Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera mieszana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera mieszana. Pokaż wszystkie posty

24.5.16

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

Dzisiaj zapraszam Was na kolejny pielęgnacyjny wpis. Tym razem będzie o pielęgnacji wieczornej. Ze względu na cerę problematyczną, mocno przetłuszczającą się w strefie T, szybko zanieczyszczającą się, z zaskórnikami i rozszerzonymi porami zależy mi aby wieczorem porządnie ją oczyścić, zarówno z makijażu, jak i sebum oraz innych zanieczyszczeń, które nagromadziły się w ciągu dnia, z drugiej strony dużą wagę przywiązuję też do nawilżania i odżywiania. Bardzo ważne jest dla mnie również aby produkty, które stosuję do demakijażu były skuteczne, a zarazem łagodne i nie przesuszały czy podrażniały skóry. No bo nie o to chodzi. Cera musi być dobrze oczyszczona, a jednocześnie miękka, elastyczna, promienna bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia.



Zaczynając wieczorny demakijaż zawsze sięgam najpierw po płyn micelarny, uwielbiam ten od Sylveco, ale ostatnio zdecydowałam się na zakup Płynu Micelarnego marki Mixa, który przeznaczony jest dla cer mieszanych i tłustych. Posiada pH 5,5, jest niesamowicie łagodny dla skóry, a przy tym skuteczny. Ja stosuję go do oczu oraz twarzy, zaczynam od tych pierwszych przecierając je nasączonym wacikiem (przykładam i ściągam tusz itd., nigdy nie pocieram), a następnie kolejnym przecieram twarz. Płyn bez oporu rozpuszcza niewodoodporny makijaż, usuwa ze skóry też sebum i pozostałe zanieczyszczenia pozostawiając ją czystą i nieprzesuszoną. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, skóra jest ukojona, micel nie pieni się tym samym  nie pozostawia na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy, a duża pojemność sprawia, że jest niesamowicie wydajny. Polecam.

W kolejnym kroku sięgałam od razu po żel, ale że od wczoraj zaczęłam stosować Olejek do Demakijażu - Resibo i mam zamiar ten krok wprowadzić na stałe postanowiłam o nim wspomnieć już teraz. Kosmetyk jest w 99,9% naturalny, w 100% wegański, przeznaczony do każdego typu cery, nawet tłustej i mieszanej, które ma za zadanie regulować. Ja jeszcze niewiele mogę o nim napisać, ale przyznam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, a zawsze unikałam olei jak ognia. Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie! Rozprowadzony kolistymi ruchami na suchej skórze, a następnie zmyty ściereczką z mikrofibry, która jest do niego dołączona, doskonale usuwa ze skóry pozostałości, których nie zmył micel, wspaniale wygładza i pozostawia ją doskonale oczyszczoną. Cera jest promienna, miękka, gładka, nie podrażniona, a także przyjemnie nawilżona. Efekt jest naprawdę wspaniały i zdecydowanie widoczny. Jeśli tak dalej pójdzie i olejek nie spowoduje wysypu zdecydowanie będzie moim odkryciem roku.



No i w końcu czas na żel. Obecnie stosuję Rumiankowy Żel do Twarzy  - Sylveco. Jest niedrogi i ma świetny, naturalny skład z zawartością m.in. rumianku lekarskiego, który łagodzi, goi, działa przeciwzapalnie i anty-alergicznie oraz kwasu salicylowego o działaniu antybakteryjnym. Aplikuję go na zwilżoną wodą skórę, wykonuje krótki masaż, a następnie spłukuję i osuszam twarz ręcznikiem (przeznaczonym tylko do tej części ciała).  Żel doskonale oczyszcza, nie powoduje podrażnień, nie wysusza też skóry, choć gdy zaczęłam stosować olejek Resibo jest ona już nieco napięta, ale wciąż nie przesuszona. Kosmetyk delikatnie się pieni, pachnie naturalnie, ziołowo, jest wydajny, a jego działanie antybakteryjne pomaga w walce z wypryskami. Jeśli macie mieszaną lub tłustą cerę warto wypróbować.

Po dokładnym oczyszczeniu skóry przecieram ją jeszcze tonikiem aby usunąć ewentualnie resztki żelu i wyrównać jej pH. Tonik Mario Badescu - Special Cucumber Lotion stosuję od niedawna jednak nie mam mu nic do zarzucenia. W składzie zawiera alkohol, ale jego formuła została tak opracowana aby nie podrażniać i nie wysuszać skóry. Za zadanie ma działać orzeźwiająco, dezynfekcyjnie i oczyszczająco, a także wspomagać gojenie wyprysków i zapobiegać powstawaniu nowych. Trudno mi się odnieść czy rzeczywiście wpływa na wypryski ponieważ stosuję kilka produktów o tymże działaniu, ale jedno jest pewne, jest bardzo delikatny, ładnie pachnie, tonizuje, nie powoduje podrażnień i pozostawia cerę przyjemnie napiętą oraz delikatnie nawilżoną.



Po takim dokładnym demakijażu cera jest dogłębnie oczyszczona i gotowa na nałożenie produktów nawilżających. Pod oczy wklepuję ten sam krem co rano czyli 4.1 Coffee Eye marki Fridge. Jest tak wydajny, że gdybym nie stosowała go dwa razy dziennie chyba nigdy by się nie skończył. Co więcej, dla mnie fantastyczny i póki co zdecydowanie najlepszy i ulubiony. Więcej przeczytacie w poprzednim poście >klik< i np. o tu >klik<. Ogólnie bardzo polecam. Sama natura, która naprawdę działa!

Na twarz oraz szyję już od kilku miesięcy aplikuję natomiast olejek Trilogy - Certified Organic Rosehip Oil. Jest to czysty, organiczny olejek różany bogaty w kwasy omega 3,6 i 9 oraz witaminę C. Niezwykle bogaty, odżywczy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się, przeznaczony do każdego typu cery, w tym także tłustej. Zaaplikowany w niewielkiej ilości, 3-4 krople, zapewnia doskonałe nawilżenie, odżywia, spowalnia procesy starzenia, a przy regularnym stosowaniu widocznie ujędrnia, reguluje wydzielanie sebum, wygładza drobne linie i rozjaśnia przebarwienia. Moja cera bardzo go lubi, olejek nie zapycha, a ja rano budzę się z rozpromienioną, elastyczna, miękką i doskonale nawilżoną cerą bez efektu tłustości co czasem zdarza się przy tego typu produktach. Jako ciekawostkę dodam, że stosują go też: Kate Middleton, Gwyneth Paltrow, Victoria Beckham oraz Miranda Kerr ;)



Na koniec pozostaje jeszcze tylko aplikacja preparatu na wypryski, o ile oczywiście takie w danym czasie mam, oraz balsamu do ust. Ten pierwszy to Mario Badescu - Drying Lotion zawierający kwas salicylowy, kamforę oraz inne szybko-wysuszające składniki, które podczas snu pomagają uporać się z wypryskami. Płyn aplikuję patyczkiem higienicznym tylko w te miejsca gdzie powstały lub powstają wypryski, wyglądam przy tym trochę jakbym miała ospę, ale rano stany zapalne są wyciszone, a pryszcze (nazwijmy to po imieniu) mniejsze i rozjaśnione. Preparat w ciągu jednej nocy nie jest w stanie całkowicie zlikwidować wykwitów, ale stosowany regularnie zdecydowanie przyspiesza ich gojenie, a do tego jest łagodny i może być stosowany przez wszystkich niezależnie od typu cery. Do ust niezmiennie stosuję masło Reve de Miel od Nuxe. Zdecydowanie moje ulubione i przede wszystkim skuteczne. Gęste, treściwe i niesamowicie odżywcze. Otula usta ochronna warstwą i trwa na nich, aż do świtu. W tym czasie nawilża, regeneruje i wygładza, żeby rano móc cieszyć się jędrnymi, odżywionymi i gładkimi wargami ;)

Tak obecnie prezentuje się mój zestaw kosmetyków, po które sięgam niemalże każdego wieczoru. Póki co nie mam zamiaru wprowadzać żadnych zmian. Stosowane produkty są skuteczne i dobrze wpływają na moją cerę, która to nie wygląda niestety jak marzenie, ale przynajmniej jest jędrna, gładka, promienna, doskonale odżywiona i nawilżona, ja nie mam problemu z suchymi skórkami, wypryski pojawiają się natomiast ostatnio coraz rzadziej (chyba, że przesadzę ze słodkościami), a jeśli już to szybko znikają. Wszystko lubię i polecam.



A jak wygląda Wasza wieczorna pielęgnacja? Również przywiązujecie dużą wagę do oczyszczania i nawilżania? Który produkt Was szczególnie zainteresował i chciałybyście go widzieć u siebie? Dajcie znać :)

13.5.16

Oczyszczanie, złuszczanie i nawilżanie z Alpha H

Ostatnio na Instagramie kilka z Was wyraziło chęć zobaczenia mojej obecnej pielęgnacji twarzy i taki też post niebawem pojawi się na blogu, jednak zanim to nastąpi chciałam poświęcić osobny wpis kosmetykom Alpha H, o których obiecałam napisać szerzej. Rzadko spotyka się kosmetyki, które dają niemalże natychmiastowe i widoczne efekty, tu śmiało mogę powiedzieć, że tak właśnie było, jedno użycie i boom, moja cera została "odmieniona". A cerę mam kapryśną. Mieszaną, mocno przetłuszczającą się w strefie T, z licznymi zaskórnikami i często pojawiającymi się wypryskami. Ostatnio to często przerodziło się w stan permanentny. Dotąd znane mi preparaty nie skutkowały, a moja cera z dnia na dzień wyglądała coraz gorzej, ale do czasu. Buszując po internecie wpadłam na poniższy zestaw i zamówiłam go bez większego namysłu. Rzadko tak robię, jednak mam zaufanie do marki i kolejny raz się nie zawiodłam.





Alpha H to marka wywodząca się  z Australii, utytułowana i wielokrotnie nagradzana. W swych produktach zawiera skoncentrowaną i zbilansowaną kombinację silnie działających naturalnych składników aby być pewnym, że rezultaty oraz zmiany pojawią się tak szybko jak to możliwe. Wysoko postawiona jest tu uczciwość oraz szczodrość, a w kosmetykach na próżno szukać związków chemicznych, sztucznych zapachów czy wypełniaczy. Alpha H to kosmetyki zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn niezależnie od typu cery czy stylu życia, po prostu dla każdego. Zresztą same zobaczcie.

Triple Action Cleanser - czyli gęsty żel nie zawierający detergentów. Przeznaczony głównie dla cer normalnych, mieszanych oraz tłustych. Naprawdę bardzo łagodny, a jednocześnie super skuteczny. Opracowany na łagodzącym wyciągu z ogórka, aloesie oraz tymianku, który działa antybakteryjnie, delikatnie się pieni, doskonale usuwa wszelkie zanieczyszczenia, w tym także makijaż, odświeża i nie narusza warstwy hydrolipidowej. Skóra jest czysta, promienna, miękka, a  o ściągnięciu czy podrażnieniach nie ma tu mowy. Co więcej, kosmetyk nie ma zapachu i jest bardzo wydajny.



Balancing Moisturizer and Gentle Exfoliant - lekki, szybko wchłaniający się krem, idealny zarówno na noc jak i na dzień. Dzięki zawartości 10% kwasu glikolowego wspomaga naturalną odnowę skóry, zmniejsza pory oraz redukuje wypryski, i to na serio!,  a przy tym nie powoduje podrażnień choć zaraz po aplikacji można odczuć delikatne szczypanie. Stanowi idealną bazę pod makijaż, nic się na nim nie roluje ani nie waży, nie ma tu też mowy o przyspieszaniu przetłuszczania. Mam wręcz wrażenie, że dłużej utrzymuje mat. Nawilżenie nie jest tu jakieś super, ale jak dla mnie w sam raz. Cery mieszane, tłuste i trądzikowe będą zachwycone. Ja go uwielbiam!

Clenase Super Scrub - czyli mikrodermabrazja w tubce. Kombinacja 12% kwasu glikolowego, kofeiny, ekologicznych mikrogranulek jojoba, wyciągu z ogórka oraz mięty sprawia, że kosmetyk nie tylko doskonale złuszcza, oczyszcza i wygładza skórę, ale działa też ujędrniająco, redukuje stany zapalne, łagodzi i odświeża. W efekcie skóra jest doskonale gładka, oczyszczona, promienna, czuć, że oddycha, a przy tym faktycznie nie jest podrażniona ani nawet przesuszona. Kosmetyk delikatnie ją napina i przygotowuje na dalsze zabiegi pielęgnacyjne. Sama konsystencja jest tu rzadka, a drobiny niewielkie, okrągłe i nie drapiące skóry, zapach natomiast świeży i pobudzający. Moim zdaniem świetnie sprawdzi się u każdego.



Liquid Gold Smoothing and Perfecting Mask - produkt 2w1, czyli maska i peeling, przeznaczony do stosowania raz w tygodniu. Opracowany został na 15% kwasie glikolowym, miodzie manuka, lawendzie i wit. E, jednocześnie złuszcza i odbudowuje pozostawiając cerę zdrową i piękną. Wystarczy zaledwie 15-20 minut i już. Skóra odzyskuje blask, jest promienna, wygładzona, napięta, elastyczna, oczyszczona, a do tego nie przesuszona i bez podrażnień. Przy regularnym stosowaniu pięknie rozjaśnia blizny potrądzikowe, a także wygładza płytkie zmarszczki. Idealny produkt do zastosowania podczas sobotniego/niedzielnego SPA, kompleksowo zajmie się cerą bez wychodzenia z domu. Dla mnie genialny, zresztą nie bez powodu był wielokrotnie nagradzany.

Balancing and Pore Refining Mask - kolejna maska, tym razem glinkowa. Przeznaczona do każdego typu cery, bardzo gęsta i aromatyczna! W składzie zawiera antybakteryjną lawendę, oczyszczającą białą glinkę, wspomagający gojenie cynk oraz witaminę A, która zwiększa spójność skóry. Miks ten sprawia, że jest łagodna i jednocześnie skuteczna. Nie podrażnia, doskonale oczyszcza, napina, obkurcza pory,  rozjaśnia cerę, wycisza istniejące już wypryski i zapobiega powstawaniu nowych, a w ducie z Liquid Gold Smoothing and Perfecting Mask działa  po prostu cuda! Jak to maska glinkowa, zastyga na skórze i ciężko się zmywa, a także delikatnie przesusza jednak to norma, a dla tych efektów warto się przemęczyć. Wydajność natomiast ma ogromną, a zapach lawendowy, wyciszający i boski.



Reasumując, wszystkie z wyżej opisanych produktów sprawdzają się u mnie fantastycznie i działają tak jak obiecuje producent, ale to właśnie krem Balancing Moisturizer and Gentle Exfoliant i maska Liquid Gold Smoothing and Perfecting Mask okazały się najlepsze i do tej dwójki na pewno będę regularnie wracać! Choć nie wykluczam powrotu i do pozostałych kosmetyków.

Znacie Alpha H? Lubicie tak jak ja czy zwiodłyście się na marce? Który z przestawionych przeze mnie produktów macie ochotę przetestować? Dajcie znać :)

15.11.14

Evree - Magic Rose/olejek do twarzy

Moja obsesja na punkcie różanych kosmetyków cały czas trwa, tak, tak dobrze czytacie, mam na tym punkcie fioła ;), a więc nie mogłam przejść obojętnie obok olejku marki Evree, który kryje się pod nazwą Magic Rose.


Olejek znajduje się w szklanej buteleczce jednak nowy kosmetyk spakowany jest dodatkowo w kartonik, na którym znajduje się mnóstwo przydatnych informacji. Zaczynając od składu, który jest genialny, ale o tym za chwilę, poprzez porady dotyczące stosowania, o których też napiszę nieco więcej, a kończąc na ilustracji z podpowiedzią jak wykonać relaksacyjny masaż twarzy, który nie tylko poprawia mikrokrążenie, ale sprawia też, że aktywne składniki olejku łatwiej przenikną w głąb skóry.


Jak już wspomniałam wyżej skład Magic Rose jest naprawdę świetny, a znajdziemy w nim m.in. olejki: różany, który widnieje już na pierwszym miejscu, ze słodkich migdałów, z pestek winogron i ze słonecznika. Jednak najważniejszy jest tutaj olejek różany, o którym mogłabym pisać i pisać, ale żeby nie przedłużać napiszę tylko kilka słów. Przede wszystkim olejek ten uznawany jest za źródło piękna i młodości. Zawiera w sobie witaminy C, A i B, nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 6 i 9, a także kwasy owocowe, dzięki temu nawilża oraz upiększa skórę. Nieźle, prawda? Zostając jeszcze przy składzie nie znajdziemy w nim olejów mineralnych, silikonów ani parabenów. Jak dla mnie super.


No ok, ale nadal nie napisałam dla kogo przeznaczony jest ten olejek, a na pewno jesteście ciekawe. Kosmetyk przeznaczony jest głównie dla cer mieszanych, a także tłustych. Mogą stosować go też osoby ze skórą wymagającą oraz problemową. Konsystencja mimo iż, jak to w olejkach bywa, jest oleista to i tak jest naprawdę lekka, nie obciąża ani nie zapycha skóry, a sam olejek ma na nią wręcz zbawienny wpływ. Producent obiecuje, że kosmetyk redukuje przebarwienia, reguluje produkcję sebum, widocznie ujędrnia oraz przywraca skórze równowagę i tak właśnie jest. Przy regularnym stosowaniu, kilka razy w tygodniu, wieczorem, moja mieszana cera rozjaśniła się, uspokoiła, produkuje teraz zdecydowanie mniej sebum, jest gładka, jędrna i przede wszystkim odpowiednio nawilżona. Ja jestem zachwycona i widząc efekty sięgam po Magic Rose jeszcze chętniej niż na początku.


Oprócz stosowania olejku w roli kremu można używać go jeszcze na kilka innych sposobów. Po pierwsze jako maseczkę, po drugie jako kosmetyk wzbogacający ulubiony krem, po trzecie jako bazę pod makijaż, po czwarte jako produkt do demakijażu, wystarczy nałożyć kilka kropel na zwilżony płatek kosmetyczny, a następnie wykonać demakijaż, a po piąte jako kosmetyk do wykonania masażu twarzy (ilustracja na opakowaniu). Jak widzicie Magic Rose ma mnóstwo zastosowań. Ja, przyznam szczerze, nie wypróbowałam żadnego z tych sposobów, stosuję olejek po prostu tradycyjnie, ale będę musiała sprawdzić te wszystkie opcje ponieważ kosmetyk jest niesamowicie wydajny i praktycznie w ogóle go nie ubywa, a na zużycie jest tylko 6 miesięcy.


Na koniec wspomnę jeszcze tylko o zapachu. Nazwa olejku idealnie go odzwierciedla. Jest on magiczny, dosłownie, jak ogród pełen róż, piękny, no i przede wszystkim różany, a zarazem delikatny. Myślę, że przypadnie do gustu również osobom, które nie przepadają za takimi aromatami ponieważ nie jest ciężki, mocny ani nachalny. Ja wyczuwam go tylko podczas aplikacji po czym wietrzeje i już. No cóż, ja jestem oczarowana tym zapachem i mogłabym go wąchać i wąchać cały czas ;) Tak wiem, jestem szalona ;)


Evree w swojej ofercie, oprócz Magic Rose, ma jeszcze 2 olejki do twarzy, olejki do ciała oraz inne ciekawe kosmetyki, m.in. fajne serum do rąk. Warto zajrzeć na stronę marki, o tutaj >klik< i bliżej przyjrzeć się wszystkim produktom. Polecam i sama mam ochotę na więcej, tym bardziej, że ceny są przystępne, składy świetne, no i działanie jest na plus.

Stosujecie olejki do twarzy? Znacie Magic Rose? Co o nim sądzicie? Dajcie koniecznie znać :)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl