Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bio IQ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bio IQ. Pokaż wszystkie posty

23.4.16

Zużycia w mini recenzjach

W ostatnim czasie udało mi się zużyć trochę kosmetyków, a tym samym zrobić nieco miejsca w łazience. Co prawda pustych opakowań uzbierało mi się więcej niż widzicie, ale tak to jest jak coś się położy w kilku miejscach to później się o tym zapomina... No nic, mimo wszystko zrobiło mi się lżej, a na półkach przejrzyściej choć muszę przyznać, że z niektórymi produktami rozstałam się ze smutkiem, a kilka z nich kupiłam już ponownie. W tej gromadce są też takie do których więcej nie wrócę, ale o tym poniżej. Herbata/woda/kawa/kakao/wino :) w dłoń i zapraszam do czytania.




Tołpa, SPA Eco, Aksamitny Krem-Mus pod prysznic i do kąpieli - ultra delikatny produkt o pięknym orzeźwiającym zapachu. W konsystencji przypomina trochę krem, doskonale oczyszcza i odświeża nie naruszając przy tym bariery ochronnej. Pozwala się zrelaksować, ponadto jest wydajny i godny wypróbowania.

Alba, Galeniczny Płyn do ciała i higieny intymnej - czyli  gęsty produkt o roślinno-ziołowym aromacie. Łagodny i wielofunkcyjny. Ja najczęściej stosowałam go do higieny intymnej i w tej roli sprawdza się fantastycznie. Nie podrażnia, doskonale oczyszcza, odświeża i łagodzi podrażnienia. W roli żelu pod prysznic również nie mam mu nic do zarzucenia. Chętnie kupię ponownie!

Loccitane, Żel pod prysznic Vanille&Narcisse - na początku kupił mnie mocnym, nieco słodkim zapachem, który po pewnym czasie zaczął mnie drażnić. Sam żel jest natomiast w porządku. Doskonale oczyszcza, nie przesusza skóry pozostawiając ją gładką, elastyczna i pachnącą. Wydajność na plus, niestety opakowanie jest denerwujące, a szczególnie aplikator. 

Rituals, Pianka pod prysznic Happy Buddha - zdecydowanie mój jeden z ulubionych produktów marki, a zapach przebija wszystko! Jedwabista konsystencja delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę, a pomarańczowo-cedrowy zapach pieści zmysły. W efekcie umysł jest zrelaksowany, a skóra odświeżona, ale nie przesuszona. No bajka. Plus za ogromną wydajność i możliwość uzycia kosmetyku jako pianki do golenia <3

Yope, Mydło w płynie Vanilia Cynamon - uwielbiam te mydła i zużywam z namiętnością! Wydajne, łagodne, doskonale oczyszczają skórę dłoni nie wysuszając jej przy tym, za co ogromny plus! Do tego dorzucić trzeba świetny skład, piękny zapach i ładne opakowanie. No lubię i już.

Fitomed, Tonik nawilżający - niedrogi i naprawdę fajny tonik, które zachwycił mnie nie tylko całkiem niezłym składem, przyjemnym zapachem, ale też działaniem. Świetnie odświeża, tonizuje, łagodzi podrażnienia, a także nawilża pozostawiając skórę miękką, ukojoną i elastyczną bez uczucia napięcia czy oblepienia. Polecam.

Phenome, Krem do rąk Anti - Aging - mój ogromy ulubieniec. Charakteryzuje się lekką konsystencją i pięknym, cukrowym zapachem. Mimo swej lekkości naprawdę fantastycznie pielęgnuje, odżywia, zmiękcza, wygładza i nawilża wchłaniając się przy tym w mgnieniu oka. Co więcej, ma też bajeczny skład i jest nieziemsko wydajny! 

Bumble&Bumble, Thickening Conditioner - zużyłam i tyle. Nie zachwyciła mnie niczym bo mam wrażenie, że nie robi nic. Na pewno nie obciąża, ale też nie nawilża, może dodawała trochę objętości, ale efekt był naprawdę znikomy. Zapach ma przyjemny, a wydajność ogromną jednak ja jestem na nie. Nie za tę cenę...

Pat&Rub, Peeling Wyszczuplanie i Ujędrnianie - lubię od czasu do czasu do niego wracać, a raczej lubiłam. Za zadanie ma usuwać warstwę rogową naskórka i pobudzać krążenie i robi to, jednak niezbyt spektakularnie. Konsystencja jest tu rzadka, a ilość drobin niewielka. To raczej taki zdzierak to codziennego, delikatnego złuszczania, ale ja od tego mam szczotkę, która robi to znacznie lepiej no i nie muszę już za nią płacić :) Same rozumiecie.
PS. Tutaj post o szczotkach >klik<, a tu >klik< o samym szczotkowaniu.


Antipodes, Aura Manuka Honey Mask - bardzo przyjemna odżywczo-oczyszczająca maska po którą chętnie sięgałam szczególnie zimą. W łagodny sposób oczyszcza, ale nie tylko! Dzięki zawartości miodu manuka działa przeciwbakteryjnie, a także nawilżająco. W efekcie, po jej zastosowaniu, skóra odzyskuje prawidłowy poziom nawilżenia, jest jędrna, rozjaśniona i promienna, a wszystkie wypryski są wyciszone i szybciej się goją. Co więcej, naturalny, mandarynkowo-waniliowy zapach relaksuje i wycisza, a sama maska ma świetny skład i jest bardzo wydajna. 

Kiehl's, Midnight Recovery Eye - fajny, ale bez fajerwerków. Liczyłam, że usunie moje cienie pod oczami (ale czy cokolwiek jest w stanie je usunać?) i na początku coś tam rozjaśniał lecz później nie widziałam tego efektu wow. Ogólnie bardzo łagodny, lekki, szybko się wchłania i naprawdę nieźle nawilża, sprawiając, że skóra jest elastyczna, wygładzona, a zmarszczki mimiczne mniej widoczne. Wydajność i zapach na plus!

Pat&Rub, Krem pod oczy - bardzo lekki, a zarazem odżywczy krem. Naprawdę nieźle nawilża, uelastycznia, zapewnia uczucie komfortu, a do tego jest bardzo łagodny, nie powoduje podrażnień, szybko się wchłania i jest świetną bazą pod korektor czy ogólnie makijaż. Co więcej, ma świetny, naturalny skład i jest mega wydajny. Bć może jeszcze do niego wrócę choć nie jest moim nr. 1.

Sylveco, Ziołowy Płyn do płukania jamy ustnej - uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam. Przede wszystkim za świetny, naturalny skład bogaty w ziołowe ekstrakty, a także genialne działanie. Szybko i skutecznie oczyszcza z resztek pokarmowych, odświeża oddech, a przy tym nie podrażnia błony śluzowej i pozwala utrzymać prawidłowe pH. Do tego jest wydajny i niedrogi oraz zdecydowanie lepszy od płynów drogeryjnych.

L'oreal, Falshe Lash Superstar - całkiem niezła maskara z dodatkowym serum, które dodaje objętości, podkręca i niesamowicie wydłuża. Sam tusz natomiast dokładnie pokrywa rzęsy, przyciemniając je i nadając spojrzeniu wyrazistości. Nic się nie rozmazuje, nie osypuje itd., tusz trwa na rzęsach cały dzień i bez problemu daje się usunąć przy pomocy płynu micelarnego. Szczoteczka natomiast jest silikonowa, wygodna i precyzyjna. Warto zwrócić na niego uwagę.

Organique, Pianka pod Prysznic Milk - moja miłość! Ta pianka jest delikatna jak puch, a jej zapach tak niesamowity, że nie da się go opisać. W ultra delikatny sposób oczyszcza skórę, odświeża ją, a zawartość gliceryny, oczywiście organicznej, sprawia, że  po umyciu jest ona nawilżona, ukojona, miękka, a uczucie ściągnięcia czy pieczenia przechodzi w niepamięć. Dorzucić do tego trzeba sporą wydajność i niezwykłe umilenie kąpieli i mamy kosmetyk idealny. W użyciu jest już kolejne opakowanie. Cudo!

John Masters Organics,  Szampon i Mgiełka z serii Scalp - bardzo fajny duet. Szampon w łagodny acz skuteczny sposób oczyszcza, nie podrażniając przy tym skóry głowy. Doskonale odświeża, dodaje włosom blasku i objętości, świetnie też reguluje wydzielanie sebum przedłużając tym samym czystość naszej czupryny. Zapach jest tu ładny, ziołowo-roślinny, a sam szampon dobrze się pieni i jest bardzo wydajny. Sprej za zadanie ma wzmacniać cebulki i pobudzać wzrost włosów, po tym małym opakowaniu trudno mi powiedzieć czy aby na pewno to robi. Wiem natomiast, że nie obciąża, odbija włosy od nasady, łagodzi podrażnienia, a wygodny aplikator ułatwia aplikację. Składy oczywiście są tu nienaganne, a ładne,stylizowane na apteczne opakowania cieszą oko! Cóż więcej mogę napisać, mam ochotę na pełnowymiarowe opakowania <3

Bio IQ, Woda micelarna - łagodna, z cudownym składem i naprawdę dobra. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę oraz oczy z makijażu i innych zanieczyszczeń  nie pozostawiając uczucia lepkości czy tłustości. Skóra jest gładka, czysta i gotowa na dalsze zabiegi. Świetnie sprawdza się też w roli toniku, odświeża i delikatnie napina. Więcej o tu >klik<.

MAC, Waterproof Brow Set - kolejny ogromny ulubieniec czyli wodoodporny tusz do brwi. I faktycznie, jest bardzo trwały, nie ściera się, w szybki sposób pomaga podkreślić i zdefiniować brwi, optycznie je zagęszczając i przyciemniając. Plusem jest tu też wygodny, mały i precyzyjny aplikator oraz kilka kolorów do wyboru. To już moje nie wiem które opakowanie i na pewno będą kolejne.

The Body Shop, Hemp Hand Protector - pojawiał się juz w denku kilkukrotnie i myślę, że pojawi się jeszcze nie raz. No co zrobić, dla mnie najlepszy, choć w ulubieńcach marca pisałam o czymś równie dobrym >klik<. Wracając jednak do niego... Gęsty, treściwy, odżywczy. Potrafi doprowadzić suche, spierzchnięte dłonie do porządku już po pierwszym użyciu. Nie wchłania się tak odrazu, szczególnie jeśli nałożymy go trochę więcej, ale to nic bo działanie to wynagradza. Skóra odzyskuje miękkość, staje się elastyczna, gładka i nawilżona, a podrażnienia zostają złagodzone. Minusem jest zapach jednak można się przyzwyczaić. 

Decleor,  Shine Control Oxygenating Fluid - lekki krem przeznaczony do pielęgnacji cery tłustej oraz mieszanej. Przyjemnie pachnie, szybko się wchłania, stanowi idealną bazę pod makijaż i naprawdę nieźle pielęgnuje. Dobrze nawilża, zmiękcza i uelastycznia, do tego jest łagodny, nie powoduje podrażnień i nadmiernego przetłuszczania cery, nie obciąża ani nie zapycha. U mnie sprawdził się bardzo fajnie i pewnie kiedyś skuszę się na całą tubkę.

Skin&Tonic, Steam Clean - czyli oczyszczający balsam pielęgnacyjny. Co tu dużo pisać, genialny! Gęsty, o nieco oleistej konsystencji, szybko i skutecznie rozpuszcza resztki makijażu i inne zanieczyszczenia z powierzchni skóry pozostawiając ją doskonale oczyszczoną , a jednocześnie elastyczną, nawilżoną i gładką. Dodatek olejków z eukaliptusa i mięty dodatkowo potęguje uczucie dogłębnego odświeżenia, relaksuje i zapewnia przyjemne doznania. Miałam tylko mały słoiczek, ale kosmetyk jest niesamowicie wydajny i wystarczył na kilka o ile nie kilkanaście użyć. Na poważnie rozważam zakup pełnowymiarowego opakowania.

Clinique, Chybby Stick w kolorze Two Ton Tomato - lubię za wszystko. Zaczynając od łatwej, bezproblemowej aplikacji niewymagającej użycia lusterka  poprzez delikatny, niewymuszony efekt na ustach, a kończąc na soczystym odcieniu czerwieni, który wpada nieco w koral. Wystarczy jedno pociągniecie aby usta były pokryte kolorem, a twarz zyskała wyrazu. Dorzucając do tego dużą wydajność i delikatne nawilżenie mamy produkt prawie idealny! Prawie bo trwałość nie jest tu najlepsza, ale mi to nie przeszkadza. Kolejna sztuka jest już w użyciu.

No to teraz dajcie znać czy któryś produkt Was zainteresował i macie ochotę na jego zakup? :)

19.4.16

Marka, którą trzeba znać: BIO IQ

Po dłuższej ciszy spowodowanej wyjazdem do Norwegii wracam do Was z nowym postem. Dzisiaj kilka słów o fajnych,  naturalnych no i przede wszystkim polskich produktach. Nie często zdarza się, że kosmetyki zachwycają mnie już po pierwszym użyciu, a w tym przypadku tak właśnie było! Nie chciała jednak spieszyć się z recenzją, przetestowałam wszystko na spokojnie i w końcu śmiało mogę przedstawić Wam swoją opinię. Najpierw jednak wspomnę jeszcze tylko krótko o samej marce: Bio IQ to, jak już wiecie, polska marka, jej założycielką jest Diana Sadłowska, miłośniczka zdrowego stylu życia, aktywnego spędzania czasu oraz obcowania z naturą. Pasję tę przelała na swoje produkty, które to  komponowane są w 90 - 99,9% ze składników naturalnych, zawierają roślinne ekstrakty pozyskiwane w oparciu o rygory organizacji certyfikujących, nie są testowane na zwierzętach, a także śmiało mogą być stosowane przez wegetarian czy wegan. Co więcej, każdy z produktów BIO IQ posiada certyfikat Ecocert i Cosmebio, dzięki czemu możemy mieć pewność, że kosmetyki produkowane przez markę są w pełni naturalne i bezpieczne zarówno dla nas jak i naszej skóry. Polecam Wam zajrzeć tu oraz tu i poczytać więcej zarówno o marce jak i założycielce (niezwykle inspirująca osoba!). A teraz czas na recenzje ;)



Woda Micelarna - niezwykle łagodna, skuteczna i odświeżająca. Oparta została na wodzie kwiatowej z róży damasceńskiej, ekstrakcie z oczaru wirginijskiego, owoców dzikiej róży i żurawiny. Szybko i skutecznie pozwala usunąć ze skóry oraz oczu makijaż (nie testowałam na wodoodpornym) oraz wszelkie zanieczyszczenia dając uczucie odświeżenia i ukojenia. Nie ma tu mowy o podrażnionych oczach czy zaczerwienionej skórze. Produkt nie pieni się, nie pozostawia uczucia lepkości i ma delikatny, neutralny zapach. Świetnie też sprawdza się jako tonik, łagodzi podrażnienia, nawilża i delikatnie napina skórę.

Odżywczy krem na dzień - rzeczywiście odżywczy, a przy tym niesamowicie lekki! Błyskawicznie  się wchłania pozostawiając na skórze jedynie delikatny, przyjemnie otulający film, którzy zapewnia komfort, a przy tym jest idealną bazą pod podkład. Nic się na nim nie roluje, krem nie przyspiesza przetłuszczania skóry i mam wrażenie, że sprawdzi się u każdego. W jego składzie znajdziemy m.in kwas hialuronowy, oczar wirginijski, koper morski, bobrek trójlistny, olej sezamowy oraz ekstrakt z liści aloesu, ta mieszanka sprawia, że krem nie tylko fantastycznie nawilża, zmiękcza i zapobiega utracie wody, ale też poprawia elastyczność, koi podrażnienia, ujednolica koloryt i spłyca drobne linie. Na mojej mieszanej w kierunku suchej cerze sprawdza się więcej niż fantastycznie, a jego delikatny, kwiatowy zapach uzależnia i relaksuje. Ponadto krem ten jest niesamowicie wydajny! I mimo iż przeznaczony jest na dzień mi zdarza się aplikować go również na noc. Chyba nie muszę wspominać, że rano skóra jest elastyczna, świeża i promienna? Tak właśnie jest ;)



Krem do rąk - prawdziwa bomba witaminowa dla skóry dłoni. Masło Shea - utrzymuje wodę w komórkach skóry i opóźnia procesy starzenia, ekstrakt z liści aloesu - działa ochronnie, nawilżająco i osłaniająco, olej z nasion słonecznika - zmiękcza i regeneruje, a skwalen - obudowuje naturalny płaszcz lipidowy, odżywia, koi i zmiękcza. W efekcie, po zastosowaniu kremu, nawet najbardziej przesuszone dłonie szybko odzyskują miękkość, są nawilżone i zregenerowane. Skóra staje się gładka, jaśniejsza, jest odżywiona, a podrażnienia zostają złagodzone. Co więcej, przy regularnym stosowaniu już gołym okiem można zauważyć wzmocnienie paznokci i ich ogólną poprawę. Ja od zawsze walczę z przesuszonymi dłońmi, a już szczególnie gdy jestem w Norwegii, gdzie niskie temperatury i zimny wiatr są na porządku dziennym, krem ten pomaga mi je odżywić, wygładzić i zregenerować, a przy tym dobrze się wchłania i pozwala natychmiast wrócić do codziennych czynności bez pozostawiania tłustych śladów. No genialny. A zapach? Oczywiście bardzo delikatny i naturalny.


Serum pod oczy - naturalne cudo zamknięte w małej buteleczce! Nawilża, odżywia, wygładza, regeneruje, uelastycznia, spłyca drobne zmarszczki, koi, działa ochronnie i niweluje obrzęki, a to jeszcze nie wszystko. Dzięki zawartości wyciągów z czarnego bzu, bławatka i aloesu działa antyoksydacyjnie, wspomaga naturalne procesy regeneracji skóry i aktywizuje mechanizmy odpornościowe. Moim zdaniem fantastycznie sprawdzi się u każdego. W przypadku mało wymagającej skóry może być stosowane solo, u osób starszych wspaniale wzmocni działanie kremu pod oczy. Ja jestem nim zachwycona, stosuję je regularnie i nie chcę żeby się skończyło, a wydajne jest bardzo! Konsystencja, jak to w serum, jest lekka, niesamowicie szybko się wchłania i już po chwili pozwala na aplikację kolejnych produktów. Uwielbiam <3

2w1 Szampon do włosów i ciała - czyli gęsty, przezroczysty żel o neutralnym zapachu. Zazwyczaj unikam produktów dwa w jednym, ale ten jest fantastyczny i naprawdę się z nim polubiłam. Niezwykle wszechstronny, świetny zarówno do oczyszczania ciała, skóry twarzy, włosów czy też  do higieny intymnej. Wypróbowałam go na wszystkie sposoby i mnie nie zawiódł. Niesamowicie delikatny i skuteczny, jak na produkt naturalny naprawdę dobrze się pieni, doskonale oczyszcza, pozostawia uczucie odświeżenia, a jednocześnie nie narusza warstwy hydrolipidowej pozostawiając skórę miękka, elastyczną i nawilżoną. Doskonale spisuje się też jeżeli chodzi o włosy i skalp. Łagodzi podrażnienia, pomaga zredukować przetłuszczanie, dodaje blasku i objętości, a także odżywia i wygładza, a to tylko kilka z efektów jego działania. Koniecznie wypróbujcie, a nie pożałujecie! Obiecuje :)


Reasumując, wszystkie przetestowane przeze mnie produkty są fantastyczne, mają fantastyczne składy, przyjemne, naturalne zapachy i jeszcze lepsze działanie. Wydajność oraz przystępne ceny również zaliczam na plus. Obojętnie nie mogę przejść też obok faktu, że wszystkie posiadają certyfikaty oraz są polskie. Naprawde nie mam  do czego się przyczepić i serdecznie polecam Wam tę piątkę choć wierzę, że wszystkie proukty BIO IQ są świetne.

Kto zna tę markę, a  kto z Was ma ochotę poznać? Który produkt szczególnie Was zainteresował? Dajcie znać! :)

3.4.16

Ulubieńcy - marzec 2016

Niedawno wróciłam z długiego spaceru, objadam się ptysiem, piszę ten post i tak sobie myślę, że sporo tych ulubieńców, ale nie mogło być inaczej. Po wszystkie te kosmetyki sięgałam w marcu z ogromną przyjemnością i z ręką na sercu mogę polecić je dalej. Jeśli jesteście ciekawe co w nich takiego super zapraszam do czytania! ;)


Phenome, Non-drying Cleansing Foam - o tej piance pisałam już tu >klik< i tu >klik< więc nie będę sie rozpisywała. Napiszę tyle - jest fantastyczna! Delikatna, skuteczna, nie podrażnia, łagodnie, ale skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę odświeżoną, czystą, przyjemnie napiętą i promienną. Idealna szczególnie do porannego oczyszczania, ale i wieczorem się sprawdzi. Skład, jak to u Phenome bajeczny!, a wydajność przeogromna. Stosowanie jej to czysta przyjemność, i to na serio <3

Bio IQ, Serum pod Oczy - stosuję je już kilka dobrych tygodni, a w marcu sięgałam po nie codziennie i muszę Wam napisać, że czyni cuda! Fantastycznie odżywia i nawilża skórę pod oczami, wygładza drobne linie, napina, przywraca elastyczność i regeneruje, a tym samym jest mega łagodne i nie powoduje podrażnień, a wręcz je łagodzi. Wszystko to zasługa fantastycznego, naturalnego i genialnie skomponowanego składu, w którym znajdziemy m.in.: czarny bez, oleje z nasion jojoby i słonecznika, kwiat chabra bławatka i ekstrakt z liści aloesu. Mieszanka ta sprawia, że serum nie tylko doskonale odżywia, ale działa też przeciwzmarszczkowo i antyoksydacyjnie. Co więcej, jest lekkie, szybko się wchłania i nawilża tek dobrze, że czasem pomijam już stosowanie kremu pod oczy.  Gorąco polecam! I przypominam, że Bio IQ to polska marka ;)



Kiko, Ultra Tech Mascara- to mój pierwszy kosmetyk marki, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył (Daria jeszcze raz dzięki za prezent!). Moje rzęsy są ostatnio w kiepskim stanie, inne tusze nie dawały mi spektakularnego efektu, ha nie dawały mi żadnego efektu, a tu sprawa ma się zupełnie inaczej. Tusz fantastycznie i wydłuża, i podkręca, i zagęszcza, dodaje też spojrzeniu wyrazistości, jest trwały, nie osypuje się i nie usztywnia rzęs, są one przez cały czas sprężyste. W zależności od ilości nałożonych warstw możemy uzyskać zarówno delikatny jak i mocniejszy look. Szczoteczka jest silikonowa, nieduża i bardzo precyzyjna, ładnie rozczesuje rzęsy i otula je sprawiając że każdy, nawet najmniejszy włosek pokryty jest maskarą. Jak już wspomniałam wyżej, tusz jest bardzo trwały, a z drugiej strony bez problemu daje się usunąć płynem do demakijażu. Naprawdę fajny produkt.

Fnug, Lakier Like Lolita - kupiłam go w ciemno i gdy tylko otworzyłam paczkę przeraziłam się "taki jaskrawy?", a teraz jest to najczęściej stosowany przeze mnie lakier, a w tym odcieniu ciepłej, wpadającej w koral czerwieni jestem wręcz zakochana! Jest niezwykle energetyzująca, pobudza i idealnie pasuje do wiosennych stylizacji, natomiast w ponure dni przywołuje na myśl słońce i przypomina, że trzeba cieszyć się życiem. Duży plus należy się też za idealną konsystencję oraz precyzyjny pędzelek, którym szybko i sprawnie pokryjemy płytkę. Ponadto lakier jest trwały, a jego formuła zawiera odżywcze proteiny, krzemionkę, delikatny kawior oraz witaminy A, D, E i B, które to wzmacniają paznokcie sprawiając, że  z dnia na dzień stają się mocniejsze. Nie wiem jak Wy, ale ja mam chęć na inne kolory ;)



Collistar, Anti-Water Tallaso Scrub - peeling idealny! Doskonale złuszcza martwy naskórek, pobudza krążenie, ujędrnia, nawilża oraz relaksuje zapachem. Mieszanka soli i cukru nie rozpuszcza się od razu pod wpływem wody co pozwala wykonać masaż złuszczający, drobinki doskonale wygładzają skórę natomiast olejki zawarte w peelingu doskonale odżywiają i regenerują pozostawiając ją miękka, elastyczną i pięknie pachnącą. Nawilżenie jest tak dobre, że nie ma już potrzeby użycia balsamu, a efekt gładkiej, jędrnej skóry utrzymuje się kilka dni. Natomiast sam kosmetyk jest mega wydajny i mam wrażenie, że nie ma dna. Więcej przeczytacie o tu >klik<.

John Masters Organics Scalp, Szampon Mięta&Wiązówka Błotna - bardzo pozytywnie mnie zaskoczył już od pierwszego zastosowania i choć mam tylko małe opakowanie to sam szampon jest tak wydajny, że mimo kilku użyć (myje głowę zawsze dwa razy) wciąż mam jeszcze ponad 1/3 buteleczki. Jak na produkt organiczny bardzo dobrze się pieni, szczególnie przy drugim myciu, jest gęsty, pięknie, roślinnie pachnie i co najważniejsze dobrze oczyszcza i działa tak jak obiecuje producent. Łagodzi podrażnienia skóry głowy, redukuje swędzenie, odświeża, ogranicza wydzielanie sebum tym samym przedłuża świeżość włosów, a także sprawia, że są one sypkie, błyszczące, pogrubione i pełne objętości. Ja jestem zachwycona i mam chęć na duże opakowanie. Jeśli macie problemy ze skalpem oraz przetłuszczającymi się i wypadającymi włosami  koniecznie go wypróbujcie!


Clinique, Pop Lip Colour, Poppy Pop - kremowa konsystencja, niewiarygodna trwałość, fantastyczny odcień i piękne, minimalistyczne opakowanie to tylko kilka zalet tej pomadki. Jest idealna! Już za jednym pociągnięciem dokładnie pokrywa usta kolorem, delikatnie je nawilża, a kolor Poppy Pop czyli koralowa czerwień dodaje ustom, i nie tylko ;), wyrazistości, fantastycznie odświeża cerę, dodaje blasku i sprawia, że nie sposób przejść niezauważoną. Ja na co dzień najczęściej delikatnie ją wklepuję dla uzyskania naturalnego efektu, natomiast wieczorem idę na całość i dokładnie pokrywam nią wargi. W obu wersjach prezentuje się fenomenalnie i tak samo dobrze się trzyma <3 Aaa, no i tworzy świetny duet z wyżej opisanym lakierem Fnug!

Institut Karite, Shea Hand Cream - moje dłonie są wiecznie przesuszone, dobry krem do rąk to dla mnie podstawa, do tej pory moim ulubieńcem był produkt The body Shop, a mowa tu Hemp Hand Protection. Byłam zachwycona jego właściwościami odżywczymi i regenerującymi, niestety zapach pozostawiał wiele do życzenia, tutaj natomiast dostajemy i genialne działanie i przepiękny zapach! Krem opracowany jest na bazie masła Shea, jego konsystencja jest gęsta i treściwa, mimo to dobrze się wchłania otulając skórę dłoni nietłustym filmem ochronnym. Wystarczy chwila aby odczuć jego dobroczynne działanie. Skóra natychmiast staje się miękka, jest wygładzona, krem przynosi ukojenie, regeneruje i długotrwale nawilża. Ja stosuję go głównie na noc, ale i w ciągu dnia często po niego sięgam. A ten zapach, cudo! Liliowy, naturalny i odurzający. Tu pisałam o wersji różanej >klik<, równie genialna. Szukajcie tego cuda w TK Maxx.



John Masters Organics, Odżywka Cytrus&Gorzka Pomarańcza - kolejny produkt JMO w tym zestawieniu, który mnie oczarował. Tym razem mowa o gęstej odżywce przeznaczonej do każdego typu włosów, nawet cienkich, a moje takie właśnie są.  Kosmetyk ma idealną konsystencję, nie spływa z włosów, a zastosowany po myciu głowy na 2-3 minuty działa jak dobra maska! Naturalne olejki roślinne wypełniają włókno włosa, proteiny i witaminy przywracają im sprężystość, natomiast AcetamidMEA pozawala zachować stały poziom nawilżenia, nie tylko włosów, ale też skóry głowy. W efekcie włosy są dociążone, ale nie obciążone, gładkie, puszyste, miękkie i niesamowicie błyszczące. Zapach natomiast jest tu bardzo łagodny, cytrusowy i delikatnie wyczuwalny na włosach. Już wiem skąd te wszystkie zachwyty pod jej adresem. Doskonała!

Nuxe, Balsam do Ust Reve de Miel - ulubiony od dawien dawna, w marcu wrócił do łask i po raz kolejny udowodnił, że jest najlepszy! Opracowany na bazie miodu i dobroczynnych olejków, gęsty, odżywczy, nałożony na usta otula je, koi, przynosi ulgę, natychmiastowo regeneruje i doskonale nawilża. Ja zazwyczaj nakładam go na noc, a rano ciesze się nawilżonymi, gładkimi wargami gotowymi na nałożenie kolorowych preparatów. Świetnie też sprawdza się jako baza pod wysuszające pomadki, ale pod warunkiem, że nałożymy bardzo cienką warstwę. Co tu dużo mówić, trzeba go wypróbować żeby się przekonać o jego fenomenalnym działaniu, o!



Wyszedł taseimiec, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;) No to teraz dajcie znać czy coś Was zainteresowało z tej gromadki? :)

28.2.16

Ulubieńcy - luty 2016

Luty mimo okropnej, ponurej pogody minął mi niezwykle przyjemnie, głównie na spotkaniach ze znajomymi, a wszystko to wśród głośnych śmiechów i  przy dobrym jedzeniu. Żyć, nie umierać ;) Spotkało mnie też kilka miłych niespodzianek więc, aż szkoda, że miesiąc ten już się kończy. Ale kto wie, może marzec okaże się jeszcze fajniejszy? :) Wracając do ulubieńców muszę przyznać, że miałam nie lada problem aby ich wybrać, ale po dłuższych namysłach wyłoniłam tych naj naj naj. A jakie kosmetyki się wśród nich znalazły? Same zobaczcie ;)



Clinique, Chubby Stick- mam ją już od dawna, ale dopiero w tym miesiącu się "zaprzyjaźniłyśmy" i sięgałam po nią prawie, że codziennie. Niezwykle łatwa w aplikacji, już przy pierwszym pociągnięciu pokrywa usta półprzezroczystym kolorem i zapewnia wargom delikatne nawilżenie. Usta stają się gładkie, delikatnie pobłyskują, są nawilżone, a kolor, który stosuję - Two Ton Tomato czyli soczysta, jaskrawa czerwień sprawia, że twarz wygląda promienniej, młodziej i jakoś tak ładniej :) 

Bio IQ, Body&Hair - nie przepadam za produktami 2w1, ale ten jest zupełnie inny. Całkowicie naturalny, z cudownym składem, do tego łagodny i bezpieczny także dla kobiet w ciąży. W delikatny sposób oczyszcza skórę nie naruszając jej warstwy hydrolipidowej, odświeża i wygładza, ale to dopiero jako szampon spisuję się naprawdę genialnie. Jak na produkt naturalny świetnie się pieni, doskonale oczyszcza, a co najważniejsze nie obciąża włosów, a wręcz sprawia, że po jego użycia staja się puszyste, miękkie, odżywione i gładkie, przedłuża też ich świeżość, a także fantastycznie wpływa na skalp. Nawilża go, koi i łagodzi podrażnienia. Uwierzcie mi, wiem co mówię bo mój był ostatnio mocno podrażniony farbą do włosów, żel Bio IQ  już po pierwszym użyciu złagodził wszystkie objawy, a ja odetchnęłam z ulgą.

Aesop, Resolute Hydrating Body Balm - uwielbiam balsamy marki Aesop, ten z kolendrą mam po raz pierwszy, ale swym fantastycznym działaniem udowodnił, że nie jest wcale gorszy od pozostałych nawilżaczy marki. Lekka konsystencja wchłania się niemalże natychmiast, otulając skórę jedynie delikatna warstwą ochronną oraz wspaniałym, roślinno-korzennym zapachem. Natomiast mieszanka takich składników jak witamina E, olejki z kiełków pszenicy i słodkich migdałów oraz masło Shea sprawia, że balsam nie tylko nawilża, odżywia i zmiękcza, ale tez wygładza, ujędrnia i koi wszelkie podrażnienia. Przy regularnym stosowaniu nawilżenie utrzymuje się prze całą dobę, a a skóra z dnia na dzień jest coraz bardziej napięta i elastyczna i to na serio! Uwielbiam. 




Organique, Creamy Whip, Milk - czyli pianka pod prysznic o jedwabistej konsystencji. Niezwykle delikatna, z zawartością gliceryny roślinnej, przyjemnie sunie po skórze łagodnie ją oczyszczając. Nie podrażnia, nie wysusza pozostawiając skórę niesamowicie gładką i miękką. Zapach, który posiadam pachnie delikatnością i czystością.  Ja jestem od niego uzależniona, zresztą od tej pianki też. Koniecznie wypróbujcie! 

Trilogy, Certified Organic Rosehip Oil - ten czysty, naturalny, różany olejek przeznaczony jest do każdego rodzaju cery i jest małym cudotwórcą. Bogaty w witaminę C oraz kwasy omega 3,6 i 9 działa silnie antyoksydacyjnie spowalniając procesy starzenia, chroni skórę przed wolnymi rodnikami, ponadto mocno nawilża, zmniejsza zmarszczki, wygładza i rozjaśnia. Na mojej mieszanej w kierunku suchej cerze sprawdza się więcej niż świetnie. Reguluje wydzielanie sebum, doskonale odżywia, zmiękcza i uelastycznia. Co więcej, szybko się wchłania,  nie podrażnia, nie obciąża ani nie zapycha skóry. Ja stosuję go też na szyję i tutaj również odnotowałam wzrost nawilżenia oraz delikatne spłycenie zmarszczek. Na koniec dodam tylko, że olejek ten stosują takie osoby jak: Kate Middleton, Gwyneth Paltrow, Vicotria Beckham i Miranda Kerr. Czy trzeba dodawać coś więcej? :)

Frank Body, Creamy Face Scrub  - fantastyczny! Niby delikatny, ale jednak mocny. W składzie zawiera świeżo paloną i mieloną kawę, białą glinkę, olejek z dzikiej róży oraz oleje z kokosa, migdała oraz pestek winogron. Nie tylko doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładzając i rozjaśniając skórę, ale działa też oczyszczająca, antybakteryjnie, odżywczo, stymuluje krążenie, usuwa toksyny, pomaga w gojeniu ran i długo by jeszcze wymieniać. Myślę, że świetnie sprawdzi się u każdego od suchej po trądzikową cerę. Efekty jego działania są rewelacyjne, a kawowy zapach bardzo uprzyjemnia stosowanie. Polecam!


Zaciekawiło Was coś? A może znacie moich ulubieńców? Jakie kosmetyki Was zachwyciły w lutym? Dajcie znać :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl