Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trilogy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trilogy. Pokaż wszystkie posty

24.5.16

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

Dzisiaj zapraszam Was na kolejny pielęgnacyjny wpis. Tym razem będzie o pielęgnacji wieczornej. Ze względu na cerę problematyczną, mocno przetłuszczającą się w strefie T, szybko zanieczyszczającą się, z zaskórnikami i rozszerzonymi porami zależy mi aby wieczorem porządnie ją oczyścić, zarówno z makijażu, jak i sebum oraz innych zanieczyszczeń, które nagromadziły się w ciągu dnia, z drugiej strony dużą wagę przywiązuję też do nawilżania i odżywiania. Bardzo ważne jest dla mnie również aby produkty, które stosuję do demakijażu były skuteczne, a zarazem łagodne i nie przesuszały czy podrażniały skóry. No bo nie o to chodzi. Cera musi być dobrze oczyszczona, a jednocześnie miękka, elastyczna, promienna bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia.



Zaczynając wieczorny demakijaż zawsze sięgam najpierw po płyn micelarny, uwielbiam ten od Sylveco, ale ostatnio zdecydowałam się na zakup Płynu Micelarnego marki Mixa, który przeznaczony jest dla cer mieszanych i tłustych. Posiada pH 5,5, jest niesamowicie łagodny dla skóry, a przy tym skuteczny. Ja stosuję go do oczu oraz twarzy, zaczynam od tych pierwszych przecierając je nasączonym wacikiem (przykładam i ściągam tusz itd., nigdy nie pocieram), a następnie kolejnym przecieram twarz. Płyn bez oporu rozpuszcza niewodoodporny makijaż, usuwa ze skóry też sebum i pozostałe zanieczyszczenia pozostawiając ją czystą i nieprzesuszoną. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, skóra jest ukojona, micel nie pieni się tym samym  nie pozostawia na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy, a duża pojemność sprawia, że jest niesamowicie wydajny. Polecam.

W kolejnym kroku sięgałam od razu po żel, ale że od wczoraj zaczęłam stosować Olejek do Demakijażu - Resibo i mam zamiar ten krok wprowadzić na stałe postanowiłam o nim wspomnieć już teraz. Kosmetyk jest w 99,9% naturalny, w 100% wegański, przeznaczony do każdego typu cery, nawet tłustej i mieszanej, które ma za zadanie regulować. Ja jeszcze niewiele mogę o nim napisać, ale przyznam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, a zawsze unikałam olei jak ognia. Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie! Rozprowadzony kolistymi ruchami na suchej skórze, a następnie zmyty ściereczką z mikrofibry, która jest do niego dołączona, doskonale usuwa ze skóry pozostałości, których nie zmył micel, wspaniale wygładza i pozostawia ją doskonale oczyszczoną. Cera jest promienna, miękka, gładka, nie podrażniona, a także przyjemnie nawilżona. Efekt jest naprawdę wspaniały i zdecydowanie widoczny. Jeśli tak dalej pójdzie i olejek nie spowoduje wysypu zdecydowanie będzie moim odkryciem roku.



No i w końcu czas na żel. Obecnie stosuję Rumiankowy Żel do Twarzy  - Sylveco. Jest niedrogi i ma świetny, naturalny skład z zawartością m.in. rumianku lekarskiego, który łagodzi, goi, działa przeciwzapalnie i anty-alergicznie oraz kwasu salicylowego o działaniu antybakteryjnym. Aplikuję go na zwilżoną wodą skórę, wykonuje krótki masaż, a następnie spłukuję i osuszam twarz ręcznikiem (przeznaczonym tylko do tej części ciała).  Żel doskonale oczyszcza, nie powoduje podrażnień, nie wysusza też skóry, choć gdy zaczęłam stosować olejek Resibo jest ona już nieco napięta, ale wciąż nie przesuszona. Kosmetyk delikatnie się pieni, pachnie naturalnie, ziołowo, jest wydajny, a jego działanie antybakteryjne pomaga w walce z wypryskami. Jeśli macie mieszaną lub tłustą cerę warto wypróbować.

Po dokładnym oczyszczeniu skóry przecieram ją jeszcze tonikiem aby usunąć ewentualnie resztki żelu i wyrównać jej pH. Tonik Mario Badescu - Special Cucumber Lotion stosuję od niedawna jednak nie mam mu nic do zarzucenia. W składzie zawiera alkohol, ale jego formuła została tak opracowana aby nie podrażniać i nie wysuszać skóry. Za zadanie ma działać orzeźwiająco, dezynfekcyjnie i oczyszczająco, a także wspomagać gojenie wyprysków i zapobiegać powstawaniu nowych. Trudno mi się odnieść czy rzeczywiście wpływa na wypryski ponieważ stosuję kilka produktów o tymże działaniu, ale jedno jest pewne, jest bardzo delikatny, ładnie pachnie, tonizuje, nie powoduje podrażnień i pozostawia cerę przyjemnie napiętą oraz delikatnie nawilżoną.



Po takim dokładnym demakijażu cera jest dogłębnie oczyszczona i gotowa na nałożenie produktów nawilżających. Pod oczy wklepuję ten sam krem co rano czyli 4.1 Coffee Eye marki Fridge. Jest tak wydajny, że gdybym nie stosowała go dwa razy dziennie chyba nigdy by się nie skończył. Co więcej, dla mnie fantastyczny i póki co zdecydowanie najlepszy i ulubiony. Więcej przeczytacie w poprzednim poście >klik< i np. o tu >klik<. Ogólnie bardzo polecam. Sama natura, która naprawdę działa!

Na twarz oraz szyję już od kilku miesięcy aplikuję natomiast olejek Trilogy - Certified Organic Rosehip Oil. Jest to czysty, organiczny olejek różany bogaty w kwasy omega 3,6 i 9 oraz witaminę C. Niezwykle bogaty, odżywczy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się, przeznaczony do każdego typu cery, w tym także tłustej. Zaaplikowany w niewielkiej ilości, 3-4 krople, zapewnia doskonałe nawilżenie, odżywia, spowalnia procesy starzenia, a przy regularnym stosowaniu widocznie ujędrnia, reguluje wydzielanie sebum, wygładza drobne linie i rozjaśnia przebarwienia. Moja cera bardzo go lubi, olejek nie zapycha, a ja rano budzę się z rozpromienioną, elastyczna, miękką i doskonale nawilżoną cerą bez efektu tłustości co czasem zdarza się przy tego typu produktach. Jako ciekawostkę dodam, że stosują go też: Kate Middleton, Gwyneth Paltrow, Victoria Beckham oraz Miranda Kerr ;)



Na koniec pozostaje jeszcze tylko aplikacja preparatu na wypryski, o ile oczywiście takie w danym czasie mam, oraz balsamu do ust. Ten pierwszy to Mario Badescu - Drying Lotion zawierający kwas salicylowy, kamforę oraz inne szybko-wysuszające składniki, które podczas snu pomagają uporać się z wypryskami. Płyn aplikuję patyczkiem higienicznym tylko w te miejsca gdzie powstały lub powstają wypryski, wyglądam przy tym trochę jakbym miała ospę, ale rano stany zapalne są wyciszone, a pryszcze (nazwijmy to po imieniu) mniejsze i rozjaśnione. Preparat w ciągu jednej nocy nie jest w stanie całkowicie zlikwidować wykwitów, ale stosowany regularnie zdecydowanie przyspiesza ich gojenie, a do tego jest łagodny i może być stosowany przez wszystkich niezależnie od typu cery. Do ust niezmiennie stosuję masło Reve de Miel od Nuxe. Zdecydowanie moje ulubione i przede wszystkim skuteczne. Gęste, treściwe i niesamowicie odżywcze. Otula usta ochronna warstwą i trwa na nich, aż do świtu. W tym czasie nawilża, regeneruje i wygładza, żeby rano móc cieszyć się jędrnymi, odżywionymi i gładkimi wargami ;)

Tak obecnie prezentuje się mój zestaw kosmetyków, po które sięgam niemalże każdego wieczoru. Póki co nie mam zamiaru wprowadzać żadnych zmian. Stosowane produkty są skuteczne i dobrze wpływają na moją cerę, która to nie wygląda niestety jak marzenie, ale przynajmniej jest jędrna, gładka, promienna, doskonale odżywiona i nawilżona, ja nie mam problemu z suchymi skórkami, wypryski pojawiają się natomiast ostatnio coraz rzadziej (chyba, że przesadzę ze słodkościami), a jeśli już to szybko znikają. Wszystko lubię i polecam.



A jak wygląda Wasza wieczorna pielęgnacja? Również przywiązujecie dużą wagę do oczyszczania i nawilżania? Który produkt Was szczególnie zainteresował i chciałybyście go widzieć u siebie? Dajcie znać :)

8.3.16

6 różanych kosmetyków, które pokochacie

Dzisiaj coś dla fanek róż, różanych kosmetyków i różanych zapachów, ale nie tylko bo przedstawione przeze mnie kosmetyki nie mają tego typowego, chemicznego różanego zapachu. Wszystkie pachną bardzo naturalnie, każdy inaczej, mają naturalne składy, no może poza kremem do rąk, i sprawdzą się u każdej z Was!

Trilogy, Roseship Oil 
- gęsty, odżywczy olejek z róży przeznaczony do każdego rodzaju cery, nawet tłustej! Bogaty w kwasy omega 3,6 i 9 oraz witaminę C, działa na skórę wygładzająco, ochronnie i rozjaśniająco. Przy regularnym stosowaniu znacznie poprawia wygląd skóry, ujędrnia, wygładza drobne zmarszczki, reguluje też wydzielanie sebum, dodaje blasku, a przede wszystkim doskonale odżywia co jest widoczne gołym okiem. Ponadto szybko się wchłania, nie zapycha skóry, nie powoduje alergii ani nie podrażnia, a wręcz działa łagodząco. No ogólnie cudo. 

Korres, Japanese Rose Shower Gel 
- żel pod prysznic o przyjemnym, nieco słodkim różanym zapachu, w żadnym wypadku nie drażniącym. Otula skórę jedwabistą pianką, oczyszcza nie naruszając warstwy hydrolipidowej, pielęgnuje i pieści zmysły. Zawarte w nim składniki jak proteiny pszenicy, aktywny aloes oraz enzymy antyoksydacyjne sprawiają, że żel jest niezwykle delikatny i zwiększa nawilżenie skóry pozostawiając ją elastyczną i miękką. Jest też niezwykle wydajny i w 92% naturalny.

Phenome, Relaxin Massage Oil 
- wyjątkowy olejek o aksamitnej konsystencji i niezwykle przyjemnym roslinno-różanym zapachu. Lekki, wchłania się niemalże natychmiast pozostawiając na skórze jedynie delikatny, nietłusty film ochronny. Zawarte w nim oleje, w tym olej z róży damasceńskiej, doskonale odżywiają, nawilżają, koją i regenerują skórę. Olejek poprawia też napięcie, dostarcza substancji przeciwstarzeniowych, poprawia koloryt i działa niezwykle odprężająco. Uwielbiam po niego sięgać, szczególnie po ciężkim dniu lub po porannym prysznicu. Nakładam go na mokre jeszcze ciało, następnie osuszam je ręcznikiem i gotowe! Skóra jest niezwykle miękka, pięknie pachnąca i nawilżona, aż do czasu następnej kąpieli. 

Institut Karite, Shea Hand Cream, Rose 
- różany krem na bazie masła Shea, który udało mi się upolować w TKMaxx. Bogata, treściwa i mega odżywcza konsystencja, piękny, a zarazem delikatny różany zapach oraz genialne działanie już od pierwszego użycia to to co go szczególnie wyróżnia. Działa niemalże natychmiast, wygładza, otula, genialnie nawilża na długie godziny, a jeśli trzeba to koi i łagodzi. Mała tubka bez problemu zmieści się w torebce czy kieszeni, a sam krem jest tak wydajny, że wystarczy na wiele zastosowań.




REN, Maroccan Rose Otto Body Lotion 
- czyli balsam idealny. Po pierwsze ma fantastyczny, organiczny skład, po drugie super szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej czy też lepkiej warstwy, po trzecie pachnie świeżo i przyjemnie, i po czwarte odżywia najlepiej na świecie i to na serio! Stosowany regularnie zapewnia skórze odpowiedni poziom nawilżenia przez całą dobę, poprawia jej strukturę, wygładza, uelastycznia i naprawdę nieźle ujędrnia. Świetnie łagodzi też podrażnienia pozwalając zapomnieć o swędzącej czy zaczerwienionej skórze. Naprawdę genialny kosmetyk, który trzeba wypróbować!






Phenome, Non-Drying Cleansing Foam 
- jedwabista pianka przeznaczona do delikatnego oczyszczania skóry wrażliwej, naczynkowej oaz skłonnej do podrażnień. Oparta na bazie wody różanej, w sposób delikatny i łagodny oczyszcza skórę, nie przesuszając jej. Usuwa ze skóry resztki makijażu, sebum, kurzu czy innych zanieczyszczeń pozostawiając ją świeżą, odprężoną, lekko napiętą, promienną i gładką. Niezwykle łagodna, nie podrażni nawet najwrażliwszej skóry, idealna szczególnie do porannego oczyszczania. Na uwagę zasługuje tu też naturalny skład, ogromna wydajność oraz przyjemność stosowania! 

Lubicie różane kosmetyki? Który z tej szóstki macie ochotę wypróbować? Jakie różane kosmetyki możecie mi polecić? Dajcie znać! ;)

28.2.16

Ulubieńcy - luty 2016

Luty mimo okropnej, ponurej pogody minął mi niezwykle przyjemnie, głównie na spotkaniach ze znajomymi, a wszystko to wśród głośnych śmiechów i  przy dobrym jedzeniu. Żyć, nie umierać ;) Spotkało mnie też kilka miłych niespodzianek więc, aż szkoda, że miesiąc ten już się kończy. Ale kto wie, może marzec okaże się jeszcze fajniejszy? :) Wracając do ulubieńców muszę przyznać, że miałam nie lada problem aby ich wybrać, ale po dłuższych namysłach wyłoniłam tych naj naj naj. A jakie kosmetyki się wśród nich znalazły? Same zobaczcie ;)



Clinique, Chubby Stick- mam ją już od dawna, ale dopiero w tym miesiącu się "zaprzyjaźniłyśmy" i sięgałam po nią prawie, że codziennie. Niezwykle łatwa w aplikacji, już przy pierwszym pociągnięciu pokrywa usta półprzezroczystym kolorem i zapewnia wargom delikatne nawilżenie. Usta stają się gładkie, delikatnie pobłyskują, są nawilżone, a kolor, który stosuję - Two Ton Tomato czyli soczysta, jaskrawa czerwień sprawia, że twarz wygląda promienniej, młodziej i jakoś tak ładniej :) 

Bio IQ, Body&Hair - nie przepadam za produktami 2w1, ale ten jest zupełnie inny. Całkowicie naturalny, z cudownym składem, do tego łagodny i bezpieczny także dla kobiet w ciąży. W delikatny sposób oczyszcza skórę nie naruszając jej warstwy hydrolipidowej, odświeża i wygładza, ale to dopiero jako szampon spisuję się naprawdę genialnie. Jak na produkt naturalny świetnie się pieni, doskonale oczyszcza, a co najważniejsze nie obciąża włosów, a wręcz sprawia, że po jego użycia staja się puszyste, miękkie, odżywione i gładkie, przedłuża też ich świeżość, a także fantastycznie wpływa na skalp. Nawilża go, koi i łagodzi podrażnienia. Uwierzcie mi, wiem co mówię bo mój był ostatnio mocno podrażniony farbą do włosów, żel Bio IQ  już po pierwszym użyciu złagodził wszystkie objawy, a ja odetchnęłam z ulgą.

Aesop, Resolute Hydrating Body Balm - uwielbiam balsamy marki Aesop, ten z kolendrą mam po raz pierwszy, ale swym fantastycznym działaniem udowodnił, że nie jest wcale gorszy od pozostałych nawilżaczy marki. Lekka konsystencja wchłania się niemalże natychmiast, otulając skórę jedynie delikatna warstwą ochronną oraz wspaniałym, roślinno-korzennym zapachem. Natomiast mieszanka takich składników jak witamina E, olejki z kiełków pszenicy i słodkich migdałów oraz masło Shea sprawia, że balsam nie tylko nawilża, odżywia i zmiękcza, ale tez wygładza, ujędrnia i koi wszelkie podrażnienia. Przy regularnym stosowaniu nawilżenie utrzymuje się prze całą dobę, a a skóra z dnia na dzień jest coraz bardziej napięta i elastyczna i to na serio! Uwielbiam. 




Organique, Creamy Whip, Milk - czyli pianka pod prysznic o jedwabistej konsystencji. Niezwykle delikatna, z zawartością gliceryny roślinnej, przyjemnie sunie po skórze łagodnie ją oczyszczając. Nie podrażnia, nie wysusza pozostawiając skórę niesamowicie gładką i miękką. Zapach, który posiadam pachnie delikatnością i czystością.  Ja jestem od niego uzależniona, zresztą od tej pianki też. Koniecznie wypróbujcie! 

Trilogy, Certified Organic Rosehip Oil - ten czysty, naturalny, różany olejek przeznaczony jest do każdego rodzaju cery i jest małym cudotwórcą. Bogaty w witaminę C oraz kwasy omega 3,6 i 9 działa silnie antyoksydacyjnie spowalniając procesy starzenia, chroni skórę przed wolnymi rodnikami, ponadto mocno nawilża, zmniejsza zmarszczki, wygładza i rozjaśnia. Na mojej mieszanej w kierunku suchej cerze sprawdza się więcej niż świetnie. Reguluje wydzielanie sebum, doskonale odżywia, zmiękcza i uelastycznia. Co więcej, szybko się wchłania,  nie podrażnia, nie obciąża ani nie zapycha skóry. Ja stosuję go też na szyję i tutaj również odnotowałam wzrost nawilżenia oraz delikatne spłycenie zmarszczek. Na koniec dodam tylko, że olejek ten stosują takie osoby jak: Kate Middleton, Gwyneth Paltrow, Vicotria Beckham i Miranda Kerr. Czy trzeba dodawać coś więcej? :)

Frank Body, Creamy Face Scrub  - fantastyczny! Niby delikatny, ale jednak mocny. W składzie zawiera świeżo paloną i mieloną kawę, białą glinkę, olejek z dzikiej róży oraz oleje z kokosa, migdała oraz pestek winogron. Nie tylko doskonale złuszcza martwy naskórek, wygładzając i rozjaśniając skórę, ale działa też oczyszczająca, antybakteryjnie, odżywczo, stymuluje krążenie, usuwa toksyny, pomaga w gojeniu ran i długo by jeszcze wymieniać. Myślę, że świetnie sprawdzi się u każdego od suchej po trądzikową cerę. Efekty jego działania są rewelacyjne, a kawowy zapach bardzo uprzyjemnia stosowanie. Polecam!


Zaciekawiło Was coś? A może znacie moich ulubieńców? Jakie kosmetyki Was zachwyciły w lutym? Dajcie znać :)

8.11.14

(Dużo) Nowości - październik 2014

Hmm, jak same widzicie sporo się tych nowości nazbierało, ale część rzeczy to zakupy jeszcze z września, a nawet z sierpnia, a pokazuję je dopiero teraz ponieważ wszystko było w Polsce, a ja akurat byłam w Norwegii no i nie miałam niestety możliwości żeby je Wam zaprezentować ;) Dlatego pokazuję wszystko dzisiaj, żeby już niepotrzebnie nie przedłużać zapraszam na krótką prezentację :)



Zacznijmy od zamówienia z Feelunique, które poczyniłam jeszcze we wrześniu. Akurat w tym okresie obowiązywały całkiem niezłe promocje do -40%, a może i więcej dlatego też trochę zaszalałam i skusiłam się na kilka kosmetyków marek, o których gdzieś tam słyszałam, ale nigdy nie miałam z nimi styczności. I tak znalazły się u mnie kosmetyki Decleor: mleczko do demakijażu - Essential Cleansing Milk, tonik -Essential Tonifying Lotion i zestaw podróżny kierowany dla cery mieszanej i tłustej - Purifying Starter Kit.


Skusiłam się też na dwa produkty marki Aromatherapy Associates: masełko Moisturising Lip Balm z serii Hydrating oraz maseczkę do twarzy Treatment Mask z serii Soothing, olejek Trilogy - Roseship Oil oraz samoopalacz Fake Bake - 60 Minutes. Obecnie w użuciu jest tylko tonik, mleczko do demakijażu i masełko do ust, pozostałe kosmetyki czekają na swoją kolej ;)


Kolejne szaleństwo to zakupy w sklepie on-line Pat&Rub, które zrobiłam chyba jeszcze w sierpniu, już nawet nie pamiętam ;) Jak widzicie już wtedy myślałam o okresie jesienno-zimowym i skusiłam się na 3 kosmetyki z serii Rozgrzewającej: Rozgrzewające Masło do Ciała, Rozgrzewający Olejek do Ciała oraz Rozgrzewający Balsam do Dłoni. Co prawda kosmetyki nie mają działania, jak nazwa wskazuje, rozgrzewającego, ale, jak przystało na produkty Pat&Rub, są przyjemne w stosowaniu i umilają zimne, jesienne wieczory choć mogłyby mieć troszkę ładniejszy zapach bo mi za bardzo nie przypadł do gustu, ale wiem, że ma wielu zwolenników. Wracając do nowości kupiłam jeszcze duet czyli Szampon i Odżywkę do Włosów Ciemnych, Maskę do Włosów Tłustych oraz Kawowy Pielęgnacyjny Balsam do Ust.


Od dawna chodziły za mną produkty Dermalogica i postanowiłam je w końcu wypróbować. Do najtańszych niestety nie należą dlatego też czekałam na jakąś korzystną promocję i jak już się trafiła do koszyka wrzuciłam żel do twarzy Special Cleansing Gel, enzymatyczny puder ryżowy Daily Microfoliant, który polecała Megdil >klik<, oraz krem pod oczy Multivitamin Power Firm. Wszystko jest już w użyciu i jak na razie jest dobrze, a mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej :)


Phenome uwielbiam więc nie mogło zabraknąć tutaj nowości tejże marki. Tym razem skusiłam się na krem z serii Tangerine SPA - Warming Hand Therapy oraz peeling do dłoni Pure Sugarcane - IN A MINUTE Manicure Scrub. Co tu dużo mówić, używanie tych kosmetyków to sama przyjemność, nic dodać, nic ująć. To samo mogę napisać o żelu/kremie pod prysznic Brazil Nut Shower Cream z The Body Shop. Zapach jest tutaj tak piękny, że najchętniej nie wychodziłabym spod prysznica. Uwielbiam! Zresztą ten kto śledzi mnie na Insta już o tym wie ;)


Kolejne nowości to zdobycze z lotniska w Oslo. Tutaj za bardzo nie zaszalałam bo jakoś nie mogłam się na nic zdecydować. Skusiłam się tylko na cień w kremie Illusion D'Ombre - Chanel w kolorze 83 Illusoire, na który miałam ochotę już od kilku miesięcy, a więc musiał być mój i cieszę się, że w końcu go kupiłam bo jest genialny. Do koszyka wrzuciłam jeszcze dwupak (jedno serum dla mnie, jedno dla mamy) Advanced Night Repair for Eyes od Estee Lauder i moją ukochaną piankę Foaming Shower Gel Sensation od RITUALS... w wersji Hammam Delight.


Będąc w Super Pharm kupiłam jedną z moich ulubionych masek do włosów, którą poznałam jeszcze podczas studiów, a mowa tu o Intensywnie Regenerującej Maseczce marki Biovax, przy okazji zakupów skusiłam się od razu na polecaną ostatnio Pastę do Głębokiego Oczyszczania Twarzy - Ziaja i również ją polecam, jest świetna. Kolejna nowość to odżywka do włosów farbowanych NOUNOU Conditioner - Davines. Z tą marką mam styczność po raz pierwszy dlatego też na początek wybrałam małą pojemność i fajnie, że była taka możliwość. Po zachwycie solnym peelingiem RITUALS... postanowiłam wypróbować Shea Butter Salt Peeling - Organique. Wybrałam duże opakowanie o pojemności 200 ml w wersji Bamboo. No cóż, do wspomnianego peelingu RITUALS... nie ma szans, ale nie jest zły.


Ostatnio zrobiło się trochę głośno o marce Evree, postanowiłam więc przekonać się na własnej skórze o co tyle szumu i obecnie testuje olejek do twarzy Magic Rose (ahh, jak on pięknie pachnie!) oraz Serum do Rąk tejże marki. Oba kosmetyki są jak najbardziej na plus co mnie ogromnie cieszy. Do zakupu Spray de Mode - Bumble&Bumble zachęcił mnie głównie opis producenta oraz fakt, że potrzebuję czegoś do utrwalenia fryzury. A ten spray to taki kosmetyk dwa w jednym czyli elastyczny lakier, który sprawia, że fryzura zachowuje nadany kształt nawet po wielokrotnym przeczesaniu, a także produkt do stylizacji, który możemy stosować na suche włosy przed zastosowaniem prostownicy lub lokówki. Jeszcze nie przetestowałam go we wszystkich kombinacjach, ale póki co jetem na tak.


Wymienna Szczoteczka do Clarisonic w wersji Sensitive to u mnie już stały punkt zakupów. Według producenta należy ją wymieniać co trzy miesiące i tak też robię. A ostatnio w oko wpadła mi końcówka opisana w sklepie on-line Sephora jako "Jedwabista Precyzja". Z tego co kojarzę to chyba jakaś nowość. Jeśli któraś z Was ją ma to proszę o info jak się spisuje :) Hihg Brow marki Benefit wypatrzyłam na blogu Pięknie Jest Żyć >klik<. Kasia tak wychwalała tą kredkę, że postanowiłam ją kupić i to było dobre posunięcie. Używam jej na linię wodną oraz pod łuk brwiowy i spisuje się świetnie, a przede wszystkim pięknie rozświetla spojrzenie. Kolejna nowość to też coś rozświetlającego, a mianowicie rozświetlacz od L'oreal o nazwie Lumi Maqiue. Jest to na prawdę fajny kosmetyk za nieduże pieniądze. Na sam koniec coś do pazurków czyli Szklany Pilniczek z The Body Shop w uroczym różowym opakowaniu. Choć tak na prawdę wolałabym żeby było np. czerwone bo nie przepadam za różem ;)


PS. Na drugim zdjęciu wkradł się mały błąd. Zakręciłam się i do zdjęcia ustawiłam też kosmetyki, które kupiłam już w listopadzie. Wybaczcie ;)

Uff, to już wszystko. Mam nadzieję, że wytrwałyście. Jeśli tak to napiszcie czy znacie coś z moich nowości i pochwalcie się co Wy ostatnio kupiłyście? :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl