiast usuwa z twarzy zmęczenie, odmładza spojrzenie i sprawia, że skóra wygląda promiennie i zdrowo. Minusem jest to, że może przesuszać, ale dobry krem nawilżający załatwia tą sprawę. Chętnie kupię ponownie.

Dermologica, Gentle Cream Exfoliant - peeling enzymatyczny, który jest naprawdę niesamowity. Wystarczy kilka minut, aby pokazał swą prawdziwą moc. Świetnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, rozjaśnia i napina skórę. Pomaga też pozbyć się niechcianych wyprysków, minimalizuje pory i rozjaśnia przebarwienia. Jednak uwaga, może podrażniać dlatego jeśli macie bardzo wrażliwa skórę lepiej omijajcie go z daleka.

Insight, Loos Control - rewelacyjny, naturalny szampon, który otrzymał ode mnie miano ulubieńca roku 2015. Gęsty, świetnie się pieni, dobrze oczyszcza nie podrażniając przy tym skóry głowy, a stosowany regularnie zapobiega wypadaniu włosów. Z dnia na dzień stają się one mocniejsze, zdrowsze i błyszczące. Szampon nie obciąża, a wręcz sprawia, że włosy dłużej zachowują świeżość. Ponadto jest bardzo wydajny i ładnie, orzeźwiająco pachnie.



Kerastase,  K Ultime Oleo - moim zdaniem najlepszy olejek do włosów. Wszechstronny,  wzbogacony o kompleks czterech luksusowych olejków: kukurydzianego, arganowego, kameliowego oraz pracaxi. Wygładza, zabezpiecza końcówki, zapobiega puszeniu, odżywia, dodaje blasku oraz miękkości nie obciążając przy tym włosów. Natomiast piękny, perfumowany zapach i przeogromna wydajność to tylko dodatkowe zalety.

Aesop, Purifying Facial Exfoliant Paste - gęsty peeling w postaci pasty, który dzięki drobinkom kwarcu doskonale wygładza i usuwa obumarłe komórki naskórka. Zawartość kwasu mlekowego sprawia, że kosmetyk wykazuje też świetnie właściwości oczyszczające, a wszystko to bez podrażnień i przesuszania skóry. Minusem może być cena, ale duża wydajność i świetne działanie zdecydowanie to wynagradzają.

Kiehl's, Amino Acid Shampoo - bardzo łagodny szampon, który nie tylko oczyszcza, ale też pozostawia włosy odżywione, gładkie, błyszczące i niebywale lekkie oraz puszyste. Ponadto, świetnie się pieni, pięknie, kokosowo pachnie i jest bardzo wydajny.

The Body Shop, Cocoa Butter Cream Body Scrub - sama nie wiem co o nim sądzić. Działanie złuszczające jest tu naprawdę dobre. Peeling pomaga pozbyć się martwego naskórka, świetnie wygładza i napina skórę, a z drugiej strony brak mi tutaj właściwości pielęgnacyjnych. Zapach też jest dziwny, w opakowaniu ładny, marcepanowy, na skórze niestety tego nie czuć. Jestem na nie.

Alpha H, Liquid Gold - czyli tonik z zawartością kwasu glikolowego. Bardzo łagodny, a przy tym skuteczny. Stosowany regularnie wyrównuje strukturę skóry, a także koloryt, pomaga pozbyć się przebarwień, oczyszcza pory i w znacznym stopniu zapobiega powstawaniu wyprysków. Co fajne, zwiększa też nawilżenie skóry oraz jej napięcie. Uwielbiam i na pewno będę wracała do niego regularnie.

Alpha H, Balancing Cleanser with Aloe Vera - kolejny fantastyczny produkt Alpha H czyli gęste, kremowe mleczko do oczyszczania skóry. Łagodnie, a przy tym naprawdę skutecznie usuwa ze skóry wszelkie zanieczyszczenia jak pozostałości makijażu czy sebum, nie narusza przy tym warstwy hydrolipidowej, pozostawiając skórę miękką, elastyczna i gładką. O uczucia ściągnięcia czy pieczenia nie ma tu w ogóle mowy.  Dla mnie najlepszy produkt oczyszczający. Koniecznie musicie wypróbować bo tego nie da się opisać.






A jak Wam idzie zużywanie? Zainteresował Was któryś z kosmetyków? Dajcie znać :)

11.6.15

Denko w Mini Recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć kilka kosmetyków, o większości z nich nie pisałam w ogóle na blogu dlatego zebrałam puste opakowania i wszystko krótko opisałam. Zapraszam do czytania ;)


The Body Shop, Brazil Nut Body Butter - genialnie nawilża, odżywia, regeneruje, niweluje szorstkość i wygładza, a do tego jest wydajne i przepięknie, otulająco pachnie. Jestem na TAK i kupię ponownie.

Pat&Rub, Balsam do Rąk, Rozgrzewający - lubię Patkowe balsamy, zmieniam tylko wersje zapachowe w zależności od nastroju czy pory roku. Tutaj zapach jest korzenny i mi akurat nie przypadł do gustu. Działanie oczywiście jest świetne. Balsam szybko się wchłania i rewelacyjnie pielęgnuje skórę dłoni. Obecnie używam wersji Orzeźwiającej, na okres wiosenno-letni idealna :)

Phenome, Warming Hand Therapy - nie rozgrzewał jak nazwa wskazuje, ale jego działanie określam na plus. Lekki, szybko się wchłania, nawilża, odżywia, wygładza i pięknie pachnie. Mimo małej pojemności jest naprawdę wydajny. Kupię ponownie.

Aesop, Geranium Leaf Body Balm - lekki, szybko się wchłania i naprawdę świetnie pielęgnuje. Zmiękcza, wygładza i rewelacyjnie nawilża. Zapach ma roślinny, bardzo przyjemny i idealny na lato. Być może jeszcze kupię.

Aesop, A Rose By Any Other Name Body Cleanser - sam żel jest naprawdę świetny, delikatny, nie podrażnia, nie wysusza skóry, a nawet trochę nawilża, dobrze oczyszcza i jest bardzo wydajny. Niestety rozczarował mnie zapach. Spodziewałam się różanego aromatu, a tego nie dostałam. Raczej już nie wrócę.

Phenome, In-A-Minute Manicure Scrub - gęsty, cukrowy peeling do dłoni o przyjemnym zapachu i ogromnej wydajności, a także świetnym działaniu. Rewelacyjnie rozprawia się z martwym naskórkiem, niweluje szorstkość, pobudza skórę dłoni do odnowy, rozjaśnia ją oraz odżywia. Bardzo lubię i kupię ponownie.


Dove, Antyperspirant, Natural Touch Dead Sea Minerals - mój zdecydowany ulubieniec. Pielęgnuje skórę pod pachami, bardzo skutecznie chroni przed przykrym zapachem i mokrymi plamami, a także delikatnie i nienachalnie pachnie. Kupię na pewno.

Aromatherapy Associates, Moisturising Lip Balm - liczyłam, że przebije mojego ulubieńca z Nuxe, ale nawet nie dorasta mu do pięt. Słabo nawilża, brzydko pachnie i ma twardą, zbitą konsystencję, która utrudnia stosowanie. Nie wrócę ponownie.

The Body Shop, Banana Shampoo - bardzo się polubiliśmy. Dobrze oczyszcza, a przy tym jest łagodny i nie podrażnia skóry głowy. Włosy po jego zastosowaniu są lekkie, odbite od nasady, gładkie i błyszczące. Dodatkowy plus za świetny, bananowy zapach. Na pewno jeszcze się spotkamy. Pełna recenzja tutaj >klik<.

Rituals, Fine Liquid Hand Wash, Infinity - ta wersja zapachowa nie przypadła mi do gustu, ale samo mydło bardzo lubię. Jest mega wydajne, dobrze oczyszcza i nie wysusza skóry dłoni. Obecnie w użyciu mam wersję Serenity, która pachnie obłędnie. Oczywiście kupię ją ponownie i to nie raz.

Aesop, Rejuvenate Intensive Body Balm - rewelacyjny balsam o przepięknym zapachu. Szybko się wchłania, pozostawia skórę niesamowicie gładką, miękką i rewelacyjnie nawilżoną na bardzo długie godziny. Trochę więcej przeczytacie o nim tutaj >klik<.

The Body Shop, Shea Hand Cream - pięknie pachnie, jest lekki, szybko się wchłania i przyzwoicie nawilża. Idealny do torebki. Prawdopodobnie jeszcze kupię.


The Body Shop, Hemp Hand Protector - zdecydowanie ulubiony krem do rąk. Ze względu na tłustą konsystencję stosuję go wyłącznie na noc, a rano skóra jest odżywiona, zregenerowana, miękka i gładka. Zapach ma nieprzyjemny, ale ja już tak się do niego przyzwyczaiłam, że nawet go nie wyczuwam. Kolejne tubka już w użyciu.

Aesop, Geranium Leaf Body Cleanser - spisuje się tak samo jak żel opisany wcześniej, tyle, że ma inny zapach. Delikatny, nienachalny, roślinny z nutką geranium. Ciekawy, ale bez szału. Raczej nie wrócę już do niego.

Aesop, Geranium Leaf Body Scrub - łagodny, a jednocześnie bardzo skuteczny. Genialnie złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę idealnie gładką, napiętą, pobudzoną do odnowy i przygotowaną na przyjęcie kolejnych produktów pielęgnacyjnych. Chciałabym jeszcze wrócić, ale zniechęca mnie cena. Pełna recenzja >klik<.

Phenome, Calming Blemish Cleanser - łagodny, nie podrażnia, nie wysusza, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę gładką, miękką i odświeżoną. Idealny do stosowania o poranku ze względu na przyjemny, pobudzający zapach. Więcej przeczytacie tutaj >klik<.


Pat&Rub, Maska do Włosów Tłustych - glinkowa maska, która ma ograniczać przetłuszczanie, ale tego nie robi, a przynajmniej u mnie. Niemniej jednak całkiem dobrze oczyszcza, a włosy po jej zastosowaniu są lekkie, puszyste i odbite od nasady. Na jej niekorzyść przemawia mała wydajność i trochę wysoka. Więcej nie kupię. Więcej tutaj >klik<.

Phenome, Luminous Apple Cream - aksamitny krem o lekkiej konsystencji, szybko się wchłania, nie powoduje przetłuszczania skóry, dobrze nawilża, wygładza, stanowi idealną bazę pod makijaż, a także przepięknie, jabłkowo pachnie i jest mega wydajny. Prawdopodobnie jeszcze wrócę. Pełna recenzja >klik<.

The Body Shop, Hemp Foot Protector - spodziewałam się fajerwerków, a tu klops. Krem ma treściwą konsystencję, całkiem szybko się wchłania, trochę nawilża, trochę wygładza, ale bez szału, a efekt jest krótkotrwały. Więcej nie kupię.

Biovax, Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania - tą maskę kupuję już od lat i cały czas lubię tak samo. Tania, wydajna, ładnie pachnie, nawilża, wygładza, nie obciąża, a przy regularnym stosowaniu ogranicza wypadanie włosów. Na pewno jeszcze kupię.


Znacie te kosmetyki? Który Was zainteresował? Jak tam Wasze zużycia, do przodu? :)

17.2.15

Kosmetyczni Ulubieńcy Roku 2014/Pielęgnacja

Witajcie :)
Wracam do Was po dłuższej przerwie i zabieram się za nadrabianie zaległości. Na pierwszy ogień idą, tak jak w tytule, ulubieńcy roku 2014. Dzisiaj pokażę pielęgnację, a następnym razem będzie kolorówka, a może wolicie zobaczyć najpierw nowości?


W roku 2014 przez moje ręce przewinęło się mnóstwo kosmetyków. Były to w większości nowości czyli kosmetyki mi zupełnie nieznane, ale używałam też takich, które znam i do których bardzo chętnie wracam. Z nowościami pewnie same wiecie jak to jest, innym mogą służyć nam już niekoniecznie. U mnie po części też tak było. Część nowości się u mnie nie sprawdziła lub po prostu była ok, ale bez szału, jednak trafiłam też na kilka prawdziwych perełek, które zostaną ze mną na dłużej i zdecydowanie zasłużyły na miano ulubieńców roku. I tak w tym poście mamy i kilka kosmetycznych odkryć i kilka stałych ulubieńców. Jak widać ogólnie jest tego dosyć dużo, ale nie mogłam pominąć żadnego kosmetyku, a nawet powinno być ich tutaj więcej. Niestety nie miałam ich obecnie u siebie dlatego też nie będę się o nich rozpisywała, ale wymienię je poniżej. Zaparzcie sobie herbatę i zapraszam do lektury :)

TWARZ I USTA

Ziaja, Liście Manuka, Pasta do Głębokiego Oczyszczania przeciw zaskórnikom - genialny, a przy okazji bardzo tani kosmetyk, który pokochałam od pierwszego użycia i tak już pozostało. Pasta jest gęsta, zawiera mnóstwo malutkich drobinek, nie są one jednak ostre i nie robią krzywdy. Kosmetyk idealnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, rozjaśnia oraz oczyszcza pory, a pozostawiony na twarzy chwilę dłużej idealnie sprawdza się w roli maseczki oczyszczającej. Skóra jest dogłębnie oczyszczona i zmatowiona, no i przede wszystkim nie jest przesuszona! Zapach pasty jest również na plus. Moim zdaniem HIT!

Korres, Lip Butter, Wild Rose - nie lubię gdy moje usta są suche czy spierzchnięte, a jeśli juz do tego dojdzie to masełko zawsze mnie ratuje. Zaraz po nałożeniu koi, nawilża, zmiękcza i wygładza usta, a do tego nadaje im piękny, soczysty kolor, który przy okazji ładnie rozpromienia i odmładza całą twarz. Dla mnie niezastąpione i musi być zawsze w mojej kosmetyczce. Jest trochę drogie, ale na szczęście bardzo wydajne. Jak już je kupie to towarzyszy mi przez dobrych kilka miesięcy.

Kiehl's, Midnight Recovery Concentrate - jeszcze do niedawna nie lubiłam oleistych formuł. Uważałam, że moja przetłuszczająca się cera i olejek nie idą w parze. Ahh, jak bardzo się myliłam. Dobrze, że w 2014 roku postanowiłam w końcu skusić się na to osławione serum bo to był strzał w dziesiątkę. Serum mimo oleistej konsystencji jest niezwykle lekkie, szybko się wchłania i działa cuda. Przy regularnym stosowaniu nawilża, regeneruje, ujędrnia, a także pięknie rozjaśnia skórę. Stosując ten olejek moja skóra, nawet po nieprzaspanej nocy, wygląda tak jak bym spędziła weekend w SPA. Jest rozpromieniona i wypoczęta. Magia! Dodam jeszcze, że olejek nie zapycha, jest niezwykle wydajny, a także przepięknie i relaksująco pachnie.

Dermalogica, Daily Microfoliant - kosmetyk ten pojawił się już w poście z ulubieńcami listopada, ale tutaj również nie mogło go zabraknąć bo go uwielbiam. Mimo iż jest to peeling (oczywiście delikatny) to może być stosowany codziennie, a także przez każdego, niezależnie od rodzaju cery. Ja używam go co drugi dzień, samodzielnie lub w połączeniu z jakimś żelem. W obu tych kombinacjach sprawdza się idealnie. Przede wszystkim świetnie oczyszcza, a także delikatnie złuszcza martwy naskórek. Po takim zabiegu skóra jest idealnie oczyszczona, matowa i niesamowicie gładka, a także gotowa na przyjęcie kremu nawilżającego. No i na tak przygotowanej skórze makijaż prezentuje i trzyma się znacznie lepiej ;) Zauważyłam też, że Daily Microfoliant ładnie wyrównuje koloryt skóry, co mi bardzo odpowiada ponieważ mam sporo przebarwień po, tak bardzo niechcianych, wypryskach.

Vichy,Capital Soleil SPF30, Emulsja Matująca - zdecydowanie mój ulubiony krem z filtrem i nie szukam innego. Jest lekki, nie bieli i szybko się wchłania pozostawiając skórę matową, i to nie tylko na chwilę, ale na długie godziny. Kosmetyk ten jest idealną bazą pod makijaż i myślę, że w pewnym stopniu przedłuża też jego trwałość. Jeśli chodzi o ochronę przeciwsłoneczną to tutaj również ten krem spisuje się idealnie. Stosowałam go już nie raz podczas urlopu i nigdy się nie zawiodłam.

Sylveco, Lipowy Płyn Micelarny - płyn ten poznałam dopiero pod koniec roku, ale bardzo się polubiliśmy i postanowiłam go tutaj pokazać. A za co najbardziej go lubię? Przede wszystkim za świetny, naturalny skład oraz jego delikatność. Płyn jest hipoalergiczny, nie uczula oraz nie podrażnia, ani skóry ani oczu. Dobrze radzi sobie z demakijażem, szczególnie twarzy, bez problemu zmywa podkład, puder, róż itd. Z oczami jest troszkę gorzej, tzn. też wszystko zmywa, czyli cienie , eyeliner i tusz, ale potrzebuje trochę więcej czasu. Po skończonym demakijażu twarz jest czysta, gładka i nawilżona, bez uczucia ściągnięcia czy lepkości.

Clarins, Liquid Bronze Self Tanning - czy macie tak, że nie stosujecie samoopalaczy ponieważ obawiacie się żółtego koloru, plam i nierównej opalenizny? Doskonale Was rozumiem, też kiedyś tak miałam. Jednak używając Liquid Bronze Self Tanning nie ma się czego obawiać. Kosmetyk daje piękny, złocisty kolor (po pierwszej aplikacji bardzo delikatny) jak po wakacjach pod palmami, nie zostawia smug ani plam, schodzi równomiernie i jest przede wszystkim łatwy w aplikacji. Wystarczy nałożyć odrobinę na wacik, rozprowadzić równomiernie na szyi i twarzy i gotowe. Aha, można stosować go zamiast kremu, pod krem, lub na krem, wszystko zależy od nas. No i nie zostawia charakterystycznego smrodku. Czego chcieć więcej?

Pat&Rub, Peeling do Ust - odkąd poznałam ten peeling do ust już się z nim nie rozstaję, dla mnie to totalne must have tak jak krem do twarzy. Jest niezastąpiony szczególnie przed nałożeniem jakiegoś mocniejszego koloru, ale nie tylko. Świetnie sprawdza się też wtedy gdy po prostu czuję, że moje usta potrzebują delikatnego złuszczenia. Wystarczy tylko chwila i suche skórki znikają, usta są miękkie, wygładzone, a także delikatnie nawilżone. Obecnie gości u mnie wersja różana, która jest fajna, ale super jest też ta pomarańczowa, no i bardzo smaczna. Bo może jeszcze nie wiecie, ale ten peeling jest jadalny! Mniam :p

Clarisonic, Mia 2 - ta szczoteczka soniczna odmieniła moją pielęgnację, a także moją skórę. Kiedyś używałam ściereczek muślinowych (oczywiście w połączeniu z żelem oczyszczającym) i wydawało mi się, że one wystarczająco dobrze oczyszczają moją skórę i ściągają z niej cały brud, jednak odkąd gości u mnie Mia2 wiem jak bardzo się myliłam. Dopiero teraz moja skóra jest naprawdę dobrze oczyszczona, a jeśli to dla Was mało to muszę Wam jeszcze powiedzieć napisać, że teraz znacznie rzadziej niż kiedyś wyskakują mi niespodzianki, no i moje wielgaśne pory zrobiły się dużo mniejsze. Zresztą czuje też, że skóra jest znacznie gładsza, a także przyjemnie jędrna. Nie wiem czy to na pewno zasługa Clarisonic, ale myślę, że tak.

Ulubieńcy roku 2014 w kategorii TWARZ I USTA których nie ma na zdjęciu:

Glam Glow, Supermud Clearing Treatment - pełna recenzja >klik<
GlamGlow, Youthmud, Tinglexfoliate Treatment - krótki opis >klik<
Origins, Drink Up Intensive Overnight Mask - krótki opis >klik<
Pat&Rub, Tonik Hipoalergiczny - krótki opis >klik<
Clinique, Clarifying Lotion 2/Dry Combination - pełna recenzja >klik<
Nuxe, Reve de Miel - krótki opis >klik<
Shiseido/Pureness, Deep Cleansing Foam - krótki opis >klik<
Shiseido Ibuki, Gentle Cleanser - pełna recenzja >klik<
REN, Glycolactic Radiance Reneval Mask - pełna recenzja >klik<
Yoskine, Mikrodermabrazja/Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - pełna recenzja >klik<
Clarins, One-Step Gentle Exfoliating Cleanser - pełna recenzja >klik<
Origins, Gin Zing, Refreshing Eye Cream - krótki opis >klik<


WŁOSY

Bumble&Bumble, Tonic Lotion - uwielbiam ten lotion! Kosmetyk ten m.in. stanowi podłoże dla środków dla stylizacji, ale też działa jak odżywka bez spłukiwania i za to najbardziej go lubię. Wystarczy tylko spryskać wilgotne włosy i gotowe. Kosmetyk ułatwia rozczesywanie, za co duży plus, a także odżywia, nawilża i wygładza nie obciążając przy tym włosów, za co chwała mu. Jednak to jeszcze nie koniec plusów, Tonic Lotion oprócz fajnego działania ma też fajny skład, w którym znajdziemy m.in. olejek z dzrewa herbacianego - działa antyseptycznie, mięta - reguluje produkcję sebum oraz wyciąg z rozmarynu - pobudza mieszki włosowe. Moje włosy i skóra głowy to uwielbiają ;)

Batiste, Dry Shampoo, Dark and Deep Brown - szampon Batiste poznałam dopiero w poprzednim roku i żałuję, że stało się to tak późno bo okazał się naprawdę świetny. Stosuję go nie tylko jako suchy szampon, ale czasem też jako kosmetyk zwiększający objętość i w obu przypadkach sprawdza się genialnie. Po jego zastosowaniu fryzura wygląda świeżo, włosy nabierają objętości, są puszyste i tak przez cały dzień. Wystarczy tylko miuta! Plusem jest też to, że wersja Dark and Deep Brown zawiera pigment, który nie bieli, a w przypadku odrostów delikatnie je maskuje. Jak dla mnie super.

Bumble&Bumble, Thickening Hairspray - moje włosy z natury są cienkie, ale są też ciężkie i śliskie co sprawia, że wiecznie są oklapnięte. Przerobiłam już wiele kosmetyków, lotionów i pianek, dodających objętości, ale to właśnie ten spray, póki co, okazał się dla moich włosów najlepszy. Świetnie odbija je od nasady, dodaje im objętości, sprawia że są sypkie i lekkie, a efekt ten utrzymuje się przez cały dzień, a nawet dłużej. Nie ma tutaj mowy o przetłuszczaniu czy przeciążaniu, za co duży plus. Plusem jest także piękny zapach i duża wydajność.

Kerastase, Elixir K Ultime - gdy tylko moje włosy potrzebują głębszego nawilżenia czy też wygładzenia lub po prostu ochrony, np. przed wysoką temperaturą zawsze sięgam po ten olejek. Jest rewelacyjny! Już po jednym użyciu nawilża, wygładza, dodaje blasku oraz miękkości, a przy regularnym stosowaniu zapobiega rozdwajaniu i puszeniu się włosów. W składzie kosmetyku znajdują się 4 luksusowe olejki: kukurydziany, arganowy, kameliowy oraz pracaxi i to właśnie one tak rewelacyjnie dbają o kondycję włosów, a przy tym ich nie obciążają. Olejek można stosować na mnóstwo sposobów, ja najczęściej stosuję go na wilgotne włosy i tak sprawdza się u mnie najlepiej. To jednak jeszcze nie koniec zalet. Kolejną jest przepiękny zapach, niestety nie utrzymuje się na włosach. A szkoda :(

Ulubieńcy roku 2014 w kategorii WŁOSY których nie ma na zdjęciu:

Seboradin, Niger, Szampon i Odżywka do włosów przetłuszczających się i skłonnych do wypadania- krótki opis >klik<
Phenome, Maska Oczyszczająca Maska do włosów- pełna recenzja >klik<
Origins, Clear Head, Mint Shampoo - krótki opis >klik<
Bumble and Bumble/Thickening, Dryspun Finish - pełna recenzja >klik<


CIAŁO

Pat&Rub, Olejek do Ciała - balsamy i masła do ciała Pat&Rub znam już od dawna, natomiast olejki poznałam dopiero w 2014 roku i muszę przyznać, że zdobyły moje serce. Są fajną alternatywą dla wyżej wymienionych kosmetyków. Świetnie nawilżają, odżywiają i wygładzają skórę, a przy okazji są szybkie i bardzo wygodne w użyciu. Wystarczy po kąpieli rozprowadzić niewielką ilość kosmetyku na skórze, delikatnie osuszyć się ręcznikiem i gotowe. Ja najchętniej sięgam po ten olejek gdy się spieszę. Po kąpieli nie muszę już marnować cennego czasu na aplikację balsamu czy tez martwić się, że nie włożę spodni przez tłustą warstwę, która została na skórze po użyciu masła. A tutaj wystarczy minuta i skóra jest nawilżona, a nie tłusta i bez problemu możemy wskoczyć w ciuchy.

Rituals, Shower Foam - moje wielkie odkrycie roku 2014 i wielka miłość. Mogłoby się wydawać, że to zwykły kosmetyk, ale tak nie jest. To żel, który pod wpływem wody zmienia się w gęstą, jedwabistą i otulająca piankę, która delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę pieszcząc przy tym zmysł węchu. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Pod względem zapachowym wygrywa u mnie Yogi Flow, ale wersja widoczna na zdjęciu - Hammam Delight - też jest super. Pachnie rozmarynem oraz eukaliptusem i szczególnie fajnie sprawdza się podczas porannego prysznica.

Pat&Rub, Masło do Ciała - co tu dużo pisać, już kilkukrotnie wspominałam na blogu, że uwielbiam te masła i nic się nie zmieniło. Zawsze muszę mieć choć jedno na swojej łazienkowej półce, wymieniam tylko wersje zapachowe w zależności od nastroju bądź pory roku. Odpowiada mi w nich wszystko. Zaczynając od opakowania, poprzez konsystencję, a kończąc na działaniu, które jest naprawdę świetne. Przy regularnym stosowaniu skóra jest odpowiednio nawilżona, odżywiona, zregenerowana, elastyczna oraz gładka i miękka. Jeżeli jeszcze go nie znacie to polecam ;)

Dove Natural Touch Dead Sea Minerals, Antyperspirant w Sztyfcie - długo szukałam antyperspirantu idealnego i chyba w końcu znalazłam. Jest on przede wszystkim bardzo delikatny i nie podrażnia wrażliwej skóry pod pachami, a wręcz ją koi i pielęgnuje, no i co najważniejsze zapewnia mi całodzienną ochronę. Na zapach też nie narzekam, jest ładny, delikatny, utrzymuje się cały dzień, ale nie gryzie z perfumami. Niestety jest też jeden minus, a mianowicie antyperspirant zostawia białe ślady na ubraniach, ale wybaczam mu to. Ważne, że działa.

Phenome, In-A-Minute Manicure Scrub - nie mam za dużego doświadczenia jeśli chodzi o peelingi do dłoni, ale miałam ich kilka i ten najbardziej przypadł mi do gustu. Ma gęstą konsystencję zawierająca kryształki cukru, które rozpuszczają się bardzo powoli i delikatnie, a zarazem skutecznie usuwają martwe komórki naskórka. Skóra dłoni po takim zabiegu jest dobrze oczyszczona, pobudzona do odnowy, a przy tym niezwykle gładka. Peeling pomaga też pozbyć się suchych skórek, a także pielęgnuje paznokcie. Dodatkową zaletą tego kosmetyku jest przyjemny zapach. Lubię.

The Body Shop, Hemp Hand Protector - powyżej był peeling to teraz czas na krem. A jest to (moim zdaniem) nie byle jaki krem, jak dla mnie jest najlepszy i to już od kilku lat! Zawsze, ale to zawsze ratuje moje dłonie gdy są w potrzebie. Dogłębnie nawilża, regeneruje, odżywia, niweluje szorstkość i koi jeśli są spierzchnięte. Robi po prostu to co trzeba. Jego zapach może nie zachęca do użytku, ale warto się przemóc. Ja tak się do niego przyzwyczaiłam, że już go nawet nie wyczuwam ;)

Ulubieńcy roku 2014 w kategorii CIAŁO których nie ma na zdjęciu:

Rituals, Fortune Oil - krótki opis >klik<
Rituals, Himalaya Scrub - pełna recenzja >klik<
REN, Maroccan Rose Otto, Balsam i Żel- pełna recenzja >klik<
Pat&Rub, Bogaty Balsam do stóp - krótki opis >klik<
Phenome, Ralaxing Massage Oil - pełna recenzja >klik<
Phenome, Inspiring Shower Foam - pełna recenzja >klik<
Sun Ozon, Samoopalacz w Sprayu do normalnej i ciemnej karnacji - krótki opis >klik<


Uff, mam nadzieję, że dotrwałyście do końca. Myślałam, że jest tego mniej, ale widzę, że uzbierało się tych kosmetyków całkiem sporo. Jednak, uwierzcie mi, wszystkie są naprawdę godne uwagi i musiały się tutaj znaleźć ;)

Znacie moich ulubieńców? A może któryś z kosmetyków wpadł Wam w oko i macie ochotę go przetestować? Koniecznie dajcie znać :)

2.9.14

Denko + wyrzutki - sierpień 2014

W sierpniu wypowiedziałam wojnę próbkom i postanowiłam je sukcesywnie zużywać. Oczywiście nazbierało się ich tyle, że nie byłam w stanie zużyć wszystkich, ale i tak uważam, że poszło mi całkiem nieźle. Gorzej natomiast poszło mi zużywanie pełnowymiarowych kosmetyków co zresztą widać na zdjęciach. Koniec marudzenia, zapraszam na kilka mini recenzji ;)


Garnier/Płyn Micelarny 3 w 1 - wiem, że wiele osób bardzo lubi ten płyn, ja uważam, że nie jest zły, ale nie jest rewelacyjny. Plusy to duża pojemnośc i niska cena oraz łagodność. Płyn nie podrażnia oczu ani mojej wrażliwej cery. Z makijażem twarzy radzi sobie całkiem dobrze, ale problem zaczyna się gdy chcę zmyć oczy. Używam praktycznie tylko tuszu i mam problem żeby go domyć, troszkę kiepsko.

Palette/Salon Colors 4-0 Średni Brąz - moja ulubiona farba, której używam regularnie. Pojawiała się kilka razy w denku i na peno jeszcze nie raz się pojawi. Z tego co zauważyłam to zmieniło się jej opakowanie, składu nie porównywałam, ale podejrzewam, że jest taki sam. Co do farby to rewelacyjnie kryje odrosty, nie podrażnia skalpu oraz nie wysusza włosów. Kolor jaki daje jest intensywny i troszkę ciemniejszy niż na opakowaniu, ale mi to nie przeszkadza.

Dove/Antyperspirant Original - nie jest to antyperspirant idealny, ale nie jest zły. Dla mnie dużym plusem jest zapach, który uwielbiam. Zaraz po aplikacji bardzo intensywny, na skórze wyczuwalny jest przez cały dzień, ale nie gryzie się z perfumami. Sam kosmetyk natomiast jest bardzo delikatny, nie podrażnia skóry, a wręcz ją pielęgnuję. Ochrona jaką daje jest całkiem niezła choć w większe upały czy przy dużym wysiłku fizycznym jest dla mnie za słaby, ale pewnie i tak jeszcze go kupię.


Seboradin/Balsam/Kuracja do włosów normalnych, ciemnych, farbowanych na ciemno - zwykła odżywka do włosów, która mnie nie zachwyciła. Ma lekką konsystencję, jest wydajna, nie obciąża włosów, ale niestety słabo nawilża, nie wygładza oraz nie ułatwia rozczesywania. Minusem jest też niezbyt przyjemny i dziwny zapach, który nie uprzyjemnia stosowania. Nie kupię ponownie.

The Body Shop/Almond Hand&Nail Cream - całkiem fajny krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania pozostawiając na dłoniach delikatny, otulający film ochronny. Przyjemnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę dłoni. Nie odpowiadał mi jedynie zapach, który kojarzył mi się z jakimś środkiem do czyszczenia mebli ;) Mała tubka okazała się całkiem wydajna i wystarczyła na długo. Nie kupię ponownie ze względu na zapach.

Yoskine/Mikrodermabrazja/Szafirowy Peeling Przeciwzmarszczkowy - ulubieniec! Peeling idealny, ale bardzo mocny, a więc nie dla każdego. Bardzo dobrze złuszcza martwy naskórek pozostawiając skórę rewelacyjnie gładką, miękką, oczyszczoną, zmatowioną i jaśniejszą. Świetnie oczyszcza też pory i delikatnie je obkurcza. Plusem jest też przyjemny zapach i duża wydajność. Pełna recenzja >klik<.


Wyrzutki:

Balm Balm/Face Balm (and more)/Rose Geranium - znacie to powiedzenie, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego? Tak jest właśnie w przypadku tego kremu. Można go używać do twarzy, ust, rąk, łokci, stóp itd. U mnie nie sprawdził się na żadnej części ciała. Sam krem konsystencją przypomina mi troszkę wazelinę wymieszaną z olejkami. Jest bardzo tłusty i po aplikacji nie wchłania się, a przynajmniej nie za szybko. Zapach też jest specyficzny i dziwny. Jestem na nie i prawie pół opakowania leci do kosza.

Avene/TriAcneal - fajny krem, o którym zapomniałam i jego data ważności minęła. Przy regularnym stosowaniu widziałam dużą poprawę w stanie swojej cery. Krem ją ładnie oczyścił, wygładził, rzadziej pojawiali się nieprzyjaciele, a strefa T mniej się przetłuszczała. Zdecydowanie lepiej prezentowały się też moje pory ;), które były czyściutkie i zmniejszone. Triacneal troszkę przesusza, ale krem nawilżający załatwia tą sprawę. Może jeszcze kiedyś kupię, obecnie nie mam problemów z cerą ;)


Na koniec próbki, których jak widzicie troszkę jest. Nie będę ich opisywała bo to nie ma sensu, za krótko wszystko stosowałam żeby wyrazić opinię choć kilka kosmetyków wywarło na mnie na prawdę duże wrażenie już po pierwszym użyciu. A mowa tutaj o maseczce GlamGlow - Thirstymud, Paście do Głębokiego Oczyszczania Twarzy - Ziaja z serii Liście Manuka, kremie Clarins - Multi Active Jour, kremie Sampar - So Much to Dew oraz kremie pod oczy Sensai - Moisture Supply Eye Cream. Ogólnie wszystkie kremy do twarzy, które zużyłam spisały się całkiem nieźle i przede wszystkim nie zapchały mojej kapryśnej cery. Rozczarowały mnie natomiast próbki kosmetyków John Frieda, o których czytałam dużo dobrego. Miałam ochotę przede wszystkim na szampon i odżywkę z serii Luxurious Volume, ale teraz wiem, że nie są to kosmetyki dla mnie.

 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl