Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Resibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Resibo. Pokaż wszystkie posty

20.4.17

Moje Kosmetyczne Hity

Wpis z ulubieńcami pojawiający się z dużym opóźnieniem to u mnie standard, ale podejrzewam, że już do tego przywykliście. Dziś ulubieńców całkiem sporo, ale cóż zrobić, po każdy z kosmetyków sięgałam z przyjemnością, wszystkie są godne polecenie więc nie mogłam żadnego pominąć. Ze względu na niemowlaczka czasu u mnie trochę mniej niż zawsze więc będzie krótko i szybko.







The Body Shop, Aloe Calming Foaming Wash - już od dawna zdecydowanie najbardziej preferuję łagodne preparaty do oczyszczania skóry twarzy, a ta pianka od TBS jest po prostu rewelacyjna. Łagodna, bezzapachowa i super puszysta. Otula skórę delikatną chmurką, myje, koi i oczyszcza. Nie ma tu mowy o przesuszaniu, czy podrażnieniach. Po jej zastosowaniu cera jest czysta, elastyczna oraz gotowa na dalsze zabiegi pielęgnacyjne, a ja nie wymagam nic więcej. 

Phenome, Rebalance Hair Wash -  marka doskonale wie jak robić kosmetyki w tym szampony. Ten przeznaczony jest do każdego rodzaju włosów oraz codziennego stosowania i bez obaw każdego dnia możemy go używać choć szybko przekonacie się, że nie ma takiej potrzeby. Super łagodny, oparty na wyselekcjonowanych składnikach nie tylko doskonale oczyszcza włosy oraz skórę głowy, ale działa też łagodząco i pielęgnuję. Włosy odzyskują blask, są zdecydowanie pogrubione - serio!,  odżywione i podatne na układanie, natomiast skóra głowy wyciszona i ukojona. Efekt można zauważyć już po pierwszym użyciu i to nie żart!

Aromatherapy associates,  Purifying Facial Scrub - niepozorny, a działa cuda! Oparty na glince, z zawartością delikatnych drobin z kolb kukurydzy i jojoba. Delikatnie masuje złuszczając przy tym martwy naskórek i odsłaniając zdrowszą, jaśniejszą i piękniejszą skórę. Wystarczy zaledwie chwila by cera odzyskała blask, była oczyszczona, rozjaśniona i gładka. Co więcej zawarta w  nim glinka działa na cerę kojąco, a jednocześnie oczyszcza i reguluje wydzielanie sebum jak maska. Polecam każdemu!



Alba 1913, Galeniczny Krem na rozstępy - gęsty, odżywczy krem o zapachu owoców leśnych, który nie tylko pielęgnuje, ale działa też leczniczo. Ja wdrożyłam go do swojej pielęgnacji dosłownie pod koniec ciąży gdy tylko zauważyłam pierwsze rozstępy nad pępkiem. Wcierany w skórę 2 razy dziennie pokazał, że ma moc. Rozjaśnił oraz spłycił istniejące już zmiany, a także zapobiegł powstaniu nowych. Ze względu na bardzo gęstą, odżywczą konsystencję wcieram go jedynie w brzuch. Jego zapach odprężą, a działanie zachwyca!

Resibo, Kojący Balsam do ust - kolejny kosmetyk Resibo w mojej kosmetyczce, który okazał się hitem. Tym razem mowa tu o magicznym balsamie do ust. Naturalny, pełen dobroczynnych składników jak ekstrakt z kiełków żółtej gorczycy, woski z mimozy, jojoby i słonecznika czy stewia nie tylko ekspresowo regeneruje i nawilża, ale działa też kojąco, podkreśla naturalną czerwień ust i je uwydatnia. Do tego kobieca, wygodna i higieniczna tubka, delikatny posmak mango i cóż chcieć więcej? Kupujcie i próbujcie. Nie zawiedziecie się, obiecuję!

Fridge by Yde, 3.2 Rose Water Tonic - toniki lubię i już, a do tych różanych pałam miłością szczególnie wielką. Ten od Fridge nie tylko pięknie pachnie i wpływa kojąco, nawilżająco i wzmacniająco na skórę, ale jest też naturalny i świeży. Bez alkoholu, konserwantów i innych niepotrzebnych składników. Co tu dużo pisać, używanie go to czysta przyjemność! Rano pobudza skórę, a wieczorem koi. Pozostaje tylko używać i rozwodzić się nie tylko nad działaniem, ale też zapachem.


Miało być krótko, a wyszło prawie jak zawsze. Co Wam wpadło w oko? Piszcie! :)

8.2.17

Ulubieńcy stycznia

Wstyd! Wstyd, że tak rzadko się tutaj pokazuję i cokolwiek publikuję. Nie mam zbyt wiele na swoje usprawiedliwienie poza ciemnością za oknem, która skutecznie uniemożliwia zrobienie zdjęć, a także jedyne do czego zachęca to spędzanie wolnych chwil z ulubionym serialem, kubkiem gorącego kakao, no i pod ciepłym kocem, wiadomo. Miałam w planach zaprezentowanie w pierwszej kolejności ulubieńców roku, to na pewno jeszcze nadrobię, a tymczasem zapraszam Was na post z ulubieńcami stycznia.


Naturativ, Dark Hair  - naturalny szampon przeznaczony do włosów ciemnych, zarówno tych naturalnych jak i farbowanych. Opracowany na łagodnych środkach myjących, bardzo delikatny i  genialny! U mnie gości po raz drugi i dopiero przy drugiej butli tak naprawdę się z nim polubiłam. Delikatnie, ale skutecznie oczyszcza, świetnie się pieni i pozostawia włosy takie jak lubię. Lekkie, sypkie, błyszczące, odżywione, a przy tym nie obciążone. Co równie ważne, nie podrażnia wrażliwej skóry głowy, świetnie sprawdza się przy włosach przetłuszczających się, przedłuża ich świeżość, i mam wrażenie, że rzeczywiście pogłębia kolor.  

Annabelle Minerals, Mineralne Cienie do powiek - podkład matujący od Annabelle Minerals to mój osobisty HIT, a teraz śmiało mogę tak też powiedzieć o cieniach do powiek tej marki.  Mineralne, hipoalergiczne, nie podrażniają nawet najdelikatniejszych powiek, a także świetnie napigmentowane. Skomponowane głównie z białej glinki, jedwabiu oraz miki. Te trzy składniki gwarantują trwałość, satynowe wykończenie i intrygującą głębię, która zdecydowanie przyciąga spojrzenia. W ofercie Annabelle znajdziemy, aż 17 odcieni pozwalających stworzyć makijaż na każdą okazję i niech nie zniechęca Was sypka formuła. Cienie o dziwo idealnie chwytają się pędzla, nie osypują się, a ich aplikacja jest dziecinnie prosta i bardzo przyjemna, natomiast efekt końcowy powalający. U mnie obecnie w użyciu są dwa kolory, Platinum oraz Ice Cream, ale mam ochotę na więcej.



