12.4.15

NYX - Butter Gloss/Cherry Pie

O Butter Gloss marki NYX czytałam tak dużo dobrego, że gdy tylko zobaczyłam ten błyszczyk na stronie Minti Shop, a akurat robiłam tam małe zakupy, uległam i bez zastanowienia kupiłam swój egzemplarz żeby przekonać się na własnej skórze, a raczej własnych ustach o co tyle szumu. Do zakupu zachęciły mnie głównie opinie, że kosmetyk ten jest tak samo świetny jak Instant Light Natural Lip Perfector - Clarins (pełna recenzja >klik<), który osobiście uwielbiam.


Wybór koloru był u mnie oczywisty. Jako fanka czerwieni nie tylko na paznokciach, ale ustach też skusiłam się na Cherry Pie. Co za kolor! Jest to czerwień, ale nie taka dosłowna. W opakowaniu zwyczajna, a na ustach piękna, soczysta i mega kobieca. Idealna na co dzień, idealna na wieczór a także, moim zdaniem, idealna dla każdego bez względu na typ karnacji. Upiększa usta, ożywia całą twarz i optycznie wybiela zęby.


Konsystencja Butter Gloss jest gęsta, ale aplikacja nie przysparza problemów. Mały aplikator nabiera odpowiednią ilość kosmetyku i gładko sunie po ustach pokrywając je jednolitym kolorem. Pigmentacja jest tu naprawdę dobra. Wystarczy jedna warstwa aby otrzymać średnie krycie, a o smugach czy prześwitach nie ma mowy. Kosmetyk zostawia piękne, błyszczące wykończenie, które nie tylko ładnie i apetycznie wygląda, ale też powiększa małe usta. To lubię ;)


Butter Gloss nosi się bardzo komfortowo. Nic nie wylewa się poza kontur ust oraz nie lepi. Nie wyczujemy tutaj też żadnego smaku. Nie jest to pomadka typu long-lasting tylko błyszczyk więc trwałość nie jest może powalająca, ale bez jedzenia i picia kosmetyk trzyma się na ustach tak 2-3 godziny, w międzyczasie delikatnie się ściera i blednie, ale usta cały czas są zabarwione, błyszczące i nawilżone. No właśnie, nawilżone bo Butter Gloss to w końcu maślany błyszczyk i nie jest to tylko chwytliwa nazwa, a szczera prawda.


Błyszczyk jest tak nawilżający i odżywczy jak dobry balsam. Koi spierzchnięte usta, błyskawicznie je regeneruje, wygładza i zmiękcza. Rewelacja! Ja jako osoba z wiecznie przesuszonymi ustami naprawdę mocno doceniam to działanie. Teraz już wiem, że komentarze porównujące Butter Gloss do Instant Light Natural Lip Perfector są prawdziwe i sama się pod nimi podpisuję. Mogłabym rzec, że Butter Gloss ma nawet przewagę ponieważ wybór kolorów jest tutaj większy, a cena duzo niższa (ok. 25-30 zł). Ja jestem zachwycona. Jeśli nie znacie jeszcze tego maślanego cuda to koniecznie nadróbcie zaległości ;)

A poniżej prezentacja na ustach i głupawka ;) (czasem jestem zbyt poważna, a czasem niepoważna, wybaczcie:)).
PS. Aparat niestety zjadł kolory :(


I co sądzicie o Butter Gloss? Znacie ten błyszczyk? A może zastanawiacie się nad jego zakupem? Lubicie takie odżywcze błyszczyki? Czekam na Wasze komentarze i życzę miłej niedzieli :)

5.4.15

Home SPA

Dzisiaj wpis lekki i przyjemny, no bo w końcu są Święta. A w Święta każdy chce odpocząć i się zrelaksować więc nawet nie mam zamiaru męczyć Was długimi recenzjami. Jeśli mowa już o relaksie to chyba nic tak nie relaksuje jak domowe SPA. U mnie dzień SPA wypada właśnie dziś czyli w niedzielę. Przyznam szczerze, że przez cały tydzień z niecierpliwością czekam właśnie na ten moment. Zamykam się wtedy w łazience, włączam ulubioną muzykę, chciałabym napisać, że zapalam też świece, ale tego nie robię ;), i oddaję się tym wszystkim miłym zabiegom. A jakie kosmetyki mi wtedy towarzyszą? Wszystkiego dowiecie się poniżej :)


RITUALS..., Good Luck Scrub- SPA bez peelingu to nie SPA, a więc peeling musi być. Najlepiej porządny, a do tego pięknie pachnący. I ten właśnie taki jest. Zawarte w nim drobinki cukru dosyć mocno acz przyjemnie masują ciało, a przy tym rewelacyjnie złuszczają martwy naskórek idealnie wygładzając i napinając skórę. Natomiast przepiękny zapach, który jest połączeniem słodkiej pomarańczy i drzewa cedrowego otula, pieści zmysł węchu i niesamowicie relaksuje. A jeśli to dla Was za mało to napiszę jeszcze, że ten piękny aromat unosi się w całej łazience i pozostaje na skórze przez długi czas. Lepiej być nie może.

Bumble&Bumble, Sunday Shampoo - po peelingu czas na porządne oczyszczenie włosów oraz skalpu. Do tego celu używałam zawsze masek oczyszczających jednak ostatnio skusiłam się na głęboko oczyszczający szampon (pokazywałam go w poście z marcowymi nowościami >klik<) i teraz to właśnie on towarzyszy mi podczas tego procesu. Muszę przyznać, że jest genialny! Intensywnie i skutecznie oczyszcza, wystarczy jedno mycie!, usuwając wszelkie osady, które nagromadziły się na skórze oraz włosach w ciągu tygodnia i jest przy tym niesamowicie łagodny. Po takim zabiegu włosy odzyskują wigor, są lekkie, puszyste, pełne objętości i podatne na układanie. Jest tylko jeden minus, szampon nie nadaje się do włosów farbowanych ponieważ wypłukuje farbę. Poza tym jest bez wad.


Aesop, Parsley Seed Cleansing Masque - choć maseczek oczyszczających mam kilka to podczas swojego niedzielnego rytuału sięgam właśnie po tą od Aesop. Przede wszystkim ze względu na piękny, lawendowy zapach, który uwielbiam i, który niesamowicie mnie relaksuje, a także ze względu na działanie. Ten kosmetyk nie tylko rewelacyjnie oczyszcza, ale też odżywia i odnawia skórę pozostawiając ją gładką, miękką, rozjaśnioną i po prostu piękniejszą, a wszystko to w zaledwie 15 minut. Jednak to jeszcze nie wszystko. Musicie również wiedzieć, że Parsley Seed Cleansing Masque naprawdę fajnie rozprawia się z wypryskami, zmniejsza je oraz przyspiesza ich gojenie. Nic dodać, nic ująć.

Origins, Drink Up Intensive - nawilżanie to u mnie podstawa, a już szczególnie po głębszym oczyszczaniu i tutaj stawiam na Drink Up Intensive. Jest to moja absolutnie ulubiona maska, którą mam zawsze na swojej łazienkowej półce. Moja skóra ją uwielbia! Nałożona nawet grubszą warstwą dosyć szybko się wchłania i już po kilkunastu minutach od aplikacji można odczuć, że maska naprawdę działa jednak efekt końcowy widoczny jest dopiero rano i muszę przyznać, że aż miło się robi gdy w poniedziałkowy poranek spoglądam w lustro. Skóra jest odżywiona, niesamowicie jędrna, a także jakby rozpulchniona. Mam nadzieję, że wiecie co mam na myśli ;) Uwielbiam!


Pat&Rub, Pielęgnacyjny Balsam do Ust Kawowy - usta, jak pozostałe części ciała, również wymagają troski więc nie zapominam i o nich. Nie mam obecnie swojego ulubionego masełka czyli Reve de Miel od Nuxe więc sięgam po te od Pat&Rub. Nie jest tak mocno odżywcze jak lubię, ale nie narzekam. Spełnia swoją rolę, pielęgnuje, nawilża, zmiękcza, a także wygładza skórę ust. W dodatku jest w stu procentach naturalne i ma piękny, kawowy zapach, który poprawia nastrój. Kosmetyk głównie, ale nie tylko, dla fanek kawy ;)

The Body shop, Hemp Hand Protector - i na sam koniec czas na dłonie. Tutaj sięgam po swojego wieloletniego ulubieńca czyli krem z konopią indyjską. Wystarczy go naprawdę niewiele (jest mega wydajny) żeby doprowadzić przesuszone czy spierzchnięte dłonie do ładu. Piszę, że trzeba go niewiele, ale ja akurat w ten dzień nakładam go grubą warstwą. Krem potrzebuje kilku minut żeby się wchłonąć więc przez ten czas siedzę i totalnie nic nie robię, ale później mogę cieszyć się miękka, nawilżoną i rewelacyjnie odżywioną skórą dłoni.


Po tych wszystkich rytuałach, wypielęgnowana i pachnąca, wskakuję w piżamę lub wygodny dres, zaparzam ulubioną herbatę, wchodzę pod koc i co robię? Relaksuję się dalej! ;) Oczywiście przy jakimś dobrym serialu.


I tak to u mnie wygląda ;) A jak jest u Was? Lubicie takie pielęgnacyjne rytuały? Po jakie kosmetyki wtedy sięgacie? Koniecznie podzielcie się swoimi typami :))

2.4.15

Ulubieńcy - marzec 2015

Marzec już za nami i dobrze. Szczerze mówiąc mam już dość zimy (tak, tak w Norwegii gdzie mieszkam wciąż jest zima, choć z tego co wiem w Polsce nie jest lepiej:() i z utęsknieniem czekam na letnie miesiące więc te pozostałe żegnam z przyjemnością. Jednak dzisiaj mowa nie o mnie, a o ulubieńcach więc przejdźmy do nich. Zawsze pokazywałam ulubieńców tyko tych kosmetycznych jednak postanowiłam trochę urozmaicić ten post i poza kosmetykami będą od czasu do czasu, a może co miesiąc, zobaczymy, pojawiały się tutaj też inne rzeczy, które zachwyciły mnie w danym miesiącu. Mam nadzieję, że podoba Wam się ten pomysł? :) Zaczynamy prezentację ;)


Oceanic, Long 4 Lashes - na początku sceptycznie podchodziłam do tej odżywki, ale że moje rzęsy wołały o pomstę do nieba postanowiłam ją kupić i był to strzał w dziesiątkę. Pierwsze efekty zauważyłam już po kilkunastu dniach, ale siedziałam cichutko i patrzyłam co będzie dalej. No i teraz, po dwóch miesiącach stosowania, są one jeszcze lepsze i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona, i efektami, i sama odżywką, która działa fenomenalnie. Moje marne rzęsy są teraz długie, ciemne i zagęszczone. Rewelacyjnie prezentują się nawet bez tuszu, a po jego aplikacji jest jeszcze lepiej. Dla mnie bomba!

The Body Shop, Banana Shampoo&Conditioner - ten duet pojawił się już na blogu o tutaj >klik<. Pisałam wtedy, że go kocham i nadal tak jest. Sięgam po niego z przyjemnością, teraz już trochę rzadziej niż na początku ponieważ testuję inne kosmetyki, ale po jego użyciu za każdym razem zachwycam się swoimi włosami. Są odbite od nasady, lekkie, puszyste, a przy tym odpowiednio nawilżone i wygładzone. Dawno tak dobrze nie wyglądały. Wiem, że duet zbiera różne opinie, ale dla mnie jest idealny.


Dermalogica, Gentle Cream Exfoliant - peelingi enzymatyczne? Przyznam szczerze, że kiedyś omijałam je z daleka. A dlaczego? Ponieważ myślałam, że nie robią nic i zawsze sięgałam po te mechaniczne. Ahh, jaka głupia byłam! Dobrze jednak, że zmądrzałam bo inaczej pewnie nie odkryłabym tej perełki. Peeling stosowany regularnie, tak co 2-3 dni, naprawdę czyni cuda i sprawia, że twarz z dnia na dzień wygląda po prostu piękniej. Rewelacyjnie złuszcza martwy naskórek dzięki czemu skóra przez długi czas jest wygładzona, zmiękczona i dobrze oczyszczona, a przebarwienia stają się jaśniejsze. Mam też wrażenie, że peeling przyspiesza gojenie się niespodzianek za co duży plus. I ten lawendowy zapach! Jestem oczarowana.

Aromatherapy Associates, Soothing Treatment Mask - czy Wy też ostatnio macie mocno przesuszoną skórę na twarzy? U mnie to jakiś obłęd i cały czas z tym walczę, a pomaga mi w tym właśnie ta maska. Działa na moją skórę jak plaster miodu na spierzchnięte i wysuszone usta. Koi, łagodzi, odżywia, a także rewelacyjnie nawilża. Ja stosuję ją zawsze na noc, czasem nawet kilka dni pod rząd. Po takim seansie skóra jest gładka, miękka i jędrna, a uczucie dyskomfortu związane z przesuszeniem znika. Jedynym minusem jest nieprzyjemny zapach, ale szybko wietrzeje więc nie narzekam :)


Aesop, Rejuvenate Intensive Body Balm - w tym balsamie uwiódł mnie głównie zapach. O B Ł Ę D N Y! Ciepły, otulający, trochę waniliowy, trochę cytrusowy i trochę drzewny. Nie da się go po prostu opisać, ale uwierzcie mi, jest naprawdę przepiękny. Na działanie również nie narzekam ponieważ jest genialne. Balsam jest lekki, a zarazem treściwy, niesamowicie szybko się wchłania i pozostawia skórę jedwabiście gładką, miękką i optymalnie nawilżoną na badzo długie godziny. Kosmetyk ideał. Niech Was nie zwiedzie małe opakowanie, jest mega wydajny! Uwielbiam.

A co w marcu zachwyciło mnie poza kosmetykami? Przede wszystkim piosenka norweskiego duetu Röyksopp - Something In My Heart >klik< <3. Tak wpadła mi w ucho, że w marcu słuchałam jej w kółko, nawet po 10 razy dziennie. Zwariowałam wiem, ale co poradzić, jest świetna i jeszcze ten męski wokal. Uwielbiam! Kolejnym niekosmetycznym ulubieńcem jest herbata "Sylwetka" ze sklepu Czas na Herbatę. Jest to mieszanka ziół, w skład której wchodzą: yerba mate, owoc dzikiej róży, werbena cytrynowa, lukrecja, imbir, płatki róży, rumianek. Herbata jest bardzo delikatna w smaku, świetnie smakuje zarówno na zimno jak i na ciepło, a przy tym korzystnie wpływa na organizm i poprawia przemianę materii. Ja kupuję ją od dawna jednak ostatnio całkowicie o niej zapomniałam, w marcu sięgnęłam po nią ponownie i tak mi posmakowała, że umilała mi niemalże każdy wieczór. Jeśli lubicie ziołowe, delikatne herbaty to tą serdecznie polecam :)


I to już wszyscy moi ulubieńcy. A co Was zachwyciło w marcu? Czekam na Wasze komentarze ;)
 
Szablon zrobiony przez CreativeLight.pl