Nars, Radiant Creamy Concealer, Vanilla -  zawsze walczyłam z mniejszymi czy większymi zasinieniami pod oczami, jednak teraz, podczas ciąży, zrobiły się naprawdę ciemne i widoczne. Poszukiwałam czegoś co je zakryje, a jednocześnie ładnie rozświetli skórę pod oczami, nie przesuszając jej przy tym. I tak trafiłam na korektor Nars, który okazał się kapitalny! Kremowy, mocno kryjący, a jednocześnie nie obciążający. Pięknie stapia się ze skórą, nie wchodzi w załamania, a po aplikacji daje natychmiastowy efekt. Odświeża, odmładza i rozpromienia spojrzenie doskonale maskując zmęczenie. Polecam!

Organique, Micellar Lotion - że demakijaż to podstawa chyba nikomu nie muszę powtarzać. Ja sama, nawet gdyby się waliło czy paliło, nie wyobrażam sobie aby położyć się spać w makijażu. Płyny micelarne schodzą u mnie litrami, a ten z aloesowej serii od marki Organique jest godny polecenia. Szybko i skutecznie pozwala pozbyć się warstwy makijażu, a wszystko to bez pieczenia, bez szczypania, oblepienia czy zaczerwienień. Skóra już po kilku przetarciach nasączonym płatkiem kosmetycznym pozostaje czysta, odświeżona, a także nawilżona i gładka. Micel równie dobrze radzi sobie z demakijażem oczu, nie podrażnia ich ani nie powoduje mgły, a jego piękny zapach dodatkowo umila cały proces. Wydajność też na plus!



Phenome, 60-second Foot Relief Gel - czyli chłodząco-odświeżąjący krem do stóp. Wiem wiem, bardziej on na okres letni aniżeli zimowy, jednak co zrobić, kobietom w ciąży stopy potrafią puchnąć i w największe mrozy! A on tę opuchliznę ściąga raz dwa! Co więcej, działa też nawilżająco oraz antybakteryjnie, szybko się wchłania, ma super naturalny i bezpieczny skład oraz piękny, idealnie wyważony, miętowy zapach. Jeżeli często towarzyszy Wam uczucie ciężkich stóp, walczycie z opuchnięciami koniecznie się w niego zaopatrzcie! Serio jest genialny.

H&M Beauty, Revelation Shower Oil - uwielbiam olejki. Do twarzy, do ciała i te pod prysznic. W okresie zimowym są po prostu niezastąpione. W styczniu ujął mnie ten pod prysznic z H&M Beauty. Bardzo gęsty, delikatnie pieniący się, o nieco męskim, uzależniającym zapachu. Otula skórę jednocześnie dokładnie ją oczyszczając i pozostawiając miękką oraz super pachnącą. Skłamałabym gdybym napisała, że użycie balsamu jest po nim zbędne bo nie jest, choć przy mało wymagającej skórze myślę, że jakiekolwiek dodatkowe nawilżanie można sobie odpuścić.



Resibo, Balsam do ciała - śmiało mogę napisać, że marka Resibo to moje odkrycie zeszłego roku. Młoda, polska, prężnie rozwijająca się, z małym asortymentem, ale idealnie przemyślanym. Najpierw zauroczyłam się olejkiem do demakijażu, serum totalnie podpiło moje serce, krem pod oczy rozbudził apetyt, a balsam, o którym teraz mowa, pokazał, że warto sięgnąć po więcej! Lekki, a jednocześnie treściwy, szybko wchłaniający się i skutecznie nawilżający. Niweluje szorstkość, wygładza, napina i chroni, a jego magiczny, nieco kokosowy zapach zmieniający się pod wpływem ciepła otula i rozgrzewa. Ja w styczniu sięgałam po niego niemalże każdego wieczoru, idealnie dbał o moją ciążową, rozrastającą się i kapryśną skórę. Tak więc bardzo polecam! 

Dajcie znać co miałyście już okazję stosować, a co chętnie wypróbujecie? :)

27.11.16

Ulubieńcy ostatnich tygodni

Nie było ulubieńców września, ulubieńców października też nie pokazałam, a że to już zaraz koniec listopada postanowiłam zaprezentować Wam, jak już się domyślacie, ulubieńców ostatnich kilku tygodni. Są to kosmetyki regularnie przeze mnie stosowane, dobrze już przetestowane i takie, które polecam niemalże każdemu.







NCLA, Lakier i Top Coat - lakiery bez toksyn wiodą u mnie prym, a ten duet od NCLA jest naprawdę świetny. Idealna konsystencja, szerokie wygodne pędzelki,  doskonały skład to tylko kilka z zalet tych produktów. Do wyboru jest mnóstwo kolorów, ale mnie obecnie uwiódł ten kryjący się pod nazwą Rodeo Drive Royalty. Ciemna, żurawinowa czerwień, idealna na okres jesienno - zimowy, pasująca do wszystkiego i wszędzie. Nie tylko zdobi paznokcie, ale też pięknie komponuje się z grubymi swetrami i wełnianym płaszczem, a pokryta topem Gelous? zapewnia trwały, błyszczący manicure przez kilka dni! Ja już poluję na kolejne butelki, a Was zachęcam do zapoznania się z ofertą marki.

Diptyque, Tam Dao - nie umiem opisywać zapachów i nie będę udawała, że tak jest, ale te perfumy musiałam tu pokazać ponieważ odkąd je tylko dostałam oczarowały mnie totalnie. Tam Dao to zapach zbudowany wokół drzewa sandałowego. W pierwszej chwili mocny, odurzający, łagodniejący z minuty na minutę aby połączyć się ze skórą i stworzyć z nią jedność. Miękki, mleczny, niepowtarzalny, nieco słodki i orientalny. Idealny na te chłodne, szare dni. Rozgrzewa i otula jak ulubiony, ciepły sweter. Nie jest zbyt trwały, trwa na skórze od 4 do 6 godzin po czym się ulatnia, za to na ubraniach trzyma się znacznie dłużej. Uwielbiam, a wręcz jestem od niego uzależniona!




Fig&Yarrow, Facial Scrub - mechaniczny scrub, który jednocześnie złuszcza i fantastycznie odżywia. Przy pierwszym spotkaniu trochę mnie zaskoczył, przede wszystkim konsystencją, nieco tłustą, zwartą, ale już chwilę po aplikacji byłam totalnie oczarowana. Za środek ścierny robią tu płatki owsiane i odwalają naprawdę kawał dobrej roboty. Złuszczają, oczyszczają i świetnie wygładzają nie podrażniając przy tym skóry, natomiast olejki zawarte w peelingu wpływają na cerę nawilżająco. Po 2-3 minutowym masażu jest ona gładka, promienna, delikatnie zaróżowiona, oczyszczona i jędrna. Ja po takim zabiegu nie nakładam na skórę już absolutnie nic ponieważ nie ma takiej potrzeby. No mega!

Naturativ, Otulający Żel pod Prysznic - nie ma lepszego żelu na okres jesienno-zimowy. Gęsty, w 100% naturalny, niezwykle łagodny i pachnący tak pięknie, że można się uzależnić. Karmelowo-waniliowy zapach z nutą cytryny otula, rozgrzewa, wprowadza w pozytywny nastrój i zdecydowanie uprzyjemnia te zimne wieczory. Sam żel natomiast delikatnie acz skutecznie oczyszcza pozostawiając skórę miękką i pachnącą. Uwielbiam!




Iossi, Mgiełka/Tonik Róża Damasceńska (brak na zdjęciu) - tonik to dla mnie must-have w pielęgnacji cery, a ten sprawdza się więcej niż świetnie. Tonizuje, wyrównuje ph skóry, łagodzi podrażnienia i odświeża pozostawiając cerę promienną, delikatnie nawilżoną i gotową na nałożenie kolejnych preparatów pielęgnacyjnych. Ponadto pięknie pachnie! różami oczywiście, a atomizer działa sprawnie i bez zarzutu rozpylając na skórę delikatną mgiełkę. 100% natury i zadowolenia :)

Ministerstwo Dobrego Mydła, Peeling Śliwkowy - moim zdecydowanym faworytem są peelingi kawowe, ale ten cukrowy od MDM też ma moc! Drobinki cukru w kilka chwil pomagają pozbyć się martwego naskórka, zawarte olejki odżywiają skórę, a słodki śliwkowy zapach relaksuje i uwaga, zdecydowanie wzmaga apetyt! W efekcie, po użyciu peelingu, skóra jest super gładka, jędrna i nawilżona tak dobrze, że po osuszeniu jej ręcznikiem możemy od razu wskoczyć w ulubioną piżamę! Bardzo polecam <3



Iossi, Krem Nawilżający Naffi - kolejny kosmetyk naszej rodzimej marki, który pozytywnie mnie zaskoczył. Niesamowicie delikatny w konsystencji, po brzegi wypakowany substancjami odżywczymi jak oleje z awokado, pachniotki, rokitnika oraz wit. C i E, a przy tym super szybko wchłaniający się i nie wzmagający przetłuszczania skóry. Nie tylko nawilża, odżywia i regeneruje, ale też wzmacnia ścianki naczyń krwionośnych wyrównując tym samym koloryt skóry dzięki czemu wygląda pięknie i zdrowo! Zapach też  jest na plus, tak samo jak wydajność. A komu go polecam? Szczególnie osobom z cerą wrażliwą, mieszaną, tłustą i naczynkową. Dla mnie póki co nr. 1!

Bikor, Ziemia Egipska - kultowy kosmetyk marki, po który osobiście sięgam codziennie i nie wyobrażam sobie bez niego żadnego makijażu.  Po pierwsze idealnie się aplikuje, po drugie trwa na skórze cały dzień, a po trzecie dodaje twarzy wyrazu. Natychmiast po nałożeniu ożywia, modeluje, rozpromienia, ukrywa szary koloryt i zmęczenie, a teraz w te ponure dni przywołuje też słońce. Co więcej, wydajność jet tu ogromna, kolor mimo iż ciemny w opakowaniu naprawdę nie robi krzywdy, a świetny skład z zawartością olei, witamin oraz kwasu hialuronowego dodatkowo korzystnie wpływa na cerę. Gorąco polecam!



Oway, Szampon Przeciw Wypadającym Włosom - organiczny szampon włoskiej profesjonalniej marki, który jest jednocześnie łagodny, a przy tym super skuteczny co dla mnie, posiadaczki wrażliwej skóry głowy i szybko przetłuszczających się włosów jest bardzo ważne. W składzie znajdziemy m.in. biodynamiczną miętę, organiczny kasztanowiec, drzewo tekowe oraz machoń. Mieszanka tych składników działa na włosy wzmacniająco, witalizująco, odbija je od nasady, dodaje blasku i objętości, natomiast skórę głowy nawilża i koi. Co więcej, mimo naturalnego składu genialnie się pieni i naprawdę doskonale oczyszcza co docenią szczególnie osoby stosujące środki do stylizacji. Mnie kupił już niemalże po pierwszym użyciu. Pomógł mi pozbyć się łupieżu, złagodził podrażnienia, a stosowany regularnie wzmocnił moje mocno wypadające włosy. Co tu dużo pisać, genialny i już!

Resibo, Serum Naturalnie Wygładzające - kosmetyk, który podbił już serca wielu kobiet i mężczyzn też, a także i moje. Mowa tu o serum, które dzięki doskonale dobranym składnikom działa jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nawilża, odżywia, regeneruje, wygładza, rozjaśnia przebarwienia, wyrównuje koloryt oraz rozpromienia i to nie żart! Ważna jest tylko regularność, a szybko można odnotować zaskakujące efekty. U mnie ląduje na skórze szyi oraz twarzy 2 razy dziennie, rano oraz wieczorem. Mimo oleistej konsystencji zaskakująco szybko się wchłania, nie przetłuszcza cery i bajecznie sprawdza się pod makijaż dodając skórze blasku, zdrowego blasku! Zdecydowanie HIT, który musicie wypróbować ;)



Phenome, Olejek Mommy To Be - w ostatnim czasie częściej niż zwykle nawilżam skórę całego ciała i stosuję do tego celu kilka kosmetyków na zmianę, ale olejek Phenome jest moim zdecydowanym ulubieńcem. Lekki, ale doskonale nawilżający, szybko wchłaniający się, o delikatnym zapachu i genialnym, naturalnym składzie. Cóż chcieć więcej? Ja aplikuję go od razu po kąpieli, osuszam ciało delikatnie ręcznikiem i ciesze się super nawilżoną skórą przez cały dzień. Jak możecie się domyślić olejek przeznaczony jest dla kobiet w ciąży, ale myślę, że sprawdzi się u każdej kobiety, która potrzebuje dogłębnego nawilżenia i ujędrnienia skóry.

Który z kosmetyków już znacie, a który macie ochotę przetestować? Dajcie znać :)

30.7.16

Ulubieńcy - lipiec 2016

Mam wrażenie jakbym kilka dni temu opublikowała post z ulubieńcami czerwca, a tu mamy już koniec lipca i kolejnych faworytów miesiąca. No cóż, trzeba to przyznać, czas pędzi jak szalony!, a że lipiec był dla mnie pracowity to tym bardziej zleciał wyjątkowo szybko. Już za chwilę sierpień, zaraz moje urodziny, a ja już dziś piekę na tę okazję bezę aby zjeść ją jutro z bliskimi i trochę wcześniej uczcić ten dzień.
A co z kosmetykami? Wyjątkowo szybko w tym miesiącu wytypowałam te NAJ! Zero kolorówki bo i makijaż robiłam rzadko, ale jest pielęgnacja, głównie naturalna i przede wszystkim skuteczna. Jak możecie zauważyć wszystkie kosmetyki pochodzą od polskich marek co tylko pokazuje, że polski rynek pełen jest fantastycznych firm i dobrych produktów wcale nie trzeba daleko szukać bo mamy je tuż pod nosem! Dlatego korzystajmy z tego i cieszmy się doskonałym działaniem ;)


Resibo, Serum Naturalnie Wygładzające - dopiero niedawno pojawiło się na rynku, a już zdążyło podbić serca wielu osób w tym także i moje. W 99% naturalne, skomponowane z wyselekcjonowanych składników o potwierdzonym działaniu odmładzającym, które mają odżywiać i ujędrniać skórę zapewniając naturalny efekt botoksu. Ja stosowałam je w lipcu niemalże każdego wieczoru, a rano budziłam się z promienną, gładką i wypoczętą skórą, a wszystko to dzięki zaledwie 3 kroplom tego magicznego eliksiru! Kosmetyk mimo oleistej konsystencji naprawdę świetnie się wchłania, nie zapycha, a stosowany regularnie szybko i widocznie ujędrnia, jakby zagęszcza skórę, pięknie rozjaśnia przebarwienia (szczególnie te potrądzikowe) tym samym ujednolicając koloryt oraz przywraca odpowiedni poziom nawilżenia. No bajka, mówię Wam. Polecam każdemu bez względu na wiek czy rodzaj cery, będziecie zachwycone, obiecuję. Wydajność i zapach również na plus.

Organique, Savon Noir Classic - naturalne mydło z czarnych oliwek i oleju oliwnego, które trzeba po prostu znać i mieć w łazience.  Ja miałam od niego kilkumiesięczną przerwę po czym znów do niego wróciłam i przypomniałam sobie jak bardzo je lubię. Uniwersalne, delikatne, a przy tym super skuteczne. W lipcu stosowałam je zarówno jako zwykłe mydło do mycia twarzy czy ciała, doskonale oczyszcza pozostawiając skórę piszczącą, a przy tym nie przesuszoną oraz w roli peelingu. Pozostawione na skórze twarzy na 15-20 minut w delikatny, niepodrażniający sposób pomaga usunąć martwe komórki naskórka, dogłębnie oczyszcza i rozjaśnia, natomiast stosowane do ciała z rękawicą Kessa pobudza krążenie, złuszcza, wygładza i ujędrnia. Efekty są naprawdę fajne, a samo mydło niedrogie, wydajne i bezpieczne. Warto wypróbować!



Iwostin Propodia, Aktywny Krem na Zrogowacenia - stopy to ta część ciała, którą często w pielęgnacji pomijamy i ja sama przyznam szczerze, że czasem je trochę zaniedbuję. Jednak ostatnio zrobiłam się w tym temacie bardziej systematyczna, skusiłam się też na krem do stóp polecany przez Kamilę (Juicy Beige) i to był naprawdę dobry wybór. Gęsty, treściwy, otula skórę warstwą ochronną i już chwilę po pierwszej aplikacji odczuć można jego genialne działanie. Fantastycznie zmiękcza skórę stóp, wygładza, regeneruje i nawilża, a stosowany regularnie w magiczny sposób zapobiega powstawaniu zrogowaceń. Stopy są miękkie, zadbane i gotowe aby pokazywać je zarówno w klapkach/sandałach czy seksownych szpilkach. Krem stosowany solo odwala naprawdę kawał dobrej roboty, a w ducie z tarką działa jeszcze lepiej. Jak najbardziej polecam.


Fridge, Lotus Body - świeże kosmetyki z lodówki do pielęgnacji twarzy już dawno podbiły moje serce i okazuje się, że te do ciała wcale nie są gorsze, a balsam z lotosem to mistrzostwo świata! Pełen drogocennych składników, lekki jak mgiełka i pachnący tak pięknie, że można się uzależnić. Kwiatowo, kobieco, zmysłowo, a zarazem świeżo. Z przyjemnością stosowałam go po każdym prysznicu, aplikowany na ciało prosto z lodówki koi podrażnienia, a cudowna, aksamitna konsystencja jakby wtapia się w skórę dając jej natychmiast odpowiednią dawkę nawilżenia, bez uczucia lepkości czy tłustości. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, coraz jędrniej i gładziej. Balsam niweluje szorstkość, napina, a dzięki dobrej wchłanialności pozwala zaoszczędzić czas i szybko się ubrać. To jeden z tych kosmetyków, który nie chcę aby się skończył bo może nie wiecie, ale dobre balsamy do ciała cenię sobie naprawdę mocno <3

Resibo, Krem pod Oczy - kolejny kosmetyk marki Resibo, który mnie zachwycił. Tym razem mowa tu  o kremie pod oczy z zawartością aktywnych składników, które zostały dobrane tak, aby działać na delikatną, a zarazem wymagającą skórę pod oczami kompleksowo. Lekki, a jednocześnie bardzo odżywczy. Wklepany w skórę po oczami szybko i świetnie się wchłania zapewniając doskonałe nawilżenie przez cały dzień.  Ja stosuję go zarówno rano jak i wieczorem, jak już wspomniałam krem szybko się wchłania, zapewnia uczucie komfortu i wspaniale wygładza stanowiąc świetną bazę pod korektor czy rozświetlacz, nic się na nim nie roluje ani nie waży. Aplikowany regularnie spłyca drobne linie, regeneruje i rozjaśnia, a jego delikatny, przyjemny zapach uzależnia i uprzyjemnia stosowanie. Jeśli szukacie dobrego kremu koniecznie go sprawdźcie. Świetny, naturalny, wydajny i wegański.


I to już wszyscy moi ulubieńcy. Każdy świetny i wyjątkowy <3
Wpadło Wam coś w oko? Dajcie znać :)

11.7.16

Mój HIT: Resibo - Olejek do Demakijażu

Są kosmetyki, które uważamy za zbędne bądź nie sięgamy po nie z obawy, że nas zapchają, przesuszą, podrażnią czy ogólnie się nie sprawdzą i nie zrobią nic. I mimo, iż zbierają same pozytywne opinie my i tak omijamy je z daleka. Ja miałam tak właśnie z olejkami do demakijażu. Po pierwsze, uważałam, że tego typu produkty są mi niepotrzebne no bo przecież mam płyn micelarny i żel, po drugie miałam obawy, że tylko zapchają moją kapryśna cerę i na tym się skończy. Wszystko jednak zmieniło się gdy w moje ręce trafił (tak, dostałam go) olejek do demakijażu marki Resibo. Co więcej, akurat w tym samym czasie przeczytałam książkę "Sekrety Urody Koreanek", w której jasno i wyraźnie zaznaczone jest, że olejek to dla Koreanek świętość i produkt must-have. Tak więc i ja wdrożyłam go do swojej pielęgnacji, najpierw wieczornej, a gdy efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania zaczęłam stosować go również rano.





Olejek do Demakijażu - Resibo to kosmetyk, aż w 99,9% naturalny, opracowany na olejach: lnianym, manuka, z pestek winogron, abisyńskim oraz awokado, który nie tylko bogaty jest w 7 witamin: A, B, D, E, H, K, PP, ale też nawilża i wzmacnia barierę hydrolipidową skóry. Kosmetyk ma za zadanie rozpuszczać sebum i usuwać wszelkie zanieczyszczenia, w tym makijaż, nawet ten wodoodporny, a wszystko to bez dyskomfortu czy podrażnień. A dla kogo jest przeznaczony? Dosłownie dla wszystkich! Suchą skórę odżywia, natomiast tłustą i mieszaną reguluje. Nie ma co ukrywać, olejek Resibo to produkt doskonały, działający dokładnie tak jak obiecuje producent. Oczyszcza, reguluje i pielęgnuje, a dołączona do niego ściereczka z mikrowłókien tworzy z nim duet idealny.  Idealne jest też opakowanie, plastikowe i poręczne z wygodną pompką, która aplikuje odpowiednią ilość kosmetyku. Nie można tu narzekać również na zapach, z jednej strony specyficzny jednak bardzo delikatny i przyjemny dla nosa. A konsystencja? Oczywiście oleista i lejąca, super rozprowadza się po skórze, dobrze spłukuje i pozwala wykonać relaksacyjny masaż twarzy.



Olejek stosuję zawsze na suchą skórę, zarówno rano jak i wieczorem. Aplikuję go najpierw na dłonie, następnie rozprowadzam po twarzy kolistymi ruchami i wykonuję krótki, pobudzający masaż (pamiętając aby wykonywać go zawsze wzdłuż mięśni), gdy mam makijaż oczu nie zapominam również o nich, delikatnie je masuję po czym wszystko dokładnie zmywam zwilżoną w ciepłej wodzie ściereczką i już! Wszystkie zanieczyszczenia jak sebum, kurz, resztki produktów pielęgnacyjnych czy makijaż natychmiast znikają odkrywając czystą, miękką, elastyczną, cudownie gładką i promienną skórę. Wszystko to dosłownie w minutę, bez efektu zamglenia w przypadku oczu, bez szczypania, bez pieczenia, bez dyskomfortu! I przede wszystkim bez tłustości i oblepienia.  Skóra jest nawilżona, ale nie ma na niej tłustej, zapychającej powłoki. Ja już po pierwszym użyciu byłam pod wrażeniem i uwierzcie, że wciąż jestem. Przy regularnym stosowaniu jest tylko lepiej i śmiało można zaobserwować to gołym okiem. Skóra jest zdecydowanie bardziej nawilżona, gładka, elastyczna, w moim przypadku też mniej się przetłuszcza. Zauważyłam również, że olejek świetnie oczyszcza pory tym samym zmniejszając ich widoczność, no cudo!  Nigdy nie pomyślałabym, że będę zachwycała się olejkiem do demakijażu, a tu proszę. Teraz to nie tylko must-have Koreanek, ale też i moje. Zresztą w ostatnim czasie kosmetyk ten poleciłam wielu osobom, każda bez wyjątku jest zadowolona i polecam go również Wam bo tych efektów nie da się opisać to trzeba poczuć i zobaczyć! ;) Podsumowując, jest przyjemnie, szybko, delikatnie i efektywnie, o! <3




Co sądzicie o olejkach do demakijażu? Stosujecie czy uważacie, że to zbędny kosmetyk? Macie ochotę wypróbować ten od Resibo? A może już go znacie? Dajcie znać :)

10.6.16

Naturalne nowości

Czy są tutaj zwolenniczki naturalnych kosmetyków? Założę się, że jest Was wiele. I ja sama je uwielbiam. Za piękne zapachy, cudowne składy bez zbędnych substancji za to z masą dobroczynnych ekstraktów, wyciągów i innych dobroczynnych składników oraz świetne działanie na skórę i włosy. Zresztą naturalne produkty to nie tylko skład i działanie, to też piękne opakowania, które zdecydowanie przyciągają wzrok, cieszą oko i sprawiają, że jeszcze chętniej po nie sięgamy. W ostatnim czasie przybyło mi całkiem sporo naturalnych nowości, część to prezenty, a część zakupy, które poczyniłam sama. Postanowiłam zebrać je do kupy i Wam pokazać. Będziecie wiedziały co stosuję lub w najbliższym czasie zamierzam testować, a może już teraz się zainspirujecie i sięgnięcie po któryś z przedstawionych przeze mnie produktów. 



Na początek Resibo i absolutnie cudowna przesyłka, która dotarła do mnie na początku maja i była tak pięknie spakowana, że aż żal było ją rozpakowywać. A co w środku? Same cuda! Czyli Olejek do Demakijażu, którym zachwycałam się już w ulubieńcach maja >klik< i zdanie podtrzymuje, fantastyczny!, Krem pod Oczy, który jeszcze czeka na swoją kolej oraz nowość marki - Serum Wygładzające, które za zadanie ma m.in. dawać naturalny efekt botoksu. Od wczoraj jest w użyciu i... zapowiada się naprawdę cudownie. Jest mocno skoncentrowane, a jednocześnie lekkie, szybko się wchłania zapewniając mojej mieszanej cerze odpowiednie nawilżenie, do tego pięknie pachnie i faktycznie wygładza! To oczywiście pierwsze wrażenia, więcej napisze o nim w odpowiednim momencie, ale coś czuję, że to będzie hit.



Kolejne nowości to dwa toniki. REN - Clarifying Toner to mój zdecydowany ulubieniec. Przeznaczony głównie dla cer mieszanych, ale sprawdzi się u każdego. Bardzo łagodny, odświeża, oczyszcza, dzięki zawartości kwasów m.in.: glikolowego i mlekowego, delikatnie złuszcza, oczyszcza pory i pomaga w walce z wypryskami. Naprawdę świetny! A mi udało się go dorwać na lookfantastick.com w super cenie i bardzo się z tego cieszę.  Face Tan Water od Eco by Sonya to w sumie produkt 2w1, czyli tonik i samoopalacz. Jest też dla mnie zupełną nowością. Całkowicie naturalny, przeznaczony również dla wegan, o działaniu przeciwtrądzikowym, za zadanie ma jednocześnie pielęgnować, odżywiać i nadawać skórze naturalny odcień opalenizny. Jestem go niesamowicie ciekawa i zakładam, że Wy również dlatego już dziś zabieram się za testy i dam znać co i jak. Nie wiem dlaczego nigdy w nowościach nie pokazywałam Wam ściereczek muślinowych, a kupuję je regularnie. Tym razem zdecydowałam się na tę marki Pai. Jest dość duża, przyjemnie szorstka i w 100 procentach wykonana z organicznej bawełny. Jeszcze jej nie używałam, ale już widzę, że jest zdecydowanie lepsza od ściereczek The Body Shop, które do tej pory kupowałam.


Marka Organique zrobiła mi wspaniałą niespodziankę i przesłała do testów zestaw kosmetyków do pielęgnacji ciała z  nowej serii o zapachu mango. W paczce znalazły się: Pianka do Mycia Ciała, Balsam z Masłem Shea, Olejek do Kąpieli i Masażu oraz Kula do Kąpieli. No i co tu dużo mówić/pisać: wszystko pachnie bosko! Nieco słodko, a jednocześnie soczyście i intensywnie. Na lato jak znalazł :) Piankę  oraz balsam bardzo dobrze znam z innych wersji zapachowych i absolutnie uwielbiam więc wiem, że na pewno się nie zawiodę. Natomiast kula oraz olejek to dla mnie nowości jednak znając markę wiem, że i ta dwójka będzie wspaniała. Szampon Rahua - Rainforest Grown chodził za mną od bardzo dawna. Nie jest niestety tani, a moje włosy i skóra głowy są kapryśne dlatego wstrzymywałam się z jego zakupem. Jednak ostatnio trafiłam na jego mniejsze opakowanie, które tym samym jest tańsze od pełnej butli i postanowiłam zaryzykować. Czy było warto? To się niebawem okaże. Na razie modlę się o to aby nie podrażnił mojego wrażliwego skalpu, o! No i ostatnia nowość czyli zestaw kosmetyków Trial Kit for Clarity od Suki. Wybrałam wersję dla cer mieszanych/tłustych, w zestawie znajduje się aż 6 produktów w mini wersjach, w tym osławiony peeling marki  - Exfoliate Foaming Cleanser, który jeszcze dziś zostanie wypróbowany. Pozostałe kosmetyki muszą jeszcze chwilę poczekać na testy, ale zbierają wiele pozytywnych recenzji więc już nie mogę się doczekać, aż zacznę je stosować. Chyba mi się nie dziwicie, prawda? :)



I to już wszystkie nowości. Co Was zaciekawiło? A może znacie już te produkty? O czym chciałybyście przeczytać szerszą opinie? No i jestem ciekawa jakie nowości w ostatnim czasie pojawiły się u Was? Koniecznie się pochwalcie! :)

30.5.16

Ulubieńcy - maj 2016

Siedzę w ogrodzie, ptaki ćwierkają, w końcu świeci słońce, w końcu jest wiosennie i ciepło. Napawam się tą chwilą na każdy możliwy sposób i najchętniej całe dnie spędzałabym właśnie tu, na leżaku. Tak długo czekałam na te ciepłe, zielone i wiosenne dni, że teraz mam ochotę skorzystać z nich podwójnie i choć prognoza zapowiada znów niskie temperatury i deszcz to nie myślę o tym i po prostu cieszę się chwilą. A co z ulubieńcami? No są. Przyznam, szczerze, że trudno było mi ich wytypować bo konkurencja jest duża, ale rozważyłam wszystkie za i przeciw, przesegregowałam kilka produktów i wytypowałam te zdecydowanie NAJ, które i Wam gorąco polecam!



Nuxe, Skin-Perfecting Purifying Lotion - to bardzo  spontaniczny zakup (rzadko mi się takie zdarzają) i bardzo udany! Towarzyszy mi codziennie podczas porannej pielęgnacji, choć wieczorem też zdarza mi się po niego sięgnąć. Świetnie odświeża, oczyszcza skórę z pozostałości żelu/pianki, tonizuje, wyrównuje pH i natychmiast się wchłania nie pozostawiając po sobie żadnej wyczuwalnej warstwy. Skóra po jego użyciu jest gładka, elastyczna i odprężona. Tonik nie podrażnia, nie wysusza, a zawartość wody kwiatowej z rozmarynu oraz wyciągu z irysa sprawia, że działa też antybakteryjnie i pomaga zwalczać niedoskonałości. Doskonały dla cer mieszanych oraz tłustych choć myślę, że latem świetnie sprawdzi się u każdego. Polecam.

Resibo, Olejek do Demakijażu - długo zastanawiałam się czy go tu umieścić ponieważ stosuję go zaledwie od kilku dni, ale w tym czasie zdążył mnie już zachwycić, a nawet bardzo!, więc nie mogłam o nim nie wspomnieć. W 99,9 procentach naturalny, opracowany na olejach: abisyńskim, manuka, lnianym i z pestek winogron oraz wit. E nie tylko doskonale oczyszcza skórę z resztek makijażu, sebum i pozostałych zanieczyszczeń, ale też pielęgnuje, pozostawiając ją niesamowicie promienną, miękką, a także doskonale odżywioną. Coś niesamowitego, mówię Wam. Ja stosuję go dwa razy dziennie (zaczęłam tak robić po przeczytaniu książki Sekrety Urody Koreanek) w duecie ze ściereczką, która była do niego dołączona, równie świetna!, i w ciągu tych kilku zdążyłam już zauważyć znaczną poprawę stanu skóry. Jest zdecydowanie bardziej nawilżona, bardzo gładka, promienna i jędrna, pory są natomiast pomniejszone, a zaskórniki na nosie i brodzie mniej widoczne. Olejek przeznaczony jest dla każdego typu skóry, nawet tłustej. Mojej mieszanej nie zapycha, a wręcz działa na nią zbawiennie i reguluje wydzielanie sebum. No uwielbiam i mam nadzieję, że będę mogła to zdanie podtrzymać. Dam znać :)



Fridge, 1.6 Face Peeling - czyli peeling mechaniczny, który działa cuda! Gęsty, kremowy, na bazie krzemionki, po aplikacji na skórę delikatnie się pieni, a bardzo drobnej średnicy ziarenka w łagodny, ale skuteczny sposób dogłębnie, serio!, oczyszczają skórę, pomagają pozbyć się martwego naskórka oraz cudownie wygładzają. W efekcie skóra jest jakby wypolerowana, pobudzona do odnowy, niesamowicie gładka i rozjaśniona oraz gotowa na nałożenie produktów pielęgnacyjnych. Peeling nie wysusza, nie podrażnia, a dzięki zawartości olejku z bergamotki niweluje mikro urazy i przyjemnie pachnie <3 Idealny dla każdego, od cer suchych po tłuste. Dla mnie doskonały pod każdym względem. A o składzie chyba nie muszę wspominać? Naturalny i bajeczny, jak to u Fridge.

Becca, Beach Tint, Guava - znalazł się u mnie przez przypadek (zamówiłam w Galilu inny produkt Becca, a przysłali mi ten), na początku byłam trochę wkurzona, a teraz cieszę się, że tak się stało! Jest fantastyczny. Lekki, dziecinnie prosty w aplikacji, wszechstronny i trwały. W maju sięgałam po niego prawie, że codziennie. Aplikuje się dosłownie w sekundę, nie tworzy plam ani smug, cudownie stapia się ze skórą, trwa na niej cały dzień i daje niesamowicie naturalny efekt! Pięknie wygląda też na ustach, uwydatnia je i delikatnie akcentuje. Uwielbiam i polecam każdemu, szczególnie teraz na wiosnę/lato kiedy takie lekkie, półprzezroczyste i trwałe formuły są pożądane. 



Skin&Tonic, Lemon Lip Balm - ten balsam do ust to dowód na to, że mniej znaczy więcej. Skomponowany jedynie z trzech organicznych składników: masła Shea, czystego oleju kokosowego oraz wosku pszczelego. Szybko i skutecznie nawilża, odżywia, zmiękcza, wygładza i koi spierzchnięte usta. Do tego spakowany jest w mały, poręczny sztyft, a jego cytrusowy zapach jest delikatny i niemęczący. Ja sięgam po niego zawsze rano, a także czasem w ciągu dnia. Natychmiast wygładza, nie jest wyczuwalny i trwa na ustach do dwóch godzin po czym się ściera, a nawilżenie zostaje. Naprawdę lubię i polecam. *kupicie go w sklepie organicall.pl


La Bruket, Soap Bergamott/Patchouli - już od dawna sięgam tylko i wyłącznie po naturalne mydła do mycia ciała bez zawartości SLS i zauważyłam, że naprawdę dobrze wpłynęło to na moją skórę. Jest bardziej nawilżona, sprężysta, a ja nie wiem już co to podrażniona, ściągnięta czy swędząca skóra po kąpieli. W maju najchętniej stosowałam to od szwedzkiej marki La Bruket. Cudowne! Organiczne, opracowane na starannie dobranych składnikach z dodatkiem olejków eterycznych nie tylko delikatnie i skutecznie oczyszcza, ale też regeneruje, nawilża, odświeża i w zależności od wybranej wersji (jest ich kilka) działa na skórę oraz zmysły w ukierunkowany sposób. Bergamotka/paczula to mieszanka specyficzna, z jednej strony wycisza, z drugiej pobudza i pachnie tak jak lubię. Zielono, świeżo i "trawiaście". Uwielbiam i mam ochotę na więcej. A design butelki tę ochotę tylko pogłębia. 



Mario Badescu, Special Hand Cream with Vitamin E - jeden z bestsellerów marki, ja długo zastanawiałam się nad jego zakupem, ale zaryzykowałam i była to naprawdę dobra decyzja. Zapakowany w słoiczek, o przyjemnym zapachu przypominającym krem babci, niesamowicie lekki, nieco wodnisty i bardzo szybko wchłaniający się. Od razu po aplikacji przynosi ulgę przesuszonej skórze dłoni, natychmiast wygładza, otula i regeneruje, a wszystko to zasługa doskonale skomponowanego składu z zawartością wit. E, A, olejku z kiełków pszenicy i miodu. Ja stosuję go codziennie na noc, nakładając grubszą warstwę, a rano cieszę się nowymi dłońmi. Jedwabiście gładkimi, odżywionymi, miękkimi i doskonale nawilżonymi, tak dobrze, że w ciągu dnia zdecydowanie rzadziej niż kiedyś sięgam po kremy nawilżające. Cudo! I to niesamowicie wydajne ;) *kupicie go w sklepie beautybuy.com



Znacie te produkty? Co szczególnie Was zainteresowało i macie ochotę wypróbować? Po jakie kosmetyki Wy najchętniej sięgałyście w maju? Mam też prośbę, polećcie mi jakiś fajny, wydłużający tusz. Z góry dziękuję i czekam na Wasze komentarze :)

24.5.16

Moja wieczorna pielęgnacja twarzy

Dzisiaj zapraszam Was na kolejny pielęgnacyjny wpis. Tym razem będzie o pielęgnacji wieczornej. Ze względu na cerę problematyczną, mocno przetłuszczającą się w strefie T, szybko zanieczyszczającą się, z zaskórnikami i rozszerzonymi porami zależy mi aby wieczorem porządnie ją oczyścić, zarówno z makijażu, jak i sebum oraz innych zanieczyszczeń, które nagromadziły się w ciągu dnia, z drugiej strony dużą wagę przywiązuję też do nawilżania i odżywiania. Bardzo ważne jest dla mnie również aby produkty, które stosuję do demakijażu były skuteczne, a zarazem łagodne i nie przesuszały czy podrażniały skóry. No bo nie o to chodzi. Cera musi być dobrze oczyszczona, a jednocześnie miękka, elastyczna, promienna bez uczucia ściągnięcia czy pieczenia.



Zaczynając wieczorny demakijaż zawsze sięgam najpierw po płyn micelarny, uwielbiam ten od Sylveco, ale ostatnio zdecydowałam się na zakup Płynu Micelarnego marki Mixa, który przeznaczony jest dla cer mieszanych i tłustych. Posiada pH 5,5, jest niesamowicie łagodny dla skóry, a przy tym skuteczny. Ja stosuję go do oczu oraz twarzy, zaczynam od tych pierwszych przecierając je nasączonym wacikiem (przykładam i ściągam tusz itd., nigdy nie pocieram), a następnie kolejnym przecieram twarz. Płyn bez oporu rozpuszcza niewodoodporny makijaż, usuwa ze skóry też sebum i pozostałe zanieczyszczenia pozostawiając ją czystą i nieprzesuszoną. Nie ma tu mowy o podrażnieniach, skóra jest ukojona, micel nie pieni się tym samym  nie pozostawia na skórze żadnej wyczuwalnej warstwy, a duża pojemność sprawia, że jest niesamowicie wydajny. Polecam.

W kolejnym kroku sięgałam od razu po żel, ale że od wczoraj zaczęłam stosować Olejek do Demakijażu - Resibo i mam zamiar ten krok wprowadzić na stałe postanowiłam o nim wspomnieć już teraz. Kosmetyk jest w 99,9% naturalny, w 100% wegański, przeznaczony do każdego typu cery, nawet tłustej i mieszanej, które ma za zadanie regulować. Ja jeszcze niewiele mogę o nim napisać, ale przyznam, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, a zawsze unikałam olei jak ognia. Teraz wiem, że zupełnie niepotrzebnie! Rozprowadzony kolistymi ruchami na suchej skórze, a następnie zmyty ściereczką z mikrofibry, która jest do niego dołączona, doskonale usuwa ze skóry pozostałości, których nie zmył micel, wspaniale wygładza i pozostawia ją doskonale oczyszczoną. Cera jest promienna, miękka, gładka, nie podrażniona, a także przyjemnie nawilżona. Efekt jest naprawdę wspaniały i zdecydowanie widoczny. Jeśli tak dalej pójdzie i olejek nie spowoduje wysypu zdecydowanie będzie moim odkryciem roku.



No i w końcu czas na żel. Obecnie stosuję Rumiankowy Żel do Twarzy  - Sylveco. Jest niedrogi i ma świetny, naturalny skład z zawartością m.in. rumianku lekarskiego, który łagodzi, goi, działa przeciwzapalnie i anty-alergicznie oraz kwasu salicylowego o działaniu antybakteryjnym. Aplikuję go na zwilżoną wodą skórę, wykonuje krótki masaż, a następnie spłukuję i osuszam twarz ręcznikiem (przeznaczonym tylko do tej części ciała).  Żel doskonale oczyszcza, nie powoduje podrażnień, nie wysusza też skóry, choć gdy zaczęłam stosować olejek Resibo jest ona już nieco napięta, ale wciąż nie przesuszona. Kosmetyk delikatnie się pieni, pachnie naturalnie, ziołowo, jest wydajny, a jego działanie antybakteryjne pomaga w walce z wypryskami. Jeśli macie mieszaną lub tłustą cerę warto wypróbować.

Po dokładnym oczyszczeniu skóry przecieram ją jeszcze tonikiem aby usunąć ewentualnie resztki żelu i wyrównać jej pH. Tonik Mario Badescu - Special Cucumber Lotion stosuję od niedawna jednak nie mam mu nic do zarzucenia. W składzie zawiera alkohol, ale jego formuła została tak opracowana aby nie podrażniać i nie wysuszać skóry. Za zadanie ma działać orzeźwiająco, dezynfekcyjnie i oczyszczająco, a także wspomagać gojenie wyprysków i zapobiegać powstawaniu nowych. Trudno mi się odnieść czy rzeczywiście wpływa na wypryski ponieważ stosuję kilka produktów o tymże działaniu, ale jedno jest pewne, jest bardzo delikatny, ładnie pachnie, tonizuje, nie powoduje podrażnień i pozostawia cerę przyjemnie napiętą oraz delikatnie nawilżoną.



Po takim dokładnym demakijażu cera jest dogłębnie oczyszczona i gotowa na nałożenie produktów nawilżających. Pod oczy wklepuję ten sam krem co rano czyli 4.1 Coffee Eye marki Fridge. Jest tak wydajny, że gdybym nie stosowała go dwa razy dziennie chyba nigdy by się nie skończył. Co więcej, dla mnie fantastyczny i póki co zdecydowanie najlepszy i ulubiony. Więcej przeczytacie w poprzednim poście >klik< i np. o tu >klik<. Ogólnie bardzo polecam. Sama natura, która naprawdę działa!

Na twarz oraz szyję już od kilku miesięcy aplikuję natomiast olejek Trilogy - Certified Organic Rosehip Oil. Jest to czysty, organiczny olejek różany bogaty w kwasy omega 3,6 i 9 oraz witaminę C. Niezwykle bogaty, odżywczy, a zarazem lekki i szybko wchłaniający się, przeznaczony do każdego typu cery, w tym także tłustej. Zaaplikowany w niewielkiej ilości, 3-4 krople, zapewnia doskonałe nawilżenie, odżywia, spowalnia procesy starzenia, a przy regularnym stosowaniu widocznie ujędrnia, reguluje wydzielanie sebum, wygładza drobne linie i rozjaśnia przebarwienia. Moja cera bardzo go lubi, olejek nie zapycha, a ja rano budzę się z rozpromienioną, elastyczna, miękką i doskonale nawilżoną cerą bez efektu tłustości co czasem zdarza się przy tego typu produktach. Jako ciekawostkę dodam, że stosują go też: Kate Middleton, Gwyneth Paltrow, Victoria Beckham oraz Miranda Kerr ;)



Na koniec pozostaje jeszcze tylko aplikacja preparatu na wypryski, o ile oczywiście takie w danym czasie mam, oraz balsamu do ust. Ten pierwszy to Mario Badescu - Drying Lotion zawierający kwas salicylowy, kamforę oraz inne szybko-wysuszające składniki, które podczas snu pomagają uporać się z wypryskami. Płyn aplikuję patyczkiem higienicznym tylko w te miejsca gdzie powstały lub powstają wypryski, wyglądam przy tym trochę jakbym miała ospę, ale rano stany zapalne są wyciszone, a pryszcze (nazwijmy to po imieniu) mniejsze i rozjaśnione. Preparat w ciągu jednej nocy nie jest w stanie całkowicie zlikwidować wykwitów, ale stosowany regularnie zdecydowanie przyspiesza ich gojenie, a do tego jest łagodny i może być stosowany przez wszystkich niezależnie od typu cery. Do ust niezmiennie stosuję masło Reve de Miel od Nuxe. Zdecydowanie moje ulubione i przede wszystkim skuteczne. Gęste, treściwe i niesamowicie odżywcze. Otula usta ochronna warstwą i trwa na nich, aż do świtu. W tym czasie nawilża, regeneruje i wygładza, żeby rano móc cieszyć się jędrnymi, odżywionymi i gładkimi wargami ;)

Tak obecnie prezentuje się mój zestaw kosmetyków, po które sięgam niemalże każdego wieczoru. Póki co nie mam zamiaru wprowadzać żadnych zmian. Stosowane produkty są skuteczne i dobrze wpływają na moją cerę, która to nie wygląda niestety jak marzenie, ale przynajmniej jest jędrna, gładka, promienna, doskonale odżywiona i nawilżona, ja nie mam problemu z suchymi skórkami, wypryski pojawiają się natomiast ostatnio coraz rzadziej (chyba, że przesadzę ze słodkościami), a jeśli już to szybko znikają. Wszystko lubię i polecam.



A jak wygląda Wasza wieczorna pielęgnacja? Również przywiązujecie dużą wagę do oczyszczania i nawilżania? Który produkt Was szczególnie zainteresował i chciałybyście go widzieć u siebie? Dajcie znać :)

 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl